Digby smith napoleon przeciwko rosji 1812

Subiektywna recenzja książki Digby Smith – NAPOLEON PRZECIWKO ROSJI 1812

gbrPMZ Publikacje Skomentuj

Digby Smith – NAPOLEON PRZECIWKO ROSJI 1812

Piotr M. Zalewski

Zanim przejdę do omówienia treści pracy pana Digbiego Smitha wypad powiedzieć choć słowo o pracy wydawcy. Wydawnictwo Replika omawianą książkę wydało w tym samym stylu jak swoją poprzednią publikację z 2011 roku pt. NAPOLEON I WELINGTON DŁUGI POJEDYNEK (autor Andrew Roberts). Obie pozycje są niezwykle atrakcyjne edytorsko, ładna czcionka (choć cyfra jeden podobna jest do jedynki Rzymskiej czyli dużego „i”), w zasadzie bez błędów składu, literówek (w pracy Smitha na stronie 299 jest tylko jedno dziwne powtórzenie tekstu), a obie prace zdobi wiele ilustracji czarno-białych i kolorowych oraz map.

Recenzując publikacje tłumaczone na język polski trzeba oddzielnie potraktować tekst autora i jego merytoryczną jakość, a także pracę tłumacza i jego wysiłek włożony w przełożenie, czyli przybliżenie tekstu oryginalnego polskiemu czytelnikowi. W przypadku pracy pana D. Smitha jest to dość łatwe, gdyż tekst został dobrze przetłumaczony, ładnym językiem, tłumacz pan Arkadiusz Bugaj do oryginalnych przypisów, których jest raczej niewiele (objaśniają one w większości tytuły i godności marszałków Cesarza Napoleona) dodał własne, precyzujące tekst oryginalny. W wielu miejscach pan Bugaj zadał sobie trud weryfikacji nazw geograficznych, których nie mógł odnaleźć na angielskich mapach pan Smith, jak choćby w przypadku Kisielina nad rzeką Stochód (przypis 5, str.150) Gorzej natomiast poszła sprawa przetłumaczenia terminologii munduroznawczej. Czytając fragment wspomnień Kapitana Franza Morgensterna (należącego do westfalskiego 2 Pułku Piechoty Liniowej VIII Korpusu Armijnego) w opisie wyglądu Napoleona pod datą 6 września czytamy: „Miał na sobie rozpięty, jasno szary płaszcz, pod który założył zieloną koszulę mundurową z przypiętą widoczną gwiazdą, ponadto białe bryczesy i buty do jazdy konnej…” Niestety mamy tu dwie poważne wpadki! Zielona koszula mundurowa to zdaje się ulubiony strój Cesarza frak ( habit ) pułkownika strzelców konnych, a bryczesy to po polsku spodnie, czasem określane jako krótkie do pończoch, a kiedyś zwane pogardliwie „niemieckimi” (culotte, a pont, lub a la bavaroise ) gdyż w języku polskim bryczesami nazywamy tylko spodnie myśliwskie lub do konnej jazdy o charakterystycznym kroju – wysokie w stanie, dopasowane w łydce, szerokie w udach i biodrach, odcięte pod kolanem. Razi mnie także nadużywanie słowa epicki (np. epicka walka na str.17, epicki przemarsz, odwrót) które obecnie kojarzy się ze slangiem hipsterów, a nie literaturą historyczną, ale może się czepiam przecież wszyscy na co dzień mówimy prozą, a tylko nieliczni wierszem ( jak artyści hiphopowcy którzy „kleją rymy” ).

Recenzując samą pracę pana Digby Smitha ostrych słów wprost brak! Jest to kolejna zła, stronnicza praca na temat kampanii 1812 roku. Ale po kolei! Tytuł oryginału to Napoleon Against Rusia (Napoleon przeciw Rosji) w polskiej wersji doszła jeszcze data „1812” -żeby polski czytelnik nie miał wątpliwości o które zmagania chodzi, a także dopisek „DRUGA WOJNA POLSKA” aby zachęcić jeszcze bardziej polskiego czytelnika do lektury. Przyznaję, rzeczywiście miałem nadzieję, że wreszcie ktoś doceni Polski wkład w rok 1812, bo jak do tej pory, to już od sławnego (niesławnego ) 29 Biuletynu Wielkiej Armii gdzie przeprawę przez Berezynę i bitwę pod Stachowem z 28 listopada 1812 pokazano w sposób jawnie pomijający wkład polskich jednostek i ich dowódców. A przez następne 200 lat w publikacjach zachodnich z reguły prawdy także nie było. Autor założył, co jest dość popularne wśród autorów anglojęzycznych, że pracę oprze na materiałach które ukazały się w języku angielskim – tak wynika z tekstu przedmowy, choć autor zastrzega się, że chce „wykorzystać wspomnienia uczestników kampanii dotychczas nieznanych angielskiemu czytelnikowi” po czym dodaje ( co wprawiło mnie początkowo w zachwyt), że chce „wykorzystać do tej pory uporczywie pomijane relacje żołnierzy służących na flankach Wielkiej Armii, którzy podczas kampanii operowali na Łotwie, w okolicach Połocka oraz na Wołyniu”. Niestety, w tekście książki może i są wspomnienia dotychczas nieznane czytelnikom angielskim, ale nie polskie i z reguły pomijające działania oddziałów polskich, chyba, że w pamiętnikach tych wspomina się o rabunkach jakie dokonywały na ziemiach polskich pułki Księstwa Warszawskiego. Próbuje się tym samym rozłożyć odpowiedzialność za rabunki w Księstwie na innych, a w ten sposób zmniejszając winy własnych oddziałów.

Tak więc błędne założenia w warsztacie pracy skutkują jednostronnością spojrzenia na opisywane wydarzenia. Autor nie jest wielbicielem Napoleona, to od razu widać, a w przypadku Anglika jest to zupełnie zrozumiałe. Jego ocena działań Cesarza jest jednoznacznie negatywna, co jest zgodne z poglądami wielu współczesnych historyków. To jest do przyjęcia. Każdy ma prawo do własnych ocen, ale dlaczego autor powiela kłamstwa i nie próbuje dojść do prawdy? Dlaczego brak mu rzetelności jaka powinna cechować badacza? Wymieniając narodowości które wystawiły kontyngenty dla Wielkiej Armii podaje że oprócz Francuzów zmobilizowano też Niemców, Szwajcarów, Włochów, Portugalczyków, Chorwatów, mieszkańców wybrzeży Adriatyku, Polaków i Litwinów (str.9). Kolejność chyba przypadkowa, bo nie alfabetyczna, ani wielkościowa, gdyż Księstwo Warszawskie wystawiło na pewno więcej żołnierzy niż Chorwaci i mieszkańcy Adriatyku razem wzięci! Ale to nic, bo na str.18 w podobnym zestawieniu narodowości już Polacy i Litwini w ogóle nie występują! Według obliczeń Roberta Bieleckiego Polaków (wraz z Legią Nadwiślańską i Szwoleżerami Gwardii ) było 83,5 tyś. Był więc to drugi po francuskim kontyngent narodowy. O czym autor powinien wiedzieć. Opisując działania korpusów Wielkiej Armii autor pomija V, Polski Korpus dowodzony przez Księcia Józefa Poniatowskiego. Nazwisko Księcia wprawdzie pojawia się parę razy, ale bez szerszej charakterystyki na jaką zasłużyli inni dowódcy dostając notki biograficzne w ramkach, co jest skądinąd dobrym pomysłem edytorskim. Wkład naszych wojsk jest permanentnie pomijany na kartach pracy pana Smitha, a szczytem jest opis działań podczas przeprawy przez Berezynę. Według pamiętnikarzy których cytuje D. Smith „23 listopada Napoleon posłał po generała Colberta, prosząc go o wskazanie mu lokalizacji brodu, który odkrył 13 lipca, gdy forsował Berezynę w początkach kampanii 1812 roku. Podczas odwrotu Wielka Armia przekraczała Berezynę w tym samym miejscu w którym w okresie ofensywy francuskiej przeprawiali się Czerwoni lansjerzy. Generał Colbert był bez wątpienia człowiekiem obdarzonym niewiarygodnie dobrą pamięcią.”(str.333) No cóż można tylko się zastanawiać czy gen Colbert znał i pamiętał także inne brody w majątkach majora w pułku szwoleżerów gwardii, ks. Dominika Radziwiłła do którego należał Stary Borysów. Zarówno ks Radziwiłł jak i inni polscy oficerowie byli wypytywani o możliwe przeprawy na tym terenie. Dalej na stronie 338 mamy następny przykład „prostowania” historii. Czytamy: „Napoleon posłał także na drugi brzeg Berezyny oddział kawalerii, który przeprawił się w bród. Każdy z jeźdźców podczas tej przeprawy wiózł za siodłem woltyżera. Kawalerzyści i woltyżerzy wspierani przez około 300 piechurów, którzy przeprawili się przez rzekę na tratwach, odpędzili szybko patrole kozackie,…” Cóż za piękna brawurowa akcja! Szkoda, że autor nie podał z jakich pułków byli ci żołnierze, może nie wiedział? A może nie chciał przypinać wawrzynów kawalerzystom ze szwadronu z 20 francuskiego pułku strzelców konnych, 8 pułku lansjerów polskich płk. Tomasz Łubieńskiego wspieranego przez resztki 17 pułku ułanów litewskich, oraz szwadron 7 pułku lansjerów polskich por. Bogusławskiego. Oraz 50 woltyżerów francuskich. (D. Chłapowski, Pamiętniki) Na tratwach przeprawiło się 400 żołnierzy z pułków 1. i 6 Księstwa Warszawskiego (dyw. Gen Dąbrowskiego ). Podobnie nierzetelnie pan D. Smith opracował bitwę stoczoną 28 listopad na prawym brzegu Berezyny wzdłuż drogi z Brył do Borysowa. Bitwa ta, niezwykle krwawa (ranny został min. Gen Zajączek) w dużej mierze prowadzona była przez V korpus (polski) oraz inne oddziały polskie. Zapewne bitwa ta nie zaowocowała żadnymi pamiętnikami przetłumaczonymi na język angielski wiec pan Smith prześlizgnął się po niej gładko serwując nam tylko małą notkę w ramce. Dopiero na stronie 341 autor recenzując 29 Biuletyn Wielkiej Armii stwierdza, że nie zawierał on ani słowa pochwały dla wysiłków Polaków i Niemców należących do IX Korpusu (walki na lewym brzegu pod Studzianką 28 listopada). Cóż, to zdanie to chyba wpadka autora, bo przez 340 poprzednich stron sam robił wszystko aby niedocenić wysiłku Wojsk Księstwa Warszawskiego.

Czytelników zainteresowanych szerzej tym tematem mogę tylko odesłać do rzetelnie opracowanej pracy nieżyjącego niestety już Roberta Bieleckiego pt.: BEREZYNA 1812 (wyd. Bellona 1990)

Nieodłączną i niezwykle ważną częścią opracowań dotyczących działań militarnych są mapy. W pracy D. Smitha mapy są nieczytelne. Plany które mają wyjaśniać manewry podjęte przez oddziały na polu bitwy są niezwykle schematyczne i nie oddają dynamiki jaką charakteryzowały się z reguły bitwy tego okresu. Na czarno-białych kartach brak miejscowości i kierunków dróg o których jest mowa w tekście. Brak rozrysowania posunięć i faz działań. Mapy czarno-białe powinny być zastąpione kolorowymi tak aby przynajmniej wrogie armie były różne w kolorach zaznaczeń.

Na zakończenie warto tu powiedzieć o kuriozum jakim jest umieszczenie na str.376 pewnego „Wykresu”, ale wykres jest bez opisu! Szkoda, bo jest to wykres przedstawiający siłę armii Napoleona malejącą wraz z posuwaniem się w głąb Rosji w powiązaniu z temperaturą. Wykres ten stworzył Charles Joseph Minard (1781-1870) w 1861 roku. Ale niestety tego czytelnik z recenzowanej pracy się nie dowie.

Podsumowując: książka jest zła, bo brak w niej pełnego obrazu wysiłku wszystkich narodów idących w Wielkiej Armii na wyprawę moskiewską, mapy też są niedobre. Dobra jest szata edytorska i praca tłumacza. Plusem publikacji jest też dość bogata ikonografia. Można powiedzieć, że publikacja ta nadaje się tylko i wyłącznie dla dojrzałych czytelników którzy mają już za sobą inne, rzetelne opracowania tego tematu i mają już dzięki temu wyrobione zdanie na temat „Drugiej Wojny Polskiej”. Dla nich praca D Smitha będzie zbiorem cytatów z pamiętników uczestników wyprawy, który uzupełni naszą wiedzę.

 


Fragmenty książki wraz z informacją wydawcy przeczytać można w zamieszczonym na naszej stronie materiale pt. „Digby Smith: „Napoleon przeciwko Rosji 1812. Druga wojna polska”