Paweł Judym

Odpowiedzi na Forum Stworzone

  • W odpowiedzi na: Żywa historia czy przebierańcy?

    27 czerwca 2006 z 12:52 #2930
    Paweł Judym
    Participant

    obecnie juz mi się marzy – wróciłam do Warszawy – jakiś mały spacerek po Puszczy Kampinoskiej, ale w butach z cholewami, w wełnianej kurtce i z wodą w metalowej manierce

    Proponuję kontakt z 6 kompanią a zwłaszcza z sekcją woltyżerską. (http://www.6kompania.pl). Chętnych na wielokilometrowe przemarsze nie brakuje w tym oddziale a i doświadczenie w tego typu przedsięwzięciach grupa ta ma ma spore. We wrześniu planujemy z Pawłem3 kilkudniowy przemarsz „gdzieś na Dolnym Śląsku”. Jeżeli tylko ktoś ma ochotę się przyłaczyć – zapraszamy!

    W odpowiedzi na: Żywa historia czy przebierańcy?

    23 czerwca 2006 z 19:09 #2904
    Paweł Judym
    Participant

    Proszę mnie żle nie zroumieć, w żadnym wypadku nie biorę w obronę pijaństwa,
    bo przecież piwo wieczorem po bitwie czy przy kolacji to po prostu „miodzio”.

    Niefortunnie mój tekst zdominowała sprawa picia choć miał to być tylko jeden z przykładów pewnego ogólnego zjawiska czy raczej tendencji. Nie jestem abstynentem i nie uważam wypicia piwa za zbrodnię. Ale wiadomo: można pić i „pić”. Poza tym niestety w moim przekonaniu rekonstrukcja nie polega na rekonstruowaniu TYLKO przyjemnych zagadnień Tamtej Rzeczywistosci. Były i obowiązki, nieraz i uciążliwe ale jednak obowiązki, których nie można było obejsć.

    ilość pęcherzy na nogach była chyba zbliżona do Legii Cudzoziemskiej

    otóż to! tak to wtedy wygladało. zresztą jeszcze raz przypominam link http://www.demi-brigade.org – to jest właśnie moje podejście do rekonstrukcji. Nie oznacza to oczywiście, że jeżeli ktoś robi inaczej to w moich oczach jest gorszy, oznacza to TYLKO tyle że poprostu jego podejście jest inne od mojego do tej „zabawy” i obaj (oboje) mamy do naszego poglądu prawo. I wszystko byłoby pięknie gdyby nie niedomówienia i niejasności. Żeby nie wskazywac palcem i nie musieć podawać konkretnych sytuacji z kraju jeszcze raz posłużę się 22 półbrygadą liniową (patrz link). Podejście jasne i konkretne bez żadnych niedomówień: chodzimy TYLKO w butach epokowych – nie masz takich to biegasz na bosaka. Jemy tylko i wyłącznie jedzenie epokowe – lubisz hot-dogi to bedziesz poprostu głodny przez trzy dni. Jednym słowem – my podchodzimy do tego TAK i nie oczekuj czegoś innego. Jeżeli chcesz to przyłączasz się na naszych warunkach. U nas niestety brak takiej klarowności. Oddziały zrzeszają niekiedy ludzi o bardzo różnym podejściu do rekonstrukcji. Stąd kłótnie i nieporozumienia. Poza tym na forach internetowych pisze się niezawsze obiektywnie, często przedstawiając swoje jednostki w innym świetle (nie chodzi mi o to, że w leprzym niż są w istocie ale, że w INNYM). Stąd trudno się potem dziwić że do oddziałów dołączają ludzie, którzy przeżywają rozczarowanie bo albo było za „ostro” albo za „”słabo” w ich mniemaniu

    Przypuszcam, że i u nas będzie tego rodzaju ewolucja – grupy raczej bawiące się w przebieranie no i te bardzo na serio.

    niestety właśie w tym aspekcie coraz bardziej tracę wiarę. Właśnie po to podawałem przykład II wojny światowej w rekonstrukcji w Polsce. Oni naprawdę nie działają dłużej od nas a już są grupy te naprawdę poważne i te raczej bawiące się. Więc nie do końca jest to kwestia czasu tylko…no właśnie, czego?
    Swoją drogą to dziękuję bardzo za opis przeżyć z rekonstrukcji we Francji. No i oczywiscie niesamowicie zazdroszczę znajomości francuskiego, ale może i mnie się kiedyś uda opanować ten trudny język.

    nauczyłam się szacunku.
    Myślę czy jeszcze kiedyś zdarzy mi się taka „przygoda”, ale już wiem – rekonstrukcja to nie mundur, wieczorne pogaduchy przy ognisku, nawet jakies piwo, ale i chwila namysłu nad ludźmi, którym w tamtych czasach przyszło żyć.

    tak, to jest właśnie bardzo ważne. Może i najważniejsze bo kiedy się tego nie poczuje, nie zrozumie to i rekonstrukcja udana być nie może…
    pozdrawiam!

    W odpowiedzi na: Karabiny i pistolety

    22 czerwca 2006 z 21:52 #2894
    Paweł Judym
    Participant

    Jako reprezentant leworęcznej mniejszości mogę powiedzieć, że przyzwyczajenie się do regulaminowego posługiwania się karabinem skałkowym nie sprawia większych trudności. Sądzę, że i w epoce było podobnie. Zaś co do leworęczności Cesarza to nieraz się spotkałem z tą obiegowa opinią ale nigdy w źródłach. Kto pierwszy podał taką informację?

    W odpowiedzi na: Żywa historia czy przebierańcy?

    22 czerwca 2006 z 18:07 #2893
    Paweł Judym
    Participant

    Jeżeli chodzi o porównanie do II wojny to oczywiście ma Pani rację! To nie ulega wątpliwości że jest ją pod tym względem „łatwiej” rekonstruować. Ale jeżeli chodzi o źródła… Kto dzisiaj np. rozumie politykę naszych placówek muzealnych? Ileż to już powstało legend na temat przepastnych muzealnych magazynów… Powastaje z tego jakaś wiedza tajemna, która służyć mam niewiadomo komu. w mniejszych muzeach czesto muzealnicy nawet nie wiedzą co mają w magazynach. Tak było np w przypadku czapki pruskiego ułana na Dolnym Śląsku . Gdyby organizujący wystawę sam palcem nie pokazał to nadal leżałaby gdzieś zakurzona. Sądzę, że wiele eksponatów można jeszcze znaleźć. Poza tym są przecież archiwa francuskie i rosyjskie. Do tych we Francji specjalnego pozwolenia nie trzeba mieć, nie trzeba tajnymi drzwiami z jakimiś tajemniczymi ludźmi spotykać się przy świecach i czytać tajemne teksty. Wystarczy tylko /a może aż!/ znać język, zebrać parę groszy /na przejazd/ i poprostu chcieć. Zresztą sądzę że sma Pani najlepiej o tym wie bo przecież Francję poznała Pani jak własną kieszeń jak sądzę. Swoją drogą jestem bardzo ciekaw Pani przeżyć związanych właśnie z francuską rekonstrukcją. Może Pani coś więcej napisać?
    no i jeszcze wracając tylko do tej nieszczęsnej II wojny. Nie zaznaczyłem może tego, że nie chodziło mi tyle o „jakość” rekonstrukcji ile o podejście do niej samych rekonstruktorów. Ci od II wojny przynajmiej sprawiają wrażenie, że im się „chce”.
    Pozdrawiam!

    W odpowiedzi na: Żywa historia czy przebierańcy?

    22 czerwca 2006 z 15:34 #2891
    Paweł Judym
    Participant

    Witam,
    Temat choć bardzo interesujacy i wielokrotnie poruszany przy okazji wielu spotkań niestety często kończy się jak to słusznie zauważył Koroniarz wycieczkami do konkretnych osób. Ale to już chyba taka nasza wada od pradziadów przejęta i dyskutowac dopiero się musimy nauczyć. Wiele problemów w próbie określenia czym jest nasze hobby sprawia fakt, że sfera naszych zainteresowań ma bardzo płynne granice i chyba my sami często ich nie dostrzegamy. W grupach RH w naszym kraju znajduje się wielu ludzi którzy często mają bardzo odmienne wizje tego co tak naprawde chcę robić i czego oczekują od tego hobby. Wszak kiedy mówimy o „rekonstrukcji historycznej” to pojęcie to już samo w sobie zawiera wyjaśnienie czym ona właściwie jest. Dla mnie grupą która zajmuje się rekonstrukcją historyczną jest np 22 demi brigade / http://www.demi-brigade.org / znamienne jest, że niestety musiałem sięgnąc po przykład zza granicy. Uważam że w kraju nie ma jak dotychczas grupy która w moim mniemaniu zajmowałaby się rekonstrukcją historyczną, raczej jest to kwestia poszczególnych osób ale nie grupy. W naszym hobby brakuje nam obiektywizmu i odwagi aby po imieniu nazwać pewne zachowania i pewne zjawiska. Chociażby to nieszczęsne picie. Panowie nie oczukujmy się: picie na biwakach było i bedzie! O jakiej atmosferze XIX wiecznej my wogóle mówimy?? Byłem na niejednym biwaku i mogę stwierdzić, że najczęściej imprezy te wyglądają tak, że po „bitewce” albo i nawet powszechne libacje są na porządku dziennym. I bynajmniej nie w stylu epokowym. Widziałem już strzelanie z karabinu keczupu widziałem i inne rzeczy. Nie twierdze oczywiście, że każdy pije bo to byloby niesprawiedliwe ale jest to dość powszechne zjawisko i taka jest prawda! Nie jest to poważne podejście do sprawy rekonstrukcji. Nie jest to wogóle żadna rekonstrukcja. Mówimy szumnie o przenoszeniu się w rzeczywistość XIX wielku, mówimy o rekonstruowaniu „realiów epoki” a tymczasem rekonstuujemy tak naprawdę nasze wyobrażenie o tej epoce /pozostawiające raczej wiele do życzenia/. Smutna to prawda ale jednak prawda. Pragniemy żeby ludize nas postrzegali poważnie, żeby postrzegali nas jako rekonstruktorów. Nie bedą tego robić bo poważni proszę Państwa nie jesteśmy. I co najgorsze nie chcemy być! Kiedy odważyłem się na forum napisać prawdę o pewnym biwaku /wbrew standardowej zasadzie: „było fajnie”/ to spotkałem sie z dosłownym ostracyzmem a z plecami obsmarowano mnie, zrobiono pieniacza lub przynajmniej sfrustrowanego fanatyka. A zupełnie niepotrzebnie. Przecież wystarczyło powiedzieć – „Paweł, wiesz my nie jeteśmy rekonstruktorami, my chcemy posiedzieć w „mundurach” przy ognisku pośmiać się i powygłupiać przez 3 dni po cięzkiej pracy…” i tyle. Kiedy tak będziemy podchodzić do tematu to poprostu okaże się że ta zabawa jest to TYLKO jakaś forma relaksu (do której każdy ma prawo!!) powiedzmy osadzona w klimacie XIX wieku ale w żadnym wypadku nie jest rekonstrukcją! I jako zabawa niech sobie funkcjonuje tylko niech nikt się nie kreuje szumnie na rekonstruktora bo jedno z drugim nie ma za wiele wspólnego i wprowadza w bład. Zresztą co zauważył ostatnio Paweł3 w polskiej rekonstrukcji historycznej paradoksalnie nikt nie chce niczego rekonstruować. Każda uwaga na temat ekwipunku czy munduru to „czepianie się”, zwrócenie uwagi na zachowanie się to „trucie ….” a abstynencja wzbudza podejżliwość. Jaką zgrozą mnie przejęła wypowiedź jednego z samorządowców, który zapytany o zdanie na temat pomysłu organizacji biwaku napoleońskiego w jego mieście odpowiedział, że już raz zrobił i więcej nie bedzie bo „z pijakami nie chce mieć do czynienia”. TO naprawde jest przykre i krzywdzące dla wielu z nas i naprawde nie jest miłe tłumaczenie się ludziom za innych! Nie każdy przecież kto zakłada mundur napoleonski w tym kraju jest pijakiem! Ale tendencja w środowisku jest. I bynajmiej nie odbywa się w „klimacie”. Nie potrzeba publiczności z „3 paskami”, nie oszukujmy się – puszki, plastiki i telefony komurkowe często na biwakach mamy własne i to w wystarczającej ilośic aby się odechciało.
    Przez trzy dni wg nas przenosimy się w realia XIX wieku, żyjemy jak żołnierze epoki napoleońskiej. I teraz przypomnijmy sobie którykolwiek z naszych biwaków i wyobraźmy sobie, że właśnie w środku naszego obozowiska pojawia się prawdziwy kapral powiedzmy 18 liniowego, ten z przed 200 lat. Sądzę, że gdyby usłyszał nasze gadanie na temat epokowości i żołnierskosci, najpierw umarłby ze śmiechu a potem rozpędziłby towarzystwo. Na naszych „biwakach” nie pędzimy życia wojskowego! Niestety taka jest prawda. Z dniem codziennym ówczesnego żołnierza to co robimy w podczas tych 3 dni nie ma nic wspólnego . I nie można mówić o małej i dużej dyscyplinie. Ona poprostu albo jest albo jej nie ma. Kto np w naszej rekonstrukcji salutuje przełożonym? kto np zadje sprawozdanie o stanie osobowym o wystawionych wartach o przeprowadzonym rekonesansie o aprowizacji? Bez śmiechów, chichitów i głupich docinek? I co to jest za wojsko, w którym żołnierzy trzeba prosić żeby łaskawie stanęli na warcie a i tak nie jest pewne czy będzie im się chciało! Dlatego przez uczciwość i szacunek, dla tych którzy 200 lat temy przymierali często głodem w chłodzie jesiennej nocy przy ognisku obok nędznego szałasu skleconego z rozebranej stodoły, dla tych którzy codziennie ryzykowali najwyższą stawkę, nie róbmy czegos takiego i nie nazywajmy rekonstrukcją tamtych dni pikników z piwem w ręce.
    A gdyby ktoś zarzucił mi stronniczość albo brak obiektywizmu to oto mały test na zakończenie: czy ktos z nas odważylby się zabrać np wycieczkę młodzieży z 2 klasy ogólniaka (wtedy przerabiają okres napoleonski) i wprowadził ją do naszego obozu powiedzmy w sobotę ok godziny 23 i powiedział: tak wyglądał obóz wojsk napoleońskich 200 lat temu, Oni tak żyli? Ja czegoś takiego bym nie zrobił z prostej przyczyny: tak NIE wyglądał.
    I dziwię się naprawde się dziwię. W środowisku tym jestem jednym z najmłodszych wiekiem, studia teraz przeszkadzają mi nieco aktywnie uczestniczyć w naszej „rekonstrukcji” ale przyznam, że i chęci mi odeszły jak na razie. Po półrocznej przerwie zdecydowałem się znowu zabrać głos tym razem tutaj, bo temat ciekawy a i szansa na jakieś ciekawe zakończenie tej dyskuji się rysuje. Mam przynajmiej taką nadzieję, jeszcze ją mam.

    [ Dodano: 2006-06-22, 14:48 ]
    i jeszcze takie jedno przemyślenie mnie naszło. Jeżeli chodzi o epoki rekonstruowane w Polsce to naprawdę wydaje mi się, że nasza jest niezwykle specyficzna. Widziałem polskie grupy rekonstrukcyjne z II wojny światowej z których naprawdę większość reprezentuje bardzo wysoki poziom wręcz europejski. Nie jest to więc kwestia finansów /II wojna wcale nie jest dużo tańsza w rekonstrukcji od okresu napoleońskiego/. Nie jest to także kwestia „czasu” bo ruch rekonstrukcyjny związany z II wojną takż nie istnieje dłużej niż nasz. Nie wiem, może to wynika z faktu że za wielu u nas „Napoleonów” i każdy chce być pierwszy na szczycie Somosierry? trudno powiedzieć ale coś w tym chyba jest.