Żywa historia czy przebierańcy?

  • 27 listopada 2009 z 20:40 #7474
    Koroniarz
    Keymaster

    Wcześniej. W Gdańsku na Górze Gradowej już w XV wieku robiono inscenizacje zdobywania Jerozolimy!!!

    No tak ale wtedy do był teren państwa zakonnego 😉 [/quote]
    …które było lennem króla polskiego:
    Henryk VI Reuss von Plauen złożył hołd w 1469 r.
    Henryk VII Reffle von Richtenberg złożył hołd w 1470r.
    Martin Truchsess von Wetzhausen złożył hołd w 1479 r.
    Johann von Tieffen złożył hołd w 1493 r.

    Uroczystości na rzecz pamiątkę odzyskania Jerozolimy z rąk muzułmanów zostały wprowadzone przez papieża. O ile wiem nigdy ich nie odwołano.
    :ironman:

    …kończę, a decyzję co do mojego bytu na forum pozostawiam Modratorowi

    Moderator stara się studzić nastroje, ale coraz częściej mu to nie wychodzi. Nad czym ubolewa, wierząc, że rozmowa i związana z nią wymiana poglądów jest samoistną wartością. Za swoje niepowodzenia wszystkich przeprasza. Niestety niekiedy musi odejść od komputera i nie wszystkie trolle zdąży wyciąć. Bynajmniej nie mam tu na myśli korespondencji Pani Marii. Próby wylewania oliwy na fale dyskusji będę ponawiać, licząc na życzliwe zrozumienie wszystkich rozmówców. Tam gdzie tej życzliwości zabraknie, niestety będę ciąć dalej, co z ubolewaniem, ale byłem zmuszony zrobić w ostatniej korespondencji.
    Pozdrawiam!
    :think:

    27 listopada 2009 z 21:11 #7477
    Prusak
    Participant

    …które było lennem króla polskiego:
    Henryk VI Reuss von Plauen złożył hołd w 1469 r.
    Henryk VII Reffle von Richtenberg złożył hołd w 1470r.
    Martin Truchsess von Wetzhausen złożył hołd w 1479 r.
    Johann von Tieffen złożył hołd w 1493 r.

    Uroczystości na rzecz pamiątkę odzyskania Jerozolimy z rąk muzułmanów zostały wprowadzone przez papieża. O ile wiem nigdy ich nie odwołano.

    :hahaha:
    Inna sprawa jak to wyzwolenie wyglądało….
    Ale mniejsza o hihihihahahaha..

    Jak dla mnie idealnie byloby gdyby uroczystości patriotyczne oddzielone zostały od rekonstrukcji.
    Rekonstrukcja powinna zostac dla publiczności jeno żywym obrazem z przeszłości.Wszelkie patriotyczne przemowy,parady maja inne temriny godne dla nich-3 maja,11 listopada,15 sierpnia.
    Wtedy każdy z nas, po cywilu, może okazywać swoje uczucia patriotyczne.
    Zamieniajać imprezy rekonstrukcyjne w patriotyczne pikniki doprabiamy swoista gąbrowiczowska „gębe” wzniosłym hasłom,nawet je moim zdaniem,bezcześcimy….
    Może łatwiej ten rozdział zachować kolegom którzy odtwarzaja Francuzów,Rosjan czy Prusaków.W naszych mudnurach odtwarzamy jakąś cząstke przeszłosci jako aktorzy tematu.W dni które są świętami narodowymi wywieszamy biało-czrwona itd.
    Może to dlatego ze w szeregach „nie -Xięstwa” jest mniej eurosceptyków-nie wiem…………

    27 listopada 2009 z 21:49 #7478
    Koroniarz
    Keymaster

    Inna sprawa jak to wyzwolenie wyglądało….

    …no, gałązka oliwna, zamiana koszulek i te rzeczy. Jak przy każdym zdobyciu Jerozolimy, przez którąś ze stron.
    Pozdrawiam!
    ;P

    27 listopada 2009 z 22:57 #7479
    Maria J. Turos
    Participant

    Dziękuję serdecznie Moderatorowi za pozostawienie mnie wśród bywalców forum.

    Jak dla mnie idealnie byloby gdyby uroczystości patriotyczne oddzielone zostały od rekonstrukcji.

    To prawda, bo jeśli idzie o ową wiarygodność historyczną no to niestety nie zawsze była ona aż tak chlubna by o niej choćby wspominać.
    Pisałam już tu chyba pod zakładką dotyczącą medycyny o postaci francuskiego chirurga Raymonda Pontier (Jego dzienniki cytuje Zamoyski w „Wojna 1812” jak również Austen i obydwaj zaznaczają, iż pewne akapity „…wystawiają negatywną cenzurkę…” nie tylko Rosjanom i Kozakom za ich okrucieństwo). Otóż doprowadził On do Warszawy konwój z rannymi i chorymi zbieranymi „…po drodze…”. Z miasta wychodziły już wojska polskie, no i ktoś (?!? – pytanie właśnie jak to napisać: Polak – a więc gdzież ten nasz patriotyzm, Żyd – a tu już słyszę głosy oburzenia i oskarżenie o antysemityzm więc pozostanę przy tym „…ktosiu…”) wydał Go Rosjanom. A ci pognali najpierw do Brześcia – skąd uciekł i znów został złapany pod Warszawą – po tej ucieczce skazali na zesłanie. Nie objęła Go amnestia w 1814 roku, ale jakoś powędrował na zachód i przedostał się – pieszo, znów zbierając „…po drodze…” różnych nieszczęśników – aż do Francji gdzie dotał pod koniec 1818 lub na początku 1819 roku. Jak – i to jest chyba najciekawsze – zanotował jeden z chirurgów francuskiego korpusu ekspedycyjnego podczas wojny krymskiej (cytuje P.Vayre w: „Les Larrey…”) gdy jako ponad osiemdziesięcioletni starzec nasz Raymond Pontier zmarł w Warnie, którą nota bene skutecznie zabezpieczył przed rozwłóczoną razem z wojskami cholerą, na dobry wiek przed ekumenizmem w warneńskim soborze odbyły się praktycznie równolegle egzekwie w obrządku wschodnim i katolickie. Życzyli sobie tego sami mieszkańcy dla których był „…Bożym człowiekiem…” …
    …no cóż – taka też bywa ta historia.

    Może łatwiej ten rozdział zachować kolegom którzy odtwarzaja Francuzów,Rosjan czy Prusaków.W naszych mudnurach odtwarzamy jakąś cząstke przeszłosci jako aktorzy tematu.

    Tak, ale – czy do końca łatwiej. Pytano mnie o to w Będominie i w Ostrołęce. Tu również mamy odpowiedź, która trudno przystaje do schematów „…naszościowego…” (to również cytat jednego z emigrantów acz mniej znanego – Konstantego Jeleńskiego) patriotyzmu. Mieszkaniec Mazur czy Warmii – szedł do armii pruskiej, w Gdańsku działał w Kolegium Chirurgów Napierski, a studiował Kacper Behm syn „…mistrza…” czli kata z Warszawy, z Legionami właśnie jako medyk związał swój los „…rodem z Augsburga…” ale Francuz „…z pochodzenia…” Franciszek Ksawery Baldauf (pochowany na warszawskich Powązkach – o stanie grobu wolę nie mówić – „…lekarz dywizyjny…” jeszcze w armii Królestwa, jeden z „…ojców założycieli…” Towarzystwa Lekarskiego Warszawskiego), gdzieś mignęło mi, niestety nie pamiętam dokładnie gdzie (rzecz dotyczyła 1807 roku i walk pod Gdańskiem) nazwisko Chopin – czyżby rodzina naszego wielkiego Kompozytora – w spisie oficerów. Rzeczywiście jesteśmy „…aktorami…” ale – że strawestuję sentencję japońskiego teatru NO „…przypadł nam w udziale kostium ciężki do noszenia…”. I nie wstydzę się „…wielkich słów…” – jest nim prawda.

    Pozdrowienia

    27 listopada 2009 z 23:04 #7480
    niepij
    Participant

    Pani Mario,
    nie rozumiem Pani stanowiska w poprzednim poście.
    Wydaje mi się, że chodzi o to, że ja myślę źle.
    Moja postawa wzmacnia tendencje młodzieży do odurzania się narkotykami.
    Później chyba chodzi o to, że spoglądam z pobłażliwością na profanów.
    Że obejrzenie kurtki kosztuje…
    Nie kosztuje. Oglądam kurtki w muzeach nie tylko w Polsce i nie płaciłem jeszcze za takie usługi. Oczywiście płacę za bilety, ale to jest właśnie moja zabawa i nie zamierzam obarczać nikogo tym kosztem. To jest mój egoizm. Ja za siebie płacę sam, a wzięcie od państwa czy instytucji pieniędzy za moją zabawę nie mieści mi się w głowie, choć zwrot kosztów dojazdu czy wyżywienie jeśli ktoś chce mie widzieć na imprezie uważam za rozsądny gest, bo wykonuję dla kogoś usługę, z której on też ma dochód.

    Nie widzi Pani ograniczeń w przekazie wiedzy.
    Ale są takie.
    Nie pokaże Pani okropności wojny, bo wojna jest okropna koszmarnie. Żałosne udawanie rannego w porównaniu z oberwanym kończynami i wnętrznościami, które cuchną koszmarnie, umierający ludzie, okaleczenie niewyobrażalnie, pozbawieni już wszelkich szans, a zmuszeni jeszcze do patrzenia jak wypływają ich płuca, serca, kiszki, kwik, porozrywanych koni… Jak Pani to pokaże? Jak edukuje Pani tych nieszczęsnych widzów? Pokazuje im Pani piekny mundur, lub nawet brudny mundur, do tego ktoś udaje, że go boli, wszyscy się śmieją, i jedzą hotdogi. Czy w ten sposób edukujemy widzów jak straszna jest wojna? Czy można pokazać dramat wojny w rekonstrukcji? Nie. Nie. Nie.

    Edukuje ich Pani co do zwyczajów ówczesnych? Wystepując w męskim ubiorze, podobnie jak setki kobiet w rekonstrukcji Europejskiej, które chcą być żołnierkami. I co mówi Pani widzom? Czy zawsze są informowani o tym, że wtedy kobiety nie były brane do wojska i nie nosiły męskich ubrań. Nie. Nikomu nie przyjdzie do głowy tego sprostować. Wiem, bo jestem na bitwach w Polsce i Europie od 1998 roku. Kobiety chcą się bawić i się bawią, ale mimo że powołują się na aspekty edukacyjne akurat w tej dziedzinie tematu wypada unikać.
    Ja nie odbieram kobietom prawa do zabawy. Bardzo dobrze, że są. Na przykład małgosia d. jest markietanką. W porządku. Markietanki były i było ich dużo. Jednak żołnierzy-kobiet oficjalnie wtedy nie było, za wyjątkiem Żubrowej, ale to była pierwotnie kwestia oszustwa i przebrania, a potem sprawy zaszły tak daleko, że nikt już z tym nic nie robił. To był wyjątek. Teraz pokazujemy to jako normę. Dzieci z mojej rodziny po obejrzeniu takiej „iscenizacji” były przekonane, że w dawnych czasach kobiety były żołnierzami.

    Większość rekonstruktorów nie ma zamiaru pokazywać zachowań męczących, trudnych, wymagających wysiłku. A jednak wtedy życie, szczególnie żołnierzy było koszmarnie męczące. Czyli co? Edukujemy, pokazujemy jak było czy szykujemy estetyczną esencję z tego co było? Esencję dodajmy nieco szkodliwą, bo pokazujemy wojnę jako paradę i bohaterstwo, a unikamy bólu i rozpaczy. Dzieci nie rozumieją, że ten pokaz jest tylko częścią obrazu. Wracają do domu i chcą mieć karabin i zabijać. Zwykłe tłumaczenie, że zabijanie jest złe po takiej BOMBIE emocjonalnej nie przynosi żadnego rezultatu. W mojej rodzinie jest sporo dzieci i mam okazję je obserwować, więc proszę mi nie mówić, że jest inaczej.

    Jeśli entuzjazm małgosi d. zostanie zwieńczony wiedzą i świadomością rekonstrukcyjną to dla mnie będzie powód do radości. Sam piszę tyle tylko dlatego, że jestem entuzjastą rekonstrukcji i marzy mi się aby rozwijała się w kierunku, który uważam za właściwy.
    Ale tu nie o entuzjazm chodzi. Tak zresztą jak i w Pani wypadku.
    Bierzecie [drobne fragmenty] moich wypowiedzi, cytujecie, obarczacie dodatkowymi wartościami, swoimi uwagami, zaprzeczeniami…
    Tymczasem cytowany przez obie Panie fragment jest dialogiem z Koroniarzem. Odnosiłem się do wypowiedzi Koroniarza i to on, a nie ja przyklad przerażonego dziecka przywołał. Dlaczego więc ja mam odpowiadać za fałsz albo prawdę zawartą w tym argumencie?
    Jakim prawem najpierw małgosia d. wyśmiewa moje wypowiedzi jako nieprawdziwe? Później z kolei Pani oburza się, że tępię neofitów.
    Miejmy trochę sprawiedliwości, skoro już Pani decyduje się komentować moje wypowiedzi tak „ostro” to niech Pani przeczyta całość dyskusji. O to samo prosiłem małgosię d.
    Nie wymagam chyba wiele.
    (Skoro tak wiele tolerancji mam mieć dla nefitów to błagam o odrobinę dla wiarusa, bo mam prawo się za takiego uważać.)
    Zresztą dokładnie ta sama sytuacja ma miejsce w przypadku wydzielonego już wątku w którym Harry Angel i senator nauczają mnie jak się bije konie. Nie uczestnicząc w dyskusji, nie odnosząc się w żaden sposób do jej tematu zarzucają mi pisanie głupot. Tymczasem ja przekazuję opinię OFICERA KOMPANI WOLTYŻERÓW KSIĘSTWA WARSZAWSKIEGO, który we wspomnieniach opisał jakie metody walki uważa za skuteczne…
    Przyzna Pani, że dla rekonstruktora historycznego wskazówka z przeszłości jest daleko ważniejsza niż pragmatyzm współczesnego znawcy anatomii końskiej. Zresztą istotą problemu nie jest to nieszczęsne końskie kolano ale sposób de facto przerywania toku dyskusji, bez chęci rozwinięcia jej a jedynie ataku na pozornie mylne stwierdzenie. Harry Angel postanowił mnie ośmieszyć, bo się zna na koniach. senator postanowił go wesprzeć, bo obraziłem jego towarzysza i również uważa się za znawcę koni. A małgosia d. poirytowana moim sprzeciwem wobec próby zdominowania mnie przez jej znajomych także wystąpiła w ich obronie, czytając zaledwie kilka postów wstecz i pozornie włączając się do trwającej (od lat – dodajmy) dyskusji. Mam się cieszyć i mówić: „macie racje drodzy, młodzi, ambitni ludzie i ty [kolego], który w rekonstrukcji jesteś dłużej od nich i wiele już widziałeś?”
    Ja się nie zgadzam. Jeśli ktoś mnie ośmiesza bo nie przeczytał książki z epoki to uważam, że najpierw musi książkę przeczytać, nota bene, czytając podany przeze mnie pamiętnik bardzo łatwo byłoby dyskutować dalej, a wartość dyskusji była by większa. Mam się cieszyć, że małgosia d. mnie naucza o widzach i sugeruje mi, że to ja właśnie po pijaku zwiedzam napoleońskie pola bitew. Mam podziwiać jej przyjaciół, że przejechali na koniach kilkadziesiąt kilometrów.
    A może mam pisać co zrobiłem ja. Policzyć ile kilometrów przeszedłem w polskim mundurze. ile we francuskim. Może mam tak jak Pani przypominać za każdym razem co już zrobiłem, czego dokonałem. To byłoby bezcelowe, bo ja nie chcę małgosi d. czy Harrego Angela zmuszać do przekrzykiwania się na argumenty personalne. Tak się robiło w piaskownicy. Chcę tylko żebyśmy umieli odnosić się do tematu i wtrącając się do dyskusji byśmy przeczytali co było napisane wcześniej. Nic więcej.
    W niczym nie umniejszam ich wartości jako ludzi czy jeźdźców, szermierzy, czy w przypadku małgosi d. jej wartości jako markietanki (jej akurat nie znam, ale o Harrym Angelu słyszałem, że jest doskonałym jeźdźcem i szermierzem, podobno jednym z lepszych wśród rekonstruktorów, wygrywa zawody, z kolei senatora widuję od lat i wiem, że faktycznie umie i jeździć i walczyć).

    Co zrobimy w obrębie swoich grup, jaką mamy własną wizję rekonstrukcji to nasza sprawa. mamy do niej prawo. Powinniśmy jednak szczerze informować społeczeństwo co naprawdę chcemy, ale i możemy mu pokazać.
    Czy możemy pokazać pełny obraz bitwy?
    Nie.
    Czy umiemy pokazać epokowy biwak?
    Nie. Tym bardziej, że na ogół nie chcemy.
    Czy możemy pokazać prawidłowy mundur…?
    Nie wiem. Moim zdaniem jeszcze trochę musimy popróbować.
    Zatem jak chcemy edukować? Jak?

    Edukacja jest związana z odpowiedzialnością. Trzeba to starannie brać pod uwagę.
    Najlepszym przykładem nieprecyzyjnej edukacji jest informacja podana przez (…) Horhe. Podporządkował niepełną informację założeniom i osiągnął efekt odwrotny do zamierzonego.

    27 listopada 2009 z 23:43 #7482
    Maria J. Turos
    Participant

    Szanowny Panie
    Zanim zostałam rekonstruktorem prowadziłam wykłady z historii medycyny – to jest moja pasja pozazawodowa i jak gdyby trzecia specjalizacja. Rozmawiałam z wieloma studentami – i profesorami również o metodologii pracy w tej dziedzinie. Nie czuję się bynajmniej dotknięta, iż sposób przekazywania wiedzy jaki wykształciłam w sobie jest sprzeczny z modelem rekonstrukcji jaki Panu odpowiada i jest Pana zdaniem modelowy. Nie silę się dyskutować dalej nie widzę po prostu sensu.
    No cóż – żegnam się z forum
    …dziękuję wszystkim

    28 listopada 2009 z 01:40 #7483
    Michał Majewski
    Participant

    Szanowny kolego Niepij.
    Nie miałem okazji poznać Pana osobiście.
    Natomiast obserwuję z pewnym zainteresowaniem Pana działalność na różnych Forach Internetowych.

    Na jednym z nich zwyzywał Pan mnie i moich kolegów od pijaków i alkoholików, ponieważ nie uznaliśmy za stosowne przyklasnąć Pana opinii, że rekonstruktor powinien obyć się taką ilością wina jaką dziennie przewiduje regulamin.

    Byłem wtedy na tamtym forum gościem, więc skoro „miejscowi” nie zareagowali, to i ja „zmilczałem”. Na TYM forum jestem u siebie więc mam dla pana kilka zdań.

    1. Proszę przyjąć do wiadomości, że nie każdy rekonstruktor musi rekonstrukcję traktować jako misję społeczną. Ja np i zapewne pani Maria realizujemy nasze misje społeczne w pracy zawodowej. Tak więc udzielam się w rekonstrukcji przede wszystkim dla własnej satysfakcji.
    I to, że inni własną satysfakcję rozumieją inaczej niż ja, rozumiem (…).

    Zazwyczaj zmieniało się nastawienie grup rekonstrukcyjnych i konkretnych osób przez spokojne rozmowy i własny dobry przykład. Ataki na forach internetowych to sposób dobry, żeby kogoś zniechęcić do rekonstrukcji i własnej osoby. A nie żeby coś zmienić na lepsze.

    2. Czuję się w obowiązku skomentować jedno Pańskie zdanie.

    Ale tu nie o entuzjazm chodzi.

    Otóż pojawiam się na rekonstrukcjach od prawie 14 lat. Byłem przy narodzinach tego ruchu w Polsce. I powiem, że od początku przede wszystkim chodzi o entuzjazm. Otóż pasja i entuzjazm, radość tworzenia, pozwalają zdobywać czas i pieniądze na to wszystko. Tak naprawdę to widz nic się patrząc na bitwę nie nauczy. Jak byśmy bitwy nie zrobili. „Żadnych złudzeń panowie, żadnych złudzeń” jak powiedział car Aleksander. Ale widz, zwłaszcza młody, może się zainteresować. Może sięgnąć po film, książkę, może trafi do jakiejś grupy. Możemy wzbudzić pasję i ciekawość. I przede wszystkim w tym tkwi nasza wartość edukacyjna.

    Natomiast Pan, nie wiem, może nieświadomie, próbuje zamienić wielką i pasjonującą przygodę z historią, w nużący i sformalizowany obowiązek.

    Acha. I proszę nie pisać o tym, że zdanie jest wyrwane z kontekstu. Raczej powstało na podstawie kontekstu, wypowiedzi na różnych forach, a tu się trafiło jako zgrabna ilustracja.

    Co więcej radzę rozróżniać entuzjazm, nawet niekoniecznie „profesjonalny”, z „fanatyzmem” wszelkich maści.

    3. Ludzie mogą mieć różne zdania i nastawienia. Różne opinie. Natomiast niezmiennie Pan wzbudza na forach masę negatywnych emocji. Kłótni i rzekłbym awantur. I nie chodzi to o Pańskie opinie. Bo czasem miewa Pan rację. Najwyraźniej chodzi o Pana nastawienie i sposób przekazu. Być może chodzi o coś jeszcze (…).

    Tak więc proszę na spokojnie przemyśleć To i Owo.
    Zanim udzieli mi Pan zjadliwej i miażdżącej odpowiedzi.

    28 listopada 2009 z 11:48 #7484
    Koroniarz
    Keymaster

    Do szanownych uczestników dyskusji:

    Ponieważ wątek ten budzi coraz większe emocje, których nie udaje się skutecznie studzić i przeszedł już zbyt wiele razy z przedmiotu na sprawy osobiste, czuję się zmuszony wątek ten zawiesić. Musimy zadać sobie pytanie, czy rozmowa ma służyć wymianie obserwacji i poglądów, czy wyrażaniu narastających emocji. W moim odczuciu drugie wyklucza pierwsze, co powoduje, że osoby tak miłe jak uczestniczące w rozmowie, czują się nawzajem urażone. Szkoda to wielka, bo gdy spotykamy się inaczej niż „przy klawiaturze” rozmowa taka daje wiele satysfakcji. Drugie pytanie dotyczy tego, czy warto mieć miejsce, w którym mimo nieuniknionych różnic można w sposób wyważony konfrontować przeciwstawne poglądy. Ramy tematyczne tej dyskusji w mojej ocenie taka możliwość dawały. Nieprzypadkowo więc w wątku „Żywa historia czy przebierańcy?” głos zabrano 427 razy, odwiedzono go po dziś dzień 26.739 razy, co czyniło zeń dyskusję na tym forum cieszącą się największym zainteresowaniem.

    Konieczność podjęcia stanowczych kroków witam z ciężkim sercem. Ponieważ ostatnie próby moderacji przynosiły w najlepszym przypadku skutek doraźny, ze względu na ich ograniczoną skuteczność, czułem się zmuszony podjąć decyzję jak we wstępie.

    Jako że rozmowa w tym wątku toczy się już od kwietnia 2006 nie sposób podziękować wszystkim, którzy wnieśli swój wkład i zawsze, część osób będzie pominiętych. Wyjątek uczynię dla Pań:

    Pani Marii, która wnosiła doświadczenie i wiedzę medyczną, której większość z nas mogłaby pozazdrościć, oraz
    Małgosi D., która wniosła do naszej rozmowy świeżość i radość. Małgosiu: tak trzymaj.

    Nieodmiennie zapraszam do kontynuowania wymiany poglądów w pozostałych wątkach na tym forum.

    Regulamin forum dostępny jest pod adresem:

    29 listopada 2009 z 04:56 #7488
    Harry Angel
    Participant

    Niepij:
    „[…] o Harrym Angelu słyszałem, że jest doskonałym jeźdźcem i szermierzem, podobno jednym z lepszych wśród rekonstruktorów, wygrywa zawody […]”

    Absolutnie się z tym nie zgadzam. Jest to nieprawda. Bynajmniej nie można mnie oceniać jako doskonałego jeźdźca, a tym bardziej szermierza. W szermierce zaczynam stawiać dopiero małe kroczki. Znam doskonałego jeźdźca i szermierza- namiestnika Bractwa Rycerskiego Ziemi Ogrodzienieckiej, Andrzeja Mrozińskiego, którego mam zaszczyt nazwać swoim wzorem i nauczycielem.

    29 listopada 2009 z 12:21 #7489
    senator
    Participant

    Edukuje ich Pani co do zwyczajów ówczesnych? Wystepując w męskim ubiorze, podobnie jak setki kobiet w rekonstrukcji Europejskiej, które chcą być żołnierkami. I co mówi Pani widzom? Czy zawsze są informowani o tym, że wtedy kobiety nie były brane do wojska i nie nosiły męskich ubrań. Nie. Nikomu nie przyjdzie do głowy tego sprostować. Wiem, bo jestem na bitwach w Polsce i Europie od 1998 roku. Kobiety chcą się bawić i się bawią, ale mimo że powołują się na aspekty edukacyjne akurat w tej dziedzinie tematu wypada unikać.
    Ja nie odbieram kobietom prawa do zabawy. Bardzo dobrze, że są. Na przykład małgosia d. jest markietanką. W porządku. Markietanki były i było ich dużo. Jednak żołnierzy-kobiet oficjalnie wtedy nie było, za wyjątkiem Żubrowej, ale to była pierwotnie kwestia oszustwa i przebrania, a potem sprawy zaszły tak daleko, że nikt już z tym nic nie robił. To był wyjątek. Teraz pokazujemy to jako normę. Dzieci z mojej rodziny po obejrzeniu takiej „iscenizacji” były przekonane, że w dawnych czasach kobiety były żołnierzami.
    Niepij: to Ty piszesz głupoty, przytaczając coś niesprawdzonego. Kobiety w wojsku pojawiały się wtedy najczęściej udając mężczyzn. Są znane przypadki, gdzie dostają stopnie podoficerskie, a nawet czytałem o jednej, która otrzymała Legię. I niebyła to Żubrowa! Troszkę więcej podrąż ten temat, ale może nie na forum a w samotności i z książkami.

    Skoro tak wiele tolerancji mam mieć dla neofitów to błagam o odrobinę dla wiarusa, bo mam prawo się za takiego uważać.)
    Zresztą dokładnie ta sama sytuacja ma miejsce w przypadku wydzielonego już wątku w którym Harry Angel i senator nauczają mnie jak się bije konie. Nie uczestnicząc w dyskusji, nie odnosząc się w żaden sposób do jej tematu zarzucają mi pisanie głupot. Tymczasem ja przekazuję opinię OFICERA KOMPANI WOLTYŻERÓW KSIĘSTWA WARSZAWSKIEGO, który we wspomnieniach opisał jakie metody walki uważa za skuteczne…

    [/quote]
    Niepij: zanim Ty zostałeś rekonstruktorem, inni byli już koniarzami i wiedzą, co jest realne w walce z koniem, a co nie. Do tego – niektórzy z nas koniarzy, zajmują się rekonstrukcją i historią kawaleryjską dłużej od Twojej bytności w tym ruchu. Do tego nawet laicy są w stanie sprawdzić takie historie jak ta akurat z tego pamiętnika. Piechota, jak mówiłem, jest w stanie pokonać jazdę, ale nie tak, jak pisze Twój woltyżer. To było by jego pierwsze i podejrzewam ostatnie zwycięstwo, którego finału podejrzewam nawet by nie dożył, gdyż zostałby zabity przez konia, którego cudownym uderzeniem by okaleczył.

    Koroniarzu! MAM WIELKĄ PROŚBĘ. NIE WYCINAJ STRZĘPÓW TEKSTÓW Z POSTÓW, BO ZMIENIAJĄ TON ICH WYMOWY. MOŻE LEPIEJ USUWAĆ CAŁOŚĆ, SKORO UWAŻASZ TO ZA WŁAŚCIWE. Poza tym, jeśli tniesz, to tnij każdą stronę tych rozmów, a nie tylko jedną…

    29 listopada 2009 z 14:26 #7490
    Prusak
    Participant

    Kobiety w wojsku pojawiały się wtedy najczęściej udając mężczyzn. Są znane przypadki, gdzie dostają stopnie podoficerskie, a nawet czytałem o jednej, która otrzymała Legię

    Hm ale ile ich było-10%,20% w pułkach?-a czasem u nas tak to wygląda w polu………..Myślę że w tym problem.

    29 listopada 2009 z 15:02 #7491
    niepij
    Participant

    Harry Angel,
    Piszę co o Tobie słyszałem 🙂 gdyby to o mnie krążyły tak przychylne plotki, to bardzo bym się cieszył.

    Senatorze,
    Przypuszczam, że masz rację wynikającą z lat praktycznej znajomości koni i rekonstrukcji innych epok.
    Ja ograniczam się jedynie do tego co wyczytam w książkach napisanych przez ludzi żyjących w latach 1750-1850.
    Bardzo możliwe, że zarówno przed nimi jak i po nich poznano i zastosowano setki lepszych i wydajniejszych metod walki. Ja tych metod nigdy nie poznałem. Jednak patrząc na efekty naszego sporu sądzę, że lepiej byłoby go nie toczyć. Chylę czoła przed Waszą wiedzą dotyczącą metod walki i koni. Ja przyznaję, w tych dziedzinach jestem zupełnie niezorientowany.

    W historii epoki też orientuję się słabo. Interesowały mnie do tej pory tylko poszczególne pamiętniki i kilka regulaminów. Wszystko czego tam nie znalazłem pozostaje dla mnie tajemnicą. Dużo mi w tej dziedzinie brakuje. O kobietach w wojsku Księstwa Warszawskiego wiem bardzo mało i nie znam żadnej książki, która mogłaby mi ten problem lepiej poznać.

    Patrząc na przebieg naszej dyskusji w ciągu ostatnich dni czuję się pokonany.
    Jeśli ta świadomość mogłaby pozwolić zakończyć nasz spór to byłbym szczęśliwy.

    Pozdrawiam Was w nadziei, że zapomnimy szybko o naszym konflikcie.
    niepj
    :parm:

    29 listopada 2009 z 16:58 #7492
    Horhe
    Participant

    Piszę co o Tobie słyszałem gdyby to o mnie krążyły tak przychylne plotki, to bardzo bym się cieszył.

    Ot i przyczyna kłótni. Mniej skrobać na forum, lepiej pojechać na rekonstrukcje, spotkać się , pogadać przy ognisku i napić się czarę przedniego miodu na zgodę. :bye:

    29 listopada 2009 z 17:18 #7493
    niepij
    Participant

    Horhe,
    Jeśli nie znasz Harrego Angela to dużą część pochwał przeczytasz w temacie Szkoła jazdy:

    Warto czytać co piszą inni. Warto docenić też szacunek Harrego Angela dla swego mistrza i jego skromność, która każe mu zaprzeczać opinii, którą przekazali mi jego konkurenci w konkursie.

    Jeśli na zgodę chcesz pojechać na jakąś imprezę to musisz pojechać i się zorientować. Lub chociaż czytaj co skrobią inni.
    Myślę, że moja nieudana dyskusja z Kawalerzystami jest wystarczająco skomplikowana bez Twoich instrukcji. Obawiam się też, że ze mną się nie napijesz, bo ja nie piję alkoholu.
    Natomiast dość mocno wzmagają atmosferę konfliktu drobne uwagi osób nie uczestniczących dotychczas w rozmowie, a chcących nagle włączyć się do trwającej afery. Może w Twojej diagnozie znajdzie się i miejsce dla takiej refleksji?

    29 listopada 2009 z 17:57 #7494
    Koroniarz
    Keymaster

    Koroniarzu! MAM WIELKĄ PROŚBĘ. NIE WYCINAJ STRZĘPÓW TEKSTÓW Z POSTÓW, BO ZMIENIAJĄ TON ICH WYMOWY. MOŻE LEPIEJ USUWAĆ CAŁOŚĆ, SKORO UWAŻASZ TO ZA WŁAŚCIWE. Poza tym, jeśli tniesz, to tnij każdą stronę tych rozmów, a nie tylko jedną…

    Tnę wszystkich równo, choć ostatnio nie nadążam. Za każdym razem gdy wypowiedzi kłócą się z Regulaminem, który stanowi m.in., że

    (…) ludzi kulturalnych poznaje się między innymi po tym, że potrafią zachować umiar nawet w czasie gorących sporów i w swych argumentach potrafią godzić w argumenty właśnie, a nie w osobę. Bez wzajemnego szacunku, każda rozmowa może się zdegenerować do czczej słownej przepychanki.

    Nick,avatar i treść postów nie powininny zawierać, ani symboliki, ani słów, które mogą należeć do grupy niecenzuralnych, obraźliwych, wylewnych, propagujących narkotyki i łamanie prawa, godzących w czyjąś rasę, narodowość i religię, tudzież dyskryminować ludzi ze względu na ich płeć.
    Posty zawierające w/w zwroty,bez względu na wartość merytoryczną, będą usuwane bez ostrzeżenia. To samo się tyczy podpisów, nicków i avatarów.

    Wiele z omawianych tematów może poruszać sprawy, na które różne grupy rekonstrukcji historycznej, lub różni dyskutanci mają odmienne zapatrywania. Pamiętaj, że dyskusja na forum nie ma na celu wartościowania oddziałów zależnie od ich upodobań, a jedynie omówienie „za i przeciw” różnych koncepcji. Wszelkie wypowiedzi schodzące z tematu na sprawy personalne będą moderowane.[/u]

    Ponieważ najwyraźniej to nie przyniosło skutku musiałem zawiesić wątek, który w tej chwili kontynuujecie. Regulamin nie jest kwiatkiem do kożucha, czego ostatnie problemy są niestety żywym dowodem.

    Koledzy! Jak długo zachowamy wzajemny szacunek możemy się spierać do upadłego. Przyjrzyjcie się proszę wymianie zdań w postach z ostatnich dni (w tym oraz poprzednim wątku) i odpowiedzcie sami sobie, czy to jest rozmowa, która Wam wszystkim przynosi satysfakcję. Mnie nie, a chciałbym z niej czerpać tak wiedzę jak i przyjemność.

    Pozdrawiam!
    ]:)

Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.