Żywa historia czy przebierańcy?

  • 24 listopada 2009 z 12:55 #7377
    niepij
    Participant

    Drogi Koroniarzu,

    Dotykam świadomie spraw, które są właśnie tymi bolesnymi supłami. To są nasze świętości i nasze ideały. Jednak nie w każdej sytuacji mamy czas i możliwość je rozstrzygać. Według mojego rozumienia spraw REKONSTRUKCJA HISTORYCZNA nie jest dziedziną, która mogłaby te ważne sprawy nie tylko rozstrzygnąć, ale nawet znieść bez uszczerbku.

    Chcąc oszczędzić dziecku strachu i zawodu musimy taić, że podczas bitwy umierają ludzie… Czyli pokazujemy balet, a powiedziawszy wprost musimy kłamać żeby nie narażać przypadkowej publiczności na straty moralne. To jest węzeł gordyjski. Dlatego namawiam do ograniczenia działalności pokazowej i edukacyjnej, przynajmniej w obecnym, mocno nieprofesjonalnym kształcie.

    Miłość do zwierząt jest faktem. Wiem jak kocham swoje psy, lub jak płakałem kiedy mi zdychały kolejne koty, a przecież o ile cenniejszy i uczynniejszy dla człowieka może być koń. Mało jeździłem na koniach, ale nawet te kilka razy w życiu wspominam mile i pamiętam konie. Gdybym dowiedział się że zdechły, to na pewno by mnie to zabolało, a przecież nie były moje. Widziałem je tylko chwilę. Wiozły mnie parę metrów. Jednak jakikolwiek hymn na końską chwałę bym napisał, to nie będzie on wartością rekonstrukcyjną. Będzie subiektywny i skomplikuje, a nie ułatwi odtwarzanie.

    Religia jest jednym z najpoważniejszych problemów. Wymaga olbrzymiej dozy wyrozumiałości w każdą stronę. Zarówno manifestowanie religijności trzeba zachować w pewnych granicach jak i niechęć do religii trzeba ograniczyć tak by nie psuła ogólnych stosunków pomiędzy rekonstruktorami. Dla Ciebie czy dla mnie problem jest dość prosty. Nie widzimy problemu w tym żeby pójść do kościoła w mundurze. Rozumiemy też niechęć niewierzących do odgórnie narzuconych elementów widowiska, które faktycznie są obrzędami religijnymi. Jednak dla niektórych własna religia jest obowiązkowa wobec wszystkich innych rekonstruktorów, podobnie zresztą jak dla niektórych własna niewiara stanowi jedyną możliwą i tolerowaną postawę. Tymczasem jedyne rozsądne podejście do tej sprawy zawiera się w Twoim zdaniu:
    „Szanuję prawo innych do odrębnych wyborów. Nie sądzę by to miało być miarą rekonstrukcji”

    Zjadliwość komentarza jest proporcjonalna do jakości tego co udaje nam się pokazać, niestety. To co udało nam się wytworzyć jest słabe. Widzowie często to widzą – albowiem są od tego widzami.
    W moim mniemaniu słabość naszych, jak to trafnie nazwał niegdyś Pan Dariusz – „INSCENIZACJI” wynika właśnie z naszego uwikłania w sprawy poboczne. Korzystając z dorobku religijnego można by powiedzieć „Nikt nie może dwóm panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował; albo z jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi.”. Chcemy dogodzić widzom – zniweczymy nasz rytm ćwiczeń i poszukiwań. Chcemy dogodzić duchowości poszczególnych rekonstruktorów – stajemy w rozkroku, bezradni nad wielością uczuć. Chcemy przypodobać się politykom – rezygnujemy z niezależności. Chcemy kultywować mity narodowe – ukrywamy prawdę historyczną. ITD…
    Tak wiele jest aspektów, które mogą nas uwięzić, że naprawdę warto ograniczać się do pewników… Ograniczenie czyni mistrza – jak podobno mawiają Azjaci. (Ograniczenie pola aktywności, oczywiście, bo ograniczenie umysłowe mistrza nie uczyni 🙂 )

    Pozdrawiam

    25 listopada 2009 z 20:10 #7418
    Koroniarz
    Keymaster

    Czołem! Ponieważ w sposób nieco nieoczekiwany rozwinęła się dyskusja na temat walki piechura z kawalerzystą, wydzieliłem ten temat do osobnego wątku:

    26 listopada 2009 z 01:34 #7430
    Hahn
    Participant

    Szczerze mówiąc, kwestia religii i jej manifestacji, bądź manifestacji jej wyznawania po prostu, jest istotna w sensie rekonstrukcji. Nie wiem jak u Polaków czy Francuzów, lecz u nas, Prusaków ery fryderycjańskiej, udział w modlitwie był obowiązkowy i zapisany regulaminowo. Kto się uchylał lub przeszkadzał, był karany. Właściwie należałoby rekonstruując życie wojskowe w ostatni dzień każdej z naszych imprez, którym zazwyczaj jest niedziela, odprawić należne modły. I szczerze mówiąc, to czy ktoś miałby na to ochotę byłoby mało ważne.

    Na Viasat History leci program o grupie, która odtwarza przed kamerą życie w kolonii w XVII-wiecznej Nowej Anglii. Zgodnie z założeniem, obowiązkowe są tam niedzielne nabożeństwa, połączone od razu z pewną dyskusją nad sprawami kolonii. Kilkoro kolonistów przestało chodzić na nabożeństwa, gdyż w życiu realnym, tym pozarekonstrukcyjnym, są niewierzący. Reszta zaczęła się zastanawiać, czy należy ich zmuszać? Stanęło na tym, że nie. No i w tym momencie rekonstrukcja zachwiała się i trzasnęła głośno. Bo w realiach kolonii Massachussets A.D. 1628 nikt by nie zgodził się na takie rozwiązanie. Do tego jeszcze jeden z służących w kolonii ogłosił na zebraniu, że jest gejem. Spotkało się to z życzliwym przyjęciem. Fajnie. Na ile odbiega to od realiów?

    26 listopada 2009 z 12:42 #7433
    niepij
    Participant

    Hahnie,
    To o czym piszesz stanowi poważny problem. Dla mnie osobiście żaden problem, ale zapewniam Cię że jest spora grupa osób, które cierpią kiedy muszą wykonać puste gesty w które nie wierzą, są też ludzie którzy cierpią kiedy podważa się konieczność wiary i jej manifestowania podczas rekonstrukcji. Przyznaję, że gdybym był rekonstruktorem świata, który był tak jednoznacznie określony religijnie jak skupiska XVII wiecznych kolonistów, to raczej skłonił bym się do opinii, że manifestowanie zachowań religijnych jest elementem nieodłącznym. W tym wypadku zachodzi jednak pewna ważna okoliczność, postawa religijna i w ogóle moralność, przynajmniej oficjalna, tych społeczeństw jest wręcz przysłowiowa i koneksje z religią są od początku nieuniknione.
    Nie jestem znawcą wojska pruskiego, ale skoro piszesz, że modlitwa była obligatoryjnym elementem życia obozowego to też skłaniałbym się do jej pokazywania. Dostojnie i przejmująco wyglądają Rosjanie modlący się przed bitwą i niosący ikony, a o ile wierzą w to co robią to jest to tym bardziej podniosłe.
    Skrajnymi przypadkami są odtwórcy rycerstwa, szczególnie tego zaangażowanego w różnego rodzaju krucjaty. W tej rekonstrukcji jedną z podstaw funkcjonowania jest wiara, bo rycerz niewierzący automatycznie sytuuje się wśród przebierańców.
    Tylko też trzeba rozstrzygnąć do jakiego stopnia można i wypada w dzisiejszym świecie manifestować swoje przekonania. Czy zwiedzanie Konstatntynopola w zbroi i chrzęszczenie bronią w Hagia Sofia byłoby sensowne?
    Czy rekonstrukcja Majów lub Azteków powinna prowadzić do ofiar z ludzi? Lub chociaż do wiary w Xuetzacoatla? Może trzeba to pokazać, ale w jakim stopniu w to wierzyć?

    Jednak dla mnie najważniejszy nie jest problem tego co pokazujemy (o ile nie jesteśmy do tego zmuszani wbrew chęciom). Dla mnie istotny jest problem wplatania PRAWDZIWYCH obrzędów religijnych w „inscenizacje”. Czy mamy prawo zaskoczyć uczestników bitwy koniecznością uczestnictwa we mszy? Czy należy PRAWDZIWIE święcić broń, sztandary, oddziały?
    Dla osoby wierzącej sprawa jest oczywista – „no pewnie, wszystko warto święcić, bo to nie zaszkodzi, a pomóc może”.
    Dla osoby obojętnej – „co mnie to właściwie obchodzi”.
    Są też jednak ludzie niechętni wierze. Nie rozważam tego, czy mają rację i czy to jest logiczne nie wierzyć w coś, a jednak być przeciwnym, (choć trudno buntować się przeciw czemuś co nie istnieje 🙂 ). Jednak tak czy inaczej dla tych ostatnich konieczność uczestnictwa w obrzędach istniejącego kościoła jest przymuszeniem do gestów które są dla nich nieznośne.
    Jest też jeszcze kolejna grupa uczestników rekonstrukcji. Ludzie którzy są wyznawcami innych religii. Dla nich też to stanowi problem.

    Możemy to wszystko zbyć. Na przykład argumentem to niech nie uczestniczą w obrzędach. Tylko że bywa obrzędy są nieuniknione, bo organizator wplótł je w scenariusz imprezy. W tej sytuacji dla niewierzącego przychodzi moment w którym ma dwa wyjścia – albo musi postąpić wbrew swojej moralności i złamać swoją duchowość, albo musi ją ostentacyjnie zademonstrować odmawiając uczestnictwa. Co będzie widoczne natychmiast, bo wyjdzie z szeregu przed kościołem, albo nie klęknie, kiedy inni klękają, itd… Zmuszamy go do manifestacji przekonań religijnych, nawet jeśli my z łatwością i znudzeniem odbębnimy całą mszę nie myśląc o tym co mówi ksiądz.
    Czy chcemy tego?
    Czy jest to nam potrzebne w rekonstrukcji?

    W rekonstrukcji Francuza czy Polaka aspekt religijny ma na szczęście mniejsze znaczenie niż w przypadku XVII kolonistów czy Prusaków. Ja mogę demonstrować zarówno wiarę jak i niewiarę, mam do dyspozycji też sporą gamę odmian innych religii z terenów dawnej Rzeczpospolitej z prawosławiem na czele, poprzez różne odmiany protestantyzmu aż po islam i religie żydowskie. Mogę je z czystym sumieniem pokazywać, bo istniały nawet oddziały tatarskie czy żydowskie. Mogę być też zupełnie obojętny lub wręcz antyreligijny, bo takie postawy są jasno udokumentowane.
    Ja sam jestem zdania, że na ile można trzeba kwestii demonstrowania wiary unikać tam gdzie można ich uniknąć. Tylko dlatego, że są ekstremalnie trudne do rozstrzygnięcia i powodują wiele komplikacji, które oddalą nas od rzeczowych aspektów rekonstrukcji, a wprowadzą w inne tory myślenia i postępowania.

    Sprawa osobistego uczestniczenia w prawdziwych czy imitowanych obrzędach poszczególnych rekonstruktorów jest dla mnie zupełnie obojętna. Ja sam w zależności od nastroju manifestuję swoją religijność lub ją ukrywam. Przyznaję jednak, że byłbym zniesmaczony, gdyby podczas rekonstrukcji bitwy pod piramidami jakiś Mahometanin kazał mi klękać i kłaniać się w stronę Mekki albo gdyby pod Moskwą okazało się, że Patriarcha przewidział gigantyczną mszę prawosławną z moim uczestnictwem. Pewnie bym się dostosował, ale czy trzeba takie sytuacje w ogóle brać pod uwagę?

    27 listopada 2009 z 01:39 #7459
    małgosia d.
    Participant

    Chcąc oszczędzić dziecku strachu i zawodu musimy taić, że podczas bitwy umierają ludzie… Czyli pokazujemy balet, a powiedziawszy wprost musimy kłamać żeby nie narażać przypadkowej publiczności na straty moralne. To jest węzeł gordyjski. Dlatego namawiam do ograniczenia działalności pokazowej i edukacyjnej, przynajmniej w obecnym, mocno nieprofesjonalnym kształcie.

    (…) Jako markietanka 7. Pułku Lansjerów uczestniczyłam przy niejednej imprezie i pokazie. Widziałam reakcje publiczności, na którą składały się również rodziny z dziećmi, młodsza młodzież. Nie widziałam lęku czy zasłanianych oczu. Wręcz przeciwnie. Rekonstruktorzy spotykają się ze szczerym zainteresowaniem i komentarzami, zapytaniami o działalność grupy i wyrazami podziwu dla umiejętności chłopaków, moich kolegów, którzy urozmaicali pokazy upadkami z konia, walką wręcz, potyczką na szable i lance. Dzieciakom podoba się to! Trzymają za ręce swoich rodziców, siedzą im na barana pokazując konie. I dla tych dzieciaków, które na co dzień mają do czynienia z przemocą w mediach, nasza kawaleria to kolorowe mundury, piękne konie, które można pogłaskać i panowie, którzy coś pokazują. Coś, czego nie zobaczą w jednej z durnowatych, współczesnych kreskówek. Wątpię, że zdarzają się płaczliwe reakcje dzieci, które pytają rodziców, czy ten pan naprawdę umarł. Może wymażemy z podręczników historii wszystkie wojny, bitwy, morderstwa polityczne i całą tą krew? Po co mają dzieci się uczyć, jeszcze się niebożęta spłaczą nad zeszytami. Niech lepiej żyją w błogiej niewiedzy i nieświadomości historii i dziejów. To może powstań narodowych w Polsce w ogóle nie było? A obozy zagłady to tylko w amerykańskich filmach? To co powiesz o berbeciach stawiających znicze na Cmentarzu Wolskim w dniu pamięci o zmarłych?

    „Balet”??? Gratuluję. To co w takim razie tutaj w ogóle robisz? Może odpuść sobie rekonstrukcję, skoro w następnych słowach podważasz sens działalności jakichkolwiek grup rekonstrukcyjnych.

    „Straty moralne”??? Kolego, masz publiczność za bezmyślną gromadę? Chciałbyś myśleć za wszystkich? Decydować, co mogą odczuwać, a czego nie? (…)

    Działalność edukacyjna prowadzona przez uczestników grup rekonstrukcyjnych, jest bardzo ważnym aspektem dla świadomości narodowej, tak zacieranej w dzisiejszej unijnej Europie. Im więcej będzie takich ofert i scenariuszy wykładów dla szkół (ułożonych oczywiście odpowiednio dla każdego przedziału wiekowego), tym silniej zakorzeniony szacunek dla polskiej historii i poczucie dumy narodowej.

    Doskonalenie w rekonstrukcji nie powinno kończyć się na odhaczeniu wszystkich punktów na liście zakupów, uległości wobec kierownika grupy i uczestnictwie we wszelkich imprezach w okolicy, póki jest dobra pogoda. Doskonalenie od tego może się zaczynać, ale docelowo powinno wzbogacać naszą wiedzę, świadomość historyczną i kulturową, ducha oddziałów, samodyscyplinę. To są cele warte poświęcenia. Alkoholiczne „turne” po dawnych pobojowiskach nie są celem wartym poświęceń.

    Mam nieodparte wrażenie, że swoje obserwacje opierasz chyba na własnym regimencie. „Póki jest dobra pogoda”?!?! W tym roku na Raszyn chłopaki z 7. Lansjerów i Szwoleżerowie przejechali 40 km w deszczu. Jak dojechali do Raszyna, woda wylewała im się z rękawów. Po czym stanęli do bitwy i wrócili w siodłach do Ząbek. I wszystko na TRZEŹWO, bo są odpowiedzialni. Za konie, siebie i kolegów. Dokładnie w tej kolejności. Pokonali 100 km, niektóre konie prowadzili z Raszyna do Warszawy na piechotę, okrywając je własnymi płaszczami. A potem pół nocy rozwozili konie po stajniach. To nazywam poświęceniem, choć dla nich to jest po prostu zadanie do wykonania.

    27 listopada 2009 z 11:20 #7462
    Koroniarz
    Keymaster

    „Balet”??? Gratuluję.

    Rozumiem Twoją pasję i ją podzielam. Mam wszakże wrażenie, że umyka w tym co piszesz rozróżnienie między rekonstrukcją dobrą, a złą zawarte w tytule wątku. Jeśli chcemy coś wspólnie robić lepiej, to musimy wiedzieć co robimy źle. Odniesienie do baletu nie jest nowe. Swojego czasu prowadziliśmy nawet na ten temat rozmowę Rekonstrukcja bitew – kontredans czy manewry? Może warto do niej wrócić. O ile też nasz wspólny przemarsz do Raszyna wspominam z uśmiechem (z tym, że to było około 80 km + parę kilometrów galopad na miejscu), to Niepij swojego czasu przeszedł większy nawet dystans na piechotę. Pisałem o tym zresztą w komentarzu do filmiku o Ciechanowie. W sumie wychodzi więc na to, że mamy podobny niedosyt.

    Mam nieodparte wrażenie, że swoje obserwacje opierasz chyba na własnym regimencie.

    Bynajmniej: http://www.demi-brigade.org/indexpl.htm . Z niepijem nałogowo „kruszymy kopie” od paru lat, ale trudno się bardziej pomylić niż w tym przypadku. O ile też nie podzielam opinii niepija o powszechności problemu z alkoholem, to jego istnienia zanegować nie sposób. Że nie u nas, mała to pociecha, bo zachowania paru jednostek i tak rzutują na całe środowisko. Posłuchałem kiedyś tego co Niemcy opowiadali w Lipsku o zalegających pod płotem pijanych polskich rekonstruktorach powołując się na znane mi również z innego źródła wydarzenie krajowe i było mi bardzo przykro. To do czego zmierzam, to fakt, że rzeczywistość, również rekonstrukcyjna bywa wiele bardziej złożona niż byśmy tego chcieli. Warto więc wypunktować co można, a co trzeba zmieniać na lepsze. Może wspólnie nam się uda.

    Pewnie bym się dostosował, ale czy trzeba takie sytuacje w ogóle brać pod uwagę?

    Wydaje mi się, że tego do końca nie rozstrzygniemy. Z jednej strony mamy wolność sumienia, z drugiej polityczną poprawność, która wolność tę tępi. Nie uważam też, by to był problem związany z samą rekonstrukcją. Podtrzymując to co napisałem w którejś z wcześniejszych wypowiedzi zapytam dodatkowo: a jaka siła może nas zmusić do robienia tego co wywołałoby nasz sprzeciw? Nie jesteśmy w prawdziwym wojsku. Jeśli kto z nas zechce, może uczestniczyć. Jeśli nie, może również tego nie robić. Akurat to się mieści w tradycji Konfederacji warszawskiej, dzięki której to tradycji o wojnach religijnych czytamy w odniesieniu do państw obcych. Czy przybycie na mszę z chęcią wyrażenia szacunku pamięci minionych pokoleń jest rekonstrukcyjnym grzechem? Czy też grzechem jest robienie z tego szopki? Ja wierzę, że jedynie to drugie.

    Do tego jeszcze jeden z służących w kolonii ogłosił na zebraniu, że jest gejem. Spotkało się to z życzliwym przyjęciem. Fajnie. Na ile odbiega to od realiów?

    Nie tak dawno rozmawiałem z paroma osobami na temat „Warunku” Eustachego Rylskiego. Im ta książka się podobała, mnie wręcz przeciwnie. Dla przyczyn, o których pisałem w wątku Warto przeczytać. Świat nasz jest światem od rekonstruowanego odmiennym. Inaczej nie zachodziłaby potrzeba jego rekonstruowania, gdyż byłby częścią naszej rzeczywistości. Przerabiając przeszłość na współczesną modłę, w sposób nieunikniony ją zafałszowujemy. Posuwając się do pełnej wierności wpadlibyśmy w kolejną ekstremę. Nie ma łatwo. Kawaleria cały czas ten temat przerabia w przypadku kobiet w rekonstrukcji. Tak jakoś bowiem się składa, że wiekszość osób, które w tej chwili trenują sporty konne to kobiety i chyba grupy rekonstrukcyjne są tu jedynym wyjątkiem.
    Pozdrawiam!
    😯

    27 listopada 2009 z 12:10 #7463
    niepij
    Participant

    małgosiu d.
    Zastanówmy się czy hagiografie swoje, swoich grup czy znajomych są odpowiednim sposobem argumentowania. Oczywiście są gdzieś jakieś ideały, ale personifikowanie ich utrudnia rozmowę.

    Przypomnę nieśmiało że ruch odtwarzania historii przywędrował do nas z Europy zachodniej i z USA więc nie sądzę żeby tamte regiony miały na celu pozbawienie nas tradycji, skoro przekazują nam sposoby na tej tradycji podtrzymanie.

    Zrozum o czym ja piszę. Prześledź rozwój dyskusji i proszę pisz dalej.
    To samo polecam Twoim kolegom z oddziału, bo wykonujecie klasyczną szarżę w tym temacie, ale nie bardzo przestudiowaliście mapę wąwozu (to Twój 4 post, a w przypadku Harry Angela to był chyba 6, więc krótki rozbieg jak na taką swobodę wypowiedzi).
    Nie jestem Twoim Kolegą, ale możesz o mnie i do mnie pisać – niepij – co sprawiłoby mi wielką przyjemność.

    Pozdrawiam Cię serdeczdznie i mam nadzieję, że wiele się od Was nauczę
    niepij

    27 listopada 2009 z 13:21 #7464
    niepij
    Participant

    Koroniarzu,
    Wydaje mi się, że mieszamy pojęcia 🙂 Wolność sumienia jest chyba kategorią wewnętrzną człowieka, a polityczna poprawność jest kategorią zewnętrzną. To co sami myślimy, w co wierzymy, a nawet religia jaką publicznie wyznajemy to nasza sprawa i o ile nie krzywdzimy nikogo to możemy to robić bez ograniczeń – chyba to masz na myśli pisząc „wolność sumienia”. Natomiast pisząc „polityczna poprawność” masz chyba na myśli zespół ograniczeń jakie nakłada na nas obecny kształt życia społecznego i kulturalnego. W tej dziedzinie musimy stosować się do zasady „po pierwsze nie szkodzić” – nie szkodzić wzajemnemu poszanowaniu. Wprawdzie jest to upierdliwe, bo musimy z części swoich pragnień się wycofać w życiu społecznym, jednak nic lepszego nie wymyślono.
    Fakt – nie jesteśmy w prawdziwym wojsku. Nie mamy teoretycznie żadnych obowiązków. Co zresztą bardzo widocznie wpływa na jakość tego co możemy pokazać podczas „inscenizacji”. Pozornie więc kwestia manifestacji poglądów religijnych lub narodowych nie istnieje.
    Jednak.
    W drugim pułku kilka lat temu, zanim rozpadł się na tą galaktykę pułków, które mamy teraz, było kilkadziesiąt osób. Było kilku ludzi innego niż katolickie wyznania, było kilku gorliwych ateistów, większość typowych katolików nominalnych oraz kilku gorliwych Katolików. Jeździlismy na rozmaite imprezy i większość z nich nie sprawiała kłopotu. Było jednak kilka trudnych sytuacji. Podczas jednej z imprez okazało się, że wmaszerowaliśmy do kościoła i mieliśmy asystować jako gwardia przy Mszy Świętej. Dla większości nie był to problem. Jednak Innowiercy i Ateiści byli w kłopocie. Nie chcieli w tym uczestniczyć (wszak nie jesteśmy wojskiem i nie musimy robić czegoś czego nie chcemy), nie chcieli też komplikować przebiegu uroczystości bo było już trochę za późno na zwykłe wyjście z szeregu. Co mieli zrobić, żeby zachować szacunek do siebie ale i okazać szacunek uczestnikom mszy? Nie pamiętam jak to dokładnie przebiegało, ale dyskretnie podzieliliśmy się na dwie części i jedna miała kontynuować przewidziane obrzędy, a reszta (wraz z tymi, którzy nie chcieli być w kościele) została oddelegowana dla pozornego pilnowania bram kościoła. To było jakieś rozwiązanie, ale rozwiązanie prowizoryczne. Moim zdaniem takie sytuacje nie powinny mieć miejsca. Owszem jeśli ma być jakiś obrzęd to niech sobie będzie, ale musimy być wyraźnie uprzedzeni odpowiednio wcześniej, żeby ci którzy nie chą mogli swoją niechęć bezstresowo uskutecznić, a nie tylko wiedzieć, że mają do niej prawo 🙂 .

    Jednak wogóle, jak już wcześniej pisałem, nie uważam religijności za kategorię rekonstrukcyjną. To jest prywatna sprawa każdego z nas. Każda postawa jest właściwa i godna szacunku O ILE NIE NARZUCA JAKICHŚ NIECHCIANYCH ZACHOWAŃ POZOSTAŁYM.

    Z kolei dla mnie, jako człowieka posiadającego jakąś duchowość ta sprawa ma dodatkowy aspekt.
    Ja traktuję reilgię i obrzędy bardzo poważnie i wplatanie tego w rekonstrukcję (która cokolwiek byśmy nie pisali jest tylko zabawą ludzi, którzy mają trochę za dużo pieniędzy i czasu) jest dla mnie niesmaczne. Uważam, że uczestnictwo w obrzędach religijnych, będące elementem zabawy jest zabawą, ergo obrzędy odprawiane w naszych mundurach stają się zabawą, a to mnie martwi.
    Jakimś wyjściem byłoby sumienne odtwarzanie musztry i gestów przewidzianych regulaminem, na takie właśnie sytuacje, ale wspominając te obrzędy w których uczestniczyłem, lub oglądałem innych rekonstruktorów mam poważne wątpliwości czy ktokolwiek zadał sobie trud analizy tych regulacji.

    Hahn pisał o geju kolonizatorze 🙂
    Jakkolwiek obrazoburczo to nie zabrzmi, manifestacja skłonności seksualnych ma dla mnie równie mało wspólnego z rekonstrukcją historyczną jak religia. To są prywatne sprawy o ile nie jestem w nie wbrew swojej woli angażowany. Jest sprawą pewną, że w każdym okresie historycznym był jakiś odsetek homoseksualistów, oczywiście byli akceptowani lub prześladowani w zależności od mody. Możemy sobie założyć, że iluś rekonstruktorów jest gejami i chyba się nie pomylimy.
    Ale co to nas obchodzi?
    Zarówno dociekanie, kto jest gejem jak i manifestowanie swoich skłonności jest moim zdaniem żenujące. Oddala nas automatycznie od tematu rekonstrukcji. Nie można zrekonstruować duszy i ciała, bo ono jest konstrukcją w trakcie i niepowtarzalną. Dlatego aspekty duchowe i cielesne (w sensie preferencji seksualnych, pokarmowych, termicznych, itd…) uważam za wogóle niezwiązane z rekonstrukcją. OBECNE, ale niemożliwe do zobiektywizowania.

    Problemy tej kategorii są nierozwiązywalne nawet w życiu codziennym, a wplatanie ich w reknstrukcję uczynią ją równie zagmatwaną i poniekąd głupią jak życie codzienne. Rozważając w rekonstrukcji kwestie nacjonalistyczne, seksualne, religijne, polityczne otwieramy puszkę Pandory i ściągamy sobie na głowę piekiełko, które i tak mamy na co dzień. Jeśli chcecie także podczas wolnego weekendu martwić się kto jest u władzy, kto jest gejem, kto jest wierzący, kto miał domek za Bugiem to Wasza sprawa. Ja podczas rekonstrukcji chcę wiedzieć jak wyglądała musztra, mundury i obóz wojskowy. Całą resztę mam od poniedziałku do piątku.

    27 listopada 2009 z 14:48 #7466
    senator
    Participant

    Przypomnę nieśmiało że ruch odtwarzania historii przywędrował do nas z Europy zachodniej i z USA więc nie sądzę żeby tamte regiony miały na celu pozbawienie nas tradycji, skoro przekazują nam sposoby na tej tradycji podtrzymanie.

    (…) Cudze chwalicie swego nie znacie. W Polsce rekonstrukcja historyczna znana jest od XIX w. (!), kiedy w (…) USA tworzono rezerwaty i wybijano rdzenną ludność Ameryki i nikt nie myślał o pokazywaniu jakiejkolwiek historii tego kraju, w Polsce pod zaborami pokazywano przedstawienia historyczne obrazujące ważne wydarzenia z życia i historii naszego kraju (na przykład: odsiecz wiedeńska na krakowskich błoniach), służące podtrzymaniu ducha narodu. Podobnie było w okresie międzywojennym, kiedy wojsko, różne organizacje patriotyczne i zwykli ludzie zakładali polskie mundury i stroje z wcześniejszych epok, aby zaprezentować własną historię tak rodakom, jak i całemu światu.
    (…)
    Chciałbym nadmienić, że Polska przez wieki była miejscem, gdzie zapewniano swobody wyznaniowe i dyskutowanie na te tematy nie ma, moim zdaniem, większego sensu. To, czy ktoś pójdzie na mszę, czy nie, albo będzie pokazywał w ramach rekonstrukcji jakieś wyznanie, zależy od danej osoby. Ale udawanie czyjejś religii uważam za wyjątkowo niestosowne.

    Zrozum o czym ja piszę. Prześledź rozwój dyskusji i proszę pisz dalej. To samo polecam Twoim kolegom z oddziału, bo wykonujecie klasyczną szarżę w tym temacie, ale nie bardzo przestudiowaliście mapę wąwozu (to Twój 4 post, a w przypadku Harry Angela to był chyba 6, więc krótki rozbieg jak na taką swobodę wypowiedzi).

    Nie kolego. Nie uważam również, żebyś miał podstawy, by próbować decydować o czyimkolwiek uczestnictwie w dyskusji na otwartym forum. (…) próby dominacji (…) budzą we mnie co najmniej mieszane uczucia, bo napisali coś, co nie mieści się najwyraźniej w (…) schemacie polemiki.

    27 listopada 2009 z 16:18 #7468
    Prusak
    Participant

    Dla mnie absurdem jest mieszanie jakiejkolwiek ideologii do rekonstrukcji.Czy to szafowanie patriotyzmem czy tez szowinizmem lub innymi „izmami”.Zatrac się wtedy dystans do rekonstrukcji jako sposobu odtwarzania przeszłości.I zamiast slęczeć nad materiałami i kłócić się o przysłowiowy już centymetr na mundurze w lewo czy prawo,zaczyna się wtedy ubierac w cokolwiek-cyleby odpowiadało „izmowi” danego delikwenta.To już nie jest rekonstrukcja tylko oprawa ideologii.

    27 listopada 2009 z 16:26 #7469
    Horhe
    Participant

    Nie- kolego Niepij. Cudze chwalicie swego nie znacie. W Polsce rekonstrukcja historyczna znana jest od XIX w. (!), kiedy w Twoim USA tworzono rezerwaty i wybijano rdzenną ludność Ameryki i nikt nie myślał o pokazywaniu jakiejkolwiek historii tego kraju. W Polsce pod zaborami pokazywano przedstawienia historyczne obrazujące ważne wydarzenia z życia i historii naszego kraju (na przykład- odsiecz wiedeńska na krakowskich błoniach), służące podtrzymaniu ducha narodu. Podobnie było w okresie międzywojennym, kiedy wojsko, różne organizacje patriotyczne i zwykli ludzie zakładali polskie mundury i stroje z wcześniejszych epok, aby zaprezentować własną historię tak rodakom, jak i całemu światu.

    Wcześniej. W Gdańsku na Górze Gradowej już w XV wieku robiono inscenizacje zdobywania Jerozolimy!!!

    27 listopada 2009 z 16:54 #7470
    niepij
    Participant

    Kolego Senator.
    Nie będę już Was dominował pseudointelektualnie.
    Jeśli pozwolicie drodzy Kawalerzyści, będę ignorował Wasze wypowiedzi, żeby nie sprawiać wrażenia że chcę Was zdominować lub obrazić. Pozwolę sobie jednak prezentować swoje opinie tak jak robię to do tej pory, bo jak sądzę mam do tego prawo.

    Jedno jeszcze sprostuję – USA nie jest moje choć bardzo bym chciał je mieć.
    Przypuszczam że należy do grona tamtejszych obywateli.

    27 listopada 2009 z 17:13 #7471
    Prusak
    Participant

    Wcześniej. W Gdańsku na Górze Gradowej już w XV wieku robiono inscenizacje zdobywania Jerozolimy!!!

    No tak ale wtedy do był teren państwa zakonnego 😉

    27 listopada 2009 z 17:18 #7472
    niepij
    Participant

    ;P

    27 listopada 2009 z 17:19 #7473
    Maria J. Turos
    Participant

    Chcąc oszczędzić dziecku strachu i zawodu musimy taić, że podczas bitwy umierają ludzie… Czyli pokazujemy balet, a powiedziawszy wprost musimy kłamać żeby nie narażać przypadkowej publiczności na straty moralne. To jest węzeł gordyjski. Dlatego namawiam do ograniczenia działalności pokazowej i edukacyjnej, przynajmniej w obecnym, mocno nieprofesjonalnym kształcie.

    A to ci dopiero!
    Tu już pisze bardzo ostro i ewentualnie proszę o usunięcie mojego wpisu.
    Panie Niepiju!
    W jednym ze swoich długich elaboratów poruszył Pan problem młodych ludzi otumanionych „…trawką…”. A cóż mają robić innego jeśli odbiera im się możliwość zobaczenia czegoś więcej niż rzeczywistości wirtualnej gdzie ciurkiem – w wielu grach to norma – leje się krew, zaś taka rzecz jak śmierć i umieranie to „…klik…” myszką na ekranie. Jest mi przykro tak napisać, lecz widzę skutki „…nie narażania…’ na straty „…moralne…” przy jednocześnie ogromnym spustoszeniu czynionym właśnie przez brak alternatywnych rozwiązań
    Tu ma Pan spontaniczny wyraz reakcji z jaką i ja się zetknęłam

    Może wymażemy z podręczników historii wszystkie wojny, bitwy, morderstwa polityczne i całą tą krew? Po co mają dzieci się uczyć, jeszcze się niebożęta spłaczą nad zeszytami. Niech lepiej żyją w błogiej niewiedzy i nieświadomości historii i dziejów. To może powstań narodowych w Polsce w ogóle nie było? A obozy zagłady to tylko w amerykańskich filmach? To co powiesz o berbeciach stawiających znicze na Cmentarzu Wolskim w dniu pamięci o zmarłych?

    Ja być może użyłabym słów bardziej ostrych.
    Bo moim zdaniem – i jeśli kogokolwiek to urazi to a priori przepraszam, zaś dalszą egzystencję na forum pozostawiam do decyzji Moderatora – w Pana odczuciu „…rekonstrukcja historyczna…” to jest świat hermetycznie zamknięty w który wchodzimy my sami no bo chcemy, może kogoś zapraszamy, ale już selekcjonując lub stawiając a priori bardzo wysoka poprzeczkę (odwołuje się Pan często do wzorów niemieckich i anglosaskich więc pewnie zna Pan forum dotyczące Wojny Secesyjnej redagowane przez kobiety – przepraszam, gdzieś umknął mi adres, lecz odnajdę – gdzie wprost jest we wstępie napisane iż „…zaciekawiły nas patchworki…” i tak to się zaczęło) lub spoglądając z pobłażliwością na profanów którzy zaczynają. Czy zawsze maja możliwości, nawet dziś w dobie powszechnego (?!) dostępu do Internetu [pewnych moich przygód z dostępnością polskich zasobów bibliotecznych nie chcę wprost wspominać]. Swego czasu pochwalił mnie Pan, że chodzę do Muzeum Wojska, ale i tam jest „…poprzeczka…” pod nazwą godziny otwarcia – raczej w ciągu dnia niż po południu, zostaje sobota i niedziela – a dniem bezpłatnym jest środa, może to drobiazgi nie w temacie, ale jak ktoś chce obejrzeć autentyczną (? – nie mój to znak, lecz na tymże forum była dyskusja o kroju kurtek) kurtkę no to musi za to odpowiednio zapłacić. Można rzec każde hobby kosztuje…
    …a życie w świecie nawet najdoskonalszym, ale kreowanym tylko dla siebie jest w moim odczuciu jednak egoizmem. I tego słowa się nie wstydzę.
    Również marzy mi się rekonstrukcja „…prawie styczna…” z prawdą historyczną, ale coraz lepiej poznaję ograniczenia. Bynajmniej nie w przekazie wiedzy, bo ta można propagować zawsze. Nie wiem co będzie tu „…nieprofesjonalne…”, czy to że pokaz nie będzie w leśnej głuszy czy wśród bezdroży ale w szkolnej sali lub na boisku szkolnym. To my kreujemy rzeczywistość – co do dziś pamiętamy z kreacji Ludwika Solskiego ano praktycznie niemą rolę Starego Wiarusa z „Warszawianki” Wyspiańskiego [przypomina mi się wywiad z Hoffmanem o pracy na planie „Pana Wołodyjowskiego” – intuicyjnie czuł, iż problemem może być bynajmniej nie jakiś „…haczyk…” kostiumologiczny ale słynna oracja nad trumną Wołodyjowskiego znana, i zachowana w Archiwum Dokumentacji Mechanicznej, w interpretacji jednego z polskich aktorów 20 – lecia międzywojennego], o czym mówił Marcel Marseau czy twórcy teatru Laboratorium. To my – i tu „…chapeau bas…” przed moimi „…przebrzydłymi Prusaczyskami…” – tworzymy rzeczywistość. Mości Koroniarzu czy herbata w moim cynowym kubku jaka pił Pan w Raszynie nie dała przedsmaku tego jak by pił ją Pan powracając ze zwiadu „…pod Nadarzyn…” (że zacytuję „Popioły”). To są właśnie te odpryski, te punkty [a o ile pamiętam z matematyki prosta jest zbiorem nieskończonych punktów] „…prawie stycznej…”.
    Czy zakosztuję owej „…prawie stycznej…” również zależy ode mnie.
    A co entuzjazmu „…neofity…” na tym forum czyli MałgosiD. – oby tak dalej, bo entuzjazm bynajmniej prawdy nie zaciera, a raczej wzrok na nią wyostrza. I „…się chce…” robić coś jeszcze lepiej i rzetelniej.

    …kończę, a decyzję co do mojego bytu na forum pozostawiam Modratorowi
    Pozdrowienia

Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.