Szkoła jazdy

  • 24 listopada 2009 z 18:39 #7387
    apacz
    Participant

    To może w ramach uspokojenia nastrojów panów kawalerzystów – film o tym jak to robili Angole w 1933 r. (choć to raczej bez związku ze ścisłym tematem dyskusji, ale może kogoś zainteresuje)
    http://www.britishpathe.com/record.php?id=9483
    pzdr – apacz

    24 listopada 2009 z 20:03 #7388
    Harry Angel
    Participant

    A mi się podoba! Powinniśmy sobie coś takiego nakręcić!

    24 listopada 2009 z 20:43 #7389
    KT
    Participant

    Czołem
    Prawda, że ciekawe te stare filmiki, a wracając do dosiadu to
    czytałem Austriacki regulamin i nie ma w nim wielkich
    różnic w porównaniu z polskim czy angielskim.
    Przypomnę, że dla mnie dosiad sportowy to skrócone strzemiona do tego stopnia
    że łydka musi być przyłożona do boku konia i jeździec jadąc cały czas „kuca” podnosząc się i opadając na udach.
    W wszystkich regulaminach które czytałem przyłożone ( nie poruszające się ) jest udo
    i to niezbyt mocno a łydka jest swobodna, z przyłożeniem większym lub mniejszym ale swobodna.
    Ostatnia faza naszej dyskusji w moim odczuciu daje odpowiedź na pytanie, dlaczego tak diametralnie
    w tak krótkim okresie czasu (pomiędzy 1919 a 1939) zmieniono zasady szkolenia podstawowego.
    Przyczyny zazębiają się ze sobą , po pierwsze ponieważ broń maszynowa wykluczyła klasyczne szarżowanie czyli wstrząsnęła istotą i przeznaczeniem kawalerii, po drugie szybki rozwój sportu skokowego i moda z nim związana ( pozowanie na nowoczesność ) rekompensowała tą stratę, zaś nam pozostał węzeł gordyjski do rozwiązania.
    Dziwi mnie oburzenie niektórych kolegów związane z odkrywaniem tego, że nie cała nasza kawaleria jeździła przed II WŚW dosiadem skokowym.
    Pozdrawiam wszystkich !
    KT

    24 listopada 2009 z 20:47 #7390
    senator
    Participant

    elmijakke i tak uważam zostałeś leko potraktowany bo moje posty przypisałeś Karolowi wjęc myśl sobie co chcesz kto kutwą sie urodził jako kutwa umrze.

    24 listopada 2009 z 21:13 #7392
    KT
    Participant

    Czołem
    Ta jego upierdliwa dociekliwość zmusza do myślenia,
    bez niego wielu wątków nawet bym nie dostrzegł,
    zatem należą mu się podziękowania.
    Sam nie wie do czego doprowadził!. Ha,Ha,Ha!!!
    Pozdrowienia
    K

    24 listopada 2009 z 21:15 #7393
    senator
    Participant

    Masz racje Karol przepraszam i jednocześnie dziękuje

    24 listopada 2009 z 22:32 #7394
    Michał Majewski
    Participant

    Koledzy z obu stron barykady..
    Nie uważacie, że dyskusja w tym tonie przynosi więcej szkody i całemu środowisku i idei odtwórstwa w ogólności?
    Kwiatki z ostatnich stron nikogo nie przekonają, na żadną stronę. Nie w takim stanie emocji. Mogą jedynie przekonać do omijania forum, albo przynajmniej tego topiku.

    Wydaje mi się, że świat współczesnego kawalerzysty jest na tyle trudny, że nie ma sensu robić sobie na siłę wrogów wśród innych kawalerzystów. I to z powodów doktrynalnych.

    Jedyny sposób żeby to rozstrzygnąć to spotkać się, zrobić sobie wspólnie jakiś dłuższy przemarsz i pokazać w praktyce co i jak. A później animozje zalać wódką.

    Bo to co jest obecnie to wg standardów kawaleryjskich ociera się już o sekundantów, asystę pani Turos i brzozowy zagajnik o świcie.

    24 listopada 2009 z 22:58 #7395
    senator
    Participant

    Pojezdzić moge bo lubie
    A to na rozładowanie emocji

    24 listopada 2009 z 23:12 #7396
    elmijakke
    Participant

    Czołem
    Ta jego upierdliwa dociekliwość zmusza do myślenia,
    bez niego wielu wątków nawet bym nie dostrzegł,
    zatem należą mu się podziękowania.
    Sam nie wie do czego doprowadził!. Ha,Ha,Ha!!!
    Pozdrowienia
    K

    No to już, mam nadzieję, więcej nie dostrzeżesz. Żegnam WIELKIEGO TEORETYKA! Jeżeli chodzi o praktykę byłem świadkiem ataku kolegi na pozornik we wrześniu (w Miłośnie) – szkoda, że na końcu kolega nagle przeszedł do kłusa (zapewne tak miało być) i atak tak nie do końca się udał… – także takich wzorców nie potrzebuję…

    PS. Przepraszam Senata za to, że przypisałem jego posty Karolowi (ja w odróżnieniu od innych potrafię się przyznać do błędów). Sorry, Senat, że tak wyszło bo szanuję Cię jako rzetelnego kawalerzystę.

    PS. Kolego Harry – nie wiem czy się znamy, ale uwierz mi że mam jako takie (chociaż wiem, że jeszcze dużo nauki przede mną) pojęcie o jeździe konnej – świadczą o tym, mam nadzieję moje wyniki na zawodach kawaleryjskich. A to że nie było mnie w Detling czy gdzie tam jeszcze to nie znaczy, że konia widziałem tylko w cyrku (swoją drogą dziwne rozumowanie). Aha, nazywam się Krzysztof Mijakowski (o czym niektórzy na tym forum zapewne wiedzą)…

    POZDRAWIAM I ŻEGNAM RAZ JESZCZE.

    24 listopada 2009 z 23:19 #7397
    Horhe
    Participant

    Przyznaję, nie dużo jeździłem konno, ale miałem taki epizod w swoim życiu. Styl angielski jakoś mi nie leżał i na długo sobie konie odpuściłem, póki nie trafiłem do Akademii Przygody w Lubaniu gdzie szkoli się konie metodami naturalnymi. Na wstępie instruktor wyłuskał mi różnice w stylach jazdy, określając styl angielski tymi słowy: „to jakbyś szedł ulicą z kumplem i go ciągle klepał w plecy by szedł szybciej i równiej”. Nic dodać, nic ująć. A tu na spokojnie, bez zbędnego szarpania, bez używania wodzy i bez siodła śmigałem po maneżu. Sądzę, że taki styl jazdy jest bliższy odtwarzaniu kawalerii napoleońskiej, niż styl angielski. Wexmy też inne realia pod uwagę. Dzisiaj pokazy kawaleryjskie ograniczają się do max 2-3 dni w siodle, to można przeżyć w dosiadzie skokowym, ale jakby przyszło tak spędzić tygodnie czy miesiące w siodle, to strzemiona oczko po oczku będą się zniżać. Ponadto luźne łydki daję większe pole manewru przy balansowaniu ciałem.
    Co do koni ukraińskich i mołdawskich to miałem oczywiście na myśli okres XVIII-XIX wieku.
    Zaraz koniarze pewnie mnie zjedzą, jak konie owies ;D

    24 listopada 2009 z 23:20 #7398
    senator
    Participant

    Każdy je popełnia niema sprawy Krzysiek
    Pozdrawiam

    25 listopada 2009 z 01:22 #7400
    KT
    Participant

    Czołem,
    Nie trzasnął drzwiami to pewnie wróci, nie cieszmy się przedwcześnie.
    A co do angielskich filmików to:
    1.W ogóle nie anglezowali.
    2.Jeździli 4-kami !!!
    Co do rajdu to już padła propozycja na październik 2010
    ale lepszym terminem byłby koniec czerwca lub lipiec.
    Wszystko zależy od tego czy się skrzykniemy i konsekwentnie pojedziemy
    nikt za nas tego nie zrobi.
    Co do dyskusji dotyczącej dosiadu to jest to niestety od początku lodołamacz.
    Łamiemy lód naszej wspólnej niewiedzy o przeszłości i zadufania w wąskie wyszkolenie klasyków
    którym niestety nerwy puszczają gdy znajdują się dowody na to, że jest inaczej niż do tej pory
    oficjalnie głoszono. Ja dzięki niej sporo się nauczyłem, wiedzieć to jedno a przekazać innym to drugie.
    A co do bzdur które wypisuję to wypisuję je w moim domowym biurze,
    wygląda ono jak na załączonych obrazkach widać.
    Od razu uprzedzam, bez obrazy, książek nie pożyczam!.
    Pozdrawiam
    K

    25 listopada 2009 z 14:06 #7406
    KT
    Participant

    Czołem
    Zerknijcie koleżanki i koledzy na tę galerię,

    spora część siedzi z długimi strzemionami,część ze skróconymi ale nie za ekstremalnie.
    Zacząłem szukać w śladów w zasadzie historycznego dosiadu w okresie pomiędzy 1919-39
    w celu przełamania wręcz mitu, że dosiad historyczny zaniknął gdzieś w XIX wieku.

    Pozdrawiam
    KT

    25 listopada 2009 z 15:01 #7408
    senator
    Participant

    Masz i tu. Są widoczne oba dosiady, choć większość jezdzi tak jak się jezdzi obecnie

    25 listopada 2009 z 17:00 #7410
    Harry Angel
    Participant

    PS. Kolego Harry – nie wiem czy się znamy, ale uwierz mi że mam jako takie (chociaż wiem, że jeszcze dużo nauki przede mną) pojęcie o jeździe konnej – świadczą o tym, mam nadzieję moje wyniki na zawodach kawaleryjskich. A to że nie było mnie w Detling czy gdzie tam jeszcze to nie znaczy, że konia widziałem tylko w cyrku (swoją drogą dziwne rozumowanie). Aha, nazywam się Krzysztof Mijakowski (o czym niektórzy na tym forum zapewne wiedzą)…

    Raczej się nie znamy, ale to do nadrobienia. Jestem Przemysław Pawłowski i podejrzewam że w kwestii pojęcia o jeżdzie mógłbym się od Ciebie dużo nauczyć. Nigdy nie zapomniałem że jesteśmy w tym samym obozie, ale będę stał po stronie Karola, z racji że sam tak jeżdżę. Być może, obie strony mogłyby się czasami lepiej zachować. Przepraszam za formę moich niektórych wypowiedzi.

    Pozdrawiam

Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.