Zolnierze wojen napoleonskich recenzja

Żołnierze Wojen Napoleońskich – recenzja

Arsenał Publikacje Skomentuj

Zolnierze wojen napoleonskich recenzja

Wydawnictwo Eaglemoss Polska wprowadziło właśnie na rynek nową kolekcję ołowianych figurek delPrado i towarzyszących im publikacji OSPREY z serii Men-at-Arms. Śledząc równolegle inną publikację OSPREY’a, z serii Campaign, wydawaną w Polsce przez Amercom SA pt. „WIELKIE BITWY HISTORII” sięgnąłem po tę nową serią z nieskrywaną radością, kupując od razu trzy egzemplarze pierwszego numeru: jeden dla mnie, i po jednym dla moich synów. Niestety początkowa radość zamieniła się szybko w niedowierzanie, a te narastającą irytację skandalicznie niskim poziomem tekstu, którego znając oryginał (Napoleon’s Guard Cavalry), nie odważę się nazwać tłumaczeniem. Zacznijmy od początku:

Kolekcja składa się z ołowianej figurki szwoleżera-lansjera w mundurze z przełomu 1809 i 1810 roku, z lancą i rozwiniętym proporcem oraz dołączonej doń publikacji i zwyczajowego zestawu ulotek reklamowych.

 

Figurka

Jakkolwiek można mieć uwagi co do koloru wyłogów, kwatery czapki i lampasów, podobnie jak do braku lamówki na plecach kurtki mundurowej, figurka jak na masową produkcję wykonana jest starannie. Zarzuty podnieść można w odniesieniu do lancy, w której brak rzemiennego oplotu, temblaka i dolnego okucia, oraz do szabli, której pochwa pomalowana jest na kolor złoty, pomijając nie mosiężne (i charakterystyczne dla modelu An IX), czarne elementy. Również długość lancy, jak i proporcje proporca nie odpowiadają rzeczywistym. Niemniej ogólne wrażenie jest pozytywne.

Publikacja

Błędy publikacji towarzyszą nam od strony tytułowej do samego końca i są rażące w stopniu, które karze się zastanowić, czy polskie wydanie ma redaktora i za co dokładnie bierze on pieniądze. I tak: poniżej nazwy serii: ŻOŁNIERZE WOJEN NAPOLEOŃSKICH, tytułu zeszytu: „Kawaleria Gwardii Cudzoziemskiej Napoleona” pojawia się wielkimi literami:

Ułan Polski, 1807

a pod nim sylwetka szwoleżera gwardii w mundurze używanym od końca 1809 roku. Dalej jest już niestety gorzej.

Na stronie czwartej dowiadujemy się np. że „Gwardia konsularna powstała w 1979 roku, oraz zostajemy pouczeni, że kawaleria to nie piechota. Piękne ilustracje Angusa McBride zamieszczone na stronie piątej, ósmej i dziewiątej zeszpecone są błędnymi podpisami, z których dowiadujemy się m.in. o pełnej gali i mundurach polowych, zamiast odpowiednio o mundurach wielkich i mundurach małych.

Strona szósta zawiera ilustrację szwoleżerów w mundurach małych, tj. w lejbikach i spodniach polowych podszytych skórą oraz czapkach w pokrowcach. Podpis konsekwentnie powtarza błąd ze strony tytułowej i zastępuje szwoleżerów, słowem „ułani”. Błąd ten powtarza się też na wszystkich kolejnych stronach, oraz rozwinięty jest o opis, w myśl którego „Ich czapki pokryte są impregnowanym materiałem nieprzemakalnym, a podkład pod siodło chroni również tłumok na płaszcz z wyhaftowanym nań orłem cesarskim.” Ten „materiał nieprzemakalny”, który pokrywa czapki to pokrowiec, a „podkład pod siodło” to zapewne czaprak. W tamtych czasach czaprak kładło się jednak na siodło, a pod siodło koc. Płaszcz rolowało się przy przednim łęku i okrywało czaprakiem. Czym jest „tłumok na płaszcz” nie wiem, ale z dalszej części publikacji wnoszę, że chodzi o mantelzak, który jednak nie służył za pokrowiec na płaszcz, a troczony był do tylnego łęku (co zresztą widać na omawianej ilustracji).

Strona siódma niesie kolejne odkrycia. Najpierw pisze o bitwach pod Waterloo i pod Ligny, choć powinno pisać o Ligny i o Waterloo, którego ostatnio obchodziliśmy 195-tą rocznicę, a które było ostatnią bitwą cesarza Napoleona. Dowiadujemy się też, że szwoleżerowie:

  • „Orzełki nosili na prawym ramieniu aż do roku 1809, kiedy zaczęli używać lancy i trzeba je było przenieść na lewy, wzmocniony wełną epolet”, podczas gdy chodzi o to, że do końca roku 1809 nosili akselbanty na prawym, a epolety na lewym ramieniu, a od czasu wprowadzenia lanc efekta do munduru zostały zamienione miejscami, tj. epolety zostały przeniesione na prawe, a akselbanty na lewe ramiona;
  • „Ich jednorzędowa tunika do robót stajennych (gilet d’ecurie) miała kolor granatowy i miała naramienniki”, podczas gdy chodzi o to że nosili granatowe lejbiki, bez naramienników;
  • „Spodnie kawalerzystów były granatowe, miały proste nogawki, których zewnętrze szwy przyozdobione były wąskim paskiem purpurowej lamówki obramowanej po obu stronach purpurowym sznurkiem co powinno być sprowadzone do stwierdzenia, że nosili granatowe spodnie z karmazynowymi lampasami;
  • „Nakrycie głowy polskich lansjerów stanowiła czapka pokryta purpurowym płótnem (…). Jej czubek wykonany był z czarnej skóry na zielonym tle z białą tarczą. (…) W wersji galowej czapkę zdobiły jeszcze białe sznury, białe pióra i pompony. Żołnierz w stroju polowym chował pompony i pióra do tłumoka, a czapkę przykrywał woskowanym lub impregnowanym okryciem wykonanym najczęściej z płótna.” Liczba błędów w tym niedługim przecież fragmencie jest doprawdy porażająca i najprościej jest powiedzieć, że jest nieprawdziwy od początku do końca. Czapka szwoleżerska miała czarny, skórzany otok, czerwone, sukienne (nie płócienne!) kwatery, czarny skórzany daszek z mosiężnym okuciem. Czapka szwoleżerska miała tylko jedną wersję. Natomiast, zależnie od tego, czy dany szwadron pełnił akurat służbę przy cesarzu, czy nie zależało, czy czapka będzie w pokrowcu, czy też bez pokrowca, lecz z kitą i kordonem. Nie wiem skąd wzięła się i do czego służyć miała „czarna skóra na zielonym tle”. Takiego elementu czapki nie mieli ani szwoleżerowie polscy (1-y pułk), ani holenderscy (2-gi pułk), ani litewscy (3-ci pułk). Nie mieli go nawet lansjerzy Bergu, których jeden z trębaczy miał zielone kwatery czapki (podczas gdy cały pułk nosił rogatywki z czerwonymi kwaterami). Gdzie szwoleżer miał pompony można się jedynie domyślać, bo nawet eklererzy gwardii mieli u czapek bączki. Z kontekstu wnosić można, że wspominany już i wcześniej „tłumok” to w istocie mantelzak, choć mnie nasuwa się tu inne skojarzenie. Niestety im dalej w las tym ciemniej. W kolejnym akapicie dowiadujemy się bowiem, że:
  • Sprzęt ułana stanowiły pas miecza i rzemienie, sznur miecza, sakwa na naboje, uwiązy oraz pokrywa zatyczki muszkietu. (…)co przypominam mi humor zeszytów szkolnych, w myśl których „rycerz składał się z hełmu, miecza i pancerza”[1]. Jak wiemy z trylogii Sienkiewicza miecze wyszły z użycia wraz z końcem średniowiecza, a Longin Podbipięta ze swym zerwikapturem stanowił już ewenement w wieku XVII, co mu Pan Zagłoba na każdym kroku bezlitośnie wypominał. Tu chodzić może jedynie o pas główny z rapciami, ładownicę oraz flintpas z karabińczykiem.

Jakżeż łatwo te wszystkie nonsensy skonfrontować ze źródłami. Załuski[2] pisał:

„Lubo umundurowanie pułku jest znane z wielu obrazów, i szczegóły tego umundurowania nie dadzą się tak opisać jak wyobrazić, nie zawadzi podać i o tem jakąkolwiek wiadomość czytelnikom, a pamiątkę synom naszym.

Z początku, gdy ochotnicy więcej mieli upodobania w mundurach, niż doświadczenia wojskowego, postanowiono dwie barwy mundurów: paradny biały, służbowy granatowy; a te dla oficerów znowu podzielono: na wielki i mały mundur; wielki był polski, to jest kurtka, mały francuski, to jest frak: prócz jeszcze surdutów dla oficerów, szpencerów dla szeregowych, płaszczów i różnych dodatków. Sadziły zapewne wnuki dawnych usarzy, że kolebki i skarbniki czterokonne będą za niemi ciągnąć. Miał więc cały pułk jednostajne polskie czapki, karmazynowe sukienne pikowane, z przodu metalowem złoconem pół-słońcem ozdobione, a w środku tego promienistego pół-słońca, była na białem dnie litera N złocista, z podobnąż koroną cesarską. Potrzeby wszelkie u czapki, były u oficerów srebrne; u podoficerów półsrebrne, półjedwabne karmazynowe; u brygadyerów i szeregowych białe; toż ma się rozumieć o szlifach i axelbantach, które ostatnie, w wojsku francuskiem były oznaką gwardyi lub żandarmeryi. Okucie daszka czapki, łańcuszek do podpinania, i inne metalowe przybory, u oficerów srebrne, u reszty posrebrzane. W paradzie zakładali wszyscy do czapek pióra białe, wykwintne, strusie lub kapłonie. Oficerowie starsi aż do szefa szwadronu włącznie, mieli czapki karmazynowe axamitne pikowane srebrem, i kity z piór czaplich. — W marszu chowały się wszelkie ozdoby, lub pokrywały pokrowcami — prócz szlif i axelbantów — a czapki osłaniały się ceratą czarną.

Atoli oprócz czapek jednostajnych, miały być od parady, kurtki białe z wyłogami karmazynowemi bogato srebrem haftowanemi, i spodnie karmazynowe z lampasami srebrnemi; — zaś balowo fraki, podobnież białe, z wyłogami karmazynowemi i takim samym haftem jak kurtki. Kiedy te paradne mundury białe postanowiono, nie spodziewano się zapewne, że nim połowa pułku opuści Warszawę, pierwsze oddziały będą się już biły w Hiszpanii, w Madrycie d. 2 maja, i pod Rioseco d. 14 lipca 1808. Gdy więc wkrótce okazało się, że nasza gwardya nie do salonów dworskich, ale do obozów i wojny stworzona, i że przy pułku nikt prócz starszych oficerów sztabowych, bryczki mieć nie może, przeto wkrótce zaniechano tych mundurów paradnych białych, i przyjęto jednostajne kurtki granatowe z wyłogami karmazynowemi rozpiętemi, a spodnie granatowe z lampasami karmazynowemi, za strój od parady; wyłogi miały u oficerów wszelkiego stopnia lekki haft srebrny nakształt łańcuszka; zaś u pod-oficerów i szeregowych, galonki srebrne — na paradę były wyłogi rozpięte, kurtki na haftki zapinane, a oficerów szarfy srebrne, karmazynem przerabiane; na służbę i marsz, były kurtki na krzyż zapięte i rajtuzy skórą podszyte. Spodnie karmazynowe, pozostały tylko u sztabsoficerów do ich woli. Rzemienie, to jest: pasy do pałasza, na klamrę z orłem francuskim, pas do ładownicy, owo zgoła wszystkie rzemienie białe, starannie czyszczone; to samo wszystko u oficerów srebrne, safianem czerwonym podszyte. Płaszcze były u oficerów granatowe, surduty takież, furażerki oficerskie były to konfederatki karmazynowe z barankiem czarnym. Podoficerowie i szeregowi mieli płaszcze białe z kołnierzem karmazynowym, furażerki zaś kroju francuskiego, o trzech kolorach polskich. — Trębacze byli zrazu ubrani całkiem karmazynowo, z wyszywaniami srebrnemi i białemi, lecz później przybrali czapki białe z piórami czerwonemi, i kurtki białe z wyłogami karmazynowemi, zresztą podzielali ozdoby właściwe całemu pułkowi, — siedzieli na koniach siwych, czapraki mieli karmazynowe. Zaś czapraki w całym pułku były granatowe, ozdobne z frontu po obu bokach literą N z koroną, a po tylnych końcach orłem cesarskim także z koroną; to wszystko u oficerów srebrem, u niższych rang i szeregowych suknem białem i sznurkiem karmazynowym wyszywane; rzęd na konie ozdobny, mantelzaki karmazynowe. — To wszystko, jakkolwiek tylko w skróceniu opisane, sprawiało i z osobna, a więcej jeszcze w masie, widok zajmujący ; żaden pułk gwardyi francuskiej konnej nie miał tyle i tak gustownego blasku; te pióra strusie na lśniących karmazynowych czapkach, te barwy, niegdyś mundur województwa krakowskiego stanowiące, tak pięknie dobrane, biała, granatowa i karmazynowa, sprawiały nietylko w paradzie, ale nawet i w marszu, widok ujmujący; gdy do tego przybyły jeszcze proporce, pół- białe, pół-karmazynowe, postawa pułku stała się jeszcze bardziej zachwycającą.”

Zolnierze wojen napoleonskich recenzja 2

Na niechlujne tłumaczenie nakładają się dodatkowo błędy faktograficzne. Dowiadujemy się np., że „Lansjerzy otrzymali w Polsce nie najlepszej jakości pruskie lance, które w marcu 1809 roku wymieniono im na lepsze. Wyposażono ich także w szable o żelaznym ostrzu lub nieco starsze modele używane dawniej przez husarzy.” Otóż w Polsce szwoleżerowie dostali szable pruskie, których w istocie pozbywali się czym prędzej, by z czasem wymienić je na szable francuskie wz. An IX i An XI.

Lance szwoleżerowie dostali po zakończeniu kampanii 1809, z która historia wiąże starcie z ułanami Schwarzenberga, a tradycja wiąże wachmistrza Jordana. Załuski wspominał:

(…) zjawił się 2 pułk ułanów księcia Schwarzenberga. Adiutant, major Duvivier, przypadł do naszego szwadronu (trzeciego) i nie czekając komend p. majora Delaitre zagrzał nas energicznie do rzucenia się natychmiast (…) na owych ułanów, co też nasz trzeci szwadron pod dowództwem szefa Stokowskiego natychmiast wykonał, jednakże gdy oba pułki nacierające już do siebie się zbliżyły, pokazały się doły przez piechotę austriacką pokopane, które przeszkadzały tym ułanom Schwarzenberga jak i nam do porządnego frontowego natarcia. Tymczasem ułani widząc, że nie mamy lanc, ale z pałaszami na nich nacieramy, zaczęli piki rzucać, a brać się do pałaszów (…) Jakoż choć kupkami tylko wysuwając się spomiędzy owych dołów pokopanych, prawie w okamgnieniu ich poprzewracaliśmy. Inne szwadrony ułanów Schwarzenberga przychodziły im na pomoc, pułki lekkiej jazdy austriackiej są bowiem bardzo liczne; wtenczas zaczęło się uganianie naszych z ułanami tymi i dziwny, a nieszczęsny wypadek, że obie strony wyzwały się najobelżywszymi wyrazami w mowie rodowitej (…) Gdy tak ucieramy się zawsze zwycięsko z tymi ułanami, przybywa im na pomoc pułk dragonów Rysza, nam zaś strzelcy konni gwardii; ustępują ułani i dragoni w rozsypce, nasz pułk zaś zbiera się i szykuje.”[3]

Opisowi polskiego pamiętnikarza wtórował opis pamiętnikarza francuskiego[4]:

„Tam Polacy i mój regiment dokonaliśmy wspaniałej szarży. Zmietliśmy regiment ułanów (…). Przyjemnością było patrzeć na naszych dzielnych Polaków, którzy nie byli wówczas uzbrojeni w lance, wyrywających broń austriackim lansjerom i używającym jej przeciwko poprzednim właścicielom.”

Zgodnie ze wspomnianą tradycją, lanca miała być szwoleżerom wydana jako etatowe uzbrojenie po odbytej z inicjatywy cesarza i w następstwie bitwy pod Wagram, próbie lancy w pałacu Schoenbrunn. Na turnieju tym wachmistrz Jordan uzbrojony w lancę bez ostrza miał zmieść z siodła trzech podstawionych mu jako przeciwników dragonów gwardii. Wzmianki o owej rzekomej próbie podał Kazimierz Wójcicki w „Cmentarzu Powązkowskim”, co żyjący wówczas Józef Załuski nazwał w swych „Wspomnieniach” wymysłem „…obłąkanych piór dziejopisarzy”.

Błędy ze stron wcześniejszych powtarza również opis grafiki zamieszczone na str 10 zeszytu „Kawaleria Gwardii Cudzoziemskiej Napoleona”. Jest to tym bardziej przygnębiające, że opisywana grafika znana jest już z szeregu innych publikacji i nic nie stało na przeszkodzie by skonfrontować ich opis z teksem angielskim.

Strona 10 zawiera również opis umundurowania „czerwonych lansjerów”. Dzięki niezwykłej inwencji tłumacza możemy dowiedzieć się, że pułk ten powstał poprzez przemianowanie „Holenderskiej Straży Husarskiej” (w istocie: holenderskiego 3-ciego pułku huzarów gwardii). Ponownie pojawiają się „orzełki cesarskie” w miejsce akselbantów, „kurtki do pracy w stajni” w miejsce lejbików, a także jako novum „podwójne lampasy z ciemnoniebieskiego sznurka”. Dowiadujemy się również, że „Czapka Holendrów przypominała polską czapkę. Pokryta była szkarłatnym płótnem i miała żółte obszycia szwów, które na jej szczycie krzyżowały się, a ozdoba z żółtego sznura zakrywała miejsce, w którym czapka łączyła się ze swą czarną skórzaną pokrywą. Uzupełnienie czapki stanowił ciemnoniebieski turban ozdobiony złotym sznurem i przyczepiony do czapki szkarłatny pas materiału o złotej lamówce, zakończony żółtym frędzlem.” Nie wiadomo śmiać się czy płakać. Domyślać się jedynie można, że chodzi o to, że holenderska rogatywka miała kwatery z czerwonego sukna, czarny skórzany otok i złote efekta. Trudno orzec skąd tu opis turbana. Przecież to nie mamelucy, ani nawet nie litewscy Tatarzy. Nawet przy maksimum dobrej woli w opisie tym nie sposób dostrzec opisu rogatywki, czy choćby nawet furażerki (bonnet-de-police). Zresztą i Tatarom w miejsce kołpaka dostaje się na kolejnej stronie „szpiczaste czako”, a w przypadku Gwardii Honorowej dowiadujemy się, że Począwszy od roku 1880 czako pokryte było szkarłatnym płótnem z białymi dodatkami (…). Żołnierze Gwardii Honorowej szczycili się swymi sznurami i frędzlami chętnie je eksponując. a „Wyposażenie gwardzistów składało się z pasa na naboje z czarnej skóry, uwiązu z polerowanej białej skóry, uwiązu muszkietu oraz pasa miecza. Ich broń stanowiły szable dla lekkiej kawalerii oraz muszkiety.”

Roztoczmy nad nieznajomością dat (i wcześniejszym 1979 r. i przytoczonym wyżej rokiem 1880) zasłonę milczenia, zastanówmy się jednak o jaki sznury i frędzle mogło poecie chodzić: kordony do czapek, akselbanty, szlify? Czy ten trącący meksykańskimi pistolleros pas na naboje to ładownica? O jaki uwiąz chodzi? Każdy kto raz wsiadł na konia wie, że uwiąz służy do wiązania wierchowca, a nie kawalerzysty. Czy chodzi o pas z karabińczykiem, a ów nieszczęsny „muszkiet” to w istocie kawaleryjski karabinek? O jaki pas miecza chodzi? Przecież napoleońska kawaleria nie korzystała z mieczy, toporów, ani hełmów z rogami. Podobnie jak szwoleżerowie nie korzystali z większości elementów wyposażenia[5] ujętego na ilustracji z okładki i strony trzynastej, gdzie pod rysunkiem szwoleżera-lansjera otoczonego huzarskim szabeltasem, grenadierską klamrą, pasem głównym i grenadierskimi czaprakami, niepolskimi blachami naczelnymi znajdziemy podpis „Wyposażenie polskiego ułana”.

Ci, którzy przebrną przez całość owej „publikacji” zauważą, że pomijam niemałą część innych błędów, przeinaczeń i zwykłego bełkotu. Gdybym miał ją podsumować jednym zdaniem, rzekłbym, że jak na śmieszną jest straszna, a jak na straszną śmieszna. Szumne deklaracje ulotek reklamowych o tym, że seria ta stanowić ma dla czytelnika źródło wiedzy są równie bałamutne, dla początkującego, co obraźliwe dla inteligencji średnio wyrobionego czytelnika. Pozostaje mieć jedynie nadzieję, że kolejne zeszyty serii doczekają się już nawet nie tyle staranniejszego, co jakiegokolwiek opracowania merytorycznego. Nawet jeśli nadzieja jest matką głupich, wciąż liczę, że tak zasłużone dla popularyzacji historii wydawnictwo jak OSPREY, nie pozwoli poniewieranie marki. Czas pokaże.

Ja książeczkę zostawiłem młodszemu z synów, bo ma ładne obrazki a on czytać jeszcze nie potrafi. Starszemu podsuwam inne pozycje, godne tego miana. Takie z których się czegoś nauczy.

Koroniarz

P.S. Czytelników zapraszamy do dyskusji i recenzjonowania przeczytanych publikacji na forum Arsenału, w wątku „Warto przeczytać”.


[1] Humor zeszytów szkolnych, „Przekrój” Nr 1558.

[2] Józef Załuski, „Wspomnienia o pułku lekkokonnym polskim gwardyi Napoleona I, przez cały czas od zawiązania pułku w r. 1807, aż do końca w roku 1814″, Czas” W. Kirchmayera, 1865.

[3] J. Załuski, Wspomnienia o pułku lekkokonnym gwardii, Kraków 1865, s. 149

[4] J.M.Chevalier, Souvenirs de Guerres Napoleoniennes, Paryż 1970 (tłumaczenie za polską edycją Dempsey’a, str 102-103).

[5] Wyjątek stanowi ładownica z flintpasem, które w skład wyposażenia szwoleżera wchodziły.