Zamosc 1809 2009

Zamość 1809-2009

sebav15 Batalie i pokazy Skomentuj

ZDOBYCIE ZAMOŚCIA przez Woysko Polskie w maju roku 2009
WIARYGODNIE I DOKŁADNIE OPISANE przez naocznego świadka
Historia operacji zdobycia Zamościa rozpoczęła się prawdziwie dnia 8 maja 2009 roku, gdy pewien oficer polski pojechał tam incognito, niby dla podziwiania piękna krajobrazu. Naprawdę jednak dla zbadania stanu fortyfikacji i nastrojów panujących w mieście, oraz nawiązania kontaktów.
Wyprawa okazała się nad podziw owocna we wszystkich aspektach. Pokazało się, że umocnienia właśnie są remontowane, stanowiska armat obłożone rusztowaniami, a przejścia bramne tak zawalone budulcem, że do obrony się nadawały wcale lub licho.

 

 

Zamosc 1809 2009

 

Historia operacji zdobycia Zamościa rozpoczęła się prawdziwie dnia 8 maja 2009 roku, gdy pewien oficer polski pojechał tam incognito, niby dla podziwiania piękna krajobrazu. Naprawdę jednak dla zbadania stanu fortyfikacji i nastrojów panujących w mieście, oraz nawiązania kontaktów.
Wyprawa okazała się nad podziw owocna we wszystkich aspektach. Pokazało się, że umocnienia właśnie są remontowane, stanowiska armat obłożone rusztowaniami, a przejścia bramne tak zawalone budulcem, że do obrony się nadawały wcale lub licho. Ludność polska wzdychała do wyzwolenia, silnie uciskana. Dość powiedzieć, że w szynkowniach na rynku nie dostać było zwykłego polskiego bigosu, jeno obcy „placek po węgiersku”, a i ten kosztował złotych polskich aż 19, a piwa kufel 5. Nadto nawiązano kontakt z Nadzorcą tamtejszego Arsenału, W.P. Urbańskim, którego, choć Polaka, dla wielkiej fachowości pozostawili Austriacy na stanowisku. Tenże obiecał, w umówionym dniu, Arsenał wydać w polskie ręce. Udało się też, pod pozorem zwiedzania, obejrzeć broń i armaty austriackie, które komendant austriacki prezentował pochopnie.

Tydzień później, dnia 15 maja do Arsenału (który znajduje się poza obrębem fortyfikacji, przeto patrole austriackie tam nie zachodzą) dotarła forpoczta polskich wojsk, by konferować (w niej wyjątkowo kształcony i piśmienny żołnierz, sierżant Brykiet). Na specjalnej wystawie umieszczono okazy broni i uzbrojenia, w tym austriackiego, by poznać siłę przeciwnika, a uczeni tej rangi, jak W.P. Kasparek, Nawrot, Nieuważny wartościowe dawali uwagi o organizacji wojska. Nieocenione okazały się mapy najdokładniejsze i wielkie makiety twierdzy, pozwalające zaplanować i omówić plan szturmu.
Od rana dnia następnego, 16 maja, pod Arsenałem gromadziło się polskie wojsko. Był to batalion Pułku 2go Piechoty, do którego ochotniczo dołączyli woltyżerowie z Pułku 7go. Było ich niewielu, bo tylko 22, ale przez to większej chwały wojennej mogli się spodziewać do zagarnięcia. Podzieleni zostali przez dowodzącego na trzy pododdziały. Główną kolumnę fizylierską, która dowodził świeżo mianowany pod Raszynem sierżant Mateo, oraz dwie sekcje woltyżerskie, sierżanta Działyńczyka i kaprala Krakusa. Dopokąd całość sił się nie zebrała, wysyłane były patrole, których zadaniem było zapoznanie się z twierdzą i jej otoczeniem, Arsenałem, zbiorami uzbrojenia i inszemi, jednak bez angażowania się w utarczki z wrogiem. Wojsko zachowywało się przyzwoicie, wszędzie uczciwie płacąc banknotami Księstwa.

O godzinie 2 po południu odbyła się narada przy wielkiej makiecie w Arsenale, oraz przydział zadań. O 3 po południu oddziały wyruszyły, wielkie budząc zadziwienie przytomnych mieszkańców swoją karnością.
Przemarsz na pozycje wyjściowe (miejscem koncentracji był plac przy bastionie VI) w największej odbył się cichości. Kolumna szła przez planty, ukryta w cieniu drzew. Dla pewności wszelkiej była osłaniana przez sekcję woltyżerów. Druga sekcja, sierż. Działyńczyka, szerokim łukiem okrążyła miasto, by nie pozostawić sobie przypadkiem nieprzyjaciela na flance lub z tyłu – toteż droga ich byłą dłuższą, a że i nieco pobłądzili, na miejsce zbiórki dotarli ostatni.

Zebrawszy się na placu, okazały się zadania dla oddziałów. Pierwszym etapem było zdobycie mostu przez fosę, położonego między bastionami, silnie bronionego artylerią. W tym celu kolumna sierż. Mateo weszła niepostrzeżenie w zarośniętą fosę i posuwała się równolegle do murów. Od góry przed napadem ochraniali ich woltyżerowe Krakusa. A woltyżerowie Działyńczyka przekradli się wzdłuż murów aż do miejsca ataku.
Całkowite zaskoczenie się nie powiodło, bowiem sekcja Krakusa natknęła się na ubezpieczenia austriackie i związała je w walce, a po przepędzeniu tychże już tylko ostrzeliwała zza fosy baterię. Jednak dzięki temu kolumna doszła niewidoczna niemal do pozycji baterii i po długiej walce ogniowej tę zdobyła. Dwa działa Austriacy odciągnęli, jedno zaś zdobyliśmy, choć niesprawne. W tym czasie sekcja Działyńczyka opanowała most.

Los zdarzył, że na porzuconej pozycji sierż. Krakus, plądrując, znalazł mapę sztabową, niezbicie pokazującą, że punktem oporu wroga ma być plac przy kościele Franciszkanów (przy tej okazji także zdobył zdobny czaprak, należący do dowódcy obrony Zamościa, a który obiecał po wojnie złożyć w zbiorach w Puławach).
Powzięcie danych tak niesłychanej wagi zdeterminowało dalsze działania. Kolumna fizylierów niespiesznie więc spychała Austriaków z kolejnych pozycji obronnych w stronę bastionu VII, a woltyżerowie obiegli flankami i przez miasto tak, że wszystkie siły uderzyły równocześnie i z trzech stron na rzeczony plac przy Bramie Lwowskiej. Toteż obrona trwała tu najkrócej, i rzec można bez omyłki, że tu decydująco się obrona twierdzy załamała.
W licznych bowiem, stosunkowo szerokich, uliczkach miasta nie sposób było położyć tamy napływającym Polakom. Główna kolumna Mateo, idąc ulicami Staszica, Bazyliańską, Grodzką, zepchnęła wroga na rynek, tam dopiero zatrzymaną będąc przez ogień baterii armat. Tymczasem na prawo od niej woltyżery, pod dowództwem Krakusa, dostały się przez ulice Staszica, Grecką i Ormiańską na schody Ratusza, i stamtąd raziły kanonierów. Wreszcie woltyżery Działyńczyka, które nie napotkały oporu idąc Żeromskiego i Kolegiacką ulicami, od tyłu zaatakowały baterię. A zaznaczyć trzeba, że wahających się kolegów przykładem swym pociągnął żołnierz, którym okazała się kobieta, żona jednego fizylierów, walczących po przeciwnej stronie placu pod tychże ogniem armat… co być może odwagę jej wzmogło.

To już był koniec zorganizowanej obrony. Kanonierów, znaczy tych jeszcze żywych, obito i zapędzono w niewolę. Komendant austriacki, atakowany bagnetami, ranny, jakieś niepewne znaki dawał, ale czy masońskie, powiedzieć trudno. W każdym razie zdał szpadę polskiemu dowódcy.
Po chwili dowodzący polskim oddziałem wszedł na schody ratusza, pospiesznie ozdobione dopiero co zdobytym czaprakiem, by odczytać odezwę, skierowaną do mieszkańców którą w całości tu przytaczamy.

„ODEZWA MIANA DO MIESZKAŃCÓW ZAMOŚCIA
Stosownie do zalecenia J.O. Księcia Jegomości naczelnie komenderującego Józefa Poniatowskiego, ogłasza się Wojsku, iż twierdza Zamość dobyta została szturmem dziś przez batalion Pułku 2go, wsparty woltyżerami Pułku 7go. Straty nasze jedynie zabitych żołnierzy 15, a rannych oficerów 2 a żołnierzy 30. W niewolę wzięto ponad 2000 wrogów, zgarnięto 40 armat.
Komendantowi Twierdzy, by uczcić odwagę wykazaną podczas jej niefortunnej obrony, zwrócona zostaje szpada i Ordery, wszelako staje się on jeńcem, wedle praw wojennych, aż do wymiany jeńców…”.
W tem momencie komendant Pulszky, lubo skrzywiony i z ręką na temblaku, uśmiechnął się i szpadę ofiarowaną odebrał.
„…Jeńcami stają się takoż żołnierze austriaccy. Jako że w większości pochodzą z dawnych ziem Rzeczypospolitej, wzywa się ich do wstąpienia w nasze roty, w których już od lat dwóch wielu z ich ziomków, z chlubą za Ojczyznę i najmilszy dla serca Polaka, walczą interes…”
Na ten moment z szeregów jeńców austriackich dwóch się wyrwało, jegier i artylerzysta, z radością wykrzykując w miejscowej gwarze i objawiając chęć najwyraźniejszą wstąpienia w szeregi narodowe, co też zaraz się uskuteczniło.
„…Nadto uwiadamia się Wojsko, że Joanna Żubrowa, żołnierz 4 kompanii 2pp w tej bitwie z odwagą zwykłą mężczyznom walczyła, u boku swego męża. Za tę odwagę wykazaną, Z upoważnienia J.O. Księcia Wodza donoszę, że pomieniona ozdobiona zostaje Orderem Wojskowym Księstwa Warszawskiego, a mianowicie Krzyżem Srebrnym.
Z upoważnienia Księcia Wodza Naczelnego
Szef Sztabu Dywizji XW.”

Na tę chwilę dzielna kobieta wystąpiła, lubo przez nieśmiałość przez kolegów musiała być z szeregu wypchniętą, i odebrała chlubną swoją odznakę.
Na czym uroczystość się zakończyła.
Wojsko rozeszło się po zdobytym mieście, jednak gwałtów ani żadnych rozbojów nie czyniąc. Dwie po temu były przyczyny. Primo, że miasto zaraz zapewniło żywność, a i w monecie Księstwa wypłaciło każdemu 2 złote i 9 groszy, by żołnierz mógł zachciankom swym pofolgować bez raptu. Secundo, że spadł deszcz tak przeobfity, że i chęci do maruderstwa zgasił. Można też i tak sobie tłomaczyć, iż wielka jest wśród żołnierzy naszych moralność.
Dla pewności na niedzielę do południa pozostawiono kombinowaną sekcję pod przewodem sierżanta Działyńczyka, która patrolowała miasto, aby nieporządku żadnego nie dopuścić, a dopiero potem za resztą wojska powróciła do garnizonów.
Tak i zakończył się bój o Zamość, bardzo dla Woyska Polskiego chwalebny, któremu to wojsku jednak odpoczynek danym nie był, bo w dni kilka już kontyngent piechoty szykował się na wyprawę do Aspern.