Z Napoleonem w Hiszpanii. 200. rocznica oblężeń Saragossy (1808/1809 – 2008/2009)

Arsenał Wydarzenia Skomentuj

W dniach 14-15 grudnia 2009 r. w Warszawie odbyła się międzynarodowa konferencja „Z Napoleonem w Hiszpanii. 200. rocznica oblężeń Saragossy (1808/1809 – 2008/2009)”. Organizatorami i gospodarzami konferencji byli p. min. Janusz Krupski, Kierownik Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych oraz p. Prof. Janusz Cisek, Dyrektor Muzeum Wojska Polskiego. Konferencja została zorganizowana przy współudziale Laboratorium „Sofía Casanova” Instytutu Badań Interdyscyplinarnych „Artes Liberales” Uniwersytetu Warszawskiego. W konferencji udział wzięli pp. prof. Janusz Cisek, Dyrektor Muzeum Wojska Polskiego, minister Janusz Krupski, Kierownik Urzędu do Spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych, prof. Jan Kieniewicz, Instytut Badań Interdyscyplinarnych „Artes Liberales”, Uniwersytet Warszawski. 14 grudnia obejmował wystąpienia pp. María Pilar Alcober Lamana, dyrektor ds. kultury Zarządu Miasta Saragossa, p. Jesús Ángel González Isla, Dyrektor Fundacji „Zaragoza 2008”, Saragossa („Bilans 200. rocznicy oblężeń Saragossy: między obchodami a Wystawą Światową”), p. Andrzej Ziółkowski, Oddział Historyczny, Wojskowa Akademia Techniczna, Warszawa („Udział grup historycznych Legii Nadwiślańskiej w inscenizacji szturmu Saragossy”), ppłk José Manuel Guerrero Acosta, Instytut Historii i Kultury Wojskowej, Madryt („Drugie oblężenie Saragossy 1808-1809. Prezentacja graficzna”), mjr Francisco Escribano Bernal, Generalna Akademia Wojskowa, Saragossa („Walki podczas oblężeń Saragossy”), dr Herminio Lafoz Rabaza, Saragossa („José de Palafox: mit i rzeczywistość”), p. dr Cristina González Caizán, Instytut Badań Interdyscyplinarnych „Artes Liberales”, Uniwersytet Warszawski („Między mitem i propagandą. Udział Polaków w oblężeniach stolicy Aragonii według „Saragossa w roku 1809” anonimowego autora”). Konferencję poprzedziła msza w Katedrze Polowej Wojska Polskiego. Mottem konferencji był fragment wspomnień Józefa Mrozińskiego, żołnierza Legii Nadwiślańskiej, weterana walk pod Saragossą , Epilą, Saguntem i Leridą, adiutanta marszałka Sucheta, kawalera Legii Honorowej, a od 1812 kawalera państwa francuskiego:

„Z jednej bowiem strony postrzegamy usiłowania oblężonych podziwienia godne: nie ustrasza ich porażka świeżo zaciągnionych wojowników, nie przeraża zajęcie bateryj przedmiejskich i posuwanie się przykopów nieprzyjacielskich, nie zatrważa zdobycie muru miasto opasującego, który zazwyczaj uważano za ostatni kres obrony; walczą oni bowiem w każdym domu, a nawet w każdej izbie, i poddają tylko zwaliska i gruzy nieszczęśliwego miasta zamienionego w cmentarz.
Wzniosłość charakteru mieszkańców Saragossy, przy tych oblężeniach okazana, jest jednym z najwspanialszych widoków, jakie przedstawiają dzieje narodów od oblężenia Saguntu i Numancyi.”

 

O ile niemal każde wystąpienie niosło ze sobą ciekawe treści, opisane szerzej w artykule p. dr Marcina Śmietanki, „Z Napoleonem w Hiszpanii”, zamieszczonym w styczniowym numerze Biuletynu Urzędu do spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych „KOMBATANT”, o tyle jednym z tych, które przykuły największą uwagę obecnych było wystąpienie p. Cristiny Gonzales Caizan poświęcone analizie anonimowego tekstu „Saragossa w roku 1809”, który to wystąpienie chcielibyśmy tu streścić w najważniejszych jego punktach.

Jak zauważyła p. dr González Caizán Z sześciu relacji członków Legii Nadwiślańskiej odnoszących się w swej całości lub części do oblężenia Saragossy, chyba żadne ze scen nie zapadły tak głęboko w pamięć zbiorową narodu polskiego, jak te ze wspomnień „Saragossa w roku 1809” nieznanego autorstwa, opublikowanych w 1850 r. Tekst ten jest uważany za najbardziej realistyczny i brutalny ze wszystkich które pojawiły się po upadku cesarza Napoleona I Bonaparte. Przez wiele lat żaden specjalista zainteresowany okresem epoki napoleońskiej, nie poddał w wątpliwość ich wiarygodności. Dopiero w 2006 r. zrobił to historyk Bogumił Wojcieszak, po dokładnym przeanalizowaniu niektórych wydarzeń. Badania dr Wojcieszczaka obracały się wokół następującej sceny opisywanej przez anonima, która zdarzyła się przypuszczalnie 4 sierpnia 1808 r.:

„Wszedłszy do klasztoru, przedstawił mi się widok pełen grozy: nie ochraniano zakonnic. Widziałem grenadyera leżącego na kurytarzu obok konającej zakonnicy, w sercu której sztylet tkwił jako zadającej sobie samej śmierć.”

Począwszy od tego dr Wojcieszak zaczął przywoływać fakty, które spowodowały powstanie wątpliwości co do autentyczność opisu. Na przykład, ten przypuszczalny uczestnik walk podaje, że gdy wyszedł oburzony z klasztoru, zobaczył na ulicy martwego porucznika, chociaż wiemy, że ten porucznik, ten polski oficer, przybył do Hiszpanii dopiero następnego roku. Dlatego, jak zapytuje p. dr González Caizán, jeśli w ustępie o umierającej mniszce pojawiają się 4 fakty z których 3 są na pewno błędne, jaki stopień wiarygodności można przyznać tej relacji i w szczególności okolicznościom śmierci zakonnicy? Jest to istotne, bo ten obraz hiszpańskiej mniszki stał się obrazem innych zakonnic, które wolałby popełnić samobójstwo, niż oddać się w ręce polskich żołnierzy. Scena ta przekształciła się w symbol wyrzutu sumienia narodowego za działania polskie w Hiszpanii, głównie z Saragossie. Została unieśmiertelniona w powieści Stefana Żeromskiego „Popioły” i w filmie, który Andrzej Wajda wyreżyserował film wg powieści w 1965 r. I dlatego, że ta scena stała się częścią historiografii i przede wszystkim przeszła do legendy.
Nie można wykluczyć przypadków gwałtów w trakcie wojny. W rzeczywistości, jeśli przeczytamy z uwagą wspomnienia Kajetana Wojciechowskiego, ten lansjer nadwiślański, kiedy wchodzi do szpitala Nuestra Seńora de Gracia, spotyka grupę obłąkanych kobiet.

„Zbliżywszy się do ogromnego gmachu, czyli klasztoru otworem stojącego, gdyśmy tam weszli, dziwny nas widok uderzył. Sprzęty i świętości kościelne porozrzucane, tu ciemność, tam ogień, tu pustka, a tam przebiegające istoty, jakby widma, jedne ubrane w ornaty, inne obnażone, te śpiewające, owe krzyki wydające, te zalewające się łzami, te skaczące, a wszystkie niewiasty powiększaj części młode i piękne. Spojrzeliśmy po sobie zdziwieni, tym bardziej, że tych nieszczęśliwych istot było kilkaset. Wtem nadbiegł Francuz i opowiedział: „że to są ofiary obłąkane, które w czasie oblężenia miasta dostały waryacyi ze strachu, a do tego klasztoru spędzone, po pierwszym szturmie stały się naszą zdobyczą.”

Jak zauważa p. dr González Caizán, te biedne, szalone ofiary nie były jednak mniszkami. Historycy hiszpańscy nie znają również źródeł, które potwierdzałyby gwałty Polaków na zakonnicach. I ciężko pomyśleć o ekscesach tego rodzaju ze strony żołnierzy z kraju nad Wisłą, normalnie bardzo przywiązanych do swojej religii, nawet jeśli Polacy nie ukrywali, że zdarzyło im się walczyć przeciwko i strzelali do hiszpańskich księży. Byli oni dla nich jeszcze jednym wrogiem więcej. Niemniej jednak jest bardzo mało prawdopodobnym, że brali udział w wyśmiewaniu obrządków religijnych, co było zwyczajowe między Francuzami, a więc rewolucjonistami, albo w gwałtach na zakonnicach.
Artykuł dr Wojcieszaka, zainspirował p. dr González Caizán do kontynuacji i pogłębienia studiów w tej sprawie, przede wszystkim w źródłach hiszpańskich, do których dostęp z Polski nie jest łatwy. Jej zdaniem, po pierwszej analizie wszystko wydaje się wskazywać, że mamy do czynienia z apokryfem, to znaczy z tekstem wymyślonym. Liczba błędów które zawiera jest zbyt duża, żeby można go było traktować poważnie.
Pierwszą rzeczą, która zwróciła uwagę p. dr González Caizán, to fakt, że tekst ten jest delikatnie mówiąc mało dokładny, kiedy relacjonuje fundamentalne fakty dla historii przebiegu oblężeń Saragossy – głównie w odniesieniu do francuskich głównodowodzących odpowiedzialnych za oblężenie. Już w trzecim wierszu pierwszego akapitu, rozpoczyna mówiąc:

„Dnia 23 czerwca 1809 przystąpiła armia francuska pod rozkazami marszałka Lannes pod mury Saragossy i zamknęła ja z prawego brzegu rzeki.”

23 czerwca 1809 r. Saragossa była już miastem pod francuskim jarzmem. Stolica Ebro (czyli Saragossa – przyp.tłum.) skapitulowała 21 lutego tego samego roku. Nie wiadomo, czy jest to błąd autora, czy drukarski – i chodziło o 23 czerwca 1808 r. Niemniej w każdym z tych przypadków, jeśli chodziłoby o datę 23 czerwca 1808 r., marszałkiem do którego powinien się odwołać autor jest Charles Lefebvres, który stał na czele sił oblegających Saragossę podczas dwóch okresów: pierwszy 15-26 czerwca 1808 r. i drugi 4-14 sierpnia tego samego roku. Marszałek Lannes otrzymał od Napoleona I rozkaz zdobycia Saragossy w styczniu 1809, to znaczy już w trakcie drugiego oblężenia.
W drugim akapicie wspomina o ataku żołnierzy cesarskich z 2 lipca, mężnie odpartego przez mieszkańców Saragossy:

„To był pierwszy napad pod kierunkiem generała Lefebvre, syna marszałka, młodego jeszcze, ale odważnego oficera, którego saragossanie w dniu 2gim lipca tak dzielnie odparli.”

Generał, który wydał rozkaz generalnego ataku na Saragossę 2 lipca był Verdier. Zastąpił on marszała Lefebvres i był odpowiedzialny za oblężenie Saragossy od 26 czerwca aż do 4 sierpnia. Verdier miał 41 lat, o 8 mniej niż Lefebvres, dlatego może się wydawać młodym generałem, ale historycy hiszpańscy nie wiedzą skąd autor wziął informację o związkach rodzinnych. Istnieje więcej błędów tego typu – krytyczna i szczegółowa analiza tego tekstu, którą p. dr González Caizán przygotowuje, pojawi się wkrótce. Zdaniem p. dr González Caizán, nawet ze skromną wiedzą o Saragossie, można wychwycić nieścisłości twierdzeń autora przy opisie niektórych jej bardziej charakterystycznych budynków, w tym opisu kaplicy Virgen del Pilar:

„Jest to obszerny konwent, wewnątrz którego wzniesiona jest kaplica, mieszcząca w sobie leżącego Jezusa Chrystusa w naturalnej wielkości, ze srebra lanego, nad którego głową stoi na dwa łokcie wysokiej kolumnie jednołokciowa statua Panny Maryi z dzieciątkiem Jezus na ręku, ze złota lana, a to wszystko na skale umieszczone, w ścianie tej kaplicy jest urządzone. Wokoło głowy Panny Maryi wije się wieniec, a wokoło głowy dzieciątka drugi wianek obsadzony diamentami i innemi drogiemi kamieniami. Na głównym ołtarzu stało w naturalnej wielkości z lanego srebra 12 apostołów.”

Jak podniosła p. dr González Caizán, ktokolwiek odwiedził kiedyś świątynię del Pilar, dostrzec musi nieścisłości opisu, który prawdziwy jest tylko w odniesieniu do detali dotyczących koron Matki Boskiej i Dzieciątka, że są obie ze złota. Reszta, zdaniem hiszpańskiego historyka, jest wymysłem, a ten rodzaj ołtarzy nie jest typowy dla obszaru Aragonii, lecz dla południa Hiszpanii. Przykładem takich rażących przeinaczeń, który każe Hiszpanom wątpić w obecność tego anonimowego kombatanta w Katedrze del Pilar jest też pomylenie figury Matki Boskiej z obrazem. Mówi on:

„Kapitan woltyżerów Notkiewicz, zawsze z fajka w ustach, posunął się ze swoja kompanią aż na plac kościoła cudownego obrazu Matki Boskiej „del Pilar”.

W tym akapicie jest oprócz tego inny błąd – podczas pierwszego oblężenia żołnierze cesarscy nie zdołali zbliżyć się do placu.
Ten i inne opisy świątyni del Pilar dostarczają więcej takich nieścisłości. Wiadomość o niezmierzonych bogactwach, które były w Saragossie, była bardzo rozpowszechniona. Konkretnie mówiono o skarbie, skarbie del Pilar. Istniały olbrzymie oczekiwania między żołnierzami, aby wejść w posiadanie tych niezmierzonych bogactw, co zostało ujęte przez innych pamiętnikarzy francuskich. Ale czego, jak na razie, nie można przeczytać u innych pamiętnikarzy, jak również nie potwierdzają tego źródła hiszpańskie:

„Wiedział o tych niezmiernych bogactwach Notkiewicz, przedarł się był najdalej ze wszystkich trzech regimentów; lecz chociażby zdobył ten konwent, byłby się omylił, bo Hiszpanie wybrali drogie kamienie z koronek, a w ich miejsce wsadzili fałszywe.”

Pani dr González Caizán, zwróciła uwagę, że Matka Boska nie ma klejnotów na sobie – są to vota, które wierni na przestrzeni lat przynosili w dowód wdzięczności za otrzymane łaski albo jako prośby do Matki Boskiej: kolczyki, korony, medale. I skarb ten był pilnowany na przestrzeni wieków. Nie robiono fałszywych kopii, nie miało to sensu, klejnoty były chronione. Tak samo jest fałszywy opis jak Hiszpanie umieszczali bomby, które nie wybuchły, w świątyni del Pilar, mający wykazać, że był to cud. To także nie zostało ujęte w innych źródłach.
Innym błędem dużego kalibru, ze strony autora anonimu, jest pomyłka przy opisie Monte Torrero, o którym pisze anonim, że jest obszernym klasztorem, przepięknie skonstruowanym w odległości strzału armatniego od miasta, położnym na wzniesieniu, obok którego przepływa kanał Aragonii, podczas gdy Monte Torrero nie jest klasztorem, lecz, jak wskazuje jego nazwa, wzgórzem, położonym, i to prawda, blisko miasta Saragossy. Dziś, jako jedna z dzielnic, stanowi jego cześć, i faktycznie leży blisko kanału imperialnego Aragonii. Istniał na tym wzgórzu kościół św. Fernanda i może autor odnosi się do tej właśnie budowli religijnej. Ale w żadnych wspomnieniach nie pomylono Monte Torrero z klasztorem. I trudno uwierzyć w taką możliwość pomyłki, dlatego, że miejsce to było centrum poważnych walk. Było zbyt ważne podczas oblężeń, żeby móc zostać pomylonym.
Pani dr González Caizán zwróciła uwagę na podejrzaną pomyłkę autora wspomnień w opisie umundurowania żołnierzy portugalskich – spotyka się z nimi, najpierw myśli, że są Hiszpanami, potem odkrywa, że są to Portugalczycy.

„Poznaliśmy nareszcie, że to byli Portugalczycy, mający podobny ubiór do Hiszpanów: jasnotabaczkową kurtkę, na trzy rzędy gładkiemi guzikami spiętą, pantalony błękitnego koloru z wypustkami brunatnemi, partagos na nogach i czarno lakierowany szako w formie ostrokręgu ściętego.”

Historycy okresu wiedzą, że mundur opisany przez anonimowego autora nie zgadza się z tym, który był noszony w lipcu-sierpniu 1808. Legia portugalska ubierała się w sposób bardzo podobny, ale dopiero od lat 1811-1812 podczas kompani rosyjskiej. W okresie, o którym mowa, V pułk i batalion strzelców (cazadores) portugalskich zachowywał jeszcze mundury formacji z których pochodziły – wszystkie wg modelu z 1806 r. Zdaniem p. dr González Caizán wygląda to tak, jakby autor tekstu zobaczył Portugalczyków podczas kampanii rosyjskiej, a nie w Hiszpanii.
Dalsze wątpliwości p. dr González Caizán budzi fakt, że w tekście liczącym tylko 17 stron, z podtytułem „fragmenty pamiętników jeszcze nie opublikowanych”, autor jest świadkiem wielu wydarzeń i tematów ujętych w sposób ogólny a dotyczących kampanii hiszpańskiej. Po pierwsze opowiada o tym jak medaliki z podobizną Matki Boskiej na piersi uratowały wielu Polaków od śmierci z hiszpańskich rąk, w tym na przykładzie wydarzenia, które miało wg niego miejsce w końcu stycznia 1809 r. , na miesiąc przed kapitulacją miasta.

„Polski oficer nazwiskiem Pągowski dostał się do niewoli. Przywiązano go do deski i noszono po głównej ulicy el Coso w tryumfie. Miano go spalić żywcem na stosie drzewa, lecz szczęściem dla niego nosił na piersiach obraz Matki Boskiej, który gdy spostrzegli, uznawszy go za prawdziwego „bueno Christiano”, darowano mu życie.”

W pamiętnikach Józefa Mrozińskiego, który również walczył podczas obu oblężeń Saragossy, porucznik Hipolit Pągowski został wzięty do niewoli 5 sierpnia 1808 r., kiedy padł, skłuty hiszpańskimi bagnetami. Historyk Stanisław Kirkor potwierdza wzięcie go do niewoli w tej dacie (tj. 5 sierpnia 1808 r.). Wyprowadzenie go na egzekucję 5 miesięcy po wzięciu do niewoli, jest wydarzeniem jak na razie niepotwierdzonym przez inne źródła. Natomiast wiemy, że porucznik ten został uwolniony w Barcelonie i powrócił do swojego pułku w maju 1809 r. Być może chodzi o inną osobę, a nie o porucznika. Z drugiej strony scena próby spalenia polskiego porucznika może być prawdziwa, jakkolwiek wydaje się bardziej sceną kaźni inkwizytorskiej. Nie po raz pierwszy pamiętnikarze z Legii nadwiślańskiej relacjonują jak oni sami lub ich towarzysze uratowali się od pewnej śmierci dzięki posiadaniu krzyżyków, medalika lub obrazka z Matką Boską zawieszonych na ich piersi. Tak samo ich brak, w innych pamiętnikach, wydaje się wystarczającym powodem, żeby ten religijnie fanatyczny lud hiszpański ich zabił.
Innym tematem są małżeństwa Polaków z Hiszpankami. Anonimowy uczestnik walk opowiada jak po kapitulacji miasta niektórzy oficerowie (w tym autor anonimu) mogli spacerować po Saragossie między ruinami. Relacjonuje również jak dotarli do Coso, gdzie w większości domy pozostały nienaruszone, przy okazji fakt zapewne mało realny, i weszli do jednego z nich. Tam poznali jego właścicielkę, z którą polski oficer się później ożenił.
Jak wskazuje hiszpański historyk, ta sytuacja mogła się zdarzyć. Znane są bowiem świadectwa czterech małżeństw Polaków i młodych panien z Saragossy. Ale dziwnym w tym przypadku jest imię, które nosi ta kobieta – nazywa się Dona, które to imię raczej nie jest hiszpańskie. Poza tym brak potwierdzenia udziału tego konkretnego oficera polskiego (w stopniu majora) w kampanii hiszpańskiej.
Zdaniem p. dr González Caizán pamiętniki są bardzo cennym źródłem informacji. Równocześnie wymagają krytycznego podejścia i konfrontacji z jak największą liczbą możliwych źródeł. W żadnych polskich wspomnieniach przeanalizowanych przez p. dr González Caizán nie natrafiła na opisy aktów grabieży lub kradzieży dokonywanej przez żołnierzy i oficerów polskich na służbie Napoleona. Jak zauważyła p. dr González Caizán, to normalne, nikt nie chełpi swoimi niemoralnymi lub uwłaczającymi działaniami, zwłaszcza kiedy istnieje powszechne poczucie wyrzutów sumienia z powodu udziału w niesprawiedliwej wojnie w Hiszpanii (w momencie kiedy kombatanci piszą swoje pamiętniki. Przedtem, podczas kampanii te wyrzuty były dużo słabsze). Dlatego ogromnie zaskakuje, że ten anonimowy kombatant pisał o próbach grabieży i kradzieży popełniony przez polskich oficerów. Pamiętamy, jak kapitan Notkiewicz, w momencie dowiedzenia się o skarbach w świątyni del Pilar, chciał szybko ruszać naprzód, żeby je zdobyć dla siebie. Historyk hiszpański nie kwestionuje prawdziwość tej informacji, zwłaszcza, że kapitan Notkiewicz był zwolniony ze służby 1812 r. z powodu ekscesów w Wilnie, a inne hiszpańskie źródła mówią o aktach bezczelnych grabieży ze trony Polaków. Najnowsze, jakie p. dr González Caizán znalazła, mówi o tym, co się wydarzyło w miasteczku San Fez de Calanda w prowincji Teruel. W procesie o niewierność lub nielojalności przeciwko burmistrzowi tego miasteczka, wytoczonym w 1819 r., musiał on dać serię wyjaśnień na temat swoich stosunkach z polskim komendantem:

„W 1810 r. do miasta przybył beznosy komendant Polak (może chodzić również o to, że bezwstydny, z dużym tupetem – przyp. tłum.), który, żeby zbudować swoją indywidualną fortunę, stworzył projekt wybudowania zamku pod pretekstem zabezpieczenia tej twierdzy od niespodzianek ze strony oddziałów hiszpańskich. Beznosy komendant zabrał mieszkańcom sumę 11 tysięcy dukatów w pieniądzu i drugie tyle w materiałach. Zamknął wszystkich podejrzanych (…) w rezultacie uwięził proboszcza wraz z sędziami tego miasta i zamku, wyłudzał pieniądze od wszystkich przyzwoitych obywateli i, co najgorsze i najstraszniejsze, rozstrzeliwał wszystkich tych, na których przyszła mu chęć, lub prawdę powiedziawszy tych, którzy nie dawali mu złota jak żądał .”

W końcu „beznosy” został wzięty do niewoli i był uwięziony w Saragossie. Na razie nie wiadomo co się z nim stało.
Zdaniem p. dr González Caizán tekst pod tytułem „Saragossa w roku 1809” nieznanego autora jest, w świetle przytoczonych faktów, tekstem wymyślonym, albo też przy tak dużej ilości błędów i przeinaczeń, zupełnie niewiarygodnym. Niewykluczone, że został napisany, aby splamić pamięć polskich żołnierzy. W połowie XIX w. rozpoczęto kampanię, która próbowała zdyskredytować bohaterskie wyczyny Polaków z czasów napoleońskich i zmniejszyć znaczenie wielkiego wysiłku wojennego podjętego przez tych Słowian znad Wisły. Ten anonim mógł być napisany z podobnym zamiarem. Ten rodzaj tekstów propagandowych interesował władze rosyjskie tak zwanego Królestwa Polskiego, którego stolicą była Warszawa, miejsce wydania tego tekstu. Tego typu antypolskie działania ze strony rosyjskiej propagandy lub jej współpracowników, dało się odczuć także przy innych okazjach. Na przykład w 1856 r. pojawiło się w kalendarzu krakowskim opowiadanie, wg którego Polacy z gwardii cesarskiej obrabowali kościół w Lermie. A nazwiska tych rabusiów, pojawiły się między tymi którzy padli podczas szarży pod Somosierrą. Tekst ten spowodował wielkie oburzenie miedzy Polakami. Jego prawdziwe pochodzenie odkryto dzięki komendom użytym w opowiadaniu, ale nigdy nie używanym w wojsku napoleońskim. Wszystko okazało się być prostym tłumaczeniem z rosyjskiego, dzięki czemu można mieć jasność co do pochodzenia tekstu i jego propagandowego charakteru. Pani dr González Caizán zamierza kontynuować analizę tego anonimowego tekstu „Saragossa w roku 1809”, oraz innych znanych pamiętników z kampanii hiszpańskiej napisanych przez Polaków.
Drugiego dnia konferencji wysłuchać można było wystąpień prof. Jean-René Aymes, Uniwersytet Paryż III („Oblężenia Saragossy we wspomnieniach francuskich”), prof. Jan Kieniewicz, Instytut Badań Interdyscyplinarnych „Artes Liberales”, Uniwersytet Warszawski („W cieniu mitu. Doświadczenie oblężeń Saragossy w wyobraźni polskiej”), prof. António Pires Ventura, Uniwersytet Lizboński („Udział Portugalczyków w oblężeniach Saragossy”), dr Zbigniew Dunin-Wilczyński, Muzeum Wojska Polskiego, Warszawa („Polacy uhonorowani krzyżem Legii Honorowej za kampanię w Hiszpanii”), p. Marcin Ochman, Muzeum Wojska Polskiego, Warszawa („Oblężenie Saragossy w obrazach Januarego Suchodolskiego”), oraz p. Marcin Piontek, Przewodniczący Zarządu Stowarzyszenia Regimentów i Pułków Polskich 1717-1831 „Arsenał” („Wojna w Hiszpanii z perspektywy 200 lat”). Relacje wideo z wystąpień w języku polskim przedstawiamy niżej. Dziękujemy p. min. Janowi St. Ciechanowskiemu, wicekierownikowi Urzędu do spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych, oraz p. prof. Januszowi Ciskowki, dyrektorowi Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie za zgodę na filmowanie konferencji oraz wykorzystanie materiałów filmowych na cele statutowe stowarzyszenia.


Redakcja dziękuje

  • Urzędowi d/s Kombatantów i Osób Represjonowanych i Muzeum Wojska Polskiego za zgodę na filmowanie konferencji, oraz wykorzystanie materiałów filmowych dla celów statutowych stowarzyszenia;
  • Damianowi Przeniosło, za ogromną pracę nad opracowaniem zapisu w języku hiszpańskim, bez którego sprawozdanie z konferencji byłoby nieporównanie uboższe, oraz Zenobiemu, za udostępnienie tekstu źródłowego: „Saragossa w roku 1809”, który zamieszczamy osobno.

Tekst wspomnień Kajetana Wojciechowskiego „Pamiętniki moje w Hiszpanii” znaleźć można na stronie Arsenału.

Artykuł p dr Marcina Śmietanki, „Z Napoleonem w Hiszpanii” zamieszczony jest w styczniowym numerze Biuletynu Urzędu do spraw Kombatantów i Osób Represjonowanych „KOMBATANT”

Jak zawsze zapraszamy do dyskusji na naszym forum: Z Napoleonem w Hiszpanii. 200. rocznica oblężeń Saragossy.