Jan piotr norblin wojna w obronie konstytucji czesc ii zolnierz nie ma tylko jedno slowo a poczciwy czlowiek jedna przysiege

Wojna w obronie Konstytucji. Część II: „Żołnierz nie ma, tylko jedno słowo, a poczciwy człowiek jedną przysięgę”

Monika Żebrowska 1717-1794 Leave a Comment

Jan Piotr Norblin Wojna w obronie Konstytucji. Część II: „Żołnierz nie ma, tylko jedno słowo, a poczciwy człowiek jedną przysięgę”

Wieszanie zdrajców (in effigie)

24 lipca Izabela Czartoryska przesłała z niedalekich Puław pismo, w którym donosiła, że król przystąpił do konfederacji targowickiej[1]. Dopiero wtedy okazało się, że władca do końca ukrywał przed synowcem swoje zamiary. Wieść ta zaskoczyła i uderzyła księcia[2] do tego stopnia, że odpowiadając księżnej, użył następujących słów:

„Na wszystko byłem przygotowany (…) lecz nie na podobną nikczemność (…) Jestem zgnębiony, oszołomiony. Raczej należało bić się do zgonu niż oddychać hańbą”[3].

W swoich wspomnieniach łagodniej już pisał o czynie Stanisława Augusta, ale dzięki temu, że nie zwlekał z odpowiedzią do księżnej, dziś możemy poznać jego pierwsze emocje. Natychmiast po otrzymaniu wieści o przystąpieniu Stanisława Augusta do konfederacji książę Józef chciał złożyć dymisję, jednak zrezygnował z tego kroku i postanowił wpłynąć na zmianę decyzji króla tym bardziej, że nie otrzymał dotąd oficjalnego pisma w tej sprawie. Dlatego 25 lipca wysłał do niego list, w którym pisał o szerzących się pogłoskach i o niepokoju wśród żołnierzy. Dodał:

„nie taję się WKMości, że jestem ten, który podobnemże oddycham czuciem. Ta tylko między mną i żołnierzami jest różnica, że z bliska i lepiej znając wielkość duszy WKMości, nie mogę ani na moment przypuścić do serca mojego tak smutnego widoku”[4].

Jednocześnie – wiedząc, że w przypadku niezgody Stanisława Augusta na przyjazd do wojsk, w Puławach powstawał plan porwania i siłą sprowadzenia go do obozu – pisał:

„Przybliżyliśmy się w tej ufności do Waszej Królewskiej Mości, że wojsko to, które żadnej skazy, żadnej plamy na siebie nie ściągnęło, będzie tak szczęśliwe, że oglądać będzie Waszą Królewską Mość na czele swoim i że go własnemi piersiami okrywać będzie. O to Waszą Królewską Mość prosimy wszyscy, o to błagamy, o to nakoniec będziemy się dobijać”[5].

W dalszej części pisma zapewniał o swojej i podkomendnych lojalności, uznawał władzę i wolę monarchy, ale nie wierzył, że ulegnie on konfederatom:

„lecz ta wola być nie może i nie jest, ażeby wojsko niepodbite, żeby naród szlachetny, żeby król roztropny miał się poddać pod jarzmo kilku wyrodnych obywatelów, którzy za tarczą wojska bitnego Monarchini, przez nich omamionej, chcą na nas kłaść kajdany i okryć nas cechą wiecznej niesławy. Niech naród z narodem traktuje. (…) Lecz podłość zniżenia się aż do zdrajców ojczyzny byłaby grobem naszym”[6].

Z pismem tym wysłał do Warszawy generałów Wielhorskiego i Mokronowskiego[7] polecając, by włożyli cywilne stroje na znak, że reprezentują obywateli kraju, a nie podkomendnych, którzy dopuszczają się niesubordynacji[8].

Treść pisma do króla była ogólnie znana – nawiązywał do niej Julian Ursyn Niemcewicz w korespondencji do Ignacego Potockiego z tego samego dnia:

„Wiadomość warszawska straszne tu wrażenie uczyniła, prócz Krasickiego wszystka młodzież pała duchem honoru i uczciwości. Xiążę Józef donosi o tym umyślnym raportem królowi, chciałbym by raport ten był znany, boby dał poznać duszę szlachetną y wspaniałą tego młodzieńca, prawdziwie, że znając go, nauczyłem się go szanować (…) Xiążę pisze do króla, aby do obozu przyjechał, pewien iestem, że rzesza piskliwa powie, że szalone głowy przywiodły go do tego, ale gdzie się tycze honoru, tam on podnieconym być nie potrzebuie”[9].

Po otrzymaniu listu księcia Stanisław August natychmiast zareagował oficjalnym pisanym po polsku pismem z 26 lipca. Zaklinał w nim, by wojska pozostały przy królu, by

„całą Ojczyznę nie podawali w największe niebezpieczeństwo a raczej w ostatnią nie wtrącali zgubę, przeciwiąc się temu, com ja już przyrzekł, to jest, że przestaniemy wojować, i że wraz ze mną wojsko Rzeczypospolitej przystępuje do konfederacyi, powagą i interesowaniem Imperatorowej zaszczyconej. (…) Inaczej popadłbym plamie złej wiary, a zemsta zniszczeniem kraju a osobistą zgubą moją zostałoby oznaczoną”[10].

Uśmiech goryczy budzi obawa króla, że przez nieposłuszeństwo armii byłby posądzony o wiarołomstwo i ucierpi na tym jego honor. W dalszej części listu jeszcze raz upominał o wierność wojska i przykład, jaki oficerowie powinni dawać. Na koniec dodał:

„Gdzie ja jestem, gdzie ze mną będą, tam honor ich zawsze ocalonym zostanie”[11].

Tego dnia posłał także prywatne pismo, w którym po francusku zwracał się do bratanka:

„Jeżeli, Boże zachowaj, Ty i ci, których mi przysłałeś, upieracie się przy tem, coś mi napisał, jestem człowiek zgubiony, i co więcej jeszcze państwo zgubione. Jeśli chcesz, bym wierzył w przyjaźń i wdzięczność, jaką mi winieneś, jeśli nie pragniesz być przyczyną mej śmierci (bo takiemu zmartwieniu nie zdołałbym się oprzeć) czyń, czego żądam; napisz natychmiast do Wielhorskiego i Mokronowskiego, by najpierw w mundurze wracali do obozu (…) Na Boga! Co prędzej daj mi odpowiedź i taką, jakiej od Ciebie żądam. Pepi, Pepi! pamiętaj, że chodzi o mój honor i o moje życie, co więcej, o państwo całe”[12].

Monarcha najwyraźniej przestraszył się stanowczej deklaracji księcia, ponieważ zaczął wykorzystywać poczucie uzależnienia bratanka od siebie i lojalność, do której zobowiązywał go bez względu na sytuację. Na koniec dopisał po polsku:

„Ja z Imperatorową zrobiłem umowę, więc nie z emigrantami. Niech to zna wojsko nasze, i że z mną zawsze będzie”[13].

Trudno uwierzyć, że Stanisław August tak bardzo pomylił się w ocenie charakteru swojego synowca. Albo wyrachowanie – polegające na działaniach zmierzających do uzależnienia i przywiązania bratanka dla własnych korzyści – przesłoniło mu rzeczywistą sytuację, albo to postawa młodego generała podczas dwóch miesięcy samodzielnego dowództwa ewoluowała na tyle, by zaskoczyć króla.

Kiedy dwaj generałowie przebywali w stolicy, do obozu dotarło oficjalne zawiadomienie o akcesie króla do konfederacji z załączonym obszernym wyjaśnieniem przyczyn. Jednocześnie Stanisław August wysłał do bratanka poufne pismo[14], w którym przestrzegał przed ewentualnym oporem wojska:

„Chcą mnie straszyć (…) jakiemś nieposłuszeństwem ze strony armii, lecz znam Cię zbyt dobrze, bym temu wierzył. Jeśli (…) Twoje wojsko odmówi posłuchu, winieneś uczuć do jakiego stopnia toby mię skompromitowało, i mnie, i kraj cały, i na jaki bezmiar niebezpieczeństwa i nieszczęścia nas by wystawiło”[15].

Ponadto wzywał bratanka do siebie i zapewniał, że wszystko będzie tak przemyślane, aby o nic nie musiał się martwić[16]. W odpowiedzi na to wzburzony książę napisał:

„Najjaśniejszy Panie! Gdyby były wyrazy dość mocne na okazanie ci rozpaczy, którą dusza moja napełniona została, wybrałbym je wszystkie przekonawszy się z własnego Twego listu, że łączysz się ze zdrajcami (…) Mógłżebyś wahać się, Najjaśniejszy Panie, wybrać raczej chwalebny zgon, zgon godny Ciebie, zgubę zupełną ale zaszczytną, niż tę resztę panowania, niż tę resztę narodu skalaną intrygą, zdradą, nierządem i słabością (…) Należało poświęcić się, poświęcić nas wszystkich; jak okrutna litość twoja, kiedy ona kupiła dla nas hańbę i zakałę! (…) Szanować będziemy króla i w cichości boleć będziemy nad tem, iż nie możemy się już liczyć do Jego obrońców”[17].

Deklaracja księcia Józefa była jasna – odtąd nie służył zaprzedanemu zdrajcom królowi, pozostawało mu złożyć dymisję.

26 lipca ogłoszono rozejm. Na wyżej wspomniane pisma króla z tego dnia książę 27 lipca odpowiedział:

„Wdzięczność moja ku WKMości była zawsze mojem prawem i niem zawsze będzie. Chcę mojego obowiązku aż do końca dopełnić, tak jak mój honor, słuszność i miłość dla WKMci każą. (…) lecz nakoniec dopraszać się będę WKMci o dymisye dla mnie i tych szanownych i odważnych kolegów moich, z którymi za honor WKMci i całość kraju służyłem. Nie racz nam WKMść odmówić tego, jako jedynego środka spokojności naszej. Da kiedy Bóg, że będziemy może jeszcze kiedy użytecznymi WKMci, powróciwszy do niego, nie szukając żadnej innej rangi jak tej najchlubniejszej, służenia Mu. Lecz w teraźniejszym składzie rzeczy widzimy, N. Panie, iż już użytecznymi być Mu nie możemy. (…) Obiecuję więc WKMci, że nikogo namawiać nie będę i zostawię każdemu wolność rządzenia się podług swego czucia; lecz odnawiam moją prośbę do WKMci, aby już potem, w nagrodę zasług naszych, uwolnienie nasze nie było nam tamowane”[18].

Obawiając się, że Stanisław August nie przyjmie dymisji i rozkaże mu przysięgać na wierność konfederacji, 30 lipca w obozie pod Sieciechowem[19] jeszcze raz domagał się deklaracji króla:

„Lecz gdy teraz taka odmiana nastąpić może, że moglibyśmy już być nieużyteczni WKMości, przekonaliśmy się więc, że nam koniecznie potrzeba upewnić się o łatwości wyjścia naszego ze służby. (…) Żołnierz nie ma, tylko jedno sowo, a poczciwy człowiek jedną przysięgę; i jedno i drugie nas wiązało do tej sprawy, której broniliśmy krwią i życiem naszem”[20].

Tymczasem w obozie wrzało. Oficerowie żądali dalszej walki i oddawali się jedynie pod rozkazy Poniatowskiego. O akcesie króla nie chciano słyszeć. Jednak książę nie zdecydował się podnieść oręża wbrew rozkazom władcy[21]. Wolał z uporem żądać dymisji, niż wykazać się nieposłuszeństwem względem monarchy.

Książę Eustachy Sanguszko w swoich wspomnieniach napisał, że w nocy 30 lipca otrzymał rozkaz przyjazdu do Puław, gdzie zatrzymał się Poniatowski i tam dowiedział się o szczegółowo zarysowanym już planie porwania króla[22]. Nie godząc się na akces, chciano sprowadzić go do obozu i w ten sposób zmusić do poprowadzenia dalszej walki przeciw Rosji. Plan powstał w kręgu twórców Konstytucji, a w jego szczegóły wprowadzono najważniejszych dowódców kampanii koronnej. Według Adama Wolańskiego książę Józef został wtajemniczony z konieczności, ponieważ miał silne poparcie w wojsku i był niezwykle popularny[23]. Nie trudno domyśleć się, że obawiano się reakcji Poniatowskiego na tak śmiały projekt. Jednak ku ogólnemu zaskoczeniu, Wódz Naczelny nie stawiał przeszkód. Chciał jedynie mieć pewność, że król podczas całego zajścia będzie bezpieczny. Dlatego – mimo że tej misji bardzo chciał się podjąć gen. Zajączek[24] – polecił, by plan wykonał książę Eustachy, jego osobisty przyjaciel, do którego miał pełne zaufanie[25]. Postanowiono, że porwanie nastąpi po powrocie Sanguszki na czele parku artyleryjskiego do Warszawy, podczas parady w Ujazdowie[26].Dotychczasowe próby sprowadzenia władcy do obozu nie przyniosły skutku, zatem towarzysze Poniatowskiego nie widzieli innego wyjścia, jak przemoc. Przekonanie to podsycała również księżna Czartoryska, chętna do gwałtownych działań i lubiąca być w centrum wydarzeń[27].

Mimo wszystko książę Józef nie pozbył się wątpliwości. Biorąc pod uwagę fakt, że zamach na osobę króla byłby pogwałceniem porządku i atakiem na uświęconą władzę, 1 sierpnia, gdy tylko Sanguszko wyruszył do stolicy, Poniatowski wysłał mu „rozkaz przeciwny”[28]. Od razu pojawiły się głosy krytyczne, że książę zaniechał porwania ze względu na powiązania rodzinne, jednak główny wykonawca planu przyznał, że było to dobre posunięcie[29].

Pomimo nieprzychylnych głosów Wódz Naczelny regulował sprawy w armii, wydawał ostatnie rozkazy, sprawdzał rachunki, nadawał awanse, pilnował porządku, planował dyslokacje, by później móc powiedzieć:

„W chwili nawet opuszczenia służby każdy wykonywał jej obowiązki z jak największą dokładnością”[30].

Tymczasem król nie podpisywał dymisji i nadal przekonywał, że lepiej dla kraju będzie, jeśli wszyscy wojskowi pozostaną na swoich stanowiskach[31], jednak książę nie ustępował. 4 sierpnia napisał:

„Wszystkie ofiary byłyby mi łatwe, ta ofiara jest mi niepodobną. Powinność, przekonanie, przysięga moja, zaufanie publiczne, honor wojskowy, wszystko mnie wiąże, wszystko zmusza mnie być stałym w powziętym postanowieniu (…) Całe oddziały przyszły mi powiedzieć: Prowadź nas, gdzie zechcesz, ocal króla, my i nasi żołnierze na koniec świata pójdziemy za tobą; nie możesz tylko dobrze nas poprowadzić, tylko z honorem! Te uczucia powinny znaleźć usprawiedliwienie swoje, mnie one powierzone, zakład ich jest mi świętym, winienem stosować się do nich jak najściślej (…) Skoro uporządkowanem będzie co należy, skoro mieć będę podpis WKMci, pospieszę ucałować dobroczynne ręce WKMci, którego kocham więcej jak moje życie”[32].

Poniatowski doskonale rozumiał, na czym polegała jego rola jako dowódcy naczelnego. Jej podstawą była subordynacja względem monarchy, ponieważ w jego osobie był ucieleśniony interes państwa. Dopóki mógł się z tym zgadzać, dopóty służył wiernie i nie przeciwstawiał się rozkazom. Ale gdy nadszedł moment, w którym władca jawnie zdradził sprawę kraju, wódz nie mógł już mu służyć. Natomiast lojalność, jak i szacunek do koronowanej głowy nie pozwalały mu na wystąpienie przeciw niej. Dlatego jedynym wyjściem była dymisja.

Otrzymał ją 5 sierpnia[33] i pożegnał się z wojskiem. W rozkazie dziennym umieścił to, co przez cały czas trwania kampanii wpajał swoim podkomendnym:

„…niech czucie honoru tak silne, tak mocne w nas zostanie, aby żadna strata, żadne prześladowanie i śmierć nawet sama nie mogła zatrzeć tej cechy prawdziwej szlachetności”[34].

Na pożegnanie otrzymał zbiorowy adres oraz medal z jego popiersiem i napisem Miles ImperatoriŻołnierz Wodzowi.[35]

Poniatowski na rozkaz króla odprowadził armię do Kozienic[36] i 9 sierpnia był już w Warszawie[37]. Witany z entuzjazmem przez mieszkańców stolicy[38], porządkował jeszcze ostatnie sprawy wojskowe podpisując się pod wszystkimi pismami: „bywszy generał-lejtnant”[39]. Drobne występki w otoczeniu księcia oraz jego nieprzejednana postawa powodowały, że król miał coraz większe zmartwienie. Według niego zuchwały bratanek dawał zły przykład, namawiał do dymisji, lekceważył Rosjan[40]. W końcu zdesperowany władca napisał:

„Mógłbyś przynajmniej (…) nie zabierać mi tych, którzy chcą przy mnie pozostać”[41].

Niedługo potem sam prosił, by ten opuścił stolicę, gdyż swoją obecnością drażnił konfederatów[42].

16 sierpnia książę Józef wydał znamienną odezwę do wojska, w której jeszcze raz podkreślał, że nigdy nie pogodzi się z triumfem konfederacji i mimo, że większość ugięła się pod jarzmem zdrajców, on nosił głowę wysoko i głośno wypowiadał swoje poglądy.

„Otrzymałem (…) dymisyę moją, służyć przestałem, lecz kochać, szacować Was i Waszą przyjaźnią chlubić się, nie przestanę. Biliśmy się za rządną wolność, za sławę narodu, za szczęście wszystkich obywatelów. Była to wojna święta, bo żołnierz nie walczył za dumę swego króla, lecz za swobody ojców i całość ziemi, w której się urodził. Okoliczności utruły nadzieje nasze; obca przemoc, duma kilku obywatelów, którzy w osobach swoich przywykli uważać szczęście lub nieszczęście kraju, przyprowadziły rzeczy do dawnej postaci; zatem lubo nie podbici, lubo nie zwyciężeni, błąkać się musimy i szukać obcej ziemi. (…) Prześladowania bowiem wzgardę tylko na siebie ściągają, tej zaś zemsty, która na szlachetnem i uczciwem się gruntuje przekonaniu, niezmrużonem czekam okiem. Przykład niepodległości i nieposłuszeństwa, który nam zostawili, nie skazi bynajmniej dusz naszych. (…) Jeżeliśmy ramieniem naszem Ojczyzny zbawić nie mogli, przynajmniej tej zbrodni Ojczyzna nam nie wyrzuci. Ostatni raz Wam tę cnotę zalecam, przyjaźń, którą mi przyrzekliście, przypominam. Rozbrat z nimi, a nieśmiertelny dla Was szacunek i przywiązanie zaręczam”[43].

Gdy Stanisław August dowiedział się o tej odezwie, posłał bratankowi krótki liścik nie opatrzony datą:

„Jeśli to pismo prawdziwe, zmusza to mnie powiedzieć Ci raz jeszcze: ruszaj sobie stąd”[44].

28 sierpnia książę Józef wyjechał z Warszawy[45]. Mimo ostatnich surowych słów król hojnie zaopatrzył bratanka na drogę[46]. Młody Poniatowski udał się do Wiednia, z którego na powrót stryj miał go ściągnąć w 1794 roku. Książę napisał później:

„porzuciłem armię, której narodziny, wzrost i śmierć widziałem własnymi oczyma”[47].

Od początku trwania kampanii bez trudu można zauważyć, że król wybierając na naczelnego dowódcę swego bratanka liczył, że ten będzie mu we wszystkim posłuszny i ze względu na relacje rodzinne nie będzie sprzeciwiał się jego decyzjom. Jednak książę Józef poważnie podchodząc do powierzonych mu obowiązków, od samego początku konsekwentnie domagał się konkretnych działań ze strony władcy. Młody generał był przekonany, że wojnę można było poprowadzić inaczej, gdyby tylko król poczynił w tym kierunku jakieś starania. W zachowaniu obu Poniatowskich wyraźnie widać jedną wspólną rzecz – konsekwencję. Książę Józef konsekwentnie prosił o wsparcie i robił wszystko, na co pozwalały mu możliwości, by utrzymać armię, a jednocześnie zamknąć wrogim wojskom drogę do stolicy, a Stanisław August konsekwentnie przez brak działań, pozorną troskę i chwiejną postawę, niweczył wszelkie poczynania bratanka.

Ich wzajemne relacje były trudne tym bardziej, że sami stanowili nie tylko o sobie, ale przede wszystkim o losie państwa. Na przedstawionym tle wyraźnie widać, że to właśnie książę, określany przez warszawskie damy jako prince charmant, ten lekkoduch tracący majątek w karty, okazał się być bardziej świadomym odpowiedzialności i ciężaru spoczywającego na jego barkach, niż stary, wydawać by się mogło nauczony doświadczeniem król mający za sobą niejedną burzę w kraju. I to  właśnie młody dandys potrafił zdobyć się na rozdzielenie dla dobra wyższego relacji rodzinnych od politycznych odkładając na bok prywatne zależności, podczas gdy egzaltowany monarcha w tak trudnym i ważnym dla kraju okresie przede wszystkim myślał o zabezpieczeniu rodziny i uzależnieniu od siebie popularnego synowca.

Bibliografia

Źródła:

  1. Bańkowski Piotr, Dwie relacje Tadeusza Kościuszki o kampanii polsko-rosyjskiej 1792 roku, [w:] „Teki Archiwalne” t. 9, Warszawa 1963.
  2. Sanguszko Eustachy, Pamiętnik 1786-1815, oprac. J. Szujski, Kraków 1876.
  3. Stanisław August i książę Józef Poniatowski w świetle własnej korespondencji, wyd. B. Dembiński, Lwów 1904.

Opracowania:

  1. Askenazy Szymon, Książę Józef Poniatowski 1763-1813. Wstęp A. Zahorskiego, posłowie S. Herbsta, Warszawa 1978.
  2. Skałkowski Adam Mieczysław, Książę Józef, Bytom 1913.
  3. Skowronek Jerzy, Książę Józef Poniatowski, Warszawa 1986.
  4. Smoleński Władysław, Konfederacja targowicka, Kraków 1903, reprint Poznań 2006.
  5. Wolański Adam, Wojna polsko-rosyjska 1792 roku, Warszawa 1996.


[1] S. Askenazy, Książę Józef Poniatowski 1763-1813, Warszawa 1978, s. 79-80.

[2] P. Bańkowski, Dwie relacje Tadeusza Kościuszki o kampanii polsko-rosyjskiej 1792 roku, [w:] „Teki Archiwalne” t. 9, Warszawa 1963, s. 97. Relacja Kościuszki: „Niepodobna wyrazić żalu, rozpaczy, i wzgardy dla Krola Xiąże Generał sam dał dowód przywiązania naywiększego do Kraju”.

[3] S. Askenazy, dz. cyt., s. 80.

[4] A. M. Skałkowski, Książę Józef, Bytom 1913, s. 111.

[5] Tamże, s. 111.

[6] Tamże, s. 111.

[7] A. Wolański, Wojna polsko-rosyjska 1792 roku, Warszawa 1996, s. 312, 316.

[8] S. Askenazy, dz. cyt., s. 80.

[9] Stanisław August i książę Józef Poniatowski w świetle własnej korespondencji, wyd. B. Dembiński, Lwów 1904, s. 15.

[10] Tamże, s. 118.

[11] Tamże, s. 118.

[12] A. Wolański, dz. cyt., s. 316, Stanisław August i książę Józef…, s. 117.

[13] Stanisław August i książę Józef…, 117.

[14] W. Smoleński, Konfederacja targowicka, Kraków 1903, reprint Poznań 2006, s. 223-224. Jeden z fragmentów tego listu: „Zawiadamiają mnie, (…) że jeżeli nie będę powolny życzeniom imperatorowej, zostanę złożony z tronu. Nie wstrzymywałoby mnie to od dalszej wojny, gdyby można uratować konstytucyę; ale jak mnie złożą z tronu, konstytucya i tak runie i na kraj spadną większe nieszczęścia. Potrzeba więc, żebym poświęcił moją miłość własną, przystępując do konfederacyi. Mam różne powody do tej nadziei, że im mniej stawiać będę trudności w przystąpieniu do konfederacyi, tem więcej będę miał w niej wpływu i uratuję znaczną część urządzeń, zaprowadzonych przez sejm. Mon cher Pepi! rozumiem i czuję, że cię to zasmuci; ale wierzaj, że dla mnie to jeszcze smutniejsze, a jednak to czynię jedynie, aby oszczędzić swemu narodowi większych nieszczęść i uratować tę armję dzielną i wierną, której zguby nie zdołałbym przecierpieć”.

[15] A. Wolański, dz. cyt., s. 313.

[16] S. Askenazy, dz. cyt., s. 81.

[17] A. M. Skałkowski, dz. cyt., s. 112-113.

[18] Tamże, s. 116.

[19] S. Askenazy, dz. cyt., s. 82.

[20] A. M. Skałkowski, dz. cyt., s. 116.

[21] A. Wolański, dz. cyt., s. 317.

[22] E. Sanguszko, Pamiętnik 1786-1815, oprac. J. Szujski, Kraków 1876, s.22-23.

[23] A. Wolański, dz. cyt., s. 322.

[24] Tamże, s. 322.

[25] A. M. Skałkowski, dz. cyt., s. 117.

[26] E. Sanguszko, dz. cyt., s. 23.

[27] A. Wolański, dz. cyt., s. 322.

[28] A. M. Skałkowski, dz. cyt., s. 117.

[29] E. Sanguszko, dz. cyt., s. 23.

[30] A. M. Skałkowski, dz. cyt., s. 118.

[31] A. Wolański, dz. cyt., s. 320.

[32] Tamże, s. 320.

[33] Tamże, s. 341, S. Askenazy, dz. cyt., s. 270.

[34] A. M. Skałkowski, dz. cyt., s. 123.

[35] A. Wolański, dz. cyt., s. 342.

[36] Tamże, s. 325.

[37] A. M. Skałkowski, dz. cyt., s. 124.

[38] Tamże, s. 124-125.

[39] S. Askenazy, dz. cyt., s. 83.

[40] Tamże, s. 84.

[41] Tamże, s. 84.

[42] A. M. Skałkowski, dz. cyt., s. 127.

[43] Tamże, s. 125-126.

[44] A. Wolański, dz. cyt., s. 344, S. Askenazy, dz. cyt., s. 271.

[45] A. M. Skałkowski, dz. cyt., s. 128.

[46] J. Skowronek, Książę Józef Poniatowski, Warszawa 1986, s. 63, S. Askenazy, dz. cyt., s. 271.

[47] J. Skowronek, dz. cyt., s. 63.