Wojciech Kossak Wojna w obronie Konstytucji. Część I: „albo byśmy zginęli z honorem, albo Polska byłaby się utrzymała mocarstwem”

Wojna w obronie Konstytucji. Część I: „albo byśmy zginęli z honorem, albo Polska byłaby się utrzymała mocarstwem”

Monika Żebrowska 1717-1794 0 Komentarzy

Wojciech Kossak Wojna w obronie Konstytucji. Część I: „albo byśmy zginęli z honorem, albo Polska byłaby się utrzymała mocarstwem”

Po bitwie pod Zieleńcami

Udział księcia Józefa w wojnie w obronie Konstytucji 3 Maja doczekał się kilku artykułów i publikacji. Najczęściej były to rozdziały w biografiach, a także wątki wplecione w monografiach dotyczących wojska tego okresu oraz samej wojny 1792 roku, ale jak dotąd nikt nie pokusił się o przedstawienie relacji między księciem Józefem a królem Stanisławem Augustem w trakcie działań wojennych.

Książę Józef jeszcze przed wyjazdem na wojnę starał się o uzupełnienie braków w armii, dlatego na wniosek Komisji Wojskowej przedłożył Projekt względem uformowania korpusu odpornego i ogólnych onego potrzeb[1], w którym napisał o planach rozstawienia wojsk na granicy oraz sytuacji w obozie. Adam Skałkowski dokładnie przytoczył poszczególne punkty projektu cytując jego obszerne fragmenty[2]. Zamieścił też jego zakończenie, w którym Poniatowski napisał:

„…jak mi miło będzie nieść życie na ofiarę ojczyźnie i posłuszeństwu (w czem się zapewne ochraniać nie będę), tak jeżeli wyżej wyrażone punkta swojego nie pozyskają zaradzenia, nie wyrzekam się powrócić do dywizyi, ale proszę, aby kto inny objął komendę, ponieważ ofiara życia każdego żołnierza jest obowiązkiem, ale honor i reputacya jest punkt, który się z życiem nie kończy”[3].

Jak widać młody dowódca czuł się odpowiedzialny za powierzone mu wojska i już wtedy ujawniło się jego podejście, o którym Stanisław Herbst napisał jako nowej zasadzie – zachowania siły żywej, a nie tylko przedmiotu geograficznego[4].

Na temat samej wojny Poniatowski już na emigracji napisał relację pod tytułem: Mes souvenirs sur la campagne 1792[5]. Można w niej przeczytać, że książę niechętnie przyjmował naczelne dowództwo na Ukrainie ze względu na zbyt małe siły oraz brak środków, a w związku z tym nikłe szanse powodzenia kampanii. Zaznaczył:

„prosiłem króla, aby powierzył dowództwo jakiemu bieglejszemu odemnie obcemu wodzowi; dodałem na to, że chętnie pod nim służyć będę”[6].

Warto zauważyć, że szczególne i charakterystyczne dla mentalności Polaków było przekonanie, że tylko dowódcy zza granicy mieli odpowiednie przygotowanie do prowadzenia działań wojennych.

Książę podporządkował się jednak życzeniom Stanisława Augusta, a w swej relacji przytoczył słowa, jakie miał usłyszeć od stryja na ostatniej radzie wojennej przed wyjazdem do Tulczyna:

„że nie należy zrażać się szczupłością sił, że będąc Polakiem powinienem bronić ojczyzny, słowem rozkazał mi być posłusznym. Rozkaz więc mając na względzie przestałem już myśleć o sił słabości”[7].

W praktyce nie było to takie proste. Mimo starań młodego dowódcy, do obozu nie docierały konkretne instrukcje. Jan Duklan Ochocki co prawda wspominał, że: „Codzień książę wyprawiał kuryerów do Warszawy i nowe ztamtąd polecenia i ekspedycye otrzymywał”[8], ale były to najczęściej ogólniki nie wnoszące nic nowego poza tym, co zostało ustalone na ostatniej radzie[9]. Niezależenie od tego, Poniatowski przystąpił do organizacji siedmioosobowego sztabu i zaprowadzenia karności[10]. W tym czasie zajmowała go postawa i świadomość żołnierzy, dlatego w rozkazach dziennych przyswajał im cel wojny, instruował, strofował i chwalił, w ten sposób kształtując morale armii[11].

Dawał też przykład swoją osobą, gdy na uniwersał Seweryna Rzewuskiego namawiający do przystąpienia do konfederacji[12], 3 czerwca[13] z obozu w Lubarze odpowiedział:

„Jako żołnierz przysięgły, honor kochający i powinności swojej zadosyć czyniący, nie znam innej władzy jak władzę, którą naród cały ustanowił, żadnego innego prawa jak rozkaz Króla i P. Komisyi Wojskowej, żadnego innego obowiązku jak żyć z ukochaną ojczyzną lub za nią umierać. (…) Ci, którzy śmieli dla ich dumy i własnej miłości zaprzedać krew współziomków swoich, są ohydą narodu i zdrajcami ojczyzny! To są moje sentymenta i wszystkich podkomendnych moich, zacząwszy od prostego żołnierza. Proszę więc WPana (…) być przekonanym: że ojczyzna jest naszym Bogiem, że zbrojny obcy żołnierz na gruncie polskim znajdujący się, nie sprzymierzony, nie może nam przynosić przyjaźni i że takowego żołnierz Rzeczpospolitej szukać będzie albo zwyciężyć albo umrzeć ze sławą”[14].

Pod tymi słowami, które natychmiast wzbudziły ogólny entuzjazm, podpisało się wielu wyższych i niższych oficerów, a nawet szeregowców[15].

Mimo, że posyłane do króla pisma nie przynosiły skutku, książę regularnie informował o aktualnej sytuacji i poprzez wymowę swych listów niemal strofował króla za opieszałość. 2 czerwca pisał:

„Gdyby teraz (…) było korpus rezerwy na Wołyniu (…) mógłbym teraz atakować korpus nieprzyjacielskie pod Pawołoczą (…) ale nie mając wsparcia z tyłu nie mogę takowego zamiaru przedsięwziąść bez exponowania korpusu na odcięcie (…) i z tej przyczyny muszę się tylko defensive trzymać”[16].

Znowu 6 czerwca napominał:

„Lubo widziałbym potrzebę uczynienia jakowej dywersji wojsku moskiewskiemu, przecież zamysł mój dotąd jest obojętny, gdy nie widzę korpusu rezerwy”[17].

W innym z kolei liście zwracał się już bezpośrednio:

„mniemam, że te umysły, które dziś są lękliwe lub obojętne, za przybyciem WKMości zupełnie ożywione zostaną. Jestem w przekonaniu (…) że im prędzej WKMość w te tu prowincye przybyć raczysz, tem lepiej, skuteczniej i gorliwiej wszystko pójdzie”[18].

Tymczasem król przesyłał puste zapewnienia i okazywał pozorną troskę, poprzez zajmowanie się niewiele znaczącymi szczegółami. Ochocki wspominał: „z rozkazów dziennych to tylko wiedzieliśmy, że król ma zjechać do obozu, że się wszystko kupi i gotuje na obronę kraju, że pod Lublinem i Włodzimierzem duże massy szlachty się skupiły, oczekując na rozkazy królewskie”[19]. Poza tym król chwalił postawę synowca i zgadzał się na podejmowane przez niego kroki, zachęcał do osiągania sukcesów militarnych, zalecał korzystać z zasobów okolicznej ludności, na które miał książę wystawiać kwity płatne przez skarb państwa i gdyby nie było innego wyjścia, palić zboża i siano, by utrudnić marsz Rosjanom. Mówił o zorganizowaniu administracji i rozliczeniu wydatków w armii, polecał ludzi na stanowiska[20]. Poza dobrotliwymi instrukcjami i zapewnieniami o bliskiej pomocy państw sojuszniczych, nie zrobił nic, by polepszyć warunki w obozie.

Adam Skałkowski usprawiedliwiał postępowanie księcia Józefa pisząc, że „gdyby znał lepiej wojnę, wiedziałby przecież, że nie można bezkarnie odkładać czynu”[21]. Tu jednak nie chodziło o znajomość sztuki wojennej. Wiemy, że młody dowódca domagał się bardziej konkretnych decyzji Stanisława Augusta, próbował niejako zmusić go do podjęcia inicjatywy. Należy pamiętać, że Poniatowski był dowódcą armii koronnej, więc nie mógł sobie pozwolić na samowolne działanie bez wiedzy i zgody króla. Oznaczałoby to działanie przeciw prawowitej władzy, a tym samym zdradę. To na królu ciążyła odpowiedzialność za kraj i jego armię, zatem książę nie miał swobodnego pola działania.

Klęska pod Boruszkowcami oraz systematyczne raporty księcia na temat złej sytuacji wojsk koronnych spowodowały, że Stanisław August, który – jak napisał Skałkowski – często ulegał okolicznościom[22], zamiast posłać posiłki i zaopatrzenie, polecił jak najszybciej układać się z Rosjanami[23]. Według Szymona Askenazego w głównej mierze był to skutek błędu młodego generała, który przesłał do Warszawy niepokojący raport o wspomnianej bitwie[24]. Podobną opinię przedstawił Adam Wolański[25]. Na dowód przytoczył fragment listu monarchy z 18 czerwca, w którym ten napisał:

„To, co Rzewuski przywiózł mi od ciebie tej nocy (…) skłania mię do dania ci rozkazu posłania generałowi Kachowskiemu propozycji zawieszenia broni. Nie mogę i nie powinienem poświęcać na czystą zgubę wszystkich dzielnych ludzi, którymi dowodzisz i ciebie samego”[26].

W dalszej części listu można znaleźć polecenie:

„Gdyby jednak generał Kachowski odmówił ci zaprzestania walki, winieneś wszystko uczynić, co ci tylko sztuka wojenna i twe wiadomości podszepną, byś sobie przejście otworzył i bliżej do mnie odprowadził swą armię z ile możności jak najmniejszą stratą”[27].

Z rozkazem tym wysłał król dwóch adiutantów[28].

Czasowe zawieszenie broni mogło ułatwić stawienie oporu przeciwnikowi, jednak Stanisław August nie widząc szans na zwycięstwo chciał wykorzystać okoliczności na negocjacje zanim sytuacja stałaby się beznadziejna. Stolica zamiast organizować wsparcie i zaplecze dla armii, pozostawała biernym obserwatorem i krytykiem wojny, przez co zaprzepaściła jakiekolwiek szanse tej kampanii.

Nim jednak instrukcje króla dotarły do obozu na Ukrainie, doszło do starcia pod Zieleńcami, które niejako zmieniło polską sytuację, chociażby z powodu wzrostu morale u żołnierzy. „Ten bój (…) był bardziej przypadkowym spotkaniem się niż wydaną własną bitwą”[29] – napisał później Poniatowski. Niestety tym razem zalecenia były jasne i mimo wygranej, książę Józef 22 czerwca wystąpił do generała Kachowskiego z propozycją zawieszenia broni[30]. Nie została ona jednak przyjęta.

W tym czasie król dowiedział się o polskim zwycięstwie, a także brawurze bratanka, który podczas bitwy osobiście prowadził oddziały do ataku i od razu upominał:

„Życie Twoje (…) jest koniecznie potrzebne mnie i państwu (…) Zaklinam Cię, jeśli mnie kochasz, nie oddawaj się rozpaczy (…) Pamiętaj, że jesteś duszą armii i jeśli ona utraci tę duszę, trupem się stanie”[31].

Jednocześnie zadbał o to, by rozgłosić zwycięstwo i podnieść popularność swego synowca, o czym wspominał Leon Dembowski: „Dziś jest tu w Warszawie w modzie wychwalać wszystkie czyny Waszej Książęcej Mości, a przeciwnie – ganić wszystko, co zrobił Wirtemberg(…)”[32].

Monarcha gratulował bratankowi, opisywał reakcję rodziny Poniatowskich na niespodziewaną nowinę[33] i natychmiast wysłał do młodego dowódcy kilkanaście nowych odznaczeń, które miały wkrótce stać się najważniejszym orderem wojskowym – Virtuti Militari[34]. W liście z 22 czerwca osobiście dopisał nazwiska pierwszych odznaczonych, wśród których na pierwszym miejscu uwzględniony został książę Józef[35]. Nie chciał on jednak przyjąć wyróżnienia jako pierwszy, więc pomijając siebie rozdał wszystkie ordery podkomendnym[36]. Mimo to nazwisko Poniatowskiego figuruje jako pierwsze wśród odznaczonych od początku istnienia tego orderu[37]. Z nim też nigdy się nie rozstał, nawet składając dymisję i zrzekając się innych odznaczeń, to jedno pozostawił przy sobie.

Tymczasem w obozie sytuacja się nie zmieniała, jednak książę nieprzerwanie pilnował porządku i nie pozwalał na rozprężenie. Mówią o tym rozkazy dzienne, w których nakazywał utrzymanie karności w oddziałach, jednolitości – na miarę możliwości – w oporządzeniu, zapobieganie rozwojowi chorób i pasożytów, ograniczenie do minimum taborów[38]. Surowo karał dezercję oraz szerzenie defetyzmu, nie tolerował tchórzostwa. Uważał, że

„żołnierz każdy sobie rówien, ma ręce, ma broń do szkodzenia nieprzyjacielowi lub bronienia siebie samego, serce go tylko różni i zaufanie w komendanta”[39].

Pod względem spełniania swojego obowiązku nie robił wyjątków i na równi traktował oficerów oraz prostych żołnierzy. Chętnie nagradzał wyróżniających się, ale surowo traktował tych, którzy nie chcieli służyć. 24 czerwca wydał rozkaz,

„żeby wszyscy ci oficerowie, którzy niechętnie służą, meldowali się do abszytu”[40].

Gdy 28 czerwca książę Józef dotarł nad rzekę Ikwę, w liście do króla ukazał mu niewykorzystane możliwości, których realizacja mimo braków w zaopatrzeniu mogłaby zagrozić przeciwnikowi. Pierwsza z nich to pozycja pod Lubarem z magazynami w Połonnem, gdzie na czas nie przybył książę Lubomirski ze swoją dywizją. Druga pod Ostrogiem, gdzie, mimo dogodnego miejsca do obrony, zabrakło amunicji i przez zdradę księcia Michała zaopatrzenie magazynów przeszło w ręce Rosjan. Trzecią przedstawiał Stanisławowi Augustowi jako jeszcze nie wykorzystaną, ale mającą szanse zmienić bieg wojny. Myślał o linii Bugu między Dubienką a Opalinem, gdzie przeszkodami w utrzymaniu się był przede wszystkim głód i brak amunicji, a także ciągły marsz wojsk rosyjskich w głąb kraju. Poniatowski nakreślił władcy również sposoby pokonania przeszkód, z których głównymi było utworzenie magazynu w Krasnystawie, przysłanie tam amunicji głównie dla artylerii oraz współpraca z armią litewską[41].

W tym czasie między dowódcami armii ukraińskiej i wołyńskiej rósł konflikt[42], o czym książę Józef pisał 30 czerwca do króla. W liście tym prosił, aby dla jednolitości dowództwa to książę Michał przejął komendę, bo podział wojska nie wpływał dobrze na działania wojenne[43]. Wzajemna niechęć generałów ujawniła się szczególnie po wspomnianych wcześniej działaniach Lubomirskiego na szkodę własnych wojsk, kiedy oddelegowany do przygotowania magazynów w Dubnie, by uchronić należące do niego miasto przed zniszczeniem, przekazał ich zawartość Rosjanom. Dopiero po tym liście król odwołał Lubomirskiego ze stanowiska i wysłał do Warszawy[44], przez co książę Józef objął dowodzenie nad całością sił na Ukrainie i Wołyniu.

Jednocześnie po wielu raportach głównodowodzącego na temat złej sytuacji w wojsku koronnym, w Warszawie powstały podejrzenia, że królewski bratanek nie radził sobie z komendą i być może był pod wpływem złych doradców, bo niemożliwym wydawało się, że wojsko rosyjskie miało pod dostatkiem żywności i zaopatrzenia, a wojsko polskie, które wcześniej przechodziło przez te same tereny, będące przecież w granicach Rzeczpospolitej, nie mogło zaopatrzyć się w niezbędne środki[45].

Wieści te powtarzał mu bezpośrednio Stanisław August w swoich listach, w których także przekazywał mu dobre myśli, zapewniał o słuszności jego działań i roztaczał widoki świetlanej przyszłości, a przy tym cały czas przygotowywał na nadchodzące okoliczności[46]. Jednocześnie wysłał na inspekcję posła Aleksandra Linowskiego, którego zadaniem było przywieźć do Warszawy prawdziwy obraz sytuacji na Ukrainie[47].

Na oskarżenia książę odpowiedział w typowy dla niego sposób:

„Nie dostawało jeszcze (…) krzywdzących mnie podejrzeń i ostrej krytyki względem sposobu mego postępowania, aby mi dać uczuć całą gorycz i okrucieństwo stanu mojego. Tak jest, Miłościwy Panie, rozpacz zajęła duszę moją (…) O Boże! możnaż po ludzku oprzeć się obrotom nieprzyjaciela tak znacznie przewyższającej siły? (…) Niech ci waleczni i odważni ichmościowie przyjdą tu sami komenderować; będę z chęcią służył pod nimi za prostego żołnierza, a wtedy sami uznają, czy bojaźń mną rządzi, czy zaś roztropność miarkuje kroki moje (…) Jeśli źle jestem radzony, trzeba mi odebrać komendę, bo sam sobie radzę. Jeśli niesprawiedliwie moją w kim pokładam ufność, nie wiem, co już mam czynić, bo się i ta nie rozciąga daleko: Bóg jest spraw moich świadkiem, a sumienie sędzią”[48].

Tymczasem armia koronna cofnęła się do linii Bugu i tego odcinka książę Józef postanowił bronić. 14 lipca donosił królowi:

„Mam mocne postanowienie zostać tu i czekać Rosyan w tej pozycyi. Na każdy krok w tył serce mi pęka, a Bóg wie, że to nie przywidzenie moje”[49].

Natomiast dwa dni później dodawał:

„Uważam Bug jak granicę naszą, którą z trudnością wielką przychodzi bronić, ale którą koniecznie bronić potrzeba”[50].

Z korespondencji ze Stanisławem Augustem z tamtych dni wynika, że jeszcze wtedy obaj zgadzali się w kwestii podejścia do konfederacji, uważali przystąpienie do niej za upokorzenie narodu. Choć może ze strony władcy były to już tylko pozory.

Mimo rzekomo wspólnego języka, książę Józef miał żal do króla i w końcu 14 lipca wypowiedział go głośno:

„Gdybyś WKM na początku tej kampanii, ponieważ ona nie była przewidziana wojskowo, był poruszył cały kraj siadając na koń ze szlachtą, uzbrajając miasta i dając wolność chłopom, albo byśmy zginęli z honorem, albo Polska byłaby się utrzymała mocarstwem. Teraz nie wiem, co nastąpi, ale wszystko co przewiduję, jest złowrogie”[51].

Słowa o treści wypowiedzianej chyba za wcześnie nie przyniosły efektu. Nawet w tak postępowej ustawie, jaką była Konstytucja 3 Maja nie mówiono jeszcze o uwłaszczeniu chłopów. Książę Józef przebywając nie tylko na dworach, ale również wśród prostych żołnierzy, prędzej zrozumiał potrzebę, która powoli zaczynała się rodzić. Widział w chłopach siłę, ale siła ta musiała mieć odpowiedni napęd.

Tymczasem pozory, jakie Stanisław August być może chciał zachować przed bratankiem, rozmyły się zupełnie.

 

Bibliografia:

 

Źródła archiwalne:

  1. Spis Kawalerów Orderu Virtuti Militari z 1792 roku, Archiwum Królestwa Polskiego, AGAD, sygn. 178.

 

Źródła drukowane:

  1. Bańkowski Piotr, Dwie relacje Tadeusza Kościuszki o kampanii polsko-rosyjskiej 1792 roku, [w:] „Teki Archiwalne” t. 9, Warszawa 1963.
  2.  „Gazeta narodowa i obca”, nr 33, nr 46, Warszawa 1792.
  3. Kitowicz Jędrzej, Pamiętniki, Czyli Historia polska, oprac. P. Matuszewska, Warszawa 2005.

4.      Kraszewski Józef Ignacy, Pamiętniki Jana Duklana Ochockiego, t. 1-2, Warszawa 1882.

5.      Stanisław August i książę Józef Poniatowski w świetle własnej korespondencji, wyd. B. Dembiński, Lwów 1904.

 

Opracowania:

  1. Askenazy Szymon, Książę Józef Poniatowski 1763-1813. Wstęp A. Zahorskiego, posłowie S. Herbsta, Warszawa 1978.
  2. Herbst Stanisław, Wódz, [w:] S. Askenazy, Książę Józef Poniatowski 1763-1813, Warszawa 1978.
  3. Skałkowski Adam Mieczysław, Książę Józef, Bytom 1913.
  4. Skowronek Jerzy, Książę Józef Poniatowski, Warszawa 1986.
  5. Smoleński Władysław, Konfederacja targowicka, Kraków 1903, reprint Poznań 2006.
  6. Walter-Janke, Zygmunt, Artyleria koronna w obronie niepodległości Polski 1792-1794, Lublin 1999.
  7. Wolański Adam, Wojna polsko-rosyjska 1792 roku, Warszawa 1996.

 


[1] A. M. Skałkowski, Książę Józef, Bytom 1913, s. 39. Skałkowski napisał, że zachowany w rękopisie projekt, nie był opatrzony datą, ale historyk założył, powołując się na wspomnienia samego księcia i jego korespondencję z Tadeuszem Kościuszką, że powstać musiał w drugiej połowie stycznia 1792 roku.

[2] Tamże, s. 39-42.

[3] Tamże, s. 42.

[4] S. Herbst, Wódz, [w:] S. Askenazy, Książę Józef Poniatowski 1763-1813, Warszawa 1978, s. 344.

[5] J. Skowronek, Józef Poniatowski, Warszawa 1986, s. 67. W przekładzie polskim tytuł ten miał brzmieć: Wspomnienia o wojnie w roku 1792 przeciwko Rosyanom (A. M. Skałkowski, dz. cyt., s. 46 – wg S. K. Bogusławskiego). Natomiast w 1871 roku w Dreźnie, Józef Ignacy Kraszewski wydał po polsku pamiętnik księcia Józefa pod tytułem Moje wspomnienia z kampanii 1792 roku.

[6] Cytat za: A. M. Skałkowski, dz. cyt., s. 46.

[7] Tamże, s. 47.

[8] J. I. Kraszewski, Pamiętniki Jana Duklana Ochockiego, t. 2, Warszawa 1882, s. 119.

[9] A. M. Skałkowski, dz. cyt., s. 53.

[10] J. Skowronek, dz. cyt., s. 53.

[11] A. M. Skałkowski, dz. cyt., s. 54.

[12] Uniwersał hetmana Rzewuskiego w całości przytoczył Jędrzej Kitowicz w swoich wspomnieniach (J. Kitowicz, Pamiętniki, Czyli Historia polska, oprac. P. Matuszewska, Warszawa 2005, s. 502-503).

[13] J. Skowronek, dz. cyt., s. 53.

[14] A. M. Skałkowski, dz. cyt., s. 61, odpowiedź księcia również w całości przytoczył J. Kitowicz, dz. cyt., s. 504; „Gazeta narodowa i obca”, nr 46, Warszawa 1792, s. 271-272.

[15] J. Kitowicz, dz. cyt., s. 504, S. Askenazy, dz. cyt., s. 265. Askenazy przytoczył słowa księcia Józefa dotyczące reakcji podkomendnych na odpowiedź daną Rzewuskiemu: „którą przeczytawszy ichmość generałom i sztabsoficerom przy parolu, taki zapał i entuzjazm w ich duszy odezwał się, iż wszyscy nie proszeni ani przymuszani dopraszali się, aby ją własnymi rękami podpisali; tej ich gorliwości nie chcąc utłumić, dozwoliłem podpisów nie tylko oficerom, lecz i prostym żołnierzom, którzy się o to meldowali”. P. Bańkowski, Dwie relacje Tadeusza Kościuszki o kampanii polsko-rosyjskiej 1792 roku, [w:] „Teki Archiwalne” t. 9, Warszawa 1963, s. 61. Kościuszko relacjonował 4 czerwca: „w Nocy z drugiego na 3go odebrał Xiąże Uniwersał czli Ordynans ex Hetmana Rzewuskiego Nro I w ktorym mu przykazuie stawić się pod Bracław. – Xiąże dziś odpisał mu List No II na ktorym wszyscy Sztabs Officyerowie i wielu officyerów unteroff: i Gemeynow podpisało się”.

[16] A. M. Skałkowski, dz. cyt., s. 64.

[17] A. Wolański, Wojna polsko-rosyjska 1792 roku, Warszawa 1996, s. 142.

[18] A. M. Skałkowski, dz. cyt., s. 66.

[19] J. I. Kraszewski, dz. cyt., s. 119.

[20] J. Skowronek, dz. cyt., s. 55.

[21] A. M. Skałkowski, dz. cyt., s. 66.

[22] Tamże, s. 81.

[23] A. Wolański, dz. cyt., s. 191, Stanisław August i książę Józef Poniatowski w świetle własnej korespondencji, wyd. B. Dembiński, Lwów 1904, s. 6.

[24] S. Askenazy, dz. cyt., s. 74, 266.

[25] A. Wolański, dz. cyt., s. 193.

[26] Tamże, s. 193.

[27] Tamże, s. 193.

[28] Tamże, s. 193.

[29] S. Askenazy, dz. cyt., s. 75.

[30] A. M. Skałkowski, dz. cyt., s. 86.

[31] S. Askenazy, dz. cyt., s. 75.

[32] Cytat za: J. Skowronek, dz. cyt., s. 57.

[33] W. Smoleński, Konfederacja targowicka, Kraków 1903, reprint Poznań 2006, s. 140. Smoleński przytoczył fragment listu Stanisława Augusta do księcia Józefa: „Najprzód cię tysiącami ściskam, (…) od czasów Jana III oto jest pierwsza wstępna bitwa, którą wygrali Polacy bez niczyjej pomocy. Składam za nią Bogu dzięki i jeszcze cię raz ściskam. Toż czynią za mną twoi stryjowie, twoje ciotki, krewne i wszyscy twoi przyjaciele. Te zacne dwie siostry: wojewodzina rawska i kasztelanowa połaniecka, które to zowią paniami z Bielina, modlą się za ciebie, i nasza księżna kanclerzyna Czartoryska. Wysłałem już sztafetę do twojej siostry do Brukseli i do twojej matki z oznajmieniem o tej pomyślnej nowinie”.

[34] Z. Walter-Janke, Artyleria koronna w obronie niepodległości Polski 1792-1794, Lublin 1999, s. 141-144, S. Askenazy, dz. cyt., s.267, P. Bańkowski, dz. cyt., s. 71.

[35] Stanisław August i książę Józef…, s. 80.

[36] S. Askenazy, dz. cyt., s. 76, A. Wolański, dz. cyt., s. 177.

[37] Spis Kawalerów Orderu Virtuti Militari z 1792 roku, AGAD,Archiwum Królestwa Polskiego, sygn. 178, s. 133-134.

[38] A. M. Skałkowski, dz. cyt., s. 84.

[39] Tamże, s. 85-86.

[40] Tamże, s. 88.

[41] Tamże, s. 91-92.

[42] A. Wolański, dz. cyt., s. 191.

[43] „Teraz mi przychodzi upraszać WKMości, abyś dla lepszego może dobra wojska oddał komendę Xciu Michałowi Lubomirskiemu, gdy bowiem znoszenie się w militarności jest raczej nieszczęściem, jak pomocą i że chcąc tą machiną władać doskonale i użytecznie, musi być jedno czucie, jedno pragnienie i jedna wola” (tamże, s. 215).

[44] Tamże, s. 215.

[45] W. Smoleński, dz. cyt., s. 168-170.

[46] S. Askenazy, dz. cyt., s. 77.

[47] A. M. Skałkowski, dz. cyt., s. 93.

[48] S. Askenazy, dz. cyt., s. 77-78.

[49] A. M. Skałkowski, dz. cyt., s. 98-99.

[50] Tamże, s. 99.

[51] J. Skowronek, dz. cyt., s. 59.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *