Waterloo 2009

Waterloo 2009

Koroniarz Batalie i pokazy Leave a Comment

Waterloo 2009

Szarża Scots Greys pod Waterloo

Pod Waterloo w ryku armatnich salw odeszła do historii epoka napoleońska. Wraz ze Starą Gwardią umierał rewolucyjny ład w Europie, konały marzenia o wolności, równości i braterstwie. Na trony Europy powracali zdemoralizowani i nieudolni Burbonowie. W dźwiękach muzyki przygrywającej niezliczonym balom Kongresu Wiedeńskiego dawało się słyszeć echa kolejnej wojny o kształt świata – tym razem wojny  łonie koalicji. 100 dni Napoleona pogodziło zwycięskie państwa, które zapomniały o swoich przerośniętych ambicjach. W znękanej wojną Europie, po pokonaniu Napoleona miał zapanować długo wyczekiwany spokój.

Content not available.
Please allow cookies by clicking Accept on the banner

W 194 rocznicę ostatniej bitwy Cesarza Francuzów pola Plancenoit ponownie zasnuły dymy wystrzałów. Traktami przeciągały oddziały piechoty i kawalerii. Z całej Europy zjechali się rekonstruktorzy, by uczcić pamięć Boga Wojny i bohaterów tamtych dni.

Dwie bitwy pod Placenoit i Hougoumont manewry kawalerii i musztra piechoty zapełniły zajęciami pełne trzy dni. 1200 rekonstruktorów biwakowało i walczyło w miejscach przesiąkniętych historią. Wśród morza mundurów nie mogło zabraknąć Polaków. I Régiment de cheveau-légers (Polonais) de la Garde Impériale – Pułk Lekkokonnych Gwardii Cesarskiej wystawił na Waterloo znaczący oddział kawalerii. Pomimo niewielkiej liczby byliśmy rozpoznawani przez publiczność i rekonstruktorów- zwłaszcza naszych szanownych przeciwników. Jak widać lekcja jaką polskie lance udzieliły brytyjskiej armii nie została zapomniana po dziś dzień.  Zupełnie jak przed niemal 200 laty nieliczny szwadron Szwoleżerów, zdawał się być obecny we wszystkich istotnych punktach bitwy. Ma to piękne odbicie  w wielu filmach i zdjęciach z tej rekonstrukcji, bo ciężko znaleźć taki film, na którym gdzieś nie przemykałby polski kawalerzysta.

Content not available.
Please allow cookies by clicking Accept on the banner

Waterloo 2009 było jednak dla Szwoleżerów trudną i frustrującą rekonstrukcją. Generalnie kłopoty dotyczyły koni. Sama atmosfera przy rozdzielaniu koni była trudna; materiał koński był zdecydowanie źle przygotowany. Szczególnym rozczarowanie były dwa piękne fryzy, które zupełnie odmówiły współpracy nawet na manewrach. Jak sytuację określił jeden z najlepszych jeźdźców w pułku „piękny koń, rusza się bardzo żwawo, szkoda, że tylko w pionie.” Negocjacje z osobami odpowiedzialnymi za konie były długie i przewlekłe. Sytuację komplikował bałagan i wzajemne podkradanie sobie koni. Po 2 godzinnych manewrach razem z Szaserami Gwardii i zjeżdżenie się z końmi nastąpiła – nowa roszada wierzchowców.

Pomimo trudności z końmi, dzięki zaangażowaniu i poświęceniu oficerów, samą batalię należy zaliczyć do bardzo udanych. Pierwszego dnia pole bitwy pod Plancenoit, duże jak na polskie warunki, było maksymalnie nasycone wojskiem. 1200 żołnierzy sprawiało wrażenie tłoku, a kawaleria z trudem szukała sobie przestrzeni do szarży. Stłoczone na niewielkiej przestrzeni setki piechurów salwa za salwą ginęły w coraz głębszych kłębach dymu. Widoczność spadała czasem do kilkunastu metrów. Zza dymnej zasłony w każdej chwili mógł wypaść atak piechoty na bagnety, bądź szarża kawalerii. Wysokie nasycenie wojskiem pola bitwy, zmienna i często bardzo zła widoczność połączone z nadciągającym zmierzchem dawało wrażenie epickiego rozmachu i niebywałej dynamiki. Przejmujące wrażenie dawał marszałek Ney, prowadzący w dym szarżę za szarżą, jadąc na czele dragonów i kirasjerów.

Batalia wymagała od kawalerzystów największej uwagi. W każdej chwili przed końskimi kopytami mógł pojawić się najeżony bagnetami czworobok, czarna armatnia paszcza, bądź leżący na ziemi poległy piechur. Sytuacja zmieniała się bardzo dynamicznie. Tam gdzie chwilę temu było puste pole, po rozwianiu się dymu mogły objawić się setki piechurów. A czasem atak wyprowadzony na uszykowaną piechotę, bądź kawalerię trafiał w próżnię, bo przeciwnik pod osłoną dymu mógł wycofać się, bądź zmienić pozycję.

Content not available.
Please allow cookies by clicking Accept on the banner

Druga bitwa, pod Hougoumont była zdecydowanym kontrastem w stosunku do pierwszej. Wydzielona pod batalię przestrzeń, pokryta wyrosłym zbożem, porażała ogromem i pustką.

1200 rekonstruktorów z trudem utrzymywało front, a kawaleria miała pełne pole do popisu, tratując hektary pszenicy. Na polu bitwy ponownie wskrzeszał swoją chwałę marszałek Ney, szalejąc na czele kawalerii, rozpoznawalny po odsłoniętej głowie i pełnym przepychu mundurze.

Pełne rozmachu szarże na kilkadziesiąt koni, z pewnością długo pozostaną w pamięci rekonstruktorów i widzów.

Wyjątkowego uroku nabierały tyraliery brytyjskiej lekkiej piechoty kryjące się w zbożu sięgającym im pasa i wyżej.

Pięknie stawała w boju niezłomna szkocka piechota, której czerwone czworoboki grzmiały muzyką dud i piszczałek.

Szczególnie miły akcent wydarzył się już po bitwie. Rozciągnięta na setki metrów kolumna wojska mijała publiczność. Kiedy defilowali Szwoleżerowie przez tłum przeszedł szmer „Lanciers polonais”. Najwyraźniej publiczność, zwyczajni cywile poznali polskie mundury, i było to dla nich coś szczególnego. Tak więc wyjazdy zagraniczne są nie tylko wielką przygodą z historią. Mogą być również manifestacją polskości i zaznaczeniem naszej obecności w historii Europy. Tu trzeba byłoby się zwrócić do potencjalnych sponsorów słowami samego Cesarza „Do prowadzenia wojny potrzebuję trzech rzeczy. Pieniędzy, pieniędzy i jeszcze raz pieniędzy.”

Dwie bitwy pod Placenoit i Hougoumont manewry kawalerii i musztra piechoty zapełniły zajęciami pełne trzy dni. 1200 rekonstruktorów biwakowało i walczyło w miejscach przesiąkniętych historią. Wśród morza mundurów nie mogło zabraknąć Polaków. I Régiment de cheveau-légers (Polonais) de la Garde Impériale – Pułk Lekkokonnych Gwardii Cesarskiej wystawił na Waterloo znaczący oddział kawalerii. Pomimo niewielkiej liczby byliśmy rozpoznawani przez publiczność i rekonstruktorów- zwłaszcza naszych szanownych przeciwników. Jak widać lekcja jaką polskie lance udzieliły brytyjskiej armii nie została zapomniana po dziś dzień.  Zupełnie jak przed niemal 200 laty nieliczny szwadron Szwoleżerów, zdawał się być obecny we wszystkich istotnych punktach bitwy. Ma to piękne odbicie  w wielu filmach i zdjęciach z tej rekonstrukcji, bo ciężko znaleźć taki film, na którym gdzieś nie przemykałby polski kawalerzysta.

Content not available.
Please allow cookies by clicking Accept on the banner