Ksiaze jozef mal j grassi szymon askenazy ksiaze jozef poniatowski pierwsze lata mlodziencze 1763 1789

Szymon Askenazy: „Książe Józef Poniatowski – pierwsze lata młodzieńcze 1763—1789”

Arsenał 1717-1794 Skomentuj

Książe Józef mal.J.GrassiROZDZIAŁ I. URODZENIE — STOSUNKI RODZINNE

Józef Poniatowski urodził się d. 7 maja 1763 r., o godzinie trzeciej z rana, w Wiedniu, w pałacu Kinskych przy Herrengasse. Rodził się z 29-letniego ojca Andrzeja, starosty ryckiego, generała, potem feldcechmistrza wojsk austrjackich, młodszego brata stolnika litewskiego, późniejszego króla Stanisława-Augusta, i z 23-letniej Teresy z Kinskych. Ochrzczony tegoż dnia tamże w sąsiedniej Schottenkirche, otrzymał imiona Josephus-Antonius; chrzcił go ksiądz Lambert Gsponn, do chrztu trzymał wuj, pułkownik Józef Kinsky. Szczegół to mało znany: książę Józef Wiedeńczykiem, choć dotychczas we wszystkich biografjach podawano mylnie jako miejsce jego urodzenia Warszawę. Ale bo też w rzeczy samej, ten nasz książę Józef, choć po raz pierwszy otworzył oczy w Wiedniu jako generałowicz austrjacki, a po raz ostatni zamknie je pod Lipskiem jako marszałek francuski, choć było mu przeznaczonem pierwsze i ostatnie tchnienie wydać na obczyźnie, jednak naprawdę sam się uczynił rodowitem, ukochanem dzieckiem tej naszej Warszawy. Uczynił się, co więcej, wcieleniem pewnych najrdzenniejszych, nieśmiertelnych czynników swojej narodowości i został nietylko jednym z najświetniejszych, lecz z najbardziej swojskich, najbardziej polskich, jej przedstawicieli.

Przez ojca miał szlachetną krew litewską po babce Konstancji z książąt Czartoryskich Poniatowskiej; przez matkę starą krew czeską, z domieszką włoskiej, po babce Marji z markizów Rofranco Kinskiej. Sam wkrótce zyskał podwójnie godność książęcą, gdy skutkiem niedawnej, w rok po jego urodzeniu, elekcji stryja na króla polskiego całą rodzinę Poniatowskich, na sejmie koronacyjnym warszawskim obdarzono tytułem dziedzicznym książąt polskich, gdy nadto jego ojcu nadała cesarzowa Marja-Teresa dyplom książęcy czeski z prawem pierworodztwa.  Ale nie z tych świeżych, przygodnych tytułów będzie on czerpał istotne swoje dostojeństwo: własnem uczuciem i czynem on się uksiążęci w opinji swego narodu i świata.

Szczęśliwym jakimś przyrodzonym doborem, z dziedzictwa krwi wziął po swoich prawie wszystko, co lepsze; wszystko, co najpośledniejsze, odrzucił. Po ojcu, Austrjaku raczej niż Polaku, który ostatnią kampanję odbył w ostatniem polskiem bezkrólewiu przeciw własnym rodakom, prócz osobistej odwagi nie wziął nic albo nic celnego. Po dziadzie, towarzyszu broni Karola Szwedzkiego, wziął wspaniałą postawę, animusz rycerski ; ale jakże daleko od awanturniczego kasztelana krakowskiego, który naprzemiany kondotjerem sługiwał Karolowi, Leszczyńskiemu i Sasom, odbiegł wnuk, sługa jednej sprawy. Przejął się poczuciem pańskiej godności i obowiązków obywatelskich Familji; ale jakże obcym pozostał jej popędom zaciętości stronniczej i ambicji rodowej.

A jeśli przejął dosyć, zadużo, z płochości życiowej stryja-króla, jakże przecie nieskończenie różnym, nawet w wybrykach burzliwego temperamentu, pozostał od rozkładowego sybarytyzmu Stanisława-Augusta. Doprawdy, skoro z pominięciem drugorzędnych rysów prywatnych rozpatrywać się w dominujących linjach tej szlachetnej postaci, rozważanej jako zjawisko dziejowe, a odbijającej tak silnie od najbliższego rodzinnego swego środowiska, — chciałoby się rzec o niej z Tacytem: Curlius Rufus videtur mihi ex se natus. Ale to byłoby mylne. Zapewne, był on istotnie więcej „z siebie zrodzony”, aniżeli ze starszej generacji krewniackiej. Lecz przedewszystkiem był już z tej młodszej generacji narodowej, jaką z łona swego wydało społeczeństwo. Był przedewszystkiem nieodrodnym tworem tego swego własnego społeczeństwa rodzimego, a tem samem był jednem z wielkich, żywych świadectw dokonywanej w niem naprawy i odnowy wewnętrznej, wiodącej je od zmierzchów XVIII do świtań XIX stulecia.

Ojciec ks. Józefa, Andrzej, siódme dziecko kasztelana Stanisława i Czartoryskiej, przyszedł na świat śród okoliczności niezwykłych, w niewoli, po ucieczce Leszczyńskiego, w Gdańsku, wziętym przez wojska rosyjskie Munnicha. Z rodziny, jak na pańską, niebogatej, dorabiającej się dopiero magnactwa, a zbyt licznem obarczonej potomstwem, wyprawiony dla karjery zagranicę, oddany za młodu do armji austrjackiej, uczestniczył w wojnie siedmioletniej. Lecz zaraz w pierwszem spotkaniu z Fryderykiem Wielkim pod Pragą ranny dość ciężko, ledwo uszedł niewoli; awansował odtąd szybko, dosłużył się pułkownikostwa i orderu Marji-Teresy. Poślubił Herulę-Teresę, córkę Leopolda Kinskiego, ze starszej hrabiowskiej, chlumeckiej, linji tego możnego domu, dobrze widzianego na dworze habsburskim. Z tego małżeństwa nasamprzód w pierwszym roku urodziła się w Wiedniu córka, trzymana do chrztu osobiście przez cesarzową Marję-Teresę, późniejsza pani Tyszkiewieczowa; w trzecim roku — syn, ks. Józef.

W walce elekcyjnej po zgonie Augusta III Andrzej Poniatowski nader był czynnym koło wyniesienia starszego brata na tron polski. Popierał jego kandydaturę swemi wpływami w Wiedniu, a w kraju uczestniczył w egzekucji wojskowej, dopełnionej przez posiłkowe wojska rosyjskie na rzecz Familji przeciw opozycji hetmańskiej i republikańskiej. Jednak sam, już po obiorze Stanisława-Augusta, dalszą karjerę po dawnemu w Austrji na służbie cesarskiej z powodzeniem oparł. Dworską protekcją dorabiał się tutaj nietyle fortuny, ile wysokich zaszczytów i urzędów, mitry książęcej, inspektorstwa piechoty, feldcechmistrzostwa austrjackiego. Słabowitego zawsze zdrowia, nękany ciężką chorobą piersiową, zmarł w sile jeszcze wieku na zapalenie płuc, pochowany w katedrze św. Szczepana w Wiedniu.