Spiewy historyczne

Śpiewy historyczne

Arsenał Varia Skomentuj

Śpiewy historyczne

Odniesienia do malarstwa i literatury przemawiają chyba do większości z nas. I to dzięki nim niejedna osoba trafiła do ruchu rekonstrukcyjnego. Stanowią też ważny krok w całej naszej podróży w czasie, gdyż ta przecież do czytania regulaminów ograniczać się nie może. Niestety, pieśni i muzyki z tamtego okresu w powszechnej pamięci zachowało się niewiele. Przeglądając różne śpiewniki znajduje się głównie utwory polskie wcześniejsze, lub późniejsze. Szkoda, bo Mazurek Dąbrowskiego nie był jedyny, a do lektury sprzydałoby się czegoś posłuchać (zwłaszcza, że sam conradowski medyk ładnie miał przygrywać). By ten brak pomniejszyćprzypominamy wybrane teksty, które zamieszczam korzystając z wkładu uczestników dyskusji Z pieśnią na ustach, prowadzonej na naszym forum:

 

„Polne kwiaty”

1. Wezmę ja kontusz — wezmę ja żupan,
Szablę przypaszę
Pójdę do dziewczyny — pójdę do jedynej,
tam się ucieszę.

2. Wyszła dziewczyna — wyszła jedyna
jak różowy kwiat,
Oj stała stała — oczki zapłakała,
zmienił jej się świat.

3. Czcgóż ty płaczesz — czego żałujesz
dziewczyno moja?
Jak nie mam płakać — niemam żałować
nie będę twoja.

4. Będziesz dziewczyno — będziesz jedyna
będziesz dalibóg.
Ludzie mi ci rają — i rodzice dają i sam sędzia Bóg.

5. W niedzielę rano — w niedzielę ranco
wianek uwito,
Bodaj cię hultaju — bodaj cię niecnoto
na pal przybito.

6. Jak umie zabiją — jak mnie zabiją,
któż mnie pochowa?
Ja cię pochowam — ja cię pochowam
jak będę twoja.

7. Płacze dziewczyna — płacze jedyna
stojąc na ganku
Na coś mniu zdradził — na coś mnie zdradził
Jasiu kochanku.

8. Ty pójdziesz górą — ty pójdziesz górą
a ja doliną.
Ty zakwitniesz różą — ty zakwitniesz różą
a ja kaliną.

9. Ty pójdziesz góra — ty pójdziesz górą
a ja lasami
Ty się zmyjesz wodą — ty się zmyjesz wodą
a ja ślozami (łzami).

11. Ty będziesz panną — ty będziesz panną
przy wielkim dworze,
A ja będę księdzem — a ja będę księdzem
w wielkim klasztorze.

12. Ty pójdziesz drogą — ty pójdziesz drogą
ja pójdę ścieszką Ty zostaniesz księdzem — ty zostaniesz księdzem
ja zostanę mniszką. ,

13. A jak pomrzemy — a jak pomrzemy
każemy sobie
Złote litery — złote litery
wybić na grobie.

14. A kto tam przejdzie — albo przejedzie
przeczyta sobie:
Złączona miłość — złączona miłość
Jeży w tym grobie.

 


 

Pożegnanie z kochanką

Czyli! ojczyzny niekochasz o luba,
ze mi iść bronisz pierś nadstawić za nią ?
czyliże nie wiesz, jak wielka ztad chluba,
i jak jest słodkie na placu skonanie ?

Alboż tak ufasz męstwu memu mało.
że się pociskom nie zdołam odwinąć,
że bić nie zdołam nieprzyjaciół siniało,
lub ich zwyciężyć, lub z honorem zginąć?

Wrócęli, wrócę z zwycięstwem, a tobie
nie miłoż będzie mię oglądać w chwale ?
lub gdy nie wrócę, wiedz żem poległ w grobie ,
lecz pomnij na to, żem poległ wspaniale.

Żalze ci będzie, żeś ma luba była,
gdyć rzekną: poległ dla ojczyzny sławy!
lub czyi się ze mnie niebędziesz pyszniła
na głos: twój luby był wojownik żwawy.

Jeszczem na względy nie zasłużył twoje,
czegoż kosztowne twe niewarte wdzięki ?
pójdę na wojnę, ty mi przywdziej zbroje,
a wnet pokażę, żem twojej wart ręki.

Bądź zdrowa luba! daj mi chustkę twoją,
nią otrę czoło z wojennego potu;
pod nia się prędko rany moje zgoją…. ,
będę do ciebie pisywał z namiotu.

 


 

 

Śród drogi.

Mężnie mówiłem a łza mi z ócz ciekła,
nigdy z pamięci mojej nie zaginie,
jako mi rzewnie rozpłakana rzekła,
płakać mi niedasz… a łza ci z ócz płynie.

Stój koniu! wzniosę w niebo me ręce ;
słuchaj mię Boże! czynię ci śluby,
ze za ojczyznę siły me święcę ,
jednak cię błagam, chowaj od zguby.

Niech dla mej lubej życie zostawię,
niech szczęsnym kula minie mię losem!
jam gotów poledz w tak świętej sprawie,
lecz jej to zgubnym byłoby ciosem.


 

 

Pisze z obozu do kochanki.

„Wśród smutnej chwili gdym łzami hojnemi,
memi i twemi – odjeżdżał skropiony,
mój kary ledwie dotykał się ziemi,
w krotce dalekie obiegliśmy strony.

Niósł mię wesoły jako lekkie pierze;
żadne przeczucie, żadna dzdza niemiła ,
żadna przygoda, jak ci.; kocham szczerze,
w całej podróży mię nie zastąpiła.

Noc mojej skorej nie wstrzymała jazdy,
obłoki spiesznym mym krokom sprzyjały,
miesiąc wraz znojnie rozsutemi gwiazdy
usuwał ciemność świetlne mrok wspaniały .

Wiec się nie frasuj, do nadziei śpiewaj ,
bo ta jest godłem powrócenia mego;
zwycięzcę pewnie ujrzeć się spodziewaj ,
zostań spokojna, niebój się niczego.

Nikt na mnie łzami powieki nie zrosi,
nikt na dni moje łajać nie wyrzeka:
może te kule które los roznosi,
Boska odemnie odwróci opieka.


 

 

Bębnią do boju

Lecz cóż to! bębnią I dalej do broni!
komuż list oddam w tak ciężkiej wrzawie?
kto mi go teraz zaniesie do niej ?
juz jej się widzę w słowie nie stawię.

Sprzeczności sroga! toż dla niej w pole,
nie pójdę! nieba cóż mam obierać ?
leć ze mną kary! bojować wolę,
pójdę zwyciężać albo umierać.

Daruj mi, daruj kochanko miła,
okażmy miłość ojczyźnie w przody ,
bo jużby nasza święte niebyła ,
gdyby czyniła tamtej przeszkody.

Oto ptak leci w te stronę widzę;
czemuż nie czekasz obym cię użył?
Czem’ ptaku z ludźmi nie jesteś w lidze,
byś za posłańca kochankom służył.


 

 

Ranny powraca zwycięzca.

Szlachetne blizny, wyście dla mnie chwałą!
z ,wami się chlubnie pokazują wszędy;
wy cechą męstwa jesteście wspaniałą,
wy u monarchów czynicie nam względy.

Lecz Jakże pójdę do kochanki z wami?
jakże jej chustkę zbroczoną pokażę,
co ją hojnemi oblewała łzami ,
gdy mi ją niesła śród rozstania w darze.

Ach obwijajcie, gójcie rany moje ,
zmyjcie krew z chustki, a zmyjcie bez zwłoki,
inaczej płakać będziemy oboje,
łzy płynąć będą hojne mi potoki.

Ona zna dobrze, co jest honor święty,
lecz razem tkliwa, będzie łkać zapewne;
jam’ wojak mężny, lecz jej łzami tknięty,
będę się wstydził, że mam serce rzewne.

Ale cóż czynić, tak długo mię czeka,
tak długo tęskni bezemnie, już może
zwątpiła o mnie i na mnie narzeka,
i ja się bawię, daj mi skrzydeł Boże.


 

 

Smutne wspomnienie.

Lecz gdzież mię wiedziesz o myśli płocha!
jak że niię zwodzisz o losie srogi!
jak len utracą pamięć j, co kocha,
ja zapomniałem, żem jest ubogi.

Wspominam sobie kochanki słowa,
jak mi raz smutnie rzekła: o nieba,
jakaż te prawa zmyśliła głowa,
że do Kochania złota potrzeba.

Toż biedni, biedni wszyscy co tkliwi!
za cóż za tkliwość ponoszą kary?
ach, wszystkich ludzi opatrzność żywi…
bezbożni temu nie chcą dać wiary.

Pocóż więc pójdę ? rozdrażnię oko
zachwycaj acem lubej obliczem,
a nędzne serce zranię głęboko,
i żem nie bogacz odejdę z niczem.

O nie! wy którzy światem władacie,
wy co me piersi was zastawiały,
wy dziś mi wasze porękę dacie:
pójdę do króla, pójdę doń śmiały.


 

 

Mowa do króla.

O ty co wziąłeś gmach na twoje ramie,
gmach tej, której i ja broniłem ojczyzny!
patrz, oto ku niej miłości mej znamię,
patrz oto świetne za jej dobro blizny.

Ona złożyła skarby w ręce twoje,
byś je tym dawał, którzy ją kochają:
nie nadaremnie stawałem na boje ;
pytaj się wrogów, czyli mnie nie znają.

Śmiem wiec, bym ciebie o nagrodę prosił;
prawda ze dość mam w tych bliznach nagrody:
lecz ja com hardym wolności poznosił,
sam jestem jeńcem, sam nieznam swobody.

Ojczyzna moja, twe świetne królestwo,
wydała przedmiot sercu memu drogi,
dla mnie stworzone hoduje jestestwo…
dać mi go niechcą, temu żem ubogi.

Znieś niecne prawa, o potężny panie!
by do miłości złota nie żądano;
lub mi go udziel, niech moje kochanie,
bogate swoje z mem połączy wiano.


 

 

Wracając od króla.

Niechaj sie serca nie frasują wasze,
niech luba twoja w me przyjdzie podwoje,
niech dc w mych oczach wawrzynem opasze;
ja was przed ołtarz powiodę oboje
ucztę weselną w mym domu wam sprawię
i obok tronu mojego postawię;

Tak rzekł mój ojciec, mój monarcha drogi,
łaskawem karmiąc me oko obliczem;
juz wiec powracam w kochanki mej progi,
i już me serce nie stracha się niczem:
niech ma nagrodę na ziemi i niebie,
on mię szczęśliwszym uczynił od siebie.

 


 

 

Niedaleko domu kochanki.

Już, o nadziejo! niezwodzisz mię teraz,
już mi niemylne zwiastujesz wesele;
oto ten gaik, gdziem znię śpiewał nieraz,
oto już kroków do lubej nie wiele.

Nie ma jej w oknie, mnie się nie spodziewa,
lub tęskna może czuła trapi duszę;
może gdzie w koncie hojnie łzy wylewa;
juz mię wnet ujrzy, lecz wstrzymać się muszę.

Jeszcze pod drzewem usiędę na chwilę,
wprzód się nauczę piosnki składać tkliwej
abym z nia niemi przewitał się mile
i jej za chwile nagrodził tęskliwe.

Ale, o drodzy towarzysze moi!
cóż ja niestety! co sobie wspomniałem ?
biedne się czegoś moje serce boi,
jużci znów smutek moim jest udziałem.

Niedotrzymałem mojej lubej słowa,
żadnej odemnie odezwy ple miała;
gdym ja napisał, gdy była gotowa,
w tern trąba głośna znak do broni dała.

 

 


 

 

O gdybyś wiedziała pani

O gdybyś wiedziała pani,
co się teraz stało z nami:
już ordynans Biernackiego
rusza chłopców z kraju tego.

Nic mi nie żal, nic nie szkoda
jak dziewczyno twa uroda,
twoja grzeczność , układ miły,
odbiera w mem sercu siły.

O dziewczyno podaj rękę,
ulżyj sercu memu mękę,
czas się zbliża,
marsz zagrają,
chłopcy na konie wsiadają.

Oj Prusaku, czy Moskalu
jakiegoś nam dodał żalu;
nie dla strachu, ni bojaźni
tylko dla dziewcząt przyjaźni.

Bo w Polaka jedna cnota,
że do boju jest ochota;
nie unika Polak wojny,
i na placu stanie zbrojny.

Już ta podróż nas nie minie,
niech twa cnota dziewcze słynie:
bywaj zdrowa, miej dostatki,
przyjmij serc naszych ostatki.

Już na koniu, bądź mi zdrowa,
żegnam cię, moja królowa,
żegnam cię w takim sposobie
jakbyś mię już miała w grobie.

Bo czy ja będę szczęśliwy,
czy powrócę w ten kraj żywy,
dzisiaj nóżki twe całuje,
dziś rozstaniem życie truję.

 

 


 

 

Idzie żołnierz górą, lasem

Idzie żołnierz górą, lasem,
przymierając głodu czasem,
suknia na nim oblatuje,
wiatr dziurami wylatuje.
Chociaż żołnierz obszarpany,
przecież idzie między pany :
trzebaby go pożałować,
chleba, soli nie żałować.
W bębny, kotły zabębnili,
na wojenkę zatrąbili:
starsza siostra brata miała,
na wojenkę go wysłała,
wprawę rączkę miecz mu dała,
sama rzewnie zapłakało.
Niepłacz , niepłacz , siostro brata,
powrócę ja za trzy lata.
Już trzy lata upłynęły, a my brata nie widziemy;
jeszcze minął rok , półtora,
już żołnierze jadą z pola:
Witam, witam, mospanowie,
czy daleko brat na wojnie?
Niedaleko , w czystem polu,
leży sobie na kamieniu,
prawą nóżkę ma w strzemieniu;
konik jego wedle niego,
grzebie nóżką, żałuje go;
już się wgrzebał po kolana,
żałujący swego pana:
póki mój pan na mnie siadał,
to ja goły owies jadał,
teraz nie mam sieczki, słomy,
rozniesą mię kruki , Wrony. —-
Lepsza w domu groch , kapusta,
niż na wojnie kura tłusta;
lepiej w domu cepem buchać,
niż na wojnie bębna słuchać,
lepiej w domu płoty grodzić,
niż na wojnie marszem chodzić;
lepiej w domu pole orać,
niż na wojnie pardon wołać,
lepiej w domu kosą kosić,
niż na wojnie szablę nosić;
bo na wojnie szable kruszą,
nie jeden się żegna z duszą;
bo na wojnie pięknie chodzą,
po kolana we krwi brodzą.

 

 


 

 

Kto chce rozkoszy użyć

Kto chce roskoszy uzyć,
niechaj idzie w wojska służyć,
tam to roskoszy ożyje,
naje się dobrze napije,
łez gorzkich.

Kiedy żołnierza werbują,
złote góry obiecują,
potem tylko lenik dają,
za to zdrowie odbierają,
i życie.

Wszy się go dobrze najedzą
rodzice o nim nie wiedzą,
niema komu poratować
ani komu pożałować,
w kłopocie.

Dadzą mu z skarbu karabin,
któremu wżyciu nieradby,
ale jego pięknie proszą,
wiązkę kijów za nim noszą,
na mujstrę.

Dadzą mu szablę do boku,
kolana prostują w kroku,
aby umiał maszyrować,
jeszcze lepiej niż tańcować,
gdy idzie.

Każą stawać do rozkazu,
niechże nie stanie od razu,
jaki taki skórę łupi,
a on biega jako głupi,
w szeregach.

Biegający matce łaje,
z boku diabłom się oddaje,
co go na świat porodziła,
i ziemi co go nosiła
na sobie.’

Kiedy żołnierz z konia spadnie,
albo razem z nim opadnie,
koledzy go nie ratują,
jeszcze bardziej go tratują,
marsz krzyczą.

Podniosą go nieżywego,
felczera wołać do niego;
felczer trumnę robić każe,
porucznik z rangi wymaże,
na wieki.

Trzy ładunki wystrzelają,
rekwijem mu zaśpiewają;
za te jego ciężkie prace,
dobosz w bęben zakołacze,
nad grobem.

 

 


 

 

Na tem twardem szczudle mojem

Na tem twardem szczudle mojem,
obeszedłem kawał ziemi,
płacząc nad nieszczęściem mojem,
troski ze mną, a ja z niemi.

Bóg wie, jak wiele cierpiałem,
kiedym w boju walczył śmiało;
tam dowody męstwa dałem,
gdzie tysiące kul świstało.

Stałem nieraz na pikiecie,
głodny i przeziębły wcale;
nie sarkałem nigdy przecie,
chodziłem pilnie po wale.

Na rozkazy pana mego,
brnąłem nieraz do fortecy.
we krwi kolegi mojego,
sąże okropniejsze rzeczy ?

Niedługo żołnierzem byłem,
broniąc, ilem mógł, ojczyzny,
przez nią nogę utraciłem,
chlubne noszę dla niej blizny.

Teraz żebrzę pode drzwiami
wsparcia waszego, bogacze,
los inaczej rządził wami,
nie słyszycie ze ja płaczę.

Taka nagroda każdemu,
kto wspaniale myślał, czynił,
dobrze mi jednak biednemu,
ze się mój umysł nie zmienił.

 

 


 

 

WITANIE NAPOLEONA

w roku 1806. nieznajomego Autora

Co za opatrzność nad nami!
Ojczyzna ma być dźwigniona,
Witajmy czułości łzami
Wielkiego Napoleona!

Dni szczęśliwe odtąd liczym.. .
Jak Stworzyciela rzekł słowy:
„Lat dwanaście byłaś niczem:
„Polsko! nadam ci byt nowy,”

Już w brzegach Warty i Wisły
Błysnąć miecz Jego zwycięzki,
Zjednoczmy nasze umysły,
Pamiętni na dawne klęski.

Tak Bóstwo, pełne dobroci,
Co się nędznym opiekuje,
Dumę najeźdźców ukróci
I więzy nasze rozkuje.

Złóżmy mu wdzięczności pienia,
Niech żyje Polski obrona!
Niech czczą późne pokolenia
Wielkiego Napoleona!


 

 

MARSZ dla pułku gwardyi w roku 1807, przez porucznika Załuskiego

(Nuta była porucznika Brockiego)

Zajaśniał dzień pożądany!
Znak marszu trąba wydała:
Niech żyje Cesarz kochany
Niech go wielbi ziemia cała!…

Gdy Polak, krusząc swe pęta,
Wzywał swych braci do pracy
Każdemu śmierć była święta,
Wszyscyśmy byli Polacy!…

Teraz, gdy wolność szczęśliwa
Znowu Polsce przywrócona
Wdzięczna Ojczyzna nas wzywa,
Walczyć za Napoleona.

Ciągnąc przez nowe krainy…
Męstwo naszem hasłem będzie,
Niech znają ziem obcych syny,
Że Polak: Polakiem wszędzie!

Uczestnicy wspólnej pracy,
Pod jednym żyjąc rozkazem,
Wszyscy bracia, bo Polacy,
Kochajmy się wszyscy razem!

Wodzu, od wszystkich kochany!
Co idziesz przód krwawym śladem,
i Tyś nam od zbawcy nadany…
Za twoim pójdziem przykładem.


 

 

MARSZ dla pułku gwardyi polskiej w roku 1808

przez Ludwika Osińskiego, (Na noto z opery Przerwana ofiara:) „Powracajcie cni rycerze”

Idźmy, gdzie mąż wielki wzywa,
Idźmy odwagą zagrzani;
Już i ztąd chwały przybywa,
Żeśmy od niego wezwani.

Ojczyzna w ręce swych synów
Drogie nadzieje powierza…
Cóż silniej do mężnych czynów
Może zapalić żołnierza?

Poniesieni na dzielne sprawy
Dwa wielkie cnoty natchnienia:
Hasło dawnej przodków sławy,
I braci naszych życzenia.

Ta droga nas nie omyli,
Pójdziemy ubitym torem;
Bracia go nasi znaczyli Krwią, odwagą i honorem.

Któreż jut nie znają kraje
Oręża naszego mocy,
I tam,’ gdzie słońce powstaje;
I wśród głębokiej północy?

Odwiedźmy nasze ozdoby,
Zabytki Sarmatów męztwa,
A… rozrzucone ich groby
Uczyć nas będą zwycięstwa.

Ty Boże! coś ojcom sprzyjał,
Coś wsławiał Sarmacką ziemię,
Czemużbyś wnuków omijał?
Wszakżeśmy to samo plemię.

Plemię, co w świetnej ozdobie
Niosąc ci ofiar tysiące,
Z przybytków, poświętnych Tobie,
Harde ztrącało miesiące.

Idźmy!… lecz na cóż te żale?…
Nie możnaż się czuciu wzbronić?
Przebóg! w tak smutnym rozdziale
Wolno rycerzom łzy ronić!

Już trąba wyjazd ogłasza,
Nadchodzi przykre rozstanie…
Zostań tu zdrowa krwi nasza,
Zostań: przyjaźni, kochanie!

Nie płaczmy nad naszym losem,
Do chwały nam trzeba spieszyć,
I raczej sławy odgłosem
Stęsknione serca pocieszyć.

Nie będziecie nas płakały
Matki, siostry i kochanki!
Bo sama śmierć, w polu chwały,
Szczęściem jest prawej Słowianki.

Gdziekolwiek na obce brzegi,
Wezwane marszu rozkazem,
Pójdą te męzkie szeregi,
Ojczyzno! ty znami razem.

Twój orzeł leci przed nami,
Ku słońcu lot swój kieruje,
Ztamtąd wziętemi ogniami
Piersi Lechitów zajmuje.

Biegniemy: — W ojczystą stronę
Zwracając troskliwe oczy:
Serca, miejscem podzielone,
Braterska miłość jednoczy.

Przyjdzie czas, gdy na tej ziemi,
Wśród świetnych zwycięztwa znaków,
Ujrzymy się szczęśliwymi:
Polacy… w pośród Polaków.


 

 

Śpiew żołnierski i dla gwardyi Napoleona, w biwaku pod Brywiecką roku 1808

por Załuskiego. (Obejmujący szczegóły, jak się ten pułk formował /  nota była porucznika Alexandra Breckiego)

Bodaj Bóg dzień błogosławił
W którym żołnierzem zostałem!
U pułkownikam się stawił
I w kontrol się zapisałem.

Pamiętam, tego wieczora
Z kamratami na teatrze,
Głośniej już wołałam: fora!
I śmielej po lożach patrzę.

Po balecie do Szyllera
Nowych kolegów prosiłem,
Dobrze mi szła karyera…
Razem się z nimi upiłem.

Nazajutrz, o siódmej z rana.
Na apel do koszar spieszę…
Witam, w myśli kapitana,
I już się awansem cieszę…

Fraczek miałem granatowy,
U butów sztylpy angielskie.
Zdejmując kapelusz z głowy,
Witam grono przyjacielskie.

W tem, wachmistrz z boku nadchodzi,
I, „co ja za jeden?” pyta…
— Dowiesz się waćpan dobrodziej,
Niech pan tę kartkę przeczyta! —

„Czemuś waćpan nie ubrany?
Czy się tam chcesz ekwipować?
Jużeś w kontrol zapisany,
Potrzeba służby pilnować,”

Zdziwił mnie ton jegomości…
Coś mu odpowiedzieć chciałem,
On odszedł — a ja ze złości
Ledwie, że nie oniemiałem!

Jeszcze stałem odurzony..
Kiedy trębacz apel głosi,
Wachmistrz krzyczy najerzony,
Każdy fuka, nikt nie prosi…

Stoi pierwsza, stoi druga,
A ja, o nie wielki dystans—-
Kiedy każdy na mnie mruga,
Stoję sobie en subsistans.

Dopierom poznał żołnierkę,
Gdy po tej ceremonii,
Wziąwszy szpencer, furażerkę,
Poszedłem do kompanii.

Zaraz … kolegów gromada..
Obstąpiwszy mnie łaskawie,
„Czy drwi ze mnie? czy mi rada?
Myślę, — poznam to na kawie.

Jako chłopiec, co żyć umie,
Nie bacząc, czy starczą grosze?
Wesoły w kolegów tłumie,
Po kawie na obiad proszę…

Obiad jemy Rozengarta,
A po nim lody Lesslowskie…
Wypadła nam z głowy warta,
A z nią koszary mirowskie…

Trwał ten bankiet przez dzień cały,
Rozstajem się po północy…
Dryndułki się rozjechały…
Nie sposób stać o swej mocy…

Próżno do dom iść próbuję…
Przespałem się na kanapie…
Trębacz apel wytrębuje,
A ja sobie jeszcze chrapię…

Sen był tak smaczny i długi,
Żem nie wstał, jak koło trzeciej…
A tak już na apel drugi
Pan gardzista co tchu leci…

Miałem się tam po co spieszyć!
Przez prędkość… żem kozę kupił…
Lecz mnie to może pocieszyć,
Żem się w niej drugi raz upił.

Bracia! koza was nauczy:
Nie znać biedy, ni frasunku?
Mnie kiedy bieda dokuczy…
Natychmiast ją topię w trunku

Czy dyżury, czy szyldwachy
Odbywać mi przychodziło,
Nigdym nie opuszczał flachy,
Wino me rany goiło.

Teraz, czy to na wedecie:
Stać przyjdzie, czy spać na słocie,
Jam wesół i śpiewam przecie,
Tylko flaszka jest w robocie.

Bodaj Bóg dzień błogosławił;
W którym żołnierzem zostałem.
U pułkownikam się stawił, …
I w kontrol się zapisałem!

 

 


 

 

Marsz Kapitana Załuskiego dla Polaków powracających z Hiszpanii w roku 1812.

(Nota znanego marsza żołnierskiego)

Żołnierze Napoleona,
Polskich ojców, polskie syny,
Pójdziemy:z ojczyzny łona
Zbierać zwycięztwa wawrzyny!

Czujmy wielkość przeznaczenia,
Jakie nam niebo zesłało,
A pewni Polski zbawienia,
Walczyć za nią idźmy śmiało

Szczęśliwy! kto śmiercią chwały .
Legł, gdzie Tag lub Dunaj płyną,
Szczęśliwszemu niebo dało
Poledz nad Dnieprem, lub Dźwiną!

Dniu radosny! dniu szczęśliwy!
Gdy utęsknione źrenice
Ujrzą pierwsze polskie niwy,
I święte kraju granice…

Witaj! ziemi o ulubiona,
Serc naszych przedmiocie drogi!
Witajcie! polskie znamiona
I ojcowskich domów progi

Przyjmujcie nas, siostry! matki!
Przyjmujce bracia życzliwi!
Weselcie się młode dziatki
Błogosławcie, nas sędziwi!

A wy towarzysze broni,
Sławni krajowym orężem!
Dajcie rękę naszej dłoni,
Pójdziem razem i zwyciężym

Jednym zagrzani zapałem
Jednym podźwignie ni losem
Jedni duszą, jedni głosem
Wykrzyknijmy jednym głosem:

Żołnierze Napoleona,
Polskich ojców, polskie syny,
Pójdziemy z ojczyzny łona
Wygnać ohydne Moskwiciny!!

 


 

 

MARSZ trębacza pułku gwardyi polskiej, w latach 1813 i 1814, gdy wkraczano do miast i wsi na kwatery.

Witamy was,
Witamy was!
Jeźeliście nasi, kochajcie nas
! Kochajcie nas!

Witamy was,
Witamy was!
Jeźeliście wrogi, szanujcie nas,
Szanujcie nas!

Do zwycięztw przywykli wkraczamy do was!
Obejścia względnego żądamy po was —
A wy się nic złego,
A wy się nic złego
Nie bójcie od nas.

Do zwycięztw przywykli wkraczamy do was,
Polacy po świecie wojujemy was,
My za Polskę naszą
I za sławę naszą
Wojujemy was;

Ale nas nie wiedzie zysku chęć do was;
Obejścia względnego żądamy po was.

 

 


 

 

Przedwojenni szwoleżerowie śpiewali zaś taką pieśń (słowa wg. Gilowskiego, ale słyszałem to w tylu wersjach, że zaczynam się gubić co do liczby zwrotek):

Więc pijmy wino, szwoleżerowie

Niech zabrzmi nasz śpiew,
Niech dźwięki w dal połyną,
Pogania je krew,
A krew pogania wino,
Gdy wino zaszumi we krwi,
Radośniej piosenka ta brzmi.
Już Noe obyczaj ten miał,
Że beczki dosiadał i w cwał!

Więc pijmy wino, szwoleżerowie,
Niech troski zginą w rozbitym szkle.
Gdy nas nie będzie, nikt się nie dowie,
Czy dobrze było nam, czy źle.
Gdy nas nie będzie, nikt się nie dowie,
Czy dobrze było nam, czy źle.
Ten Noe był zuch, szwoleżer pierwszej klasy,
I spust miał za dwóch w przedpotopowe czasy.
A pękł, bo za wiele pił
I z tego ten potop był.
Uczcijmy staruszka, bo wart
Szacunku i czci za ten żart.

Więc wypijmy wino
Wśród śmiechu czy łez
Niech brzmi ta pieśń braterska.
Kto wie, gdzie nasz kres,
Kompanio szwoleżerska?
Przy winie czy w polu gdzieś,
Czy jutro, czy dziś, kto wie.
Czy w śniegu czerwonym od krwi
Niech zawsze piosenka ta brzmi.

Więc pijmy wino – Szwoleżerowie
Niech troski zginą – W rozbitym szkle
Gdy nas nie będzie – Nikt się nie dowie
Czy dobrze było nam czy źle
Gdy nas nie będzie – Nikt się nie dowie
Czy dobrze było nam czy źle

A gdy cię rzuci – Luba dziewczyna
To nie rozpaczaj – I nie roń łez
Lecz z kolegami – Napij się wina
A wszystkie troski pójdą precz
Lecz z kolegami – Napij się wina
A wszystkie troski pójdą precz

Nadejdą czasy – Że te kutasy
Na baczność będą – Przed nami stać
Ręka nie zadrży – Jak liść osiki
Gdy będziem ruskich w mordę prać
Ręka nie zadrży – Jak liść osiki
Gdy będziem ruskich w mordę prać

Więc pijmy wino, szwoleżerowie
Niech troski zginą w rozbitym szkle!
Gdy nas nie będzie, nikt się nie dowie
Czy dobrze było nam czy źle!

Szare mundury, złote obszycia,
Ach, jak to wszystko przepięknie lśni.
Lecz co jest na dnie w sercu ukryte.
Tego nie będzie wiedział nikt

Więc pijmy wino, szwoleżerowie
Niech troski zginą w rozbitym szkle!
Gdy nas nie będzie, nikt się nie dowie
Czy dobrze było nam czy źle!

Szwoleżer tęskni, lecz zawsze skrycie,
Za ukochaną, za krajem swym.
Dla swej Ojczyzny oddałby życie,
Dla ukochanej pragnie żyć!

Więc pijmy wino, szwoleżerowie
Niech troski zginą w rozbitym szkle!
Gdy nas nie będzie, nikt się nie dowie
Czy dobrze było nam czy źle!

I tak nas gnali do bram Warszawy,
Za nami czołgi, tankietek moc,
A naszych orłów widać nie było,
I tak nas gnali dzień i noc.

Więc pijmy wino, szwoleżerowie
Niech troski zginą w rozbitym szkle!
Gdy nas nie będzie, nikt się nie dowie
Czy dobrze było nam czy źle!

Lecz przyjdą czasy, że te kutasy
Będą przed nami na baczność stać!
Ręka nie zadrży jak liść osiki,
Gdy będziem ruskie mordy prać!

Więc pijmy wino, szwoleżerowie
Niech troski zginą w rozbitym szkle!
Gdy nas nie będzie, nikt się nie dowie
Czy dobrze było nam czy źle!

A gdy będziemy oficerami
Będziemy wódkę wiadrami pić.
Całować panny, kochać mężatki
I po ułańsku ostro żyć!

Więc pijmy wino, szwoleżerowie
Niech troski zginą w rozbitym szkle!
Gdy nas nie będzie, nikt się nie dowie
Czy dobrze było nam czy źle!

Gdy wódz da rozkaz, idziemy w pole
Rzeczpospolitej oddamy krew.
I w szwoleżerskim, rycerskim kole
Nucimy sobie taki śpiew:

Więc pijmy wino, szwoleżerowie
Na cześć minionych, bojowych lat!
Niech żyją nasi dzielni wodzowie,
Niech żyje pułk nasz – armii kwiat

 

 


 

 

Z tamtej strony jezioreczka

Z tamtej strony jezioreczka — ulany jadą
hej hej mocny Boże! — ułany jadą.

Jeden mówi do drogiego — wianeczek płynie.
hej hej mocny Boże ! — wianeczek płynie.

Drugi mówi do trzeciego:— dziewczyna tonie
hej hej mocny Boże —dziewczyna tonie.

Trzeci mówi do czwartego: —trzeba ratować
hej hej mocny Boże!—trzeba ratować.

Czwarty skoczył, suknię zmoczył — i sam utonął,
hej hej mocny Boże! — i sam utonął.

Pobiegnij że wrony koniu — z siodłem do domu
hej hej mocny Boże! — z siodłem do domu.

Niepowiadaj że nikomu —że ja utonął
hej hej mocny Boże! że ja utonął.

Ala powiedz wrony koniu — żem się ożenił
hej hej mocny Boże’ — żem się ożenił.

Gorzkać moja pani młoda! — piasek i woda
hej hej mocny Boże ! —piasek i woda.

Gorzkie moje starostowie! – w wodzie rakowie
hej hej mocny Boże!—w-wodzie rakowie.

Gorzkaż moja starościna! — na wodzie trzcina
hej hej mocny Boże! —na wodzie trzcina.

Gorzkież moje muzykanty! —zielone dęby
hej hej mocny Boże! — zielone dęby!

 

 


W zbiorze przytoczonym na forum znajduje się jeszcze „Nie wierz ty dziewczyno co ci ułan gada”. Jakkolwiek bez zapisu nutowego to z podobieństwa do późniejszego „Hej, hej, ułani!” wnoszę, że i melodia mogła być podobna.

 

Nie wierz ty dziewczyno co ci ułan gada

Nie wierz ty dziewczyno co ci ułan gada,
bo teraz w ułanach takowa jest zdrada,
jednę kocha tydzień, a druge półtora,
a trzecia niebogę zrana do wieczora;
Pokąd na kwaterze , dotąd kocha szczerze,
jak wyjdzie z kwatery, na to miejsce cztery.
Ułani, ułani, idźcie w takie strony,
gdzie starzy mężowie młode mają zony,
albo ich zabijcie, albo ich powieście,
albo im te zony na zawsze odbierzcie;
niema żadnej strony, ani żadnej chatki,
gdzieby nie kochały ułanów mężatki;
jedna umierała, jeszcze się pytała,
czy na tamtym świecie są ułani przecie.

 

 


Marsz księcia Józefa

 

Niechaj wesoło zabrzmi nam echo,
Niechaj uderzą w tarabany,
Niech wie świat cały z jaką uciechą
Idziem gdzie Wódz nasz kochany!
Próżno łzy leją piękne dziewczęta,
Próżno nas wstrzymać, wstrzymać rade,
Gdy pożegnania przyszły momenta,
Padły zemdlone i blade.
My jednak, choć nas szczery żal bierze,
I w sercach odczuwamy rany,
Idziemy chętnie, prawi rycerze,
Idziem, gdzie Wódz nasz kochany!
Niech będą trudy, choćby z przykrością,
Słodko wam będzie, hej! Polacy,
Pójdziemy wszyscy z wielką radością,
Gdzie idzie Wódz nasz kochany!

 


 

Marsz konfederatów Barskich

 

Marsz, marsz me serce, pobudkę biją,
Czytaj modlitwy, a chwal Maryją:
Bo u Maryi jesteś w komendzie,
Mocniejszej nad nią w świecie nie będzie.
Fergadron biją, stawaj do tropu!
Żadnemu Pani nie da urlopu,
Bo urlop życia sam nie wiem długo,
Jednak tej Pani na wieki sługo.
Stań do parolu, odbierz go śmiało,
By to w mym sercu na wieki trwało.
Parol jest Jezus, hasło Maryja,
Niech to w mym sercu na wieki sprzyja.
Wierz w artykuły mocno w tej mierze,
Byś powinności pilnował szczerze.
Jak wzgardzisz Panią, będziesz w areszcie,
Wspomnisz o życia swojego reszcie.
Jak sobie wspomnę, że w Jej rejmencie
Mógłbym ja stanąć w niebie w momencie,
Dezerterować od niej nie mogę,
Bo ta w mem sercu uczyni trwogę.
Capstrzyk już biją, zamknij fortecę,
Idź do kwatery z wojska, człowiecze:
Tam ci należy, tam ci iść każą,
A jak nie pójdziesz, z rangi wymażą.
A przy ostatnim życia momencie
Wybrańcem Panny bądź w regimencie:
I żebyś poszedł z abszejtem swoim,
Z błogosławieństwem Maryi twojem.

 

 

 


 

Ciekawostką są ruskie pieśni ludowe, takie jak niżej zamieszczone. Pierwsza z nich to piosenka o szwoleżerach (zastanawiam się czy gwardii, czy wcześniejszych, np. polsko-saskich )

Maszerujut szwoliżery

Maszerujut szwoliżery, szczasływa im doroha,
hej ha, ha, ha, ha, szczasływa im doroha;
a wachmeister po pęredn befel im wydaje,
hej ha, ha, ha, ha, befel im wydaje,
a ritmajster na konyku szwadronu riwnaje,
hej ha, ha, ha, ha, szwadronu riwnaje.
Maszeruj te szwoliżery, szczasływa wam doroha,
hej ha, ha, ha , ha, szczasływa wam doroha.
Kołyż was sia szwolilery nazad spodiwaty,
hej ha, ha, ha, ha, nazad spodiwaty?
Wze netreba diwczynońko o tom spomenaty,
hej ha, ha, ha, ha, o tom spomenaty.
De kałyna koło młyna czerwono zacwyła,
hej ha, ha, ha, ha, czerwono zacwyła,
tam diwczyna za zownirom na smert zatuzyła;
hej ha, ha ha, ha, nasmert’ zatuzyła;
kochały sia, lubyły sia, starszyna neznata,
hej ha, ha, ha, ha, starszyna neznała,
ej a teper rozyjszły sia, jak czornaja chmara,
hej ha, ha, ha, ha , jak czornaja chmara:
czorna chmara rozyjde sia, doszczyku ne bude
hej ha, ha, ha, ha, doszczyku ne bude’,
z zownirskoho zakochania nigdy nic ne bude,
hej ha, ha, ha, ha, nigdy nic ne bude.
Zełeauju rutu siju , zełenaja schodyt,
hej ha, ha, ha, ha, zełenaja schodyt,
żownirakoje zakochanie do neszczastia wodyt,
hej ha, ha, ha, ha, do neszczastia wodyt.
Bodaj wy sia szwolizery nazad newernuły,
hej ha, haha, ha, nazad newernuły,
ne jednoj’ste diwczynońci winec rozwynuły,
hej ha, ha , ha, ha, winec rozwynuły.

 

 


 

 

Rumian połe pokrywaje

 

Rumian połe pokrywaje,
de kozak sia projiżdżaje.
oj wyjichaw kraj mohyły,
kraj mohyły werchowyny:
Ty mohyło werchowyno
czomuś rano ne horiła?
Oj ja rano ne horiła
bom krowcioju obkipiła.
Oj jakoju? Kozaćkoju,
połowynu i z laćkoju.
Oj j’dut lachi na try szlaki,
a Kozaki na czetyry,
a tatary połe wkryły;
za tatarmy wozy idut,
za wozamy kiu tureckij,
na lim koniu syn kozadkij,
prawo’ ruko, szablu chapłe,
a ztoj’ szabli krowcia kapłe.
Ide maty, rewne płacze,
swoim żytiem proklynaje,
swoho syna ne piznaje.
Sedyt woron nad skałoju,
pochytnje hołowoju:
Oj ja twoho syna znaju,
try raz na deń popas maju,
zo łba toczy wyberaju ;
idy stara do domoczku,
woźmy pisku w prawu ruczku,
posij jeno w horodoczku ,
jak tój pisok w horo zyjde,
tohdy twij syn do tia pryjde.


 

Mené maty porodyła temneńkoji noczy

Mené maty porodyła temneńkoji noczy,
dała meni stan sałdacki i czornyji oczy :
buło meni, moja maty, stan sałdacki ne dawaty,
łesz my buło, moja maty, szczastia, dola daty.

Mené maty porodyła w światoju nedilu,
dała meni łychu dołu, de ja ju podiju ;
łychu dołu ne nrodaty ani prominiaty,
wsiuda lude łycho znajut, ne chtiat kupowaty.

Rozwywaj sia suchyj dube, zawtra moroz bude;
a wze tobi, hornyj chłopcze, zawtra pochód bude:
a morozu neboju sia, zawtra rozwynu sia,
ja pochodu neboju sia, wsej czas wyberu sia.

Kropyt doszczyk dorozenkn , szob’ sia ne kuryła,
rozradite moji myli, szob’ sia nezuryła. —


 

 

Czorna rola zaorana

Czorna rola zaorana,
hej, hej,
czorna rola zaorana
i kulamy zasijana,
biłem tiłom zwołoczena,
hej, hej,
i krowoju społoczena.

Łezyt wojak na kupyni,
hej, hej,
łezyt wojak na kupyni,
nakryw oczy czerwonoju
czerwonoju kitajkoju,
hej, hej,
nakryw oczy kitajkoju.

Ani trumny, ani jamy,
hej, hej,
ani trumny, ani jamy,
ani witcia, ani mamy,
ani komu zadzwonyty,
hej, hej,
ani komu zatuzyty.

Dzwoniat koni kopytamy,
hej, hej ,
dzwoniat’ koni kopytamy,
a wojaki ostrohamy,
dzwoniat’ koni kopytamy,
hej, hej,
a wojaki ostrohamy.

Łetyt woron z czuzych storon,
hej , hej ,
łetyt woron z czułych storon,
na mohyli usidaje,
oczy jemu wypywaje,
hej , hej ,
oczy jemu wypywaje.

Chodyt maty hukajuczy,
hej, hej,
chodyt maty hukajuczy,
syna swoho szukajuczy:
oj ja twoho syna znaju,
hej, hej,
bo ja zneho popas maju.

Skazy meni, woron myłyj ,
hej, hej,
skazy meni, woron myłyj,
czy mij synok jeszcze biłyj;
czy jeno oczy syweńki,
hej, hej, ta
czy wusta rumianeńki.

Skazy meni, woron myłyj ,
hej , hej,
skazy meni, woron myłyj,
czy mij synok jeszcze biłyj ,
czy wołosie bilijet sta,
hej, hej,
ta czy łyczko rnmienyt sta.

Wze, jeho wusta synenki,
hej, hej,
wze jeho wusta synenki,
wze mu wołosi czorneńki;
na jeho łyczku prysidaju,
hej, hej,
oczy jemu wypywaju.

 


 

Zapraszamy czytelników o rozwinięcie tej listy i zamieszczenie takstów, tam gdzie to możliwe, wraz z zapisem nutowym, na forum Arsenału, w wątku Z pieśnią na ustach . Dziękuję Kropidle za wkład już poczyniony.

Zachęcam również do zapoznania się z innymi śpiewnikami i opracowaniami dostępnymi w sieci, których przykładową listę niżej zamieszczam:

  1. Pieśni ludu polskiego (Tom 1) , Oskar Kolberg;
  2. Pieśni polskie i ruskie ludu galicyjskiego , Wacław Zaleski,Karol Jósef Lipiński;
  3. Śpiewnik strzelecki , Przedwojenne wydawnictwo związku strzeleckiego. W nim szereg pieśni, w tym z okresu 1717-1831;
  4. Wspomnienia o pułku lekkokonnym polskim gwardyi Napoleona I , Józef Załuski

Kolejne będziemy publikować na bieżąco.