Siostra ks jozefa poniatowskiego maria teresa tyszkiewicz

Siostra ks. Józefa Poniatowskiego: Maria Teresa Tyszkiewicz

Angela Sołtys Felietony 2 Komentarze/-y

Siostra ks. Józefa Poniatowskiego: Maria Teresa Tyszkiewicz

Maria T. Tyszkiewicz

Maria Teresa Tyszkiewicz (1760 – 1834) – niezwykła siostra księcia Józefa Poniatowskiego. „Inteligentna, bystra, spostrzegawcza o efektownej powierzchowności, bardzo odważna, znała języki, interesowała się polityką”. Stanisław Wasylewski, autor szkiców historycznych – bardzo bałamutnych, ale wciąż chętnie czytanych uznał, że jej biografia nie przystaje do historycznej roli, jaką odegrał w dziejach Polski książę Józef, i w sposób bardzo pryncypialny wydał na nią wyrok: „Nawet najbardziej lekkomyślne damy rokoka chowają przecież w zanadrzu jakiś jeden dobry uśmiech, jakąś, jedną choćby przyjemną zaletę, która ujmie nas w końcu i każe przebaczyć im winę. Księżna de Poniatowsky, hrabina de Tyszkiewiczowa jest pod tym względem wyjątkiem. Nie umie się uśmiechnąć i nie można jej przebaczyć !” Szczęściem, nie jest to ocena definitywna. Proponuję, by uważniej przyjrzeć się tej postaci.

Czynię to nie bez obaw, bowiem w przypadku Tyszkiewiczowej dysponujemy stosunkowo niewieloma ważnymi i potwierdzonymi wiadomościami, nie brakuje za to, zwłaszcza w beletrystyce, bałamutnych i krytycznych opinii na jej temat, formułowanych w sposób bardzo pryncypialny. Wszystkiemu winien rzekomo lekkomyślny charakter i patriotyczny indyferentyzm Tyszkiewiczowej. Z pewnością nie takich cech oczekiwaliby Polacy od siostry narodowego bohatera! Nie można jednak zrozumieć, kim była Maria Teresa, nie wiedząc, jak bolesne doświadczenia były jej udziałem od wczesnych lat życia. To, w jakim stopniu mogły one wpłynąć na kształtowanie się jej dynamicznej osobowości, pozostawiam ocenie odbiorców.

Maria Teresa Antonina Józefina Poniatowska przyszła na świat w Wiedniu 28 listopada 1760 r. jako pierwsze dziecko Andrzeja Poniatowskiego, podówczas generała-lejtnanta w służbie austriackiej i czeskiej hrabianki Theresy Kinsky von Wchinitz und Tettau, córki Leopolda Ferdynanda, wielkiego łowczego w Czechach, cesarskiego szambelana i tajnego radcy. Związki ojca, księcia Andrzeja Poniatowskiego, z dworem wiedeńskim i dziedzictwo ze strony matki nauczyły ją myślenia, że jest poddaną Świętego Cesarstwa Rzymskiego (w grudniu 1765 r. Andrzej Poniatowski otrzymał tytuł dziedzicznego księcia Korony Czeskiej, który umocnił jego związki z Austrią). Dziewczynka, którą trzymała do chrztu cesarzowa Maria Teresa dorastała w wielojęzycznym wiedeńskim środowisku. Nabyła w nim biegłej znajomości francuskiego, którym to językiem, o wiele częściej niż niemieckim, posługiwała się przez całe życie i nigdy nie nauczyła się polskiego. Zasadniczą zmianę w losach dziewczynki przyniósł rok 1773, pozbawiając ją ojca, zmarłego w wieku trzydziestu dziewięciu lat na gruźlicę. Przedwczesna śmierć księcia Andrzeja sprawiła, że jego potomstwo znalazło się w centrum uwagi króla Stanisława Augusta, który po niefortunnych próbach nakłonienia brata do rezygnacji z austriackiej służby i powrotu do Polski, teraz postanowił aktywnie włączyć się w wychowanie jego dzieci, odbudowując ich więzi z krajem. Niedługo potem Maria Teresa i jej brat, urodzony w 1763 r. Józef Antoni, zostali oddani pod kuratelę polskiego monarchy. Musiało jednak upłynąć trochę czasu, zanim król zapewnił rodzeństwu bytowanie w Polsce w oparciu o solidne podstawy prawne i finansowe[1]. Tymczasem, w 1776 r. zdarzyło się nieszczęście, które dla Marii Teresy oznaczało początek fatum, ponuro ciążącego nad jej losem[2]. Panna, licząca wtedy lat szesnaście, po przeprowadzonym szczepieniu (prawdopodobnie przeciwko ospie) poważnie zachorowała. Nieznane bliżej komplikacje wywołały konieczność usunięcia lewej gałki ocznej. Operację przeprowadził w Strasburgu dr Wentzel[3]. Nietrudno wyobrazić sobie skalę cierpienia wywołanego takim zabiegiem przy wszelkich, dostępnych w tamtej epoce anestetykach. Osobistą tragedię stanowiło dla nastolatki kalectwo, w którego następstwie trwale ucierpiała jej powierzchowność. Tymczasem Stanisław Wasylewski w swym szkicu Siostra księcia Pepi chętnie wierzy opinii współczesnych, jakoby wszystkiemu winna była jej „gorąca imaginacja”, której ofiarąpadło oko księżniczki, nie wiedzieć w jakim przypadku stracone.[4]

W osiemnastym roku życia, zgodnie z wolą Stanisława Augusta, wydano ją za mąż za Wincentego Tyszkiewicza herbu Leliwa, hrabiego na Łohojsku i Świsłoczy, referendarza wielkiego litewskiego. W intercyzie ślubnej Maria Teresa otrzymała 300 tysięcy złotych polskich posagu, z czego połowę tej sumy pokrył Stanisław August, który się „oświadczył ojcem i protektorem dla synowicy swojej”[5]. Małżeństwo od samego początku nie było udane. Tyszkiewicz, choć starszy od żony o zaledwie trzy lata, uchodził za dziwaka i nie był partnerem odpowiednim dla kobiety, którą cechowała inteligencja i żywość charakteru: lubo umysłu jak ciała równie tłustego, dobry jednak i rządny gospodarz, miał gusta dziwne, najśmieszniejsze w swoim rodzaju – wspominał Julian Ursyn Niemcewicz. Największym jego szczęściem, najmilszą było zabawą rano odprawiać mszę, w wieczór przebierać się po kobiecemu. Miał zawsze garderobę gotową do tych dwóch przebrań. Przeciwnie żona jego, z najgorętszą imaginacją, cała romansowa, żywa, piękna, [z] śmiałością męską, nie lubiła, jak konie, zawody i męskie zabawy. Skoro tylko para ta z Warszawy do Świsłoczy przybyła, wraz mąż kładł spódnicę i rewerendę, żona wdziewała spodnie, frak i kapelusz, i gdy gospodarz odprawiał mszę z rana, w wieczór na kanapie w czypku i mantelce, wiejąc się wachlarzem, kazał się w ręce całować i odbierał hołdy młodzieży, gospodyni latała po polach na koniu, przez rowy i kobylice[*] sadziła. Wielce to nas bawiło, woleliśmy atoli latać na koniu z kobietą we fraku niż się zalecać do tłustego Tyszkiewicza w spódnicy.[6] Rozbieżność charakterów sprawiła, że Maria Teresa szybko rozstała się z mężem, szukając oparcia u matki w Czechach bądź w Wiedniu, ale – wbrew rozpowszechnionemu mniemaniu – jej małżeństwo ani wtedy ani kiedykolwiek później nie zakończyło się rozwodem[7]. Zapewne nie jest przypadkiem, że w tym samym czasie zapadła na zdrowiu, które pogarszało się z roku na rok, nasilając jej udrękę. Od 1781 r. przeszła serię bezowocnych konsultacji. W 1785 r. jeździła w tym celu do Londynu. Trzy lata później udała się na rekonwalescencję do Montpellier[8]. Tam, z dala od surowej polskiej aury spędziła dwa lata. Potem przeniosła się do Paryża, odwlekając powrót do kraju, czym wzbudziła niepokój króla i najbliższej rodziny. Do Warszawy powróciła wczesną jesienią 1791 r. Przez chwilę wydawało się, że przezwyciężyła kryzys, wkrótce jednak nękana chłodem i wilgocią, doznała groźnego nawrotu choroby, zaostrzonego przez przypływy depresji.

Otwarte pozostaje pytanie, na ile jej choroba, przejawiająca się kaszlem, ciągłą gorączką i wyniszczeniem organizmu wskutek cyklicznych rozstrojów żołądka, była wywołana czynnikami biologicznymi, na ile zaś wynikała z frustracji wobec nieszczęśliwej sytuacji małżeńskiej, tak przecież upokarzającej dla młodej, rozbudzonej seksualnie kobiety. Symptomy, które przypisywano wówczas gruźlicy, znamy z pochodzącej z 1791 r. relacji doktora Walentego Gagatkiewicza[9], przygotowanej w związku z konsultacją, którą Tyszkiewiczowa miała przeprowadzić wiosną 1792 r. w Berlinie u angielskiego lekarza nazwiskiem Brawn (Brown).

Opinię Gagatkiewicza przytaczam w całości razem z rekomendacją tej sprawy przez Stanisława Augusta posłowi polskiemu w Berlinie, Bernardowi Zabłockiemu.

 

Stanisław August do Bernarda Zabłockiego, fragment (kopia ręką sekretarza)

„Warszawa, 23 listopada 1791

 

Stan zdrowia mej bratanicy Tyszkiewiczowej, córki mego zmarłego brata Andrzeja jest bardzo niepokojący. Wielka sława lekarza Brawna, Anglika, który przebywa w Berlinie, każe mi sądzić, że mógłby on jej pomóc. W tym celu poprosiłem o sporządzenie [opisu] stanu jej zdrowia przez medyka, który tu się nią opiekuje. Znajdzie go pan w załączniku i odda panu Brawnowi razem z prośbą z mojej strony o przekazanie panu pisemnych uwag względem tego, co należy robić, aby pomóc mej bratanicy. Przekazałbym mu wyrazy mej wdzięczności. Gdyby nie późna pora roku, wysłałbym bratanicę do Berlina, ale w takim stanie, w jakim się znajduje, nie mogę narażać jej na ryzyko podróżowania zimą. Jeśli Bóg zachowa ją [przy życiu – AS.] do wiosny, być może sama pojedzie skonsultować się z doktorem Brawnem. To, co sprawia lekarzowi najwięcej kłopotu, to fakt, że dolegają jej równocześnie płuca i żołądek, skutkiem czego środki, które mogłyby pomóc jednemu, są szkodliwe dla drugiego.”

 

Archiwum Główne Akt Dawnych (dalej: AGAD), Zbiór Popielów, sygn. 373, k. 86.

 

k. 87

Opinia doktora Gagatkiewicza (kopia ręką sekretarza)

 

„Pani hrabina Tyszkiewicz ma dzisiaj 31 lat. Jej temperament jest sangwiniczno-choleryczny. W następstwie szczepienia miała nieszczęście utracić lewe oko, które usuwał dr Wentzel. Dwa lata później wyszła za mąż. Znalazłszy się wkrótce potem w Pradze w Czechach zapadła na silną gorączkę, skutkiem czego zaczęły dokuczać jej coraz bardziej różne dolegliwości, bóle w klatce piersiowej, którym towarzyszyło krwioplucie, mdłości i częste rozstroje żołądka. Szukając ulgi w swoich cierpieniach jeździła do Francji i Anglii na konsultacje do najsłynniejszych lekarzy europejskich, takich jak panowie Moland, Barthés, Seyffer w Paryżu, Seelle w Berlinie oraz Boeckler, pierwszy lekarz jego królewskiej mości. W końcu zwróciła się do mnie, abym objął ją opieką medyczną w 1786 r. W owym czasie jej ekscelencja miewała suchy, choć niezbyt częsty kaszel, uczucie bólu w mostku i od czasu do czasu zabarwione krwią plwociny. Do tego doszły silne mdłości, uczucie lodowatego chłodu w nadbrzuszu, żelaziste odchody, nawracająca gorączka i częste, gwałtowne bóle głowy. Byłoby rzeczą zbyt długą, a nawet zbyteczną wyliczać tutaj wszystkie środki, jakie zastosowałem, skutkiem czego chora odczuła pewną poprawę. Było tak aż do zimy 1788 r., w czasie której zapanowała epidemia chorób kataralnych. Pani hrabina nabawiła się [wtedy] silnego kataru z gorączką i silnym zapaleniem płuc. Od tamtej chwili coraz bardziej i bardziej doświadczała symptomów, które opisałem powyżej, nasilających się zwłaszcza w porze chłodów. Poradziłem jej zatem, aby wyjechała z Warszawy i udała się czy do Włoch, czy do któregoś z południowych regionów Francji, gdzie spędziła pełne dwa lata. Pobyt ten, wszechstronnie wspierany przez sztukę [medyczną] /verso/ przyniósł jej pewną ulgę, zwłaszcza ubiegłego lata, kiedy kaszlała o wiele rzadziej. Ponieważ jednak, ze względu na swoje interesy partykularne, musiała powrócić do Warszawy, niewiele czasu minęło, gdy ponownie dał znać o sobie przykry wpływ tutejszego klimatu na jej słabe zdrowie. Za pierwszym wrażeniem jesiennych chłodów powróciły kaszel, bóle w mostku i plecach, krwioplucie, i jej obecny stan zdrowia wygląda następująco: ma ona suchy, twardy kaszel, ciągły, bez żadnego wytchnienia, któremu towarzyszy silny ból w mostku promieniujący do pleców; codziennie, mniej lub bardziej, pluje krwią i ma gorączkę każdego wieczora. Przez trzy czwarte nocy nie sypia. Jej apetyt jest żaden, rozstrajany często, choć nieregularnie przez wymioty o wodnistej konsystencji i brunatnawej barwie. Nerwobóle, osłabienie, palpitacje serca, uderzenia gorąca i rumieńce na twarzy. Puls zawsze nikły, napięty, słabo wyczuwalny, w połączeniu z rozstrojem i osłabieniem wstrzymywał mnie przed stawianiem pijawek, które nigdy zresztą nie przynosiły płucom żadnej ulgi, a zawsze bardzo osłabiały chorą. Jeśli chodzi o leki na kaszel, wszelkie środki kojące na bazie śluzu roślinnego, sole, guma arabska[10], diacodium[11] i preparaty tebainowe[12], nawet w dość dużej dawce, ani na jeden dzień nie zmniejszyły częstości i nasilenia tego kaszlu. Dotyczy to również wszystkich środków mniej lub bardziej wzmacniających, które stosowałem kolejno. Kwasja[13], odwary z Simaruby[14], z Kaskarylli[15], z kory peruwiańskiej[16], samej czy zmieszanej z miętą, w gumie arabskiej i w wodzie cynamonowej.Okadzanie kojącymi ziołami, wilgotnymi i suszonymi, było stosowane tak obecnie jak i przedtem, i w Paryżu, /k. 88/ zawsze bezskutecznie. Mleko, serwatka, wywoływały zawsze efekt odwrotny i szkodzący chorobie. Przez dwa miesiące, odkąd powróciła z Francji, bardzo straciła na wadze. Pije tylko wodę z Sette[17]  i odwar z Cousaude[18] z kojącymi ziołami pektoralnymi. Oto jak faktycznie przedstawia się stan obecny jej ekscelencji, który szczegółowo opisałem zgodnie z wyraźnym rozkazem jego królewskiej mości, mego łaskawego pana.

Warszawa, 22 listopada 1791

Walenty Gagatkiewicz radca i królewski konsyliarz medyczny”

 

AGAD, Zbiór Popielów, sygn. 373, k. 87.

 

Choć Tyszkiewiczowa w 1792 r. dotkliwie cierpiała, to jednak wyrażone przez króla obawy, że bratanica nie pożyje długo, okazały się nieuzasadnione. Maria Teresa miała przed sobą jeszcze ponad 40 lat życia, zmarła bowiem dopiero w 1834 r. i to nie na skutek choroby płucnej, lecz po przejściu serii wylewów. Niezależnie od tego, prezentowana opinia medyczna ma nie tylko wartość biograficzną, ale stanowi też ciekawe źródło z zakresu historii medycyny, potwierdzając znany skądinąd fakt obfitego wykorzystywania przez ówczesnych terapeutów opiatów, środków psychoaktywnych, które uważano za całkowicie bezpieczne, nie znano bowiem jeszcze ich silnie uzależniających właściwości.

 

Przy delikatnym organizmie i wyniszczającej kuracji, jaką zalecono Marii Teresie, istniały obawy, że młoda kobieta długo nie pożyje. Nie dostrzegano, że jej choroba była formą ucieczki od trawiących ją lęków, a jednocześnie ich przyczyną. Źródłem cierpienia, które trwale miało ją pozbawić szczęścia, a zarazem ekspresją tłumionej żądzy używania życia. Prawdziwym podłożem niedomagań Marii Teresy były bowiem zaburzenia nerwowe, ujawniające się w przypływach depresji, którym towarzyszyła skłonność do gwałtownych reakcji, a nawet agresja. Powodów tych zachowań, znanych dzisiaj w psychiatrii pod nazwą „depresji agitowanej”, ludzie XVIII w. nie umieli rozpoznać. Wirydianna z Radolińskich Fiszerowa, pisała o Tyszkiewiczowej z nieukrywaną niechęcią: „Jego siostra [ks. Józefa – AS.], pani Wincentowa, olśniewała urodą i zadziwiała szalonymi wybrykami. Urodę utraciła, ale wybryków się nie wyzbyła, owszem, posunęła się aż poza granicę, kiedy, wyrażając naganę, szuka się zarazem usprawiedliwienia”[19]. Liberalne otoczenie Stanisława Augusta na ogół tolerowało wszelkie „wybryki”, pod warunkiem, że były w dobrym smaku. Jedną z niezliczonych atrakcji w czasach Sejmu Wielkiego był na przykład widok kobiet upadających na podłogę, które w ten sposób dyskretnie odsłaniały swe kształty, drażniąc zmysły obecnych na sali mężczyzn (upadki te były oczywiście starannie aranżowane). W takiej atmosferze występy Marii Teresy na deskach théâtre de société[20] w rolach męskich, a także jej upodobanie do noszenia męskiego ubioru również poza sceną[21] nie wywoływało zdziwienia u dworzan, przyzwyczajonych do znacznie większych ekstrawagancji. Niemniej z prawdziwym przerażeniem przyjęto reakcję Tyszkiewiczowej na jeden z afrontów, jaki spotkał ją ze strony księżnej Karoliny de Nassau-Siegen, nb. uchodzącej za przyjaciółkę królewskiej bratanicy. Świadkiem niezwykłej sceny, która miała miejsce w 1787 r. była Izabela z Flemingów Czartoryska, o czym dowiadujemy się z jej listu do Konstancji z Narbuttów Dembowskiej:

 

                „Siedzę spetryfikowana, tak że do siebie przyjść nie mogę. Wszak to Koblański[22] przyjechał i nowin przywiózł, że u Pani Krakowskie[23]j publicznie przy wszystkich tak zbiła Tyszkiewiczowa Wincentowa Nassauwę[24], że ją ledwie odbronili. Za włosy ją trzymała i tak tłukła, że [ta] mało nie zemglała. Jezus, Maria, co się dzieje! Ja bym Nassauwę rózgami kazała ćwiczyć. Nie mów tylko tego swoim, a proś żeby nie gadali”[25].

 

Niedługo po tym wydarzeniu Tyszkiewiczowa wyjechała na kurację do Montpellier, a po jej zakończeniu do Paryża, gdzie przebywała do połowy 1791 r. Pierwszą osobą, która podała jej wtedy rękę i przemówiła głosem rozsądku, był Michał Jerzy Poniatowski, młodszy brat jej zmarłego ojca, prymas Polski. Zarzucił on Tyszkiewiczowej bierność w poddawaniu się rozpaczy, znudzenie, czarnowidztwo, starał się pomóc w obiektywnej ocenie własnego położenia i wspierał rozsądnymi radami. Umiał także, jak nikt dotychczas, rozwiewać jej wątpliwości i żale. Jako pierwszy wyraził przeczucie, że przyczyna cierpień bratanicy tkwi w jej psychice. W liście pisanym na początku maja 1791 r. zawarł zdumiewająco wnikliwą analizę jej stanu zdrowia:

 

                „Twoim delikatnym ciałem od prawie trzydziestu lat miota zbyt porywcza dusza, a ta z kolei cierpi pod wpływem pogarszającego się zdrowia w sposób, że należałoby boga jakiegoś prosić, aby przyszedł z pomocą jakiemuś zdolnemu lekarzowi albo sam zechciał natchnąć ciebie, mój piękny aniele, by dokonać podwójnego uleczenia”.[26]

 

Listy prymasa do bratanicy, pisane w czasie jego pobytu w Londynie na przełomie 1790 i 1791 r., pozwalają wniknąć w jej wewnętrzne rozterki[27]. W ich świetle możemy również poznać co nieco z realiów codziennego życia Tyszkiewiczowej w Paryżu i jej otoczenia. Maria Teresa wynajmuje wówczas apartament przy ulicy Saint Thomas du Louvre. Utrzymuje kontakty z małym gronem polskich emigrantów – generałem Janem Komarzewskim, królewską stypendystką Anną Rajecką, posłem polskim w Paryżu Feliksem Oraczewskim i korespondentem Stanisława Augusta, Włochem Filippo Mazzeim. Jej powiernicą i najbliższą przyjaciółką jest Henrietta de Vauban (ta sama, z którą w Brukseli w 1793 r. za pośrednictwem siostry zawrze znajomość książę Józef Poniatowski i z którą połączy go później intymny związek). Wprowadza ona Tyszkiewiczową w towarzystwo, gdzie Maria Teresa poznaje sławnego poetę abbé Jacques’a Delille’a. Znajomość jest tak bliska, że Tyszkiewiczowa ułatwia przyjeżdżającym do Paryża Polakom kontakty z autorem „Ogrodów”. Nie była to rzecz prosta – Delille należał do ulubieńców królowej Marii Antoniny i przystęp do niego miały tylko wybrane osoby. Z pomocą Tyszkiewiczowej nawiązała z nim kontakt Izabela Czartoryska, gdy w styczniu 1791 r. powracała do Polski po blisko dwuletnim pobycie w Londynie.

Jest możliwe, że już wtedy w Paryżu Maria Teresa zawarła znajomość z Charles’em-Maurice’em de Talleyrandem, kontrowersyjnym biskupem Autun, oskarżanym o „skandaliczną niemoralność” i ekskomunikowanym w 1791 r. przez papieża Piusa VI za przyjęcie ustawy cywilnej o duchowieństwie. Właśnie w salonie Talleyranda przy ulicy de Bellechasse albo w domach jego wpływowych przyjaciół Tyszkiewiczowa mogła spotkać Delille’a. W momencie, kiedy zmagała się z depresją, a jednocześnie zaczęła swobodnie podróżować po Europie, wyzwoliwszy się spod kurateli królewskiego stryja, pojawienie się w jej życiu tak silnej indywidualności dawało nadzieję na pokonanie własnego przeznaczenia. Niemałą rolę odgrywał także kompleks wynikający z kalectwa – Talleyrand, podobnie jak ona, był ułomny. Cierpienie niewątpliwie tworzyło – przynajmniej z jej punktu widzenia – poczucie pewnej wspólnoty.

Choć przyjmuje się, że do pierwszego spotkania Tyszkiewiczowej z bezgranicznie przez nią uwielbianym Talleyrandem doszło dopiero w 1807 r. w Polsce, mogło ono nastąpić już pomiędzy 1788 a 1791 r. w stolicy Francji. W korespondencji prymasa Poniatowskiego istnieje ślad pewnego wątku uczuciowego, który powstrzymywał Marię Teresę przed opuszczeniem Paryża, ale ona sama zachowała na ten temat milczenie.

Do Warszawy nie chciała wracać mimo nalegań bliskich. Niekorzystne wrażenie, jakie na młodej kobiecie, przejawiającej zawsze pęd do światowego życia, mogła wywierać polska stolica, pogłębiały życiowe klęski, związane z długoletnią chorobą i nieudanym małżeństwem. Powróciła tu na krótko w 1791 r., by po kilku miesiącach wyruszyć do Belgii, zahaczywszy w czasie tej podróży o Berlin. W Brukseli, sławnym z wód mineralnych uzdrowisku Spa i pobliskiej Holandii spędziła okres 1792-1795 uciekając przed rewolucją francuską. W 1793 r. dołączył do niej książę Józef, który musiał opuścić Polskę po tym, jak odmówił podporządkowania się konfederacji targowickiej. Po ostatnim rozbiorze, nim osiadła w Wiedniu, odnowiła kontakty z matką, mieszkając razem z nią i dawnym preceptorem księcia Józefa, generałem Krzysztofem Plonquetem w dziedzicznym majątku Kinskiej Doksany w Czechach. Warszawę ujrzała dopiero w 1796 r., po zajęciu miasta przez władze pruskie. Wiele tygodni spędziła w Grodnie u więzionego przez Rosjan Stanisława Augusta. W drodze powrotnej do cesarskiej stolicy – bardzo przywiązana i bez reszty oddana jedynemu bratu – znów zatrzymała się w Warszawie, doglądając jego interesy.

 

                „Inteligentna, bystra, spostrzegawcza – pisze Maria Józefowiczówna – o efektownej powierzchowności, bardzo odważna, znała języki, interesowała się polityką. Z pozostawionych przez nią papierów dowiadujemy się, że np. w latach 1810 – 1811 prenumerowała pisma takie, jak: „Le publiciste”, „Gazette National ou le Moniteur Universel”, „Journal de Paris”, „Journal de l’Empire” i inne” .[28]

 

Znajomość z Charles’em Maurice’em de Talleyrandem, która po 1807 r. nabrała tak szczególnego znaczenia dla Marii Teresy, stała się powodem jej wyjazdu do Francji na stałe. Decyzja ta, podjęta około 1810 r., zaważyła nie tylko na przyszłości urodzonego rok wcześniej Józefa Poniatyckiego, naturalnego syna księcia Józefa i Zofii z Potockich Czosnowskiej, którego Tyszkiewiczowa po tragicznej śmierci brata objęła „dobroczynną opieką”, a w 1828 adoptowała (sprowadziwszy wcześniej do Paryża), ale i na losach znacznego (choć bardzo zadłużonego) majątku, jaki przejęła w spadku po księciu Józefie. W jego skład wchodziły ruchome i nieruchome dobra odziedziczone po stryjach prymasie Michale i królu Stanisławie Auguście (w tym Łazienki, Ujazdów, Jabłonna i Wieliszew razem z położonymi na ich terenach pałacami) oraz bogata scheda artystyczna, w znakomitej większości sprzedana w Warszawie na licytacjach przez działających w imieniu Marii Teresy pełnomocników, z których najważniejszym był przyjaciel zmarłego księcia, Aleksander Linowski.

Maria Teresa Tyszkiewicz zmarła w Tours we Francji w dniu 2 listopada 1834 r. i zgodnie ze swoją wolą została pochowana w mieszczącej się w podziemiach kaplicy św. Maurycego w Valançay rodowej krypcie książąt de Talleyrand-Périgord. Obok niej niespełna cztery lata później spoczął Charles-Maurice, który przed śmiercią oficjalnie pojednał się z Kościołem.

 

W kolejnych publikacjach zamieszczać będę dokumenty prawne oraz korespondencję odsłaniającą arcyciekawe kulisy pozbawienia Zofii Czosnowskiej praw rodzicielskich wobec Józefa Poniatyckiego i jego adopcji przez Marię Teresę Tyszkiewiczową.

 

ANGELA SOŁTYS

 

 

Powyższy artykuł zamieszczany był wcześniej przez p. dr Sołtys na jej blogu, na stronach Zamku Królewskiego w Warszawie:

 


[*] Kłody najeżone kołkami dla zamykania przejazdu.

 


[1] Celowi temu służyło nadanie księciu Józefowi przez Stanisława Augusta starostw żyżmorskiego, chmielnickiego i wielońskiego oraz pobyty w Polsce w l. 1778 i 1779. Jeśli chodzi o Marię Teresę, jednym z elementów tej strategii było małżeństwo, które zawarła w 1778 r. z Wincentym Tyszkiewiczem, o czym niżej.

[2] W jednym z listów do księdza Gaetana Ghigiottiego, szefa kancelarii włoskiej w gabinecie Stanisława Augusta Tyszkiewiczowa wyraziła się, że zarówno ona, jak i jej brat zrodzeni zostali „pod okrutnymi gwiazdami” (il faut croire que lui et moi sommes nées sous les cruelles etoilles), AGAD, Archiwum księcia Józefa Poniatowskiego i Marii Teresy Tyszkiewiczowej (dalej: AJP), sygn. 9.

[3] Michał Jerzy Poniatowski do Teresy z Kinsky’ch, 23 VI 1781, AGAD, AJP, sygn. 1057.

[4] S. Wasylewski, Portrety pań wytwornych, Lwów 1924, s. 47.

[5] Asygnata z 26 X 1778, płatna ze skarbu królewskiego, AGAD, AJP, sygn. 1056.

[6] J. U. Niemcewicz, Pamiętniki czasów moich, oprac. J. Dihm, t. I, Warszawa 1957, s. 148.

[7] Nekrolog Tyszkiewiczowej, zamieszczony w „Kurierze Warszawskim” (nr 332 z 12 XII 1834) zgodnie ze stanem faktycznym określa zmarłą jako wdowę (Wincenty Tyszkiewicz zmarł w 1816 r.)

[8] Stanisław August do księcia Józefa Poniatowskiego 3 IX 1785 oraz 19 VII 1788, Kraków, Biblioteka Polskiej Akademii Umiejętności, sygn. 4582.

[9] Walenty Maciej Gagatkiewicz (1750-1805), konsyliarz dworu i nadworny lekarz Stanisława Augusta; nobilitowany w 1776 r.; założyciel szkoły chirurgicznej przy szpitalu św. Łazarza w Warszawie; 1788 odznaczony przez króla złotym medalem „bene merentibus”; członek warszawskiego Towarzystwa Przyjaciół Nauk, zob. S. Konopka, Gagatkiewicz Walenty Maciej, „Polski słownik biograficzny”, t. 7, Kraków 1948-1958, s. 207-208.

[10] Guma arabska (łac. Gummi arabicum) – stwardniała na powietrzu żywica wyciekająca naturalnie lub otrzymywana przez nacięcie pnia i gałęzi akacji senegalskiej i innych gatunków z rodzaju Acacia pochodzących z Afryki. W medycynie stosowana była jako środek osłaniający w stanach zapalnych błon śluzowych oraz pomocniczo w recepturach aptecznych, zob.: http://pl.wikipedia.org/wiki/Guma_arabska

[11] Diacodium – w oryginale sirop diacode: odwar z ziaren maku, opiaceum, lek psychoaktywny, w XVIII w. wykorzystywany jako środek znieczulający i nasenny, zob. http://www.mediadico.com/dictionnaire/definition/diacode oraz H. Milne Edwards et P. Vavasseur, Manuel de matière médicale ou description abrégée des médicaments… par.., Bruxelles 1840, s. 100, 278, 324, 503, książka dostępna na stronie:

http://books.google.fr/books?id=gFRAAAAAcAAJ&pg=PA323&lpg=PA323&dq=sirop+thebaica&source=bl&ots=VP5bANikBJ&sig=Yj1iORIaeyyez_lE9M1bHk6m

[12]W oryginale: préparations du thebaïque. Chodzi prawdopodobnie o tynktury czyli nalewki tebainowe. Tebaina jest eterem dwumetylowym morfiny (C19H21NO3), alkaloidem znajdującym się w opium w ilości około 1%, stąd XVIII i XIX-wieczne farmakopeje oraz podręczniki farmacji opisywały ją jako pochodną laudanum, H. Milne Edwards, P. Vavasseur, op. cit., s. 232.

[13] Prawidłowo: gorzkla właściwa (inne nazwy: gorzknia właściwa, kwasja gorzka, gorzkodrzew właściwy, gorżciel właściwy, kwasja właściwa, łac. quassia amara) – gatunek krzewu lub małego drzewa z rodziny biegunecznikowatych. Występuje w płn. części Brazylii i Gujanie, sadzona w Panamie, na Antylach i w krajach o gorącym klimacie Azji i Afryki. Kwasja tradycyjnie stosowana była w leczeniu febry (uważana za skuteczny środek przeciwko larwom komara z rodzaju widliszków wywołującego malarię), środek pasożytobójczy oraz dygestyw wzmagający apetyt i trawienie. http://pl.wikipedia.org/wiki/Gorzkla_w%C5%82a%C5%9Bciwa

[14] Simaruba – kora biegunecznika, łac. Cortex Simarubae (Cortex Simarubae Guyanensis), pochodząca z gałęzi, rzadziej z korzeni biegunecznika gorzkiego, spokrewnionego z gorzknią właściwą, drzewa występującego w Wenezueli, Gujanie, Brazylii, Meksyku i na Antylach. Stosowana jako środek wzmagający apetyt i trawienie, przeciwdziałający niestrawności oraz przeciwbiegunkowy i przeciwbólowy. Mocne odwary używane były w leczeniu chorób pasożytniczych przewodu pokarmowego oraz malarii. Skuteczność tego leku została potwierdzona współczesnymi badaniami: H. Różański, Cortex Simarubae – kora biegunecznika w dawnej medycynie oficjalnej, artykuł na stronie: http://rozanski.li/?p=2109

[15] Kaskarylla, łac. Croton Eluteria – gatunek krzewu lub małego drzewa z rodziny wilczomleczowatych (Euphorbiaceae), występującego na wyspach Bahama i Antylach, posiada gorzki w smaku korzeń odznaczający się silnym i przyjemnym aromatem, który wykorzystywano dla podniesienia walorów zapachowych tabaki. Jako środek leczniczy stosowana od 1746 r., zawiera cascarillinę, gorzką substancję o wzorze chemicznym C12H18O4, z której wywar podawany był jako jako środek wzmacniający i pobudzający a jednocześnie obniżający temperaturę. Zob. artykuł F. Cortesi, Cascarilla, opublikowany w Enciclopedia Italiana Treccaniego w 1931 r., dostępny na stronie: http://www.treccani.it/enciclopedia/cascarilla_(Enciclopedia_Italiana)/

[16] Kora peruwiańska – kora chinowa pozyskiwana z chinowca (drzewa chinowego), łac. Cinchona. Chinowiec to roślina z rodziny marzanowatych (Rubiaceae). Obejmuje ponad 40 – 60 tropikalnych gatunków, występujących w stanie dzikim w Andach. Kora chinowców (Cortex Cinchonae) zawiera chininę i cynchoninę oraz inne alkaloidy stosowane do zwalczania malarii. Chinina działa również przeciwgorączkowo i jako środek antyarytmiczny. Odwar z kory chinowca podawany jest w zaburzeniach trawienia, niedokwaśności, braku apetytu, stanach ogólnego osłabienia, niedokrwistości, uporczywych zaparciach, nerwobólach, anemii i skurczach mięśni.

http://pl.wikipedia.org/wiki/Chinowiec oraz Ł. Ejsmont, Cinchonae Cortex. Kora chinowa, artykuł dostępny na stronie autora: http://www.farmakognozja.farmacja.pl/

[17] Pochodzenia wody nie udało się ustalić.

[18] Środek niezidentyfikowany.

[19] W. Fiszerowa, „Dzieje moje własne i osób postronnych. Wiązanka spraw poważnych, ciekawych i błahych”, oprac. E. Raczyński, Londyn 1975, s. 165-166.

[20] Adam Jerzy Czartoryski („Pamiętnik”, I, Kraków 1904, s. 17-18) wspominał: „Dla sprawienia przyjemności mojej matce urządziła pani Tyszkiewiczowa w Powązkach przedstawienie komedii pt. „Piętnastoletni kochanek”, a sama przyjęła rolę męską, podczas gdy młodsza moja siostra grała kochankę. Teatr urządzono w owczarni. Pani Tyszkiewiczowa, przebrana po męsku, przybyła konno”, za: „Teatr Narodowy 1765-1794”, pod red. Jana Kotta, Warszawa 1967, s. 647. Młodsza z sióstr księcia Adama to Maria, późniejsza księżna Wirtemberska. Być może tematem tej inscenizacji była komedia pani de Genlis „L’Amant anonyme”. Tyszkiewiczowa wzięła również udział w głośnym polskim „prawykonaniu” komedii Beaumarchais’ego „Wesele Figara” w dniu 22 grudnia 1785 r. na Zamku Królewskim w Warszawie. Obok niej wystąpili wówczas szambelan królewski Mikołaj Wolski, księżna Karolina de Nassau-Siegen, starosta warszawski Alojzy Fryderyk Brühl (syn ministra Henryka) i inni. Stanisław August, który bywał na próbach i interesował się grą amatorów miał podobno powiedzieć: „Dałbym wiele, gdyby tu przyjechał pan de Beaumarchais”, tamże, s. 571.

[21] „Król nie opuszczał swej rezydencji inaczej, jak poprzedzony oddziałem ułanów i otaczającym dworem na koniach. Widziałam jego bratanicę panią Wincentową Tyszkiewiczową, przebraną po męsku, w mundurze maltańskim, towarzyszącą mu w ten sposób.” Fiszerowa, „Dzieje…”, s. 163.

[22] Koblański – Józef Koblański, eksjezuita, autor wierszy i tłumaczeń, uczestnik puławskiego życia towarzysko-literackiego, proboszcz w Siedlcach i w Górze koło Puław.

[23] Pani Krakowska – Izabela z Poniatowskich Branicka, młodsza z dwóch sióstr Stanisława Augusta, żona kasztelana krakowskiego Jana Klemensa Branickiego.

[24] Nassauwa – Karolina z Gozdzkich, primo voto Sanguszkowa, od 1780 r. żona księcia Karola de Nassau-Siegen, wsławionego w Europie żołnierza, podróżnika i awanturnika, który w 1784 r. uzyskał polski indygenat. Właścicielka pałacu położonego na terenie jurydyki Alekandria (słynne „Dynasy”, obecnie w okolicach ulicy Kopernika w Warszawie), dwukrotnie padającego ofiarą pożaru: w 1776 lub 1777 oraz w 1788 r.

[25] Biblioteka Książąt Czartoryskich, Archiwum Rodzinne Książąt Czartoryskich, sygn. 6107 II, nr 1.

[26] „Vôtre corps délicat ayant été tourmenté depuis près de trente ans par une âme trop forte, laquelle à son tour souffre des impressions de vôtre santé alterée, de façon qu’il faudrait qu’un dieu vienne au secours d’un habile médecin ou qu’il vous inspire vous même, mon bel ange, pour opérer une double guérison” (podkreślenia pochodzą od autora listu). Przeszło 50 listów prymasa do Tyszkiewiczowej (w języku francuskim) w AGAD, Archiwum księcia Józefa Poniatowskiego i Marii Teresy Tyszkiewiczowej, sygn. 1066.

[27] Poniatowski odwiedził Tyszkiewiczową bawiąc krótko w Paryżu jesienią 1790 r. Bratanica obudziła w nim wtedy szczególną skłonność dając to, czego w tamtej chwili najbardziej potrzebował: możliwość otworzenia się przed drugim człowiekiem. Dla tego pozornie skrytego i opanowanego mężczyzny było to niezwykłe odkrycie. Michał Poniatowski, niespodziewanie dla siebie samego, zapałał uczuciem, które poruszyło go do głębi i stało się, jeśli nie najtrwalszym, to z pewnością ostatnim, tak intensywnym doświadczeniem w jego życiu.

[28] M. Józefowiczówna, „Inwentarz Archiwum księcia Józefa Poniatowskiego i Marii Teresy Tyszkiewiczowej”, Warszawa-Łódź 1987, s. 14.