W kossak szarza pod rokitna

Sen o husarskich skrzydłach…

Krzysztof Radzikowski Historia, Varia Leave a Comment

„Rzeczpospolita”-28-29 października – „Sen o husarskich skrzydłach” Marek Kozubal –wspomnienia Stanisława Roztworowskiego uczestnika szarży pod Rokitną (fragment )

„…..Jechali długim, szerokim rzędem, a równo, jak nigdy na żadnych ćwiczeniach. Kule idą coraz częściej, jak rój os nadlatują. Zachwiał się w siodle jeden i padł z konia twarzą do ziemi i na niej bez ruchu pozostał. Kula w czoło trafiła. To Kubik z trzeciego plutonu, klacz jego kara Mucha, z rzędu się nie wyłamała, szła bez jeźdźca dalej.

Trafili na pierwszy rów strzelecki. Był pusty, skoczyli rzędem, jak jechali i pogalopowali dalej. Za tym rowem drugi, ale już obsadzony piechotą (…) Skoczyli przez rów drugi – nie wszyscy. Pod Sokołowskim koń padł, przygniatając go ciężarem (…) Na lewo na wzgórzu osunął się wachmistrz Adamski ze swej Gorgony, trafiony w czoło… Padł na znak, ręce w krzyż rozłożył i tak już pozostał. Gorgona jego, lekko ranna wróciła (…)

Ci, co pognali dalej, tego nie widzieli… Przed nimi o sto kroków ciągnął się już nie rów, ale darnią kryty okop strzelecki. Sto strzelnic na nich patrzało, a z każdej wystawał najeżony bagnet. Gęsto było Moskali jak mrowia. (…) Rotmistrz krzyknął: „Poddajcie się!” I – stała się rzecz nieoczekiwana. Ci, ukryci w głębokim rowie piechurzy rosyjscy, których ułani nawet szablą dosięgnąć nie mogli, zdrętwieli na widok pędzących, ręce wznieśli do góry i o zmiłowanie prosili. Ale z prawego boku ogień nie zesłabł, owszem wzmógł się jeszcze. Padła Hochla rotmistrza, a on sam miał już bok przeszyty.(…) Topór teraz prowadził.(…) Kilka koni okop wprost przeskoczyło, zajechali na Moskali z tyłu (…) Zdobyli okopy ! Ale z bocznych rowów porwali się Moskale na bagnety. Padł przebity koń Topora. On bronił się jeszcze rewolwerem i szablą, ale osunął się przeszyty dziesięcioma kulami(…)

Wtem z góry pada szrapnel, kartacz, czy granat, skąd szedł, nie wiadomo, dość, że padał w środek rosyjskiego okopu i jednym wybuchem zwalił nam pięciu ułanów(…) Szarża była skończona.
(…) Piętnaście białych, z desek zbitych trumien, nieśli na swych barkach ułani, każdą stroiły kwiaty, tylko jedna trumna rotmistrza Wąsowicza okryta była biało-czerwonym całunem, a nad nią wznosiło się czako ułańskie i złamana szabla(…) A potem z nielicznych szeregów 2. Szwadronu, wystąpił wachmistrz Sokołowski, prawnuk tego Sokołowskiego, który padł w szarży pod Somosierrą. Choć ranny, bo ręka zawieszona na temblaku kryje się w fałdach brunatnego płaszcza, choć włos jego siwy, silnym, młodym głosem przemówił: „To godni spadkobiercy ojców i dziadów spod Kircholmu, Somosierry i Ostrołęki. Wysłani na rosyjskie okopy, wiedzieli, że zginą. Lecz poszli, aby udowodnić, że żołnierz polski przed wypełnieniem rozkazu nigdy się nie cofnie, że spełni go, choćby miał życiem to przypłacić.”(…)

Polscy ułani II Brygady Legionów Polskich, szarżujący w upalne południe 13 czerwca 1915 roku na rosyjskie pozycje pod Rokitną, przeszli do legendy jak ci spod Somosierry. Dowodził nimi zresztą potomek szwoleżera z hiszpańskiej kampanii. Tyle że w 1808 roku dwustu polskich szwoleżerów wyrąbało Napoleonowi drogę do Madrytu. Legionowym ułanom aż tak się nie powiodło.”(…)

Ilustracja W Kossak – Bitwa pod Rokitną