Ryżewski i Śmierć

Ryżewski i Śmierć

gbrPMZ Publikacje, Ryżewski 0 Komentarzy

Zawsze myślałem, że żołnierz który był w tylu bitwach co ja, ma grubą skórę, a krew i śmierć nie robi na nim wrażenia. Widziało się tylu nieznajomych których śmierć skosiła. Na naszych rękach skonało tylu przyjaciół, wojna! Wojna! Wojna! Tak było kiedyś, gdy prawie codziennie ryzykowaliśmy życie, gdy żegnając przyjaciela nie wiedzieliśmy, czy go wieczorem jeszcze żywego zastaniemy. Teraz jednak, w tyle lat po zakończeniu służby, gdy na świecie, a przynajmniej tu w Europie, narody żyją w spokoju, a śmierć gwałtowna w wyniku wypadku czy pojedynku lub samobójstwa to wydarzenie, o którym gazety potrafią rozpisywać się przez kilka dni, ja odbieram ją zupełnie inaczej.

Tak było i tego dnia, szedłem na spotkanie z przyjaciółmi, niosąc pod pachą poranną gazetę z opisem pewnego nieszczęśliwego wypadku.
Do naszej gospody dotarłem pierwszy, usiadłem przy ulubionym stole i pogrążyłem się w lekturze. Artykuł na pierwszej stronie relacjonował mrożący krew w żyłach śmiertelny wypadek jaki przydarzył się pewnemu młodzieńcowi…
Najpierw było cicho i ciemno. Gdy Ryżewski otworzył oczy zobaczył, że jest całkiem jasno, w oddali słychać było jakby szelest drobniutkich listków na wietrze, Ryżewskiemu skojarzył się ten szum z dźwiękiem tysięcy motyli ulatujących w niebo. To dziwne pomyślał i spróbował się poruszyć, niestety bez rezultatu… wtedy obrócił same oczy i zobaczył siedzącą nieopodal postać. Nieznajomy przysiadł na rozbitej lawecie armaty. Ryżewski wysilał wzrok aby mu się przyjrzeć, ale niewiele zobaczył poza półprofilem, nieznajomy choć było ciepło siedział zawinięty w czarny płaszcz. Obcy lekko obrócił głowę w kierunku porucznika. Teraz Ryżewski widział jego profil, nieznajomy bowiem patrzył gdzieś w bok i tylko zapewne katem oka mógł widzieć porucznika. Gdy Ryżewski zaczął się baczniej przypatrywać tej postaci nieznajomy nadal nie patrząc na porucznika odezwał się pierwszy:
– Oto i nasz porucznik! Witam Panie Ryżewski!
– Wody…. Gdzie ja jestem… co to było, ….nic nie pamiętam…- powiedział Ryżewski choć miał wrażenie, że nawet ust nie otworzył, że te słowa wyszły jakoś tak inaczej, jakby były tylko pomyślane.
– Ha! Dobre pytanie! Była wielka bitwa, a ty w niej szarżowałeś Mości Ryżewski! -Obcy powiedział to tak jakby opisywał swoje charty atakujące zwierzynę. – A teraz leżysz tu, na pobojowisku… Dodał tonem już zupełnie innym.
– Bitwa –powiedział czy raczej pomyślał porucznik – a więc jesteś Panie medykiem… proszę pomóż mi, daj mi wody…
– Nie jestem medykiem, nie mam wody, zresztą woda zupełnie nie jest ci potrzebna…
– Kim więc jesteś, skoro nie medykiem i nie masz wody? Chyba nie moim aniołem stróżem, bo ten by mi pomógł, raczej Aniołem Śmierci skoro nie chcesz mi dać wody!
-Nie jestem twoim aniołem stróżem i nawet nie wiem gdzie on teraz jest, ale przyszedłem ci pomóc, właściwie to przyszedłem po ciebie…
– Kim więc jesteś?
– Różnie mnie nazywają, dla ciebie mogę być Thanatosem.
– Thanatos !– Thanatos… – powtórzył Porucznik przypominając sobie lekcje języków klasycznych jakie był odebrał w konwencie.
– A więc jesteś Śmiercią – powiedział Ryżewski i zaczął się wpatrywać w tą dziwną postać, a ta się wreszcie poruszyła. Nieznajomy odwrócił się do Ryżewskiego i spojrzał mu w oczy. Dopiero teraz porucznik zauważył, że to co pierwotnie wydało mu się czarnym płaszczem było wielkimi czarnymi skrzydłami pokrytymi błyszczącymi piórami.
-A może raczej jesteś Samaelem?!
– E, Możesz mnie tak nazywać choć wolę jednak imię Thanatos.
Ryżewski poruszył się zaintrygowany – Jesteś aniołem śmierci, a ja żyję – dziwne. Czegoś tu chyba nie rozumiem.
– Och to proste, – powiedział Thantos znowu patrząc gdzieś w dal – Próbowałem ci to powiedzieć już na początku, ale ty ciągle tylko – Wody! i Wody! Była bitwa –tak? Ryżewski kiwnął głową i od razu dopytał:
– Wygraliśmy?
– Dla ciebie to już nie ma znaczenia –odparł sucho Thanatos i ciągnął swój wywód dalej:
– Szarżowałeś – tak? Tak – odpowiedział Ryżewski chyba z siedem razy… – Osiem, doprecyzował mu tamten – osiem, to w ósmej szarży padłeś. Na twarzy Porucznika odmalowało się wielkie zdziwienie które Thantos od razu wyczuł nawet nie patrząc na Ryżewskiego.
– No tak, zostałeś ranny, ciężko ranny…
– Co? Ja? Jak? – przecież ja nic nie czuję! – Prawie wykrzyknął Ryżewski na tyle na ile mu jego stan pozwalał, kręcąc się i próbując znaleźć jakąś ranę na ciele.
-Przestań się kręcić! – zganił go Thanatos – chyba, że chcesz się szybciej wykrwawić! A to proszę bardzo! Powiedziałem ci, że jesteś ciężko ranny i niewiele ci już zostało, a ja mam jeszcze ochotę na pogawędkę, mam do ciebie kilka pytań…
– Tak ? – Ryżewski uspokoił się wyraźnie zainteresowany słowami tamtego.- Ile mi zostało?
-O to zależy, w obecnych warunkach i przy waszej medycynie… może pól godziny, może kwadrans, oczywiście jak nie będziesz się rzucał. – Mówiąc te słowa Thanatos lekko się uśmiechnął.
– O co chcesz mnie zapytać? Czy to możliwe, że ja wiem coś czego ty nie wiesz? – Zapytał Ryżewski.
– O tak! – rzekł Thanatos – powiedz mi jak to jest, że wy ludzie, tak boicie się umrzeć, a jednocześnie robicie wszystko żeby to się stało. Po co wam te wojny, pojedynki na śmierć i życie, czy wyścigi na złamanie karku?
-Wiesz… – Zamyślił się Ryżewski- wojny no to różnie, my walczymy o Polskę, o Ojczyznę co ją nam zabrali…
– O Ojczyznę? – przerwał Thanatos – A co to jest Ojczyzna? Potrafisz to wytłumaczyć? A ty ją w ogóle pamiętasz? Ile to lat minęło kiedy ją opuściłeś?
– Ojczyzna, to … – tu Ryżewski zawahał się – Ojczyzna to Ojczyzna, ot co! A ty tego nie zrozumiesz!
-Rzeczywiście, nie rozumiem, zgodził się tamten. – A pojedynki?
-Pojedynki to sprawa honorowa. Honor to poważna sprawa trzeba go bronić, bo jak się ma plamę na honorze to gorzej niż śmierć, dlatego trzeba walczyć… – Ryżewski wyraźnie brnął w definicje z których mocny za bardzo nie był, choć ich materie wypełniały mu życie. Thanatos patrzył na niego z coraz większym zdziwieniem. – A wyścigi i inne samobójcze wygłupy?
– No wiesz! Żachnął się Ryżewski – nigdy się nie ścigałeś ? i co może powiesz, że konia nie masz!… – Anioł Śmierci spojrzał na niego z jeszcze większym zdziwieniem, a Ryżewski w tym momencie uświadomił sobie, że się trochę za bardzo zagalopował…
Przez chwilę zapanowała cisza. Thanatos wyraźnie starał się przemyśleć to co powiedział porucznik, a Ryżewski myślał czy to był jego ostatni wygłup za życia, czy pierwszy na tamtym świecie…
W tak dziwnej sytuacji pojawił się dźwięk. Powoli narastał, bo pojawił się z zupełnej ciszy. Był podobny do tykania zegara, ale nie takiego domowego, dużego stojącego, w szafie z kurantami, nie ten był, taki bardziej osobisty powiedziałbym, taki jaki nasz własny,kieszonkowy -jedyny niepowtarzalny. Ryżewski doskonale pamiętał ten dźwięk, codziennie przecież zanim przystąpił do nakręcania przykładał do ucha złotą kopertę zegarka, słuchał tykania, potem powoli otwierał kopertę i wkładał kluczyk w otwór w tarczy, poczym delikatnie nakręcał sprężynę – dziesięć obrotów. Wyjmował kluczyk, zamykał kopertę i znowu przykładał zegarek do ucha, aby jeszcze raz usłyszeć tykanie… Ten dźwięk, właśnie teraz stawał się coraz głośniejszy, powoli wypełniał głowę porucznika, ale nagle z oddali dołączył do niego zupełnie inny dźwięk, był to głos, głos ludzki, tak dobrze znajomy jak tykanie zegarka.
-Panie Poruczniku! Panie Poruczniku!!! To ja wachmistrz… – Usłyszał już całkiem wyraźnie Ryżewski. – Do zobaczenia, pewnie niedługo – powiedział inny głos zupełnie blisko, jakby do ucha, musnął piórami policzek porucznika zaszeleścił i znikł.
-Panie Rotmistrzu! Panie Rotmistrzu! Melduję posłusznie, że go znaleźliśmy… znaczy się porucznika Ryżewskiego znaleźliśmy, już go taki jeden zaczął rabować, nawet nie poczekał, żywego biedaczka rabował! Ale my nadbiegli i uratowali i porucznika i jego zegarek co to ….
-Żyw? Ostro przerwał rotmistrz potok słów szczęśliwego żołnierza.
– Jeszcze dycha! Ale kiepsko z nim! Chirurg prędko potrzebny… Prawie krzyczał Wachmistrz.
-Wody, wody…

Z podziękowaniem za konsultacje medyczne dla
Sztabschirurga – Pani Profesor Marii Turos

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *