Pozegnanie gwardii fontainebleau 1814 2014 szwolezerowie

Pożegnanie gwardii, Fontainebleau 1814-2014

Koroniarz Batalie i pokazy Leave a Comment

 

Jakkolwiek historia wojen napoleońskich kończy się dopiero epopeją 100 dni zwieńczonych dramatem bitwy pod Waterloo, to jej widocznym preludium był rok 1814-ty i dni zdrady marszałków Francji, którzy porozumiawszy się z carem Aleksandrem opuścili Napoleona. Wtedy to jedynymi zwartymi oddziałami, które przedarły się do cesarza były polskie pułki szwoleżerów i eklererów (zwiadowców) gwardii wraz ze szwadronem 7-ego pułku ułanów-lansjerów Legii Nadwiślańskiej. Ich przybycie do Fontainebleau nie mogło cofnąć abdykacji, to wpisało się w godną postawę całości wojsk polskich, która zapewniła im na mocy traktatu abdykacyjnego powrót do kraju z bronią i sztandarami w ręku.

Jak pisał „Papa” Dautancourt, major regimentu:

„Podczas przeglądu dowódca pułku, generał Krasiński zaprosił majora do siebie i podzielił się z nim otrzymaną właśnie wiadomością o zdradzie marszałka Marmonta, który, zajmując ze swym korpusem Essonne oraz wysunięte naprzód posterunki, poprowadził swe oddziały prosto w ręce wroga. Otrzymawszy jednocześnie rozkaz, by udać się do Fontainebleau, generał Krasiński powierzył majorowi dowództwo nad obydwoma pułkami.
Bouchot napolon signe son abdication fontainebleau 4 avril 1814Trudno opisać wzgardę i wściekłość, jakie ogarnęły tych dzielnych i lojal-nych Polaków na wieść o haniebnym postępku Marmonta. Nowina rozeszła się lotem błyskawicy. Szwoleżerowie i eklererzy natychmiast chwycili za broń i zebrali się tłumnie, wznosząc okrzyki: „zdrada!” Ich złość sięgała zenitu, grozili nawet, że rzucą się na Francuzów, zmasakrują ich, spalą itd. Major z wielkim trudem przywołał ich do porządku, tłumacząc, że francuscy żołnierze, którzy poszli za Marmontem, byli prawdopodobnie niewinni, że zostali oszukani, że kilku wspólników zdrady, to jeszcze nie cały naród, a nade wszystko, że Cesarz był blisko, więc należało liczyć na niego i jeszcze gorliwiej niż zwykle przygotować się na bitwę.
Dzielni żołnierze nieco się uspokoili. Wołali do majora, aby ich nie opuszczał i zawsze pozostawał wśród nich. Słysząc to, major, któremu scena ta bardzo zapadła w pamięć, z zapałem i niewypowiedzianym wzruszeniem, przysiągł, że spełni ich prośbę. Wtedy zaczęli wiwatować na jego cześć, wznosząc zwyczajowe „Hurra!” i rozeszli się z okrzykiem „wiwat Cesarz!” na ustach. (…)
6go około 7.00 generał Krasiński powrócił z Fontainebleau do Chevannes i zaszedł do majora. (…) Mówiło się o wymuszonej przez wrogów, a może i przez samych marszałków, abdykacji Cesarza. W zaistniałych okolicznościach, generał ów uznawał obecność dwóch pułków w Fontainebleau, blisko Cesarza, za absolutnie konieczną. W jego poczuciu, jedynym świętym obowiązkiem Polaków, było strzec i bronić jego bezpieczeństwa, ponieważ tylko jemu przysięgali, i póki nie zostaną zwolnieni z przysięgi, póty nie wolno im go opuszczać. Ich obowiązkiem, ale i gorącym życzeniem, było towarzyszyć mu i bronić go, aż do śmierci!
Zarządzono zebranie oficerów. Wszyscy przyklasnęli zdaniu majora. Niektórych poniosło wzruszenie, inni mieli łzy w oczach, wszyscy jednak zgodnie twierdzili, że niegodziwością jest, że opuściła ich Francja, której do tej pory tak wiernie służyli, i która, nie mogąc poradzić sobie z kilkoma zawirowaniami, sama zdawała się zapominać o własnej chwale, poświęcając wielkiego człowieka, który, jako jedyny mógł ją jeszcze uratować. Zamiast tego zdawała się na łaskę i kaprysy Rosjan, swych najzacieklejszych wrogów. Major podzielał ich zdanie. Widział przed sobą przepaść, w jaką spychała nas, wcale przecież nie konieczna abdykacja. Daleki był bowiem od pokładania wiary w przymilne obietnice wrogów, którzy byli jedynie narzędziami w rękach Anglików, bądź też na ich żołdzie. Nie chciał nawet wierzyć, że Cesarz może przystać na najgorsze rozwiązanie, i rzeczywiście abdykować.
O 9.00 oba pułki dosiadły koni i sformowały się na równinie na południe od Chevannes. Generał Krasiński wygłosił do nich przemówienie, pięknie i z ogniem, długo opowiadał o sytuacji Cesarza oraz o niebezpieczeństwach, jakie według niego, mogły grozić monarsze. Wytłumaczył im, że prowadził ich do Fontainebleau, by czuwali nad jego ocaleniem, choć pokładał również pełne zaufanie w szczerość i absolutne oddanie, o jakich zaświadczały mu inne korpusy Gwardii. Oddanie Polaków dla tego wielkiego człowieka nie powinno mieć żadnych granic, a ich własne życie nie powinno mieć dla nich znaczenia, skoro mieli zaszczyt służyć, jako jego Gwardia, a honor nie może przecież obyć się bez wierności. Obraz wywołanych przez zdradę nieszczęść, był niezwykle barwny i prawdopodobnie po raz pierwszy, świat ujrzał łzy płynące z oczu tych żołnierzy, którzy wychowali się wśród niebezpieczeństw i w pogardzie dla śmierci, którzy tyle już razy widzieli, jak nagrodą za ich cnoty, było zwycięstwo. Była to, bez wątpienia, jedna z najbardziej poruszających scen, a ból tylu dzielnych żołnierzy, był o tyle bardziej okrutny, że nie mógł znaleźć ukojenia w walce, w działaniu! Generał zakończył swe przemówienie zwyczajowym okrzykiem „wiwat Cesarz!” który natychmiast podchwycili ogarnięci trudnym do opisania entuzjazmem żołnierze.
Nagle, trębacze odegrali sygnał do wymarszu. Okrzyki „wiwat” i „hurra!” urwały się, jakby ucięte nożem, i zapanowała grobowa, a jednocześnie podniosła cisza. Kierunek marszu kolumny wyznaczono na wioskę Nainville, gdzie, jak wspomniano, mieściła się kwatera główna generała Sébastianiego. Zaskoczony tym ruchem generał posłał swego adiutanta z zapytaniem, na czyj rozkaz był przeprowadzany, a po otrzymaniu odpowiedzi osobiście wyszedł naprzeciw pułkom. Zrazu zdawało się, że chciał odesłać ich z powrotem, gdy jednak generał Krasiński oznajmił mu, że powziął decyzję, by być blisko Cesarza, i że w tym momencie przyjmował rozkazy i rady jedynie odnośnie przyłączenia się do swego władcy, marsz wznowiono. Kolumna przeszła powyżej Nainville, które zostawiła po lewej ręce, w Saint Sauveur, wiosce zajętej przez kawalerię liniową, minęła niewielką rzeczkę Écolle i w Chailly dotarła do drogi z Fontaibleau. W mieście stawiła się około 14.00 (Obydwa pułki zajęły swe dawne obozy w lesie opodal rogatek Paryża).
Wieczorem zapowiedziano, iż następnego dnia Cesarz dokona przeglądu. Wzięliśmy to za dobrą wróżbę, myśląc, że jest to element przygotowań do marszu armii na wroga. Obydwa pułki zaczęły więc odpowiednio przygotowywać się do jednego i drugiego. Byliśmy pewni, że jeżeli z Cesarzem napadniemy na wroga, bez trudu go pokonamy.

7go rankiem Cesarz rzeczywiście przeprowadził na dziedzińcu pałacu krótki przegląd. Oddziały nieustannie wznosiły entuzjastyczne, liczne okrzyki.

 

Pozegnanie gwardii fontainebleau 1814 2014

JOB: „Fontainbleau”

 

Za zgodą Cesarza generałowie polskich oddziałów wysłali poselstwo do cara Aleksandra, prosząc go o łaski dla armii. To nadzwyczajne posunięcie nie pozostawiało żadnych wątpliwości, co do abdykacji Cesarza. Oznaczająca upokorzenie Francji wieść, która powoli stawała się już oficjalna, najpierw wszystkich skonsternowała, niebawem jednak wstyd i wściekłość wybiły się z niebywałą siłą na pierwszy plan. Wielu starych żołnierzy odrzucało broń, łamało ją na kawałki płacząc i krzycząc, że w ich rękach stała się właśnie bezużyteczna, nawet oficerowie łamali swe szable i szpady. Ze wszystkich stron wyzierał taki ból i rozpacz, że aż strach było pomyśleć, do czego mogło to doprowadzić. Marszałkowie i starsi oficerowie, korzystający ze szczodrości i dobroci Cesara wysyłali kogoś do uspokojenia ogarniętego gorączką korpusu (sami nie) ośmielali się pokazywać). Dla ludzi tych, już od dawna ojczyną stały się pieniądze. Jedyne, do czego byli zdolni, to wykonywanie rozkazów Cesarza, kiedy to on sam nimi kierował i osłaniał egidą swego geniuszu. Mimo to ośmielali się wierzyć, że inna władza nie będzie potrafiła się bez nich obejść! (…) Po południu major nakazał obu pułkom zebrać broń i dokonał ich przeglądu w obozie. Wielu francuskich rekrutów przydzielonych do 3. pułku eklererów, na wieść o abdykacji Cesarza umknęło porzucając broń, inni skarżyli się na złe traktowanie ze strony starych lansjerów i że nawet oficerowie poniewierali nimi, powtarzając, że naród francuski jest płochy, niestały i w poważnych okolicznościach nie staje mu charakteru. Oskarżali ich także, że jednego dnia wznosili okrzyki „Wiwat Cesarz!” a następnego już „Wiwat król!”, którego podarował im wróg, że naród francuski był widocznie zepsuty przez fortunę, skoro nie potrafił stawić czoła przeciwnościom i okazać się godzien swej reputacji. (…) wieczór upływał w gwarnej atmosferze, oba pułki śpiewały kuplety na cześć jor musiał kilkakrotnie udawać się do obozu. Wtedy otaczali go odważni, doświadczeni szwoleżerowie i pozdrawiali go okrzykami „Wiwat pan major! Wiwat papa!”. Klękali przed nim na kolana, powtarzając wciąż „Wiwat Cesarz!” i domagając się bitwy… Wielu z nich płakało!…

8go z samego rana major został wezwany do pułkownika Krasińskiego, który, na mocy cesarskiego dekretu, objął właśnie komendę nad wszystkimi oddziałami polskimi. Generał Krasiński oznajmił także, że abdykacja Cesarza zwalniała Polaków z przysięgi, jaką mu składali, wszyscy mieli wrócić do Polski. (…)

1814 napoleon abdicates at fontainebleau pocztowka

Wydany następnie obu pułkom rozkaz dzienny oznajmiał o sformowaniu szwadronu ochotników, którzy mieli towarzyszyć Cesarzowi na wyspie Elba
i tworzyć tam jego Gwardię. Po ogłoszeniu rozkazu, przez całe popołudnie kwatera majora pełna była szwoleżerów, eklererów, podoficerów i oficerów, którzy w najbardziej podniosłych stwierdzeniach błagali (domagali się), by wejść w skład owego szwadronu. Generał nie mógł przyjąć ich wszystkich, a nie chciał osobiście odmawiać śmiałkom, którzy jako ostatnią łaskę, pragnęli, by wpisać ich nazwiska do rejestru, oznajmił im, iż poprosi generała Krasińskiego, by wyznaczył tych, którzy dostąpią zaszczytu podążenia za Cesarzem.

9go dzień upłynął tak, jak poprzedni. W obu pułkach, wciąż te same wybuchy, żale, poruszenie. Major udał się do obozów, gdzie natychmiast otoczył go tum szwoleżerów i eklererów, którzy zaczęli wznosić na jego cześć zwyczajowe okrzyki. Wielu z nich domagało się natychmiastowego zaciągu do oddziału, który miał towarzyszyć Cesarzowi na Elbie i błagali generała, by o nich nie zapomniał. (…) Tego samego dnia major udał się do generała Krasińskiego, gdzie ustalono vstępny skład oddziału, który miał towarzyszyć Cesarzowi na Elbie.

10go przy porannym apelu ogłoszono w pułkach nazwiska wyznaczonych żołnierzy. (…)

11go generał Krasiński, dowódca wszystkich oddziałów polskich obecnych w Fontainebleau i okolicach, otrzymawszy od cara odpowiedź na wysłane mu 7ego poselstwo, o 11.00 wyprawił oddziały te do Paryża. Wedle jego rozkazów miały dotrzeć na miejsce 12go i odebrać tam rozkazy od Wielkiego Księcia Konstantego. Kolumnę marszową zamykały oba nasze pułki.” (tj. Szwoleżerów i Eklererów Gwardii Cesarskiej – przypis M.P.)

Przejście pod opiekę Aleksandra było bolesne. Jak wspominał po latach Aleksander Fredro:

„Na prawem skrzydle Les Chevaux legers lanciers de la Garde Imperiale, o których można było powiedzieć, że ich łzy nie oschły – tak jest łzy. Bo wychodząc z Fontainbleau, kilkanaście dni temu, płakano a gdzieniegdzie i głośno w szeregach tych weteranów, co od bitwy pod Somo-Sierra aż do ostatniej pod Paryżem, Sans peur et sans reproche [bez strachu i skazy], utrzymali wobec całego świata sławę polskiego żołnierza. (…) W końcu ostatniej kampanii sam wybór tylko pozostał i nikt nie widział ułanów tak Gwardyi jak i Linii odpartych w ataku. – Jako świadek bezstronny , a świadek co wiele widział i wiele myślał, mogę śmiało powiedzieć, że dużo, dużo czasu upłynie, nim taki pułk, jakim był pułk ułanów czyli polskich Lancierów Gwardyi Cesarskiej, – pułk takich dzielnych żołnierzy a jeszcze dzielniejszych oficerów i w takich wojnach wyćwiczony, rozwinie swój sztandar w jakim bądź kraju.”

W tym samym czasie 650-ciu wiarusów ze Starej Gwardii pod dowództwem generała Cambronne’a, oraz szwadron złożony z ochotników z pułków szwoleżerów i eklererów gwardii, ruszyć miało za cesarzem na Elbę. Byli tam oficerowie: major Jan Paweł Jerzmanowski, kapitan Kajetan Baliński, porucznik Marcin Fiutowski oraz podporucznicy Tomasz Skowroński i Józef Piotrowski oraz kapitan Szulc z 7-ego lansjerów. Jerzmanowski wspominał że:

„Cesarz wyruszył z Fontainebleau z pikietą strzelców konnych gwardii, a inne eskorty tegoż regimentu towarzyszyły mu aż do trzeciego przeprzęgu. Od tej pory kontynuował swą podróż bez eskorty. (…) Dopiero od wrogich demonstracji pijanego ludu w Orange i Avignonie, podburzonego przez rojalistów, austriacki generał Koller, jeden z komisarzy, zażądał eskorty swego wojska i huzarzy niemieccy dostarczyli pikiet aż do Frejus . (…) Byłem jedynym oficerem gwardii na pokładzie [angielskiej Fregaty przewożącej cesarza – przypis M.P.]. W kilka dni po moim przybyciu na wyspę udałem się do Genui, by doręczyć wezwanie admirałowi Exmouth, aby ten dostarczył statki transportowe dla oddziałów cesarza, a gwardia, załadowana w Savonie, przybyła do Portoferraio dopiero w końcu maja. Cesarz po wylądowaniu zamieszkał w budynku merostwa, a później zajął dwa pawilony oficerów korpusu inżynierów, które kazał połączyć galerią. Nazajutrz odśpiewano Te Deum w kościele, w czym uczestniczyły władze i cesarz. Garnizon wyspy tworzył jego orszak. (…) Za cały ceremoniał musiało wystarczyć czterech szambelanów i sześciu oficerów ordynansowych, zwykła straż dowodzona przez oficera, kilku wartowników i czterech lansjerów polskich do eskorty, którymi cesarz rzadko się posługiwał.”

Dwusetna rocznica pożegnania gwardii, uczczona została również przez rekonstruktorów epoki napoleońskiej, w tym przez szwoleżerów. Jakkolwiek rekonstrukcja przypadała na czas Wielkanocy, co nie pozwoliło na wystąpienie całym regimentem, udało nam się jednak upamiętnić wydarzenia sprzed lat dwustu, czego obraz znaleźć można na zdjęciach i w zamieszczonym niżej filmie Multimedia Art. „Napoleon – zmierzch orła” z zamierzenia jego autora, kol. Bydgoszczaka przedstawia pierwszą część ostatniego filmu o czasach napoleońskich. Zawitamy do pałacu Fontainebleau gdzie nastąpiło pożegnanie Napoleona z gwardią. W 2015 roku powstanie druga część filmu. Uwadze czytelników polecamy również artykuł Koroniarza pt. „Ostatnia szarża”, łączący wydarzenia Fontaibleau z okresem 100 dni.

 


Cytaty z Dautancourta zaczerpnięte z „Źródła do historii Pułku Polskiego Lekkokonnego Gwardii Napoleona I, tom II”, Rembowski A., wydawnictwo NapoleonV, Oświęcim 2013, str. 27 i następne.