Powstanie Listopadowe 1830-1831

Arsenał Publikacje Skomentuj

Powstanie listopadowe 1830 1831Od redakcji:

Dzięki uprzejmości p. Andrzeja Kobusa mamy możliwość przedstawić czytelnikom strony Arsenału publikację Stanisława Szpotańskiego, niegdyś popularnego, a dziś już zapomnianego pisarza. Publikację w dwójnasób ciekawą, bo wydaną w roku 1930-tym, nakładem Komitetu Głównego Obchodu Setnej rocznicy Powstania Listopadowego.

Warto w rocznicę 180-tą wybuchu pomyśleć i o czasach, w których Królestwo Polskie była okrojonym na kongresie wiedeńskim Księstwem Warszawskim (te zaś ziemiami zaboru pruskiego i częścią austriackiego), jak i o czasach późniejszych: II Rzeczpospolitej, na siedem lat przed hekatombą drugiej wojny światowej.

Już z pierwszych zdań broszury wyłania się poczucie więzi między pokoleniem Polski niepodległej, a pokoleniami wieku XIX. Wtedy to było oczywiste. A dziś?

 


 

Stanisław Szpotański[1]

Powstanie Listopadowe 1830-1831

Warszawa 1830

Nakładem Komitetu Głównego Obchodu Setnej Rocznicy Powstania Listopadowego

Nakład 100.000 Egz. odbito w drukarni zakładów wydawniczych M.Arct. Sp.Akc. w Warszawie, Czerniakowska 225


 

I KRÓLESTWO KONGRESOWE PRZED POWSTANIEM

Od ostatniego w 1795 r. rozbioru, Polska, podzielona ostatecznie między trzy sąsiednie mocarstwa, starta, jako państwo, z mapy Europy, raz po raz błyskiem miecza dawała znać, że żyje. To podczas wojen napoleońskich, to w r. 1830, 1863, to wreszcie w r. 1914. Polityczna jej historja w tym wielkim okresie, obejmującym cały wiek XIX i początek XX, to, w walnej i najważniejszej części, historja jej insurrekcyjnych czynów orężnych, spisków, poprzedzających powstania, powstań i ich rezultatów.

Bohaterskie przedsięwzięcie polskich wojskowych, mających na czele generała Jana Henryka Dąbrowskiego, formującego polskie legjony przy boku Napoleona, zostało uwieńczone, w r. 1807, utworzeniem z ziem drugiego i trzeciego zaboru pruskiego, niepodległego Księstwa Warszawskiego. Choć w drobnej swej tylko cząstce Polska wskrzesła, i nawet nie z imienia, pień jej jednak życie odzyskał i uzasadnionemi były nadzieje, że inne jej ziemie przyłączone do niego zostaną. Istotnie, już w 1809 r., w czasie wojny Napoleona z Austrją, wojska Księstwa Warszawskiego wtargnęły do Galicji i Księstwo powiększone zostało o ziemie przez Austrjaków w trzecim rozbiorze zagrabione. Trzy stolice Polski — Warszawa, Poznań, Kraków, były wolne.

 

Tak stały rzeczy, gdy klęska Napoleona, w Rosji, w roku 1812, poniesiona, nową chmurą zaćmiła nasze losy. Wojska rosyjskie zajęły Księstwo Warszawskie, które niebawem przestało istnieć. Na Kongresie Wiedeńskim, w r. 1815, zwołanym po upadku Napoleona dla nowego układu stosunków politycznych w Europie i zniweczenia skutków jego zwycięstw, zachodnią część Księstwa Warszawskiego oddano Prusakom, pod nazwą Wielkiego Księstwa Poznańskiego, z Krakowa z okręgiem uczyniono Rzeczpospolitę Krakowską, która w roku 1846 pod panowanie austrjackie przeszła, z reszty, pod berłem dynastji rosyjskiej, utworzono Królestwo Polskie. Terytorjalny więc podział Polski od Kongresu Wiedeńskiego, a ściślej od r. 1846, był taki jak znaliśmy go przed wielką wojną.

Aleksander I, ówczesny car rosyjski, oddawna, już jako wielki książę, okazywał sympatje dla Polaków; w epoce napoleońskiej usiłował przeciągnąć ich na swoją stronę, obiecując im wskrzeszenie ojczyzny, teraz, do innych swych tytułów przybierając tytuł króla polskiego i przez koronację w Warszawie, udzielając mu blasku i wartości politycznej, nadał Królestwu konstytucję liberalną, zapewniającą szerokie swobody jego mieszkańcom.

Jest rzeczą trudną, jeśli zupełnie niemożliwą, wyrokować czy polityka Aleksandra w stosunku do Polski, której mienił się wskrzesicielem, była podstępem i fałszem, mającym na celu stopniowe, bez wstrząśnień wcielenie jej do Rosji, czy też szczeremi były głoszone przez niego zamiary i obietnice, że przyłączy do Królestwa część dawnego rosyjskiego zaboru i narodowość polską otoczy opieką, pod którą swobodnie rozwijać się będzie mogła. Prawdą jest przecież, że gubernje, sąsiadujące z Królestwem — Wileńska, Grodzieńska, Wołyńska, Podolska, oraz białoruska Mińszczyzna uznane zostały za polskie i jakby przeznaczone do połączenia z Królestwem. Urzędy tam były polskie, szkolnictwo polskie, Uniwersytet Wileński stał się największem ogniskiem polskiej oświaty, co więcej, Aleksander zaczął tworzyć odrębny korpus litewski z umundurowaniem zbliżonem do polskiego, oddając go pod wodzostwo brata swego, w. księcia Konstantego, który został także naczelnym wodzem wojsk Królestwa Polskiego. Z drugiej strony konstytucja Królestwa zredagowaną była tak, i to przy osobistym udziale Aleksandra, że mogła być stosowaną równie dobrze dla zapewnienia swobód i rozwoju narodowości polskiej, jak i dla stopniowego zabijania tego rozwoju. Była giętka.

Król, przebywający w Petersburgu, miał swego namiestnika w Warszawie. Według konstytucji mógł być nim tylko Polak, albo książę należący do rosyjskiej rodziny cesarskiej, o ileby zaś król chciał mianować nie Polaka i nie księcia krwi, musiałby mu nadać polskie obywatelstwo. A więc namiestnikiem króla mógł zostać także, w razie potrzeby, najbardziej rodowity Moskal, pierwszy lepszy generał albo gubernator, który dla zgody z konstytucją otrzymałby polską naturalizację. Namiestnikiem naznaczył Aleksander generała Zajączka, gdy ten umarł, nowy naznaczony nie został.

Zagwarantowana była wolność prasy, ale zastrzeżone było wydanie prawa, zapobiegającego jej nadużyciom. Nie od paragrafu konstytucyjnego, który o tej wolności mówił tylko ogólnie, lecz od tego prawa zależało, czy będzie ona prawdziwą, czy fikcyjną. Ostatecznie nie było jej wcale.

Kościół Piajrów w Warszawie

Kościół Piajrów w Warszawie, rok 1830. Mal. Marcin Zaleski (1796-1877).

 

Armja była narodową, przeznaczoną dla obrony kraju, ale król miał prawo decydować o jej udziale w wojnach rosyjskich, byle nie poza granicami Europy się toczących. Mogło się więc stać, że przy operacjach wojennych wsiąkłaby w armję rosyjską i biłaby się z przyjacielskim narodem Polski, jak to istotnie jej groziło w r. 1830, gdy następca Aleksandra, car Mikołaj, myślał o wojnie z Francją.

Władza ustawodawcza pojęta była w ten sposób, że Sejm mógł tylko przyjmować lub odrzucać projekty uchwał, przedstawione mu z rozkazu króla przez członków Rady Stanu. Skoro chciał zmienić brzmienie przedstawionego sobie do uchwały projektu, mógł tylko zwrócić się w tej sprawie przez swe komisje do Rady Stanu, która o tem decydowała. Król postanawiał, czy uchwalony przez obie izby projekt stawał się prawem.

Ministerjów było pięć: Spraw Wewnętrznych, Sprawiedliwości, Wyznań i Oświaty, Skarbu i Wojny. Ministerjum spraw zagranicznych nie było — prowadzenie ich należało do Rosji. W tem, obok unji personalnej, wyrażała się unja realna Królestwa Polskiego z Rosją. Ministrowie wraz z radcami stanu, referendarzami i osobami powołanemi przez króla tworzyli Radę Stanu, której w imieniu króla przewodniczył namiestnik. Rada Stanu dyskutowała i formułowała projekty do praw, mające być przedstawionemi do uchwały sejmowej, oddawała pod sąd urzędników, kontrolowała wydatki publiczne. W zmniejszonym składzie, obejmującym tylko namiestnika, ministrów i osoby mianowane przez monarchę, przybierała nazwę Rady Administracyjnej i załatwiała sprawy bieżące.

Reprezentacja narodowa składała się z dwu izb — Senatu, którego członków mianował król dożywotnio, i Sejmu, który wynikał z wyborów i składał się z siedemdziesięciu siedmiu posłów, wybieranych na sejmikach przez szlachtę, i pięćdziesięciu jeden deputowanych, wybieranych na zgromadzeniach gminnych. Prawo wyborcze określone było według cenzusu majątkowego i poniekąd intelektualnego.

Sejm miał się zbierać co dwa lata na dni trzydzieści. Król go zwoływał i król miał prawo go rozwiązać, z zastrzeżeniem, że w przeciągu dwóch miesięcy ogłosi nowe wybory. Reprezentant narodu nie mógł być aresztowany ani sądzony inaczej jak za zezwoleniem izby, do której należał.

Sądownictwo było niezależne, sędziowie dożywotni. Dla spraw politycznych zbierał się Sąd Sejmowy, składający się z senatorów w całym komplecie.

Kraj podzielony był na osiem województw — Mazowieckie, Płockie, Kaliskie, Krakowskie, Sandomierskie, Lubelskie, Podlaskie i Augustowskie. Województwa na powiaty, powiaty na gminy miejskie i wiejskie. Samorząd ziemski pozostał w postaci rad wojewódzkich i powiatowych, w gminach miejskich rządziły rady municypalne.

Jakakolwiek jednak była konstytucja i jakiekolwiek intencje Aleksandra, Królestwo nie mogło z czasem stać się czem innem niż zwykłą rosyjską prowincją zabraną. Przyczepiona kruszyna do olbrzymiego rosyjskiego imperjum była jego parcelą i parcela ta musiała być przystosowaną do ogólnego gospodarstwa. Jak można było sobie wyobrazić, aby Rosja dopuściła do przyłączenia do Królestwa zachodnich gubernij! Jak można było pomyśleć, aby cierpiała w kraju, który uważała za zdobyty i sobie podwładny, konstytucję, sama jej nie posiadając!

Naczelnym wodzem czterdziestotysięcznej armji polskiej, obok której był rozłożony w Warszawie i okolicach korpus rezerwowy gwardji rosyjskiej, .został wielki książę Konstanty, brat Aleksandra. Nie trzeba posiadać wiele wyobraźni, aby zrozumieć, że osoba cesarskiego brata znaczyła w Królestwie najwięcej i że w rzeczywistości nietylko armja mu podlegała, ale rząd, policja i cała administracja. A nie nadawał się on zupełnie do zajmowania jakiegokolwiek stanowiska w kraju ucywilizowanym. Nie posiadał na to ani umysłu, ani charakteru. Instynkty miał dzikie, co dostatecznie przejawiło się w postępowaniu jego z oficerami. Obelgi jego doprowadzały ich do odbierania sobie życia. Czyniło to na nim wrażenie, lecz nie przywodziło do upamiętania. Moskal ten nie pojmował, aby ktoś mógł nie przeżyć obrazy honoru. Cóż dopiero wymagać, aby szanował i rozumiał konstytucję. Środkami je-go rządzenia była policja, szpiegostwo, terror. Zapełniał bezprawnie więżenia, wśród swoich zaufanych miał ludzi najplugawszych. W Warszawie było go pełno. Wyjeżdżał do pożarów, napastował publiczność. Niesłychanie brzydki, o twarzy kałmuckiej, samym widokiem odrażał. Moralnie karykatura ojca swego, Pawła, słynącego z okrucieństwa i dobrych porywów serca. On je jakoby miał także. Postać rasie polskiej najbardziej przeciwna. Nie mieliśmy takich ani za Piastów, ani za Jagiellonów, ani później. Nie przywykliśmy do krwawych błaznów. Cywilizacja nasza, jak cywilizacje łacińskie w ogólności, rozwijała się inaczej i typów takich nie hodowała. Mogły powstawać jedynie w społeczeństwie, gdzie nieznany był szacunek dla człowieka i nie istniało pojęcie obywatela.

Poczytuje się za zasługę Konstantemu postawienie na wysokiej stopie armji Królestwa. Niema w tern prawdy. Konstanty nie był wodzem, zdolnym natchnąć armję cnotami wojskowemi. Kapitalne są jego słowa, że wojny nie lubi, bo psuje ona porządek w armji i niszczy mundury. Z nich widać doskonale, na co mu armja była potrzebna i jak dowództwo swoje pojmował. Istniała dla rewji i parad. Ćwiczył ją w mustrze i surowo przestrzegał pozorów zewnętrznych, karząc okrutnie najlżejsze zaniedbanie regulaminowe.

Pozbawiał armję dawnych oficerów legjonowych, był wrogiem tych, którzy okazywali stałość charakteru i indywidualnością swą górowali. Pod jego wodzą wielu nikczemniało, wielu opuszczało szeregi. Opuścił je znakomity generał, w bojach napoleońskich wsławiony, Jóaef Chłopicki. Karność, dyscyplinę zastępował strach. Nie mogło być rozumnej dyscypliny, poszanowania hierarchji, pod wodzem, który w obecności podwładnych lżył zwierzchników. „Któż z nas nie był świadkiem, pisze w swych pamiętnikach generał Prądzyński, jak w. książę w uniesieniach gniewu traktował Kurutę od ostatnich słów. Miał zwłaszcza zwyczaj nazywać go „krową”. Krowa, w mowie francuskiej, której używał, jest synonimem głupoty. A generał Kuruta, szuja zresztą i nikczemnik osławiony, był po nim drugą osobą w wojsku i pełnił faktycznie całą służbę sztabową.

Drugą nikczemną już, a wielki wpływ posiadającą postacią moskiewską, był senator Nowosilcow, komisarz cesarski, członek Rady Stanu.

Prototyp późniejszych rusyfikatorów z najcięższej doby panowania rosyjskiego. Dość wykształcony, orjentujący się w prądach umysłowych, prześladował studentów, uczonych i literatów. Ciążenie tego indywiduum na życiu Polski było straszne. On stał się sprawcą zgaszenia takiego ogniska oświaty, jakiem był Uniwersytet Wileński.

Konstanty i Nowosilcow z sforą zaufanych, przyjaciół i szpiegów, byli najazdem rosyjskim w Polsce i zapowiedzią, czem stać się może rosyjskie panowanie. Aby konstytucja była sprawowana, ich przedewszystkiem do Królestwa wpuszczać nie należało.

Prostą jest rzeczą, że wobec dyskrecjonalnej władzy Konstantego, wglądającego, pomimo że był tylko wodzem naczelnym, we wszystkie sprawy Królestwa, konstytucja, jeśli wogóle miała być stosowaną, to w tym drugim swoim wykładzie, który wszystko czynił zależnem od woli monarchy. Sam zaś Aleksander coraz bardziej od idei liberalnych się oddalał, czy to że musiał liczyć się z swymi poddanymi rosyjskimi, czyto że liberalizm przestawał już mu być potrzebnym, czyto że przekonania jego uległy zmianom. Dość, że kiedy zaczęła srożyć się cenzura, na szwank została wystawiona wolność osobista, cofnęła się oświata, a w wojsku szerzył się gwałt, utworzyła się w Sejmie opozycja, występująca silnie nietylko przeciwko rządowi, lecz i przeciwko samemu monarsze.

„Niech nam raczej odbiorą tę konstytucję, niż mają łudzić patrjotów, którzy im zaufali z dobrą wiarą!” wołał w Sejmie w r. 1820 jej przywódca, poseł kaliski, Wincenty Niemojowski. Posłowie i deputowani, należący do opozycji, byli prześladowani. Wincenty Niemojowski dostał straż do domu i przez lat pięć, aż do wybuchu powstania, pozostawał w tej niewoli, na brata jego, Bonawenturę, posła wartskiego, uknuto kabałę, aby mu wytoczyć proces kryminalny i w ten sposób mandatu pozbawić, z niektórymi, jak z deputowanym Zwierkowskim, Konstanty rozprawiał się osobiście, wzywając do Belwederu, grożąc i wymyślając. Gdy jednak opozycja nie milkła, ale przeciwnie coraz szerszy posłuch znajdowała i ferment budziła, Aleksander wprowadził do konstytucji artykuł dodatkowy, kasujący jawność obrad, a mający ukrócić, jak na jego dworze mówiono, niesubordynację sejmową. Artykuł ten, ustanowiony przed trzecim sejmem, w r. 1825, w następujący sposób przez króla był uzasadniony:

„Widząc, że jawność rozpraw w obu izbach zniewala mówców ubiegać się raczej o przemijającą popularność, niżeli o dobro publiczne, chcąc zaradzić złemu w samem źródle i uprzedzić potrzebę wszelkiego wpływu na wybory, postanowiliśmy utrwalić dzieło nasze przez zmodyfikowanie artykułem dodatkowym jednego z rozporządzeń konstytucji, którego szkodliwość doświadczenie nam wskazało”.

Niedość na tem, na posiedzenia sejmowe wprowadzono urzędników moskiewskich, spisujących protokół posiedzeń. Ostatni to był Sejm za Aleksandra.

Opozycji sejmowej w Królestwie Kongresowem nie można uważać za zwykłą opozycję, istniejącą w każdem konstytucyjnem państwie. Była ona przedewszystkiem przejawem protestu narodowego przeciwko ustalającemu się w Polsce rosyjskiemu panowaniu. Była to opozycja przeciwko Moskalom. Stąd w szerokim ogóle przyspieszała ona i wpływała na dojrzewanie sprawy powstania, przygotowywanej w spiskach i tajnych organizacjach.

Czasy w Europie i Polsce były takie, że od tajnych towarzystw się roiło. Istniały w szkołach i uniwersytetach, ale najważniejsza, że istniały w wojsku. Do rąk policji dostał się główny wojskowy spiskowiec, major pułku czwartego piechoty, Walerjan Łukasiński, i wraz z innymi oficerami skazany został przez sąd wojenny na utratę stopni oficerskich i długoletnie roboty publiczne, który to wyrok w obliczu wojska był wykonany dnia 1 października 1824 r. na placu Krasińskich w Warszawie, gdzie po zdarciu szlif włożono na skazanych kajdany i pod eskortą odesłano do Zamościa. Łukasiński nie ujrzał już wolności. Nieszczęście chciało, że nie uwolniło go wybuchające powstanie. Uprowadzony przez Konstantego do Rosji i osadzony w twierdzy Schlusselburskiej, umarł jako starzec osiemdziesięciodwuletni, po czterdziestu kilku latach więzienia. 0 tym męczenniku Królestwa Kongresowego wspomnieć tutaj należało.

Po Łukasińskim wysunął się na scenę działania podpułkownik Seweryn Krzyżanowski, który zastąpił go w wojsku. Związek, pod nazwą Towarzystwa Patrjotycznego, rozpowszechniony był szeroko, należały do niego liczne koła obywateli. Seweryn Krzyżanowski porozumiewał się z spiskowcami rosyjskimi, którzy przygotowywali rewolucję w Rosji i którzy w grudniu 1825 r. wywołali bunt gwardji w Petersburgu. Było to po śmierci Aleksandra, przy wstąpieniu na tron Mikołaja. Śledztwo nad spiskowcami rosyjskimi, którzy na śmierć skazani zostali, doprowadziło do wykrycia polskiego spisku. W Warszawie w dzień i w nocy porywano ludzi do więzienia — nie starczył na ich pomieszczenie klasztor Karmelicki na Lesznie i pałac Bruhlowski. Mimo oporu Konstantego, który sprzeciwiał się zwołaniu konstytucyjnie do spraw politycznych powołanego Sądu Sejmowego, Mikołaj ten sąd właśnie, pod przewodnictwem wojewody Piotra Bielińskiego, zwołał na oskarżonych w Warszawie.

Przed sądem stanęło ośmiu oskarżonych o zamiar oderwania Polski od Rosji. Najgroźniejsze niebezpieczeństwo wisiało nad Krzyżanowskim, oskarżonym ponadto o porozumiewanie się z rosyjskimi spiskowcami.

Sprawa toczyła się w wielkiem podnieceniu miasta, tłumy tłoczyły się do pałacu Krasińskich, gdzie sąd się odbywał, stawiały opór rozpędzającej je policji, w odpisach krążyły pisemka zuchwałe, rewolucyjne, zjawiały się odezwy na rogach ulic i kościołów. Była to chwila znamienna, poprzedzająca wielkie polityczne wstrząśnienie. Mimo woli królewskiej ukarania oskarżonych śmiercią, sąd Krzyżanowskiego tylko za utrzymywanie stosunków z rosyjskimi spiskowcami na kilkoletnie skazał więzienie, ściągając tem na siebie gniew Mikołaja, a wielką w całym kraju zdobywając popularność.

Gdy Bieliński w r. 1829 nagle umarł, pogrzeb jego przemienił się w wielką manifestację stolicy — manifestację, poprzedzającą już powstanie.

Powrót oddziałów wojska polskiego z Wierzbna

Powrót oddziałów wojska polskiego z Wierzbna. 1831. Mal. Marcin Zaleski (1796-1877).

 

Po upadku Towarzystwa Patrjotycznego, akcję spiskową podjął podporucznik Piotr Wysocki, instruktor Szkoły Pod-chorążych Piechoty, który w grudniu 1828 r. nowy w tej szkole utworzył związek. Choć związek Wysockiego ideowo zależny był w znacznej mierze od Towarzystwa Patrjotycznego, miał inny, bardziej ostry charakter. Towarzystwo Patrjotyczne było ogromną, szeroko rozlaną organizacją, było tajną partją, związek Wysockiego był rewolucyjnem sprzysiężeniem. Jedno jego koło stanowili młodzi wojskowi, drugie młodzi literaci, trzecie studenci uniwersytetu.

Piotr Wysocki był człowiekiem o uczuciach prostych i silnych. Rozumienia o sobie skromnego, a ambicji politycznej nie posiadał nawet w tym stopniu, aby coś znaczyć w ruchu, który wszczynał.

Ówczesny historyk powstania listopadowego i do koła cywilnego w sprzysiężeniu należący, Maurycy Mochnacki, tak o nim pisze:

„Nauki prawie żadnej, chociaż wiele pism wojskowych i historycznych czytał, naturalnej bystrości i dowcipu mało, a tego, co ludzie zowią genjuszem, mocnem i rozległem pojęciem rzeczy, nic a nic. Lecz zato, co daleko więcej znaczy w podobnych przedsięwzięciach, miał ten człowiek wielki genjusz we własnem sercu — myślał czując. Rozumem jego była miłość ojczyzny, cokolwiek także miłość sławy i łatwość dobycia pałasza w każdej chwili”.

Gdy obejmie się całe życie Wysockiego, postawę jego po upadku powstania przed sądem, zachowanie się jego na Syberji, to widzi się jedną z najczystszych i najprostszych postaci jakie miała Polska porozbiorowa. Ale dlaczego ten człowiek, tak mało o sobie myślący, tak sam siebie nie uważający za zdolnego do rozstrzygania zawiklanych zagadnień politycznych, wziął na siebie decyzję wszczęcia powstania?

Oczywiście dlatego, że rosnące pragnienie zamienienia istotną niepodległością fikcyjnego bytu niepodległego widział w całym narodzie. W swojem uczuciu spełniał wolę narodu, był tylko jej wykonawcą, jej ramieniem. Dlatego nie chciał nic znaczyć po wybuchu powstania. Niech rządzą ci, którzy do tego umysłem swoim i doświadczeniem są powołani. Nie wiedział, na ile trudności w życiu napotyka się tak proste rozumowanie. Inne pod tym względem panowały poglądy w kole cywilnych, którego duszą był Mochnacki, co ujawniało się wówczas i ujawniło się później, gdy już powstanie wybuchło.

Sprzysiężenie jest jak proch, który często niewiadomo skąd lecąca iskra zapala. Sprzysiężenie Wysockiego trwało od grudnia 1828 r. do listopada 1830 r. W przeciągu tego czasu były chwile korzystniejsze dla wywołania powstania niż ta, gdy uczynione to zostało. Wysocki jednak się wahał, dopóki nie zdecydowała go konieczność ratowania związku, niedopuszczenia, aby zgasł nadaremno i aby sprawa insurrekcji znowu w daleką a niewiadomą przyszłość odsuniętą została. Związek był wykryty, policja była na tropie. Wtedy podchorążowie chwycili za broń i rewolucja się zaczęła.

Siły nasze w chwili jej wybuchu wynosiły w Warszawie 9.800 bagnetów i szabel i 13 dział przeciwko 6.500 i czterem działom rosyjskim. Ale trzeba dodać, że organizacja spiskowa nie objęła wszystkich oddziałów polskiego garnizonu. Nie objęła strzelców konnych gwardji, Szkoły Podchorążych jazdy, pułków piechoty, saperów. Silne sekcje istniały tylko w pułku czwartym piechoty linjowej i w Szkole Podchorążych piechoty. Z oficerów należeli do związku niemal wyłącznie podporucznicy i porucznicy.