Henryk pilatti polscy jezdzcy pod somosierra

POLSCY JEŹDŹCY POD SOMOSIERRĄ

Arsenał Kawaleria Skomentuj

Henryk Pilatti POLSCY JEŹDŹCY POD SOMOSIERRĄ

Kozietulski w wąwozie Somosierra

Jesus Martin Sappia
Pułkownik kawalerii
(tłumaczenie nieoficjalne)
4 listopada 1808 roku, przez Tuluzę, wkracza do Hiszpanii Napoleon. Klęska pod Bailen wstrząsnęła Europą i upokorzyła Cesarstwo.
Największe znane w epoce nowożytnej wojsko „grand Armée”, odnosi całą serię zwycięstw, poczynając od bitew pod Gamonal i Espinosa de los Monteros w prowincji Burgos, poprzez Tudela w prowincji Nawarra, skończywszy na przeprawie przez Somosierra.

Wobec okupacji Madrytu, osaczenia Anglików na północy i braku jakiegokolwiek wojska w Hiszpanii, Napoleonowi wydawało się, że problem Hiszpanii jest rozwiązany. W tym błędnym przekonaniu opuszcza Półwysep, aby stawić czoła nowej koalicji europejskiej. Ale zostawia za sobą zarodki klęski, którą zakończą się jego podboje.
Być może niektórych zdziwi, że zatytułowałem ten wykład: „Polscy jeźdźcy w Somosierra” zamiast: „Polska kawaleria w bitwie o Somosierra”, ale już samo słowo jeździec przywodzi na myśl kawalerię, bo według Almirante, autora Słownika Terminologii Wojskowej,5″ słowo jeździec (hiszp.jinete) oznacz lekkiego żołnierza na koniu, uzbrojonego w stylu mauretańskim, z lancą i owalną, skórzaną tarczą. Ojciec Guadix twierdzi, że słowo to pochodzi od arabskiego słowa genet, które oznacza uzbrojonego żołnierza na koniu.
Po tym krótkim wstępie, wejdziemy w sam środek akcji, w której kawaleria, po raz kolejny, odegrała decydującą rolę i, kosztem własnego poświęcenia, przyczyniła się do zwycięstwa.
MIEJSCE

Zaczniemy od przestudiowania miejsca bitwy do czego posłuży nam mapa pochodząca z publikacji Sztabu Generalnego Wojsk Hiszpańskich z 1920 roku pt.’Wojna i przygotowania do niej”, na której widać rozmieszczenie poszczególnych oddziałów i baterii.

 

Polscy jezdzcy pod somosierra

 


TERMINY POJAWIAJĄCE SIĘ NA MAPIE:
leyenda-legenda
ejército epañol-wojska hiszpańskie
ejército francés-wojska francuskie
infantería ligera- piechota lekka
división de dragones-dywizja dragonów caballería de la guardia-kawaleria Gwardii
el Emperador-Cesarz
batería-bateria
capilla-kaplica
molino-młyn
escuadrón polaco-szwadron polski

Wojska francuskie posuwały się w kierunku Północ-Południe, drogą na wschód od rzeki Duratón mającej swoje źródło w la Cebollera. Najbardziej wąskie miejsce wąwozu znajduje się na kamiennym moście, przez który przechodzi sie na zachodni brzeg rzeki. Zdjęcie numer 2 przedstawia ruiny mostu, a przede wszystkim strome zbocze przyległego terenu. Zdjęcie numer 1, zrobione w kierunku Południe-Północ, przedstawia górną część pozostałości mostu, na którego miejscu znajduje się obecnie kanał, ledwie widoczny zza drzewa po prawej stronie. Aby dostać się z mostu na brzeg, trzeba się wspiąć, przytrzymując się krzaków.
Młyn znajdujący się na południe od mostu był jedynym istniejącym wówczas budynkiem. Do dnia dzisiejszego zachowała się tyiko jego podstawa i pozostałości po małym moście lub zaporze. Na zdjęciu numer 3 (pólnoc-południe), na lewo od drzew, widać miejsce gdzie się znajdował. Łatwo również zauważyć płaskość terenu między pierwszą baterią i mostem, która jest tak wyraźna, że zbocze obecnie istniejącej drogi, która przebiaga w miejscu dawnej, zdaje się znajdować poniżej, chociaż nie jest tak w rzeczywistości.
Między drugą i trzecią baterią znajduje się odnoga łańcucha górskiego, dobrze widoczna na zdjęciu 4 (południe-północ), zrobionym ze wzgórza w pobliżu kaplicy i gdzie, jak się zdaje, znajdowała się czwarta bateria. Na wspomnianym zdjęciu, na prawo od istniejącej obecnie drogi, widać interesującą nas starą drogę, która zaczyna się w środku i biegnie na lewo, na wysokości połowy zbocza, docierając do zakrętu, za którym znajduje się, położony w głębi wąwozu, most. Na wspomnianej fotografii widać wyraźnie, że teren można przebyć zarówno pieszo jak i konno po dnie doliny, która jest bardzo szeroka, wbrew temu na co wskazuje mapa (na północ od czwartej baterii).
Na zakończenie należałoby zaznaczyć, że pozycje czwartej baterii znajdowały się prawdopodobnie na wzgórzu, na północy i w pobliżu kaplicy. Wypada zauważyć, że kościół i pobliskie budynki na obrazie Lejuene umieszczone są błędnie na południowym stoku. Przy wejściu do kościoła, wśród pamiątek z bitwy, znajduje się szkic warty przestudiowania, mniej klarowny i różniący się wyraźnie od załączonego do niniejszego opracowania. Porównanie wysokości La Cebollera 2.126 i wzgórza (el collado) 1.443 m. daje wyobrażenie o dominującej pozycji tej pierwszej.

La bataille de omo sierra polscy jezdzcy pod somosierra

BITWA

Po pobieżnym przestudiowaniu ukształtowania terenu przejdę do opisania słynnej szarży polskiej kawalerii (ANEKS I zawiera opis sił hiszpańskich i francuskich)
Taktyka, którą Napoleon stosował z pozytywnym skutkiem w czasie poprzednich bitew, polegająca na posuwaniu się nocą i atakowaniu na godzinę przed świtem, wykorzystując efekt zaskoczenia, kończy się fiaskiem w przypadku Somosierry, bowiem Hiszpanie byli na to przygotowani.
96 Pułk francuski z mozołem rozpoczyna swą drogę przez mękę posuwając się wolno wąwozem. Hiszpanie prowadzą ostrzał z obu flank, francuscy voltigeurs wspinają się po zboczach, żeby odpowiedzieć na wystrzały, lecz na darmo. Cesarz nie spodziewał się takiego oporu, w związku z czym wydaje Pułkowi 24 i dziewiątemu Pułkowi lekkiemu rozkaz osłonięcia Pułku 96 z obu flank, lecz spadzisty teren i postawa lekkiej piechoty hiszpańskiej, która prowadzi działania partyzanckie, spowalnia posuwanie się wojsk napoleońskich.
O świcie, warunki meteorologiczne, a przede wszystkim gęsta mgła, sprawiają, że widoczność jest prawie zerowa. Wśród Francuzów panuje zaniepokojenie nastrojami w Europie Centralnej, gdzie mają miejsce przygotowania wojenne na wieść o bohaterskim oporze Hiszpanów i o upadku mitu o niezwyciężonych napoleońskich orłach, który skończył się wraz z klęską Napoleona pod Bailen. Cesarz potrzebuje szybkiego zwycięstwa i zajęcia Madrytu, dzięki którym uzyskałby psychologiczną przewagę.
Ukształtowanie terenu sprzyja obronie, która zaczyna się na kamiennym moście za zakrętem drogi. Przez most ten odbywa się przeprawa na drugi brzeg, na co wskazują drzewa i kamienie, nagromadzone tam na wypadek mgły lub opadów śniegu. W czasie gdy rozgrywają się interesujące nas wydarzenia, przejście jest na tyle szerokie, że pozwala na przejazd obok siebie dwóch wozów lub czterech jeźdźców.
Francuska piechota, próbując przedostać się przez most, zostaje zaskoczona wystrzałami hiszpańskiej baterii z odległości ok. 300 metrów. Płaskość terenu sprawia, że ostrzał jest bardzo skuteczny, Francuzów osłania jedynie koryto rzeki. Pochód Pułku 96 zostaje zatrzymany, a dowódcy Duelos i Vandermaezen oraz pułkownik Cales zostają ranni.
Artyleria francuska pod dowództwem Senarmonta przesuwa sie naprzód aby zneutralizować działania artylerii hiszpańskiej, ale na drodze mieszczą się jedynie 2 ośmiofuntowe działa oraz artyleria konna. Nie udaje się im uciszyć hiszpańskich
armat.
Major Lejeune, adiutant polowy Berthiera, dowodzący patrolem zwiadowczym, na rozkaz Cesarza próbuje sie dowiedzieć co się kryje w el Puerto. Zostawia w tyle eskortę, dojeżdża do połowy drogi i dostrzega pod mostem mnóstwo stłoczonych, zmasakrowanych ciał. To Francuzi! Major powstrzymuje emocje i podąża dalej, ale powstrzymuje go wyrwa w drodze uniemożliwiająca kontynuowanie wyprawy. Po drugiej stronie przeszkody słyszy rozmowy po hiszpańsku, jednak gęsta mgła nie pozwala zobaczyć jakie siły się tam kryją. Lejeune wraca ze swoim oddziałem do pierwszej linii Dywizji Ruffin, której żołnierze podążają już w górę wąwozu. Hiszpańska straż przednia dostrzega ruch i otwiera ogień z obu skrzydeł.
Bitwa rozgorzała na dobre. Dwa francuskie działa nie maja szans pod ostrzałem hiszpańskich armat. Mijają godziny, Napoleon poinformowany o rozwoju wydarzeń, decyduje sie ruszyć naprzód, podąża za nim jedynie trzeci szwadron polskiej kawalerii. Stopniowo, wraz z zanikającą mgta, poprawia się widoczność. W odległości około 400 metrów, Napoleon wyraźnie dostrzega posterunki, które uniemożliwiają posuwanie się naprzód. Wystrzały z dział i karabinów stają się monotonne i nieskuteczne. Cesarz, zaniepokojony powolnym tempem działań, domaga się większej aktywności od swego ograniczonego liczebnie Sztabu Generalnego. General Montbum, dowodzący kawalerią straży przedniej, wzywa pułkownika de Piré, który, pod ostrzałem hiszpańskiej artylerii, rusza w kierunku mostu ze swoim gwardyjskim oddziałem strzelców konnych. Bez strat docierają do fosy, gdzie dostrzegają dymiące lufy hiszpańskich dział. De Piré wraca do Napoleona i stara się go przekonać, że w takich warunkach szarża jest niemożliwa. Montbum wydaje rozkaz odwrotu. Zaniepokojony Napoleon przywołuje majora Philipe de Segur i prosi o przekazanie trzeciemu szwadronowi polskiemu rozkazu bezwzględnego ataku, którego nie udało się przeprowadzić strzelcom gwardyjskim. Segur dogania szwadron, na którego czele stoi kapitan Kozietulski. Francuski major podejmuje spontaniczną decyzję przyłączenia się do Polaków, tak więc będzie jedynym Francuzem, który weźmie udział w najsłynniejszej szarży w historii kawalerii.
Na górze, na wysokości 2500 metrów czeka na nich 9000 żołnierzy, 16 dział pogrupowanych w cztery baterie, ustawione jedna za drugą. Polaków jest 150.

SZARŻA

Droga w kierunku dział tonie w promieniach słońca. Polscy jeźdźcy z szablami w dłoniach i z okrzykiem „Niech żyje Cesarz” na ustach ruszają by dokonać czegoś co wydaje się niemożliwe. Hiszpańscy artylerzyści nie pojmują sytuacji, podpalają lonty, strzelają, ale nie udaje im się przerwać naporu szarży. Segur, ciężko ranny, spada obok Kozietulskiego. Ten stracił ugodzonego pociskiem konia. Ocaleli członkowie szwadronu omijają rannych i zabitych towarzyszy. Wstrząśnięty kapitan staje na środku drogi i prosi o konia, lecz jego jeźdźcy mijają go jak zjawy. Hiszpańscy artylerzyści usiłują ponownie załadować działa. Nie udaje im się, giną od ciosów polskich jeźdźców, którzy zjawiają się jak z sennego koszmaru. Podążający w górę Kozietulski zauważa oddział kawalerzystów. Jest wśród nich porucznik Jan Niegolaewski, który dołącza do szarży swego szwadronu po powrocie z rozpoznania na zboczach Somosierry, którego dokonywał w momencie gdy Lejaune przekraczał spowity we mgle most. Widząc, że szarża już się rozpoczęła, przegrupowuje swój mały oddział, do którego dołącza paru spóźnialskich, dogania szwadron i prowadzi go do zwycięstwa. Będzie jedynym oficerem, który przeżyje ośmiominutową fantastyczną jazdę.
Szwadron pędzi dalej, ściera się z drugą bateria. Hiszpanie otwierają ogień, gdy tylko jeźdźcy wynurzają się z chaosu starcia z pierwszą linią dział. Mają minutę na zatrzymanie jeźdźców. Wybuchy i wystrzały powodują liczne straty w polskich szeregach, ale druga linia dopada do dział i Hiszpanie giną zanim zdążą załadować działa.
Szwadron, zdziesiątkowany i rozciągnięty na przestrzeni kilometra rozbija trzecia linię hiszpańskiej obrony. Pojedyncze wystrzały z wysokości dosięgają szwadron zbliżający się do celu. Jeźdźcy padają, ale natychmiast zastępują ich towarzysze.
Niegolewski, widząc upadającego Dziewanowskiego, przejmuje dowództwo i przemykam między armatami. Za nim, nieliczni, którzy przetrwali, kontynuują szarżę i docierają do ostatniej, czwartej pozycji wroga, gdzie zostają tylko artylerzści, bowiem żołnierze piechoty w popłochu wspinają sią na wały i stoki. Artylerzyści wiedzą, że zdążą wystrzelić tylko raz, ale przyjmują odpowiedzialność i decydują się czekać aż śmierć zastanie ich na posterunku. Szwadron, mimo strat w ludziach, pędzi na szczyt, nie zważając na przeszkody.
Wojska hiszpańskie widzą swoją przegraną zanim dowie się o niej generał Benito Sanjuan i wycofują się porzucając chorągwie, działa i wozy. Uległy nawet cztery bataliony Królowej i Korony, które wycofują się w kierunku Buitrago i Segovia. Szczyt zdobywa sześciu jeźdźców, sześciu spośród stu pięćdziesięciu. Atakują pozostałych artylerzystów i strzelców. Porucznik Niegolaewski zostaje ciężko ranny od strzałów szyję i głowę oraz od dziewięciu ciosów bagnetem, ale zdołał zdobyć el Puerto i otworzył Cesarzowi drogę na Madryt. Za ten wyczyn sam Napoleon nagrodził go orderem Legii Honorowej, a Polską Kawalerię uznał, jak sam określił, „godną mojej starej Gwardii”, a polskich jeźdźców nazwał „najbardziej odważnymi wśród odważnych”. To doprawdy dobry interes: stolica i królestwo za cenę poświęcenia jednego szwadronu.
Szwadron otrzymał 16 orderów Legii Honorowej, przyznano po osiem oficerom i podoficerom. Jeźdźcy zdobyli 5 z 10 zdobytych na Hiszpanach chorągwi. Straty w ludziach wyniosły 57 rannych i zabitych, nie licząc kontuzjowanych i spieszonych.
Pierwsza wersja wydarzeń, przez długie lata nie poddawana dyskusji, opiera się na wspomnieniach Philipe de Segur, który twierdzi, że gdy Napoleon rozkazał mu ponowić rozkaz ataku, rusza galopem i spotyka polskich jeźdźców, którzy schronili sie pod ogromna skałą w głębi wąwozu, na prawo od drogi. Przekazuje rozkaz dowódcy szwadronu, kapitanowi Kozietulskiemu, który bez wahania rusza do ataku. Sam Segur szarżuje na przedzie, ale pada, jak powiada, 30 kroków od hiszpańskiej baterii. Według jego relacji, szwadron zostaje rozbity i tylko resztki polskiego pułku ponawiają atak, wspierane przez 96 pułk piechoty, który atakuje spod skały gdzie zaczął się atak i dokąd odniesiono jego samego, po tym jak zostaje ciężko ranny. W związku z tym, że Segur nie przekroczył pierwszej linii artylerii, ryzykowne jest opieranie się na jego relacji z ataku, biorąc pod uwagę stan, w jakim się wówczas znajdował.
Istnieją liczne kontrowersje na temat słynnej szarży, rozmieszczenia hiszpańskiej artylerii i liczby dział. L’abbé de Prodt twierdzi, że dwukrotnie odparto atak Polaków, którzy dopiero za trzecim razem odnieśli sukces. We wspomnieniach pułkownika Gonneville i majora Zwierkowskiego czytamy, iż Napoleon początkowo wysłał do ataku połowę szwadronu strzelców swojej Gwardii, ale zostali oni odparci przez hiszpańską baterię. Dautancourt, major polskiego pułku, w swoich wspomnieniach pisze, że hiszpańska artyleria tworzyła jedną zwartą całość, ale pułkownik Krasiński, dowódca pułku, na marginesie dodaje, że „ Hiszpanie rozmieścili swoje działa na czterech zakrętach drogi”. Balagny podnosi te pozycje do kategorii baterii.
W numerze 13 biuletynu L’Armée D’Espagne, Chamartin 2 grudnia 1808, czytamy: „Hiszpanie ustawili na szczycie 16 dział”
Chelapowski pisze we wstępie do „Noticias históricas del General Dautancourt”, 1899:”…( „Wieści historyczne Generała Dautancourt”): „…przeciwko drugiej, trzeciej i czwartej baterii, z której każda liczy cztery działa …wszystkie usytuowane na zakręcie drogi…” Marszałek Victor pisze 29 „ w odległości pół mili od Somosierry jest bateria składająca się z 13 dział”.
W 1852, Niegolewski, pisze w liście do generała Załuskiego : „ widziałem jak szwadron szybko podążał czwórkami w górę, na czele z Kozietulskim. Widząc, że mój szwadron zaczyna szarżę, wskoczyłem na konia i z ludźmi, którzy towarzyszyli mi w czasie patrolu próbowałem dołączyć do kolumny i ustawić się na czele plutonu…szwadron kontynuował pochód, bez rozkazu walki, rzucił sie do ataku z okrzykiem ” Naprzód, niech żyje Cesarz!”, nie zważając na grad wystrzałów, który spadł na czoło i flanki ani na bezlistosny ogień hiszpańskiej piechoty z pobliskich szczytów…miejsce poległych natychmiast zajmowali inni, później następni, nikt nie zwracał uwagi na martwych towarzyszy… po usunięciu przeszkód w postaci czterech baterii dotarliśmy na szczyt, gdzie szablami zaatakowaliśmy artylerzystów, którzy nie mieli szans by ponownie naładowć swoje działa…właśnie wtedy dotarły jeszcze trzy polskie szwadrony i strzelcy konni z Gwardii Napoleońskiej w pościgu za wrogiem. Dlatego myli się pan, drogi generale, mówiąc, że szwadron się zawahał, było to niemożliwe… Najmniejsza wątpliwość, chwila wahania pozwoliłaby artylerzystom ponownie naładować działa; zdziesiątkowany w wyniku pierwszej serii wystrzałów szwadron, zostałby unicestwiony gdyby druga doszła do skutku… rzeczywiście gdy starałem się dogonić szwadron po zdobyciu pierwszej baterii, widziałem wielu wahających się jeźdźców… w rogu pierwszej zdobytej właśnie baterii…Ci, widząc jak pędzę nie zwracając uwagi na ich krzyki: „Niech pan się zatrzyma, poruczniku!”, „ogień jest straszny”, na które odpowiedziałem z wyrzutem, przyłączyli się do mnie i w mgnieniu oka dołączyliśmy do szwadronyu z okrzykiem ” Naprzód, niech żyje Cesarz!”
Być może to ten epizod wprowadził Pana w błąd. Myślę, że teraz, po otrzymaniu pełniejszej informacji, zgodzi się Pan, Generale, że nie było tam czasu ni miejsca na wahanie ze strony jeźdźców.
Zakładając moment wahania szwadronu, twierdzi się, że miał on miejsce gdy Kozietulski zostaje zrzucony z konia, a Dziewanowski przejmuje dowództwo i wznawia atak. To prawda, że na początku szarży Kozietulski został zrzucony z konia tak więc, w mundurze podziurawionym przez kule i nie mogąc kontynuować szarży na piechotę, musiał się wycofać.
Rzeczywiście, zgodnie z prawem starszeństwa, dowództwo po Kozietulskim powinien przejąć Dziewanowski. Jednak nie jest prawdą jakoby upadek Kozietulskiego wpłynął negatywnie na nastroje wśród żołnierzy. Bez sensu jest mówić o jakimkolwiek przekazaniu dowództwa…po rozpoczęciu ataku pod hasłem „Niech żyje Cesarz” członkowie szwadronu nie mieli pojęcia kto nimi dowodzi…, wszyscy: kapitanowie, porucznicy, szeregowi z równym zapałem i z jednym i tym samym okrzykiem na ustach, niezdając sobie sprawy z nieobecności swojego dowódcy, Kozietulskiego, i nie zauważając śmierci towarzyszy, rzucili sie na baterię i zajęli wąwóz… Jako jedyny oficer uczestniczący w szarży dotarłem do ostatniej baterii cały i zdrowy, lecz mój koń był ranny, mundur miałem podziurawiony przez kule, a szblę- zniszczoną odłamkami. Upadek Dziewanowskiego, podobnie jak Kozietulskiego, nie zatrzymał natarcia na czwartą baterię…na lewo od drogi dostrzegłem paru hiszpańskich żołnierzy piechoty zgrupowanych wokół bastionu ( prawdopodobnie ma na myśli stary kościół, gdzie obecnie jest kaplica), zatrzymałem konia, rozejrzałem się wokół i zdałem sobie sprawę, że towarzyszy mi tylko garstka Polaków…pytam Sokołowskiego : „Gdzie reszta?”. „Polegli”-odrzekł. Rzeczywiście, wielu z naszych towarzyszy poległo, inni stracili konie i zostali w tyle, jeszcze inni rozproszyli się na prawo i lewo gdy dotarliśmy do rozszerzenia wąwozu.
Hiszpańska piechota kontynuowała wystrzały, za czwartą baterią zostało jeszcze paru artylerzystów. Sokołowski, na nich!- krzyknąłem i rzuciłem się w kierunku Hiszpanów. W tym momencie nie widziałem w pobliżu nikogo z moich. Mój rumak padł ugodzony kulą. Wycofujący się Hiszpanie strzelają, dwaj z nich przykładają strzelby do mojej głowy i naciskają spust…Opatrzność czuwa nade mną i zostaję tylko lekko ranny. Mało kto widział śmierć z tak bliskiej odległości: widziałem strzelby przy mojej czaszce, słyszałem wystrzały, poczułem jak mdleję, ale nie straciłem przytomności, Hiszpanie biegali wokół krzycząc: „ po prawej, po prawej, na górze, na górze” Za chwilę zadali mi 9 ciosów bagnetem, zrabowali pas z pieniędzmi i porzucili mnie leżącego pod martwym koniem.
Ostatnie ciosy odebrały mi zapał i energię. Otoczony przez Hiszpanów, czekając na śmierć w torturach, co było zwyczajnym losem jeńców, nie śmiałem oddychać, ale po chwili usłyszałem bębny i okrzyki na cześć Cesarza, ujrzałem zbliżające się pozostałe szwadrony i kawalerzystów Gwardii Napoleońskiej… Zwycięstwo zapoczątkowane przez nasz bezlitośnie zdziesiątkowany szwadron zostało przypieczętowane przez przybycie pozostałych… Proszę, żeby wyciągnęli mnie spod konia, ale nie zwracają na mnie uwagi… zaraz po nich nadjeżdżają francuscy voltigeurs… to oni wyciągają mnie spod konia, zanoszą do czwartej baterii, przykrywają kocami… opiekują sie mną dwaj lekarze… Marszałek Bessiéres podchodzi do mnie i mówi „Młodzieńcze, Cesarz widział wspaniałą szarżę Polaków, wasza odwaga będzie doceniona”… Po chwili przyjeżdża Cesarz, przyznaje mi Krzyż Legii Honorowej.”
Zwierkowski, z pierwszego szwadronu, który w czasie szarży podąża za drugim, tak pisze w 1855 roku w liście do Niegolewskiego: „Łubieński, ruszył z pierwszym szwadronem, do którego dołączyło paru strzelców z Gwardii Napoleońskiej. Wąwóz był pełen martwych i rannych jeźdźców i koni, co uniemożliwiało szybki przejazd. Na końcu natknęliśmy się na resztki trzeciego szwadronu… Hiszpanie wpadli w taką panikę, że mogliśmy dokonać ostatecznego ataku nie ponosząc strat, francuska piechota dotarła już na wzniesienia Somosierry. Gdy tylko opuściliśmy wąwóz, Lubieński w walce sformował szwadron z resztek trzeciego i ruszyliśmy w pogoń za wrogiem; drugi i czwary szwadron pokonały wąwóz i wszyscy galopowaliśmy 3 mile. Zaraz za nami podążył pułk strzelców konnych.
We wspomnieniach opublikowanych w 1876, pułkownik Gonneville twierdzi, że na początku Napoleon rozkazał pułkownikowi Piré rozpoznać pozycje pierwszej baterii, żeby ocenić czy możliwa jest szarża kawalerii. Piré, adiutant polowy księcia Neuchatel, Berthier, ponaglany strzałami Hiszpanów dokonuje nazbyt powierzchownego rozpoznania, po którym stwierdza, że przeprowadzenie ataku jest niemożliwe. Napoleon, niezadowolony z tego faktu, nakazuje szarżę strzelcom se swojej Gwardii. Francuzi rzeprowadzają ją kolumną sformowaną czwórkami, ze zwykłą sobie odwagą, lecz po przekroczeniu zakrętu ( i kamiennego mostu) wystrzały strzelb i dział wznowiono z taką mocą, że strzelcy zmuszeni byli wycofać się w popłochu, co potwierdzało raport pułkownika Piré. Pułkownik Krasiński, szef polskiego pułku, podjechał do Cesarza prosząc o zgodę na przeprowadzenie szarży. Cesarz zgodził się.

WNIOSKI

Jak widać istnieją, różne wersje wydarzeń, niestety żadna nie przedstawia ich z punktu widzenia wojsk hiszpańskich, jednak nasuwają się pewne wnioski.
Szarża była możliwa dzięki geniuszowi Napoleona, mimo, zasługujących wyłącznie na miano absurdalnych, niepowodzeń piechoty i artylerii. Hiszpanie skazani byli na otoczenie, godziny czy minuty wcześniej czy później w tej sytuacji nie miały znaczenia.
Połowa trzeciego szwadronu strzelców gwardyjskich ¡ około 90 jeźdźców rozpoczyna atak, ale ogień obrony zmusza ich do bezładnego odwrotu.
Trzeci szwadron polski powtarza atak, zostaje niemal całkowicie zgładzony na pierwszych pozycjach, ale kontynuuje szarżę docierając do ostatniej pozycji artylerii na wzgórzu el Puerto. Wojska hiszpańskie walczą w odwrocie, widząc przerwanie głównej obrony, przybywającą na czoło resztę polskiego pułku i strzelców Gwardii Napoleońskiej oraz francuską piechotę otaczającą z flanki. Obrona el Puerto jest niemożliwa, i prawdę mówiąc nigdy nie była możliwa biorąc pod uwagę dostępne środki.
Dla Hiszpanów walka była z góry stracona. Ale niecierpliwy Napoleon decyduje poświęcić trzeci szwadron, który zgodnie z dewizą kawalerii ma „być formacją pełną ofiarności i poświęcenia”. Jeźdźcy bez wahania galopem zajmuje wzgórze el Puerto, dowodząc ponownie, że kawaleria polska jest najlepsza. Po latach, na początku drugiej wojny światowej, z niezrównaną odwagą, polscy jeźdźcy znowu wskoczyli na swe rumaki i ruszyli przeciwko niemieckim Panzerfaustom, dając wszystkim lekcję bohaterstwa odnotowaną we wszystkich kronikach.
W mojej ojczyźnie, Hiszpanii, statut definiuje Kawalerię jako „formację wojskową działającą w ataku, odznaczającą się szybkością, gwałtownością; kawalerzystów charakteryzuje śmiałość, odwaga i męstwo, cechy moralne, które niejednokrotnie nabierają ogromnego znaczenia materialnego. Kawaleria nigdy nie kieruje się wyłącznie własnym interesem, lecz z oddaniem poświęca się na rzecz pozostałych formacji, w tym szczególnie na rzecz piechoty”
Jeźdźcy wszystkich wojsk uczynili z tej definicji, która w każdym języku brzmi podobnie, punkt honoru Kawalerii. Jest wiele przykładów niezwykłego męstwa kawalerzystów. Można go dostrzec w szarży Lekkiej Brygady Angielskiej w Balaclava, gdzie, podobnie jak w Somosierra, absurdalny rozkaz, dzięki dyscyplinie, przyczynia się do zniszczenia jednostki, a także w jednym z epizodów kampanii marokańskiej w 1921 roku, kiedy to hiszpański Pułk Strzelców Konnych z Alcántara, pod dowództwem podpułkownika Fernando Primo de Rivera y Orbaneja, otrzymuje rozkaz osłaniania wycofującej się kolumny Generała Navarro, skutecznie nękanej przez wroga, i nie wahając się ani chwili poświęca się za towarzyszy: rusza do ataku przeciwko Marokańczykom. Po dziesięciu podejściach oddział niemalże przestaje istnieć, konie są na granicy wyczerpania, mimo to ostatni atak odbywa się bez zatrzymywania się. Kosztem życia koni udaje się wypełnić wyznaczoną misję i ponownie udowodnić rację bytu Kawalerii.

ANEKS 1

Co prawda nie ma pełnej zgody wśród historyków zajmujących się bitwą pod Somosierra, która otworzyła Napoleonowi drogę do Madrytu, ale ustalono przynajmniej poniższe dane:

WOJSKA NAPOLEOŃSKIE

STRAŻ PRZEDNIA
-Pierwsza Dywizja Ruffin:

PIECHOTA
-96 Pułk Piechoty Liniowej: 1.882
-24 Pułk piechoty Liniowej: 2.102
-9 Pułk Piechoty Lekkiej: 1.615

KAWALERIA
-Lekka Jazda Polska: 678
-Dywizja Dragonów La Houssaya: 2.500

KONTYNGENT I STRAŻ TYLNA
-Dywizje Villate i Lapisse: 10.000
Ogółem: 18.777

WOJSKA HISZPAŃSKIE

PIECHOTA
-Pierwszy Ochotniczy Pułk Piechoty z Madrytu: 1.500
-Trzeci Batalion Gwardii Walońskiej: 500
-Drugi Batalion Pułku Piechoty z Jaen: 350
-Pierwszy i Trzeci Batalion Pułku Korony: 1.039
-Pierwszy i Drugi Batalion Pułku Liniowego z Kordoby: 1.300
-Resztki Pułku Piechoty z Badajoz: 566
-Pierwszy i Trzeci Batalion Pułku Królowej: 927
-Pułk Milicji z Prowincji Toledo: 500
– Pułk Milicji z Prowincji Alcázar: 500
-Trzeci Batalion Ochotników z Sevilla: 400

KAWALERIA
– Dwa Szwadrony Pułku Książęcego: 200
– Dwa Szwadrony Ochotników z Madrytu: 200
-Jeden Szwadron Pułku z Alcántara: 100
-Jeden Szwadron Pułku z Montesa: 100

ARTYLERIA
-16 dział artylerii pozycyjnej i polowej: 200
Ogółem: 9.882