Jean-Charles Danjoy

Pędzel pod komendą szabli. Napoleon Bonaparte i artyści

Agnieszka Terpiłowska Wydarzenia 0 Komentarzy

Jean-Charles Danjoy

Dnia 16.12.2015, o godzinie  18.00 w MUZEUM NARODOWYM odbył się WYKŁAD SPECJALNY Christophe’a Beyeler’a „Pędzel pod komendą szabli. Napoleon Bonaparte i artyści „ (Le pinceau au service du sabre. Les artistes français enrôlés par Napoléon) w języku francuskim. Dostępne były słuchawki z tłuamczeniem „na żywo”. Poniżej zamieszczam kilka swoich przemyśleń na podstawie usłyszanych i obejrzanych treści.

Napoleon zreformował styl korzystania ze sztuki. Wcześniej każda sfera, warstwa społeczna używała właściwego dla siebie stylu i języka symboli. Zdarzały się wprawdzie „dialogi artystyczne”, jak odwieczny wiary z wiernymi, jednak nie na taką skalę i było to rozproszone. Tymczasem Napoleon tworząc swoją legendę użył języka zrozumiałego dla każdej sfery. Do arystokracji starał się trafić poprzez artyzm dzieł, do nuworyszy – rozmachem, burżuazja – dosłowność, robotnicy – prosty przekaz. Arystokraci na salonach mogli oglądać dzieła wysublimowane. Nuworysz dostając się na pokoje oglądał wzory, które kopiował potem w swoim domu, szczęśliwy, że też może. Burżuazja oglądała obrazy w rodzaju „Koronacja Józefiny” i na ich podstawie tworzyła sobie nowy świat pojęć, mogła wyrobić sobie poczucie, że władza jest bliżej, bo da się zrozumieć, poznać. Robotnik, któremu sugerowano zaciąg otrzymywał obietnicę wyrwania się ze swojego złego losu. Widział żołnierzy różnych stanów w rwących oczy mundurach, jak ściskają się w braterskim uścisku, porzucając sztywne podziały świata absolutyzmu. To musiało oddziaływać, zwłaszcza, że nadano temu wymiar sakralny, czyniąc z Napoleona coś w rodzaju nowego bóstwa. Dodatkowo, sam poziom tej sztuki znacznie się obniżył w porównaniu z XVIII w. Wcześniej dążono do sublimacji, lekkości, a tu powrócono do ludyczności, smaczków, mających ożywić dzieło. I tak w scenie batalistycznej dodano poskładany materac w kratkę wypchany słomą, bądź też nadano szczególnie dziki wyraz twarzy postaci pruskiego żołnierza.  

Na osobne wspomnienie zasługuje ikonografia polityczna Napoleona, chociażby scena parady w Berlinie. Napoleon na czele pochodu, zaraz za nim tłum dowódców na czele z Hieronimem, przyszłym królem Westfalii, państwa powstałego na gruzach dawnego księstwa, prywatnej własności Jerzego III, króla Anglii. Westfalia stała się potem niejako sercem Związku Reńskiego, który wpłynął na zmianę sytuacji geopolitycznej na terenach niemieckojęzycznych i otworzył drogę do wydarzeń roku 1871.

Sądzę, że należy bliżej przyjrzeć się kwestii nakryć – Napoleon zamawiał ogromne serwisy malowane w sceny figuralne. Zastanawia, czy czasem nie rozkazywał, by dane wyobrażenie było umieszczone w nakryciu dla danej osoby. Byłaby to próba oddziaływania na psychikę otoczenia w specyficzny, bardzo skuteczny sposób. Otóż od zawsze uczta była czasem radości, triumfu, uhonorowania. To wtedy władca oficjalnie i nieoficjalnie zaznaczał pozycję, rozdawał łaski, ostrzegał, karał. Wyżej wspomniane sceny na nakryciu mogłyby być dyskretną wskazówką, zrozumiałą tylko dla odbiorcy.

Ciekawe były reminiscencje tej sztuki, mającej w sobie coś z Brueghla i Boscha , zwłaszcza ikonografia Wielkiej Armii. Sposób oddawania postaci pojawia się po latach w polskim malarstwie sakralnym, chyba najpełniej widać to w wielkich obrazach malowanych w okresie międzywojennym. Jeden z portretów Napoleona w stroju koronacyjnym przywodzi na myśl o wiele późniejsze twarze według Tamary Łempickiej.

Ale to określenie „Polak – Francuz Północy”….. Hmmmm….. Zważywszy na to, kiedy, kto czyim strojem się zachwycał, a i inne kwestie wypadałoby wziąć pod uwagę…. Ja bym dyskutowała, bardzo dyskutowała. W każdym razie – propaganda w pewnym sensie zadziałała – po latach nazwano Warszawę Paryżem Północy…

Bardzo się cieszę, że dane mi było wziąć udział w tym wydarzeniu.