Horace vernet obraz bitwy pod somosierra we wspomnieniach i pamietnikach

Obraz bitwy pod Somosierra we wspomnieniach i pamiętnikach

Arsenał 1795-1815 Skomentuj

Horace Vernet

Po bitwie pod Somosierrą

Są bitwy, które przechodzą do historii odciskając piętno na dziejach wojen i kampanii, stając się z biegiem czasu legendą. Niewątpliwie należy do nich szarża Pierwszego Pułku Szwoleżerów Gwardii Cesarskiej pod Somosierra 30 listopada 1808 roku.

Zwycięstwo na oczach Cesarza okryło chwałą pułk, zaś uczestnicy brawurowego ataku przeszli na trwałe do historii wojskowości. Dla nas ta bitwa miała dodatkowy wymiar, bowiem było to pierwsze tak spektakularne zwycięstwo Polaków po utracie Niepodległości w wyniku rozbiorów Rzeczypospolitej.

Na ziemiach polskich, po upadku Napoleona i przegranych powstaniach legenda bitwy pod Somosierra, opowiadana we dworach przez uczestników szarży, bądź czytana przy świecach z nielicznych wydanych pamiętników, miała istotny wpływ na kształtowanie narodowych tradycji w czasach gdy Polski nie było na mapach Europy. Godnym podkreślenia niech będzie, że pamiątki po uczestnikach wojen napoleońskich stały się niemalże narodowymi relikwiami – emanowała z nich wolność i pragnienie odzyskania Niepodległości.

Musimy badając obraz bitwy oddzielić prawdę od legendy, fakty od błędnych interpretacji, często zamierzonych przez autorów celem dodania zasług.

Nie zachowały się żadne rozkazy czy dokumenty, wydane w dniu lub przededniu owianej legendą szarży. Dokumentów nie sporządzano, zaś rozkazy Napoleon wydawał w czasie rozwoju natarcia. Pozostały jedynie rozproszone wśród rodzin czy w muzealnych gablotach dokumenty przyznanych przez Cesarza orderów Legii Honorowej. Pierwszym i jedynym znanym, wprawdzie daleko odbiegającym od prawdy historycznej, dokumentem źródłowym jest „13 Biuletyn Armii Hiszpanii”. Trudno autorytatywnie stwierdzić, czy redagował go sam Napoleon. Istnieją takie sugestie, choć jest to nie aż tak istotne, bowiem niewątpliwie tekst akceptował, a może nawet autoryzował. Dziwi zatem zamieszczona informacja, jakoby szarżą dowodził gen. Montbrun. Podobnie zaskakującą jest wiadomość o udziale w szarży na hiszpańskie armaty, wcześniej dwukrotnie rannego majora Segur. Tak przedstawiony atak lekkokonnych wypacza przebieg szarży, co znalazło odbicie w bardzo wielu późniejszych publikacjach. Jak napisał Marian Kujawski: „Wsumie biuletyn daje więc niekompetentny, miejscami wprost niezgodny z rzeczywistością obraz wypadków, a przytem, pomimo jego wczesnej genezy i oficjalnego charakteru, traci na historyczno – dokumentalnej wartości jako jedna z tych specyficznych publikacji, które już wtedy sądzono powiedzeniem „kłamać jak biuletyn”” (1)

 

Somosierra - Michałowskiego

Somosierra pędzla Piotra Michałowskiego

Już w grudniu 1808 roku prasa krajowa podała wiadomość o stoczonej bitwie, informując czytelników o zaszczytnych wyróżnieniach przyznanych przez Napoleona. „Gazeta Korespondenta Krajowego i Zagranicznego” z dnia 31 grudnia 1808 roku (Dodatek do Nr 105, s. 1420) podawała: „Panowie Babecki i Waligórski kwatermistrze i Surzycki (2) żołnierz z tego regimentu lekkiej jazdy Polskiej, którzy zabrali nieprzyjacielowi chorągwie, zostali członkami Legii Honorowej… Oprócz tego, przeznaczył Cesarz 16 ozdób Legii Honorowej dla regimentu lekkiej jazdy Polskiej, to jest 8 dla oficerów i 8 dla żołnierzy”.

Tyle materiał źródłowy, jeżeli przyjmiemy, że prasę z tak poważnymi, świadomymi przekłamaniami można uznać za źródło.

Pozostają listy, wspomnienia i pamiętniki – materiał ten musimy traktować jako pomocniczy przy opracowaniach dotyczących przebiegu bitwy. Naturalnie należy rozgraniczyć wspomnienia czy pamiętniki pisane po bitwie, od tych pisanych po wielu latach. Te drugie bardzo często zawierają przekłamania bądź pomijają epizody istotne dla przebiegu bitwy, wynika to z predyspozycji pamięci piszącego. Analiza wielu wspomnień i pamiętników pisanych po latach wskazuje na korzystanie z wcześniej publikowanych materiałów pamiętnikarskich niekiedy je tylko ubarwiając.

Kolejnym zagadnieniem na które musimy zwrócić uwagę jest sam przebieg ataku na hiszpańskie armaty. W tym miejscu należy odpowiedzieć na pytanie – co mógł widzieć i zarejestrować w pamięci uczestnik szarży i jakie błędy w ocenie bitwy mógł popełnić, bądź popełnił zupełnie nieświadomie znając tylko topografię terenu. Droga, którą szarżowali szwoleżerowie była kręta, widoczność dość ograniczona mgłą, dymem powstałym w wyniku salw armatnich oraz padającym drobnym śniegiem. Jeżeli dodamy do tego, że szwoleżerowie znajdowali się pod ostrzałem hiszpańskich dział oraz piechoty rozmieszczonej na staku wzgórza jak również w wyłomach skalnych, biorąc pod uwagę ograniczenie szerokiego planu widzenia przez szarżujących towarzyszy obok , to rzeczywisty obraz mógł być zgoła inny niż czytamy u autorów wspomnień.

Wreszcie kwestia ustawienia hiszpańskich armat. Wszyscy pamiętnikarze pomijają działo stojące na wprost Francuzów przed pierwszą baterią. Oddało ono tylko jeden strzał, trudno powiedzieć czy było to hasło, że ruszył atak, dziś wiadomo, że jego kanonierzy wycofali się na dalsze pozycje. Czy temu strzałowi należy zawdzięczać ranienie eskorty Napoleona. Trudno zrozumieć dlaczego pominięto we wspomnieniach milczące działo nieopodal kamiennego mostku Pena del Chorro. Namalowany przez Francois Lejeune’a obraz bitwy, uważany za ważne źródło, umieszcza rzeczoną armatę.

 

Bitwa pod Somosierrą pędzla Januarego Suchodolskiego

Bitwa pod Somosierrą pędzla Januarego Suchodolskiego

W pierwszych latach XIX wieku, niebawem po bitwie uważano, że baterie były ustawione wszystkie na przełęczy. Znajdujemy ten opis w „VICTORIES ET CONQUETES” z 1821 roku oraz podobny opis zamieszczony przez Adolpha Thiersa w „Historii Konsulatu i Cesarstwa”. Pierwszy temu zaprzeczył Andrzej Niegolewski podając informację, że atakujących raziły 4 baterie armat – trzy po dwa działa ( wg. regulaminu hiszpańskiego bateria składała się z 4 armat ) i dziesięć dział na przełęczy. Płk. Dominique Balagny w swojej pracy „Campagne de l’Empereur Napoleon en Espagne 1808 – 1809″ T. Il : Tudela, Somosierra, Madrid. Paris – Nancy 1903 r. potwierdził na podstawie badań, że były cztery pozycje armat hiszpańskich.Płk. Balagny opracowując mapę topograficzną „ustawił” 4 armaty ( baterię ) jako pierwszą linię obrony, podkreślając, że na trakcie mogły się minąć tylko dwie karety lub przejść czwórka koni. Tą drogą poszły badania hiszpańskie Juana Jose’ Sanudo. Według niego w pierwszej baterii znajdowało się od 6 do 8 armat. Autor uważa, że działa zostały również posadowione na wzniesieniach pobocza drogi. Ślad tego rozumowania odnajdujemy we wspomnieniach Wincentego Płaczkowskiego „Pamiętniki weterana Napoleońskiego” Warszawa 1899r. Autor napisał w nich:”… w wąwozie tym w poprzek stopniami były armaty: – jedne na

lawetach postawione, drugie jak na podwalinach położone, bez lawet, coraz wyżej na kształt schodów”. W. Płaczkowski nie brał bezpośredniego udziału w szarży, mógł zatem dokonać obserwacji, które musiały ujść uwadze szarżujących. Andrzej Nieuważny przytacza fragment listu J.H. Kozietulskiego, czytamy w nim:”… umieszczonych w wąwozie i na górach” – dotyczy rozmieszczenia armat. Najnowsze badania prowadzone przez historyków hiszpańskich obalają wszystkie tezy, jednocześnie precyzując ilość ustawionych armat. Linię obrony otwierało jedno działo, następnie obrońcy ustawili półtora baterii ( 6 dział) i kolejne dwa punkty obrony po dwa działa. Na przełęczy znajdowało się pięć dział.

 

La bataille de Somo-Sierra Louis-François, Baron Lejeune

Somosierra wg. L.F. Lejeune, litografia kolorowana.

Ale wróćmy do pamiętników, dość dokładny i zgodny z prawdą przebieg szarży zamieściła w dniu 28 stycznia 1809 roku „Gazeta Poznańska”. To sprawozdanie w formie listu płk Wincentego Krasińskiego, pisane 9 grudnia 1808 roku w St. Martin pod Madrytem w pełni oddając tok wydarzeń. Czytamy w nim: „Regiment nasz okrył się jak największą chwałą, ponieważ zdobył wąwóz mocno obwarowany działami i od znacznego wojska nieprzyjacielskiego strzeżony. …Trzeci szwadron pod dowództwem szefa Kozietulskiego dostał rozkaz uderzenia na działa stojące na drodze. Uderzył natarczywie ten szwadron, lecz zastanowił się nieco, gdy szef Kozietulski, mając ubitego pod sobą konia, upadł na ziemię. Ale stanął zaraz na jego czele kpt. Dziewanowski i wpadł na działa, z których sam Niegolewski jedno odebrał. Za tym szwadronem posłano zaraz drugi pod dowództwem szefa Tomasza Łubieńskiego, lecz już tamten większą połowę dział zdobył. Połączone więc siły poszły w pogoń”. (3)

Ten list wprawdzie podkreśla istotną rolę 3. szwadronu i co ma istotne znaczenie, nie wspomina o udziale w szarży gen. Montbrun’a, jak też majora Segur, to pomija milczeniem udział szwadronu dyżurnego Pułku Strzelców Konnych Gwardii Napoleona, który ruszył do ataku, po zdobyciu przez Polaków pierwszej baterii hiszpańskiej. Jednocześnie została podkreślona rola, jaką odegrał 1. szwadron pod dowództwem szefa Tomasza Łubieńskiego. Ma to znaczenie na tle późniejszych sporów. (4)

Bitwa pod Somosierra - Suchodolski

Bitwa pod Somosierra – January Suchodolski

Tomasz hr. Łubieński, wieczorem po bitwie 30 listopada w Buytrago pisał do żony Konstancji z Ossolińskich Łubieńskiej:

„Mieliśmy wiele rozpraw, z których dzięki Opatrzności, wyszliśmy szczęśliwie, a szczególniej z dzisiejszej bitwy pod Sommo – Sierra, możemy się pochwalić, że rozstrzygnęliśmy los tej bitwy, za trzecim, raz po raz uderzeniem na nieprzyjaciela. Zabraliśmy mu 13 armat, 5 sztandarów i rozproszyliśmy go zupełnie, a to w wąwozie prawie niedostępnym dla jazdy. Kozietulski okrył się sławą. Biedny, lecz odważny

Dziewanowski, umarł utraciwszy nogę. Niektórzy z naszych walecznych ziomków polegli, okrywszy się sławą; między tymi liczono trzech oficerów. Między rannymi jest dwóch rannych oficerów, którym wszagże nie grozi niebezpieczeństwo. Kozietulski miał zabitego konia i surdut przestrzelony. Sława dnia tego przypadła zupełnie nam w udziale. Gnaliśmy nieprzyjaciela z szablą nad karkiem, więcej niż mil cztery. Zabraliśmy miasto Buytrago i wiele ekwipażów. Goniąc nieprzyjaciela, rozpraszaliśmy go wszędzie; część padła trupem, resztę wzięto w niewolę, z której, dla prędkości i marszu, i małej liczby żołnierzy, uwolnić ich musiałem …” (5)

Jest to jedyny znany list pisany bezpośrednio po bitwie. Informacja o śmierci Oziewanowskiego ( przedwczesna, zmarł 5 grudnia w Madrycie ) wskazuje na to, że wiadomość uzyskana została od osób trzecich. Ważne jest stwierdzenie, że główną zasługę przypisuje Kozietulskiemu – z biegiem lat to się zmieniło. (6) W liście tym Łubieński całkowicie pomija udział wojska francuskiego w zdobyciu przełęczy, nie opisuje przebiegu szarży ponieważ nie brał w niej udziału. Jego szwadron walczył na przełęczy i dalej atakował na trakcie do Buytrago.

 

Tomasz Łubieński

Tomasz hr. Łubieński

Efektowny i realistyczny opis szarży, do momentu zdobycia drugiej linii armat, zawiera list przypisywany Janowi Hipolitowi Kozietulskiemu. Ten nieznany dokument zamieszcza Antoni Trepiński w swojej książce „Od San Domingo do Cassino”.(7) Autor nie podaje pochodzenia listu jak również nie zamieszcza jego fotokopii. Czytamy w nim:

„Za przybyciem Cesarza wojsko polskie wyciągnęło naprzód. Pułk nasz był zawsze w przedniej straży. Najczęściej musieliśmy się ucierać z nieprzyjacielem o miejsce, gdzieśmy mieli nocować; każda z tych potyczek kosztowała nas kilku ludzi. Stanąwszy w Arenda odebraliśmy rozkaz ciągnienia do Saragossy, dla przecięcia ucieczki Castaniosa, dowódcy korpusu jednego Hiszpanów, który ku Madrytowi ciągnął, lecz będący pod nim marszałek Lannes zbił go zupełnie. Castanica (sic!) wchodził w drogę ku Walencji, a my przeszedłszy przez miasto Osme, uchodząc po 10 i 12 mil od Saragos, odebraliśmy rozkaz spieszenia drogą ku Madrytowi. W trzech dniach, przy schyłku dnia stanęliśmy przed wąwozem Somo – Sierra, w wiosce o ćwierć mili od nieprzyjaciela; ten po górach, na których się osadził, pozapalał wielkie ogniska. Postrzegliśmy także i ognie naszego wojska, które o ćwierć mili za wioską naszą stało naprzeciw nieprzyjaciela. Ustanowiliśmy się spokojnie, a choć czaty nasze strzelały się noc całą z nieprzyjacielskimi, nie przerwało to snu naszego.

Nazajutrz ze świtem przybywa Cesarz, każe nam wsiadać na konie, ruszamy. Ja prowadziłem szwadron przedniej straży. Wkrótce spotykamy nieprzyjaciela. Wysyłam naprzód strzelców. Nieprzyjaciel po kilku wystrzałach z armat, usunął się z wąwozu, gdzie stało całe wojsko jego. Mgła była niezmierna i ledwo o trzy kroki widzieć się można było. Goniliśmy nieprzyjaciela aż do wąwozu, nadeszła piechota. Uszykowałem swój szwadron przy drodze. Bój gorący się zaczął. Huk dział rozpędził mgłę i czas stał się pogodny. Posuwamy się, Cesarz przybywa, rozeznaje położenie i osobę swą nadto naraża.

Natychmiast przybywa do mnie jeden z generałów i woła „Polacy naprzód”. Pułk nasz był za mną o wystrzał armaty, posuwam się ze swoim szwadronem; przybywa drugi adiutant cesarski i woła „Letka jazda kłusem”. Puszczamy się kłusem. Biegnąc koło Cesarza, wykrzyknęliśmy „Niech żyje Cesarz”. On rzekł do nas „Polonais prenez moi ces canons”.

Nieprzyjaciel strzela do nas plutonami i pojedynczo, natychmiast 16 armat, umieszczonych w wąwozie i na górach, i broniących przystępu okropny ogień wyzionęło w nas. Ciężko jest opisać straszne położenie, w którym znajdowaliśmy się. Widziałem obok siebie padających ludzi i konie.

Pierwszy hufiec prowadzony przez odważnego Krzyżanowskiego zaczyna się łamać. Krzyczymy obydwa „Naprzód bracia, aby do armat”. „ Vive l’Empereur! Naprzód, vive l’Empereur”. Przybiegamy do armat pierwszych, odpędzamy kanonierów, rąbiąc kogo się napotka. Drugie armaty już częścią były opuszczone przez uciekającego nieprzyjaciela, wtem czuję konia mego ranionego, druga kula trafiła go w głowę, pada i nogę mi przywala. Prawie w ten moment Krzyżanowski zostaje zabity. Było jeszcze kilkunastu ludzi przy mnie. Krzyknęli „Szefa nam zabito, wracajmy!”. Ja, dobywszy się spod konia, przez cały ogień karabinowy przebiegłem cały wąwóz. Spotykam Cesarza, który mnie pyta „Qu’avez vous, êtes vous blesse? Non Sire, mais j’ai accompli vos ordres” – wzięliśmy dwie armaty. Uciekają Hiszpanie od drugich, lecz koń mój zabity i większą część ludzi mych straciłem, przymuszony byłem powracać. Cesarz odpowiedział „Allons, c’est bon” – to dobrze. Pobiegłem szukać drugiego konia.

Kapitan Dziewanowski nie traci czasu, zbiera pod wąwozem resztę ludzi, uderza napowrót i resztę armat odbiera. Piechota hiszpańska, która stała na prawej stronie wzdłuż wąwozu zaczyna się łamać i pierzcha w nieporządku. Pułkownik mój, widząc mnie pieszo, szukającego konia, posyła szefa Łubieńskiego z dwoma plutonami na wsparcie Dziewanowskiego, ten przebiegłszy cały wąwóz, rozpuszcza swoich en tirailleurs i mężnie za pierzchającymi ściga. Pomimo wielkiej zapalczywości przedzierającego się przez ciała współbraci żołnierza, zabrał Łubieński nie mało niewolnika różnej rangi i wziął sztandary. Reszta pułku pędziła nieprzyjaciela o mil trzy aż do nocy. Nazajutrz stanęliśmy o milę od Madrytu i równo z dniem z generałem Le Brun poszliśmy naprzód i o pół mili od miasta spędziliśmy zbieraną jazdę hiszpańską, która się w bramach miasta oparła.

We trzy dni potem miasto się poddało. Strata nasza wyniosła 60 zabitych, 28 rannych, 4 oficerów zabitych: Krzyżanowski, Rudowski, Rowecki; porucz. Dziewanowski nogę kulą armatnią urwaną i dwiema karabinowymi zgruchotane ramię, operację wytrzymał, ale wkrótce potem skończył. Krasiński dostał kontuzję, Niegolewski kilka ran. Reszta wszyscy zdrowi, również i ja, gdyż kontuzja moja w nogę była bardzo lekka.

Od trzech dni odpoczywamy, gotując się do dalszych marszów i fatyg. To, co mi najbardziej osładza wszelkie trudy, oddalenie od Ojczyzny i Familii jest ten dzień, w którym w przytomności Napoleona okazaliśmy się godnymi imienia polskiego.

(mp) Koziedulski

Jan Hipolit Kozietulski

Jan Hipolit Kozietulski

 

Analizując ten list znajdujemy pewne sprzeczności – otóż zupełnie inaczej opisał wymianę zdań z Napoleonem Ambroży Skarżyński w liście do Andrzeja Niegolewskiego z dnia 2 lutego 1855 roku.

„Co się tyczy Somo Sierra, to nie ma wątpliwości, że Kozietulski komenderował i miał konia zabitego przez piechotę z gór, wracał pieszo, podpierając się pałaszem. Cesarz zapytał się: I cóż pułkowniku, co tam nowego ? Na to odpowiedział mu Kozietulski: Nic nie wiem; koń mój zabity. Nie dziw, bo pierwszy raz znajdował się w ogniu a jeszcze w takiej bagarze. Tę odpowiedź Cesarz pamiętał i przez cały czas nie dostał ani krzyża, ani awansu, tak że generał Krasiński później jego przedstawiał osobno a nas osobno; inaczej Cesarz odrzucił i nie podpisywał

Ten list Ambrożego Skarżyńskiego pisany wiele lat po bitwie posiada pewne nieścisłości. Prawdą jest, że Jan Hipolit Kozietulski nie został bezpośrednio po zdobyciu Somosierry awansowany, również nie znajdujemy jego nazwiska wśród wyróżnionych Legią Honorową przez Napoleona na polu bitwy ( zostali wyróżnieni: Jakub Dąbczewski, Józef Babicki, Józef Waligórski oraz Karol Suszyński ), to jednak otrzymał gwiaździsty order 10 marca 1809 roku ( zachował się dokument opatrzony tą datą ). Napoleon po bitwie przyznał szesnaście krzyży Legii Honorowej pułkowi szwoleżerów, z tym, że osiem oficerom i tyleż samo żołnierzom. Wyróżnionych miał wyznaczyś dowódca pułku. Wyróżnienie z tą datą jest o tyle istotne ponieważ J.H. Kozietulski znalazł się na tej liście następnie przedstawionej Cesarzowi i przez niego zaakceptowanej.

List Jana Hipolita Kozietulskiego nie jest opatrzony datą, budzi to pewnwne wątpliwości co do autorstwa, bowiem dokumenty i przede wszystkim listy stanowiące spuściznę po pułkowniku, które znajdowały się w zbiorach Jerzego Dunin – Borkowskiego w Krośniewicach były opatrzone datą dzienną. Nie zmienia to faktu, że list ten oddaje atmosferę bitwy i wiernie przedstawia moment rozpoczęcia szarży.

Sława jaką okrył się pułk jeszcze w dniu szarży doprowadziła do braterstwa ze starą gwardią Napoleona. Na wieczornym biwaku w La Cabrera szwoleżerom posiłek przygotowywali żołnierze osławionej starej gwardii. „ Nazajutrz po bitwie 1 grudnia, Napoleon dokonał przeglądu polskiego regimentu, który rozwinięty szwadronami stanął przy madryckiej drodze. Cesarz zatrzymał się przed pułkiem i zdjąwszy kapelusz zawołał donośnym głosem: ‚Jesteście godni mojej starej gwardii, uważam was za najdzielniejszą jazdę. Chwała najdzielniejszym z dzielnych’. Następnie pułk, prowadzony przez Krasińskiego, przedefilował przed Napoleonem”.

Brać udział w szarży to chwała i sława, tak myślało wielu oficerów i żołnierzy, stąd przez lata trwały spory o udział w bitwie. Osławiony „13 Biuletyn Armii Hiszpanii”, wymienił wśród szarżujących gen. Montbrun. Pierre Dautancourt obala całkowicie to twierdzenie. W jego papierach przechowywanych w Vincennes pod Paryżem w Service Historique de l’Armée de Terre (SHAT) zachowała się relacja grosmajora pułku – czytamy w niej: „ 13 biuletyn zawiera błąd kiedy głosi że dzielny gen. Montbrun szarżował na czele polskich szwoleżerów. To twierdzenie jest nieścisłe. Prawdę mówiąc, generał ten znajdował się w grupie osób stojących koło cesarza. Jako cesarski adiutant wyjechał nawet na drogę, aby przekazać rozkazy, albo też, aby osobiście widzieć wszystko z bliska, ale wcale nie był na czele tego pułku. Ten dzielny i nieustraszony generał, którego stratę 7 września 1812 roku nad rzeką Moskwą opłakują bez wątpienia wszyscy Francuzi, z pewnością wyniośle odrzuciłby te wawrzyny, które nie zostały przezeń zebrane. Taka była jego osobista opinia, kiedy to z autorem tych wspomnień żartował na temat swego udziału w szarży, co przypisywał mu biuletyn”.

Józef Załuski uczestnik bitwy, w swojej książce „Wspomnienia o Pułku Lekkokonnym Polskim gwardii Napoleona I” napisał znamienne zdanie obalające tezę Adolpha Thiersa o udziale gen. Montbrun w bitwie: „Gdyby sławny i znakomity jenerał jazdy Montbrun

był sam osobiście prowadził to natarcie, cała onego zasługa należałaby jemu, a nie Polakom i Kozietulskiemu, który nimi dowodził” i dalej „ … sam Niegolewski w broszurach swoich pisze … a co innego samemu prowadzić jeden tylko szwadron do ataku …to się nie zgadza z rangą jenerała dywizji Montbrun ani z tą okolicznością, że ani jenerał ten, ale marszałek Bessieres obecny był naszym dowódcą, jako komendant całej konnej gwardii…”

Zupełnie inaczej przedstawia się historia udziału w szarży majora Philippe de Segur. Również wymieniony w „biuletynie”, nie tylko nie zaprzeczył swego udziału w bitwie, ale wszelkimi sposobami starał się uwiarygodnić w niej swój udział. Ponownie sięgamy do papierów grosmajora. Zachowała się w nich pierwsza wersja opisu szarży powstała 1 września 1818 roku, a więc dziesięć lat po bitwie. W niej major stwierdził, że Philippe de Segur nie brał udziału w szarży ponieważ „gdzieś w górach” został ranny i przyniesiono go do stanowisk artylerii będących obok zgrupowania szwoleżerów. Podczas opatrywania przez cesarskiego chirurga Iwana został ponownie ranny kulą karabinową. Trudno w takim stanie dowodzić jazdą prowadząc atak. Relacja ta została zamieszczona w pierwszym wydaniu wielotomowego dzieła „ Víctores et conquêtes desastres, revers et gueres civiles des Français” jako anonimowy opis bitwy pod Somosierra, wydanego w roku 1820. Relacja ta została pominięta na życzenie samego już wówczas gen. P. de Segur’a przez redakcję „Victorie et conquêtes”, do której on również należał. Udział majora w szarży zaistniał w Paryżu w początku XX wieku. Na otwarciu Salonu Paryskiego w roku 1911 zaprezentowano płótno Eugene Chaperona „Le Comte de Segur a Somo – Sierra”. Wizja bitwy, a właściwie pościg za Hiszpanami w kierunku Buitrago po zdobyciu przełęczy prowadzi major P. de Segur, co jest ewidentnym zamierzonym wypaczaniem prawdy historycznej.

Publikacje arcybiskupa mechelińskiego Dominique Dufour de Pradt’a autora dzieła „ Mem o i res sur la Revolution d’Espagne”, wydanego w Paryżu w 1816 roku, jak również monumentalne dzieło „Histoire du Consulat et de l’Empire” Louisa Adolphe Thiersa, którego dziesiąty tom ukazał się w 1849 roku w Paryżu , spowodowały reakcję Andrzeja Niegolewskiego. Thiers podał świadomie zafałszowany obraz bitwy i opis szarży, którą prowadził naturalnie gen. Montbrun. Nastawiony niechętnie do Polaków autor umniejszył, a tym samym wypaczył udział lekkokonnych w zdobyciu przełęczy.

Stronnicze opracowanie Thiersa pierwszy zakwestionował Andrzej Niegolewski, podkreślając szereg błędów i niedopowiedzeń, przesyłając autorowi w maju 1850 roku dokładny opis szarży, żądając jednocześnie sprostowań. W odpowiedzi otrzymał pismo w pełni przyjmujące uwagi i słuszność zmiany tekstu opisu bitwy. Jednakże Thiers nie dotrzymał obietnicy w następnym wydaniu. To wystarczyło Andrzejowi Niegolewskiemu. Widząc stosunek Thiersa do sprawy polskiej i powielanie opisu bitwy niezgodnego z prawdą, w odpowiedzi wydał w Poznaniu w roku 1854 broszurę bardzo szczegółowo opisującą przebieg zmagań pod Somosierra pod tytułem „Somo – Sierra”. W tym samym roku ogłosił ją w języku francuskim w Paryżu .W niej zaatakował również Tomasza Łubieńskiego ( do tego jeszcze wrócę ), wyjaśniając jego udział w szarży. Broszura A. Niegolewskiego rozwiała wątpliwości i wielu historyków w późniejszym okresie powoływało się na niego. Mam na uwadze pracę Eugene Fieffego „Napoleon et la Garde Imperiale” wydaną w roku 1859 w Paryżu czy A. Puzyrewskiego „Szarża jazdy polskiej pod Somo – Sierrą” wydaną w Warszawie w roku 1898,

Bitwa pod Somosierrą

Bitwa pod Somosierrą – Juiliusz Kossak

Z polemiczną oceną Thiersa wystąpił również Józef Załuski w pracy „La Pologne et la Polonais défendus” wydanej w 1855 roku w Paryżu.

Wprawdzie opis szarży pióra Andrzeja Niegolewskiego powstał wiele lat po bitwie, to wszystko wskazuje na to, że autor korzystał z wcześniej sporządzonych notatek, bowiem tak realistycznego, a zarazem precyzyjnego zapisu nie można przekazać nawet przy wybitnej predyspozycji pamięciowej. Dowodem na to może być kronika pisana w Niegolewie po jego powrocie z Paryża po upadku Napoleona. Dziś znajduje się w zbiorach rodzinnych Felicjana Niegolewskiego.

Ale wróćmy do opisu szarży: „ … Dopędzając szwadron, a dopędziłem go po zdobytej pierwszej baterii, zastałem kilku żołnierzy między innymi, gdyż mi to bardzo dobrze w pamięci zostało, i Konopkę z 7 kompanii na kasztanowym koniu z białą grzywą, skupionych w zagięciu, w którym pierwsze piętro armat ustawione było. W pierwszej chwili ogromnego ognia zatrzymali się oni tam poza szwadronem dalej pędzącym. Widząc mnie obok nich pędzącego galopem, na jaki tylko mój doniec mógł się był zdobyć, wołali do mnie:

Panie poruczniku, panie poruczniku, nie jeździj, bo tam bardzo strzelają i W mgnieniu oka przecież, gdy widzieli, żem nie tylko na ich przestrogę nie zważał, ale przeciwnie, rzuciwszy im kilka ostrych słów z wykrzykiem: En avant ! Vive l’Empereur ! w jednej chwili jużeśmy się złączyli ze szwadronem …

Kozietulskiemu na początku szarży konia ubito i tenże wskutek tego z szeregu nacierających, nie mogąc szwadronu pieszo gonić, cofnął się. Komenda ze starszeństwa Dziewanowskiemu przypadła. Szwadron, rozpuściwszy się w górę przy odgłosach: En avant ! Vive l’Empereur ! innej komendy nie słyszał i nie potrzebował. Wszyscy tam bowiem: kapitan, porucznik, żołnierze jednym zapałem zagrzani, jeden i ten sam odgłos wydając, jednym pędem, nie zważając ani na cofnięcie się Kozietulskiego, ani też na poległych i ciągle padających oficerów, kolegów, wąwóz zdobyli i w pędzie samym armaty zdobywają, kanonierów, nie zatrzymując się rąbali.

Nie chcę ja bynajmniej zmniejszać sławy, którą się okrył Dziewanowski. Z pewnością, jeżeliby kto chciał udział w szarzy dzielić, jemu największy udział przypada, ale nie wskutek komendy, którą atak z zatrzymanym szwadronem miał ponowić, tylko wskutek stanowiska, jakie w szwadronie zajmował, nie ustępując nadto z hufca, mimo ran odebranych, aż dopóki siły mu tylko starczyły i ciężko ranny nie padł, porwał za sobą szwadron, który do niego, jak do ojca, był przywiązany.

Dobrze sobie przypominam porucznika Roweckiego, który już obok mnie pędząc wołał: – Niegolewski ! Trzymaj mi konia, bo mi się zbiegł, nie mogę go strzymać ! Na co mu odkrzyknąłem: – Puszczaj go !

Już ten młody oficer z nikim więcej nie mówił, bo zaraz potem ujrzałem go spadającego z konia. Był to drugi z moich kolegów,któregom zabitego widział. Między pierwszą a drugą baterią widziałem leżącego Krzyżanowskiego, o którym wyżej wspomniałem. Porucznika Rudowskiego, który również zginął, w czasie szarży ani żywego, ani poległego nie zoczyłem. Kapitana Dziewanowskiego, który nogę miał od armatniej kuli zgruchotaną, jeszcze widziałem aż u trzeciego piętra po lewej stronie wąwozu. Kapitan Piotr Krasiński był rażony ciężką kontuzją w piersi, ale bez rany, i żebra mu ( jak mylnie powiadano ) nie wyjęto. Kiedy został do wystąpienia z szeregów zniewolony, nie wiem. Z wszystkich oficerów szwadronu, którzy tę szarżę czwartego piętra wykonali, ja jeden nie odniosłem na mym ciele żadnego szwanku, ale mój koń, mój mundur, ładownica, czapka, wszystko to ucierpiało od kul karabinowych, świszczących na wszystkie strony.

Postrzegłem tu przy sobie kilku szwoleżerów, a za sobą wachmistrza Sokołowskiego na kulawym koniu – zawołałem: Gdzie nasi ? Sokołowski odparł: Poginęli! Wielu legło istotnie, drudzy konie potracili, inni zostali w tyle, inni jeszcze, pędząc z góry, rozpierzchli się na prawo i lewo, gdyż, jak już powiedziałem, był jaki taki przestwór między górami. Piechota hiszpańska z boku ciągle nas raziła, przy owej zaś baterii

czwartej poza nami stało jeszcze kilkunastu hiszpańskich kanonierów. Krzyknąłem: Sokołowski ! Uderzamy w nich ! I uderzyliśmy garstką. Hiszpanie uciekli, a biedny Sokołowski powiększył swą śmiercią liczbę poległych w tym boju kolegów. Nie widziałem koło siebie i owych kilku szwoleżerów.

Wtem, koń krwią plujący, padł pode mną od strzału działowego”.

Tyle Niegolewski – wspomniałem wcześniej o sporze między Łubieńskim a Niegolewskim dotyczącym zdobycia czwartej baterii na przełęczy. W istocie to dość zawiła historia, powstała raczej na paryskich salonach, nie zaś bitewnych polach. Zwycięstwo to zostało różnie odebrane, żona Wincentego Krasińskiego była zawiedziona, że na czele pułku nie stał jej mąz, ponoć przez pięć dni leżała chora nie opuszczając swojego apartamentu. Teresa Tyszkiewiczowa ( siostra Ks. Józefa ) oraz Tomaszowa Łubieńska były wprost zachwycone. Pani Konstancja Łubieńska po otrzymaniu listu od męża, pisanego niebawem po bitwie 30 listopada, poczęła tworzyć „legendę somosierry”, całkowicie pomijając Kozietulskiego i zasługi 3 szwadronu, podkreślając zasługi dowódcy 1 szwadronu Tomasza Łubieńskiego.

Rédition de Madrid 1808

Rédition de Madrid 1808

W pamiętniku opatrzonym tytułem „Generał Tomasz Pomian Hrabia Łubieński”, wydanym w Warszawie w 1899 roku staraniem Rogera hr. Łubieńskiego czytamy:

… Huknęły armaty i strzały ręcznej broni. Waleczny Krzyżanowski ze wszystkimi żołnierzami, oprócz brygadiera Wasilewskiego, pierwszą padli ofiarą – Kozietulski wpada i zdobywa pierwsze działa, ale mając pod sobą konia zabitego i mocnej doznawszy kontuzyi, zdaje komendę kapitanowi Dziewanowskiemu i oddalić się jest przymuszony. Niezmordowany Dziewanowski zebrał natychmiast rozpierzchłych żołnierzy i, nie tracąc czasu, nie czekając na żadne rozkazy uderzył powtórnie na nieprzyjaciela, zdobył drugą bateryę, ale padł ofiarą swego męztwa, śmiertelne odebrawszy rany. Na tych bateryach rozpoczyna się ręczna walka z artylerzystami hiszpańskimi. Porucznik Niegolewski, który z wachmistrzem Sokołowskim, na sam szczyt góry do czwartej bateryi dotarł, otrzymawszy jedenaście ran od żelaza artylerzystów dział swych broniących, na tychże prawie armatach, za nieżywego był zostawiony. Wachmistrz Roman spadł z konia, ugodzony kartaczem. Porucznicy Rudowski i Rewicki na placu polegli, kapitan Piotr Krasiński niebezpiecznie kartaczem raniony.

Zgromadzali garstkę pozostałych porucznik Szeptycki i wachmistrz Zielonka, gdy dopadłem dla objęcia komendy, wysłany przez pułkownika Krasińskiego. Wzmocniony świeżym plutonem pod dowództwem porucznika Roztworowskiego i plutonem szaserów gwardii konnej, uszykowałem jak mogłem najprędzej nowy mój szwadron, zwinąwszy się w kolumnę po czterech, i uderzyłem na nieprzyjaciela. Idąc utorowaną przez dwa pierwsze, tak skuteczne natarcia drogą, przeszliśmy resztę wąwozu i ostatnie działa odebraliśmy. Wdzierająca się teraz bezpiecznie w góry piechota francuska rozdwoiła uwagę artylerzystów hiszpańskich”.

Krajobraz po bitwie opisuje w swoim pamiętniku porucznik Leon Szeptycki: „Po skończonej całej przeprawie, szef Łubieński posłał mnie do pułkownika Krasińskiego, a gdybym spotkał Cesarza, z oznajmieniem tego wypadku i po dalszy rozkaz dla szwadronu. Z zadziwieniem spostrzegłem Napoleona na pół drogi, niepoprzedzanego żadnem wojskiem, jadącego sobie stępo. Jenerałowie: Savary i Durosnel o kilkadziesiąt kroków przed nim będący, uprzedzili mnie o wielkim zadowoleniu Napoleona. W samej rzeczy znalazłem go w najlepszym humorze, kazał mi oświadczyć oddziałowi, że są warci być jego gwardią, powtarzając kilka razy z widocznym ukontentowaniem „Vous etas des braves polonais”. Zresztą kazał szwadronowi czekać przybycia całej gwardyi, a kassę zarówno między wszystkich podzielić. Po danym

rozkazie oficerowie dzielili garściami złoto i srebro, zaczynając od żołnierzy; tu nie należy zapomnieć, że byli tacy, którzy swoją część darowali żołnierzom. Wkrótce nadeszły gwardyje, stare grenadiery i szasery, którzy tylko między sobą żyli, wpadali do naszego biwaku, ściskali Polaków z rozrzewnieniem i nazywali odtąd ich kamratami, a widząc, że byli zmordowani, sami wieczerzę dla nich gotowali. Oficerowie ich, dalecy od grzeczności dworaków, nie wynosili nas pod obłoki, ale nie zazdrościli, równie dobrzy jak szczerzy, otwarcie wyznali, że my im odtąd nic zazdrościć nie potrzebujemy. Tymczasem Napoleon, który nie miał zwyczaju tylko po wielkich i stanowczych bitwach dedykować biuletyn, uznał Somo – Sierrę godną swego pióra, a powątpiewając, albo nie przzypominając sobie podobnego natarcia jazdy, nazwał je atakiem świetnym, jakiego nigdy nie było”.

W1849 roku ukazał się w Wilnie „Pamiętnik Jana Chłopickiego”. Autor będąc uczestnikiem szarży oparł swój pamiętnik na relacjach ustnych uczestników oraz dostępnej literaturze. Dzieło to nie wnosi żadnych nowych istotnych informacji, zawiera natomiast błędy w przedstawieniu obrazu bitwy.

Monumentalna praca – dokument Aleksandra Rembowskiego, wydana w 1899 roku pod tytułem „Źródła do Historii Pułku Polskiego Lekkokonnego” zawierająca zespół dokumentów zebranych i opracowanych przez grosmajora pułku P. Dautancourta w dużym stopniu stanowi zawartość tego dzieła. Praca, wprawdzie w języku francuskim, wnosi ogromną dokumentalną wiedzę na temat historii pułku lekkokonnego od chwili jego powstania aż do upadku Napoleona. Do dziś opracowanie to jest najpoważniejszym źródłem dla badaczy zajmujących się tym tematem.

Na uwagę zasługują pamiętniki Jana Dominika Larrey, oficera służby zdrowia cesarskiej armii. Rzetelny opis bitwy znajdujemy w „Memoires de Chirurgie Militaire” wydawane w Paryżu w latach 1812-1817. Autor będąc naocznym świadkiem bitwy, podkreśla heroizm Polaków i ich decydujący wpływ na przebieg szarży, nie kwestionując ich udziału w zdobyciu przełęczy Somosierry.

Listy, wspomnienia i pamiętniki są dokumentem – zapisem minionej epoki. Dla historyków badających przebieg szarży pod Somosierra stanowią cenne źródło. Obraz nie byłby pełny gdybyśmy zamknęli go tylko w bezdusznych archiwalnych dokumentach. One nie oddają atmosfery bitwy, nie dają nam możliwości poznania jej uczestników, ich emocji – strachu, niepewności, euforii zwycięstwa czy wreszcie sławy. To moim zdaniem stanowi największą wartość starych omszałych pamiętników i listów przechowywanych w domowych archiwach, czy wspomnień, nawet tych pisanych po latach.

Dr Zbigniew Dunin – Wilczyński