Wojciecha kossak 1921o brzydkim anglezowaniu slow kilka

O brzydkim anglezowaniu słów kilka

KT Kawaleria Leave a Comment

Wojciecha Kossak 1921

Przykład klasycznego dosiadu, portret konny Gen. John Pershing

Anglezowanie „wymyślone” w XIX wieku przez angielskich listonoszy, bez względu na to, czy jedynie po to by poprawić warunki ich pracy, czy po to by ulżyć koniowi, prawidłowo wykonywane spełnia oba cele, nieprawidłowo wykonywane pomaga człowiekowi ze szkodą dla ruchu wierzchowca.

By określić jak wygląda prawidłowe i nie prawidłowe anglezowanie należy sięgnąć po książkę Janes-a Fillis-a napisaną pod koniec XIX wieku, w Polsce wydaną w 1930 roku „Zasady ujeżdżenia i jazdy konnej” gdzie o anglezowaniu J. Fillis pisze :

… jeździec nie powinien starać się unosić– tylko pozwolić się unosić. Kostki i kolana jeźdźca powinny brać udział ,podtrzymując jego ruch i ułatwiać opuszczenie się jego w siodło, miękko i w takt, wskazany przez chód konia. Kłus ten powinien być zawsze „z pod siebie” , prosto- z dołu do góry, tzn. że trzeba się dać się unosić przez konia przy udziale kolan i kostek , a bez udziału górnej części ciała. W przeciwnym razie lędźwie i ramiona jeźdźca będą naprężone, przez co stanie się sztywny i nie tak bardzo związany z koniem. Tułów więc powinien unosić się i opadać zgodnie z ruchem konia. Nic nie ma brzydszego nad widok, gdy jeździec zamiast pomagać sobie wyłącznie nogami, napina lędźwie, bo wówczas brzuch jego to wysuwa się ku przodowi przy unoszeniu, to cofa – przy opuszczaniu w siodło.

Podobnie brzmi  odpowiedź na pytanie nr. 267 na brązową odznakę  PZJ … jeździec nie wysiaduje każdego kroku konia, lecz znajdując oparcie na kolanach i strzemionach , unosi się na jeden krok w siodle, by w następnym znów miękko w nie powrócić .

Wydaje się, że pomiędzy słowami  …Nie powinien starać się unosić – tylko pozwolić się unosić… a …unosi się na jeden krok…nie ma wielkiej różnicy jednak w nich zamknięta jest tajemnica dlaczego współcześnie większość jeźdźców anglezuje nieprawidłowo.

W czasach J. Fillisa w zachodnim stylu jazdy jeżdżono z długimi strzemionami z rozluźnionymi mięśniami nóg dzięki czemu przy anglezowaniu ruch w górę nadawała jeźdźcowi podnosząca się kłoda konia. (Wg angielskich zasad szkolenia noga jeźdźca od kolana ku dołowi powinna wisieći być odchylona od pionu nieco do tyłu, kontakt ma byćwywołany chwytem uda, dopuszczalne jest realizowanie tego celu tylko wewnętrzną częścią łydki.  Jeśli pozwoli się użyć tyłu łydki, doprowadzi to od razu do odsunięcia kolana od siodła co doprowadzi do osłabienia chwytu udem zamiast jego zaakcentowania ( Manual of Horsemastership, Equitation and Animal Transport – Londyn 1937)

Współcześnie, nawet jeśli wiadomo, że łydka ma tylko przylegać do boku konia to z reguły jest do niego wręcz przygwożdżona lub rytmicznie o niego uderza (jak przy „strzelaniu obcasami”). Jeździec podrywa się tym wyżej im ma krótsze strzemiona, a rytmiczne napinania mięśni prowadzi do usztywnienia całej jego sylwetki. Przy prędkości poruszania się w kłusie, od 200 do 250 m/min, przemieszczająca się w pionie i poziomie (…brzuch jego to wysuwa się ku przodowi przy unoszeniu, to cofa – przy opuszczaniu w siodło…)  masa jeźdźca wywołuje spore siły na które koń musi zareagować usztywnieniem kroku, przypomina to sytuację człowieka niosącego np.30 kg plecak, który nagle zaczyna rytmicznie podskakiwać.  Przyłożona sztywno lub kłapiąca łydka pobudza konia do przyspieszenia na co jeździec odpowiada ciągnięciem za wodze, walcząc ze sobą osiągają pewien stan równowagi, który jednak nie ma nic wspólnego z harmonią ruchu do jakiej powinien dążyć jeździec, który po jeździe narzeka, że koń na twardy chód.

 

Anglezowanie

Przykład klasycznego dosiadu, sylwetka jeźdźca

wg Manual of Horsemastership, Equitation and Animal Transport – Londyn 1937 (rysunek ze zbiorów autora)

 

Przy jeździe z rozluźnionymi mięśniami nóg i swobodnej łydce do usztywnienia jeźdźca nie dojdzie, gdyż dzięki  luźnej kostce opuści piętę w dół i pozostanie na ułamek sekundy w siodle. Amplituda ruchu dół – góra równa jest w takiej sytuacji dystansowi jaki pięta pokona od maksymalnego wychylenia w dół do poziomu. Tułów jeźdźca będzie poruszał się jedynie w kierunku góra dół razem z kłodą konia.

Jest kilka przyczyn prowadzących do anglezowania w górę. Jedną z podstawowych jest jazda z za krótkimi strzemionami w siodle o nieprawidłowym profilu wzdłużnym i poprzecznym, kolejną, zbyt szybkie pozwolenie na anglezowanie w czasie szkolenia wstępnego. Łącznie pozwalają one „przyspieszyć” szkolenie,  początkujący dość szybko zaczynają poruszać się z większymi prędkościami co daje im oczekiwaną satysfakcję jednak ze szkodą dla ich wyszkolenia.  Postulat wyeliminowania anglezowania ze szkolenia podstawowego i jazdy w ogóle może wydać się zbyt radykalny ale racjonalnie patrząc jeśli mechaniczne anglezowanie przez podrywanie do góry prowadzi do usztywnienia ruchu jeźdźca i konia to zdecydowanie lepiej  nie anglezować.   Jazda kłusem ćwiczebnym (na przełomie XIX i XX wieku nazywanym francuskim !) nie prowadzi do usztywnienia ruchu jeźdźca i konia. Wymaga od człowieka więcej pracy, na początku z powodu zmęczenia ma on mniej satysfakcji z pokonywania przestrzeni, jednak na długą metę jest dla niego i dla konia bardzo korzystna a przy okazji poprawia muskulaturę brzucha jeźdźca.

 

anglezowanie

Dosiad parkurowy ppłk Karol Rómmel na Revcliffie

( zdjęcie ze zbiorów autora)

Dobre opanowanie jazdy kłusem wysiadywanym jest warunkiem niezbędnym do opanowania techniki właściwego anglezowania ale do tego nie nadają się siodła skokowe o stromym profilu siedziska (od najniższego punktu do tylnego łęku) gdyż pomimo wydłużenia strzemion nie pozwalają jeźdźcowi prosto siąść w siodle. W takim siodle miednica jeźdźca pochylona jest do przodu co ułatwia mu „złożenie” się do skoku ale utrudnia wysiadywanie kłusa.  W płaskim siodle kołyszący ruch zadu konia jest łatwy do wyczucia i tożsamy z ruchem idącego człowieka, który stawiając np. prawą stopę czuje jak prawa strona jego miednicy opuszcza się minimalnie w dół. Siedząc w siodle wystarczy by w momencie gdy koń stawia np. tylną prawą nogę jeździec „postawił” razem z nim swoją prawą ( wpadł w „dołek” który pojawia się pod jego prawym krętarzem mniejszym- kością siedzeniową ) po czym lewą itd..  W kłusie częstotliwość tego ruchu jest większa a wychylenie boczne miednicy mniejsze. Zatem by zsynchronizować swoje ruchy z ruchem konia należy zacząć od kilku kroków (od 3 do 5)  kłusa wysiadywanego po czym wrócić do stępa. Tylko wielokrotne powtórzana nudna sekwencja „startu” do wysiadywanego kłusa i powrotu do stępa po kilku krokach doprowadzi do opanowania  tej czynności. Ważne by na początku nie przekraczać liczby 5 kroków gdyż w kłusie sztywny jeździec łatwo wypada z rytmu, dodatkowo częste przejścia do stępa poprawiają zachowanie jeźdźca także w tej fazie ruchu. Z biegiem czasu należy wydłużyć odcinki przejeżdżane kłusem ćwiczebnym.

Dopiero po opanowaniu jazdy kłusem wysiadywanym można zacząć anglezować, pamiętając, że bez długich strzemion (przy zwieszonej swobodnie nodze podstopie strzemienia powinno znajdować się w linii podeszwy buta pod piętą.), elastycznej uginającej się przy opadaniu w dół kostki i elastycznej całej sylwetki jeźdźca nie da się tego zrobić prawidłowo.

Dlaczego brzydkie, nieprawidłowe anglezowanie jest u nas tolerowane? Być może dlatego, że powszechnie przyjęto, iż jeździectwo jest sportem wyczynowym i w związku z tym wszystkich adeptów szkoli się wg zasad sportu wyczynowego opracowanych w XX wieku, gdy tymczasem  dla większości jeźdźców jest to sport ekstremalny ( nie chcą skakać ani ujeżdżać koni, chcą po prostu na nich jeździć ) i to dla nich przestarzałe (sprzed epoki sportu wyczynowego) ale sprawdzone przez setki lat metody będą właściwsze.

Dodatkowo szkolenie wszystkich jeźdźców wg zasad sportu wyczynowego prowadzi do zniechęcenia olbrzymich rzesz entuzjastów odpadających na samym początku oraz do powielania błędów w wyszkoleniu „twardzieli” którzy je przetrwali.

Karol Tomczyk

17-03-2013 Stare Babice