Gaspard gobaut mrozne tchnienie ilawy pruskiej

Mroźne tchnienie Iławy Pruskiej

Maria J. Turos Felietony Skomentuj

Gaspard Gobaut

Bitwa pod Pruską Iławą

Maria J. Turos
Val – de – Grâce czerwiec 2006 – korespondencja z Francji

Do napisania tego tekstu sprowokował mnie doskonale znany obraz Grossa „Napoleon pod Iławą Pruską”. Ja osobiście wolę inne. Jeden z nich – świetna technicznie kopia – wisi tu nad automatem z napojami, więc ilekroć w przerwie między wykładami, chcę się napić herbaty, [o co wcale nie jest tak łatwo – a ja kawy nie lubię] muszę, choć przelotnie rzucić nań okiem. W oryginale to płótno pędzla Girodeta nosi dużo mniej chwalebny tytuł „Ambulans spod Iławy” [czasem sygnowane „Larrey w Iławie Pruskiej”]. Biorę styropianowy kubeczek i siadam na wprost na ławce.

Iława Pruska to jedna z najkrwawszych i najokrutniejszych bitew epoki napoleońskiej toczona w smaganej huraganową wichurą śnieżnej dolinie. Według różnych danych rannych zostało od 6000 do ponad 20000 żołnierzy francuskich i ok. 30000 rosyjskich1. Czyli rzeź nieprawdopodobna, na którą chcę teraz spojrzeć oczami współczesnego medyka.

Zacząć wypada od tego, co najbardziej szokuje – jeśli w przypisach szczególnie polskojęzycznych będą błędy to proszę czytelników o wybaczenie, książki zostały w Warszawie – a mianowicie od zdania cytowanego w różnych konfiguracjach przez prawie wszystkich historyków „…w pobliskim Górowie Iławieckim urządzono gigantyczny szpital dla rannych i kontuzjowanych, kontuzjowanych służba porządkowa witała nadciągające transporty okrzykami ręce na prawo, nogi na lewo!. Pozwalało to przyspieszyć amputację, którą stosowano nawet w lżejszych przypadkach gdyż nie było żadnych leków i ranni umierali od zakażenia…”2.

W rzeczywistości jest to czarna, by nie rzec najczarniejsza legenda, której powstanie R. Debenedetti3 oraz R. Richardson4 wiążą z komentarzem, jaki po opublikowaniu w 1815 roku w Wielkiej Brytanii części notatek J. D. Larreya napisał J. Waller [chirurg Royal Navy, gdzie też – o ile mnie pamięć nie myli5 – również nie wykazywano nadmiernej troski o rannych] zaznaczając, iż selekcja rannych pod Iławą Pruską, a następnie ich szybka ewakuacja były jednym wielkim „…aktem barbarzyństwa…”6.

A co ma na swoja obronę pomysłodawca owego „…barbarzyństwa…”, czyli J. D. Larrey. Pisze o tym w liście do Girodeta, [spod którego pędzla wyszedł ów obraz], jaki zachował się w zbiorach Val – de Grâce [w gablocie muzealnej można zobaczyć ta korespondencję, a że jak na chirurga przystało bazgrał strasznie, więc dla celów przekładu posługuję się opracowaniem P. Triaire7]. „…przed wieczorem zaczęli okrążać nas Rosjanie i Pelchet zarządzający ambulansami – zresztą człowiek rozsądny i odważny, uciekł wraz z większością podkomendnych…”8. Jak widać, nawet w tak trudnych warunkach J. D. Larrey przestrzegał stworzonej przez siebie koncepcji, by podległe mu ambulanse znalazły się jak najbliżej linii walk, i zawsze tam „…gdzie trzeba nieść pomoc…”9, stąd urządził lazaret w pustych, murowanych [przypuszczalnie o krzyżackiej jeszcze proweniencji] stodołach na skraju miasteczka. Sytuacja zrobiła się tragiczna, bo praktycznie zostało kilkunastu chirurgów, wśród nich A. Frizac [bezpośredni asystent Larreya], który później w liście pisanym z Ostródy tak zanotował owo wydarzenie „…zapytałem się, co robić. – A nic, operować – odpowiedział Larrey – to nie pustynia, ja rannych nie zostawię…”10. No i przypuszczalnie wtedy, by opanować zamieszanie oraz jakoś sobie radzić pomimo szczupłych sił [a jest to jest pierwsza zasada wbijana w głowy podczas wykładów z medycyny stanów nagłych i katastrof bardziej elegancko zwanej medycyną ratunkową11 i powtarzają to wszystkie podręczniki12] sam Larrey prosząc o pomoc żołnierzy, kazał im układać rannych tak, by i on sam i jego asystenci mieli, choć trochę ułatwiona pracę. Iż tak być mogło w rzeczywistości, świadczy publikacja J. Dibley’a13, który pisze, że ten najbliżej pola bitwy usytuowany lazaret w ogóle przestałby istnieć, gdyby nie żołnierze z oddziałów liniowych, którzy spontanicznie pomagali pracującym tam chirurgom.

Gaspard Gobaut Mroźne tchnienie Iławy Pruskiej

Kolejnym ciekawym zagadnieniem była sama ewakuacja rannych. Co prawda dotyczyło to w znacznym stopniu oddziałów Gwardii lecz J. D. Larrey specjalnie chorych i rannych nie dobierał14. Otóż dla zapewnienia minimum opieki z każdym konwojem wysyłał jednego ze swoich podkomendnych15, aż w Iławie Pruskiej został sam z A. Frizac. Jak pisał do żony 15. II. 1807 roku „…po tylu dniach i nocach pracy dziś wyruszył ostatni konwój do Inowrocławia…”16 [polskojęzyczna nazwa tego miasta jest nawet bezbłędnie napisana]. Ze swoim asystentem przy – 15.0 C. powędrował pieszo do Plegel i dalej do Kamieńca Suskiego.
Czyli czarna legenda, choć trochę już się rozjaśniła.
Było strasznie – to fakt ale…
Kolejny wers ze zdania owej legendy [patrzę na obraz, herbata w kubeczku ciepła, za oknami upalny dzień, a po plecach przelatuje mi zimny dreszcz] mówi, iż dokonywano tylko amputacji. No cóż bardzo często rodzaj zranienia już tylko na to pozwalał. Ale znów zapytajmy o zdanie głównego bohatera. „…zimno było bardzo dokuczliwe… – tak pisze w swoich „Memoires”17 – …i amputacje nie stanowiły takiego problemu, jak rany po cięciach szablą…[ilu rannych dostarczyła mu owa szarża zwana „szarżą 80 szwadronów’]…przez twarz, przez nos i usta…”18. I rzeczywiście wielu kawalerzystów, których wówczas operował przeżyło te zabiegi mało – powróciło do zdrowia19. Jak to w ogóle było możliwe?

Nie chcę wykorzystywać przewagi, jaką z racji wykształcenia mam nad czytelnikami, więc odwołuję się do tekstu W. Nasiłowskiego20. Zimno świetnie znieczula [zaś w nocy po bitwie temperatura spadła do – 20.0 C.], a po drugie zmniejsza obrzęk i wtórne krwawienie [na co również zwracał uwagę J. D. Larrey21] co wówczas stanowiło dość znaczny problem, gdyż nie znano jeszcze dokładnie technicznych możliwości szycia przeciętych naczyń [większe podwiązywano]. Pracowano przy tym właściwie w półmroku, bo jakie oświetlenie dawała przygasająca raz po raz w podmuchach wiatru pochodnia, latarnia z jedna świecą czy blask ogniska, a jak pisze J. D. Larrey „…żołnierze rozpalili ogniska wokoło zabudowań…”22.
Przez długi czas, możliwość szycia ran, czy oczyszczania ich z ciał obcych, przy czym niekoniecznie usuwania kul, w tak ekstremalnych warunkach była wielokrotnie poddawana w wątpliwość. Dość powszechnie uważano, iż są to błędy translatorskie wynikające z rozwoju nazewnictwa medycznego23 szczególnie w anglojęzycznych przekładach wspomnianych już „Memoires” J. D. Larreya. A jednak okazało się to prawdą, o czym pisze m. in. M. Fackler24, zaś plaster [dość powszechnie prócz nici używany podówczas do zbliżania brzegów ran – taki sposób opatrunku wspomina L. Perzyna25 już w końcu XVIII wieku nazywając go „…lipki plaster…”26], czyli kawałek szorstkiego płótna nasączony kleista masą [w skład, której m. in. wchodziły ocet, terpentyna, żywica mastyksowa oraz wosk27], jaki kładziono na ranę był daleką, bo daleką, ale namiastka antyseptyku.

Cóż, więc przyczyniło się do powstania czarnej legendy Iławy Pruskiej. Z pewnością było to mroźne tchnienie Północy. Burza śnieżna, która spowodowała zagładę korpusu marszałka Augereau sprowadziła, po kilkudniowej odwilży nagły spadek temperatury [rano było ok. 0.0 C wieczorem już mróz rzędu – 18.0/20.0 C28]. Żołnierze zmęczeni, rozgrzani walką często siadali gdziekolwiek, gdzie ich zastały rozkazy by, choć trochę odpocząć. Nim zapłonęły pierwsze ogniska wielu już miało odmrożone ręce i nogi. Jakoś umyka uwadze fakt, iż pierwszy bardzo szczegółowy opis martwicy spowodowanej przez zimno [oraz ogólnoustrojowego działania niskiej temperatury] przedstawił właśnie J. D. Larrey i to wcale nie po tragedii pod Moskwą, ale po Iławie Pruskiej29, mało w tych trudnych warunkach czynił znaczne wysiłki by nie tylko uratować życie, ale i kończyny przemarzniętych żołnierzy. Tu bardzo interesujący jest pamiętnik M. de Marbot30, który był jednym z rannych jakimi zajmował się J. D. Larrey, zaś znaleziono go nieprzytomnego wśród trupów blisko dwa dni po bitwie.

Pierwszy raz z kaprysami pogody oraz gwałtownym ochłodzeniem następującym w ciągu kilku godzin, J. D. Larrey zetknął się już wcześniej idąc [dosłownie – większość tego dystansu pokonał pieszo] ze swoim ambulansem z Czarnowa przez Gołymin do Pułtuska, kiedy jak sam pisze „…drogi były straszne, a po deszczu chwycił mróz…”31, zaś po bitwie pod Pułtuskiem wraz z szefem chirurgów korpusu marszałka Lannes P. Galè przyszło mu opatrywać rannych no i operować w namiocie. Po powrocie do Warszawy [konkretnie na Pragę] wszyscy byli wyczerpani „…z gorączką i katarem…”32 [pewne określenia polskiej aury, jakich używa i to w liście do żony np. z dn. 28. I. 1807 roku33 wypada pominąć, bo nie nadają się do publicznego cytowania], ale zgromadzone przez niego doświadczenia pozwoliły mu już pomyśleć o przeszkoleniu swoich podkomendnych do pracy w warunkach zimowych, zimowych którymi większość stykała się po raz pierwszy. Nawiązał również kontakty z lekarzami warszawskimi34 i prowadził wykłady czy seminaria poświęcone tej tematyce35. Niedługo to trwało – w sumie trzy tygodnie, ale jednak.

Zawiniła również opieszałość administracji, gdyż zgodzić się trzeba ze zdaniem A. Zahorskiego36, iż stan służby medycznej w armii napoleońskiej pozostawiał wiele do życzenia, ale i tak była jedna z najsprawniejszych w owym czasie. J. D. Larrey, wielokrotnie pisał do swojego ówczesnego bezpośredniego przełożonego Pauleta prosząc o reorganizacje ambulansów [w Warszawie zresztą wraz z Fr. Percy przedłożyli w tej sprawie memoriał samemu cesarzowi] i dobranie tak środków transportu, by polskie drogi stały się jednak możliwe do pokonania [z doświadczenia marszu między Berlinem a Warszawą wiedział, że jego koncepcja używania na dłuższe dystanse lekkich i bardziej zwrotnych wozów dwukonnych, a często i dwukółek zaprzęgniętych w jednego konia zdała jednak egzamin] no i zorganizowanie lazaretów etapowych [rannych spod Iławy Pruskiej ewakuowano aż do Inowrocławia37 i do Torunia38]. Ale wiążącej odpowiedzi niestety nie doczekał się, zaś opinia, jaką wyraził po przeżyciach pod Iławą Pruską o P. Daru – głównym intendencie – również nie bardzo nadaje się do cytowania39.
Czyli następna czarna zasłona trochę ustąpiła…

Ale ma również Iława Pruska swoja jasną anegdotę…otóż do ambulansu Larreya trafił niezbyt groźnie ranny, ale domagający się dla siebie specjalnych względów pułkownik sztabu cesarskiego. Musiał nieźle dać się we znaki słynącemu z opanowania chirurgowi, dość, że ten, niewiele myśląc, zdzielił go w twarz. A tego było już krewkiemu pułkownikowi za wiele.
– Nie wiesz chyba, kim ja jestem – wywrzeszczał – żądam satysfakcji –
– No cóż – odpowiedział Larrey – przepraszam, znam się na leczeniu ran, ale nie na leczeniu honoru, a teraz spokój…zgoda –
Ponoć efekt był natychmiastowy40
W historyjce tej jest z całą pewnością ziarno prawdy, gdyż jedną z zasad postępowania, jakimi kierował się J. D. Larrey i wielu jego kolegów było „…na pobojowisku nie ma rang, zwycięzców ani pokonanych, są tylko ciężko ranni ludzie…”41.
Herbata wypita. Wyrzucam kubeczek do kosza przy automacie i spoglądam na zegarek. Za dziesięć minut mam kolejne seminarium. A po nim – być może – Val – de – Grâce pozwoli mi zmierzyć się z jeszcze jedna legendą.

PRZYPISY

1 T. Rapacki – Pruska Iława DW „Bellona” Warszawa 2004 s.98

2 R. Kielecki – Napoleon „K i W” Warszawa 1973 s.166

3 R. Debenedetti – Eloge de Jean – Dominique Larrey a l’occasion du bi – centenaire de sa naissance w: “Bull. De l’Acad. de Medicine” 1966, 150 s.488 – 506

4 R. Richardson – Larrey: Surgeon to Napoleon’s Guard „J.Murray” Londyn 1974 s.256

5 E. Koczorowski – Z Eskulapem na morzu Wyd. Morskie Gdańsk 1977 s.203 – 207

6 Op. cit. – Richardson s.256

7 P. Triaire – Dominique Larrey Ed. Mamé Tours 1902

8 Ibid

9 to zdanie wykorzystał jako swoje motto m. in. D. G. Burris – w: D. G. Burris, D. R. Welling, N. M. Rich – Dominique Jean Larrey and the Principles of Humanity of Warfare w: „Am. Coll. Of Surg. Bull” 2004 s.831

10 list w zbiorach kolekcji „Wellcome” w Londynie – cyt. R. Richardson

11 P. Safar – Introduction to Disaster Resuscitology w: „Journal of the World Association Emergency and Disasters Medicine” 1986 s.2

12 Oxford Handbook of Accident and Emergency Medicine „Oxford University Press” 1999 s.37 – 38

13 J. Dible -Napoleon’s Surgeon „William Heinemann” Londyn 1970 s.74

14 D. J. Larrey – Memoires de chirurgie militaire et campagne Paris 1812 t. III s.55

15 Ibid – s.50

16 list w zbiorach kolekcji „Wellcome” – cyt. R. Richardson

17 Op. cit. – Larrey s.39 – 40

18 Ibid

19 J. Marchioni – Place a Monsieur Larrey „Babel” 2006

20 W. Nasiłowski – Znieczulenie przez oziębienie w: „Pol. Tyg. Lek.” 1953, VIII, 5 s.190

21 Op. cit. – Richardson s.113

22 Op. cit. – Larrey s.42

23 m.in. J. Truta – The Principles and Practices of War Surgery „Mosby&Co” St. Louis 1943

24 M. Fackler – Misinterpretations concerning Larrey”s method of wound treatment w: „Surg. Gynec. Obst.” 1989, 168 s.280 – 282

25 L. Perzyna – Nauki cyrulickiey krótko zebranej część III Kalisz 1793

26 Ibid – s.7

27 najprostszy przepis zachował się w farmakopei wydanej przez M. Bergonzoniego – M. Bergonzoni, L. Lafontaine, B. Guidet – Przepisy lekarstw…Warszawa 1810 §138 i 139

28 Op. cit. – Marchioni

29 S. T. O’Sullivan – Baron Larrey and Cold Injury During the Campaigns of Napoleon w: “Annals of Plast. Surg.” 1995, 35, 4 s.448 – 449

30 M. de Marbot – Memoires Paris 1891 vol.1 s.297 – 327

31 Op. cit. – Larrey s.25

32 Ibid – s.27

33 list w zbiorach kolekcji „Wellcome” – cyt. Richardson

34 M. Handelsmann – Warszawa w roku 1806/07 Warszawa 1911 oraz Fr. Giedroyć – Słu zba zdrowia w dawnem wojsku polskim Warszawa 1927

35 Op. cit. – Larrey s.32

36 A. Zahorski – Napoleon Warszawa 1982 s.313

37 Op. cit. – Larrey s.44

38 Ibid – s.51

39 Op. cit. – Richardson s.117

40 tu za: – R. Richardson s. 115 i R. Debenedetti – s.496

41 tu cyt. za: – L. A. Brewer – Baron Dominique Jean Larrey [1766 – 1842]. Father of modern military surgery, innowator, humanist w: „Journ. of Thoracic. And Cardiovasc. Surgery” 1986, 29 s.1097