Ksiaze jozef poniatowski w 1792 r

Książę Józef Poniatowski w 1792 r.

Arsenał 1717-1794 Skomentuj

Ksiaze jozef poniatowski w 1792 rIgnacy Prądzyński

Przez jakąż więc fatalność Polska nie odzyskała swego bytu, ale i owszem, po każdym swoim wysileniu coraz głębiej do otchłani zapadała? Nad tym zamierzyłem sobie zrobić niektóre uwagi.
Trzy szczególnie epoki podawały narodowi polskiemu nader przyjazne okoliczności do dźwignienia ojczyzny, a tymi są: wypadki z roku 1792 do 1794, czasy Napoleona i powstanie roku 1831. W tych trzech zdarzeniach nie były to już wysilenia stronnicze, tak jak wyskoki konfederacji barskiej, lecz ruchy prawdziwie narodowe. Do kierowania nimi były porządne i mocne rządy, a do ich przeprowadzenia znajdowały się za każdą razą porządne siły wojskowe, wyrównywające co do wartości najlepszym wojskom Europy. Dlatego tylko nad wypadkami tych trzech wojen zamierzam sobie czynić uwagi, i to szczególniej pod względem wojskowym.

 

 

Naród polski, jak mało który inny, jest obdarzony wielkimi zdolnościami do wszystkiego. Stąd poszło, że skoro edukacja jego polityczna przyzwoity i pomyślny wzięła kierunek, a okazja zabłysła, formacja wojsk regularnych szła w nim z czarodziejską szybkością, i skoro tylko Polacy mogli pozyskać jaki taki zawiązek siły zbrojnej, skoro cokolwiek mogli pozyskać czasu, wnet powstawały zbrojne ich szyki, osobliwie szczególniej przy formacjach artylerii i konnicy. Te dwie bronie, które w innych krajach długiego czasu i mozolnej potrzebują nauki do swego wykształcenia, zawsze u Polaków w krótkim czasie zjawiały się, jakby ze ziemi wychodziły. Następnie w ciągłym pasmie wojen, od roku 1792 począwszy, aż do roku 1831, a które w legionach miały swój nieprzerwany ciąg, duch wojenny wyrobił się u Polaków tak, że ich postawił w tym względzie na równi z narodami najwojenniejszymi świata. A jednak powtarzane usiłowania Polaków spełzły na niczym, każdy ich wyskok, rzuciwszy świetny płomień, znikł szybko jakby ogień ze słomy. Dlaczegóż wojny, do których te wyskoki dały powód, nie były zaciętsze? Dlaczego zwłaszcza tak krótko trwały? Oto wodzowie, w których ręce okoliczności, ślepy traf oddawały kierunek spraw wojennych, a zatem los ojczyzny, nie posiadali takich zdolności wojskowych, jakich wymagało położenie Polski, zdolności odpowiadających doskonałości wojska i poświęceniu narodu. Cała historia świata jest nieustającym przerabianiem jednego kształtu na drugi; wojny i rewolucje w przerabianiu tym główną odgrywają rolę; jeżeli wypadki czynią kraj lub sprawę dojrzałymi do wojny czy rewolucji, wypadek jej pomyślny lub przeciwny zależy od rąk mniej więcej zdolnych, w jakie się jej kierunek dostanie. Jeżeli te są niedołężne, najprzyjaźniejsze okoliczności nic nie pomogą; sprawa marnieje i najbogatsze materiały idą w poniewierkę. Przeciwnie znowu, największy człowiek, najznamienitszy geniusz nic nie wskóra, jeżeli mu okoliczności nie w sprzyjają, jeźli czasy są niedojrzałe. Trzecia jest jeszcze szansa: naród, sprawa może mieć w swoim łonie wysokie zdolności, lecz te na nic się nie przydadzą, jeżeli im okoliczności nie pozwolą zająć właściwego stanowiska.
Nie wiem, czy między Polakami nie było tych znamienitych zdolności, gdy ich największa zachodziła potrzeba, czyli też były, a zabrakło im sposobności wyjścia na jaw, ale to na jedno wychodzi; dosyć, że się nie zjawiły, i to jest jedną główną i stanowczą przyczyną, że usiłowania narodu polskiego zasługujące niewątpliwie na pomyślniejszy los po trzykroć tak opłakany brały skutek. W tych smutnych wypadkach czterech tylko ludzi miewało kolejno losy Polski w swym ręku, mogli na nie stanowczo wpływać i o losach Polski stanowili. Tymi byli: Poniatowski książę, Kościuszko, Chłopicki i Skrzynecki. Chcę się zastanowić, jak każdy z nich wywiązał się z obowiązku dobrowolnie przyjmowanego albo też przez zbieg okoliczności sobie narzuconego, to mnie naturalnie poprowadzi do uwag krytycznych nad działaniami wojennymi tych czterech wodzów. Pierwszy z nich, co mógł stanowczo wpływać na losy Polski, był książę Józef Poniatowski ; miałem w ręku memoriał jego własnoręczny o kampanii roku 92 i biorę za podstawę mego dalszego rozumowania zeznania samego księcia w pisemku tym złożone.
Książę był naczelnym wodzem głównego wojska polskiego, gdy ciągłe ustępowanie ze skutku rozkazów królewskich doprowadziło go nad Bug i tutaj doszła wiadomość o przystąpieniu króla do Targowicy. Powstało z tego w obozie polskim powszechne oburzenie, masa oficerów zebrawszy się, stanęła przed księciem doznającym w wojsku dla miłego i szlachetnego charakteru wziętości i poważania, hurmem nalegali na niego, ażeby ogłosił powszechną insurekcję i stanął w obronie Konstytucji 3 maja i niepodległości narodowej, ażeby króla i marszałków konfederacyjnych ściągnął do obozu, skoncentrował wszelką władzę w swej osobie i uskutecznił to, co zrobił Kościuszko dwa lata później w daleko mniej sprzyjających okolicznościach. Jeszcze albowiem wtedy wszelkie ogniwa rządu nie były rozstrojone przez Targowicę, wszystkie urzędy kraju nie były obsadzone przez jej kreatury, jeszcze cała dywizja wojska ukraińskiego nie była wtedy, jak mówiono, zakordonowaną, czyli straconą dla sprawy polskiej. Warszawa i połowa kraju nie były jeszcze przez nieprzyjaciela obsadzone, jeszcze król pruski nie był się przeniewierzył i nie stał w szeregach nieprzyjaciół nieszczęśliwej Polski, a znany charakter Fryderyka Wilhelma II, tak płochy, iż lada okoliczność mogła nadać zupełnie nowy kierunek jego działaniom. Na koniec pod względem wojskowym byłoby się miało nieprzyjaciela z jednej tylko strony, z frontu, po jednej stronie Wisły. W dwa lata później zjawienie się wojsk pruskich na placu wojny wywróciło na niekorzyść Kościuszki wszelkie kombinacje strategiczne i pozbawiło go możności ustanowienia jakiejkolwiek podstawy działań. Siły polskie były wprawdzie mało liczne, ale odznaczające się doskonałością, szczególniej artyleria była liczna i celująca. Te siły podzielone były na trzy części: ukraińską, pod naczelnym dowództwem księcia Józefa Poniatowskiego; litewską, którą różni jenerałowie dowodzili; na koniec rezerwową, którą szczególniej gwardie formowały; ta ostatnia w całej wojnie nie przyszła do spotkania z nieprzyjacielem.
Przywłaszczywszy sobie naczelnictwo narodu polskiego, książę Józef Poniatowski był powinien obrać sobie Brześć ski na podstawę działań wojennych, w jego okolicy zebrać wszystkie siły wojska tak polskiego, jak litewskiego i tą jedną środkową masą uderzać dzielnie działaniem zaczepnym kolejno na siły nieprzyjacielskie przedzielone rzeką Prypecią i wszystkimi jej bagnami. W takim działaniu byłaby nie pewność zwycięstwa, bo tej nigdy nie ma w rzeczach wojennych, ale były wielkie szanse pomyślnych wypadków, bo jeżeli wojsko polskie było w ogólności nieliczne, toteż i siły nieprzyjacielskie nie były nader liczne, i przy wskazanym działaniu koncentracyjnym była niewątpliwa możność uderzenia na nieprzyjaciela liczbowo przemagającymi siłami. Jeszcze wtedy żadna potęga nie była się nauczyła wystawiać tych kolosalnych armii, jakie się objawiły w wojnach rewolucji francuskiej. I król Stanisław, prawdziwy typ słabości charakteru, nie byłby nic miał przeciwko działaniu takiemu swego synowca; on by był z pewnością uważał każdego za swego największego dobroczyńcę, co by go był wyzwolił z ohydnego jarzma, którego najpierwszą był ofiarą, aby tylko ta rzecz mogła się obejść bez manifestacji jego woli. Ale książę Józef ze swojej strony o wiele nie miał tyle charakteru tak sprężystego, aby wystąpić z działaniem samoistnym, potrzebującym tak wielkiej determinacji; młody, niedoświadczony, ulegający wpływowi stryja, będącego zarazem i królem jego, którego słusznie uważać musiał za naczelnika familii swojej, za szczególnego dobrodzieja osobistego, nie był w stanie ani z powodu położenia swego, ani też dla miękkości charakteru wznieść się do tak stanowczej determinacji — a cokolwiek zakrawało na bunt, to nie było jego rzeczą, ile że nawykł był w austriackiej służbie do legalno-porządnego trybu. Wątpię nawet, czy książę Józef Poniatowski był zdolny objąć ówczasowe położenie rzeczy i pojąć owo wielkie powołanie, do jakiego go wzywała ojczyzna; daleki od przyjęcia jego, uważał za święty obowiązek ulegać legalnej władzy króla, usunął się z widowni wypadków, przykładem swoim pociągnął za sobą, jak sam wyznaje, celniejszych dowódców wojska, przez co myśleli zanieść protestację przeciwko temu, co się działo, gdy tymczasem, niebaczni, odjęli tylko wojsku siłę moralną, pozbawiając go naturalnych wodzów, i ułatwiali dalszą robotę wrogów Polski.