Jazda Fryderyka Wielkiego

Jazda Fryderyka Wielkiego

Arsenał 1717-1794 0 Komentarzy

 

Każdemu najbliższa własna koszula. Dlatego historycy każdej narodowości opisują historię swojego kraju w oderwaniu od historii krajów ościennych. To błąd, gdyż nikt nie żyje w próżni. Historia Polski jest tego najbardziej dobitnym przykładem. O ile jednak historiografia przedwojenna potrafiła przedstawić polski punkt widzenia, w konfrontacji z wydarzeniami z historii Prus, Austrii i Rosji, o tyle dziś znalezienie nowych książek na temat naszej rodzimej historii staje się problemem. Na stronie Arsenału będziemy starali się przedstawić teksty i opracowania, dawnych i nowych autorów, które zmierzają do wypełniania tej luki. Zaczynamy od opracowania p. S.K.Kochanowskiego na temat Jazdy Fryderyka Wielkiego, publikowanego w częściach w przedwojennym „Przeglądzie Kawaleryjskim” począwszy od sierpnia 1925 roku (Warszawa, numery 4 (8) – 5 (9) – 6 (10)). Tekst niżej zamieszczony po raz pierwszy przedstawia całość opracowania. Opatrujemy  go oryginalnymi ilustracjami (plany), z numeracją zmienioną celem zachowania ciągłości (w Przeglądzie Kawaleryjskim numery ilustracji powtarzały się w poszczególnych częściach), oraz klasycznymi ilustracjami Richarda Knoetla. Dla Państwa wygody uwspółcześniliśmy pisownię.

Zachęcamy do lektury, oraz do dyskusji na forum Arsenału.

 


 

S.K. Kochanowski

ROZDZIAŁ I Organizacja, taktyczne zasady użycia, bitwa.[1]

 

Fryderyk Wielki uzyskał od swego ojca wojsko znakomicie wyszkolone, karne, zaprawione do trudów.

Ze względu na potrzeby życiowe przeprowadzał on jednak w jego organizacji pewne zmiany. Tyczyły się one w pierwszym rzę­dzie jazdy.

Aby je wyjaśnić, muszę choć pobieżnie zaznaczyć, że wojsko pruskie składało się w owym czasie z dość dużej liczby cudzoziem­ców, werbowanych przeważnie podstępem, lub po prostu kupowanych. Było to więc wojsko wybitnie skłonne do dezercji zwłaszcza w polu, gdy trudy kampanii i strzały wprowadzały pewne rozprężenie.

Tego rodzaju ustrój wojska ogromnie utrudniał wojnę ruchową, służbę zwiadów i ubezpieczeń; boć przecież nie można było powie­rzać tak trudnego i odpowiedzialnego zadania oddziałom, które mogły wykorzystać oddalenie od siły głównej dla celów dezercji.

Trzeba je było trzymać zawsze w zwartej masie, pod ścisłym dozorem oficerów i podoficerów. Ta konieczność trzymania wojska w zwartej masie, później była bardzo ważną przyczyną nieprzyjęcia szyku tyralierskiego (stosowanego mniej więcej w tym samym czasie przez powstańców północno-amerykańskich w wojnie z Anglią i przez armie Wielkiej Rewolucji).

Fryderyk Wielki zdając sobie dokładnie sprawę zarówno z praw­dziwej wartości swego wojska, jak i z konieczności manewru dla uzyskania zwycięstw, skierował swój wzrok ku jeździe, jako ku broni szybkich ruchów i piorunujących rozstrzygnięć.

Znał on dokładnie historię starożytną i jej wielkich wodzów Hannibala, Aleksandra Wielkiego i t. d. mógł więc przestudiować rolę jazdy na polu walki i jej ogromne znaczenie dla wyniku samej bitwy.

Postanowiwszy uczynić z jazdy potężne narzędzie zwycięstwa, Fryderyk Wielki musiał zmienić do pewnego stopnia jej organizację, a taktyczne zasady użycia — gruntownie.

Aby jazda ta była pewna, aby można było na niej polegać zawsze i wszędzie, trzeba było uzyskać ku temu zapewnienia moralne, trzeba więc było utworzyć ją z ludzi, którzy dzięki tym czy innym wzglę­dom, byliby przywiązani do państwa i osoby króla.

Fryderyk Wielki tworzy elitę swego wojska — jazdę z pośród pruskich właścicieli ziemskich, a więc z ludzi bezpośrednio zaintere­sowanych w potędze, sławie i bogactwie państwa pruskiego. Najlepsi z nich są przeznaczeni do huzarów.

Dezercja takiego żołnierza była więc ze względów moralnych nie do pomyślenia; prócz tego żołnierz — właściciel mógł być pewny, że w razie dezercji majątek jego ulegnie zajęciu na rzecz państwa, a rodzina może być pociągnięta do odpowiedzialności sądowej i nara­zić się na nieprzyjemności ze strony bardzo sprężystej i bezwzględnej administracji pruskiej.

Z powyższych względów Fryderyk Wielki mógł być pewny swej jazdy, a zwłaszcza huzarów.

 

 

Nie było to jednak wszystko. Trzeba było jeszcze zmienić wyszkolenie, dostosować organizację do ogólnej doktryny taktycznej i wychować odpowiednio korpus oficerski.

Wyszkolenie jazdy za poprzednika Fryderyka Wielkiego stało na bardzo niskim poziomie, dość wspomnieć, że nauka jazdy konnej odbywała się raz na tydzień, lub na dwa tygodnie; nic więc dziwnego, że jeźdźcy nawet w umiarkowanym chodzie „całowali” ziemię. Fry­deryk Wielki zmienia ten oszczędny sposób i wprowadza naukę kon­nej jazdy 5 razy na tydzień, stosując zarazem bardzo szeroko jazdę w terenie; w ten sposób wyrabia sobie jeźdźców śmiałych, zdecydo­wanych i zgranych z koniem.

Organizuje on swą kawalerię w ten sposób, że tworzy jazdę ciężką, średnią i lekką.

Jazdę ciężką stanowi 13-cie pułków kirasjerów po 5 szwadro­nów w każdym (ogółem 9.122 ludzi) i dziesięć również pięcioszwadronowych (7.450 ludzi) pułków dragonów.

Lekką jazdę stanowi dziesięć 10-cio szwadronowych pułków hu­zarów (10.170 ludzi). Prócz tego istnieje jeszcze 1 „bośniacki” pułk ułanów i jeden huzarów złożony z Polaków, umundurowanych w strój dawny polski z małymi zmianami.

Uzbrojenie tej jazdy wygląda następująco:

Kirasjerzy i dragoni — pałasze i pistolety. Huzarzy — szable i pistolety; „bośniacki” pułk huzarów i „bośniacki” pułk ułanów — lance; dragoni i huzarzy — karabinki, (dragoni — z bagnetami); w każdym szwadronie kirasjerów — 10 karabinów.

Szwadrony we wszystkich pułkach liczyły 150 — 160 ludzi.

podzielonych na cztery plutony, z wyjątkiem szwadronów huzarskich, trzyplutonowych.

W szwadronach 4-plutonowych, dwa plutony tworzyły kom­panię.

Te trzy rodzaje jazdy były tradycyjnymi, istnienie ich miało jednak także swe uzasadnienie w celach do jakich służyły, więc Fry­deryk Wielki zostawił je, jakkolwiek ideałem jego była jazda jednolita!

Ideał ten doczekał się urzeczywistnienia dopiero w wojskach naszych czasów.[2]

Aby więc lepiej uzmysłowić rolę tej jazdy, oraz wymagania stawiane w związku z nią oficerom, omówię przede wszystkim fryderycjańską doktrynę użycia jazdy.

RYSUNEK 1

Doktryna ta polegała na rozstrzygającym znaczeniu broni białej, na szarży, podczas której nie wolno było używać broni palnej. Wyjątkowo podczas pościgu broń palna mogła mieć zastosowanie.

Nadając broni białej tak rozstrzygające znaczenie, Fryderyk Wielki wywrócił całą dotychczas stosowaną w Europie (z wyjątkiem Anglii i Polski) taktykę jazdy, polegającą na „karakolu” t. z. na strzelaniu podczas szarży z pistoletów. Wywrócił, bo zrozumiał, że jazda nie jest bronią mogącą w walce ogniowej dać rozstrzygnięcie, rozbijające przeciwnika. Jazdę swą szykował on w trzech rzutach (patrz rys. 1) na flance piechoty i na jednej z nią wysokości.

W pierwszym rzucie stały szwadrony kirasjerów w szyku rozwi­niętym z odstępami 10 — 60X; w drugim — dragoni, również w rozwiniętym z odstępami 60x; w trzecim — szwadrony huzarów w kolumnach plutonowych.

Na zewnętrznej flance tej masy jazdy stawiano dziesięcioszwadronowy pułk huzarów dla oskrzydlenia podczas szarży.

Zadaniem pierwszego rzutu była szarża; tutaj też stały ciężkie szwadrony kirasjerów, mogące złamać przeciwnika swą kolosalną masą ciężkich koni i opancerzonych jeźdźców.

Jednostki drugiego rzutu odgrywały, w stosunku do jednostek pierwszego rolę uzupełnień, gdyż ich zadaniem było natychmia­stowe zastąpienie jakiejkolwiek rozbitej jednostki pierwszego rzutu.

Tutaj więc stali dragoni niezbyt nadający się do manewru, lecz za to mogący w zupełności zastąpić kirasjerów w łamaniu linii prze­ciwnika.

Zadanie trzeciego rzutu polegało na ubezpieczeniu tyłów masy szarżującej.

Szyk ten uległ zmianie w 1770 r., kiedy to zniesiono dziesięcioszwadronowy pułk huzarów na flance i zaczęto drugi rzut ustawiać schodami za jedną, lub obiema flankami pierwszego; zaś trzeci — schodami za drugim W ten sposób upraszczając szyk, zwiększano zarazem zdolność manewru rzutu trzeciego (huzarów do oskrzydleń). Jednostki tego rzutu mogły wyjątkowo i to tylko czę­ściowo brać udział w pościgu już po zupełnej rozbiciu przeciwnika.

Dlatego tutaj ustawiono huzarów, lekkich, zwinnych, peł­nych inicjatywy i strasznych w walce ręcznej.

Tworzyli oni masę zdolną do szybkiej zmiany frontu, a więc do użycia w każdym kierunku.

Poprzednio zaznaczyłem, że zadaniem pierwszego rzutu była szarża, a więc złamanie linii przeciwnika. Otóż bezpośrednio po tym złamaniu, pierwsze szeregi szwadronów tego rzutu szły w pościg, zawsze jednak pamiętając o ewentualności zbiórki przy swych szwa­dronach. Był to więc pościg ograniczony w czasie i przestrzeni i zu­pełnie słusznie, bo kirasjerzy nieszczególnie nadawali się do pościgu innego rodzaju.

Po rozbiciu jazdy przeciwnika, szwadrony najbliżej jego pie­choty stojące, powinny natychmiast szarżować na flanki jej obu linii. Dowódcy szwadronów, po pierwszej szarży, mają działać zupełnie samodzielnie, prąc ciągle przeciwnika, bez oglądania się na są­siadów.

Ta właśnie samodzielność dowódców szwadronów była wielką nowością. Była kamieniem węgielnym ducha walki jazdy, którym należało przepoić wszystkich oficerów jazdy.

W tym celu Fryderyk Wielki wydaje szereg instrukcji dla swych pułków jazdy.

Pierwszą z nich była instrukcja z 1743 r. dla pułków huzarów. Jest ona bardzo ciekawa, gdyż wyznacza poważną rolę harcownikom. którzy przed szarżą mają wywołać zamieszanie w szeregach nieprzyjaciela, działając w szyku luźnym.

Takie działanie harcownikami mogło być bardzo skuteczne, zwłaszcza jeżeli przypomnimy sobie, że Fryderyk Wielki miał bardzo lotne dwa pułki „bośniackie” huzarów i ułanów; ci ostatni zwłaszcza jako mający we krwi „wyjeżdżanie na harce”, byli bardzo niebez­pieczni dla ciężkich żołnierzy austriackich  i dla niezbyt bitnych kozaków rosyjskich i austriackich  pandurów.

Harce były nowością w Europie zachodniej, gdyż trzeba pa­miętać, że dotychczas stosowali je tylko Polacy i ludy wschodnie.

Były one nowością tym nieprzyjemniejszą, że stosowane w walce z nieprzyjacielem, bardzo mało ruchliwym i znającym pra­wie wyłącznie (z wyjątkiem Rosjan) li tylko musztrę formalną i „chwyty” szablą.

W wydanej w tymże roku nowej instrukcji, Fryderyk Wielki żąda, aby dragoni umieli równie dobrze walczyć w szyku pieszym jak konnym.

Zadanie to jest bardzo ważne, gdyż tylko wtedy jazda będzie mogło zajmować kwatery i nie dać się na nich zaskoczyć, kiedy będzie mogła walczyć pieszo.

Możność kwaterowania pozwoli na unikanie biwaków, jako bardziej męczących dla ludzi i koni ze względu na postój na świeżym powietrzu i konieczność ciągłego pogotowia.

Dragoni, jako uzbrojeni w karabinki z bagnetami, nadawali się najlepiej do walki pieszej, na nich więc Stary Fryc zwraca swą uwagę, mając na widoku ubezpieczenie i obronę kwaterunków.

Podstawową, bo obowiązującą wszystkie rodzaje jazdy, instruk­cją, jest wydana w roku 1744.

W tej instrukcji Fryderyk Wielki daje zakończony pogląd na rolę, znaczenia jazdy, jej praktyczne użycie, a przede wszystkim, na cechy dobrego oficera jazdy. Powiada on wyraźnie, że oficerowie jazdy muszą bezwzględnie zawsze szarżować pierwsi na nieprzyjaciela i nie pozwolić nigdy, aby przeciwnik natarł pierwszy.

To określenie jest podstawą taktyki jazdy fryderycjańskiej, tkwiącej po prostu we krwi każdego oficera jazdy.

Nie wolno czekać! Trzeba zawsze być pierwszym w potężnej szarży. Konieczną jest więc szybkość decyzji, oraz jej śmiałe wy­konanie.

Tej szybkości decyzji Fryderyk Wielki żąda za wszelką cenę od swych oficerów jazdy. Aby zaś mogła ona mieć wartość rzeczy­wistą, pozostawia swym oficerom jazdy wielką samodzielność w bar­dzo szerokich granicach, bo aż do niewykonania rozkazu Króla, jak to miało miejsce pod Zorndorfem (25.VIII.1758 r.), kiedy Seidlitz, nie zważając na trzykrotny rozkaz Króla szarżowania na przeci­wnika, przeczekał aż Rosjanie nadstawią mu swą flankę i dopiero wtedy zdruzgotał ich uderzeniem swych szwadronów, dając w ten sposób swym u Królowi zwycięstwo!

Fryderykowi Wielkiemu to jednak nie wystarcza, to też w do­datku z 1748 r. do powyżej omawianej instrukcji z 1744 r., żąda on jeszcze większej przedsiębiorczości i zdecydowania, oraz szar­żowania, zwłaszcza pierwszego rzutu w szyku możliwie zwartym (szwadrony bez odstępów).

Dodatek ten wprowadza również pewną zmianę w szyku bo­jowym jazdy, podczas walk w terenach bardzo pokrytych, kiedy to jazda staje w 2-giej lub 3-ciej linii ogólnego szyku bojowego. W ten sposób ubezpiecza ona masę walczącą, nie zużywa się nie­potrzebnie w warunkach niekorzystnych, może więc zachować cale swe siły do dokończenia zwycięstwa — bicia zdezorganizowanego przeciwnika.

W wyżej omówiony sposób Fryderyk Wielki przygotował so­bie, zorganizował i wyszkolił narzędzie zwycięstwa używane śmiało, stanowczo i w sposób druzgoczący przez oficerów przedsiębiorczych, samodzielnych, odważnych do zuchwalstwa i nieznających niemo­żliwości.

Dla lepszego zobrazowania całokształtu roli tego potężnego narzędzia, wspomnę jeszcze przed podaniem przykładów taktycz­nych o szyku ogólnym, szyku bojowym armii fryderycjańskiej i o jej użyciu przez Wodza.

Schematycznie szyk bojowy armii wyglądał następująco:

  • na prawem skrzydle — jazda w kilku rzutach; pierwszy rzut na wysokości pierwszej linii — 20 rozwiniętych batalionów , z których każdy zajmuje 250—300 kroków frontu;
  • za pierwszą — druga linia 10 batalionów ;
  • za środkiem drugiej linii kilka batalionów  grenadierów[3] i kilka szwadronów (odwód);
  • przed frontem pierwszej linii piechoty — linia dział batalionowych i pułkowych; baterie polowe na punktach panują­cych;
  • na lewem skrzydle kilka szwadronów;
  • przed prawem skrzydłem pierwszej linii piechoty — batal­iony grenadierskie.

Taki szyk bojowy sprawia Fryderyk Wielki zaraz po wyborze miejsca rozstrzygającego — jednego ze skrzydeł przeciwnika, gdyż niema on odwodów ogólnych oraz pragnie wyzyskać możliwie naj­szerzej siłę ognia rozwiniętych batalionów . Po uszykowaniu skośnie do frontu nieprzyjaciela, armia posuwa się schodami od skrzydła, które miało odegrać rolę taranu, składającego się prawie z całej rozporządzalnej jazdy i batalionów  grenadierskich, idących przed tym w straży przedniej.

W ten sposób Fryderyk Wielki gromadzi w miejscu rozstrzygającym, najlepsze oddziały, na wzór Epaminondasa i Aleksan­dra Wielkiego. W schodzie — taranie było 40—60 szwadronów i 6 do 10 batalionów , stanowiących kwiat armii pruskiej.

Chcąc zabezpieczyć się przed możliwością przeszkodzenia mu w wykonaniu tak ryzykownego ruchu wzdłuż frontu przeciwnika, Fryderyk Wielki stosuje:

  • działania pozorne na odcinkach, na których niema zamiaru nacierać;
  • wyzyskanie osłon terenowych dla przeprowadzenia ruchu:
  • wysyłanie części swej jazdy ku nieprzyjacielowi;

prócz tego jest on zawsze gotów do zwrócenia się frontem ku nieprzyjacielowi. W tym celu znajduje on się często przy jeździe osłaniającej, co pozwala nie tylko na osobistą obserwację nieprzyjaciela, lecz daje zarazem możność natychmiastowego wykonania powzię­tego postanowienia, ponieważ te oddziały jazdy trzyma on stale w ręku.

Opisany szyk bojowy zdaje się wskazywać na bitwy, prowa­dzone według sztywnego schematu, schematu, którego naczelny wódz nie zdoła przystosować do okoliczności, gdy bitwa już roz­gorzeje i kiedy bataliony pójdą do szturmu. Tak jednak nie jest, gdyż brak silnych odwodów Fryderyk Wielki zastępuje użyciem mas jazdy (50—100 szwadronów pod jednym dowódcą) do wykona­nia manewru oskrzydlającego przez co armia zyskuje, bo jazda jest zdolna do przeprowadzenia manewru w dowolnym kierunku, zaś piechota uwolniona dzięki temu z odwodu, zwiększa ilość strzelców (a więc i natężenia ognia) w pierwszej linii szyku.

Trzymając w swym  ręku jazdę do ostatniej chwili, nie roz­strzyga on tym samem z góry przebiegu bitwy w sensie sztywnego schematu, ma więc do ostatka możność nie tylko wszczęcia bitwy.

 

 

ROZDZIAŁ II. Przykłady taktyczne.

Bitwa pod Rossbach (5 listopada 1757 r.),

 

W końcu października Fryderyk Wielki ruszył ku Berlinowi ze względu na zagrożenie tego ostatniego przez sprzymierzonych (zagon 1.500 jazdy i 2.000 piechoty), pozostawiając na rzece Saali Keith’a z 7 batalionami i 6 szwadronami. Sprzymierzeni, dowiedziawszy się o tym ruszyli ku Saali i przeprawiwszy się pod Weissenfels, zagrozili Lipskowi (25 października); następnego dnia przybył do Lipska Fryde­ryk Wielki, gdzie w ciągu 5 dni zgromadził 24.000 ludzi (31 batalionów  i 45 szwadronów).

W międzyczasie dzięki przybyciu Richelieu (20 batalionów  i 18 szwadronów) siły sprzymierzonych wzrosły do 60.000 ludzi.

Armia pruska stanęła na wyżynie, otoczonej z trzech stron stru­mieniem Leiba. Z tyłu za obozem znajdowało się wzgórze Janus (rys.2).

Rano, 5 listopada, sprzymierzeni ruszyli trzema kolumnami, celem obejścia lewej flanki armii pruskiej, w ogólnym kierunku na wzgórze Janus.

Dla ubezpieczenia tego ruchu, jak również i dla działania pozor­nego zostawiono St. Germain’a z 8.000. Zatrzymawszy się w odległości 1.700 m zaczął on ostrzeliwać wieś Schortau, w której stała pruska straż przednia i huzarzy.

W tym dniu o godzinie 9 Fryderyk Wielki, dowiedziawszy się o ruchu sprzymierzonych i przypuszczając, że jest to ruch odwrotowy, wyznaczył 10 batalionów  na rozbicie St. Germain’a.

Sprzymierzeni zatrzymali się pod Zeichfeld i wysunąwszy naprzód księcia Broglie z 52 szwadronami ruszyli ku Betstadt, zosta­wiając pod Almsdorf kilka batalionów  i 5 szwadronów dla obserwacji.

Fryderyk, zobaczywszy te wszystkie ruchy przeciwnika z dzwon­nicy kościelnej w Rossbach, zrozumiał ich cel.

Około godziny 14 Fryderyk zwinął obóz i ustawiwszy dla walki z St. Germain’em 2 bataliony i 7 szwadronów huzarów, uszykował pozostałe oddziały w dwie kolumny z jazdą Seidlitza na czele i ruszył niemi ku Merseburgowi, ustawiając 5 szwadronów huzarów na wzgó­rzu Janus.

RYSUNEK 2

a — ruch sprzymierzeńców

b — piechota

c — jazda (podczas ataku)

d — huzarzy

e — 2 linje jazdy Seidlitza

f — ruch pruskiej piechoty

g — ruch pruskiej jazdy

h — zasłona boczna

i — huzarzy

 

Sprzymierzeńcy postanowili przeciąć drogę „odwrotu” armii Starego Fryca i rzucili swą jazdę celem obejścia wzgórza Janus.

Fryderyk, wyruszając z obozu zamierza uderzyć czołowo na kolumny nieprzyjacielskie.

Na wzgórzu Janus ustawił on baterię  z 18 dział, które zaczęły ostrzeliwać jazdę francuską; 8-mio działowa bateria  tej ostatniej nie mogła zwalczyć o wiele silniejszej artylerii pruskiej.

O godzinie 15 minut 30 Seidlitz okrążywszy wzgórze i zaszedł­szy plutonami w prawo ruszył z odległości 1.000 m. na czoło jazdy przeciwnika, w dwóch rzutach (15 szwadronów — w pierwszym i 18 — w drugim) i jednocześnie 5 szwadronów huzarów stojących na wzgórzu Janus sunęło, obchodząc prawą flankę przeciwnika (rys. 3).

Ta szarża rozbiła jazdę francuską, która uciekła w popłochu. Pozostałe 4 pułki zostały rozbite szarżą drugiego rzutu i 5 szwadronów huzarów.

Seidlitz ścigał uciekających aż do Reichstwerben, po czym ze­brawszy swą jazdę na południe od Tagewerben zagroził skrzydłu i tyłom piechoty nieprzyjacielskiej.

Podczas szarży, piechota pruska uszykowała się w dwóch rzu­tach (19 batalionów  – w pierwszym i 6 — w drugim) i zaczęła posu­wać się skokami batalionowymi od lewego (rys. 4).

Ks. Hildburghausen pod osłoną ognia 30 dział zaczął szykować swą piechotę, ostrzeliwaną gwałtownym ogniem artylerii pruskiej i 7 batalionów  pruskiej piechoty.

Po kwadransie, gdy piechota sprzymierzonych zachwiała się, Seidlitz ruszył na nią swym pierwszym rzutem, kończąc tym zwycięstwo.

RYSUNEK 3

Przeciwnik uciekł ku Erfurtowi, Eisenach i Freiburgowi. Pru­sacy ścigali go do północy na polu walki i ruszyli do Freiburga dopiero następnego dnia, gdzie zatrzymawszy się wysłali tylko niewielkie oddziały, celem ścigania uciekających ku Erfurtowi rozbitków.

Straty Prusaków — 540 ludzi, straty sprzymierzonych 7.000 ludzi, 67 dział, 22 chorągwie i sztandary i cały tabor.

W bitwie tej uderza rozstrzygające znaczenie jazdy oraz umie­jętne jej użycie przez Fryderyka Wielkiego z drugiej strony, przy jednoczesnym zupełnie niewłaściwym jej wykorzystaniu przez sprzy­mierzonych.

Fryderyk Wielki zrozumiawszy cel ich manewru postanawia zgnieść piechotę i jazdę nieprzyjacielską szarżą czołową—manewrem o tyle rozstrzygającym, że wtedy nie umiano rozwijać kolumn od czoła, wszelkie więc uderzenie w tę część kolumny niosło w sobie jej zupełną zagładę.

Rozmiar klęski zwiększyło jeszcze wkroczenie na flankę pięciu szwadronów huzarów.

Tutaj uderza nas szybkość decyzji Starego Fryca, który siedząc na dzwonnicy od razu ocenił położenie i błyskawicznie zbudowawszy plan walki, rozdzielił odpowiednio swe siły.

Te pięć szwadronów to nie oddział obserwacyjny, to oddział, którego uderzenie miało zwiększyć porażkę jazdy francuskiej, idącej pod ogniem baterii Moliera (18 dział — wzgórze Janus).

Ogień tej baterii to przykład zaskoczenia ogniem artylerii nieprzyjaciela, który na mocy prostego stwierdzenia ruchu na Merseburg rzuca swą jazdę naprzód bez żadnych środków ostrożności (zwiady, ubezpieczenie).

Pierwszy moment bitwy wygrywa Seidlitz swą jazdą, z którą znakomicie współdziałają huzarzy (5 szwadronów), uderzając we właściwym czasie na prawą flankę Francuzów.

Tutaj dzięki prostocie manewru, dobremu współdziałaniu formacji (Seidlitz i huzarzy) oraz znakomitemu prowadzeniu szarży — Fryderyk Wielki wygrał.

To jeszcze nie wszystko, wszak pozostała piechota sprzymie­rzonych (książę Hildburghausen) rozwijając się w kierunku batalionów  pruskich.

Piechota ta była jednakże zagrożona dzięki ruchowi Seidlitza, który, traktując 1. szarżę jako część całości działań na polu walki, od razu przeszedł po niej na stanowisko zagrażające tyłom piechoty sprzymierzonych (Tagewerben).

Bierze ją pod silny ogień bateria  Moliera i 7 batalionów  pie­choty pruskiej a Seidlitz… czeka aż ogień zrobi swoje t. j. aż piechota sprzymierzonych zachwieje się.

Czeka, trzymając swe szwadrony w garści, gotowe do rzucenia się w oznaczonym kierunku i czasie.

Nareszcie nadchodzi chwila oczekiwana, oto piechota sprzy­mierzonych zaczyna chwiać się — komenda i szwadrony rwą do szarży, łamiąc bataliony zachwiane ogniem artylerii i piechoty własnej.

Linia batalionów  pęka i jazda rusza w pościg ograniczony do pola walki.

Zwycięstwo jest zupełne!

Rozpatrzmy teraz poszczególne cechy budowy planu bitwy i jej przeprowadzenia.

Fryderyk Wielki wybiera rozstrzygnięcie najprostsze i najbardziej stanowcze.

Z St. Germain’em nie trzeba się liczyć, bo sztuka i zostawione siły wykluczają jego wkroczenie do bitwy. Jest on za słaby, by wpły­nąć na losy bitwy. Prócz tego „czeka na rozkaz” w zupełnej bez­czynności.

Jeździe daje rolę główną, przy czym nie potrzebuje liczyć się zbytnio z manewrem piechoty nieprzyjacielskiej, gdyż jego jazda po rozbiciu jazdy nieprzyjaciela zajmuje od razu stanowisko zagrażające każdemu możliwemu położeniu piechoty sprzymierzonych.

W ten sposób plan bitwy od razu wyrzuca poza nawias piechotę księcia Hildburghausena, jako narzędzie zdolne do przechylenia szali zwycięstwa na stronę sprzymierzonych.

Wynik pierwszej szarży Seidlitza rozstrzyga więc o zwycięstwie.

Szarżę tę przeprowadzają dwie masy jazdy z powodzeniem, gdyż umiejętnie współdziałają z sobą, jak również i z artylerią.

Pierwszy więc okres bitwy — to walka współdziałających zna­komicie dwóch mas jazdy i artylerii (Seidlitza, huzarzy i Molier).

W jej wyniku jazda francuska znika z pola bitwy.

Pozostaje piechota, którą wiąże się od czoła ogniem artylerii i piechoty własnej, zaś łamie szarżą jazdy [15 szwadronów) na tyły.

Drugi okres bitwy to współdziałanie ognia i ruchu, ognia celem przykucia przeciwnika do terenu — związania go — i zachwiania; ruchu celem dostatecznego rozbicia.

W obu okresach, a zwłaszcza w drugim, jaskrawo uwypukla się jedność doktryny pruskiego korpusu oficerskiego.

W pierwszym — dowódca 5 szwadronów huzarów musi wiedzieć co robi Seidlitz i kiedy, Molier musi znać zamiary obydwóch; w dru­gim — Molier i dowódca 7 batalionów  piechoty muszą znać zamiary i zadanie Seidlitza.

To jeszcze mało, tylko doskonała jedność doktryny, połączona z odczuciem rzeczywistości pola walki, pozwoli tym wszystkim dowód­com, rozdzielonym przestrzenią i nieprzyjacielem na działanie zgrane, tak jak działanie dwóch rąk jednego człowieka.

Tutaj nie może być rozkazu, bo pole bitwy, jego krwawa rzeczywistość jest zmienna — rozkazy Wodza zastępuje, a w każdym razie uzupełnia, jedność doktryny i odpowiednie wyszkolenie taktyczne.

Streszczając, widzimy, że Fryderyk Wielki wygrał dzięki szyb­kiemu zorientowaniu się w celu manewru nieprzyjaciela, odpowied­niemu podziałowi zadań między poszczególne swe jednostki, odpo­wiedniemu wykonaniu tych zadań, znakomitemu współdziałaniu broni, jedności doktryny i wysokiemu esprit de corps swej świetnej jazdy idącej bez wahania w bój z przeważającym przeciwnikiem (52 szwad­rony Francuzów i 38 Prusaków).

Bitwa pod Rossbach — to bitwa zaczęta i przeprowadzona przez jazdę, ze względu zaś na rozstrzygające znaczenie wyniku zderzenia się dwóch mas jazdy, jest ona bitwą jazdy.

 

 

Bitwa pod Zorndorff (25 sierpnia 1758 r.).

 

Siły króla 36.000 ludzi, siły Rosjan 40.000.

Ruchy poprzedzające bitwę pod Zorndorff, a mające na celu uwolnienie Kistrzynia od blokady Fermora przedstawia rysunek 4.

RYSUNEK 4

Wynikiem tych ruchów było zajście armii Fryderyka Wielkiego na tyły Rosjan.

Fermor chcąc uniknąć uderzenia z tyłu kazał każdemu pułkowi zrobić „w tył zwrot”, zachowując poprzednią długość frontu.

Stanął on teraz na stanowisku o tyle niebezpiecznym, że mającym z tyłu trudną do wyjścia przeszkodę, Prusacy zaś znaleźli się przed frontem Rosjan.

Teren bitwy, jak widać ze szkiców, jest podzielony na odcinki, ograniczone głębokimi kotlinami.

Fryderyk Wielki postanawia natrzeć z początku przeważającymi siłami na prawe skrzydło Rosjan, oddzielone od reszty sił kotliną Galgengrund, a następnie rozwinąć natarcie wzdłuż centrum i lewego skrzydła.

Uszykowanie armii pruskiej. W pierwszym schodzie Manteuffel (8 batalionów ), 30 kroków za nim Kanitz (9 batalionów  w pierwszym rzucie i 8 w drugim) idący naprzód na odcinku kotliny Zabergrund — Galgengrund; prawe skrzydło zostaje w schodzie na wschód od Galgengrund (11 batalionów  w pierwszym rzucie i 4 w drugim) celem ubezpieczenia swej flanki; w lewo od Kanitza idzie Seidlitz z 36 szwadronami, w prawo od Dona — Schorlemer z 20 szwadronami, Z tyłu — 25 szwadronów dragonów jako odwód.

Bitwę rozpoczyna ogień 60 dział ciężkich niszczący 16 batalionów  uszykowanych w zwartej masie na rosyjskiem prawem skrzydle.

Dopiero po dwóch godzinach przygotowania natarcia, straże przednie idą naprzód pod morderczym ogniem rosyjskiej artylerii.

Srodze przetrzebione bataliony Manteuffla idą wzdłuż kotliny Zebergrund; łączą do nich bataliony Kanitza prącego na najmniej osłabione centrum Rosjan (24 bataliony).

Obaj widzą, że Rosjanie zaczynają ich dwustronnie oskrzydlać; oskrzydlenie 14 rosyjskich batalionów  prawego skrzydła Kanitza załamują się w ogniu artylerii pruskiej, lecz 16 batalionów  i 14 szwa­dronów Rosjan oskrzydla z powodzeniem lewą flankę Manteufla, nacierając jednocześnie czołowo.

Prusacy cofają się, ponosząc wielkie straty.

Rosjanie prąc odsłaniają swą prawą flankę, z czego korzysta Seidlitz, który przeprawiwszy się przez uważaną za nie do przebycia kotlinę Zabergrund, uderza łącznie z dragonami odwodu.

20 szwadronów szarżuje czołowo, 18 — na flanki i tyły.

Prawe skrzydło Rosjan zostaje zniszczone jednorazowym natar­ciem z trzech stron.

Seidlitz nie może wesprzeć flankowo natarcia czołowego przez przejście Galgengrund; natarcie Kanitza odpadło dzięki znacznej przewadze liczebnej Rosjan.

Bitwa zostaje przerwana i armia szykuje się na nowo.

15 batalionów  Dona pójdą kotliną Langengrund i wsparte przez Schorlemera rozbijają lewe skrzydło Rosjan, a następnie, centrum.

Jednocześnie Kanitz natrze na centrum z południa, a Seidlitz z zachodu.

Wykonaniu tego planu przeszkodził nieco Demicou, który nagle pojawiwszy się ze swą jazdą, rozbija wielką baterię  prawego skrzydła i rzuca się na piechotę.

Natarcie to zostaje odparte ogniem piechoty i szarżą jazdy Schorlemera. Demicou cofa się ku Ziecher.

Jakkolwiek jazda rosyjska zostaje zniszczona przy swej próbie natarcia, jednakże jej działalność zdemoralizowała lewe skrzydło Pru­saków, tak, że zaczyna ono cofać się w panice i zatrzymuje się do­piero pod Wilkersdorff.

Wchodzi na widownię Seidlitz (56 szwadronów) i idzie na lewo od Steinbusch, a Dona — wzdłuż kotliny Langengrund.

Celem ich działań jest masa 38 batalionów  rosyjskich.

Natarcie rozpoczyna się (rys. 5).

RYSUNEK 5

Lewe skrzydło Rosjan zaczyna się chwiać i bojąc się odrzucenia na bagna Hoffenbruch ucieka ku Kwarczenowi, odsłaniając lewą flankę centrum.

Dona wykonywa „na lewo zachodź”!

Centrum Rosjan natarte z dwóch stron i mające z tyłu rzekę nie do przejścia w bród cofa się poza Galgengrund i zatrzymuje się na wzniesieniu pod jego osłoną.

Położenie jest krytyczne.

Jazda po całodziennej walce jest niezdolna do dalszej pracy.

Oddziały Kanitza znów nie okazują się na wysokości wymagań, a Forsad (następca Dona) nie umie sam rozstrzygnąć walki.

Wynik działań jest następujący: Rosjan jest obecnie tylko 19.000, Prusaków 23,000.

Przeciwnik jest więc okrążony i postawiony w położenie bez wyjścia, lecz z drugiej strony Fryderyk Wielki musi natychmiast iść na Śląsk i do Saksonji, aby zatrzymać najazd Austriaków.

To też cofa się wieczorem 26 sierpnia, przez Langengrund na Ziecher; Rosjanie korzystają z tego i 27 rano idą na Klein Kamin.

W wyniku tej bitwy Fermor idzie ku Wiśle z nie więcej jak 1/2 częścią sił rozporządzalnych na 25 sierpnia.

W obydwóch okresach bitwy jazda pruska odegrała rozstrzyga­jącą rolę.

O wielkości jej wysiłku świadczą 3 szarże w ciągu 10 godzin i straty wynoszące 20% stanu.

W okresie pierwszym Seidlitz dzięki swym u umiejętnemu wkro­czeniu porażkę zamienia w częściowe zwycięstwo.

Wkroczenie to jest tym bardziej godne uwagi, że Seidlitz wbrew rozkazowi króla przeczekał, aż Rosjanie dostatecznie poruszą się na­przód i w ten sposób jeszcze bardziej odsłonią swą flankę.

Dopiero gdy uznał, że położenie Rosjan zapewni szarży odpowiednie korzyści, wtedy uderzył odwracając szalę bitwy i niszcząc prawe skrzydło Rosjan.

W drugim okresie Schorlemer szczęśliwym wkroczeniem odsuwa klęskę od piechoty, wstrząśniętej na duchu i niszczy jazdę rosyjską, zwiększając przez to jeszcze bardziej grozę położenia Rosjan.

Seidlitz groźbą oskrzydlenia zmusza Rosjan, bojących się prócz tego wrzucenia do bagna Hoffenbruch, do odwrotu za Galgengrunt.

Rosjanie wycofując się za Galgengrunt, mogliby być rozbici przez jazdę pruską, idącą drogą Seidlitza przez Zabergrund, gdyby jazda nie była zupełnie wyczerpana 10 godzinną walką.

W każdym razie, na tak trudnym terenie, jazda potrafiła dwa razy klęskę zamienić w zwycięstwo, a trzeci raz groźbą swych dzia­łań zmusiła przeciwnika do wycofania się, i to wtedy, kiedy już sama nie mogła walczyć z powodu wyczerpania. To ogromne wyczerpanie jazdy i mierna wartość żołnierzy Kanitza, kazała Fryderykowi Wiel­kiemu rozpatrzeć szczegółowo możliwości dalszej walki; o wyniku tych rozważań rozstrzygnęły względy polityki i strategii (wtargnięcie Austriaków do Saksonji i na Śląsk); dlatego właśnie bitwa zakoń­czyła wycofaniem nieprzyjaciela, a nie zupełnym jego rozbiciem.

Z tych powodów nie można by tej bitwy nazwać bitwą jazdy, gdyby nie fakty jej rozstrzygających wkroczeń podczas poszczególnych okresów walki.

W bitwie tej energia i przedsiębiorczość dowódców (Seidlitz, Schorlemer) i ofiarny wysiłek szeregowych zapisały chlubną kartę w historii jazdy pruskiej i fryderycjańskiej doktryny jej taktycznego użycia, stwierdzając raz jeszcze, że dla jazdy dobrze wyszkolonej, zorganizowanej i prowadzonej przez prawdziwych dowódców jazdy niema rzeczy niemożliwych i niema przeszkód na polu walki!

 

Bitwa pod Leuthen (5 grudnia 1757 r.).

 

Siły króla — 32.000 i 167 dział (48 batalionów  i 128 szwadro­nów); Austriaków 90.000 i 30 dział (84 bataliony i 144 szwa­drony).

Rano, 5 grudnia, armia pruska ruszyła w kolumnach z biwaku nocnego mając przed sobą straż przednią (Ziethen — 9 batalionów  i 45 szwadronów) z królem.

Pod Borne Ziethen napotkawszy hr. Nostitza z 25 szwadronami jazdy saskiej i austriackiej, rozbił go i odrzucił na Frobelwitz.

Król na mocy osobistych zwiadów postanowił natrzeć na lewe skrzydło armii księcia Karola Lotaryńskiego, w tym celu siła główna przez Borne, a Ziethen z pod Borne, skręciła na prawo i ruszyła pod osłoną jazdy Ziethena wzdłuż frontu armij sprzymierzonych.

Sprzymierzeni myśleli, że król pruski odstępuje.zie

Prusacy doszedłszy do linii Lobetintz — Schtrigwitz rozwinęli się na niej według rys. 6.[4]

To uszykowanie pozwalało na uderzenie wzdłuż frontu sprzy­mierzeńców, wywracając ich lewe skrzydło i zmuszając do zmiany frontu.

Uderzenie to byłoby tym groźniejsze, że jeszcze podczas mar­szu Prusaków wzdłuż frontu, książę Karol przerzucił odwód Aremberga i część jazdy Nadastie na prawe skrzydło, pozbawiając się odwodu i osłabiając to skrzydło, na które miały spaść żelazne bataliony pruskiej piechoty i świetne nie znające przeszkód szwadrony jazdy Starego Fryca.

Około południa 3 bataliony grenadierów (Wedel) wsparte 10 działami ruszyły naprzód na lasek (południe od Zagschutz), który opanowali bez walki; książę Maurycy Dessau z batalionami również w ten sposób opanował drugi lasek.

Dzięki temu dwa punkty oporu wpadły w ręce Prusaków.

W międzyczasie za temi dwoma oddziałami szła cała armia pru­ska batalionowymi schodami (odległość między bataljonami 50 kro­ków) — rysunek 7/5a.

Również i Ziethen szedł razem z natarciem straży przedniej i przeprawiwszy się przez strumyk (nieco na prawo) uderzył i rozbił jazdę Nadastie rysunek 7/5, która uciekając pociągnęła za sobą pie­chotę. Nadastie schronił się do lasu między Leuthen i Rathen (rysunek 8). Książe Karol dopiero teraz zrozumiał plan Fryderyka Wielkiego gdy jego lewe skrzydło było rozbite i nakazał zmienić front.

Jazda jego lewego skrzydła nacierała kilkakrotnie na piechotę pruską, aby dać swej piechocie czas na wykonanie nakazanego „wtył zwrot”, cała artyleria zajechała na pozycję, na wzgórze pod Leuthen.

RYSUNEK 6

Walka o Leuthen trwała do godziny 16 ze zmiennym szczęściem ostatecznie jednak Prusacy opanowali ją, przy pomocy licznej artylerii dosłownie koszącej zwarte, głębokie szeregi piechoty sprzy­mierzonych zgromadzonej pod Leuthen (rys. 9).

 

RYSUNEK 7

W tym czasie Lucchesi zbliżywszy się do Leuthen z 70 szwa­dronami rzucił się na bataliony drugiego rzutu Prusaków, gdyż nie widział jazdy Driesena idącej w schodzie z tyłu.

Driesen, widząc manewr Lucchesi, uderzył na niego 40 szwadro­nami czołowo, 10 — ze skrzydła i 10 — huzarów na tyły (rysunek 9).

Jazda austriacka rozbita uciekła, wtedy Driesen natarł na pie­chotę austriacka stojącą poza Leuthen, czym również zmusił ją do ucieczki.

Następnego dnia o świcie Ziethen idzie w dalszy pościg z 96 batalionami, 55 szwadronami na Wrocław. Ziethen ścigał uciekają­cych aż do zmroku. Straty Austriaków — 6.500 zabitych i rannych, 23.000 jeńców i 6.00 dezerterów, cała artyleria i tabor.

 

Rozpatrując bitwę pod Leuthen widzimy że:

  1. książę Lotaryński błędnie ocenił zamiary przeciwnika, ponieważ, biorąc starcie się straży przednich za chęć Fryderyka wy­konania manewru na prawe skrzydło Austriaków, od razu przesu­nął swe odwody z centrum na rzekomo zagrożone skrzydło, przez co odsunął je na 10 km. od skrzydła lewego, a więc pozbawił się faktycznie możności wsparcia tegoż skrzydła (o czym zresztą nie myślał zupełnie — patrz niżej) w razie potrzeby.
  2. Zupełnie nie zrozumiał celu ruchu armii pruskiej przez co pozwolił jej na rozwinięcie się na swym  lewem skrzydle pozbawionym odwodów. Głównym jego błędem było zaniechanie uderzenia na masze­rującą (za osłoną wzgórz) przed jego frontem armię pruską, którą Daun uważał za cofającą się. Z faktu tego wynika jeszcze i to, że Austriacy nie chcieli bitwy.
  3. Nawet po uderzeniu Prusaków na laski na linii Zagschiitz- Golau, nie wyzyskał oddziałów nie związanych walką (szwadronów Nadastie) do wrzucenia batalionów Wedla i księcia Maurycego do rzeki. Szwadrony te po starciu się z jazdą Ziethena wykonały odwrót łącznie z resztą oddziałów Nadastie.
  4. Zmianę frontu wykonał za późno. gdyż już po cofnięciu się Nadastie, przez co armia austriacka stanęła równolegle do pruskiej zajmując mniejszy front.

Gdyby pozostawiając Nadastie’mu walkę opóźniającą z prawem skrzydłem armii pruskiej, ściągnął on 24 szwadrony, z drugiego rzutu, stojącego między Zagschutz i Leuthen i połączywszy je z 54 szwadronami prawego skrzydła, masą tą — 78 szwadronów — ude­rzył na skrzydło lewe i tył piechoty pruskiej, zasłaniając się od jazdy Driesena, kilkoma szwadronami spieszonemi, rozbiłby ją, a w każdym razie wepchnąwszy pod ogień własnej artylerii — zmusił do ucieczki.

O ile zaś nie chciał wykonać tego manewru, w takim razie mógł zmienić front w ten sposób, że pchnąwszy 54 szwadrony jazdy prawego skrzydła na wysokość Leuthen celem połączenia się z 56 szwadronami tam stojącymi, kazać piechocie centrum oprzeć się swym  lewem skrzydłem o Bystrzycę, zaś batalionom prawego skrzydła — przedłużyć front tak, aby stanąć skośnie do armii pruskiej.

RYSUNEK 8

 

Grenadierzy z Leuthen i Frobelwitz stanowiliby kolumnę szturmową idącą naprawo w tył od jazdy prawego skrzydła.

 

RYSUNEK 9

 

Artylerja powinna była stanąć tak, aby móc ostrzeliwać szcze­gólnie pruskie prawe skrzydło.

W ten sposób oparty o rzekę i uszykowany skośnie do armii pruskiej, zmusiłby ją do zmiany szyku, co wykorzystując i pchnąwszy nagle 110 szwadronów na jej lewe skrzydło wparłby ją do rzeki.

Że mógł sobie pozwolić na taką zmianę frontu ze swą pie­chotą tego dowodem jej uporczywa obrona pod Leuthen.

Przy takim uszykowaniu, przeciwnik, który musiałby przejść jeszcze jakieś 2 km. od linii Zagschiitz-Golau, nowej, obecnie dru­giej linii, co zmieszałoby go.

Uderzenie jazdy dokonałoby reszty.

Tymczasem zamiast dać Nadastie’mu zadanie osłony zmiany frontu, niszczy on niepotrzebnie 56 szwadronów lewego skrzydła każąc im szarżować na piechotę pruską.

Bitwa rozbija się na walki poszczególnych oddziałów sprzy­mierzonych, coraz słabiej odczuwających wolę kierowniczą.

Prawe skrzydło za późno zmieniwszy front nie gra już żadnej roli w bitwie — odwleka tylko klęskę.

Zmiana frontu z osią obrotu w Leuthen nie przyniosła księciu Karolowi żadnej korzyści.

Fryderyk Wielki powziąwszy zamiar natarcia na najsłab­sze miejsce szyku przeciwnika (oddziały o małej wartości bojowej) wykonał go z całą bezwzględnością, metodycznie i prawie według schematu swych instrukcji.

Jazda jego odznacza się i tutaj samodzielnością i inicjatywą; zwłaszcza Driesen „ostrożnie” kryjący się za piechotą lewego skrzy­dła, niweczy szarżą jazdę Lucchesi’ego — jedyny taktycznie dobry ruch Austriaków.

Jazda pruska gra w tej bitwie rolę bardzo znaczną; wiążąc Nadastie’go nie pozwala mu na wsparcie zagrożonego skrzydła pod Leuthen; nacierając na piechotę stojącą pod Leuthen, Driesen zmu­sza ją do ucieczki, prócz tego wywraca w szarży szwadrony Lucchesi’ego i w ten sposób obaj (Ziethen i Driesen) wspierają się wzajemnie i ułatwiają swej piechocie walkę; następnie Ziethen przeprawiwszy się przez rzeczkę i widząc Driesena w pościgu, rzuca się mu na pomoc bez rozkazu, rozumiejąc bardzo dobrze całe zna­czenie i potęgę jazdy w tym okresie walki. Tutaj postąpił on w myśl zasady, że „w natarciu łączność leży w nieprzyjacielu”.

Ze strony Fryderyka Wielkiego mamy więc:

1)       dobrą ocenę położenia;

2)       dobry wybór miejsca natarcia;

3)       współdziałanie broni (piechota wiąże, jazda łamie);

4)       znakomite współdziałanie dowódców oddziałów rozdzielo­nych przestrzenią i nieprzyjacielem.

 

 


[1] Artykuł ten publikowany był w przedwojennym „Przeglądzie Kawaleryjskim”, Warszawa, sierpień, rok 1925 w numerach 4 (8) – 5 (9) – 6 (10).

[2] Chodzi o okres międzywojenny.

[3] Bataljon grenadjerów tworzono podczas wojny wdyzielając w obrębie pułków piechoty szóste (grenadjerskie) kompanje z bataljonów linjowych – przypis autora.

[4] zmieniona numeracja rysunków, aby zachować ciągłość w ramach poszczególnych rozdziałów, publikowany oryginalnie w osobnych numerach „Przeglądu Kawalerysjkiego”.

ROZDZIAŁ I Organizacja, taktyczne zasady użycia, bitwa.[1]

Fryderyk Wielki uzyskał od swego ojca wojsko znakomicie wyszkolone, karne, zaprawione do trudów.

Ze względu na potrzeby życiowe przeprowadzał on jednak w jego organizacji pewne zmiany. Tyczyły się one w pierwszym rzę­dzie jazdy.

Aby je wyjaśnić, muszę choć pobieżnie zaznaczyć, że wojsko pruskie składało się w owym czasie z dość dużej liczby cudzoziem­ców, werbowanych przeważnie podstępem, lub po prostu kupowanych. Było to więc wojsko wybitnie skłonne do dezercji zwłaszcza w polu, gdy trudy kampanii i strzały wprowadzały pewne rozprężenie.

Tego rodzaju ustrój wojska ogromnie utrudniał wojnę ruchową, służbę zwiadów i ubezpieczeń; boć przecież nie można było powie­rzać tak trudnego i odpowiedzialnego zadania oddziałom, które mogły wykorzystać oddalenie od siły głównej dla celów dezercji.

Trzeba je było trzymać zawsze w zwartej masie, pod ścisłym dozorem oficerów i podoficerów. Ta konieczność trzymania wojska w zwartej masie, później była bardzo ważną przyczyną nieprzyjęcia szyku tyralierskiego (stosowanego mniej więcej w tym samym czasie przez powstańców północno-amerykańskich w wojnie z Anglią i przez armie Wielkiej Rewolucji).

Fryderyk Wielki zdając sobie dokładnie sprawę zarówno z praw­dziwej wartości swego wojska, jak i z konieczności manewru dla uzyskania zwycięstw, skierował swój wzrok ku jeździe, jako ku broni szybkich ruchów i piorunujących rozstrzygnięć.

Znał on dokładnie historię starożytną i jej wielkich wodzów Hannibala, Aleksandra Wielkiego i t. d. mógł więc przestudiować rolę jazdy na polu walki i jej ogromne znaczenie dla wyniku samej bitwy.

Postanowiwszy uczynić z jazdy potężne narzędzie zwycięstwa, Fryderyk Wielki musiał zmienić do pewnego stopnia jej organizację, a taktyczne zasady użycia — gruntownie.

Aby jazda ta była pewna, aby można było na niej polegać zawsze i wszędzie, trzeba było uzyskać ku temu zapewnienia moralne, trzeba więc było utworzyć ją z ludzi, którzy dzięki tym czy innym wzglę­dom, byliby przywiązani do państwa i osoby króla.

Fryderyk Wielki tworzy elitę swego wojska — jazdę z pośród pruskich właścicieli ziemskich, a więc z ludzi bezpośrednio zaintere­sowanych w potędze, sławie i bogactwie państwa pruskiego. Najlepsi z nich są przeznaczeni do huzarów.

Dezercja takiego żołnierza była więc ze względów moralnych nie do pomyślenia; prócz tego żołnierz — właściciel mógł być pewny, że w razie dezercji majątek jego ulegnie zajęciu na rzecz państwa, a rodzina może być pociągnięta do odpowiedzialności sądowej i nara­zić się na nieprzyjemności ze strony bardzo sprężystej i bezwzględnej administracji pruskiej.

Z powyższych względów Fryderyk Wielki mógł być pewny swej jazdy, a zwłaszcza huzarów.

HUZAR

Nie było to jednak wszystko. Trzeba było jeszcze zmienić wyszkolenie, dostosować organizację do ogólnej doktryny taktycznej i wychować odpowiednio korpus oficerski.

Wyszkolenie jazdy za poprzednika Fryderyka Wielkiego stało na bardzo niskim poziomie, dość wspomnieć, że nauka jazdy konnej odbywała się raz na tydzień, lub na dwa tygodnie; nic więc dziwnego, że jeźdźcy nawet w umiarkowanym chodzie „całowali” ziemię. Fry­deryk Wielki zmienia ten oszczędny sposób i wprowadza naukę kon­nej jazdy 5 razy na tydzień, stosując zarazem bardzo szeroko jazdę w terenie; w ten sposób wyrabia sobie jeźdźców śmiałych, zdecydo­wanych i zgranych z koniem.

Organizuje on swą kawalerię w ten sposób, że tworzy jazdę ciężką, średnią i lekką.

Jazdę ciężką stanowi 13-cie pułków kirasjerów po 5 szwadro­nów w każdym (ogółem 9.122 ludzi) i dziesięć również pięcioszwadronowych (7.450 ludzi) pułków dragonów.

Lekką jazdę stanowi dziesięć 10-cio szwadronowych pułków hu­zarów (10.170 ludzi). Prócz tego istnieje jeszcze 1 „bośniacki” pułk ułanów i jeden huzarów złożony z Polaków, umundurowanych w strój dawny polski z małymi zmianami.

Uzbrojenie tej jazdy wygląda następująco:

Kirasjerzy i dragoni — pałasze i pistolety. Huzarzy — szable i pistolety; „bośniacki” pułk huzarów i „bośniacki” pułk ułanów — lance; dragoni i huzarzy — karabinki, (dragoni — z bagnetami); w każdym szwadronie kirasjerów — 10 karabinów.

Szwadrony we wszystkich pułkach liczyły 150 — 160 ludzi.

podzielonych na cztery plutony, z wyjątkiem szwadronów huzarskich, trzyplutonowych.

W szwadronach 4-plutonowych, dwa plutony tworzyły kom­panię.

Te trzy rodzaje jazdy były tradycyjnymi, istnienie ich miało jednak także swe uzasadnienie w celach do jakich służyły, więc Fry­deryk Wielki zostawił je, jakkolwiek ideałem jego była jazda jednolita!

Ideał ten doczekał się urzeczywistnienia dopiero w wojskach naszych czasów.[2]

Aby więc lepiej uzmysłowić rolę tej jazdy, oraz wymagania stawiane w związku z nią oficerom, omówię przede wszystkim fryderycjańską doktrynę użycia jazdy.

RYSUNEK 1

Doktryna ta polegała na rozstrzygającym znaczeniu broni białej, na szarży, podczas której nie wolno było używać broni palnej. Wyjątkowo podczas pościgu broń palna mogła mieć zastosowanie.

Nadając broni białej tak rozstrzygające znaczenie, Fryderyk Wielki wywrócił całą dotychczas stosowaną w Europie (z wyjątkiem Anglii i Polski) taktykę jazdy, polegającą na „karakolu” t. z. na strzelaniu podczas szarży z pistoletów. Wywrócił, bo zrozumiał, że jazda nie jest bronią mogącą w walce ogniowej dać rozstrzygnięcie, rozbijające przeciwnika. Jazdę swą szykował on w trzech rzutach (patrz rys. 1) na flance piechoty i na jednej z nią wysokości.

W pierwszym rzucie stały szwadrony kirasjerów w szyku rozwi­niętym z odstępami 10 — 60X; w drugim — dragoni, również w rozwiniętym z odstępami 60x; w trzecim — szwadrony huzarów w kolumnach plutonowych.

Na zewnętrznej flance tej masy jazdy stawiano dziesięcioszwadronowy pułk huzarów dla oskrzydlenia podczas szarży.

Zadaniem pierwszego rzutu była szarża; tutaj też stały ciężkie szwadrony kirasjerów, mogące złamać przeciwnika swą kolosalną masą ciężkich koni i opancerzonych jeźdźców.

Jednostki drugiego rzutu odgrywały, w stosunku do jednostek pierwszego rolę uzupełnień, gdyż ich zadaniem było natychmia­stowe zastąpienie jakiejkolwiek rozbitej jednostki pierwszego rzutu.

Tutaj więc stali dragoni niezbyt nadający się do manewru, lecz za to mogący w zupełności zastąpić kirasjerów w łamaniu linii prze­ciwnika.

Zadanie trzeciego rzutu polegało na ubezpieczeniu tyłów masy szarżującej.

Szyk ten uległ zmianie w 1770 r., kiedy to zniesiono dziesięcioszwadronowy pułk huzarów na flance i zaczęto drugi rzut ustawiać schodami za jedną, lub obiema flankami pierwszego; zaś trzeci — schodami za drugim W ten sposób upraszczając szyk, zwiększano zarazem zdolność manewru rzutu trzeciego (huzarów do oskrzydleń). Jednostki tego rzutu mogły wyjątkowo i to tylko czę­ściowo brać udział w pościgu już po zupełnej rozbiciu przeciwnika.

Dlatego tutaj ustawiono huzarów, lekkich, zwinnych, peł­nych inicjatywy i strasznych w walce ręcznej.

Tworzyli oni masę zdolną do szybkiej zmiany frontu, a więc do użycia w każdym kierunku.

Poprzednio zaznaczyłem, że zadaniem pierwszego rzutu była szarża, a więc złamanie linii przeciwnika. Otóż bezpośrednio po tym złamaniu, pierwsze szeregi szwadronów tego rzutu szły w pościg, zawsze jednak pamiętając o ewentualności zbiórki przy swych szwa­dronach. Był to więc pościg ograniczony w czasie i przestrzeni i zu­pełnie słusznie, bo kirasjerzy nieszczególnie nadawali się do pościgu innego rodzaju.

Po rozbiciu jazdy przeciwnika, szwadrony najbliżej jego pie­choty stojące, powinny natychmiast szarżować na flanki jej obu linii. Dowódcy szwadronów, po pierwszej szarży, mają działać zupełnie samodzielnie, prąc ciągle przeciwnika, bez oglądania się na są­siadów.

Ta właśnie samodzielność dowódców szwadronów była wielką nowością. Była kamieniem węgielnym ducha walki jazdy, którym należało przepoić wszystkich oficerów jazdy.

W tym celu Fryderyk Wielki wydaje szereg instrukcji dla swych pułków jazdy.

Pierwszą z nich była instrukcja z 1743 r. dla pułków huzarów. Jest ona bardzo ciekawa, gdyż wyznacza poważną rolę harcownikom. którzy przed szarżą mają wywołać zamieszanie w szeregach nieprzyjaciela, działając w szyku luźnym.

Takie działanie harcownikami mogło być bardzo skuteczne, zwłaszcza jeżeli przypomnimy sobie, że Fryderyk Wielki miał bardzo lotne dwa pułki „bośniackie” huzarów i ułanów; ci ostatni zwłaszcza jako mający we krwi „wyjeżdżanie na harce”, byli bardzo niebez­pieczni dla ciężkich żołnierzy austriackich i dla niezbyt bitnych kozaków rosyjskich i austriackich pandurów.

Harce były nowością w Europie zachodniej, gdyż trzeba pa­miętać, że dotychczas stosowali je tylko Polacy i ludy wschodnie.

Były one nowością tym nieprzyjemniejszą, że stosowane w walce z nieprzyjacielem, bardzo mało ruchliwym i znającym pra­wie wyłącznie (z wyjątkiem Rosjan) li tylko musztrę formalną i „chwyty” szablą.

W wydanej w tymże roku nowej instrukcji, Fryderyk Wielki żąda, aby dragoni umieli równie dobrze walczyć w szyku pieszym jak konnym.

Zadanie to jest bardzo ważne, gdyż tylko wtedy jazda będzie mogło zajmować kwatery i nie dać się na nich zaskoczyć, kiedy będzie mogła walczyć pieszo.

Możność kwaterowania pozwoli na unikanie biwaków, jako bardziej męczących dla ludzi i koni ze względu na postój na świeżym powietrzu i konieczność ciągłego pogotowia.

Dragoni, jako uzbrojeni w karabinki z bagnetami, nadawali się najlepiej do walki pieszej, na nich więc Stary Fryc zwraca swą uwagę, mając na widoku ubezpieczenie i obronę kwaterunków.

Podstawową, bo obowiązującą wszystkie rodzaje jazdy, instruk­cją, jest wydana w roku 1744.

W tej instrukcji Fryderyk Wielki daje zakończony pogląd na rolę, znaczenia jazdy, jej praktyczne użycie, a przede wszystkim, na cechy dobrego oficera jazdy. Powiada on wyraźnie, że oficerowie jazdy muszą bezwzględnie zawsze szarżować pierwsi na nieprzyjaciela i nie pozwolić nigdy, aby przeciwnik natarł pierwszy.

To określenie jest podstawą taktyki jazdy fryderycjańskiej, tkwiącej po prostu we krwi każdego oficera jazdy.

Nie wolno czekać! Trzeba zawsze być pierwszym w potężnej szarży. Konieczną jest więc szybkość decyzji, oraz jej śmiałe wy­konanie.

Tej szybkości decyzji Fryderyk Wielki żąda za wszelką cenę od swych oficerów jazdy. Aby zaś mogła ona mieć wartość rzeczy­wistą, pozostawia swym oficerom jazdy wielką samodzielność w bar­dzo szerokich granicach, bo aż do niewykonania rozkazu Króla, jak to miało miejsce pod Zorndorfem (25.VIII.1758 r.), kiedy Seidlitz, nie zważając na trzykrotny rozkaz Króla szarżowania na przeci­wnika, przeczekał aż Rosjanie nadstawią mu swą flankę i dopiero wtedy zdruzgotał ich uderzeniem swych szwadronów, dając w ten sposób swym u Królowi zwycięstwo!

Fryderykowi Wielkiemu to jednak nie wystarcza, to też w do­datku z 1748 r. do powyżej omawianej instrukcji z 1744 r., żąda on jeszcze większej przedsiębiorczości i zdecydowania, oraz szar­żowania, zwłaszcza pierwszego rzutu w szyku możliwie zwartym (szwadrony bez odstępów).

Dodatek ten wprowadza również pewną zmianę w szyku bo­jowym jazdy, podczas walk w terenach bardzo pokrytych, kiedy to jazda staje w 2-giej lub 3-ciej linii ogólnego szyku bojowego. W ten sposób ubezpiecza ona masę walczącą, nie zużywa się nie­potrzebnie w warunkach niekorzystnych, może więc zachować cale swe siły do dokończenia zwycięstwa — bicia zdezorganizowanego przeciwnika.

W wyżej omówiony sposób Fryderyk Wielki przygotował so­bie, zorganizował i wyszkolił narzędzie zwycięstwa używane śmiało, stanowczo i w sposób druzgoczący przez oficerów przedsiębiorczych, samodzielnych, odważnych do zuchwalstwa i nieznających niemo­żliwości.

Dla lepszego zobrazowania całokształtu roli tego potężnego narzędzia, wspomnę jeszcze przed podaniem przykładów taktycz­nych o szyku ogólnym, szyku bojowym armii fryderycjańskiej i o jej użyciu przez Wodza.

Schematycznie szyk bojowy armii wyglądał następująco:

· na prawem skrzydle — jazda w kilku rzutach; pierwszy rzut na wysokości pierwszej linii — 20 rozwiniętych batalionów , z których każdy zajmuje 250—300 kroków frontu;

· za pierwszą — druga linia 10 batalionów ;

· za środkiem drugiej linii kilka batalionów grenadierów[3] i kilka szwadronów (odwód);

· przed frontem pierwszej linii piechoty — linia dział batalionowych i pułkowych; baterie polowe na punktach panują­cych;

· na lewem skrzydle kilka szwadronów;

· przed prawem skrzydłem pierwszej linii piechoty — batal­iony grenadierskie.

Taki szyk bojowy sprawia Fryderyk Wielki zaraz po wyborze miejsca rozstrzygającego — jednego ze skrzydeł przeciwnika, gdyż niema on odwodów ogólnych oraz pragnie wyzyskać możliwie naj­szerzej siłę ognia rozwiniętych batalionów . Po uszykowaniu skośnie do frontu nieprzyjaciela, armia posuwa się schodami od skrzydła, które miało odegrać rolę taranu, składającego się prawie z całej rozporządzalnej jazdy i batalionów grenadierskich, idących przed tym w straży przedniej.

W ten sposób Fryderyk Wielki gromadzi w miejscu rozstrzygającym, najlepsze oddziały, na wzór Epaminondasa i Aleksan­dra Wielkiego. W schodzie — taranie było 40—60 szwadronów i 6 do 10 batalionów , stanowiących kwiat armii pruskiej.

Chcąc zabezpieczyć się przed możliwością przeszkodzenia mu w wykonaniu tak ryzykownego ruchu wzdłuż frontu przeciwnika, Fryderyk Wielki stosuje:

· działania pozorne na odcinkach, na których niema zamiaru nacierać;

· wyzyskanie osłon terenowych dla przeprowadzenia ruchu:

· wysyłanie części swej jazdy ku nieprzyjacielowi;

prócz tego jest on zawsze gotów do zwrócenia się frontem ku nieprzyjacielowi. W tym celu znajduje on się często przy jeździe osłaniającej, co pozwala nie tylko na osobistą obserwację nieprzyjaciela, lecz daje zarazem możność natychmiastowego wykonania powzię­tego postanowienia, ponieważ te oddziały jazdy trzyma on stale w ręku.

Opisany szyk bojowy zdaje się wskazywać na bitwy, prowa­dzone według sztywnego schematu, schematu, którego naczelny wódz nie zdoła przystosować do okoliczności, gdy bitwa już roz­gorzeje i kiedy bataliony pójdą do szturmu. Tak jednak nie jest, gdyż brak silnych odwodów Fryderyk Wielki zastępuje użyciem mas jazdy (50—100 szwadronów pod jednym dowódcą) do wykona­nia manewru oskrzydlającego przez co armia zyskuje, bo jazda jest zdolna do przeprowadzenia manewru w dowolnym kierunku, zaś piechota uwolniona dzięki temu z odwodu, zwiększa ilość strzelców (a więc i natężenia ognia) w pierwszej linii szyku.

Trzymając w swym ręku jazdę do ostatniej chwili, nie roz­strzyga on tym samem z góry przebiegu bitwy w sensie sztywnego schematu, ma więc do ostatka możność nie tylko wszczęcia bitwy.

ROZDZIAŁ II. Przykłady taktyczne.

Bitwa pod Rossbach (5 listopada 1757 r.),

W końcu października Fryderyk Wielki ruszył ku Berlinowi ze względu na zagrożenie tego ostatniego przez sprzymierzonych (zagon 1.500 jazdy i 2.000 piechoty), pozostawiając na rzece Saali Keith’a z 7 batalionami i 6 szwadronami. Sprzymierzeni, dowiedziawszy się o tym ruszyli ku Saali i przeprawiwszy się pod Weissenfels, zagrozili Lipskowi (25 października); następnego dnia przybył do Lipska Fryde­ryk Wielki, gdzie w ciągu 5 dni zgromadził 24.000 ludzi (31 batalionów i 45 szwadronów).

W międzyczasie dzięki przybyciu Richelieu (20 batalionów i 18 szwadronów) siły sprzymierzonych wzrosły do 60.000 ludzi.

Armia pruska stanęła na wyżynie, otoczonej z trzech stron stru­mieniem Leiba. Z tyłu za obozem znajdowało się wzgórze Janus (rys.2).

Rano, 5 listopada, sprzymierzeni ruszyli trzema kolumnami, celem obejścia lewej flanki armii pruskiej, w ogólnym kierunku na wzgórze Janus.

Dla ubezpieczenia tego ruchu, jak również i dla działania pozor­nego zostawiono St. Germain’a z 8.000. Zatrzymawszy się w odległości 1.700 m zaczął on ostrzeliwać wieś Schortau, w której stała pruska straż przednia i huzarzy.

W tym dniu o godzinie 9 Fryderyk Wielki, dowiedziawszy się o ruchu sprzymierzonych i przypuszczając, że jest to ruch odwrotowy, wyznaczył 10 batalionów na rozbicie St. Germain’a.

Sprzymierzeni zatrzymali się pod Zeichfeld i wysunąwszy naprzód księcia Broglie z 52 szwadronami ruszyli ku Betstadt, zosta­wiając pod Almsdorf kilka batalionów i 5 szwadronów dla obserwacji.

Fryderyk, zobaczywszy te wszystkie ruchy przeciwnika z dzwon­nicy kościelnej w Rossbach, zrozumiał ich cel.

Około godziny 14 Fryderyk zwinął obóz i ustawiwszy dla walki z St. Germain’em 2 bataliony i 7 szwadronów huzarów, uszykował pozostałe oddziały w dwie kolumny z jazdą Seidlitza na czele i ruszył niemi ku Merseburgowi, ustawiając 5 szwadronów huzarów na wzgó­rzu Janus.

RYSUNEK 2

a — ruch sprzymierzeńców

b — piechota

c — jazda (podczas ataku)

d — huzarzy

e — 2 linje jazdy Seidlitza

f — ruch pruskiej piechoty

g — ruch pruskiej jazdy

h — zasłona boczna

i — huzarzy

Sprzymierzeńcy postanowili przeciąć drogę „odwrotu” armii Starego Fryca i rzucili swą jazdę celem obejścia wzgórza Janus.

Fryderyk, wyruszając z obozu zamierza uderzyć czołowo na kolumny nieprzyjacielskie.

Na wzgórzu Janus ustawił on baterię z 18 dział, które zaczęły ostrzeliwać jazdę francuską; 8-mio działowa bateria tej ostatniej nie mogła zwalczyć o wiele silniejszej artylerii pruskiej.

O godzinie 15 minut 30 Seidlitz okrążywszy wzgórze i zaszedł­szy plutonami w prawo ruszył z odległości 1.000 m. na czoło jazdy przeciwnika, w dwóch rzutach (15 szwadronów — w pierwszym i 18 — w drugim) i jednocześnie 5 szwadronów huzarów stojących na wzgórzu Janus sunęło, obchodząc prawą flankę przeciwnika (rys. 3).

Ta szarża rozbiła jazdę francuską, która uciekła w popłochu. Pozostałe 4 pułki zostały rozbite szarżą drugiego rzutu i 5 szwadronów huzarów.

Seidlitz ścigał uciekających aż do Reichstwerben, po czym ze­brawszy swą jazdę na południe od Tagewerben zagroził skrzydłu i tyłom piechoty nieprzyjacielskiej.

Podczas szarży, piechota pruska uszykowała się w dwóch rzu­tach (19 batalionów – w pierwszym i 6 — w drugim) i zaczęła posu­wać się skokami batalionowymi od lewego (rys. 4).

Ks. Hildburghausen pod osłoną ognia 30 dział zaczął szykować swą piechotę, ostrzeliwaną gwałtownym ogniem artylerii pruskiej i 7 batalionów pruskiej piechoty.

Po kwadransie, gdy piechota sprzymierzonych zachwiała się, Seidlitz ruszył na nią swym pierwszym rzutem, kończąc tym zwycięstwo.

RYSUNEK 3

Przeciwnik uciekł ku Erfurtowi, Eisenach i Freiburgowi. Pru­sacy ścigali go do północy na polu walki i ruszyli do Freiburga dopiero następnego dnia, gdzie zatrzymawszy się wysłali tylko niewielkie oddziały, celem ścigania uciekających ku Erfurtowi rozbitków.

Straty Prusaków — 540 ludzi, straty sprzymierzonych 7.000 ludzi, 67 dział, 22 chorągwie i sztandary i cały tabor.

W bitwie tej uderza rozstrzygające znaczenie jazdy oraz umie­jętne jej użycie przez Fryderyka Wielkiego z drugiej strony, przy jednoczesnym zupełnie niewłaściwym jej wykorzystaniu przez sprzy­mierzonych.

Fryderyk Wielki zrozumiawszy cel ich manewru postanawia zgnieść piechotę i jazdę nieprzyjacielską szarżą czołową—manewrem o tyle rozstrzygającym, że wtedy nie umiano rozwijać kolumn od czoła, wszelkie więc uderzenie w tę część kolumny niosło w sobie jej zupełną zagładę.

Rozmiar klęski zwiększyło jeszcze wkroczenie na flankę pięciu szwadronów huzarów.

Tutaj uderza nas szybkość decyzji Starego Fryca, który siedząc na dzwonnicy od razu ocenił położenie i błyskawicznie zbudowawszy plan walki, rozdzielił odpowiednio swe siły.

Te pięć szwadronów to nie oddział obserwacyjny, to oddział, którego uderzenie miało zwiększyć porażkę jazdy francuskiej, idącej pod ogniem baterii Moliera (18 dział — wzgórze Janus).

Ogień tej baterii to przykład zaskoczenia ogniem artylerii nieprzyjaciela, który na mocy prostego stwierdzenia ruchu na Merseburg rzuca swą jazdę naprzód bez żadnych środków ostrożności (zwiady, ubezpieczenie).

Pierwszy moment bitwy wygrywa Seidlitz swą jazdą, z którą znakomicie współdziałają huzarzy (5 szwadronów), uderzając we właściwym czasie na prawą flankę Francuzów.

Tutaj dzięki prostocie manewru, dobremu współdziałaniu formacji (Seidlitz i huzarzy) oraz znakomitemu prowadzeniu szarży — Fryderyk Wielki wygrał.

To jeszcze nie wszystko, wszak pozostała piechota sprzymie­rzonych (książę Hildburghausen) rozwijając się w kierunku batalionów pruskich.

Piechota ta była jednakże zagrożona dzięki ruchowi Seidlitza, który, traktując 1. szarżę jako część całości działań na polu walki, od razu przeszedł po niej na stanowisko zagrażające tyłom piechoty sprzymierzonych (Tagewerben).

Bierze ją pod silny ogień bateria Moliera i 7 batalionów pie­choty pruskiej a Seidlitz… czeka aż ogień zrobi swoje t. j. aż piechota sprzymierzonych zachwieje się.

Czeka, trzymając swe szwadrony w garści, gotowe do rzucenia się w oznaczonym kierunku i czasie.

Nareszcie nadchodzi chwila oczekiwana, oto piechota sprzy­mierzonych zaczyna chwiać się — komenda i szwadrony rwą do szarży, łamiąc bataliony zachwiane ogniem artylerii i piechoty własnej.

Linia batalionów pęka i jazda rusza w pościg ograniczony do pola walki.

Zwycięstwo jest zupełne!

Rozpatrzmy teraz poszczególne cechy budowy planu bitwy i jej przeprowadzenia.

Fryderyk Wielki wybiera rozstrzygnięcie najprostsze i najbardziej stanowcze.

Z St. Germain’em nie trzeba się liczyć, bo sztuka i zostawione siły wykluczają jego wkroczenie do bitwy. Jest on za słaby, by wpły­nąć na losy bitwy. Prócz tego „czeka na rozkaz” w zupełnej bez­czynności.

Jeździe daje rolę główną, przy czym nie potrzebuje liczyć się zbytnio z manewrem piechoty nieprzyjacielskiej, gdyż jego jazda po rozbiciu jazdy nieprzyjaciela zajmuje od razu stanowisko zagrażające każdemu możliwemu położeniu piechoty sprzymierzonych.

W ten sposób plan bitwy od razu wyrzuca poza nawias piechotę księcia Hildburghausena, jako narzędzie zdolne do przechylenia szali zwycięstwa na stronę sprzymierzonych.

Wynik pierwszej szarży Seidlitza rozstrzyga więc o zwycięstwie.

Szarżę tę przeprowadzają dwie masy jazdy z powodzeniem, gdyż umiejętnie współdziałają z sobą, jak również i z artylerią.

Pierwszy więc okres bitwy — to walka współdziałających zna­komicie dwóch mas jazdy i artylerii (Seidlitza, huzarzy i Molier).

W jej wyniku jazda francuska znika z pola bitwy.

Pozostaje piechota, którą wiąże się od czoła ogniem artylerii i piechoty własnej, zaś łamie szarżą jazdy [15 szwadronów) na tyły.

Drugi okres bitwy to współdziałanie ognia i ruchu, ognia celem przykucia przeciwnika do terenu — związania go — i zachwiania; ruchu celem dostatecznego rozbicia.

W obu okresach, a zwłaszcza w drugim, jaskrawo uwypukla się jedność doktryny pruskiego korpusu oficerskiego.

W pierwszym — dowódca 5 szwadronów huzarów musi wiedzieć co robi Seidlitz i kiedy, Molier musi znać zamiary obydwóch; w dru­gim — Molier i dowódca 7 batalionów piechoty muszą znać zamiary i zadanie Seidlitza.

To jeszcze mało, tylko doskonała jedność doktryny, połączona z odczuciem rzeczywistości pola walki, pozwoli tym wszystkim dowód­com, rozdzielonym przestrzenią i nieprzyjacielem na działanie zgrane, tak jak działanie dwóch rąk jednego człowieka.

Tutaj nie może być rozkazu, bo pole bitwy, jego krwawa rzeczywistość jest zmienna — rozkazy Wodza zastępuje, a w każdym razie uzupełnia, jedność doktryny i odpowiednie wyszkolenie taktyczne.

Streszczając, widzimy, że Fryderyk Wielki wygrał dzięki szyb­kiemu zorientowaniu się w celu manewru nieprzyjaciela, odpowied­niemu podziałowi zadań między poszczególne swe jednostki, odpo­wiedniemu wykonaniu tych zadań, znakomitemu współdziałaniu broni, jedności doktryny i wysokiemu esprit de corps swej świetnej jazdy idącej bez wahania w bój z przeważającym przeciwnikiem (52 szwad­rony Francuzów i 38 Prusaków).

Bitwa pod Rossbach — to bitwa zaczęta i przeprowadzona przez jazdę, ze względu zaś na rozstrzygające znaczenie wyniku zderzenia się dwóch mas jazdy, jest ona bitwą jazdy.

Bitwa pod Zorndorff (25 sierpnia 1758 r.).

Siły króla 36.000 ludzi, siły Rosjan 40.000.

Ruchy poprzedzające bitwę pod Zorndorff, a mające na celu uwolnienie Kistrzynia od blokady Fermora przedstawia rysunek 4.

RYSUNEK 4

Wynikiem tych ruchów było zajście armii Fryderyka Wielkiego na tyły Rosjan.

Fermor chcąc uniknąć uderzenia z tyłu kazał każdemu pułkowi zrobić „w tył zwrot”, zachowując poprzednią długość frontu.

Stanął on teraz na stanowisku o tyle niebezpiecznym, że mającym z tyłu trudną do wyjścia przeszkodę, Prusacy zaś znaleźli się przed frontem Rosjan.

Teren bitwy, jak widać ze szkiców, jest podzielony na odcinki, ograniczone głębokimi kotlinami.

Fryderyk Wielki postanawia natrzeć z początku przeważającymi siłami na prawe skrzydło Rosjan, oddzielone od reszty sił kotliną Galgengrund, a następnie rozwinąć natarcie wzdłuż centrum i lewego skrzydła.

Uszykowanie armii pruskiej. W pierwszym schodzie Manteuffel (8 batalionów ), 30 kroków za nim Kanitz (9 batalionów w pierwszym rzucie i 8 w drugim) idący naprzód na odcinku kotliny Zabergrund — Galgengrund; prawe skrzydło zostaje w schodzie na wschód od Galgengrund (11 batalionów w pierwszym rzucie i 4 w drugim) celem ubezpieczenia swej flanki; w lewo od Kanitza idzie Seidlitz z 36 szwadronami, w prawo od Dona — Schorlemer z 20 szwadronami, Z tyłu — 25 szwadronów dragonów jako odwód.

Bitwę rozpoczyna ogień 60 dział ciężkich niszczący 16 batalionów uszykowanych w zwartej masie na rosyjskiem prawem skrzydle.

Dopiero po dwóch godzinach przygotowania natarcia, straże przednie idą naprzód pod morderczym ogniem rosyjskiej artylerii.

Srodze przetrzebione bataliony Manteuffla idą wzdłuż kotliny Zebergrund; łączą do nich bataliony Kanitza prącego na najmniej osłabione centrum Rosjan (24 bataliony).

Obaj widzą, że Rosjanie zaczynają ich dwustronnie oskrzydlać; oskrzydlenie 14 rosyjskich batalionów prawego skrzydła Kanitza załamują się w ogniu artylerii pruskiej, lecz 16 batalionów i 14 szwa­dronów Rosjan oskrzydla z powodzeniem lewą flankę Manteufla, nacierając jednocześnie czołowo.

Prusacy cofają się, ponosząc wielkie straty.

Rosjanie prąc odsłaniają swą prawą flankę, z czego korzysta Seidlitz, który przeprawiwszy się przez uważaną za nie do przebycia kotlinę Zabergrund, uderza łącznie z dragonami odwodu.

20 szwadronów szarżuje czołowo, 18 — na flanki i tyły.

Prawe skrzydło Rosjan zostaje zniszczone jednorazowym natar­ciem z trzech stron.

Seidlitz nie może wesprzeć flankowo natarcia czołowego przez przejście Galgengrund; natarcie Kanitza odpadło dzięki znacznej przewadze liczebnej Rosjan.

Bitwa zostaje przerwana i armia szykuje się na nowo.

15 batalionów Dona pójdą kotliną Langengrund i wsparte przez Schorlemera rozbijają lewe skrzydło Rosjan, a następnie, centrum.

Jednocześnie Kanitz natrze na centrum z południa, a Seidlitz z zachodu.

Wykonaniu tego planu przeszkodził nieco Demicou, który nagle pojawiwszy się ze swą jazdą, rozbija wielką baterię prawego skrzydła i rzuca się na piechotę.

Natarcie to zostaje odparte ogniem piechoty i szarżą jazdy Schorlemera. Demicou cofa się ku Ziecher.

Jakkolwiek jazda rosyjska zostaje zniszczona przy swej próbie natarcia, jednakże jej działalność zdemoralizowała lewe skrzydło Pru­saków, tak, że zaczyna ono cofać się w panice i zatrzymuje się do­piero pod Wilkersdorff.

Wchodzi na widownię Seidlitz (56 szwadronów) i idzie na lewo od Steinbusch, a Dona — wzdłuż kotliny Langengrund.

Celem ich działań jest masa 38 batalionów rosyjskich.

Natarcie rozpoczyna się (rys. 5).

RYSUNEK 5

Lewe skrzydło Rosjan zaczyna się chwiać i bojąc się odrzucenia na bagna Hoffenbruch ucieka ku Kwarczenowi, odsłaniając lewą flankę centrum.

Dona wykonywa „na lewo zachodź”!

Centrum Rosjan natarte z dwóch stron i mające z tyłu rzekę nie do przejścia w bród cofa się poza Galgengrund i zatrzymuje się na wzniesieniu pod jego osłoną.

Położenie jest krytyczne.

Jazda po całodziennej walce jest niezdolna do dalszej pracy.

Oddziały Kanitza znów nie okazują się na wysokości wymagań, a Forsad (następca Dona) nie umie sam rozstrzygnąć walki.

Wynik działań jest następujący: Rosjan jest obecnie tylko 19.000, Prusaków 23,000.

Przeciwnik jest więc okrążony i postawiony w położenie bez wyjścia, lecz z drugiej strony Fryderyk Wielki musi natychmiast iść na Śląsk i do Saksonji, aby zatrzymać najazd Austriaków.

To też cofa się wieczorem 26 sierpnia, przez Langengrund na Ziecher; Rosjanie korzystają z tego i 27 rano idą na Klein Kamin.

W wyniku tej bitwy Fermor idzie ku Wiśle z nie więcej jak 1/2 częścią sił rozporządzalnych na 25 sierpnia.

W obydwóch okresach bitwy jazda pruska odegrała rozstrzyga­jącą rolę.

O wielkości jej wysiłku świadczą 3 szarże w ciągu 10 godzin i straty wynoszące 20% stanu.

W okresie pierwszym Seidlitz dzięki swym u umiejętnemu wkro­czeniu porażkę zamienia w częściowe zwycięstwo.

Wkroczenie to jest tym bardziej godne uwagi, że Seidlitz wbrew rozkazowi króla przeczekał, aż Rosjanie dostatecznie poruszą się na­przód i w ten sposób jeszcze bardziej odsłonią swą flankę.

Dopiero gdy uznał, że położenie Rosjan zapewni szarży odpowiednie korzyści, wtedy uderzył odwracając szalę bitwy i niszcząc prawe skrzydło Rosjan.

W drugim okresie Schorlemer szczęśliwym wkroczeniem odsuwa klęskę od piechoty, wstrząśniętej na duchu i niszczy jazdę rosyjską, zwiększając przez to jeszcze bardziej grozę położenia Rosjan.

Seidlitz groźbą oskrzydlenia zmusza Rosjan, bojących się prócz tego wrzucenia do bagna Hoffenbruch, do odwrotu za Galgengrunt.

Rosjanie wycofując się za Galgengrunt, mogliby być rozbici przez jazdę pruską, idącą drogą Seidlitza przez Zabergrund, gdyby jazda nie była zupełnie wyczerpana 10 godzinną walką.

W każdym razie, na tak trudnym terenie, jazda potrafiła dwa razy klęskę zamienić w zwycięstwo, a trzeci raz groźbą swych dzia­łań zmusiła przeciwnika do wycofania się, i to wtedy, kiedy już sama nie mogła walczyć z powodu wyczerpania. To ogromne wyczerpanie jazdy i mierna wartość żołnierzy Kanitza, kazała Fryderykowi Wiel­kiemu rozpatrzeć szczegółowo możliwości dalszej walki; o wyniku tych rozważań rozstrzygnęły względy polityki i strategii (wtargnięcie Austriaków do Saksonji i na Śląsk); dlatego właśnie bitwa zakoń­czyła wycofaniem nieprzyjaciela, a nie zupełnym jego rozbiciem.

Z tych powodów nie można by tej bitwy nazwać bitwą jazdy, gdyby nie fakty jej rozstrzygających wkroczeń podczas poszczególnych okresów walki.

W bitwie tej energia i przedsiębiorczość dowódców (Seidlitz, Schorlemer) i ofiarny wysiłek szeregowych zapisały chlubną kartę w historii jazdy pruskiej i fryderycjańskiej doktryny jej taktycznego użycia, stwierdzając raz jeszcze, że dla jazdy dobrze wyszkolonej, zorganizowanej i prowadzonej przez prawdziwych dowódców jazdy niema rzeczy niemożliwych i niema przeszkód na polu walki!

Bitwa pod Leuthen (5 grudnia 1757 r.).

Siły króla — 32.000 i 167 dział (48 batalionów i 128 szwadro­nów); Austriaków 90.000 i 30 dział (84 bataliony i 144 szwa­drony).

Rano, 5 grudnia, armia pruska ruszyła w kolumnach z biwaku nocnego mając przed sobą straż przednią (Ziethen — 9 batalionów i 45 szwadronów) z królem.

Pod Borne Ziethen napotkawszy hr. Nostitza z 25 szwadronami jazdy saskiej i austriackiej, rozbił go i odrzucił na Frobelwitz.

Król na mocy osobistych zwiadów postanowił natrzeć na lewe skrzydło armii księcia Karola Lotaryńskiego, w tym celu siła główna przez Borne, a Ziethen z pod Borne, skręciła na prawo i ruszyła pod osłoną jazdy Ziethena wzdłuż frontu armij sprzymierzonych.

Sprzymierzeni myśleli, że król pruski odstępuje.

Prusacy doszedłszy do linii Lobetintz — Schtrigwitz rozwinęli się na niej według rys. 6.[4]

To uszykowanie pozwalało na uderzenie wzdłuż frontu sprzy­mierzeńców, wywracając ich lewe skrzydło i zmuszając do zmiany frontu.

Uderzenie to byłoby tym groźniejsze, że jeszcze podczas mar­szu Prusaków wzdłuż frontu, książę Karol przerzucił odwód Aremberga i część jazdy Nadastie na prawe skrzydło, pozbawiając się odwodu i osłabiając to skrzydło, na które miały spaść żelazne bataliony pruskiej piechoty i świetne nie znające przeszkód szwadrony jazdy Starego Fryca.

Około południa 3 bataliony grenadierów (Wedel) wsparte 10 działami ruszyły naprzód na lasek (południe od Zagschutz), który opanowali bez walki; książę Maurycy Dessau z batalionami również w ten sposób opanował drugi lasek.

Dzięki temu dwa punkty oporu wpadły w ręce Prusaków.

W międzyczasie za temi dwoma oddziałami szła cała armia pru­ska batalionowymi schodami (odległość między bataljonami 50 kro­ków) — rysunek 7/5a.

Również i Ziethen szedł razem z natarciem straży przedniej i przeprawiwszy się przez strumyk (nieco na prawo) uderzył i rozbił jazdę Nadastie rysunek 7/5, która uciekając pociągnęła za sobą pie­chotę. Nadastie schronił się do lasu między Leuthen i Rathen (rysunek 8). Książe Karol dopiero teraz zrozumiał plan Fryderyka Wielkiego gdy jego lewe skrzydło było rozbite i nakazał zmienić front.

Jazda jego lewego skrzydła nacierała kilkakrotnie na piechotę pruską, aby dać swej piechocie czas na wykonanie nakazanego „wtył zwrot”, cała artyleria zajechała na pozycję, na wzgórze pod Leuthen.

RYSUNEK 6

Walka o Leuthen trwała do godziny 16 ze zmiennym szczęściem ostatecznie jednak Prusacy opanowali ją, przy pomocy licznej artylerii dosłownie koszącej zwarte, głębokie szeregi piechoty sprzy­mierzonych zgromadzonej pod Leuthen (rys. 9).

RYSUNEK 7

W tym czasie Lucchesi zbliżywszy się do Leuthen z 70 szwa­dronami rzucił się na bataliony drugiego rzutu Prusaków, gdyż nie widział jazdy Driesena idącej w schodzie z tyłu.

Driesen, widząc manewr Lucchesi, uderzył na niego 40 szwadro­nami czołowo, 10 — ze skrzydła i 10 — huzarów na tyły (rysunek 9).

Jazda austriacka rozbita uciekła, wtedy Driesen natarł na pie­chotę austriacka stojącą poza Leuthen, czym również zmusił ją do ucieczki.

Następnego dnia o świcie Ziethen idzie w dalszy pościg z 96 batalionami, 55 szwadronami na Wrocław. Ziethen ścigał uciekają­cych aż do zmroku. Straty Austriaków — 6.500 zabitych i rannych, 23.000 jeńców i 6.00 dezerterów, cała artyleria i tabor.

Rozpatrując bitwę pod Leuthen widzimy że:

1. książę Lotaryński błędnie ocenił zamiary przeciwnika, ponieważ, biorąc starcie się straży przednich za chęć Fryderyka wy­konania manewru na prawe skrzydło Austriaków, od razu przesu­nął swe odwody z centrum na rzekomo zagrożone skrzydło, przez co odsunął je na 10 km. od skrzydła lewego, a więc pozbawił się faktycznie możności wsparcia tegoż skrzydła (o czym zresztą nie myślał zupełnie — patrz niżej) w razie potrzeby.

2. Zupełnie nie zrozumiał celu ruchu armii pruskiej przez co pozwolił jej na rozwinięcie się na swym lewem skrzydle pozbawionym odwodów.

Głównym jego błędem było zaniechanie uderzenia na masze­rującą (za osłoną wzgórz) przed jego frontem armię pruską, którą Daun uważał za cofającą się.

Z faktu tego wynika jeszcze i to, że Austriacy nie chcieli bitwy.

3. Nawet po uderzeniu Prusaków na laski na linii Zagschiitz- Golau, nie wyzyskał oddziałów nie związanych walką (szwadronów Nadastie) do wrzucenia batalionów Wedla i księcia Maurycego do rzeki.

Szwadrony te po starciu się z jazdą Ziethena wykonały odwrót łącznie z resztą oddziałów Nadastie.

4. Zmianę frontu wykonał za późno. gdyż już po cofnięciu się Nadastie, przez co armia austriacka stanęła równolegle do pruskiej zajmując mniejszy front.

Gdyby pozostawiając Nadastie’mu walkę opóźniającą z prawem skrzydłem armii pruskiej, ściągnął on 24 szwadrony, z drugiego rzutu, stojącego między Zagschutz i Leuthen i połączywszy je z 54 szwadronami prawego skrzydła, masą tą — 78 szwadronów — ude­rzył na skrzydło lewe i tył piechoty pruskiej, zasłaniając się od jazdy Driesena, kilkoma szwadronami spieszonemi, rozbiłby ją, a w każdym razie wepchnąwszy pod ogień własnej artylerii — zmusił do ucieczki.

O ile zaś nie chciał wykonać tego manewru, w takim razie mógł zmienić front w ten sposób, że pchnąwszy 54 szwadrony jazdy prawego skrzydła na wysokość Leuthen celem połączenia się z 56 szwadronami tam stojącymi, kazać piechocie centrum oprzeć się swym lewem skrzydłem o Bystrzycę, zaś batalionom prawego skrzydła — przedłużyć front tak, aby stanąć skośnie do armii pruskiej.

RYSUNEK 8

Grenadierzy z Leuthen i Frobelwitz stanowiliby kolumnę szturmową idącą naprawo w tył od jazdy prawego skrzydła.

RYSUNEK 9

Artylerja powinna była stanąć tak, aby móc ostrzeliwać szcze­gólnie pruskie prawe skrzydło.

W ten sposób oparty o rzekę i uszykowany skośnie do armii pruskiej, zmusiłby ją do zmiany szyku, co wykorzystując i pchnąwszy nagle 110 szwadronów na jej lewe skrzydło wparłby ją do rzeki.

Że mógł sobie pozwolić na taką zmianę frontu ze swą pie­chotą tego dowodem jej uporczywa obrona pod Leuthen.

Przy takim uszykowaniu, przeciwnik, który musiałby przejść jeszcze jakieś 2 km. od linii Zagschiitz-Golau, nowej, obecnie dru­giej linii, co zmieszałoby go.

Uderzenie jazdy dokonałoby reszty.

Tymczasem zamiast dać Nadastie’mu zadanie osłony zmiany frontu, niszczy on niepotrzebnie 56 szwadronów lewego skrzydła każąc im szarżować na piechotę pruską.

Bitwa rozbija się na walki poszczególnych oddziałów sprzy­mierzonych, coraz słabiej odczuwających wolę kierowniczą.

Prawe skrzydło za późno zmieniwszy front nie gra już żadnej roli w bitwie — odwleka tylko klęskę.

Zmiana frontu z osią obrotu w Leuthen nie przyniosła księciu Karolowi żadnej korzyści.

5. Fryderyk Wielki powziąwszy zamiar natarcia na najsłab­sze miejsce szyku przeciwnika (oddziały o małej wartości bojowej) wykonał go z całą bezwzględnością, metodycznie i prawie według schematu swych instrukcji.

Jazda jego odznacza się i tutaj samodzielnością i inicjatywą; zwłaszcza Driesen „ostrożnie” kryjący się za piechotą lewego skrzy­dła, niweczy szarżą jazdę Lucchesi’ego — jedyny taktycznie dobry ruch Austriaków.

Jazda pruska gra w tej bitwie rolę bardzo znaczną; wiążąc Nadastie’go nie pozwala mu na wsparcie zagrożonego skrzydła pod Leuthen; nacierając na piechotę stojącą pod Leuthen, Driesen zmu­sza ją do ucieczki, prócz tego wywraca w szarży szwadrony Lucchesi’ego i w ten sposób obaj (Ziethen i Driesen) wspierają się wzajemnie i ułatwiają swej piechocie walkę; następnie Ziethen przeprawiwszy się przez rzeczkę i widząc Driesena w pościgu, rzuca się mu na pomoc bez rozkazu, rozumiejąc bardzo dobrze całe zna­czenie i potęgę jazdy w tym okresie walki. Tutaj postąpił on w myśl zasady, że „w natarciu łączność leży w nieprzyjacielu”.

Ze strony Fryderyka Wielkiego mamy więc:

1) dobrą ocenę położenia;

2) dobry wybór miejsca natarcia;

3) współdziałanie broni (piechota wiąże, jazda łamie);

4) znakomite współdziałanie dowódców oddziałów rozdzielo­nych przestrzenią i nieprzyjacielem.


[1] Artykuł ten publikowany był w przedwojennym „Przeglądzie Kawaleryjskim”, Warszawa, sierpień, rok 1925 w numerach 4 (8) – 5 (9) – 6 (10).

[2] Chodzi o okres międzywojenny.

[3] Bataljon grenadjerów tworzono podczas wojny wdyzielając w obrębie pułków piechoty szóste (grenadjerskie) kompanje z bataljonów linjowych – przypis autora.

[4] zmieniona numeracja rysunków, aby zachować ciągłość w ramach poszczególnych rozdziałów, publikowany oryginalnie w osobnych numerach „Przeglądu Kawalerysjkiego”.

Czasy Fryderyka Wielkiego

Artmedia

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *