Instynkt piechura

Instynkt piechura

KT Kawaleria 0 Komentarzy

Nikt nie rodzi się jeźdźcem, jednak dzięki chęci i pracy jaka jest do tego niezbędna z piechurów możemy przeistoczyć się w jeźdźców. Nie zdajemy sobie jednak sprawy jak mocno w poprzek tego zamierzenia stoi instynkt piechura, który czuje się bezpiecznie jedynie wtedy, gdy ma pod stopami ziemię a gdy jej brak, strzemiona.  Problem w tym, że dopóki ich nie wynaleziono jeźdźcy doskonale sobie radzili bez nich, gdyż instynktownie znajdowali w tej nienaturalnej dla istot dwunożnych sytuacji „ratunek” w jedyne możliwym i najefektywniejszym oparciu się na kościach siedzeniowych, a nie znając anatomii nawet nie zastanawiali się nad tym, że siedząc na grzbiecie konia tak naprawdę dzięki dwupunktowemu podparciu nadal stoją na krótkich odcinakach kości udowej (od główki zamocowanej w miednicy do krętarza mniejszego).

Przez wieki zachodni styl jazdy cechowała równowaga  pomiędzy dosiadem dwupunktowym a długością strzemion, która została zachwiana z chwilą zmiany przeznaczenia konia z wyłącznie użytkowej na sportową. Wiadomo, że sport wyczynowy dla wyniku nie liczy się z niczym, dzięki czemu pęd za coraz lepszymi osiągnięciami sportowymi doprowadził do powszechnego zaakceptowania tego, że to co dobre w wyczynie jest dobre dla wszystkich. Zanikła granica pomiędzy sportem wyczynowym a masowym, który dla większości jeźdźców nie mających czasu i pieniędzy na wielogodzinne treningi jest sportem wysoce ekstremalnym, biorąc pod uwagę metody szkolenia jakim są poddawani.

W mocnym oparciu stóp nie ma nic złego, gdyż to dzięki balansowaniu na piętach i palcach, nasz mózg, poza naszą świadomością, kontroluje położenie naszego ciała w przestrzeni gdy stoimy, spacerujemy czy biegamy. Podobny mechanizm będzie działał gdy „siedzimy” w siodle, dopóki nie zaczniemy wykorzystywać tej sytuacji do innych celów, nie związanych z samą jazdą konną czyli np. do strzelania z łuku lub do skoków przez przeszkody. W przeszłości, by efektywnie wykorzystać konia jako platformę bojową na wschodzie skracano strzemiona z jednoczesnym cofnięciem zaczepów puślisk pod środek ciężkości jeźdźca, współcześnie skraca się strzemiona po to, by sprawnie skakać przez wysokie, strome przeszkody, ale po co to robić jeśli jeździec nie strzela z łuku i nie skacze przez przeszkody?

Piszę o podparciu dwupunktowym gdy tymczasem np. w książce „Nauka Jazdy Konnej” Wilhelma Müsselara na stronie 33 w rozdziale „Działanie ciężarem jeźdźca” jest następujący fragment: „Każde ciało może mieć kilka podpór, np. stół na czterech nogach (jak koń) lub na trzech nogach (jak jeździec na obu kościach kulszowych i kroczu)”.   Informację o siadzie na kościach kulszowych mylonych z siedzeniowymi znalazłem w kilku współczesnych poradnikach (są także w pytaniach na odznaki PZJ) dotyczących jazdy konnej, niestety ich autorzy nie sprawdzili w atlasach anatomicznych, że kości kulszowe i krocze to jedno i to samo.   Pomijając błąd w nazewnictwie samo to, że Wilhelm Müsselar zaleca siad na 3 punktach można rozumieć jako optymistyczne założenie, że będzie to stały kontakt z powierzchnią siodła poprzez kość kulszową i krętarze mniejsze (popularnie nazywane kośćmi siedzeniowymi). W praktyce możliwa jest jednak taka sytuacja, że przy silnym pochyleniu tułowia do przodu cały ciężar ciała jeźdźca może chwilowo spoczywać wyłącznie na trzecim punkcie czyli na częściach ciała okrywających przednią część kości kulszowej a to przyjemne i wygodne nie jest.. Twierdzeniu W. Müsselar o prawidłowości 3 punktowego dosiadu przeczy istnienie i stosowanie siodeł  typu McClillan, Whitman i im podobnych ( np. współczesnych rajdowych)  z pokaźną dziurę pośrodku (nie służącą wg błędnych twierdzeń niektórych „znawców” tematu do wentylacji) która zmusza jeźdźca do siadu tylko na kościach siedzeniowych.

Siodło oficerskie typu Whitman

Siodło oficerskie typu Whitman

 

Geneza tych siodeł sięga antyku gdy ludzie odkryli, że wygodniej jest siedzieć na koniu z wydatnymi mięśniami biegnącymi wzdłuż kręgosłupa niż na takim który ich nie ma ( Ksenofont Hippika – 2300 pne  … wygodniej jest jeździć na dwu-grzbietym koniu…) .    Niestety, dosiad z silnym przyleganiem kością kulszową do powierzchni siodła jest u nas powszechnie spotykany na skutek używania siodeł dokładnie dopasowanych do obrysu dolnej części ciała jeźdźca. Nie dlatego, że brak płaskich siodeł, ale dzięki złudnemu przekonaniu, że ciasne siodło poprawi dosiad jeźdźca. Takie przekonanie doprowadziło do stworzenia wąskiej, niewygodnej metody poruszania się na koniu, w której jeździec siedzi na kroczu, i własnym ciężarem wytwarza nacisk który musi zmniejszyć przenosząc ciężar na strzemiona( osłabia dosiad), przy czym garbi się i usztywnia, czym jeszcze bardziej szkodzi ruchowi zespołu koń-jeździec.

 

siodło sarmackie III w. p.n.e

Dwa grzbiety – siodło sarmackie III w. p.n.e. Namalowane na podstawie znalezisk historycznych. Dario Wielec (USA)

 

Teraz wszyscy nowocześni jeźdźcy będą się zapierali, że nie gniotą się w krocze, że wymyśliłem coś paskudnego, ale proszę odpowiedzieć szczerze na proste pytanie, siedzicie koleżanki i koledzy wzdłuż czy w poprzek? Siedzenie w poprzek oznacza, że jeźdźcy bez różnicy płci czują, że kontaktują się z siodłem wyłącznie poprzez krętarze mniejsze a po środku, co najwyżej przylegają do powierzchni siodła bez uwierania.

Jeśli jeździec siedzi słabo na kościach siedzeniowych i ma cofnięte pod tułów łydki i stopy (co jest współcześnie uznawane za jedyną prawidłową pozycje na koniu) to w czasie jazdy wszystkimi chodami  ma problem z utrzymaniem równowagi w pionie ( jedzie cały czas lekko pochylony do przodu a przy zwalnianiu łatwo przechla się do przodu, przy ruszaniu do tyłu) zatem by utrzymać stałą pozycję chwyta się łydkami boków konia ( martwa łydka) usztywnia się i dosłownie „zawisa” na wodzach. Koń na ciągnięcie odpowiada napieraniem na wędziło na skutek czego dwa miękkie z natury paski skóry stają się twarde jak stal i zaczynają służyć jako narzędzie do utrzymania równowagi w pionie w kierunku przód -tył.

Przy podparciu dwupunktowym tj. na kościach siedzeniowych chwyt realizowany jest udem do kolana, dzięki czemu do utrzymania równowagi przód-tył jeździec używa mięśniu brzucha i biegnących wzdłuż kręgosłupa, łydka i stopa znajduje się przed jeźdźcem, i to wystarcza by „program” służący zachowaniu równowagi zapisany w naszych głowach działał podobnie jak na ziemi. W przed XX wiecznych systemach jeździeckich początkowy okres szkolenia na płaskich siodłach bez użycia strzemion służył przekształceniu piechura w centaura. Liczył się efekt końcowy a nie natychmiastowa satysfakcja, w postaci np. szybkiego galopu w pół-siadzie, choćby dlatego, że na zachodzie takiej pozycji wówczas nie znano. Jeździec musiał siedzieć zawsze prosto bez względu na to co roił, dla jego własnego dobra nie pozwalano mu na jazdę wyższymi chodami póki nie opanował podstaw, czyli siadu na kościach siedzeniowych i chwytu udem ze swobodną łydką. Jeździec uczył się po raz drugi poruszać w pionie, co wymagało zaakceptowaniu tego, że bezpieczne podparcie znajduje na kościach siedzeniowych a nie na stopach. Wbrew własnemu instynktowi nakazującemu mu kurczenie się w sytuacjach niebezpiecznych musiał nauczyć się wyciągać tułów w górę, na co zwraca się uwagę także współcześnie ( gdyż w ten sposób poprzez rozciągnięcie kręgosłupa uaktywnił mięśnie biegnące obok niego, wzmocnił dosiad i zmniejszył możliwość wychylania miednicy)  i nie podkurczać nóg, wręcz wyciągać je w dół przed siebie, tak by utrzymać równowagę w przestrzeni w której się poruszał. Utrzymanie wyprostowanego tułowia w czasie ruchu jest bardzo ważne, ze względu na siły odśrodkowe, gdyż przy dynamicznej zmianie kierunku poruszania się,  na przykład w prawo lub w lewo, odbywa się to z przyspieszeniem i prędkością przekraczającą zdolność reakcji piechura,  a wychylenie w bok spowoduje utratę równowagi i upadek.

Chwyt łydkami przy skróconych strzemionach nie jest w stanie temu zapobiec, gdyż siły jakie wytwarza masa jeźdźca są zbyt duże by ją nimi utrzymał. Nawet jeśli w poradnikach jeździeckich zaleca się chwyt udem, to współczesne metody szkolenia nie są w stanie tego wyegzekwować. I tak na skutek zawężenie szkolenia instynkt piechura ma się dobrze i nie raz pomógł jeźdźcom w mniej lub bardziej twardym lądowaniu na matce ziemi.

 

Karol Tomczyk