Malarz nieznany jan kozietulski

Historia zranienia Jana Kozietulskiego w świetle zachowanych dowodów materialnych

Maria J. Turos 1795-1815 Skomentuj

Maria J. Turos

Warszawski Uniwersytet Medyczny.

Ilekroć zwiedzam muzeum i patrzę na eksponaty zgromadzone w gablotach, tylekroć, nasuwa mi się pytanie, może nie tyle o autentyczność prezentowanych zbiorów lecz o coś bardziej osobistego, co nieodrodnie związane jest z tymi przedmiotami. Kim był ów człowiek, który posługiwał się danym obiektem. Kto trzymał w ręku ten miecz bądź szablę, strzelał z pistoletu, jadł i pił na luksusowej zastawie stołowej, przeglądał się w zwierciadle, czy wreszcie nosił, ten trochę już wyblakły i przyszarzały mundur.

Tak też pomyślałam patrząc na uniform jednego z naszych wielkich bohaterów okresu wojen napoleońskich, uczestnika szarży pod Somosierrą – Jana Leona Kozietulskiego.

Historia zranienia jana kozietulskiego w swietle zachowanych dowodow materialnych fot1

Kurtka mundurowa Jana Leona Kozietulskiego – na rękawie zaznaczony ślad po zranieniu

W tym mundurze walczył oraz został ranny podczas jednej z bitew w czasie odwrotu spod Moskwy. Konkretnie stał się to 25 października 1812 nieopodal wioski Horodnia w pobliżu Małojarosławca[1]. By przypomnieć sobie to zdarzenie, wypada odwołać się do naocznego świadka tamtych dni Józefa Załuskiego[2], który tak o owym przypadku zanotował w swoim dzienniku „…Kozietulski został znacznie ranny piką za co cesarz mianował go majorem naszego pułku…”[3].

 

Informację tą powtarza za nim Marian Brandys w niezwykle popularnej w połowie lat 60-tych XX wieku zbeletryzowanej biografii „Kozietulski i inni”[4]. Rozszerza przy tym ową krótką notatkę, nie podając przy tym niestety żródła pochodzenia swoich danych, iż Jan Kozietulski został ranny ranny w klatkę piersiową, a konkretnie, iż„…lanca kozacka trafiła go w ramię i przebiła aż do piersi…”[5].

 

A w świetle tego jednego zdania, choć zaczerpniętego z mocno fabularyzowanego utworu o charakterze raczej popularnonaukowym, rzecz cała nabiera wyjątkowej powagi. Z punktu widzenia ówczesnej wiedzy medycznej rany klatki piersiowej stanowiły jeden z tych typów obrażeń, o których twórca polskiej chirurgii wojennej Rafał Józef Czerwiakowski pisał iż „…gdy do życia konieczne części zranione są niepodobna, żeby taką ranę uleczyć gdy naturalnym prawem śmierć z takim rodzajem ran złączona jest…”[6]. Wymieniał następnie szczegółowo rodzaje zranień kwalifikując do nich: urazy czaszki penetrujące głęboko do mózgu, rany klatki piersiowej i brzucha. Jeszcze bardziej radykalny w swojej prognostyce był również piszący na przełomie XVIII i XIX wieku Józef Szymkiewicz który wśród ran „…koniecznie śmiertelnych…”[7] wymieniał również urazy nerwów międzyżebrowych, a nastepnie te gdzie „…naczynia oddechowe są bardzo zranione…”[8].

Generalnie wodniesieniu do obrażeń klatki piersiowej rozróżniano w tym czasie rany powierzchowne w przypadku których, choć rokowanie zawsze było poważne, istniała jednak pewna szansa na pomyślne wyleczenie oraz drążące[9]. Te ostatnie rozpoznawano przystawiając do uszkodzonego miejsca świecę[10] i obserwując ewentualne chwianie się płomienia w strumieniu wydostającego się z rany powietrza, wydobywanie się pęcherzyków na powierzchni rany czy wreszcie nasłuchując szmeru[11]. Jeśli dochodziło do szerokiego otwarcia jamy opłucnowej (co powodowało powstanie odmy otwartej i tym samym zapadnięceie się płuca[12]) bądź masywnego uszkodzenia miąższu płucnego, połaczonego przy tym z uszkodzeniem dużych naczyń szanse na przeżycie stawały się znikome[13]. W przypadkach mniejszych urazów stosowano ścisły opatrunek ze specjalnie zwiniętych szarpii zwanych„…bourdonet…”[14] ułożonych wzdłuż rany oraz bandaży. Jeśli w jamie opłucnowej gromadził się płyn wówczas nacinano ją w najniżej położonym miejscu i sączkowano[15]. Zdania odnośnie ewentualnego poszukiwania ciał obcych typu kula były bardzo mocno podzielone[16] i tak np. Ignacy Fijałkowski przychylał się do koncepcji by je pozostawiać[17], zaś Józef Czekierski by jednak wydobywać poszerzając przy tym ranę[18]. Tak jeden jak i drugi odradzali zgłębnikowanie bądź szukanie „…na ślepo…” ponieważ taka procedura tylko „…drażni ranę zbytecznie…”[19].

Na miejscu też będzie tu przypomnienie, iż praktycznie do końca XIX wieku utrzymywało się przekonanie, iż klatka piersiowa na równi z sercem stanowią obszar w chirurgii uznany za „…nietykalny…”[20] dla wszelakich poważniejszych działań, które muszą konczyć się niepowodzeniem[21].

Jest to bardzo istotny aspekt zagadnienia więc warto było go choć pokrótce omówić lecz w tym przypadku zachodzi pewien rozdzwięk miedzy przekazem zapisanym w przy porównaniu go do zachowanych dowodów materialnych. Po ranie drążącej do klatki piersiowej pozostałby jakiś widoczny ślad na mundurze, ewentualnie miejsce naprawy znajdujące się w tej okolicy, tam zaś – nic takiego nie ma. Pisze o tym – trochę pozostając w sprzeczności z samym sobą – również Marian Brandys „…rozdartą na ramieniu kurtkę Kozietulskiego można oglądać do dziś w Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie…”[22]. Dzięki uprzejmości kustosza Muzeum Wojska Polskiego, który wyraził zgodę na takie oględziny „…ze szkiełkiem i okiem…”dane mi było bliżej przyjrzeć się zachowanemu w bardzo dobrym stanie jak na dwa stulecia jakie sobie liczy uniformowi. I otóż moje obiekcje odnośnie miejsca zranienia potwierdziły się.

Jedynym śladem jest uszkodzenie w kształcie nieforemnego trójkata o wymiarach 6,6 cm x 4,2 cm x3,2 cm, które w najszerszym miejscu nie oprzekracza 2,2 cm. zwężając się ku górze gdzie ma ok. 0,7 cm. szerokości.

Historia zranienia jana kozietulskiego w swietle zachowanych dowodow materialnych fot2

Zbliżenie miejsca zranienia

Znajduje się ono tylko na bocznej powierzchni lewego rękawa kurtki w połowie odległości między łokciem a ramieniem. Na powierzchni przyśrodkowej, ani wewnątrz, ani na zewnątrz, nie ma śladu rozdarcia lub przecięcia. Pozwala to wnioskować, iż nie doszło do przebicia ramienia na wylot czemu mogło by towarzyszyć po pierwsze rozległe uszkodzenie mięśni oraz kości ramieniowej, a po drugie zranienie biegnącej w jej sąsiedztwie tętnicy o jednoimiennej nazwie. Uraz tego typu i na tej wysokości, w odniesieniu do analizowanego okresu, gdy nie znano techniki szwu naczyniowego, bardzo często był jedną z kwalifikacji do dokonania amputacji kończyny, gdyż próbę zeszycia tetnicy udowej podjął dopiero w końcu XIX wieku John Murphy[23], zaś technikę szwu naczyniowego w przypadkach uszkodzenia urazowego wprowadził dopiero w 1902 roku Alexis Carrel[24].

Tkanina wyraźnie jest rozdarta, nie zaś przecięta na co wskazuje nierówny kształt oraz silnie postrzępione brzegi. Tu owszem należy zachować pewną ostrożność, gdyż nie da się zupełnie wykluczyć, iż mogą to być to ślady wtórne, lecz szczególnie w górnej części wyraźnie zachował się ślad rozdarcia.

Historia zranienia jana kozietulskiego w swietle zachowanych dowodow materialnych fot3

Miejsce zranienia w powiększeniu – w części górnej widoczne pierwotne ślady rozdarcia

Wygląd, a zwłaszcza szerokość rozdarcia pozwala więc na przyjęcie koncepcji, iż rana ramienia została zadana twardym ostro zakończonym przedmiotem drewnianym. Był on jednak pozbawiony metalowego ostrza typu grot lancy bądź bagnet – czyli posiadających zdolności tnące – gdyż wówczas jego kształt przypominał by punkt (przy uderzeniu na wprost) lub cięcie (przy uderzeniu powierzchnią boczną) o mniejszych lub większych wymiarach, ale mające kształt zbliżony do linii. Jest to wiarygodne, pomimo tego, iż Marian Brandys pisze o „…lancy…”[25] jako przyczynie zranienia, czyli o broni drzewcowej zakończonej ostrym grotem.

Miejsce urazu jest względnie bezpieczne anatomicznie ponieważ owo rozdarcie można rzutować na powierzchnię ramienia w jego 1/3 środkowej części – w przybliżeniu topograficznie zaczyna się między mięśniem trójgłowym ramienia[26], a mięśniem ramiennym[27] zaś kończy na wysokości mięśnia dwugłowego[28]. W tej okolicy tętnica ramieniowa biegnie po stronie przyśrodkowej[29], więc daleko od bezpośredniego miejsca urazu. Krwawienie z nim związane pochodziło przede wszystkim z naczyń tętniczych zaopatrujących mięśnie[30], przy czym najobfitsze było krwawienie żylne z biegnącej tu bocznie i blisko pod skórą żyły odpromieniowej[31].

Wypada teraz zastanowić się jak wyglądał czynnik sprawczy urazu. Wszystko wskazuje na to, iż była to kozacka pika często zwana spisą, albo nawet dzidą[32] czyli tak jak podaje Józef Załuski[33] nieomalże naoczny świadek zdarzenia. Wykonywano ją z dość twardego drewna[34] i zakończona była stożkowatym ostrym „grotem”, który sporządzano metodą nieomalże prahistoryczną opalając i szlifując jeden z końców drąga na kamieniu. Długość jej bywała bardzo różna, niejednokrótnie dłuższa, ale też i krótsza od lancy używanej przez ułanów, a w tym okresie również przez szwoleżerów.

Kozacy, podobnie jak i inni mieszkańcy stepów, dosiadali drobnych, niskich oraz wytrzymałych koników i owszem byli świetnymi jeźdzcami lecz generalnie unikali starć bezpośrednich z wiekszymi, dobrze uzbrojonymi formacjami. Sieli raczej popłoch bezustannymi napadami, nękając konwoje z zaopatrzeniem czy polując na pojedyńczych kurierów. A niejednokrotnie działali przez zaskoczenie – tak właśnie jak pod Horodnią o świcie[35] kiedy uwaga wartowników była osłabiona, zaś słabe oświetlenie, bądź mgła pozwalały wykorzystać wszystkie osłony terenowe.

Do takiego sposobu walki nie musieli posiadać ani dobrej broni, ani posługiwać się nią w sposób finezyjny. Pika, czy spisa była ich ulubionym rodzajem uzbrojenia. Pisze o tym sam Jóżef Załuski „…częstokroć Kozak oburącz nieudolnie nią kieruje…”[36].

Opinię tą potwierdza również ślad na mundurze Jana Kozietulskiego gdyż rozdarcie dostarcza i w tej kwestii cały szereg ciekawych informacji. Jest wyraźnie szersze w dolnej części i zwęża się ku górze co pozwala przyjąć z dużą dozą prawdopodobieństwa, iż Kozak atakował z dołu, może nie poruszając się pieszo po ziemi, ale właśnie z grzbietu niskiego konika. Zamierzał uderzyć zdecydowanym ruchem w klatkę piersiową i tym samym przypuszczalnie spróbować wysadzić z siodła jeźdźca, który dosiadał dużo bardziej rosłego wierzchowca, a ponadto uzbrojony był w szablę. W tym celu złapał spisę swoim zwyczajem obydwoma rękami po czym chciał pchnąć, lecz konie to są żywe – i do tego jeszcze dość płochliwe – stworzenia. W momencie zadawania ciosu, coś spłoszyło kozackiego konika, stąd cios trafiło w ramię.

Należy pamiętać, iż całe zdarzenie rozegrało się w ruchu i to bardzo dynamicznym[37], gdyż i Jan Kozietulski przypuszczalnie również skręcił koniem chcąc ciąć Kozaka, co tym bardziej jeszcze sprawiło, że atak tego ostaniego nie powiódł się zupełnie.

Nie da się wykluczyć tego, iż być może sam koniec spisy doprowadził do urazu klatki piersiowej bez pozostawienia zauważalnego śladu na mundurze. Pisze o tym Dezydery Chłapowski „…Kozietulski został pchnięty dzidą, która przez ramię przeszła aż do piersi…”[38]. W świetle tego co już zostało powiedziane powyżej zamiast „…przez ramię…” należało by tu użyć bardziej zgodnego z prawdą zwrotu „…po ramieniu…”. Mógł to być jednak co najwyżej rozległy podskórny krwiak na wysokości III – IV żebra[39] w linii pachowej, a w najgorszym przypadku pęknięcie któregoś z tych żeber.

 

Historia zranienia jana kozietulskiego w swietle zachowanych dowodow materialnych fot4

Historia zranienia jana kozietulskiego w swietle zachowanych dowodow materialnych fot5

Obszar ewentualnego urazu klatki piersowej – widok z przodu i widok z boku

Na postawienie takiego wniosku również pozwala kształt rozdarcia. W chwili powstania urazu Jan Kozietulski miał lewą rękę ugiętą w łokciu oraz lekko przywiedzioną do klatki piersiowej (trzymał w dłoni wodze, a być może miał je dodatkowo przełożone przez nadgarstek) zaś napięte mięśnie, szczególnie mięsień dwugłowy oraz trójgłowy ramienia[40] przejęły na siebie zasadniczą siłę uderzenia. Nie mógł to być uraz ani bardzo silny, ani tym bardziej penetrujący bezpośrednio do klatki piersiowej gdyż Jan Kozietulski utrzymał się w siodle. Gdyby spadł to by zginął stratowany końmi. W panującym zamieszaniu nikt by się nawet nie zorientował, gdyż należy pamiętać – o czym zresztą pisze Józef Załuski – iż rzecz cała rozegrała się o świcie, czyli w bardzo słabym oświetleniu, a praktycznie jeszcze w ciemnościach[41].

Rana, jak wszyskie urazy połączone ze zmiażdżeniem tkanek, była z całą pewnością dość bolesna – i tu należy zgodzić się z Marianem Brandysem który pisze „…półprzytomnego(tu autor nie ustrzegł się odrobiny „…licentia poetica…” choć w całości zgodnej z faktami, gdyż Jan Kozietulski był ranny w głowę 16 sierpnia podczas potyczki w okolicy Smoleńska[42], przy czym co do skutków tego urazu wystepują duże rozbieżności[43] ale z całą pewnością odczuwał jeszcze jego skutki gdyż minęło dopiero ok. dwóch miesięcy gdy czasu na włąściwą rekonwalescencję miał bardzo niewiele), oklejonego plastrami, z ręką na temblaku…”[44], lecz niezbyt poważna. Dowodem na to jest własnie fakt iż, utrzymał równowagę – w czym pomogły mu z pewnością wodze ponieważ odruchowo zacisnął na nich dłoń[45] w momencie urazu. – gdyż inny bezpośredni świadek wydarzenia Stanisław Hempel pisząc „…porwaliśmy szefa Kozietulskiego w śrdek szwadronu a otoczywszy cesarza nadstawiliśmy lance…”[46] zaś słynny „…papa…” Dautancourt dodaje w dzienniku pułkowym: „…cesarz spotkawszy w chwilę później Kozietulskiego którego prowadzili szwoleżerowie mianował go majorem…”[47].

Marian Brandys pisząc „…oklejonego plastrami…”[48] również nie podaje źródła swoich danych, ale należy przypuszczać iż, korzystał tu z manuskryptu Rafała Józefa Czerwiakowskiego[49] bądź połaczył fakt opatrywania Jana Kozietulskiego przez bezpośredniego ucznia tego wybitnego chirurga jakim był jeden z lekarzy pułku szwoleżerów Wawrzyniec Gadowski[50]. Na postawienie takiego wniosku pozwala zaznajomienie się z tekstem „Chirurgii praktycznej…”[51]. Otóż Rafał Józef Czerwiakowski na rany tłuczone, gdzie dochodziło do ubytku skóry zalecał dwa rodzaje plastrów tzw „…emplastrum oxicroceum…”[52] bądź „…emplastrum defensivum rubrum…”[53], które pozwalały na pokrycie rany, a zawierając w sobie wosk jednocześnie chroniły ją przed dostępem czynników zewnętrznych szczególnie wilgoci.

Reasumując, ów przedmiot z muzealnej gabloty powiedział nam o sobie i przeżyciach swojego właściciela bardzo dużo. Pozwolił ponadto jeszcze na weryfikację zapisów pamiętnikarskich, co również jest nie bez znaczenia w poszukiwaniu prawdy historycznej dotyczącej osoby lub zdarzenia.

 


[1]M. Kukiel – Wojny napoleońskie Główna Księgarnia Wojskowa Warszawa 1927 s. 229

[2]J. Załuski – Wspomnienia o pułku lekkokonnym gwardyi Napoleona I przez cały czas od zawiązania pułku w r. 1807 aż do końca w roku 1814 Kraków w drukarni „Czasu” 1865

[3] Tamże – s.269

[4]M. Brandys – Kozietulski i inni „Iskry” Warszawa 1982

[5] Tamże

[6]R. J. Czerwiakowski – Chirurgia praktyczna Bibl. PAN Kraków Rkps. Nr.1462 k. 11 i 17

[7] J. Szymkiewicz Nauka chirurgii teoretyczney i praktyczney T. I Wilno 1806 br. paginacji

[8] Tamże

[9]I. Fijałkowski – Podstawy chirurgii… u Bogumiła Korna Wrocław 1811

[10]L. Zembrzuski – Rys dziejów chirurgji wojennej polskiej Wyd. Wojskowej Rady Sanitarnej Warszawa 1919 s.75

[11] Tamże

[12] K. Brzeziński – Historia medycyny PZWL Warszawa 1988 s. 447

[13] Tu za: „Militarärärztliche Zeitung Bellage” w „Wiener Medizinal-Halle” Nr.16, r. 1863 s. 66 – 68

[14]J. Czekierski– Chirugia Warszawa 1817. Po uważnym zapoznaniu się z treścią tego dzieła należy przyznać rację Ludwikowi Zembrzuskiemu, który prezentował pogląd, iż data publikacji jest końcowym etapem jego powstawania wieńczącym długi cykl gromadzenia obserwacji i doświadczeń autora poczynionych w czasach wojen napoleońskich.

[15] Op. cit. pkt. 9

[16] Op. cit. pkt. 10

[17] Op. cit. pkt 9

[18] Op. cit. pkt. 14

[19] Tamże

[20]A. Hollanek – Skóra jaszczurcza „Iskry” Warszawa 1965

[21] M.in. wypowiedź Theodora Billrotha. W: Op. cit. pkt. 12

[22] Op. cit. pkt. 4 – s.306

[23] Op. cit. pkt. 12 – s.452

[24] Tamże

[25] Tamże

[26]A. Bochenek – Anatomia człowieka PZWL Warszawa 1953 s. 188

[27]G. J. Ostrowierchow, D. N. Lubockij, J. M. Bomas – Zarys anatomii topograficznej i chirurgii operacyjnej PZWL Warszawa 1070 s. 40

[28] Tamże

[29]K. Kucharczyk, M. Nowak – Wskazówki do ćwiczeń anatomicznych na osobniku żywym PZWL Warszawa 1981 s. 111

[30]T. Butkiewicz – Chirurgia przypadków nagłych PZWL Warszawa 1952 s. 579

[31] Op. cit. pkt.24 – s.192

[32] D. Chłapowski – Pamiętniki cz. I Wojny napoleońskie 1806 – 1813 Poznań „Ks. Św. Wojciecha” 1899 s.120

[33] Op. cit. pkt.2

[34] „…dzidę jednego z nich bedącego na przedzie wprost na mnie wymierzoną pałaszem z góry na dół ciąłem, ale nie przeciąłem…” – Op. cit. pkt. 32 s. 120

[35] Op. cit. pkt. 2

[36] Tamże – s. 200

[37] „…który się rzucił przed cesarza na całą zgraję Kozaków…” – Op. cit. pkt. 30 s. 130

[38] Tamże

[39] Op. cit. pkt.29 – s. 19

[40] Tamże – s. 103

[41] J. Załuski – Wspomnienia „WL” Kraków 1976

[42] Op. cit. pkt. 2 – s.240

[43] Op. cit. pkt. 4. Marian Brandys cytuje list Jana Kozietulskiego do siostry ze wzmianką „…kula dranęła mnie w okolicy lewej brwi, spadłem jednak z konia i zemdlałem…” czyli musiało dojść do wstrząsu mózgu. Dla odmiany Józef Załuski pisze: „…ja to tylko pamiętam, że tam Kozietulski był lekko ranny postrzałem w głowę…”. Tu za: Op. cit. pkt. 2 – s.255

[44]Tamże – s.306

[45]Op. cit. pkt. 26

[46]St. Hempel – Wspomnienia wojskowe w; „Pismo dodatkowe do Gazety Lwowskiej” 1842 cz. 12 s. 50

[47] Tu za: Op. cit. pkt. 4

[48] Op. cit. pkt. 4

[49] Op. cit. pkt. 6

[50] Op. cit. pkt. 41 – s.127

[51] „Chirurgia praktyczna Rafała Józefa Czerwiakowskiego” red. E. Grzelak MON Warszawa 1969

[52] Tamże – s.472

[53] Tamże

 


 

 

Czytelnikom polecamy również wykład Pani profesor na ten sam temat, zamieszczony na naszej stronie, a wygłoszony przy okazji odsłonięcia wystawy w Muzeum Wojska Polskiego w Warszawie pt.

„Polska chirurgia wojenna 1807-1830”.