Golfe Juan 1815-2015

Golfe Juan 1815-2015

kajot Batalie i pokazy Leave a Comment

 

Dwieście lat temu, 1 marca Napoleon przybył z Elby na kontynent by zacząć ‚lot orła’ – swą niezwykłą kampanię powrotu do władzy na okres… 100 dni. Owa ‚kampania bez jednego wystrzału’ rozpoczęła się w niewielkiej zatoczce lazurowego wybrzeża, miejscu zwanym Golfe-Juan. Wówczas był to bezludny teren, obecnie rozciąga się tutaj typowa dla francuskiej riwiery miejscowość Vallauris.

W ubiegły weekend w tymże miejscu odbyły się obchody rocznicy owego wydarzenia. Ich zwieńczeniem była rekonstrukcja powrotu cesarza na francuską ziemię. Rekonstrukcja ta, jedna z ostatnich, wpisujących się w dwóchsetlecie czasów napoleońskich – choć niemal kameralna w porównaniu na przykład z Borodino lub Lipskiem – była zarazem jedną z najbardziej udanych, jakie piszący te słowa obserwował.

Plażę – będącą dwieście lat temu miejscem „desantu” Napoleona, a obecnie miejscem rekonstrukcji – od zachodu zamykał teren biwaku grup rekonstrukcyjnych. Natomiast od wschodu wznosiły się trybuny dla widzów,  z którymi sąsiadowały stoiska i butiki nawiązujące do wydarzenia oraz dwa gigantyczne namioty : w jednym serwowano strawę dla ducha – imprezy towarzyszące, a w drugim – posiłki dla ciała. Wśród butików, gdzie można było zobaczyć lub nabyć książki i przedmioty mniej lub bardziej związane z epoką empire, wyróżniał się stylizowany na tamte czasy serwis cyrulika, gdzie można było się ostrzyc i ogolić 🙂 Zainstalowano tu również funkcjonującą kuźnię. Uwagę piszącego przykuł spory stragan zastawiony ‚ołowianymi żołnierzykami’. Wśród mnóstwa zachwycających pietyzmem wykonania figurek spostrzec można było rzecz tutaj dość rzadką – kilku naszych uskrzydlonych husarzy; cena za sztukę – około 150€.

Już wigilia cesarskiego powrotu – sobota 28 lutego obfitowała w związane z rocznicą wydarzenia. Rozpoczęła je oficjalna uroczystość z udziałem lokalnych władz i stowarzyszeń w centrum miasteczka przy kolumnie zwieńczonej popiersiem Napoleona. Jak zwykle podczas napoleońskich rocznic brak było jakichkolwiek przedstawicieli najwyższych władz państwowych…

Po złożeniu kwiatów, ulicami przemaszerowały grupy rekonstruktorów udając się do obozu. Wśród nich szczególną uwagę przykuwała jedyna grupa występująca wierzchem – polscy szwoleżerowie gwardii, tym razem w wydaniu francuskim ale o polskich korzeniach: grupa pana Bernarda Symzaka. W bieżącym kontekście reprezentowała ona powracający z cesarzem z Elby szwadron Jerzmanowskiego.

Z dużym zainteresowaniem spotkał się wykład Alaina Pigeard, tym razem poświęcony nie wojennym, lecz pokojowym, cywilnym dokonaniom Napoleona. Z ponad dwustu zasygnalizowanych aktów prelegent omówił kilkadziesiąt. Prócz powszechnie znanych, jak kodeks, przytoczył on tak „drobne” jak numeracja ulic, czy produkcja cukru z buraków. Dał również „prztyka w nos” porównywaczom Napoleona do Hitlera, mówiąc o stosunku cesarza do Żydów i wyjaśniając sprawę niewolnictwa.

W sobotnie popołudnie na plaży Golfe-Juan widzowie mogli podziwiać „festiwal polskiej kawalerii” w wykonaniu wspomnianej grupy szwoleżerów gwardii. Składały się nań pokazy konnej musztry i gonitwy z lancą do pierścieni. Całości towarzyszyła odpowiednia muzyka, jak choćby ‚Pożegnanie polskich lansjerów przez szaserów gwardii’ oraz fachowy komentarz Alaina Pigeard, który francuskiej publice obszernie prezentował polskich szwoleżerów i ich wyczyny.

Ten sam niezastąpiony Alain Pigeard komentował rekonstrukcję przykładowej bitwy, którą zaprezentowano po demonstracjach polskiej kawalerii. Wprawdzie powrotowi Napoleona nie towarzyszyło żadne zbrojne stracie, ale bitwę z napoleońskich czasów zademonstrowano przynajmniej z dwóch powodów: publiczność zawsze chętnie to ogląda 🙂 a trzeba było dać „zatrudnienie” licznie przybyłej z Czech grupie rekonstruktorów armii austriackiej. W przeciwnym razie Czesi swój pobyt ograniczyliby tylko do rozbicia namiotów i kilku przemarszów ulicami miasta, no bo jakże ich przypiąć do powrotu Napoleona…

Po militarnych emocjach można było się oddać emocjom wznioślejszym, oglądając w olbrzymim namiocie skróconą wersję sztuki  Victoriena Sardou Madame Sans-Gêne. Nieco później ten sam namiot rozbrzmiewał dźwiękami orkiestry 1 pułku grenadierów gwardii. Po muzykantach na scenę wkroczyli tancerze zespołu z Ajaccio, prezentując tańce z czasów empire. W ich pokazie nieco mi brakowało – na ten przykład – mazura, ale chyba jednak polskie tańce wkroczyły na francuskie parkiety w XIX wieku dopiero później…

Sobotni wieczór nad zatoką rozjaśnił obficie pokaz sztucznych ogni.

W niedzielę uroczystości rozpoczęła defilada grup rekonstrukcyjnych. Prócz dominujących liczebnie wojskowych ulicami miasta maszerowali również cywile. Oczywiście centralny punkt orszaku stanowił cesarz Napoleon, tym razem w „wersji” paryskiego adwokata – Fancka Samsona. Momentem kulminacyjnym defilady był przegląd oddziałów przez Napoleona. Podczas przeglądu dowódca polskich szwoleżerów gwardii dostąpił zaszczytu dekoracji Legią Honorową przez samego cesarza.

W trakcie defilady okrzyki Vive l’Empereur! pochodziły nie tylko z ust maszerujących żołnierzy, ale rozbrzmiewały też całkiem spontanicznie w gęstym tłumie widzów. Było w nich tyle entuzjazmu, że aż skłania to do zastanowienia…

Wreszcie w niedzielne popołudnie odbyła się rekonstrukcja powrotu cesarza z Elby. Poprzedzany wiernymi oddziałami Napoleon w towarzystwie generała Drouot i mameluka Roustama przybił do brzegu łodzią, która reprezentowała bryg Inconstant. Rekonstrukcja oddała na tyle wiernie, na ile było to możliwe pierwsze chwile pobytu cesarza na kontynencie, wydanie proklamacji do armii i wyruszenie w trasę obecnie zwaną ‚drogą Napoleona’. Nie zapomniano nawet o spotkaniu z parą wieśniaków, do których należał teren „desantu”. Narratorem był oczywiście niezrównany Alain Pigeard, który ze szczegółami prezentował rozwój akcji, okraszając go wieloma anegdotami.

Bodaj po raz pierwszy podczas rekonstrukcji ilość koni przerosła historyczną rzeczywistość – rekonstruktorzy dysponowali siedmioma, podczas gdy szwadron Jerzmanowskiego wracając z Elby miał ich tylko cztery 🙂

Po zakończeniu rekonstrukcji i koniecznej pauzie grupa szwoleżerów wyruszała uroczyście w siedmiodniową, konną wyprawę ‚drogą Napoleona’ aż do Grenoble. Ale tego piszący te słowa już nie zobaczył, bo zmuszony był wcześniej udać się bardziej prozaicznym środkiem lokomocji – TGV w powrót do współczesności…