François Flameng Reception at Malmaison

François Rancé – perfumiarz Napoleona Bonaparte

izabella.orda Felietony 0 Komentarzy

François Flameng Reception at Malmaison

Można Napoleona kochać lub nie. Można go nienawidzić na przykład za wybujałą megalomanię i za obsesyjne wręcz upodobanie do prowadzenia wyjątkowo krwawych wojen. Z drugiej zaś strony można go polubić za to, że walczył z inkwizycją i skończył ze średniowieczem na naszych drogach zmieniając ruch lewostronny na prawostronny (bo to zawsze inaczej, niż u tych tam na wyspie). A za co ja lubię Napoleona? Ano za to, że miał wyjątkowy nos. Nie chodzi tu wcale o organ węchu, tylko o wyjątkową wrażliwość na piękne zapachy. Żołnierz przyzwyczajony do doznań olfaktorycznych związanych z polem bitwy, które powiedzmy sobie szczerze nie należą do najmilszych, nagle upaja się zapachem kwitnącej gardenii, słodyczą kwiatu jaśminu czy fiołków.

I tu nagle bezwstydnie odsłaniam delikatną naturę tyrana.

Pewnego lipcowego popołudnia, w paryskim atelier znanego twórcy perfum pana François Rancé , zjawił się cesarz we własnej osobie. Przystanął przy urządzeniu do destylacji, popatrzył na probówki, dziesiątki buteleczek i szklanych naczyń poustawianych w rzędach na półkach i spytał: ”Monsieur czy mogę zostać pana czeladnikiem”? W pokoju zapadła cisza. Monsieur przełknął ślinę i wyszeptał : „Ależ tak sir”… I tu doszło do dziwnego, nie mniej historycznego zdarzenia niż to na błoniach pod Austerlitz, bo cesarz sam będąc mistrzem, został czeladnikiem u innego mistrza, dzięki któremu zaczął tworzyć z wielka pasją nowe zapachy perfum. Historia milczy, czy udało się cesarzowi odnieść jakieś olfaktoryczne zwycięstwo, natomiast wiemy, że monsieur Rancé został osobistym perfumiarzem Napoleona.

Rodzina Rancé już na początku XVII wieku znana był w Grasse z produkcji perfumowanych rękawiczek przeznaczonych dla francuskiej arystokracji. Rękawiczki te nasączano zapachami kwiatowymi. Potem ktoś w rodzinie wpadł na pomysł tworzenia pomad, kremów i perfum. Od 1795 roku François Rancé skupił się tylko na perfumiarstwie, w końcu przeniósł się do Paryża, gdzie odniósł wielki sukces. Dzięki wyjątkowemu talentowi, został ulubionym perfumiarzem Napoleona Bonaparte oraz całej jego rodziny. Stworzył takie perełki jak: „Vainqueur” (Zwycięzca),”Triomphe” czy „L’Eau de Austerlitz”.

Pod koniec XIX w. potomek François Rancé dalej dzierżący w swych dłoniach świetnie prosperującą firmę, przeniósł ją do Mediolanu. Dziś prowadzą ją wnuczka Joanna Rancé i jej syn Jean Maurice, który w zeszłym roku był gościem warszawskiej perfumerii Missala, mieszczącej się w Hotelu Mariott.

François Rancé tworzył zapachy dla Napoleona, jego żony, sióstr czy innych wybitnych postaci ery napoleońskiej. Cesarzowej Józefinie podarował zapach „L’Imperatrice”, który umieścił w drogocennej porcelanowej szkatułce. Ostatni egzemplarz tego dzieła znajduje się w archiwum Rancé.

Współcześnie tworzone przez rodzinę Rancé perfumy są interpretacją dawnych formuł. Zostały unowocześnione na podstawie dzisiejszej wiedzy i wymogów prawa, chodzi tu głównie o zakazane składniki mogące wywołać alergie.

Do moich ulubionych zapachów należą „Josephine”(chodzi tu oczywiście o żonę cesarza) i „Pauline”- zapach dedykowany ukochanej siostrze Napoleona ( w tym zapachu główną rolę odgrywa fiolek, ulubiony kwiat cesarza).

Stworzenie idealnego zapachu jest sztuką ale również sztuką jest stworzenie flakonu, w którym to olfaktoryczne cacko byłoby zamknięte. Dlatego też flakony Rancé są przykładem elegancji, są wręcz nobliwe z charakterystycznymi kokardkami u szyjek i eliptycznymi etykietami w kolorze złotym. Gracja, klasa, powiew minionej epoki…Nadzwyczajne zapachy w wyjątkowych opakowaniach mistrza Rancé.