małgosia d.

Odpowiedzi na Forum Stworzone

  • W odpowiedzi na: Markietanka

    27 stycznia 2011 z 01:22 #9054
    małgosia d.
    Participant

    http://www.costumes.org

    Warto pogrzebać na tej stronce.
    Pozdrawiam.

    W odpowiedzi na: Markietanka

    27 stycznia 2011 z 01:02 #9053
    małgosia d.
    Participant

    Podsyłam przykładowe ryciny…

    W odpowiedzi na: Markietanka

    26 stycznia 2011 z 17:48 #9047
    małgosia d.
    Participant

    Oprawki do okularów druciane, okrągłe będą okey. Słomkowy kapelusz też jest dobrym pomysłem.
    Twoja koleżanka Aneta ma z Waszej trójki najbardziej „markietankowy” strój 😉
    Wiesz Aniu, ja wielką specjalistką nie jestem, widziałam po prostu trochę rycin, ilustracji, szperam w internecie i źródłach. Poza tym zdrowy rozsądek i doświadczenia obozowo- wyjazdowe też są pomocne, oraz wiedza, którą dzielą się inni rekonstruktorzy 😉 Warto dowiedzieć się jak najwięcej o samych markietankach, inaczej wiwandierkach, pod hasłem kantynierki też można znaleźć informacje. Wczoraj znalazłam francuski artykuł o kobietach w wojsku napoleońskim, choć był akurat mało rzeczowy. Namawiam jednakże do poszukiwań.
    Wracając do ciuchów. Tak, jak wspominałam, korzystaj z takich materiałów jak len, bawełna, sukno. Sukienka, która masz jest ze sztucznego materiału, jak mi się wydaje, więc ja na Twoim miejscu, szczerze mówiąc, zrezygnowałabym z niej. Twoja koleżanka ma chlebaczek- możemy sobie nawet same z płótna takie szyć. I z własnych przemyśleń powiem Ci, że fajniej wyglądają upięte włosy. Ja też hasałam w rozpuszczonych, czy związanych gumką zakamuflowaną rzemykiem czy skórzanym paseczkiem, ale skorzystajcie z tego, że jesteście we trzy w grupie i czeszcie się nawzajem, kombinujcie coś na ówczesną modłę. A! Podejrzałam takie fikuśne czepeczki u markietanek z jakiejś zagranicznej grupy, mam zamiar się w taki zaopatrzyć, do prac obozowych w sam raz. Poza tym nosiłam też rogatywkę…
    Pozdrawiam.

    W odpowiedzi na: Markietanka

    25 stycznia 2011 z 03:14 #9034
    małgosia d.
    Participant

    Aniu, dla przykładu- tu znajdziesz ryciny, które dadzą obraz tego, co się nosiło w czasach napoleońskich- zwróć uwagę na te od 1800 do 1815.

    http://www.paris-pittoresque.com/gravures/costumes.htm

    W odpowiedzi na: Markietanka

    25 stycznia 2011 z 00:24 #9033
    małgosia d.
    Participant

    Aniu!

    W swoich poszukiwaniach wzornictwa krawieckiego epoki sięgaj po prostu po ikonografię, warto też przeglądać zdjęcia z imprez rekonstrukcyjnych, nierzadko dziewczyny mają naprawdę udane stroje, można coś podpatrzeć i się zainspirować. Przykro mi to stwierdzać, ale strój, który ma Twoja Koleżanka nie jest epokowy (spódnica jest za krótka i za wąska, a przede wszystkim, nigdzie nie widziałam takiego kroju).
    Wspomniałaś o spódnicy w kwiaty. Hm. Nie było drukowanych materiałów (jak już, to tkane lub ręcznie malowane…), więc nie było, jak sądzę, wzorzystych spódnic, unikaj tego, co jest współczesne. Poza tym dominowała czysta, jednolita kolorystyka…

    Powiem Ci z własnego doświadczenia, jak wyglądało moje pierwsze obszycie, które na początku w zupełności Ci wystarczy. Nie jest to z pewnością jedyna słuszna droga, ale taki podstawowy strój nie jest wymagający.
    Koszula lniana prosty krój (jak mają do mundurów), ale typu „hiszpańskiego” a la seniorita :haha: też może być (szerokie rękawy „bufki”, opadająca na ramiona i ściągana przy dekolcie), spódnica długa, obszerna, szyta z koła, zapinasz ją w talii, najlepiej z sukna, pod nią bawełniana, równie obszerna halka, możesz ją nawet z prześcieradła uszyć, ściągana i zawiązywana w pasie (choćby zwyczajnym sznurkiem), na wierzch- fartuch, również odpowiednio szeroki, żeby ładnie układał się w fałdach spódnicy. Kamizelka, dopasowana, ze sznurowaniem z przodu, krótka, tak do pasa spódnicy. Jest też opcja sukienki. Dekolt karo, dość głęboki, rękawki bufki przy ramionach, ale potem się zwężają, fason rozkloszowany ku dołowi (na pewno znasz ten fason, teraz się mówi na niego „ciążówka”, odcięcie pod biustem i dalej rozszerza się). Fajnym elementem byłaby na przykład duża szydełkowa chusta… Dla urozmaicenia. I w pole!

    Strój najlepiej uszyć u krawcowej, nigdzie nie kupisz stroju do skompletowania. Można kombinować i w lumpeksach znaleźć rzeczy do przerobienia, ale najlepiej szyć. Ja mam to szczęście, że znam krawcową, która po uszy siedzi w krawiectwie historycznym i sama jest też markietanką :haha:

    Markietanki były kobietami żyjącymi przy wojsku, więc korzystanie z mundurowych elementów stroju jest jak najbardziej na miejscu.

    Pozdrawiam serdecznie i służę swoją skromną pomocą! Powodzenia!

    W odpowiedzi na: Patriotyzm w rekonstrukcji historycznej

    9 grudnia 2009 z 13:50 #7762
    małgosia d.
    Participant

    Horhe! Dobrze napisane, bardzo trafnie 😉 Kolejny głos rozsądku, szkoda, że i ten nie da do myślenia… (…)

    W odpowiedzi na: Rozważania z wysokości siodła, czyli dylematy kawalerii

    8 grudnia 2009 z 03:14 #7724
    małgosia d.
    Participant

    Pani Maria:
    „Te zwierzaki są naprawdę wdzięczne…
    …i pamiętliwe”

    Nie pamiętam skąd znam to powiedzenie… „Koń człowiekowi wybacza, ale nie zapomina”.
    Pozdrawiam serdecznie!

    W odpowiedzi na: Rozważania z wysokości siodła, czyli dylematy kawalerii

    7 grudnia 2009 z 13:37 #7710
    małgosia d.
    Participant

    Moje obserwacje póki są takie: kawaleria jest traktowana często po macoszemu, a kawaleria to nie tylko ludzie, ale przede wszystkim konie. Konie to nie karabiny i armaty. Zwierzaki są dzielne, znoszą trudy podróży w koniowozie, a więc tym bardziej z naszej strony- ludzi (organizatorów!) należy im zapewnić komfortowe warunki pobytu na imprezie na miarę możliwości, jakie stwarza okolica, wodę i paszę. To wiadomo. Wiem, że to już zostało właściwie omówione, ale jako markietanka, a nie mundurowy lansjer też mam coś do powiedzenia. Zostaję najczęściej i krążę przy koniach, kiedy moi szykują się do parady/ pokazu, pomagam im, jak tylko umiem i mogę. By konie, wystarczająco czasem zdezorientowane- uspokoić i pomóc przy ich czyszczeniu/ siodłaniu, ale i mieć oko na ludzi- widzów, którzy ciekawi koni potrafią zapomnieć, że jednym zniecierpliwionym kopniakiem uroczy „konik” może zadać poważne obrażenia, a nawet- zabić. Piszę o tym, by zaznaczyć również ze swojej strony, jak ważna jest właśnie organizacja, o której koledzy wyżej mówili. Na jednym z wyjazdów zdarzyła się nieprzyjemna sytuacja- jedna z naszych klaczy poraniła sobie pysk. Miejscowy weterynarz udzielił jej natychmiast profesjonalnej pomocy (czyż nie powinno być oczywiste zabezpieczenie weterynaryjne przy każdej imprezie z udziałem koni…? Powinno być i skandalem (!) jest brak zapewnienia jej przez organizatorów), ale klacz tego dnia musiała zostać w obozie. Czuwałam przy niej do późnego wieczora, kiedy wszystkie konie zostały ulokowane w przydzielonej nam stajni. Takie sytuacje się zdarzają. I w takim przypadku błogosławieństwem było umiejscowienie naszego „obozu”. Klacz stała sobie wśród drzew, miała sianko i trawkę w zasięgu pyska, moją głaszczącą rękę i zarazem „oko” na wszystko wokół. Sądzę, że obecność kawalerii na imprezie w planach organizatorów powinna opierać się na tych najważniejszych sprawach: wydzielone odpowiednie miejsce dla koni, zapewniające bezpieczeństwo zarówno zwierzętom, jak i publiczności oraz bezwzględna obecność weterynarza. Dalej, wiadomo- kwestie możliwości napojenia koni, siana czy noclegu są już zależne od formy imprezy, czy jest to „jednodniówka” czy dłuższy wyjazd.

    W odpowiedzi na: Udokumentowane przypadki kobiet w szeregach XW

    7 grudnia 2009 z 11:35 #7707
    małgosia d.
    Participant

    Pyszna anegdotka!

    …ale, ale… jakby tu nieco przychichło…?

    😉

    W odpowiedzi na: Udokumentowane przypadki kobiet w szeregach XW

    6 grudnia 2009 z 12:47 #7690
    małgosia d.
    Participant

    Tak trudno czytać ze zrozumieniem…? Czy nie napisałam wyraźnie, że odniosłam się do wypowiedzi Niepija, wiedząc, że nie leży to w ramach zakreślonych przez założyciela tematu…? Drobne uwagi na marginesie są wpisane w tok każdej rozmowy czy wymiany poglądów, może się mylę? Proponuję dodać adnotację przy temacie- „Udokumentowane przypadki kobiet w szeregach XW czyli suche fakty i dowody czarno na białym”. I szkoda, bo przykład pani Marii to ciekawostka, która wypłynęła przy tym temacie, w dodatku sprawdzana w rzetelny sposób. Udanych poszukiwań.

    W odpowiedzi na: Markietanka

    6 grudnia 2009 z 00:33 #7685
    małgosia d.
    Participant

    Ciekawe, a i kolorowe 😉

    W odpowiedzi na: Udokumentowane przypadki kobiet w szeregach XW

    5 grudnia 2009 z 14:37 #7668
    małgosia d.
    Participant

    A co, kiedy medyk wyciąga broń i odpiera atak? Zabija? A co, kiedy markietanka uczestniczy w walce? Co, gdy kobiety nie będące mundurowymi żołnierzami ponosiły ofiarę na polu, bo podjęły walkę? Czy nie stały się żołnierzami? Czyż nie zadawały śmierci i ran przeciwnikom…? Wiem, że to nie jest kwestia rozważana w temacie, odnoszę się do wypowiedzi kolegi Niepija powyżej. Acha. Kobiety w szeregach. Czyż medycy nie przynależeli do wojska, Pani Mario…? Sprawdziłam z ciekawości, za co był przyznawany medal Świętej Heleny: „odznaczenie ustanowione w roku 1857 przez cesarza Napoleona III dla uhonorowania żołnierzy walczących pod sztandarami Napoleona w latach 1792-1815”. Voila!

    W odpowiedzi na: Markietanka

    4 grudnia 2009 z 17:16 #7648
    małgosia d.
    Participant

    Wielkie dzięki Hahne! 🙂
    Z ciekawości- kim był ten Blaze? Gdzie służył? Chciałabym jakby umiejscowić dokładniej w czasie te wspominki 🙂
    No i gdzie można znaleźć jego pamiętnik…? Rozumiem, że nie ma polskiego tłumaczenia, skoro piszesz, że przełożyłeś tekst…?

    W odpowiedzi na: Udokumentowane przypadki kobiet w szeregach XW

    4 grudnia 2009 z 17:04 #7646
    małgosia d.
    Participant

    Ciekawy przykład, pani Mario 🙂 Można snuć logiczne przypuszczenia, że nasza bohaterka niosła pomoc medyczną w oodziale męża, w mundurze chirurga, mogła mieć ewentualnie szpadę…

    W odpowiedzi na: Markietanka

    3 grudnia 2009 z 02:30 #7595
    małgosia d.
    Participant

    Dziękuję bardzo za podrzucone materiały i wskazówki 🙂 Czasem będę się przypominać. A może jest ktoś chętny napisać parę słów o markietankach, z jakimi miał/ ma na rekonstrukcjach/ w grupie do czynienia? Znam tak naprawdę tylko jedną, jestem ciekawa, czy we wszystkich grupach wygląda to podobnie, jeśli chodzi o zajęcia i role markietanek, choć zapewne to zależy od markietanki, na ile dziewczyny czują się zżyte z oddziałem i tym podobne. Czekam na Wasze wypowiedzi, pozdrawiam!