Krzysztof Polak

Odpowiedzi na Forum Stworzone

  • W odpowiedzi na: TYRALIERA

    7 grudnia 2009 z 15:26 #7713
    Krzysztof Polak
    Participant

    Załączam też rysunek Albrechta Adama uczestnika kampanii moskiewskiej, na którym można ocenić jaki szyk przyjeli francuscy tyralierzy z różnych pułków. Polecam cały cykl tych rysunków przedstawiających walki pod Moskwą i Smoleńskiem (obecnie w kolekcji Ermitażu). Przy okazji dziękuję Krzysztofowi Polakowi, że zwrócił mi kiedyś na nie uwagę.

    Miło mi, ale za diabła nie pamiętam kiedym to i przy jakiej okazji Ci na te obrazki zwrócił uwagę ;D

    W odpowiedzi na: Udokumentowane przypadki kobiet w szeregach XW

    2 grudnia 2009 z 11:17 #7555
    Krzysztof Polak
    Participant

    … w zachowanej ewidencji osobowej Pułku 8go Ułanów takoż brak kobiecych imion …

    Ogólnie zgadzając się z rozumowaniem Niepija i uznając fakt, że służba kobiety w linii była raczej ewenementem, czymś wyjątkowym (nie twierdząc zarazem, że Żubrowa była sama jedna i nie miała „koleżanek po fachu”), chciałbym zwrócić uwagę na zasadniczą trudność tego typu poszukiwań;

    -wedle przepisów z epoki kobiety nie mogły służyć wojskowo (w sensie liniowego żołnierza).
    Jeśli więc takowa pani zdecydowała się wstąpić do wojska – musiała to czynić udając mężczyznę. Pisze o tym Bielecki w odniesieniu do kilku znanych Francuzek, pisze o tym i sama Żubrowa, która wstąpiła do wojska jako mężczyzna – brat swego męża.
    „kobiecość” owych heroin wychodziła na jaw później, „w życiu”, ale wydaje się, że poza wyjątkowymi przypadkami (vide Żubrowa) nie znajdowało to oficjalnego odzwierciedlenia w dokumentach i taka pani dalej służyła jako mężczyzna. A jej kobiecość była swoistą „tajemnicą poliszynela” w danym oddziale.

    Sądzę zatem, że trudno byłoby, nawet mając pełne listy osobowe, doszukać się tą drogą kilku dalszych Żubrowych i Platerek.

    pzdr.
    O.v.K.

    W odpowiedzi na: Szkoła jazdy

    23 listopada 2009 z 17:50 #7356
    Krzysztof Polak
    Participant

    Zdjęcie które zamieścił kol.Elmijakke nie jest z manewrów wygląda na formowanie oddziałów do przegląu
    lub jakąś rewią okolicznościową , jest bardzo znane bo ta masa ludzi i koni robi wrażenie,
    a w czasach II Kongresówki=PRL-u było
    wręcz synonimem zacofania i prymitywizmu polskiej armii przed II WŚW.

    Nie chciałbym wchodzić w meritum dyskusji o dosiadzie, bom tu gorzej niż lajkonik, ale rzeczone zdjęcie mas kawalerii pochodzi jednak z wielkich manewrów, rok bodaj 38. Pełny pułk jazdy szykuje się do wyjścia konno na pozycje. Z resztą scena ta ma, o ile pamiętam, także wersję filmową 🙂
    Z tych samych manewrów pochodzą mn. sławne ujęcia filmowe galopującej artylerii. Ujęcia wykorzystano potem w produkcji Gorących Serc(?), polskiego przedwojennego „filmu werbunkowego” ;D

    Natomiast różnice dosiadu można by wyjaśnić w ten sposób, ze to czasy zmian – powoli kończy się jazda „polowa”, górować zaczyna jazda maneżowa. We wspomnieniach polskich kawalerzystów wrześniowych, których szkolili ostatni weterani ancien-regime`ów da się wyłuskać kilka takich niuansów.
    Może lepiej jednak popatrzeć na źródła z epoki – fotografii nie będzie, ale nie podejrzewam dobrych artystów – świadków epoki o kompletną ignorancję 🙂

    W odpowiedzi na: Błędy Panoramy Racławickiej

    16 listopada 2009 z 12:27 #7279
    Krzysztof Polak
    Participant

    Oto i obiecana blacha

    Załączniki:

    W odpowiedzi na: Błędy Panoramy Racławickiej

    13 listopada 2009 z 16:08 #7259
    Krzysztof Polak
    Participant

    Sprawdzę i dam znać.

    W odpowiedzi na: Błędy Panoramy Racławickiej

    5 listopada 2009 z 12:57 #7206
    Krzysztof Polak
    Participant

    Temat błędów wszelakich na płótnie Panoramy… już jakis czas temu omówił Józef (nomen, omen) Poniatowski, w swej książeczce Wojsko Polskie na płótnie Panoramy Racławickiej (tytuł podaję z głowy). Książka ma już swoje latka (poczatek 90-tych?), udało mi się ją zakupić w jednym z sezonowych składzików taniej książki.
    Autor omawia zarówno sama batalię jak i jej przedstawienie na płótnie, nie pomijając kwestii mundurowych, szczególnie problemu barw regimenów pieszych, w jakich te faktycznie wystapiły na racławickim polu.

    W odpowiedzi na: Żywa historia czy przebierańcy?

    29 września 2009 z 12:51 #7090
    Krzysztof Polak
    Participant

    Z całym szacunkiem namawiam i proszę – przeczytaj ponownie moje wypociny w temacie walki na bagnety i walki wręcz podczas rekonstrukcji. Piszemy właściwie to samo, ale przeplatając dyskusję moimi konfliktami z innymi osobami wydaje się jakbyśmy i my się nie zgadzali…
    Od początku piszę, że walka wręcz jest prywatną sprawą poszczególnych osób i grup. Jeśli ktoś podejmuje to ryzyko to na własną odpowiedzialność i we własnym gronie.

    Możliwe, że w ogólnym zamieszaniu zwróciłem uwagę na jeden fragment, przelatując po innym. W każdym razie poglądy mamy, jak sądzę, zbieżne a na pewno nie przeciwstawne ;D

    Myślę że mieliby na tyle rozsądku żeby ćwiczyć kijami lub drewnianymi atrapami karabinów lub nasadzić na bagnety specjalne kulki
    (…) szkoląc wojsko w walce bagnetem.
    (…) trzeba nie mieć pojęcia o walce wręcz by zacząć od ćwiczenia z prawdziwą bronią. Wszystkie kultury świata wytworzyły jakieś formy walki wręcz, jakieś typy szermierki. I wszystkie zwróciły uwagę na to, że nie warto ranić się podczas ćwiczeń. Broń ćwiczebna jest mniej szkodliwa i łatwiejsza do opanowania.

    Molto bene! Choć czasem robi się broń ćwiczebną specjalnie cięższą od prawdziwej, aby lepiej wyrobić siłę i zręczność żołnierza. Ale to tak marginesem 😉

    Próbę, nieudaną skądinąd, wyeliminowania walki wręcz przy zachowaniu realizmu pola walki – podjęto na pewno pod Jeną w 2006 roku, kiedy to organizatorzy przewidywali zachowanie dystansu między grupami. Zamiast zwarcia, grupy miały się „przepychać moralnie”, że tak to ujmę – czyli historycznie o tyle, że oddział słabszy morlanie pekał na widok prącego zdecydowanie do szturmu npl`a. Pomysł, acz ciekawy i sensowny, nie wypałił mimo, że uczestniczyły w batalii grupy uznawane z reguły za „poważne”.
    Czego nie pisze by nas wybielać a dla sygnalizacji szerszej perspektywy.

    Możliwe, ze moje spojrzenie na sprawę jest skażone faktem, że dla mnie osobiście – jako hobbysty i historyka z zawodu – najciekawsze jest właśnie samo pole walki – stąd moje uczepienie się zagadnień z tym związanych. Stąd też moje uwagi o potrzebie zachowania jakiejś formy sygnalizacji walki wręcz.

    pzdr.
    O.v.K.

    W odpowiedzi na: Żywa historia czy przebierańcy?

    28 września 2009 z 16:27 #7085
    Krzysztof Polak
    Participant

    Krzysztofie, kolego drogi
    Nie umiałem Ci przekazać zawoalowanej trochę intencji… Spróbuje wprost.
    Walka na bagnety powoduje poważne urazy, łącznie ze śmiercią. Lepiej z niej w rekonstrukcji zrezygnować. Nawet jeśli są regulaminy.
    Wogóle walka podczas rekonstrukcji jest niebezpieczna, a przede wszystkim głupia, bo tylko pozornie związana z faktyczną wiedzą historyczną.
    Często też walka wręcz przyciąga frustratów i ludzi nieodpowiedzialnych, którzy dla niej tylko chcą uczestniczyć w rekonstrukcji.
    Dlatego lepiej aspekt walki wręcz w ramach rekonstrukcji porzucić.

    Akurat ta część Twojej wypowiedzi, tycząca się niebezpieczeństw zabawy z rożnem na ludzi – była jasna i czytelna :lookdown: Ja natomiast piję do fragmentu poddającego w watpliwość wartość Nauki podającej… ;P

    Rekonstrukcja w ogóle jest zabawą dla ludzi rozsądnych a mnogość sytuacji, w których możemy coś komuś zrobić – wysoka. Wynika to wszelako z samego przedmiotu naszej zabawy. Było nie było – bawimy się w wojnę.

    O ile na „polu bitwy” ogólnie zgadzam się z Toba i Twoimi obawami, o tyle poza tym polem, na placu ćwiczeń już niekoniecznie.
    Bynajmniej nie chodzi mi o dopuszczenie do walk „ćwiczebnych” na bagnety, człowiek-na-człowieka – a o ćwiczenie jako takie, które można przeprowadzać z pożytkiem dla rozrywki i sprawności fizycznej własnej i kolegów w odosobnionym miejscu, tak, by nikt nam pod lufę się nie wtarabanił a i cobysmy sami się nie poszlachtowali.
    Wychodząc z założenia – co niebezpieczne – tego nie róbmy, należałoby właściwie rzucić tę zabawę w cholerę ;P czy choćby nie strzelać a kawaleria w ogóle powinna się nie ruszać, bo może się ktoś koniom pod kopyto nawinie. Szermierka sportowa takoż winna być zakazana.

    Jakkolwiek do sprawy nie podejdziemy – zawsze wszystko oprze sie o człowieka – i jego dorosłość, opanowanie, poczucie odpowiedzialności. A pewne ryzyko w naszym hobby istnieć będzie zawsze. Nasz w tym obowiązek, jako rekonstruktorów, by je minimalizować.

    pzdr.
    O.v.K.

    W odpowiedzi na: Żywa historia czy przebierańcy?

    28 września 2009 z 12:19 #7077
    Krzysztof Polak
    Participant

    A`propos niedawnej dyskusji około-bagnetowej…
    Na stronie uznanej powszechnie grupy 6e de ligne pojawiły się skany francuskiego podręcznika/instrukcji walki/szermierki na bagnety z roku 1828.
    http://www.waterloo-reconstitution.com/ … onette.htm

    Jak widac nie tylko my przeglądamy i studiujemy instrukcje tworzone w nascie-lat po kampaniach Cesarza przez jego weteranów i nie tlyko my podchodzimy doń jak do ważnych źródeł „okołepokowych”. W tym kontekście zasadna staje się dyskusja, czy i w jakim stopniu te instrukcje odpowiadają praktyce czasów napoleońskich.
    Osobiście skłaniam sie ku twierdzeniu, że szkół czy regulaminów w samej epoce jako takich – nie było, ale powstałe w te kilkanaście lat później regulaminy – czerpią z peraktycznych doświadczeń (bo z resztą – z jakich innych miałyby czerpać?) pól bitewnych Empire`u.

    Co do uwagi o zmiennosci przepisów – zgoda, ale też należy zwrócić uwagę, że zmiany te często dotycza tylko szczegółów, niuansów a nie istoty problemu. Dziś nikt chyba nie wyobraża sobie walki piechoty na bagnety na współczesnym polu walki, a jednak żołnierze najnowocześniejszych armii świata dźgaja słomiane kukły pod niemal każdą szerokością geograficzną. I te podstawowe ruchy są niezmienne od x-lat.

    pzdr.
    O.v.K.

    p.s. Swoją drogą ciekawą rzeczą byłoby porównanie zawartości obu regulaminów – polskiego i francuskiego. Polski, widać od razu, jest bardziej rozbudowany, faktycznie tworzy system szermierczy, francuski zaś (o ile nie są to „wypisy” z czegoś szerszego) to raczej „brulionik”, ot ściąga do dalszych ćwiczeń.

    W odpowiedzi na: Golling-Salzburg 04-06.09.2009

    27 września 2009 z 19:20 #7072
    Krzysztof Polak
    Participant

    Na stronie 3ki zamieszczona została relacja z wyprawy tyrolskiej;
    http://www.pulk3piechoty.pl/index.php?p … uly&art=13

    miłej lektury!

    W odpowiedzi na: Żywa historia czy przebierańcy?

    18 września 2009 z 12:33 #7043
    Krzysztof Polak
    Participant

    A co do rekonstrukcji a raczej pokazów to starcie wręcz dla widzów jest jedną z atrakcji i myśle że nie można z tego zrezygnować tylko trzeba to zorganizować poprzez wczesniejszą „ustawkę”. Można to robić na zasadzie grzebienia w oddaleniu od widowni jak jest to robione w scenach filmowych.

    Pytanie, czy robimy rekonstrukcję czy pokazy? Zależy nam na odtworzeniu epoki czy zadowalaniu gawiedzi? Pomysł „grzebienia” istnieje od dawna w dyskusjach, ale wymagałby od nas rozluźniania szyków „by sie wpasować”. Jakoś niespecjalnie mi się podoba pomysł naginania regulaminów i podstawowych zasad taktyki, które staramy sie poznac i zastosować (esencja natarcia wręcz czyli „blok bagnetów”) tylko dla zwiększenia atrakcyjnosci „pokazów”. Sądzę, że przy odpowiednim poziomie obu stron mozna to zrobić nie kombinując – tak często widywane dziś „zwarcie” zapewne nie zniknie, ale mozna starac się coraz lepiej dogrywać ucieczki, odwroty ew. walki tyralierskie, które, mam wrażenie, w polskich oddziałach sa ostatnio zaniedbywane. Tu jest pole do popisu, ćwiczeń i szkoleń z obopólnym zyskiem.

    Co do regulaminu KK – powstał on w czasach pokojowych, kiedy był czas i możliwości na skodyfikowanie zasad walki, w oparciu o żywe jeszcze doświadczenia. Czy ejdnak jakikolwiek faktyczny regulamin w czasach XW istniał i był stosowany? Nie wiem i chyba wątpię. Co najwyżej szkolono piechurów na zasadzie sierżanta Świeżyńskiego w „Roku 1809” – wiarusy, które juz kilka bagnetów na wrogu pogięli, pokazywali rekrutom jak to czynić – bez szkół, plansz, regulaminów.
    Regulamin Trębickiego jest ważny i wartościowy dla nas, ale nie jako szczegółowa wykładnia a jako szerszy obraz podejścia do całego zagadnienia – na co zwracano szczególną uwagę, co dominowało w tego typu szkoleniach.
    No i jako wartosciowa „rozrywka”, czy też zbiór ćwiczeń fizycznych ku poprawie kondycji wojska 😀

    W odpowiedzi na: Żywa historia czy przebierańcy?

    16 września 2009 z 16:43 #7040
    Krzysztof Polak
    Participant

    Jesli dobrze pamiętam, to regulamin walki na bagnety z czasów KK układali jednakże oficerowie z doświadczeniem napoleońskim i, moim prywatnym zdaniem, można go traktować jako źródło z epoki – wszakże nie szczegółowo, jako zbiór faktycznie stosowanych parad, ataków etc. a raczej ogólnie – jako obraz podejścia do zagadnienai, a zatem czy stawiano bardziej na pchnięciaczy faktyczną szermierkę. Sam stosunek odpowiednich czynności może nam wiele powiedzieć. Poza tym, regulamin ten jest kierowany głownie do żołnierzy kompanii lekkich, które miały większe szanse na wykorzystanie tego typu nauk – w szyku zwartym jakoś nie wyobrażam sobie szermierki bagnetem…

    Inna rzecz, o której swego czasu dyskutowałem z Sasem, to to, jak często tak naprawdę dochodziło do walk wręcz. Jesli dobrze się przyjrzeć zagadnieniu, to wyjdzie, że w otwartym polu do takich starć dochodziło przewaznie w szykach luźnych lub rozluźnionych (zmieszanych w marszu), przypadkiem (kiedy oddziały dosłownie „wpadły” na siebie), albo kiedy obie strony miały szczególnie dużą determinację. Z reguły dochodziło ejdnak do załamania się jednej ze stron, cofnięcia na nową pozycję lub wstrzymania ataku, np. ogniem czy samą groźną i zdecydowaną postawą.
    Co innegow terenie trudnym, zakrzaczonym, lesistym, zabudowanym – wtedy faktycznie do takich walk dochodziło często.

    I tu aspekt dyskutowany niejednokrotnie i od dawna – jak właściwie rozwiązywac takie sytuacje – czy pozwalac na „tradycyjne” zetknięcie obu grup, czy… co? Jednym z pomysłów jest cofanie się, ew. ucieczka grupy zaatakowanej – i vice versa. Łatwe to jednak nie jest o tyle, że nieraz trudno wyczuć, która strona „chce” podać tyły. Np. w tym roku pod Golling nacieraliśmy na Tyrolczyków – plan zakładał, że za zasłoną „blockhausu” staniemy i rzucimy się do ucieczki – niby to rozbici przez górali… Tymczasem my pogoniliśmy ich wiele dalej…

    Jak zwykle najważniejszy jest rozsądek, rozsądek i jeszcze raz rozsądek. Poparty wyobraźnią.

    pzdr.
    O.v.K.

    W odpowiedzi na: Mundur – operetka czy szacunek dla tradycyji

    25 sierpnia 2009 z 14:24 #6985
    Krzysztof Polak
    Participant

    O milion razy bardziej od oficjalnych pokazów wolałbym odtworzyć tą drobną potyczkę z pamietników Białkowskiego kiedy batalion 3 pułku kąpał się pod Sandomierzem i został napadnięty przez austriackich huzarów. Huzarów odparto w strojach kąpielowych, czyli przypuszczam, że w kalesonach i patrontaszach. Zgodnie z zaleceniami Kurcyusza szefa batalionu.
    Także nawet nie trzeba by dużo mundurów rekonstruować 🙂 tylko te kalesony i patrontasze. Dla mnie te drobne sukcesy (takie troche na galicyjską miarę 🙂 , nieco zabawne i w pieknym otoczeniu) były kwintesencją tej kampanii.

    Nie Ty jeden :bye:

    W odpowiedzi na: Mundury piechoty Księstwa Warszawskiego w latach 1806-11

    3 sierpnia 2009 z 11:32 #6869
    Krzysztof Polak
    Participant

    Oczywiscie masz racje ze w czas wojenny naplyw rekrutow, brak czasu i pieniedzy powodowal, ze czesc wojska (tego swiezego) paradowala w czyms sie dalo. Nie wierze jednak, ze w czas pokoju nie uzupelniano wszelkich brakow.
    .

    I tu się nie zgodzę (poza tym masz rację), wystarczty poczytać raporty i korespondencję Ks. Poniatowskiego – stale są braki i to niemal wszzystkiego.[/quote]

    Z drugiej strony w tejże Korrepsondencji… jest datowany bodaj na styczeń 1812 roku raport opisujący stan oporzadzenia, umundurowania i uzbrojenia wszytkich pułków. I tylko nieliczne regimenety miały adnotację o duzych brakach. W wiekszości uwagi tyczyły się starych płaszczy, za to mundur był niemal wszędzie okreslony jako dobry, takoż broń a co do obuwia – to po dwie (tu moge sie mylić) nowe pary były własnie w robocie.
    Oczywiście, jest to już okres przygotowan do nadchodzacej drugiej wojny polskiej.

    W odpowiedzi na: Literatura przedmiotu

    31 lipca 2009 z 10:05 #6852
    Krzysztof Polak
    Participant

    Na temat owych obywatelów wyznania mojżeszowego rozmawiałem ze dwa miesiące temu z dr hab. Czubatym, który uczestniczył w konferencji poświęconej płk Joselewiczowi.
    No i wychodzi na to, że nie można powiedzieć że to bujda, bo… nic tak naprawdę na pewno nie wiadomo. Tzn. pełnego „legijonu” czy regimentu z pewnością nie wystwiono – nie zdążono a zapewne i ochotników zabrakło. Ale są niewielkie poszlaki, że grupka Zydów faktycznie biła się na Pradze w ramach jakiegoś „oddziałku” (plutonu?), raczej bez mundurów, za to i owszem, zbrojnie.