Hubzal

Odpowiedzi na Forum Stworzone

  • W odpowiedzi na: sztandary polskie 1830-31

    13 września 2007 z 10:52 #4721
    Hubzal
    Participant

    Zgadza się – miały monogramy cara, były bardzo podobne do rosyjskich, zamierzano je wymienić na w 100% polskie – te były gotowe już wiosną ale konserwatywny rząd nie chciał ich wprowadzać do szeregów żeby nie drażnić cara, samemu łudząc się możliwością rozejmu i pogodzenia się z Mikołajem I.

    W odpowiedzi na: Szkoła jazdy

    20 czerwca 2007 z 09:45 #4521
    Hubzal
    Participant

    na podstawie badań wykopanych tam szkieletów stwierdzono, że do kawalerii przyjmowano mężczyzn do 1,65 cm i do 70 kg wagi. :#

    Należałoby raczej powiedzieć, że takich akurat tam wykopano! ;D
    Ponadto, z samego szkieletu, to akurat cieżko oszacować ile delikwent ważył. Prędzej po rozmiarże ubranka – o ile coś się zachowało.
    Co do wzrostu – wato poczytać naukowe i fachowe spory antropologów na temat zasadności wniosków wyciaganych z pomiaru kości kopalnych…
    Te wzrosty przodków – okazuje się, że to nie takie proste i oczywiste.

    Jakich przyjmowano, to akurat najdokładniej widać z zachowanych w archiwach zapisów: regulaminów i sprawozdań z prac komisji poborowych ( te ostatnie, czasem bywają zafałszowane – i to w momencie napisania).
    W II RP do pułków kawalerii kierowano poborowych których masa ciała nie przekraczała 73kg – to by sie mniej wiecej zgadzało.

    Prawie wszyscy kawalerzyści mieli od ciągłego poruszania się w siodle chore kręgosłupy, bardzo musieli cierpieć z powodu ciągłego bólu. Myślę, że jeśli chodzi o kawalerię zasady zarówno w dobie napoleońskiej czy trochę później zawsze były te same. Możemy więc powiedzieć, że nasi szwoleżerowie byli inwalidami już w wieku 25 lat. :#

    Od siedzenia za stołem na pewno nie byliby zdrowsi.
    Choroby kręgosłupów i stawów wynikały z trybu życia w warunkach służby wojskowej: spania byle gdzie i byle jak, notorycznego niedożywienia z przypadkowymi incydentami przejadaniem się bardzo przypadkowymi zestawami pokarmów; ciągłego stresu itd. Jazda konna ma tu marginalne znaczenie.
    W opisach Kozietulskiego i innych pamiętnikarzy – byli inwalidami od źle leczonych ran i z powodu fatalnych warunków bytowych – nie od nadmiaru jazdy konnej.

    W odpowiedzi na: Regulaminy i wyszkolenie

    15 czerwca 2007 z 12:30 #4511
    Hubzal
    Participant

    Wojna Krymska to szczególnie wątpliwy przykład.
    W kolejnych bitwach powtarzają się epizody wskazujące na sytuację taką, że wojsko rosyjskie miało wydane rozkazy aby delikatnie się obchodić z przeciwnikiem. Pośrednio można się doczytać tego samego w rosyjskich zapisach pamientnikarskich.
    Dowódcy rosyjscy rozpoznawali znane sobie „z salonów” osoby swoich przeciwników i np. nakazywali kozakom wziąć do niewoli Lorda Reglana ale tak aby, cytuję: „włos mu nie spadł z głowy”. Ponieważ, w takiej sytuacji, Reglan odcinał się kozakom „na prawdę”, nie „na niby” więc był w stanie wyrwać się z okrążenia 12 kozakom.
    Odnoszę wrażenie, że ta salonowa kurtuazja przenosiła się również na skalę taktyczną i operacyjną.
    W tych warunkach nasze rozważania tracą miarodajne podstawy.

    W odpowiedzi na: Regulaminy i wyszkolenie

    28 maja 2007 z 15:43 #4449
    Hubzal
    Participant

    Tylko dwie salwy i Rosjanie uciekają?
    Watpię aby odprzodowe karabiny Mine’a były aż tak skuteczne.
    Pod Wólką Węglową w 1939 roku zmasowany ogień karabinów maszynowych nie był w stanie powstrzymać szarży 14 pułku ułanów Jazłowieckich. W latach 1940-44 podobne doświadczenia potwierdziły moc szarży kawaleryjskiej – z resztą po obu stronach frontu – tak w wykonaniu kawalerii sowieckiej jak i różnych innych – sprzymierzonych z Niemcami.
    Przechodząc do rozważań nad Wojną Krymską odbiegamy jednak od tematu.

    W odpowiedzi na: Regulaminy i wyszkolenie

    28 maja 2007 z 10:54 #4445
    Hubzal
    Participant

    Uszykowanie w dwie linie pod Bałakławą w 1854-tym łączyło przecież wydłużenie frontu ze skutecznym ogniem.

    W moim odczuciu, Wojna Krymska wykazuje zadziwiające zabużenia ciagu następstw przyczyna-skutek.
    Zupełnie, jakby Rosjanie starali się nie nadwyrężyć zbytnio korpusu interwencyjnego.
    Obawiam się, że kwestie polityczne mocno tu zakłócają empirię pola bitwy.

    W odpowiedzi na: Szkoła jazdy

    25 maja 2007 z 10:50 #4444
    Hubzal
    Participant

    Dla wszystkich teoretyków…
    Jest parę książek, również o historii jazdy konnej. – zapytajcie
    Po kilkudziesięciu godzinach treningów i przeczytaniu choć jednej książeczki – gwarantuję, że się wszystko w … i głowie poukłada.
    Zapewniam wszystkich, ze dzisiaj instruktorzy z uprawnieniami PZJ uczą jeździc lepiej, bezpieczniej i skuteczniej, niż w średniowieczu!
    Właśnie po to, żeby było bezpiecznie – powinno się zaczynać od dosiadu współczesnego.

    W odpowiedzi na: Szkoła jazdy

    23 maja 2007 z 13:06 #4431
    Hubzal
    Participant

    Co do filmowej scenki z Bzury;
    Reżyserzy robią różne bzdury!
    W.g. scenariusza miało to wygladać zupełnie inaczej.
    Zostalismy wypuszczeni na wozy pancerne jak w maliny.
    z drugiej strony – gdzie się koledzy z GRH der Wermacht mieliby chować jesli nie pod „wanny”? :bye:
    Litwin: powinieneś mocniej zaznaczyć w swoim poscie, że to przykład negatywny!
    Na próbie w sobotę podobnowygladało to lepiej.
    (Zaznaczam, ze osobiscie nie uczestniczyłem i nie oglądałem – tym razem zajmowałem się „kuchnią”).

    z inscenizacji w Brochowie Za najbardziej udaną uwazam tę z 2005 roku, gdzie epizod szarży nawiazywał do Wólki Weglowej i 14 PU Jazłowieckich – scenariuszem i komentarzem.

    W odpowiedzi na: Szkoła jazdy

    21 maja 2007 z 14:10 #4416
    Hubzal
    Participant

    gdzie artysta namalował szwoleżerów wcale nie w kucanym dosiadzie.

    Oczywiście, że nie ma mowy o tym, aby w inscenizacji jeździć w dosiadzie z torów wyścigowych, czy choćby, zawodów skokowych.

    Nikt też nie neguje, że w XIX wieku jeżdżono inaczej, itd. itp.

    Jak już pisałem, bardzo chciałbym abyś szerzej rozpowszechnił swoje doświadczenia z prac nad rekonstrukcją dawnego lansjerskiego dosiadu.

    Usiłuję jedynie zwrócić uwagę wszystkich osób zaangażowanych w przedsięwzięcie, że dzisiaj, po 200 latach jeździ się na koniu inaczej, skuteczniej, bezpieczniej.
    Instruktorzy posiadający uprawnienia państwowe, SĄ ZOBOWIAZANI propagować szkołę jazdy zgodną z wytycznymi instytucji za to odpowiedzialnych (w Polsce jest to Polski Związek Jeździecki).

    Najpierw uczy się podstaw.
    Potem przychodzi czas na doskonalenie.
    Z czasem, pojawiają się możliwości specjalizacji w zależności od osobistych predyspozycji i zainteresowań.

    Moim zdaniem, eksperymenty z odtwarzaniem wyglądu jeźdźca i sposobu dosiadu z pocz. XIX wieku powinny mieć miejsce wobec osób, które znajdują się na ostatnim etapie szkolenia jeździeckiego, a nie rozpoczynają dopiero swoją przygodę z koniem!
    Innymi słowy: na eksperymenty z rekonstruowaniem dosiadu lansjerskiego możesz pozwolić sobie Ty czy ja. Początkujący jeźdźcy, powinni uczyć się metodycznie tego, co jest współczesną szkołą jazdy konnej i żadną miarą nie zasługuje na złośliwe określenie „dosiadu kucanego”.

    Sprawa ma jeszcze kolejne wymiary:

    – Wiarygodność przekazu ikonograficznego.
    Odnoszę wrażenie, że na obrazach Juliusza Kossaka, inaczej siedzi na koniu Lisowczyk, inaczej Kozak, jeszcze inaczej husarz. U Wojciecha zdecydowanie mniej tej różnorodności, (ale nie analizowałem tego zagadnienia, więc wolałbym nie wygłaszać zbyt pochopnych sądów).
    Co do innych źródeł: wymagają one szczegółowej analizy pod kątem oceny na ile są odzwierciedleniem obiektywnej obserwacji a na ile subiektywną projekcją wiedzy jeździeckiej malarza czy grafika.

    – Historia sztuki jazdy konnej na ziemiach polskich.
    W Polsce od bardzo dawna, więcej niż od 200 lat ścierały się wpływy wschodu z zachodem.
    W polskich pismach poświeconych jeździe konnej z XVII i XVIII wieku można odnaleźć nutę przeciwstawiania recept jeździeckich orientalnego pochodzenia ( dosiad na krótkich strzemionach, poszukujący jak największych możliwości ruchowych) doświadczeniom zachodnioeuropejskim (tzw. „niemiecka” szkoła „dresażowa”) – szukającym z kolei stabilności i elegancji prezencji.

    – Logika podpowiada mi, że rozważania teoretyków jazdy konnej poszły jedną drogą, zawartość regulaminów wojskowych wytyczyło drugą, a „tzw. życie” znalazło swoją. Bo przecież inaczej uczyli „oćce” po szlacheckich dworach, inaczej feldfeble zaborczych armii, jeszcze co innego wykładał „maestro” z magnackiej „rajtsztuli”.
    Dopiero po stukilkudziesieciu latach zostałoto wszystko (wzbogacone nowoczesnymi doswiadczeniami Capriolliego) uporządkowane w Grudziądzu a dziś owocuje olimpijskimi medalami Amerykanów, Australijczyków, Francuzów, Niemców i Anglików!

    – Kolejna sprawa: Być może inaczej na koniu siadał imć pułkownik choragwi lekkiej z buzdyganem wręku, inaczej, gdy był jeszcze „tylko” towarzyszem a w ręku trzymał drzewce spisy, rohatyny czy innego protoplasty lancy?
    Ja też „inaczej” siedzę na koniu, gdy szykuję się skakać oksery i stacjonaty, inaczej gdy „męczę” zagalopowania z właściwej nogi przy wyjściu z narożnika ujeżdżalni.

    W odpowiedzi na: Szkoła jazdy

    21 maja 2007 z 12:46 #4414
    Hubzal
    Participant

    A propos faktu ze konie nieprzyzwyczajone do lanc moga sie przestraszyc lopoczacych proporczykow….

    wszystko już było, co najmniej po dwa razy…

    Powtarzam po raz „setny”: nie bedzie dobrej kawalerii rekonstrukcyjnej,jesli nie odtworzy się tego co było najbardziej istotne w wsławionych polskich pułkach: ZGRANIA ZESPOŁU: ludzi i koni. Mozna to osiagnąć jedynie wytrwałą i długotrwałą pracą.

    W odpowiedzi na: 2 Pułk Ułanów Grochowskich

    16 maja 2007 z 10:26 #4399
    Hubzal
    Participant

    Myslę sobie, że za równo dla znawców, jak i dla nieznawców tematu, kazdy lansjer w wysokiej czapie z kwadratowym denkiem = polski ułan. To, że jest on wsłużbie Republiki Cisalpińskiej, I Cesarstwa, monarchii austro-wegierskiej, rosyjskiej, pruskiej czy jakiejkolwiek innej – ma znaczenie drugożędne. Dla europejskiej opinii publicznej bylismy, jesteśmy i chyba bedziemy już na zawsze condotierami i najemnikami podobnie jak Szwajcarzy czy Gurkhowie.
    Czytając wypowiedzi np.dot. Bitwy pod Monte Cassino – tak jestesmy postrzegani na forach anglojęzycznych.
    Wracając do tematu 2 Pułku Ułanów Królestwa Polskiego…
    (bo chyba nas zniosło trochę) 🙂 – jestesmy chyba ciut przewrazliwieni na punkcie rzekomego postrzegania wszystkiego przez pryzmat rosyjskosci.

    W odpowiedzi na: Szkoła jazdy

    15 maja 2007 z 11:24 #4393
    Hubzal
    Participant

    Mam nadzieję, że będziemy mieli okazję, żeby się z nimi zapoznać i przekupić marchewką, żeby im jakieś pomysły do głów nie przychodziły.

    W takim razie:
    1. proponuję wchłonąć wszystko, czego R. Woronowicz uczy – bedzie BAAAAAAARDZO POTRZEBNE! Szczególnie umiejętność INDYWIDUALNEGO panowania nad koniem. (nabywa sie ją m.in. na drodze wykonywania wolt i innych ewolucji na ujeżdżalni).
    2. proponuję ZAPOMNIEĆ o legendzie marchewki i liczyć wyłącznie na własne umiejętności jezdzieckie.
    3. proponuję pozbyć się NAIWNOSCI. Zwykle na imprezy rekonstrukcyjne dostarczane są konie bardzo przypadkowe, takie, których właściciele są gotowi zaryzykować ich zdrowie w zamian za określoną sumę pieniędzy.
    Nie są to na pewno świetnie ujeżdżone, karne kawaleryjskie i sportowe konie ze Starej Miłosny.

    W odpowiedzi na: Szkoła jazdy

    14 maja 2007 z 18:06 #4386
    Hubzal
    Participant

    Powiem tak:
    Do 200-nej rocznicy bitwy pod Somosierrą zostało 18 miesięcy. Jedyny sposób aby „od zera” nauczyć się jeździć konno do tego czasu, to ćwiczyć, ćwiczyć i jeszcze raz ćwiczyć.
    Sądzę, że jeśli chętni nauczą się dobrze trzymać na koniu stosownie do tego, co uczy Robert Woronowicz (w tym również równowagi w siodle: wstrzymującego jak i popędzającego oddziaływania dosiadem, balansu ciała w zakrętach itp.) – na pewno się nie skompromitujemy!
    Sądzę, że jeśli pojedziemy na stosunkowo długich strzemionach, w takich siodłach, jakimi dysponujemy, za pomocą czapraków, mantelzaków, obergórtów itp. ucharakteryzowanymi na wiek XIX – efekt będzie wystarczający i zostanie doceniony.
    Jeśli nikt nie spadnie z konia, nikt nie będzie szarpał za pysk wodzami i nikt nie będzie wył w panice ” bo koń w stepie go poniósł” – będzie dobrze.
    Jeśli do tego szyki będą utrzymane, a obroty wyjdą – będzie wspaniale.
    W 1,5 roku nie powstanie od nowa cała wiedza wachmistrzów i kaprali doby napoleońskiej.
    Warto by natomiast pomyśleć o czymś innym -jak sfinansować zawiezienie naszych koni pod Somosierrę?
    Jeśli mamy tam wystąpić na miejscowych koniach -to tak, jakby na Mundialu wystawić tylko połowę drużyny, drugą zaś dobierać z miejscowych -z ulicy.

    Szyk bitewny jazdy…
    Somosierra miała to do siebie, że tam szwoleżerowie szarżowali w kolumnie czwórkowej. To chyba jedyna bitwa, gdzie zastosowano akurat ten szyk bitewny.

    Poza tym, ja też mażę o tym, aby choć raz sformować dwie linie rozminiętego plutonu i utrzymać je na dystansie 2 kilometrów, aż po uderzenie z pochylonymi lancami w cwale!

    O rozwiniętym szwadronie mażę tylko czasem i bardzo nieśmiało…

    Od czegoś trzeba zacząć… może od wolt indywidualnych, wysiadywania kłusa i zagalopowań, żeby potem zrobić to w mniejszym, a później większym szyku? Z czasem strzemiona też da się wydłużyć… (za I Rzeczpospolitej też tak uczono.)
    Zaczynać od krytykowania Roberta Woronowicza? – nie tędy droga.

    W odpowiedzi na: 2 Pułk Ułanów Grochowskich

    8 maja 2007 z 10:40 #4369
    Hubzal
    Participant

    W I pułku ułanów armii rosyjskiej (powstał około 1812 roku) wyłogi były właśnie MALINOWE!
    Na wkus i cwiet tawariszcza niet
    Pułk był umundurowany bogato i zgodnie z wówczas panujacą modą w wojsku.
    Kwatery czapek w kolorze, jak wyłogi i lampasy, trojstrefowe pasy główne i nośne do ładownic, smuklejsze, „taliowane” czapki. Te trendy w modzie wystepują po obu stronach frontu. W moim odczuciu „typowo rosyjskie” są malutkie, bardzo strome daszki u czapek i duze ale zaokrąglone na wszystkich naroznikach czapraki.
    Te dwa ostatnie „elementy rozpoznawcze” carskiej siły zbrojnej, zostały potem narzucone przez Konstantego dywizji ułanów Królestwa Polskiego.

    W odpowiedzi na: Magnateria

    23 kwietnia 2007 z 13:44 #4307
    Hubzal
    Participant

    Caryca, to akurat wykazywała niebywałą mocność w tych sprawach…

    W odpowiedzi na: Magnateria

    16 kwietnia 2007 z 10:38 #4290
    Hubzal
    Participant

    Skąd my to znamy?
    Pan dowódca chodzi sobie dumnie z brzuchem podanym do przodu a paru szraczków wychodzi ze skóry, zeby koniec z końcem związać. Tylko czasem tych szaraczków zęby bolą (od zaciskania – uwaga dla mniej domyslnych), jak panu dowudcy się komendy popie… :>