Darek Grenadier

Odpowiedzi na Forum Stworzone

  • W odpowiedzi na: Bitwa pod Możajskiem (Borodino / la Moscova) 1812-2012

    4 września 2012 z 16:34 #10579
    Darek Grenadier
    Participant

    Jako zwykły liniowy szaraczek chciałem stwierdzić, że w mojej prywatnej opinii wyjazd nieźle dał nam w tyłek w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Całe to zmęczenie borodińskie będę na pewno wspominał dlugo z dumą, że tam byłem, dwa razy na marsze poszedłem i w obu bitwach (ćwiczebnej i prawdziwej) brałem udział. Chciałem bardzo podziękować za zorganizowanie wyjazdu na imprezę. Mimo wrodzonego narodowego malkontenctwa nie mam się osobiście do czegokolwiek przyczepić a to uważam za duży sukces wszystkich organizatorów zarówno ze strony cywilnej jak i wojskowej.

    Dzięki Panowie!

    W odpowiedzi na: Napoleoniada 2011

    20 lutego 2011 z 23:57 #9368
    Darek Grenadier
    Participant

    Gratuluję profesjonalizacji informacji o imprezie. Zdjęcia terenu bitwy to bardzo pozytywny element. Mam nadzieję, że inni wezmą przykład.

    W odpowiedzi na: Żołnierz do Legii poszukiwany!

    20 lutego 2011 z 23:43 #9367
    Darek Grenadier
    Participant

    Ja ze swojej strony chciałem podziękować, że są chętni do rekonstruowania oddziałów innych niż XW w Polsce, dzięki temu mamy możliwość robienia w miarę sensownych imprez. I nie ma co ciągle i wszędzie przykładać ideologii itp. itd.

    W odpowiedzi na: Regulamin bezpieczeństwa

    3 lutego 2011 z 23:31 #9088
    Darek Grenadier
    Participant

    Nie wiem gdzie. Ja od wielu bitew spotykam się z otwarciem szeregów i sprawdzeniem broni w oddziale. Może inne bitwy oglądamy 🙂

    W odpowiedzi na: Racławice

    10 maja 2010 z 20:52 #8363
    Darek Grenadier
    Participant

    W tą sobotę i niedziele odbyła się impreza pod Racławicami. Szkoda że Polaków na niej zabrakło ale trudno. Pragnę podziękować organizatorom i uczestnikom za wspaniałą prace propagującą naszą historie.

    Ja na przykład i wiele osób z „środowiska” dowiedziało się, że jednak impreza jest dopiero w zeszłym tygodniu. Trudno spodziewać się, że przyjadą ludzie skoro nic nie wiedzą o imprezie. A szkoda bo też miałem ochotę. Pozdrawiam 🙂

    W odpowiedzi na: Walka wręcz w rekonstrukcji

    28 stycznia 2010 z 13:28 #8012
    Darek Grenadier
    Participant

    Prusaku, zgadzam się z Tobą. Atakujący powinien wybrać taki moment aby nie stworzyć zagrożenia i to po jego stronie jako tego z inicjatywą leży główna odpowiedzialność (a obrońca jak już jest atakowany nie powinień robić głupot w stylu rozpoczęcia ładowania tuż przed atakującym). Tylko jak sam widzisz, nie musieliśmy tego pisać a w polu to wychodziło. Poprostu dobra wola obu stron, zrozumienie i chęć fajnej zabawy. A mimo to, że robiliśmy takie „przeczekania” to i tak śmiem twierdzić, że niejedno nasze starcie wyglądało efektownie. A jak ktoś nie ma co robić a głupio mu stać, niech też strzela.
    Tak samo, w mojej ocenie nie powinno się wchodzić do walki w zwarciu z naładowaną bronią – to proszenie się o wypadek.
    Mam naładowaną broń, jestem atakowany, nie mogę strzelić – to się ulatniam – strzelę z innej pozycji a przy okazji będę miał możliwość przećwiczenia reorganizacji oddziału na polu walki.
    Mam naładowną broń – nie atakuję, strzelam.

    Pedro, oczywiście, że regulaminy to dobra rzecz i jako amator-rekonstruktor nie znający się na broni i strzelaniu wiele rzeczy z nich się nauczyłem odnośnie bezpieczeństwa. Jestem w stanie uwierzyć, że część dowódców zapoznaje się z regulaminami, część ma o nich jako takie pojęcie i cześć niestety traktuje je tak samo jak instrukcję kuchenki mikrofalowej – wyjąć dopiero jak coś nie działa. Natomiast widząć nasze biwaki i bitwy na razie nie uwierzę, że dowódca dopilnuje aby jego żołnierze zapoznali się z regulaminem. Co bardziej kumaci, przypomną najważniejsze sprawy przed bitwą na zbiórce. Dlatego to na dowódcy powinna spoczywać duża odpowiedzialność odnośnie zachowania oddziału w polu i może warto przed bitwą zacząć od wzajemnego porozumienia się dowódców i ustalenia pewnych zasad postępowania – chodźby unikania starć w ręcz.

    W odpowiedzi na: Walka wręcz w rekonstrukcji

    27 stycznia 2010 z 23:15 #8009
    Darek Grenadier
    Participant

    Prusaku, masz rację z tym co piszesz, tyle tylko, że akurat ja nie poruszyłem tematu ataku na oddział ładujący broń. Po prostu zapomniałem o tych, niestety nadal częstych przypadkach. W tym temacie odpowiedzialność leży po obu stronach – atakującej aby nie powodować zagrożenia (np. poprzez konieczność szybkiego dokończenia ładowania, co może skutkować np. pozostawieniem stempla w lufie) i ładującej, żeby dowódca nie wydawał rozkazu do ładowania w absurdalnej sytuacji gdy atakują go już inne oddziały. Koniec końców, wszystko będzie zależeć od dobrej woli i wypracowania pewnych standardów postępowania i współpracy wśród rekonstruktorów.

    Koniarzu, w moim odbiorze również masz rację i proszę nie odbieraj mojej wypowiedzi jako krytykę tylko opinię, która ma wzbogacić dyskusję a nie zdeprecjonować lub zanegować poglądy kogoś innego. Mój punkt widzenia jest zdecydowanie z poziomu piechoty. Nie znam się na rekonstrukcji kawalerii, nie chcę sobie wyobrażać czy dociekać jak to wygląda a jakby mogło. Po prostu i pierwszy post Niepija i tytuł tematu raczej mi wskazywał na walkę piechota vs. piechota, ale zapewne i omówienie rekonstrukcji walk kawalerii może coś dobrego. Faktem jednak jest, że starcia kawaleryjskie wyglądają o niebo bardziej „realnie” niż piechoty i nie widzę szczególnych problemów jakie tam występują, dlatego pozwoliłem sobie całą energię skupić na szaraczkach z linii.

    W odpowiedzi na: Walka wręcz w rekonstrukcji

    27 stycznia 2010 z 17:33 #8003
    Darek Grenadier
    Participant

    Pozwolę sobie wtrącić kilka słów.

    Po pierwsze mam wrażenie, że daleko „popłynęliście” względem tego, o czym pisał Niepij i myśli przewodniej tematu. Z dziwnych dla mnie powodów skupiliście się na nauce szermierki i treningach z bronią białą. Czyli w ogóle na fakcie walki i starcia bezpośredniego dla mniej lub bardziej doświadczonych i wytrenowanych ludzi. Podczas gdy, w mojej opinii, rekonstrukcja XIX-wieczna nie wymaga „walk w ręcz” w takim stopniu jak epoki wcześniejsze, – co więcej, radzi sobie całkiem dobrze w ogóle bez tego. Ludzi ćwiczących i umiejących posługiwać się bronią białą jest stosunkowo mało – a żeby mogli coś zrobić to muszą stanąć do walki z osobą mającą podobne umiejętności a nie jakimś rekrutem. Ponadto w wirze bitwy nie ma miejsca na szermiercze pojedynki. Oczywiście jakaś z góry ustawiona scena gdzieś z boku, przy publiczności jest jak najbardziej atrakcyjna, ale w kotle gdzie jest dużo ludzi raczej stwarzałaby zagrożenie.
    Oczywiście jak będziecie sami organizować imprezę, możecie dać warunek, że każdy uczestnik ma mieć taki kurs, droga wolna, powodzenia, chętnie przyjdę obejrzeć.

    Kwestia bezpieczeństwa. Stworzyliście, przytoczyliście rozbudowane regulaminy, których przestrzeganie ma poprawić jakość bezpieczeństwa na imprezach i przyczynić się do uchronienia nas od wypadków, ale mam pytanie. Czy naprawdę sądzicie i wierzycie, że większość (powiedzmy ponad 50% uczestników) je przeczyta – zapamięta – i będzie się stosować do ich litery? Co więcej sądzicie, że przeczytają je Ci najbardziej agresywni i napaleni na zwarcie szaleńcy? Ja je przeczytałem, bo z ciekawości czytam większość takich regulaminów. Są one niewątpliwie sensowne i warto się z nimi zapoznać, ale widzę, co się dzieje na imprezach i jestem przekonany, że większość nawet do nich nie zajrzy a rozdawane wojsku najczęściej można znaleźć w toy toyu (tam dopiero niejednemu życie uratowały). Przypuszczam, że nawet drastyczne skrócenie ich treści nie da rezultatu. Skuteczne może być co najwyżej ustalenie przed bitwą jasnych zasad: do walki bez bagnetów, strona zaatakowana – albo z naładowaną bronią się cofa nie podejmując walki itp. i uczulenie na nie dowódców.

    Dla mnie ważne jest też to, że starcia „w ręcz” w naszym wykonaniu są błazenadą i żenadą, za którą można się wstydzić (mi bywa głupio). Tym bardziej jest mi wstyd, im dłużej trwa taki pożal się Boże „spektakl”. Śmiechy, żarty, przepychanie się – czy to na poważnie czy na żarty wygląda… no, właśnie, nie wygląda.
    Z jednej strony mamy totalną śmieszność, gdy dwie grupki staną naprzeciw siebie i coś buczą a z drugiej bywają agresywne, przepychanki, kiedy osoby nie mające ochoty uczestniczyć w tym bywają niejako wtłoczone w walkę przez tłum. Z daleka i to i to wygląda dziwnie. Fakt, faktem, że i mi nie raz zdarzało się ponieść „wirowi” i brać udział w czymś takim jednak za każdym razem po fakcie miałem mniejszego lub większego „kaca rekonstrukcyjnego”. Mniejszego, gdy trwało to krótko (bardzo krótko) a na koniec na pobojowisku zostali niektórzy nieszczęśnicy (oczywiście z własnej woli nie z prawdziwych ran), większego, gdy przeciąga się to w minuty, podczas których „wojownicy” chcą udowodnić, że przepchną innych bucząc coś i krzycząc (podchodzenie do tego ambicjonalnie to już w ogóle jakaś choroba).
    Przyznam, że miło wspominam walki z Czechami, Austriakami i niektóre w Polsce, szczególnie z grupami rekonstruującymi oddziały pruskie (52IR m.in. na Będominie, 47IR w Kłodzku czy Srebrnej Górze). Grupy te nie przejawiały takiej agresji, w starciu markowali jednak jakieś ciosy zachowując przy tym widoczną ostrożność. Jakoś wyglądało i trwało to wszystko krótko. Do tego jednak odbywało się to na większej przestrzeni (bardzo dużo to ułatwia i pozwala na większą ostrożność), gdzie nie pchały się na siebie dwa tłumy a ludzie w środku nie mają tak naprawdę możliwości ruchu.

    Chciałem też zwrócić uwagę na fakt, że w ogóle starcia w otwartym polu linii w takiej typowej walce w ręcz w epoce praktycznie nie występowały. Oddziały albo nie dochodziły do nieprzyjaciela albo uciekały przed nacierającym. Następował naturalny odpływ z linii: zabitych, rannych, idących po amunicję albo odprowadzających rannych i ktoś wreszcie się wycofał – jak był dobry żołnierz to karnie a jak kiepski albo sytuacja beznadziejna to łamiąc szyk. U nas jest to rzadkość. Ja rozumiem, że mało, komu chce się padać itp. a wielkość naszych oddziałów nie pozwala na za duże ubytki, (bo bitwy trwały by 15 minut) dlatego można iść na kompromisy – nie udawać martwego tylko rannego, dyskretnie zabrać się np. z wracającym oddziałem albo po prostu w trakcie chwili przerwy pozbierać kolegów.

    Szkoda tylko, że temat ten powraca, co roku. Co roku jest zgoda, że jest to i śmieszne i niebezpieczne a potem wszyscy robimy to samo.

    Widzę, że wielu proponowało różne rozwiązania, więc i ja swoje drobne pomysły rzucę.
    Uważam, że większość starć w ręcz odbywa się z wini tego, że żaden oddział nie chce się wycofać. Nie raz widziałem, pewnie i Wy też sytuacje teoretycznie beznadziejne gdzie grupa i tak stała, generalnie psując obraz bitwy i jej odbiór.

    Przed batalią ustalić, jeśli brak konkretnego scenariusza z dowódcami proste zasady, np.:

    1. Oddział zaatakowany stojący na pozycji niezabezpieczonej z bronią nie naładowaną lub naładowaną bez możliwości oddania bezpiecznie salwy cofa się, – kiedy i jak to już jego wola.
    2. Oddział atakujący który znalazł się pod ostrzałem – zatrzymuje się, ewentualnie cofa.
    3. Podczas wymiany ognia po każdej salwie oddział ostrzelany symuluje rannych (ilu? To już powinno zależeć od siły ognia, który w niego jest prowadzony i decyzji dowódcy, ale warto pamiętać, że jak się samemu będzie oszukiwało i udawało nieśmiertelnych to inni też będą robili podobnie i znowu będzie przepychanka w której też każdy udowadniał będzie jaki to jest super).
    4. Oddział zaatakowany z boku ucieka. Oddział ostrzelany z boku wycofuje się.

    Moim skromnym zdaniem to proste zasady dla dowódców, mogłyby nie tylko pozwolić na unikanie żenujących przepychanek, ale też urozmaicić i sprawić, że rekonstrukcja będzie bardziej dynamiczna a dowódcy będą musieli się trochę pokombinować.
    Mogą też w trakcie walki dogadywać się dowódcy, – kto ma się wycofać lub uciec.
    :dribble: ślinotok.

    Dziękuję i pozdrawiam.
    Darek
    7pp XW.