Żywa historia czy przebierańcy?

  • 29 listopada 2009 z 18:04 #7495
    Horhe
    Participant

    Czytać uważnie wypowiedzi użytkowników forum, to też pewnego rodzaju uczestnictwo w dyskusji. Można wtedy jednym, bądź kilkoma postami wyrazić swoje zdanie ogólniej. Więc proszę bez insynuacji. Nikomu nie potrzebne są osobiste wycieczki i konflikty na forach internetowych. Zamiast ślepo patrzeć na jedną i jedyną słuszną teorię, byłoby lepiej dla ogółu przeprowadzić pewne doświadczenia, wykłady, prezentację, pokaz w polu. Może warto i u nas zrobić akademię wojenną? Niech każdy, kto ma coś mądrego do przekazania, to uczyni. Po co się rozdrabniać w dziesiątkach postów, po czym w sumie często wartościowa wiedza ucieka. Niepiju, cytujesz wiele pamiętników i innej literatury, ale czy nie lepiej byłoby skupić się na jednym temacie. Myślę, że ciekawe owoce pracy by z tego wyszły. I tu dam przyklad Twojego kolegi Oliver’a, skupia się na zgłębianiu róznych faktów z epoki napoleońskiej. Po prostu robi swoje. My też możemy! http://www.ingenieurgeograph.de/Unterrichten/Kriegsschule_1815/kriegsschule_1815.html Kto nie zna, niech poczyta, popatrzy. Wykłady oparte na rzetelnie zgromadzonych materiałach źródłowych, a nie na teoriach Goździkowej,czy opowieści z mchu i paproci. Naprawdę nie trzeba być zawodowym historymiem, by tego dokonać.
    cdn bo mi córka płacze…

    29 listopada 2009 z 18:12 #7496
    Maria J. Turos
    Participant

    niepij
    Edukuje ich Pani co do zwyczajów ówczesnych? Wystepując w męskim ubiorze, podobnie jak setki kobiet w rekonstrukcji Europejskiej, które chcą być żołnierkami. I co mówi Pani widzom? Czy zawsze są informowani o tym, że wtedy kobiety nie były brane do wojska i nie nosiły męskich ubrań. Nie. Nikomu nie przyjdzie do głowy tego sprostować. Wiem, bo jestem na bitwach w Polsce i Europie od 1998 roku. Kobiety chcą się bawić i się bawią, ale mimo że powołują się na aspekty edukacyjne akurat w tej dziedzinie tematu wypada unikać.

    Zacny Senatorze
    Z przyczyn obiektywnych będzie cytat w cytacie, lecz widocznie taki już rzeczy porządek.
    Otóż ja zawsze o tym mówię i to głośno, bo tego mnie we Francji nauczono – moje pierwsze uczestnictwo w „działaniu historycznym” (bo trudno by było według kryteriów P. Niepija nazwać to rekonstrukcją) tylko w spodniach i koszuli odbyło się pod okiem Prof. Isabelle Murat nie tylko świetnej profesor medycyny, ale osoby z racji nazwiska zakochanej w epoce „…po uszy…”, to ona zresztą sprowokowała moje działania, sama je ożywiając i wprowadzając techniki używane praktycznie od początku funkcjonowania Szkoły Ratownictwa w Lovanium (Leuveen) gdzie w celach dydaktycznych farba filmowa w kolorze czerwonym leje się strumieniami (a mnie śmieszą „…manewry…” w metrze, gdzie nie ma „…rannych…”: jak sprawdzić swoje własne reakcje ?!?). Jeśli Pan oglądał emitowany nie tylko w TV „Trwam” ale i na innych kanałach film o pasjonatach nakręcony częściowo w Będominie, częściowo w Ostrołęce to słyszał Pan mój komentarz. O to zresztą zabiegałam przy montażu i tego obrazu i obrazu z rekonstrukcji w Ostrołęce.
    Plakat z Sandomierza wymienia mnie z tytułu naukowego – a czy prowadzę wykład „…po cywilnemu…” czy w stroju z epoki… – no cóż
    Dziwne, że podobnych obiekcji nie podnoszą znawcy epoki – w tym i historii medycyny jak chociażby Prof. Marcin Łyskanowski czy Prof. Jean Marchioni.
    …może mniej wiedzą…
    To smutne, ale i Ich zdania przychodzi mi tu bronić…

    Z pełnym szacunkiem

    a nawet czytałem o jednej, która otrzymała Legię.

    zacny Senatorze – nie jedna a kilka, zaś nominację na „…chirurgien aide – major…” dostała żona J.B. d’Heralde, która z nim pracowała w ambulansie i do 1815 roku nic się nie wydało („…poległa…” na weryfikacji po upadku Cesarza, gdy kazano się medykom prozbierać „…do rosołu…”, później jako „…zacna matrona…” spieszyła z pomocą pacjentom Gros Caillou pod „…skrzydełkami…” J.D. Larrey’a, opisał to paryski dziennikarz w 1832 roku, jak znajdę tekst to natychmiast go zamieszczę na forum (artykuł cytuje m .in. A. Soubiran).
    Pozdrowienia dla dziarskich lansjerów.

    29 listopada 2009 z 22:18 #7503
    niepij
    Participant

    Jako, że sparaliżowała to forum nieposkromiona chęć rozwiązania kwestii niepija, to uważam, że najprostszym i najdojrzalszym sposobem na rozstrzygnięcie sprawy jest głosowanie. Oczywiście sam mogłbym przestać pisać i zaszyć się w jakiejś mysiej norce, jednak zwyczajnie nie chcę i nalegam żebyście mi jasno powiedzieli, co mam zrobić. Jak śpiewa Feel „pokaż na co cię stać”. Sprawa jest żałosna i moja reakcja jest dokładnie taka sama, jednak jak się mówi A to się mówi i B.

    Pytanie brzmi:
    czy chcesz żeby niepij przestał pisać na forum Arsenału?

    Na odpowiedzi czekam z niecierpliwością. Dziesięć głosów przeciwnych mojej osobie uznaję za wyrok ostateczny i rezygnuję z pisania dla Was. Mniejszą liczbę uznaję za przyzwolenie na dalsze pisanie. Brak odpowiedzi uważam za żenujący objaw tchórzostwa moich przeciwników lub ogólną aprobatę. Każdy, ale to każdy, uczestnik forum ma równe prawa, jeśli ktoś chce się zarejestrować tylko żeby się mnie pozbyć to nalegam żeby tak zrobił, nie zależy mi na tym żeby zanieczyszczać komukolwiek tak świetnie prosperujące podwórko wymiany konceptów i wiedzy.
    Z góry dziekuję za udział w głosowaniu, niezaleznie od osądu mojej osoby. Udział ten jest w moim mniemaniu przejawem solidności, uczciwości i szacunku wobec mnie, ale może i wobec głosujących, którzy muszą mieć jakąś możliwość pozbycia się kogoś, kto w zasadzie nie jest trollem internetowym, ale sprawia kłopoty. Nie zmuszajmy do tego Administratora, bo to klopotliwa decyzja dla jednej osoby ale bardzo łatwa dla tłumu.
    Czas trwania myślę nieograniczony, ale zważywszy na ostatnią naszą korespondencję wystarczy jeden dzień.

    Tak jak pisałem wcześniej, trudno w tej sytuacji pozdrawiać. Zatem:
    Appretez vos armes!
    Joue.
    Feu!

    29 listopada 2009 z 22:21 #7504
    niepij
    Participant

    Horhe,
    Napisz jasno o co Ci chodzi obecnie?

    O czym wy wszyscy piszecie?
    Harry Angel wykazuje się honorem i zamieszcza rzeczowe sprostowanie, a pojawia się tysiąc tematów, ale głównie że niepij się myli.

    Generalnie chcecie żebym nie pisał na forum.
    Bardzo chętnie. Bardzo proszę. Zakładam temat, który bardzo szybko administrator może wykasować jak dokonamy samosądu. Warto to zrobić, ale proszę o szczerą i jednoznaczną odpowiedź. Jeśli macie honor i odwagę osobistą to proszę zajrzyjcie do tego tematu i imiennie zagłosujcie. Jestem Polakiem więc także ze względów patriotycznych chcę żeby moi Rodacy potraktowali mnie uczciwie, nawet jeżeli ma to polegać na szczerym powiedzeniu „IDŹ STĄD!”.
    Nie pozdrawiam, bo rozumiem, że to by było śmieszne pozdrawiać gromadę ludzi, która chce kogoś przepędzić.

    30 listopada 2009 z 00:16 #7507
    Koroniarz
    Keymaster

    Do moich szanownych rozmówców:

    Odpowiedź jest krótka: na tym forum nie ma, nie było i dopóki mam coś do powiedzenia, nie będzie polowań na czarownice. Jest swoboda wypowiedzi w granicach określonych regulaminem. Ponieważ najwyraźniej nie wyraziłem się wcześniej dość jasno: bez wyjątków. Temat zamknięty, nawet jeśli miałbym z tej przyczyny narazić się wszystkim. Albo będziemy się nawzajem szanować, albo dyskusja mija się z celem.

    Wątki wtórne scalam do tematu głównego.

    20 lipca 2010 z 15:22 #8575
    Brykiet
    Participant

    Jako, że znalazłem się tam jako uczestnik pragnę podzielić się kilkoma spostrzeżeniami.
    Po pierwsze: wszystko, co piszą w Sieci i mówią w mediach złego o tej imprezy, to niestety prawda. Jeśli miałem jakieś ciągoty do „wieków średnich” zostałem z tego wyleczony. Patrząc z perspektywy naszej epoki stwierdzam, że nasze bitwy i biwaki to porządek, spokój, dyscyplina i doskonała organizacja zarówno wśród uczestników jak i widzów. Wszelkie gadki naszych ortodoksów (także i na tym forum) o niedopuszczalnych „mrokach” i „plastikach” – błazeństwo. Wszyscy jesteśmy ortodoksyjnie epokowi!
    Gdyby ktoś zorganizował w taki sposób coś napoleońskiego byłaby to jego ostatnia impreza: do bitwy nikt by nie wyszedł, albo organizatorzy byliby ścigani sądownie.
    Wnioski są oczywiste: nie bierzmy przykładu z tego rodzaju imprez. Rycerstwo a żołnierstwo to zupełnie inne rekonstrukcje. Te pierwsze są tylko dla twardzieli chcących poczuć krew. Mimo, że ruch napoleoński powstał w Polsce dużo później niż rycerski, to w tej chwili oni się od nas powinni uczyć, bo choćby pod względem BHP są „100 lat za Afrykanami”.
    A więc, bez kompleksów Panowie i Panie!

    Zanim mi się dostanie: oczywiście mam świadomość, że było tam wiele dobrych grup, a ten festyn niemiał nic wspólnego z całą masą świetnych imprez średniowiecznych.

    A mimo to :bad:

    29 lipca 2010 z 10:31 #8591
    Sebastian
    Participant

    Zgoda, tyle, że „Grunw” ma opinię kiepskiej imprezy, na ktorej dobre grupy nie pojawiają się od kilku lat, a ci którzy mimo to jadą robią to niejako dla podniesienia jej poziomu.
    Pozdrawiam

    29 lipca 2010 z 13:46 #8592
    Pedro
    Participant

    Grunwald był w latach 1717-1831 ?????????????????????? ;D
    panowie nie zasmiecajmy forum zaktutymi łbami ;D

    20 sierpnia 2010 z 13:53 #8663
    Koroniarz
    Keymaster

    Drogie Koleżanki i Koledzy!

    Wątek „Żywa historia czy przebierańcy?” jest jednym z najstarszych i przez długi okres najbardziej dyskutowanych. Ponieważ temperatura dyskusji przekroczyła w zeszłym roku temperaturę wrzenia, nie miałem wyboru i musiałem go zamrozić. Liczę, że po 9 miesiącach emocje z nim związane opadły i pozwolą na kontynuowania rzeczowej rozmowy na interesujące nas tematy.

    Tytułem próby wątek „Żywa historia czy przebierańcy?” zostaje odblokowany. Uprzedzam jednak, że będę uważnie przyglądał się jego dalszemu rozwojowi i gdyby wykraczał poza ramy określone regulaminem forum, podejmę kroki tym regulaminem przewidziane.

    Ponieważ spostrzeżenia kolegów co rekonstrukcji bitwy pod Grunwaldem zawierały obserwacje związane z interesującym nas tematem, włączam je do tego wątku.

    Pozdrawiam!

    23 sierpnia 2010 z 18:38 #8668
    Maria J. Turos
    Participant

    DROGI I KOCHANY Panie Koroniarzu.
    Serdeczne dzięki za „…otwarcie…” tematu
    :cesarz:

    Po pierwsze: wszystko, co piszą w Sieci i mówią w mediach złego o tej imprezy, to niestety prawda

    Tak, tak i jeszcze raz tak – niestety musiałabym naruszyć tajemnicę zawodową, gdybym opisała tylko braki w mojej „…działeczce…” (kto był pod Waterloo – ten widział: na „…wszelki wypadek…” lekarze – rekonstruktorzy idą na pole bitwy, pod Grunwaldem było parę sytuacji krytycznych).
    Jestem „…świeżo…” po Będominie – owszem znalazłam jedną uwagę krytyczną pod artykułem w internetowej wersji jakiegoś lokalnego „…piśmidła…”, ale tylu miłych, ciepłych słów, tylu cudownych możliwości pokazania swojej wiedzy ludziom, autentycznego, żywego odbioru, pytań – w tym bardzo trudnych, UWAGA do wszystkich rekonstruktrów, czasem na wprost siebie mamy mistrza i wybitnego znawcę tematu, który bynajmniej nie chce nas „…usadzić…”, ale szuka odpowiedzi na włąsne trudne pytania, której z racji np.stanu zdrowia czy charakteru pracy nie może uzyskać przez partycypację w „…życiu obozowym in statu nascendi…”, to radość spotkać kogoś takiego – przeżyłam tyle, że wystarczy mi na długo, tego „…naładowania…” historycznych „…akumulatorów…”.
    Dziekuję P. Waldemarowi (czyli „…bezimiennemu…” z forum) że dane mi było w czymś takim uczestniczyć.
    …a – ano właśnie skleroza – sympatycznemu „…inferno picadore…” od lansjerów, że mnie trochę „…przeegzaminował…” i rozruszał.
    Działyńczyku – Twój komentarz i wspomnienie Nysy było cudowne!!!
    …i mimo, iż gdzieś tu i tam mignął jakiś „…mroczek…” bo nie „…mrok…”, te prawie trzy dni (i o nie trzy ale więcej za krótko) spędzone „…au debout XIX siecle…” będę serdecznie wspominać.
    Pozdrowienia
    Pozdrowienia

    25 października 2010 z 18:01 #8783
    Maria J. Turos
    Participant

    Z dziwnymi, mieszanymi uczuciami wracam do tego wątku na forum.
    Z przyczyn zawodowych nie mogłam być na – i tu już pierwsze pytanie: czy to była rekonstrukcja? czy może coś innego – „…batalii…” pod Lipskiem. Ale, iż temat ten żywo mnie interesuje – byc może w listopadzie nawet odwiedzę to miasto – przegladając informacje i czytając wrażenia uczestników znalazłam dwie takie fotografie.
    Być może się mylę, ale oddziałów szkockich w Lipsku nie było – jako jedyni angielscy żołnierze (i to nie wiadomo czy brali czynnie udział w walce) pod Lipskiem znajdowali się rakietnicy w liczebności 151/152 ludzi i angielski obserwator przy jednym z rosyjskich sztabów.
    …i zrobiło mi się „…tak jakoś…”.
    No cóż.
    Jak zawsze pozdrowienia

    Załączniki:
    28 października 2010 z 10:48 #8790
    Remigiusz Pacer
    Participant

    Byli Szkoci, twardo się bili.
    Ja już na to nie zwracam uwagi, grunt by mundury były z epoki.
    Gdybym się tym przejmował, nie jeździł bym na Somosierrę, Waterlo,, Austerlitz, itp. Sporo by mnie ominęło.

    28 października 2010 z 11:56 #8791
    Horhe
    Participant

    Artyleria z Wenus, kuglarze i przebierańcy,bo rekonstrukcją to ciężko nazwać (wszyscy od Napoleona w prawo). Wart uwagi jest fakt zagrożenia,jakie ta grupa tworzy. Zobaczcie jak osmalony mają jaszcz na tym „mobilnym” moździerzu!!!!!! :hahaha:

    28 października 2010 z 14:15 #8792
    Krzysztof Polak
    Participant

    A pod Waterloo obok Brytyjczyków i Prusaków stanęli Sasi, Austriacy, Legion Rosyjsko-Niemiecki i kilka formacji moskiewskich. Z drugiej strony my.
    Nie widzę w tym problemu tak długo, jak grupy te są faktycznie grupami rekonstrukcyjnymi.

    A tego o pirackiej artylerii et consortes powiedzieć się nie da.

    28 października 2010 z 14:50 #8793
    Koroniarz
    Keymaster

    Nie widzę w tym problemu tak długo, jak grupy te są faktycznie grupami rekonstrukcyjnymi.

    Ja widzę, bo to jest bałamutne dla widza i rozleniwiające dla nas, ale zarazem nie dostrzegam niestety realnych szans na zmianę tego stanu rzeczy. Zwłaszcza przy dużych przedsięwzięciach, w których uczestniczy kto żyw. Nie ma u nas (i chyba nigdzie indziej) grup na tyle licznych by wiernie odtworzyć dowolną bitwę, a cóż dopiero w pełnej zgodności z realiami. Pamiętamy dwusetną Jenę, gdzie w oryginalnym zamyśle mieli być obecni jedynie przedstawiciele grup rekonstruujących jednostki udział w tej bitwie biorące. Szybko się okazało, że nie jest to możliwe i był pełen przekrój po obu stronach. Co roku Polacy jeżdżą pod Austerlitz, gdzie w zgodzie z prawdą historyczną powinni być w rosyjskich mundurach, pod wodzą carskich oficerów (a najwyżej ks. Czartoryskiego – tu zachęcam do lektury artykułu Słońce Austerlitz, gdzie przytaczam pamiętniki ks. Adama), podczas gdy tworzą polski batalion w mundurach nieistniejącego w 1805 r. Księstwa Warszawskiego. Kozacy gwardii pod Waterloo są podobnym anachronizmem. Sądzę, że postulatem możliwym do realizacji jest dawanie pierwszeństwa przedsięwzięciom rekonstrukcyjnym związanym z historią odtwarzanej jednostki, a w pozostałych przypadkach usuwanie się na plan dalszy, gdzie tworzy się dla widza kolorową masę nie wprowadzając go w błąd. O pełną zgodność można natomiast pokusić się przy przedsięwzięciach mniejszych. W każdym przypadku, warto by całość była opatrzona inteligentnym komentarzem.

    Mówiąc krótko: osiągnięcie pełnej zgodności nie wydaje mi się możliwe, ale dążenie do niej jest konieczne. Inaczej będzie jak w karnawale, czego każdy z nas przykłady rozliczne zna.

    Ten dylemat przypomina mi piosenkę Kaczmarskiego o głupim Jasiu, która kończy się tymi słowy:

    „W baśniach śpią prawdziwe dzieje,
    woda życia nie istnieje,
    ale zawsze warto po nią iść!”

    Pozdrawiam!

Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.