Żywa historia czy przebierańcy?

  • 27 kwietnia 2006 z 01:38 #2689
    Koroniarz
    Keymaster

    Kolega Kolniak w jednym z wątków poruszył mimochodem dość ciekawą kwestię motywacji osób zajmujących się rekonstrukcja historyczną, wskazując, że:

    Podobne zarzuty można postawić ludziom po trzydziestce, którzy zamiast gapić się w telewizor ganiają w kolorowych ubrankach z przedpotopowymi fuzjami w garści. Podobnie każdego hobbystę. Ja np. kleję sobie modele kartonowe – rejestrowawszy się na forum „kartoniarzy” myślałem, że będę tam jednym ze starszych, a tymczasem średnia wieku uczestników trzymała się w okolicach 30 tylko dzięki kilku (!) małolatom.

    Chyba nie ma pośród rekonstruktorów osoby, któraby nie zetknęła się raz przynajmniej z litościwym spojrzeniem. Co więc nas do tego pcha? Pasja do historii? Zabawa w wojnę? Karnawał? Czym tak naprawdę jest „żywa historia”, a czym być nie powinna? Zapraszam do wyrażenia swych przemysleń w tym zakresie. Zwyczajowo przypomnę tylko, że:

    Choć dla bywalców tego forum jest to oczywiste z myślą o dalszych gościach dodam, że nie mam wogóle na myśli wartościowania oddziałów zależnie od ich upodobań, a jedynie omówienie „za i przeciw” obu koncepcji. Wszelkie wypowiedzi schodzące z tematu na sprawy personalne będę bezlitośnie wysyłać na front wschodni.

    27 kwietnia 2006 z 09:58 #2691
    szwoleżer
    Participant

    Czołem!

    a czym być nie powinna?

    Pozwolę sobie zacząć od końca; na pewno rekonstrukcja hist. i związane z nią wszelkiego rodzaju spotkania nie powinna być okazją do „zalewania się w trupa” oraz wszelkiego rodzaju bijatyk związanych z animozjami pomiędzy ludźmi i grupami.
    Rekonstrukcja hist. to przedewszystkim (dla mnie) wcielanie w życie pasji historycznej do okresu napoleońskiego, mozliwośc kontaktu z wieloma ludźmi oraz przy okazji zwiedzanie kraju i Europy.
    najtrudniej jest wytłumaczyć ludziom, że nie jest się swego rodzaju zboczeńcem; bo zadano mi nawet pytanie czy podnieca mnie noszenie munduru 😯 👿 !!!
    Oczywiście trzeba tez tłumaczyć, że nie jest to kostium tylko mundur i w tym wszystkim paradowanie w mundurze to tylko część pracy; oczywiście,że satysfakcję sprawiaja zapytania dot. munduru, wyposażenia etc. bo jest to docenienie naszej pracy. Na szczęście wiele się zmienia w świadomości ludzi i nie jesteśmy już postrzegani jako pajace i przebierańcy, choć reakcje na to hobby mogą być różne; choćby artykuł w pewnym brukowcu o viceministrze MSWiA, który jest(był?) grenadietrem w Legii Nadwiślańskiej i wyzwano go tam od błaznów i przebierańców; bardzo smutne i wkurzające. Cały też czas działamy jaby w cieniu kolegów ze średniowiecza i brakuje mi wybitnie spotkań ogólno historycznych gdzie widz mógłby spojrzeć na różne okresy hist.
    Wydaje mi się, że powinnismy być otwarci na publiczność; spotkałem się z opiniami aby w czasie spotkań hist. obozy były odgradzane sznurkami, publicznośc mogła je zwiedzać w określonych godzinach itp.
    Taki obóz powinien być otwarty dla publiczności cały dzień, po prostu trzeba ustalić dyżury, aby przez cały dzień odpowiadać na pytania zainteresowanych, anie zamykać wszystko na 4 spusty i „iść sobie” na bitwę. Przecież chodzi też nam o rozpropagowanie wiedzy historycznej o danym okresie i zrozumienie ludzi dla naszej pracy.
    Może na poczatek to tyle.
    pozdrawiam serdecznie

    27 kwietnia 2006 z 12:01 #2694
    Krzysztof Polak
    Participant

    No cóż…
    Jeśli chodzi o podejscie do publiczności w czasie naszych abtalii i biwaków, to pozwole sobie na nieco odmienne, cokolwiek egoistyczne 😉 , zdanie. Dana rekonstrukcja jest przede wszystkim dla mnie – dla mojej przyjemności, satysfakcji, zabawy. Pybliczność jest w tym daleko, choc nie na końcu, z tyłu. Dlaczego
    Ano tak sie skłądało, ze w kolejnych środowiskach w któere sie wklejałem zastawałem sytuacje, gdzie było gronko podobnych mi maniaków, sporo osób kojarzacych co nieco z historii i równie sporo – mających historię… wiadomo, chocby nawet w rzyczliwym, ale zmilczeniu. I własciwie nic nie było w stanie zmienić tego stanu. I w sumie dobrze.
    RZecz w tym, że niezależnie, czy będziemy otwierać czy zamykac nasze obozowiska ludzioem będziemy się głównie kojarzyc z wesołymi osobnikami w kolorowych ciuszkach. I nie miejmy złudzen – rycerze też nie są wolni od takich opinii – tyle, że rycerze jako tacy, z różnych powodów, sa w tej świadomości bardziej obecni (i nie mówię tu o rekonstrukcjach, tylko o osobach historycznych). Ci co rzeczywiscie chcą to się czegoś dowiedza, inni będą chcialei tylko poogladac, jak się naparzają jacys dziwacy. Smutne, ale niestety dość prawdziwe (do dziś mam w uszach pewne konwersacje pułtuskiej elyty, kiedysmy maszerowali w zeszłym roku do walki)
    Dla mnie osobiście rekonstrukcja jest realizacja pasji, które w różnej formi męczą 😉 mnie od baaaaardzo dawna. Możliwość oderwania się od rzeczywistości, wejście w mały „wehikuł zcasu’, to wszystko mnie tu ciągnie. Dlatego mn. męczy mnie obecność ludzi w obozie (cywili). Co innego w czasie bitwy, wtedy ich nie widzę, bo koncentruję sie na walce (o zgrozo! 😈 ). Ale w obozie to może byc frustrujące, kiedy w pełnym klimacie nagle zoczysz trzy paski i czwarty w promocji.
    Co do munduru zaś – cóż, wina dziadków? Uwielbienie i szacunek dla munduru, marzeni, że samemu też się go kiedys założy… I oto jestem :mrgreen:

    27 kwietnia 2006 z 12:07 #2695
    szwoleżer
    Participant

    czołem!

    Ale w obozie to może byc frustrujące, kiedy w pełnym klimacie nagle zoczysz trzy paski i czwarty w promocji.

    O co koledze chodzi? Nie mogę „chwycić” myśli Kolegi.

    27 kwietnia 2006 z 12:48 #2696
    Krzysztof Polak
    Participant

    czołem!

    Ale w obozie to może byc frustrujące, kiedy w pełnym klimacie nagle zoczysz trzy paski i czwarty w promocji.

    O co koledze chodzi? Nie mogę „chwycić” myśli Kolegi.[/quote]

    chodzi mi o ową „wolność ludu do chodzenia po obozie”. Rzecz w tym, ze dla mnie i, zapewne, sporej części rekonstruktorów jedna z głównych, obok bitwy, przyjemności jest obozowanie w atmosferze XIX wiecznej, bez plastików, samochodów, innych takich i bez współczesnych ubiorów.
    Tymczasem stałe dopuszczenie ludzi spoza do szwędania się po obozie przeszkadza w uzyskaniu takiej atmosfery. Np. na Ciechanowie rok temu udało sie „utrzymac klimat” głównie dzieki temu, ze namioty obu ówczesnych „dwójek” i, przypadkiem, namioty „Legii” stworzyły niemal zamkniety czwoobok, w środku którego toczyo się normalne obozowe zycie XIX wieczne, a jedynie po obrzeżach krążyli ludzie w dzisiejszych ubrankach. Dla mnie taki obozik zupełnie nie mialby sensu, jesli ludzie kręcili by sie stale i wszedzie.
    Oczywiście co innego, jesli taki jest „profil” imprezy, na której własnie chodzi głównie o pokazanie takich rzeczy widzim, tu od razu się można nastawic psychicznie na wizyty gawiedzi.

    27 kwietnia 2006 z 15:22 #2700
    szwoleżer
    Participant

    Rzecz w tym, ze dla mnie i, zapewne, sporej części rekonstruktorów jedna z głównych, obok bitwy, przyjemności jest obozowanie w atmosferze XIX wiecznej, bez plastików, samochodów, innych takich i bez współczesnych ubiorów.

    oczywiście, że tak ale nie mozemy zapominać o publiczności bo takie spotkania, oprócz imprez zamkniętych są organizowane z nadzieją, że będą tam widzowie.
    Gdy wspominałem o dostepie obozu dla publiczności też nie miałem na myśli czegoś otwartego 24 godz/dobę. miałem na myśli dostęp dla publiczności w okreslonych godzinach np. od 10-15, gdy my jestesmy przewodnikami po tym „naszym” świecie dla laików nieznanym. Po tych obowiązkach jest czas na kontemplacje dla nas 🙂
    Co do motywów wyboru rekonstrukcji historycznej to na pewno była to możliwośc realizacji zaineresowań epoką w zupełnie nowym świetle.
    Wybór Pułku nastąpił przez przypadek w Londynie, dowiedziałem się o spotkaniu i poszedłem tam i ku memu zaskoczeniu zobaczyłem „naszych” pomiędzy francuzami,anglikami i szkotami. Decyzja była szybka i prosta i tak oto stałem się „cesarskim”. Słusznośc wyboru potwierdziło jeszcze znalezienie 4 Przybylskich, którzy przewinęli się przez Pułk w czasie wojen napoleońskich. Nie wiem czy to moja jakaś rodzina ale kontynuacja jakaś jest.
    pozdrawiam

    1 maja 2006 z 09:58 #2707
    Koroniarz
    Keymaster

    Po zastanowieniu mogę wskazać przynajmniej dwie podstawowe przyczyny (z różnymi półcieniami), zajmowania się rekonstrukcją:
    1) zachowanie historii i tradycji, oraz
    2) przyjemność jaką czerpie się z możliwości „podróży w czasie” i przeżycia tego, co inaczej widzialo się jedynie oczyma wyobraźni.
    Jakkolwiek obie motywacje są ze soba nierozerwalnie związane, to kierunek wyznacza ta pierwsza. Ma to szreg konsekwencji, z których najistotniejsza ma dwa aspekty: narzuca dążenie do wierności realiom historycznym, oraz zakłada obecność publiczności, której tę właśnie historię i tradycję chce się przybliżyć. Ponieważ jednak cierpię głęboką antypatię do parad (które nie zawsze służą upamiętnieniu tego co ważne, a często za tło dla kogoś), a cieszy mnie możliwość wspólnej przy ognisku gawędy, na historycznym biwaku, nie jestem tu jednak w pełni konsenkwentny.
    Co do pierwszej z wymienionych motywacji, to szereg obserwacji przedstawia Andrzej Nowak w zbiorze esejów wydanych pod wspólnym tytułem: POWRÓT DO POLSKI. SPORY O PATRIOTYZM PO „KOŃCU HISTORII” 1989-2005.

    W ostatnich latach w refleksjach o naszej wspólnej przeszłości podkreślano niewątpliwie częściej ciemne strony tej historii. Historia, w każdym razie historia Polski, okazywała się raczej, jak w pamiętnym powiedzeniu Stefana Dedalusa, „koszmarem, z którego próbujemy się obudzić”. Obudzić do nowego, lepszego życia.
    W próbach budowy „nowego patriotyzmu”, wcześniej kultywowana spuścizna historyczna pokazywana była jako czarna otchłań, od której musimy odejść jak najdalej, żebyśmy byli szczęśliwi i bezpieczni. Wspólnym wysiłkiem mediów, ich intelektualnych gwiazd przewodnich, (…) tradycja obywatelska I Rzeczypospolitej została skojarzona skutecznie z najbardziej wulgarnym stereotypem anarchii, warcholstwa, rokoszu – „polskiego piekła”, krótko mówiąc. (…) Cały okres walk o niepodległość stał się kroniką coraz mniej zrozumiałej martyrologii (podszytej pytaniem o wpisane w nią „dzieje głupoty polskiej”). Pod piórem publicystów, historyków-amatorów spotężniał jednocześnie demon polskiej przeszłości: rozwój nacjonalizmu, który jakby stawał się (…) elementem patologicznej specyfiki polskiej (…), nie zaś częścią ogólnoeuropejskiego zjawiska modernizacji, z której wyrosły wszystkie nowoczesne nacjonalizmy i narody. W końcu polska martyrologia, polska walka o słuszną sprawę – w wieku XIX, w I wojnie, w roku 1920, w czasie II wojny, przeciw narzuconemu komunizmowi – okazała się nic nie znaczącym tłem dla dziejów polskich zbrodni (…). A jeszcze ten wątek chrześcijaństwa, katolicyzmu, tak fatalnie spleciony przez historię z polską tożsamością narodową…
    No to uciekajmy! Uciekajmy od takiej historii, uciekajmy od takiej tożsamości, uciekajmy od takiej Polski.
    Ale dokąd? Jedni wierzą, że to możliwe, że zjednoczona Europa da nam szansę takiej ucieczki. Inni, uznając, że i Europa ma zbyt ciężki historyczny bagaż i za długą jak na współczesny świat pamięć, liczą raczej na przyłączenie do Ameryki. (…)
    W tekście, jaki pojawił się w polskiej edycji tygodnika „Newsweek” przy okazji 11 listopada (Aleksander Kaczorowski, „Czy polskość jest nam potrzebna?”), nadzieje na możliwość oderwania się od polskości zostały jednak zakwestionowane. W zawierającym nie jedną trafną obserwację artykule, ludzi, którzy żywią tego rodzaju nadzieje, nazywa się „ambitnymi”. Drugą, bez porównania liczniejszą grupę tworzą „bezradni”. Ci szans nie widzą, by swój garbaty, polski los odmienić. „Ambitni”, jak pokazuje autor tego artykułu, chętnie zerwą więź wszelkiej wspólnoty z „bezradnymi” – a więc z większością polskiego społeczeństwa (polską wsią, polskim robotnikiem, dużą częścią inteligenckiej „budżetówki” także), byle tylko uzyskać akceptację swojej równoprawnej pozycji w nowym, lepszym, europejskim świecie. Zerwać tę więź nie jest tak trudno. Mentalnie przez ten proces przeszła „w tym kraju” niemała już część elit polityczno-biznesowych i kulturalnych. „Opanować angielszczyznę na tyle biegle, by nawet myśleć w tym języku. Pracować w międzynarodowych teamach i wychowywać międzynarodowe dzieci. Można. I jak widzę, coraz więcej osób tak robi. Niby mieszkają w Polsce, ale robią wszystko, żeby być poza nią.” Tygodnik „Newsweek” rozwiewa jednak złudzenia polskich kosmopolitów: „W rzeczywistości ucieczka od polskości jest iluzją. Prędzej czy później nas doścignie. Ktoś nam wreszcie przypomni, skąd jesteśmy.”

    i dalej:

    „Mało jest krajów w Europie, które mogą zasiąść do europejskiego stołu z tak wielką bazą kulturowego dziedzictwa obywatelskiego. My to mamy, my to możemy pokazać! Powiatowy sejmik, który decydował o rozdziale pieniędzy, o ilości podatków, które się złoży, o zarządzie swojej ziemi, toż to jest dokładnie to, na czym chcemy w tej chwili budować samorządną Polskę. […] Dopóki będziemy ubolewać nad tym, że byliśmy wolni, że żadnemu królowi nie udało się nałożyć nam kagańca i zrobić z nas poddanych padających na kolana przed wielkością tronu – tak długo będziemy potwierdzać smutny fakt, że do naszej przeszłości nie umiemy sięgać, nie umiemy wykorzystać jej dziedzictwa”.

    Mimo, że nie ze wszystkimi prezentowanymi poglądami w tej książce się zgadzam (były tam odniesienia do ówczesnej polityki, których nie podzielam i których z oczywistych wzgledów tu nie dyskutuję), to nie ukrywam, że jej lektura dała mi wiele satysfkacji. Chociażby dlatego, że pokazała iz myślenie w sposób uporządkowany o imponderabiliach i prezentacja tych przemysleń wciąż mają rację bytu (a może teraz nawet bardziej jeszcze niż dawniej).
    Zupełnie spokojnie ją polecam, może nawet na temat osobnej przy ognisku dyskusji. Zachęcam tez kolegów (i koleżanki) do rozmów o książkach w osobnym wątku. Nikt z nas wszystkiego przeczytac nie może, ale warto bysmy się tym co warte uwagi na rynku wydawniczym dzielili, lub tez przypominali, trudniej dostepne, acz klasyczne juz opracowania, czy wspomnienia z epoki.

    Co do przyjemności jaką czerpie się z możliwości „podróży w czasie”, to mam wrażenie, że tu wiele tłumaczeń nie trzeba. Większość z nas trafiła do rekonstrukcji po niekończących się lekturach wspomnień z epoki, opracowań, czy przeżyć z malarstwem. Te rzeczy ma się po prostu przed oczyma. Gierymskiego, czy Suchodolskiego lub Kossaka potrafi przywołać czasami widok przy kolejnej z plecakiem, czy po zabytkach wędrówce. Cieszy możliwość wprawienia tego w ruch. Zwłaszcza, że przy durnych komedyjkach i dość bezpostaciowej produkcji polskiej kinematografii filmów o historii naszej po prostu nie ma (paradoks: więcej ich realizowano za komuny, sic! 😕 ). Przyjemność z tego więc zdecydowanie większa, niż z wciskania guzików pilota od telewizora. Może też któraś z rekonstrukcji będzie tym kamykiem, co czyjąś wyobraźnię poruszy…

    Do tego, czym „żywa historia” być powinna, a czym nie, chciałbym w miarę możliwości wspólnie z kolegami w dalszej części naszej rozmowy wrócić. Ponieważ temat jest po części zbieżny, pozwolę sobie przypomnieć jedynie, wcześniejszy artykuł o formach współpracy grup historyczno-mundurowych, do którego łącze tutaj zamieszczam. Od czasu kiedy go pisałem nieco się zmieniło. Po pierwsze wyraźnie już zarysowały się tendencje do profesjonalizacji (może nawet komercjalizacji) rekonstrukcji. Po wtóre, w samych grupach rekonstrukcji historycznej pojawiła się tendencja do porządkowania. Pojawiły się też nowe przedsięwzięcia w kalendarzu rekonstrukcyjnym: te związane z powstaniem listopadowym (których wcześniej za wyjątkiem Nocy listopadowej i niestety zaniechanej już rekonstrukcji bitwy pod Ostrołęką nie było). W moim odczuciu wyraźniej jeszcze zaznaczyła się potrzeba działania grup niezależnych w sposob zorganizowany. Rok 2006 organizacyjnie niestety dla polskich grup napoleońskich przepadł i niewiele jest szans by to nadrobić. Warto jednak czasu nie tracić i pomysleć o roku przyszłym z dwusetnymi rocznicami oblężenia Gdańska, bitwy pod Frydlandem i innych. Warto też sięgnąć w przód do rocznicy Somosierry w 2008 roku, czy rocznicy wojny roku 1809-ego. Na to czasu wciąż braknąć nie powinno. Moja postrzeganie rekonstrukcji można więc zawrzeć w słowach: żywa historia, nie przebierańcy.

    Co się tyczy spraw przez kolegów podniesionych, to w pełni podzielam pogląd, że

    na pewno rekonstrukcja hist. i związane z nią wszelkiego rodzaju spotkania nie powinna być okazją do „zalewania się w trupa” oraz wszelkiego rodzaju bijatyk związanych z animozjami pomiędzy ludźmi i grupami.

    z tym wszakże wskazaniem, że bijatyki rozumiem w sensie przenośnym, bo tych dosłownych szczęśliwie nie ma (jak ktoś przytomnie zauważył, osoby które cierpia na nadmiar agresji kupuja sobie dres i bejsbola, do rekonstrukcji trafiaja na szczęście osoby z innymi potrzebami). Owe animozje postrzegam na przykładach wartościowania grup, a „bijatyki” przez wyłączanie wg. sobie tylko znanego klucza. Tego z całą pewnoscią należy unikać, a jeśli już ma to mieć miejsce to w oparciu o jasne i publicznie znane kryteria. Myślę, że temu m.in. powinien służyc regulamin bezpieczeństwa (choć oczywiście zalewanie sie w trupa jest oczywistą przesłanką do natychmiastowego wykluczenia, szczęśliwie przynajmniej w znanych mi grupach napoleońskich, nie mającą zastosowania).

    2 maja 2006 z 20:13 #2710
    Krzysztof Polak
    Participant

    No to znowu słów kilka…

    Jeśli wiziąć pod uwagę wymieniony we wstępie/tytule aspekt motywacyjny, to musze powiedzieć, że szło mi przede wszystkim o przygodę, fascynację epoką i wojskiem, przyjemność. Motyw nauki/przekazywania wiedzy w ten czy inny sposób ludziom był na daleeeeeeekim miejscu, jeśli w ogóle. Jeśli chodzi o kultywowanie tradycji konkretnej jednostki – to tez było w pewnym sensie sprawą osobistą – w sumie wybór był niewielki (Legia, Legia, KAD, Legia, P2P … i wsio??? :mrgreen: ), a skoro już się jest w P2P… Dla mnie ten aspekt rkonstrukcji działa razcej na zasadzie zobowiązania, niz „misji”. Skoro zdecydowałem się na ten Pułk, to zobowiązuję się dbac o jego dobre imię, honor, z duma nosic załozony mundur. Owszem, przy okazji wrto krzewić wiedzę o danej epoce/pułku, ale znów dla mnie nie była to licząca się motywacja.
    Co do imprez – to jak Koroniarz słusznie zauważył, wyraźnie uwidacznia się tendencja do komercjalizacji imprez, ale to nie niesie autmatycznie ich profesjonalizacji. Z jednej strony czegoś dużego bez komercji w sumie nie da się zrobić. Juz sto osób wymaga zapewnienia bezpieczeństwa sanitarnego (karetki, pomoc medyczna), dostawy prochu, sanitariatów… nie mówię o aprowizacji, bo to można załatwić zrzutkowo. Wreszcie teren… Pół biedy, kiedy rzecz dzieje się na prywatnym terenie rekonstruktora/fascynata, tak jak u Rocco. Natomiast gros terenów przynajmniej symbolicznie zwiazanych z danymi bataliami jest w rękach samorządowych/panstwowych/organizacji wszelkiego rodzaju. I już trzeba się dogadywać. Pojawia się komercjalizacja. Coś za coś, rzecz zupełnie zrozumiała. Z drugiej strony ostatnie biwakowanie Prusaków w Srebrnej dowodzi, ze można jednak zrobic hardcor bez komercji, za wyjątkiem małej defiladki Miodzi.

    Dzis organizatorzy (ale spoza środowiska) juz wiedzą, że tego typu imprezy mogą mieć wielką wartość promocyjną/reklamową nawet dochodową. Rzecz w tym, żeby wilk był syty i owca (o żesz… :mrgreen: ) cała.
    I tu pojawia sie problem profesjonalizacji
    Nie należę do kompletnych ortodoxów i mam dość krótki staż bojowy, ale z tego co widziałem, to ta granica się chwieje. W Gdansku komercja została doprowadzona do zupełnego minimum – krótkie zwiedzanie, pokaz na mieście, ale za to potem defiolada po starówce, publiczność „skryta” i nie przeszkadzająca w czasie batalii; i inwestorzy (w sensie np. miasta) byli zadowoleni, a i my (rekonstruktorzy) nie mieliśmy powodów do utyskiwać – „mroków” było naprawdę b. mało.
    Ale już Pułtusk… własciwie wolny przez cały zcas wstęp dla publiki, w nocy perygrynacje miejscowych wędkarzy/pijaczków/trójpaskowców, w czasie batalii placyk zabaw wodnych tuz przy brzegu… Troszkę nie halo, szczęśliwie nie witali nas oficjele, tylko szalał Sokołow – i dobrze, jak w epoce, Vive l`Empereur!
    Ale słabiej to wyszło na Ciechanowie, gzdie do obozowiska przedarła się grupka aktywistów politycznych, zaraz obok była droga z parkingiem, może gapiów w obozie a po batalii prezentuj broń przed burmistrzem… I to w sytuacji, kiedy warunki terenowe POZWALAŁY na wieksze odseparowanie obozowiska. A tak klimat epoki diabli wzieli. Komercjalizacja z pewnością, ale czy profesjonalizacja?
    Profesjonalizację dostrzegłem w jednej dziedzinie – scenariuszy bitewnych. Tu rzeczywiście jest dobrze. tylko znów z jednym ALE; dosyć często zachodzi sytuacja „eksponowania” jednej formacji, ewentualnie oddziałów. Nie idzie mi tu o to, że czuję się zepchnięty na boczny tor. Mnie to nawet odpowiada, że jestem dalej od gawiedzi (w końcu soczysty kawałek boju wyszedł właśnie z dala od Grochowskiej publiczności, nieprawdaż Koroniarzu 😉 . Było zacnie :mrgreen: ) ale o to, że „reklamę” ruchowi robią oddziały które nie do końca wpisują się w nawet ogólnie pojetą rekonstrukcje. I tu wracamy do kwestii motywacji i zobowiązań (no dobra, WAT jest z rozkazu). Pewnej „jakości” munduru i oporządzenia jako rekonstruktor bym nie założył, po prostu nie wypada, niezaleznie, czy promujemy historię, czy robimy to z chęci przygody. Zatem komercjalizacja nie oznacza profesjonalizacji. Na razie widzę (ale to tylko moje zdanie) właśnie więcej komercjalizacji niż profesjonalizacji. Ale też, szczęsliwie, się to zmienia in +, co słusznie Koroniarzu zaznaczyłeś.

    3 maja 2006 z 07:49 #2711
    Koroniarz
    Keymaster

    szło mi przede wszystkim o przygodę, fascynację epoką i wojskiem, przyjemność. Motyw nauki/przekazywania wiedzy w ten czy inny sposób ludziom był na daleeeeeeekim miejscu, jeśli w ogóle. Jeśli chodzi o kultywowanie tradycji konkretnej jednostki – to tez było w pewnym sensie sprawą osobistą – w sumie wybór był niewielki (Legia, Legia, KAD, Legia, P2P … i wsio??? Mr. Green ), a skoro już się jest w P2P… Dla mnie ten aspekt rkonstrukcji działa razcej na zasadzie zobowiązania, niz „misji”.

    Aż mię korci by odpisać śladem Blues brothers, że mam „misję od Boga” (a w tle puścić odpowiedni utwor) 8) Domyślam się jednak, że chodzi Ci o nieideologizowanie pasji. Sam się niekiedy zastanawiam, czy nie dorabiam teorii do praktyki. Myślę jednak, że nie. Z jednej strony swoje historyczne pasje moge dość dobrze realizować (i realizowałem je wcześniej) na bardziej klasyczne sposoby i nie sądzę, abym był tu wyjątkiem. Z drugiej strony, wiele zobowiązań jakie się łączą z rekonstrukcją biorę z przekonania, że czemuś one służą. Równiez tu wyjatkiem nie jestem. Jak to ujął nie znany mi kolega z grupy odtwarzającej wrześniową kawalerię: żyjemy w świecie, w którym coraz więcej rzeczy jest podobnych. Tym co nas odróżnia jest tradycja. Wierzę, że rozmowa o niej i jej prezentacja mogą się odbywac w sposób nieideologiczny.

    Co do imprez – to jak Koroniarz słusznie zauważył, wyraźnie uwidacznia się tendencja do komercjalizacji imprez, ale to nie niesie autmatycznie ich profesjonalizacji.

    A jednak wiele wymogów jakie stają przed organizatorami jest właściwa dla podmiotów profesjonalnych, nie dla osob prywatnych (wymóg osobowosci prawnej etc.). Zwróć też uwagę, że najwieksze przedsięwzięcie w tym roku w krajowym kalendarzu rekonstrukcji napoleońskiej, jakim zapowiadany jest letni Pułtusk, organizowane jest przez dwie zagraniczne fundacje z jednej i polskie władze samorządowe z drugiej strony. Oczywista profesjonalizacja. Podobnie jak termin letni jest oczywistą komercjalizacją. 3 maja w Warszawie, gdzie będę na „występach goscinnych” jest przedsięwzięciem państwowym.

    Szerzej odpowiem później, bo właśnie moje pociechy zaczęły się domagać bym im nie komputerowi nieco czasu poświęcił 🙂

    Pozdrawiam!

    3 maja 2006 z 10:36 #2712
    Krzysztof Polak
    Participant

    Aż mię korci by odpisać śladem Blues brothers, że mam „misję od Boga”

    MAm nawet taką koszulke, z buźkami Braci Blues! :mrgreen:

    20 maja 2006 z 12:15 #2732
    Brykiet
    Participant

    Witam Wszystkich!
    Pozwolę sobie wtrącić swoje trzy grosze: Nadszedł już chyba czas, by zacząć dzielić imprezy (w pełni świadomie i z premedytacją) na festyny (z publicznością i dyskoteką) i klimaty (tylko dla nas). Oczywiste jest, że pierwszych będzie zawsze więcej, ale w dzisiejszych czasach nie da się zrobić dużej imprezy „składkowej” finansowanej przez jej uczestrników.
    Co do motywacji rekonstruktorów dodam łyżkę dziegciu do ogólnego samozadowolenia: czy dla wielu z nas nie jest to ucieczka od podłej współczesności do świata odległego, za to uporządkowanego i trochę idealizowanego? Czy w tych skundlonych czasach nie poszukujemy przypadkiem czegoś wielkiego i czystego czemu można się poświęcić? No i dochodzi do tego gen dziadów: wojna dla Polaka to sposób życia.

    21 maja 2006 z 09:40 #2735
    Koroniarz
    Keymaster

    Nadszedł już chyba czas, by zacząć dzielić imprezy (w pełni świadomie i z premedytacją) na festyny (z publicznością i dyskoteką) i klimaty (tylko dla nas).

    Myślę, że wszyscy do tego dojrzeliśmy. Podobnie jak do pewnych zmian formuły spotkań z publicznością. Jak jednak sam zauważasz zrobienie obecnie przedsięwzięcia ze składek jest obecnie mocno utrudnione. Myślę, że tym co można racjonalnie zrobić, to starać się pilnować, aby przedsięwzięcia z udziałem publiczności dzieliły się na część przeznaczoną dla rekonstruktorów i ogólną. Szkoleń nigdy za wiele, a sądzę, że i satysfakcja większa tak dla rekonstruktorów, jak i później dla widzów. Takim przedsięwzięciem był Krąg (i jak słyszałem Kamieniec Suski). Ma nim też szansę być Będomin.

    Co do motywacji rekonstruktorów dodam łyżkę dziegciu do ogólnego samozadowolenia: czy dla wielu z nas nie jest to ucieczka od podłej współczesności do świata odległego, za to uporządkowanego i trochę idealizowanego?

    Tak (lub podobnie) przynajmniej ujmował to psycholog konsultowany do artykułu w Newsweeku wskazując, że ludzie wykształceni dają złożoną oprawę do tej formy ucieczki 😆 Pomijając już, że każda pasja ze zbieraniem znaczków i szachami jest jaką formą ucieczki, nie przeceniałbym tej motywacji, ani też był skłonny do idealizacji. Upokorzenie spowodowane utratą państwowości. Przysięgi wiernopoddańcze, podział na stany. Porządku trudno też szukać w krojeniu kraju na kawałki, ciągłych reformach i rewolucyjnych zmianach. Przeciwnie, okres 1794-1815, to okres niekończących się zmian. Powstanie, emigracja, legiony, powrót do kraju pod obcym już panowaniem, znowu powstanie (jesli tak określić formowanie się polskich jednostek z wejściem Napoleona). Co rusz nowa administracja, nowe podatki. Jak nie gradobicie to przemarsz wojsk. Tak możnaby ciągnąć. Ten porządek pojawił się może za królestwa kongresowego, ale i tam spory o konstytucję zakończone walką przecież, pokazywały, że to żaden ideał, a przymus okrojonej egzystencji. Nie trzeba wracać do XIX wieku, by to w niektórych przejawach pamiętać.

    Co do wojaczki, to nie wiem. Pewno masz rację. Kiedy w latach 80-tych znajomi Anglicy pokazywali mi odtworzona fabrykę włókienniczą pod Manchesterem miałem przed oczyma epizod z „Najdłuższej wojny nowoczesnej Europy” gdzie na wystawie przemysłowej w Prusach Cegielski pokazuje zaprzęg koni przemysłowych (ciągnących jakąś machinerię?), a Prusacy się śmieją, że Polacy po raz pierwszy nie pokazują koni z myślą o kawalerii. Po czym kamera ukazuje rozmowę Cegielskiego z Dezyderym Chłapowskim, w której Cegielski, mówi: „Panie hrabio! Jak one się będą nadawały do ciągnięcia armat!” Myślę, że to kolejna przyczyna by starać się poznać więcej. Od obyczajów, przez naukę (medycyna!) po kulturę przemysłową, która nieodmiennie zarasta u nas chwastami (np. Samsonów). Mogłoby się wtedy mówić o XVIII-XIX wieku nie tylko przez pryzmat wojny.

    21 maja 2006 z 12:22 #2736
    Brykiet
    Participant

    Co do podziału na część dla gawiedzi i dla nas – zgoda. W tej chwili to jedyne rozwiązanie, pod warunkiem, że będzie ściśle przestrzegane.
    Porządek rozumiem tutaj jako zamknięcie tego świata w pewnych ramach czasoprzestrzennych. Jest on przewidywalny, poznawalny i zobiektywizowany (dla nas), nie mówiąc o komforcie jaki daje wiedza o tym co było „przedtem” i „potem”.
    Co do samych wydarzeń – dla człowieka mającego za progiem SARS i arabskich terorystów i który wie cokolwiek o kataklizmach XX wieku – to bitwa przedszkolaków na poduszki. Żeby było jasne – dla współczesnych były one z pewnością potworne i niewyobrażalne ale czas i ludzkie „wynalazki” idą na przód…

    21 maja 2006 z 15:59 #2739
    Koroniarz
    Keymaster

    Towarzystwa zachodnie robią to m.in. w ten sposób, że dzielą kalendarz spotkań grup rekonstrukcji historycznej na „biwaki i bitwy” oraz na „manewry”. Pewno i my będziemy z czasem w tym kierunku zmierzać. O ile jednak widzę, że w pierwszej sprawie myślimy podobnie, to co do obserwacji, że

    dla człowieka mającego za progiem SARS i arabskich terorystów i który wie cokolwiek o kataklizmach XX wieku – to bitwa przedszkolaków na poduszki.

    w kontekście eskapizmu się nie zgadzam. Przerażający postęp techniki wojennej jest faktem. Nie mniej teraz wojny nie toczymy, a to co jej definicji bliskie dzieje się daleko od nas. Nie bardzo mamy więc od czego uciekać. Zagrożenie ze strony świata islamu, jest tak stare jak sam islam, a zarazy też nie pojawiły się w wieku XXI. Jeśli mówić o motywacji „podróży w czasie”, to jednak dla mnie jest taka jak przedstawilem wcześniej, choć pewno z elementami, które wskazujesz w Rekonstrukcja: pierwiastek niematerialny, który to wątek, jako tyczący zachowania tradycji, mocno korci by tu dołączyć. Zwłaszcza, że mocno osadzone jest w nim pytanie, czemu rekonstrukcja tak naprawdę ma służyć, które i mnie przy otwieraniu tej rozmowy przyświecało.

    3 czerwca 2006 z 08:53 #2779
    Darek
    Participant

    Abstrahując od głównego wątku, to zastanawiałem się jak by tu podnieść poziom wyszkolenia poszczególnych pododdziałów. Może gdyby ufundować przechodni puchar dla najlepiej wyszkolonej i umundurowanej grupy,
    i wprowadzić regulamin oceniania tychże, umożliwiłoby to wystąpienie swoistego wyścigu
    w zespołowym i indywidualnym dążeniu do bycia najlepszym.
    Jak myślicie, czy taki pomysł sprawdziłby się?
    Pozdrawiam
    Darek

Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.