Zwyczajne życie

  • 22 stycznia 2006 z 02:55 #2564
    Darek
    Participant

    We wszystkich epokach, w każdym kraju życie wojskowych rządziło się własnymi prawidłami. Wszak prócz obowiązków żołnierze mieli i czas wolny, a spędzali go w najróżniejszy sposób. Nawet pruski dryl nie obowiązywał przez całą dobę. żołnierz miał być przede wszystkim posłuszny swej zwierzchności, miał liczne obowiązki, ale ile czasu można poświęcić na musztrę, reperację oporządzenia czy innych podobnych typowych czynności. Po pewnym czasie można dostać fixum dyrdum (jak mawia moja mama). W miarę upływu czasu ciągnie człeka do tańców, śpiewu, wina no i nade wszystko do KOBIET. I jak z tego można wyciągnąć wniosek, po tych wszystkich szaleństwach, grzeszkach, trzeba było się wyspowiadać. Notabene u schyłku I Rzeczypospolitej, każda jednostka miała w sztabie kapelana, którego obowiązkiem było naprawianie skrzywionych charakterów wojskowych owieczek.
    Ciekawe, czy księża zajmowali się tylko posługą bożą, czy może też prowadzili coś na podobieństwo agitacji umoralniającej, prowadzonej na rzecz macierzystego oddziału. A co do życia poza koszarowego, to jest mi znany jedynie przykład zachowania się gwardzistów króla Poniatowskiego w czasie wolnym od służby, a spędzanym oczywiście poza koszarami, w mieście. Byli bardzo biegli we wszelkich kuglarskich wręcz sztuczkach,
    grach w karty i w kości, dzięki którym mogli wygrywać od naiwnych trochę sakiewek. Z pewnością zajściom takim oddawano się po służbie w każdej armii.
    Ale może macie jakież inne, ciekawe przykłady, może nawet z życia obozowego, wszak instytucja markietanki i markietana istniała już od niepamiętnych czasów? Może coś z informacji dotrwało do naszych czasów, jakież teksty piosenek, przepisy kulinarne, czy może pamiętniki itp.?
    Pomożecie?

    22 stycznia 2006 z 16:25 #2565
    Kapelan
    Participant

    W wojsku I Rzeczypospolitej możniejsi dowódcy zabierali ze sobą w bój kapelanów ze swych zamków, pałaców, siedzib. Bardzo często byli to krewni poświęceni służbie bożej, którzy pełnili posługę w majątkach rodzinnych. Jeżeli zauważalny był brak księdza, bardzo często dokonywano ‚odwiedzin’ klasztorów w celu uzyskania od przeora pozwolenia na zabranie jednego braciszka do pomocy armii. Często też sami zakonnicy (rzadziej duchowieństwo diecezjalne) uciekało z klasztorów i przyłączało sie do armii. Wiemy, że kapelani prowadzili nie tylko działalność duszpasterską (precyzuje to regulamin służby obozowej z końca XVIII wieku), do której należały codzienne modlitwy, msze, nabożeństwa i pozostała posługa sakramentalna, ale także działali edukacyjnie, ucząc czytać, pisać. Bardzo często zżywali się z życiem obozowym do tego stopnia, że po zakończeniu bojów nie chcieli porzucić armii. Robili to jedynie pod groźbą kar kościelnych. Ciekawe też, że tradycją w wojsku polskim było obwożenie po polach bitew obrazów, najczęściej Najświętszej Maryi Panny. Jeden z takich ‚obrazów polowych’ znajduje się w zachodniej ścianie warszawskiego kościoła św. Andrzeja (środowisk twórczych) przy Placu Teatralnym (ciekawostka: został znaleziony parę lat temu na zakrystii warszawskiej katedry w stanie bliskim rozkładowi).

    8 lutego 2006 z 18:56 #2576
    Koroniarz
    Keymaster

    Temat jest tak zajmujący, że aż żałuję, że nie mam czasu zabrać się zań na poważnie. Pierwszą okolicznością na którą warto zwrócić uwagę, że mówiąc o wieku XVIII i XIX musimy mieć na uwadze obyczajowość zupełnie odmienną od dzisiejszej, której istotnym elementem było społeczne rozwarstwienie na ludzi różnych stanów: szlachtę (do czasów napoleońskich mającą rzeczywisty monopol na stanowiska oficerskie, czy towarzyskie w górnych znakach), chłopstwo i mieszczaństwo, które zasilało szeregi żołnierskie (czy pocztowych). Obyczaje tych grup były zupełnie odmienne. Z pamiętników szlacheckich widać kwitnące życie towarzyskie i problemy ówczesnego ziemiaństwa. Z opisów żołnierskich raczej próbę radzenia sobie z losem: dorabianie do skromnego i często zalegającego żołdu. Na ogół były to prace rolne, czy drobne prace rzemieślnicze. W czasach wojennych: handel. Jako ciekawostkę (może nie tak zwyczajnego życia) wspominam opis zbierania kul armatnich w czasie zawieszenia broni, podczas oblężenia twierdzy Zamość w 1813 r. Gen. Hauke, chcąc uzupełnić zapasy nakazał ich uzuepłenienie w oparciu o skupywane od żołnierzy kule armatnie. W albumie pt. Wojsko Powstania Kościuszkowskiego, L. Ratajczyka i J. Teodorczuka jest zaś rycina ukazująca zabawę wojska różnych formacji w karczmie. Obyczaje tamtego okresu, wraz z powiedzonkami można też wychwycić u Glogera, wyjątki z którego podawałem przy okazji Nowego Roku (AKTUALNOŚCI) i święta Matki Boskiej gromnicznej.

    9 lutego 2006 z 01:22 #2577
    Darek
    Participant

    opis zbierania kul armatnich w czasie zawieszenia broni, podczas oblężenia twierdzy Zamość w 1813 r. Gen. Hauke, chcąc uzupełnić zapasy nakazał ich uzuepłenienie w oparciu o skupywane od żołnierzy kule armatnie.

    Podobnie było i w czasie oblężenia Warszawy w 1794 przez prusko-rosyjskie siły . Naczelnik wyznaczył specjalną ‚taxę’ za pozbierane kule, i wiele ich zniesiono do obozu. Co do cytowanego szkicu, pamiętam iż zaciekawił mnie sposób noszenia pałaszy przez strzelców/fizylierów 15 (?) regimentu. Ale chwilowo pałasz odstawiłem na bok. Teraz na topie są buty. A na tym rysunku też je dobrze widać. Chodzi mi o krój węgierski, niemiecki i polski, a pośrednio wygląd z czasów XW. Ale to już z innej bajki, i w innym temacie.

    9 lutego 2006 z 10:10 #2579
    szwoleżer
    Participant

    Chyba nie była to aż tak egzotyczna praktyka w tamtych czasach,gdyż przypominam sobie, że podczas oblężenia twierdzy we Włoszech (bodajże Gaety), francuski generał płacił za zbieranie kul armatnich, najwięcej płacono za granaty i w tym „zbieractwie” najlepsi byli żołnierze z murzyńskiego batalionu saperów „Pioniers Noirs”, którzy ponieśli przy tym największe straty ze wszystkich jednostek uczestniczących w tym procederze.

    9 stycznia 2007 z 17:13 #3599
    Koroniarz
    Keymaster

    Temat jakoś przykrył się kurzem, ale warto do niego wrócić. Koledzy: zwyczajne życie to również strzyżenie, golenie, rozpalanie ognia i tysiąc innych umiejętności, które dla przodków naszych były równie naturalne jak dla nas patrzenie na zegarek. Proponuję zacząć je wymieniać i opisywać te z nich, które w rekonstrukcji przydać się mogą. Warto byłoby je też poprzeć zdjęciami. Szwoleżer kiedyś nieopatrznie przyznał się do operowania brzytwą. Opisuj waść, bo zaopatrzyłem się czas już jakiś temu, a nie chcę sobie gardła poderżnąć :hahaha:
    Remik krzesze ognia, może i to by opisał. Inni tez pewno niemało potrafią…

    9 stycznia 2007 z 17:27 #3600
    szwoleżer
    Participant

    Mówisz i masz!
    Samo golenie to: dużo odwagi (na początek, aby się nie zaciąć) i uwagi (jak wcześniej).
    Brzytwę trzymam pod kątem 45 stopni, oczywiście mniej więcej i „jadę ” w dół.
    Z reguły sie golę dwa razy, raz w „dół” i raz w „górę” bo jednak brzytwa to nie maszynka i zawsze „coś” zostanie.
    Najgorszy jest pierwszy raz, gdy patrzy się w lustro i ma się wrażenie, że lewą ręką utnie się prawe ucho!!! Ale odrobina wprawy i :confident:
    Warto golić się gdy skóra jest rozgrzana, bo „na zimno” to trochę boli :bad:
    Stąd na filmach nakładano wcześniej kompresy gorące na „pyski” chętnych.
    Niestety nie miałem jeszcze możliwości golić się w warunkach polowych, bo zawsze dojeżdżam nad ranem na miejsce spotkania :tire: i potem już nie ma czasu.
    Warto przyjrzeć się na filmach jak golą fryzjerzy bo to dobra podpowiedź!
    Pozdrawiam

    9 stycznia 2007 z 22:30 #3604
    Remigiusz Pacer
    Participant

    Co do rozpalania ognia, krzesiwka ostatnio robią furrorę, nie tylko w kręgach rekonstruktorskich…
    Każdy może sam zrobić sobie krzesiwko z kawałka stali, np. z pilnika do metalu, lub resora. Ważne, by po wykonaniu krzesiwa rozgrzać je do jasnopomarańczowego żaru i zachartować w wodzie. Przy silnym potarciu o krzemień powinno dawać sporo jasnych iskier.
    Następnie hubka. Najlepiej sprawdzają się pakuły konopne (dostępne w sklepie chydraulicznym, OBI), oraz puch z pałek wodnych (tatarak?) Pakuły oraz puch mieszamy w stos. 1:1 i nasączamy w połowie szklanki wody, w której rozpuszczono 2 łyżeczki saletry potasowej i 1 łyżeczę cukru. jak calość dobrze namoknie, wyciągamy, NIE WYCISKAMY i suszymy. Następnie gotową już hubkę rozdrabniamy na jak najcieńsze, poszarpane włókna, najlepiej grzebieniem. tak zpreparowaną hubkę należy chronić od wilgoci, najlepiej poporcjować ją w małe pakunki z woskowanego papieru.
    By rozpalić ogień, należy znaleźć kawałek krzemienia z ostrą krawędzią, na niego (nie pod) położyć kawałek hubki (jak najbliżej krawędzi) i z góry silnie uderzać krzesiwem w krawędź krzemienia. jak tylko hubka złapie iskrę, należy delikatnie ją rozdmuchać.
    Możliwe problemy: brak iskry- krawędź krzemienia jest tępa, albo została zakryta hubką.
    Trzeba trochę poćwiczyć. Do szybkiego odpalenia fajki w marszu nie trzeba wyciągać wszystkich zabawek. Wystarczy mieć pod ręką trochę hubki, którą kładziemy na panewkę karabina(bez podsypywania prochu!), zamykamy krzesiwo i oddajemy suchy strzał. Powinno bez problemu się zapalić.
    Powodzenia!

    15 stycznia 2007 z 11:49 #3632
    Koroniarz
    Keymaster

    Dziękuję kolegom.

    Warto golić się gdy skóra jest rozgrzana, bo „na zimno” to trochę boli

    Dziś używa się kremu do golenia. Wówczas jak przypuszczam mydła. Z tego co wiem, najbliższe do niego jest t.zw. „szare mydło”. Czy wiesz coś bliżej na ten temat? Golenie się „na żywca” może być tyle kłopotliwe co pracochłonne, a szare mydło ma raczej przeznaczenie gospodarcze niż higieniczne.

    15 stycznia 2007 z 17:24 #3635
    Brykiet
    Participant

    Ależ nie bój się WPan szarego mydła!
    Jest ono mniej więcej tak samo „higieniczne” jak toaletowe, co więcej znacznie bardziej historyczne. Jest tylko z nim mały problem – jest mniej wysuszające, ale za to trudno je dokładnie usunąć ze skóry. A tak na marginecie pamiętam z dzieciństwa (i „czterech pancernych”) mydło do golenia.
    Trzeba by kogo starszego wypytać co to takiego było…

    16 stycznia 2007 z 13:35 #3644
    Hubzal
    Participant

    Mydło do golenia? Którego? Prawego czy lewego? :bye:
    Trochę sobie podkpiwam…
    Ja sam jeszcze od pędzelka i mydełka zaczynałem. :confident:
    Skoro już, to mam jeszcze jedno pytanie w ramach 100% realizmu.
    Higiena analna: czym sobie w pierwszej połowie XIX wieku tyłki podcierano?
    Szczególnie w warunkach polowych.
    (Pamietacie los pamietnika w „Tańczacym z Wilkami”? :>
    I czy są chętni do nasladowania w inscenizacjach? Bo od razu się zastrzegam – ja tylko z historycznej ciekawosci pytam…

    16 stycznia 2007 z 15:31 #3646
    szwoleżer
    Participant

    Czołem!
    Pewnie trawa była w powszechnym użyciu, liście etc.
    Można w myśl przysłowia próbować szkłem :bad:
    Pozdrawiam

    16 stycznia 2007 z 17:03 #3647
    Koroniarz
    Keymaster

    Ze względów estetycznych wacham się co zrobić z ostatnią korespondencją… :confused:

    17 stycznia 2007 z 10:09 #3650
    szwoleżer
    Participant

    Czołem!
    „Nic coo ludzkie nie jest nam obce”…. :brick:
    Ale co do liści i trawy to pewnie była w powszechnym użyciu…

    17 stycznia 2007 z 11:00 #3651
    Remigiusz Pacer
    Participant

    Nie mylić z liśćmi pokrzywy, albo ostu!!!
    :beated:

Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.