Żołnierz do Legii poszukiwany!

  • 9 lutego 2011 z 20:05 #9174
    Anula
    Participant

    Uwaga mieszkańcy Kędzierzyna-Koźla i okolic!
    Oddział grenadierów Legii Polsko-Włoskiej z przełomu XVIII i XIX wieku poszukuje żołnierzy. Grupa rekonstrukcyjna powstająca w Kędzierzynie-Koźlu i pasjonująca się w odtwarzaniu bitew szuka chętnych, którzy chcą się do nich przyłączyć. Nowi członkowie dostaną wszystko to, co nosili ówcześni żołdacy – mundur i broń. Do grupy mogą przyłączyć się panie i panowie, którzy ukończyli 17 lat. Grupa rekonstrukcyjna ma zagwarantowane finansowanie ze środków unijnych. Kontakt z Michałem Mańką pod nr tel. 781 571 717, bądź e-mailowo: michal.manka@gmail.com. Mile widziane są także markietanki. Nie pogardzimy doboszami.
    PS. Ciekawe kiedy powstaną polskie oddziały w Srebrnej Górze, Świdnicy czy Kłodzku :haha: A tak na poważnie – widzę, że moje miasto idzie w ślad za Nysą jeżeli chodzi o tworzenie nowych grup rekonstrukcyjnych. Mimo tego iż jestem z 7PPXW to mocno trzymam kciuki za to przedsięwzięcie:bye:

    10 lutego 2011 z 13:42 #9186
    Adam Zwoiński
    Participant

    brawo Aniu, brawo Legia Polsko Włoska !!, dla zachowania wzajemnej rywalizacji na polach bitew potrzeba więcej polskich wojaków na Ślasku bo dominują tam pruskie grupy

    10 lutego 2011 z 16:56 #9188
    Anula
    Participant

    Ostatnio doszły mnie też słuchy, że w Kłodzku mają się tworzyć zalążki 12PPXW z Legnicy. Nie wiem na ile to prawda, ale będę bacznie śledzić dalsze poczynania w tym temacie,

    10 lutego 2011 z 17:33 #9189
    Krzysztof63
    Participant

    Przepraszam bardzo, ale co wspólnego ma Legia Polsko – Włoska z wojną na Śląsku w 1807 r? O ile dobrze pamiętam ze szkoły, to armia polska walczyła z pruską w 1794 r. w czasie Insurekcji Kościuszkowskiej, a potem dopiero w 1813 r. Ani w czasie pierwszej, ani drugiej wojny Legia Poslko – Włoska nie istniała.

    Bawcie się, jak chcecie, ale nie dorabiajcie do tego żadnej ideologii. I nie nazywajcie tego, u licha, rekonstrukcją historyczną.

    10 lutego 2011 z 17:38 #9190
    Anula
    Participant

    Cóż, ja tu tylko wrzuciłam ogłoszenie z serwisu naszego miasta nic więcej. Pozdrawiam!

    11 lutego 2011 z 01:59 #9202
    Krzychu P
    Participant

    Krzysiek nie we wszystkim się z tobą zgodzę.
    Otóż Legia Polsko-Włoska była formowana na Śląsku a dokładniej w Nysie, Brzegu i Wrocławiu. Jeśli chodzi ci o to, że nie była formowana czy też nie stacjonowała nigdy w Koźlu to przyznam ci rację. Lecz istniała w dwóch miastach śląska opolskiego i takie kryterium rodowodu jej dla naszego oddziału z Kędzierzyna-Koźla przyjmujemy ( nigdzie nie jest powiedziane że oddziały rekonstrukcji muszą być formowane w miastach w których oddział istniał ). Druga kwestia w czasie Insurekcji Kościuszkowskiej Legii nie było, to prawda. W 1807 roku dopiero się formowała więc z Prusakami też się nie biła. Natomiast od 1808 roku Legia Polsko-Włoska została przemianowana na naszą słynną Legię Nadwiślańską i od 1808 roku była w ciągłym ogniu walki, a w 1813 roku jak najbardziej walczyła z wojskiem Pruskim.

    11 lutego 2011 z 10:36 #9204
    Krzysztof63
    Participant

    brawo Aniu, brawo Legia Polsko Włoska !!, dla zachowania wzajemnej rywalizacji na polach bitew potrzeba więcej polskich wojaków na Ślasku bo dominują tam pruskie grupy

    Chodzi mi o ten tekst. W Polsce nie ma ani jednej imprezy, w której nowa Legia Polsko – Włoska, poźniej Nadwiślańska, mogłaby brać udział zgodnie z prawdą historyczną. Bo Legia Nadwiślańska walczyła wyłącznie w Hiszpanii i w Rosji, a ze Śląska wymaszerowała już w sierpniu 1807 r. Od 18 czerwca 1813 r. istniał tylko jeden Pułk Piechoty Nadwiślańskiej, który wziął udział w kilku bitwach na terenie Niemiec i Francji.

    Na terenie Śląska dominują grupy pruskie, bo tu były Prusy. Ponad dwieście lat. Mobilizacja Legii Polsko – Włoskiej na Śląsku (pomysł Wybickiego swoją drogą, który wmówił cesarzowi wyjątkowy entuzjazm miejscowej ludności pochodzenia polskiego) zakończyłą się katastrofą. Nie zebrano nawet tysiąca ochotników, trzeba było odesłać 5000 tysięcy rekrutów z Legii Warszawskiej (nie wielkopolskiej, ta już walczyła na Pomorzu) w celu uzupełnienia stanów.

    Wnerwia mnie takie gadanie, że ktoś przeciw komuś, bo trzeba coś tam wyrównać. Jeśli ktoś mi zarzuca brak patriotyzmu, bo bawię się w Prusaka, to łatwo może dostać po mordzie. Bo to, w co się bawię, to moja sprawa. Ale rekontrukcja to coś więcej niż zabawa. Tworzenie bytów, które mają słabe uzasadnienie historyczne i wciskanie je na niehistoryczne imprezy, to nie rekontrukcja.

    11 lutego 2011 z 10:45 #9206
    Prusak
    Participant

    Wnerwia mnie takie gadanie, że ktoś przeciw komuś, bo trzeba coś tam wyrównać. Jeśli ktoś mi zarzuca brak patriotyzmu, bo bawię się w Prusaka, to łatwo może dostać po mordzie. Bo to, w co się bawię, to moja sprawa

    -Tu akurat moge sie podpisac obydwiema rękami.Mieszanie ideologii do rekonstrukcji zabija ją a rekonstruktor staje sią pajacykiem reklamowym danej idei.Odmawianie poczucia patriotyzmu rekonstruktorom w”pruskich” „rosyjskich” czy „francuskich” mundurach jest tylko dowodem całkowitego niezrozumienia tego czym jest rekonstrukcja.

    11 lutego 2011 z 11:58 #9208
    senator
    Participant

    Lansjerzy walczyli na tych terenach :haha:
    http://par_struga.republika.pl/05_zrodla_bitwa.html

    11 lutego 2011 z 13:27 #9209
    Koroniarz
    Keymaster

    Działania ułanów nadwiślańskich na Śląsku opisują różni autorzy, w tym Kirkor („Legia Nadwiślańska”, OFICYNA POETÓW I MALARZY, Londyn 1981, str. 15):

    Wśród publikacji śródłowych na pierwszym miejscu należy postawić ogłoszone przez A. Martiniena zestawienia zabitych i rannych oficerów w armiach napoleońskich w latach 1805-181531). Należy jednak pamiętać, że wykazy te nie są kompletne, w każdym razie nie w stosunku do pułków polskich. Brak imion i zniekształcanie nazwisk polskich bardzo utrudniają korzystanie z nich. Są też w nich rażące błędy. Tak np. paru oficerów pułku ułanów rannych 15 maja 1807 r. pod Szczawnem (Salzbrun) na Śląsku podano jako rannych tegoż dnia pod Wisłoujściem (Weichselmünde) koło Gdańska. Można więc i trzeba z nich korzystać, ale z wielką ostrożnością.

    oraz w części I. POCZĄTKI LEGII NADWIŚLAŃSKIEJ (Rozdział 1. ŚLĄSK I WESTFALIA, str. 21-26):

    Z dawnych legionów Dąbrowskiego pozostały tylko jeden pułk piechoty i pułk jazdy w służbie Królestwa Neapolitańskiego. Gdy Prusy podjęły wojnę z Francją i ich armia legła rozbita pod Jena (14 października 1806 r.); gdy zaświtała nadzieja uwolnienia zaboru pruskiego Polski, wszyscy ci legioniści pragnęli powrotu do kraju. Napoleon wezwał z Włoch do swej kwatery głównej gen. Dąbrowskiego i wkrótce potem w Poznaniu, Kaliszu i Warszawie zaczęła się tworzyć nowa armia polska. Legiony mogły stanowić dla tej armii doskonalą kadrę i takie były plany gen. Dąbrowskiego. Mimo dużych strat, jakie pułk piechoty poniósł w lipcu 1806 r. w walkach z Anglikami i powstańcami w Kalabrii, w pułku tym było według wykazów z marca 1807 r. 98 oficerów i 2.610 podoficerów i żołnierzy. W pułku jazdy było 586 ułanów i ci najwcześniej, bo już w lutym 1807 r., zostali wezwani do Wielkiej Armii, Król Neapolu Józef, brat cesarski, niechętnie oddawał ten pułk i zdaje się w ostatniej chwili część pułku zatrzymał dla swej gwardii.
    Pułk jazdy legionów był wówczas jedynym pułkiem w armii francuskiej uzbrojonym w lance. Gen.Dąbrowski sformował go w 1799 r. z byłych kawalerzystów, znajdujących się w pułkach pieszych legionów. Pułk ten wsławił się w różnych bojach we Włoszech i pod Hohenlinden. Utrzymał swe lance, choć nie były przewidziane w regulaminach francuskich.
    Napoleon początkowo zdawał się być przychylnie nastawiony do planów gen. Dąbrowskiego i chciał wszystkich Polaków sprowadzić z Włoch do Polski. Potem zmieniał swe wezwania posyłane do króla Józefa do Neapolu. W szczupłej armii króla Józefa Polacy stanowili jednostkę bardzo cenną, niełatwą do zastąpienia, pragnął więc król zatrzymać ich u siebie w możliwie jak największej liczbie. Napoleon brał to pod uwagę i nie nalegał na szybki odmarsz oddziałów piechoty polskiej. Na razie wezwał tylko dowódcę pułku piechoty, płk. Grabińskiego, którego mianował generałem brygady, oraz zadowolił się przybyciem 16 oficerów tego pułku.
    Napoleon zmienił swój pogląd nie tylko co do liczby legionistów sprowadzanych z Włoch, ale także co do ich przeznaczenia. Już nie myślał o złączeniu ich z nowa armią polską, a zdecydował użyć ich jako zalążek nowej legii polskiej w służbie francuskiej. W tym celu mieli być zatrzymani na Śląsku w ramach 9. korpusu armii, którym dowodził brat cesarski, książę Hieronim. Zanim przyszli na Śląsk ułani, zanim wyszedł z Neapolu pierwszy oddział piechoty legionowej, Napoleon wydał w Brzeziu (Finkenstein) dekret z 5 kwietnia 1807 r. o organizacji wojsk polskich, przychodzących z Włoch.
    Dekret ten stanowił, że:
    1) pułk polskich lansjerów będzie nadal utrzymywany ze skarbu cesarskiego i ma się składać z 4 szwadronów po 300 ludzi (razem 1200 lansjerów),
    2) piesza legia polska będzie również płatna ze skarbu cesarskiego, będzie powiększona do 6 batalionów w trzech pułkach, po 9 kompanii w batalionie i po 150 ludzi w kompanii (razem 8.100 ludzi oraz około 100 ludzi w sztabie).
    Dekret stanowił dalej, że dyrektor Wojny Komisji Rządzącej w Warszawie (wymienionej w dekrecie jako rząd polski) skieruje do Wrocławia dla skompletowania tych pułków 6.600 rekrutów z Polski. Miał także przesłać do księcia Hieronima listę nazwisk oficerów dla tej nowej formacji, umieszczając na niej tych Polaków, którzy służyli dawniej w legiach włoskich i naddunajskiej. To ostatnie zlecenie wskazuje wyraźnie, że w rozumieniu Napoleona nowa legia polska miała być kontynuacją dawnych legii, które służyły pod jego sztandarami.
    Z porównania etatów nowej formacji, 1200 ułanów i 8200 w piechocie, z liczbą rekrutów, których miał przysłać Ks. Józef Poniatowski, wynika, że Napoleon liczył na przybycie z Neapolu 2.800 ludzi. Faktycznie przybyło ich dużo mniej. Pułk ułanów w sile ok. 500 koni prowadził świeżo mianowany majorem ułanów Piotr Świderski, przedtem służący zaszczytnie w piechocie. Pułk ten przyszedł do Świdnicy 14 maja i już następnego dnia odznaczył się, rozbijając oddział pruski pod Szczawnem (Salzbrun), biorąc jeńców i armaty.
    Nie jest jasna sprawa, jak wielu ludzi przyszło na Śląsk z pułku piechoty. Jeśli w tym pułku było w marcu około 2700 ludzi, zaś król Józef według znanych raportów zatrzymał i wcielił do różnych oddziałów swojej armii 1.192 żołnierzy, poza tym w Neapolu pozostało inwalidów i chorych w szpitalu 162 Polaków, zatem po odjęciu tych liczb ze stanu pułku w marcu należałoby przyjąć, że około 1350 oficerów i szeregowych przeszło w różnych terminach z Neapolu na Śląsk.
    Pułk ułanów brał udział w obleganiu Kłodzka, które kapitulowało 24 czerwca. Z dniem 1 lipca pułkownikiem i dowódcą pułku ułanów został Jan Konopka, Stanisław Klicki został awansowany na majora. Wobec nieobecności na Śląsku płk. Konopki mjr. Świderski w myśl rozkazu gen. Grabińskiego z 11 lipca 1807 r. miał zdać mjr. Klickiemu komendę pułku ułanów, sam zaś był przewidziany na dowódcę 3. p. piechoty Legii. Po zwycięstwie Napoleona pod Friedlandem został 8 lipca zawarty pokój w Tylży, a więc i na Śląsku walki ustały. Do końca broniła się tylko jedna twierdza, Srebrna Góra.
    Dowódcą Legii był Józef Joachim Grabiński. Dawny oficer kościuszkowski, miał przeszłość dość burzliwą; od marca 1802 r. był szefem 1. półbrygady polskiej we Włoszech, 25 marca 1807 r. został mianowany francuskim generałem brygady. Pułkami piechoty dowodzili: 1. pułkiem płk Józef Chłopicki; 2. pułkiem Szymon Białowiejski, mianowany 19 stycznia 1807 r. majorem, 1 lipca 1807 r. pułkownikiem; 3. pułkiem Piotr Świderski, również mianowany 1 lipca 1807 r. pułkownikiem. Jako datę powstania 1. pułku Legii przyjęto 7 czerwca 1807 r., później powstały pułki 2. i 3. Faktycznie jednak wszystkie pułki piechoty nowej Legii zostały sformowane już po zawarciu pokoju.

    Dekret z 5 kwietnia dawał tej legii nazwę Legii polskiej, ale po pokoju w Tylży była to nazwa politycznie niedogodna, więc w praktyce przyjęto nazwę Legii polsko-włoskiej (Legion Polacco-Italienne), choć nie została ona ustalona żadnym dekretem. Przyjmowano przysłanych z Księstwa Warszawskiego rekrutów, także ochotników oraz dezerterów z armii pruskiej. Sądząc z brzmienia nazwisk było wśród nich wielu Niemców. Wtedy wstąpili do Legii Jerzy Fryderyk Kitz oraz jego brat Franciszek, dwaj lekarze wojskowi, dawniej pruscy, teraz legionowi. Byli to Ślązacy, ich nazwisko pewnie brzmiało przed zniemczeniem Kic lub Kyc. Ślązakiem był także porucznik Jan Gorgon z Pszczyny. Zgłosiło się też we Wrocławiu wielu młodych ludzi z dobrych rodzin, którzy brak doświadczenia bojowego zastąpić mieli zapałem i ogólnym wykształceniem. Gen. Grabiński, korzystając z upoważnienia księcia Hieronima, dawał im nominacje na podporuczników i rozsyłał po pułkach. To umożliwiło potem awansowanie przybywających z Włoch oficerów legionowych. Jako żołnierzy wcielono do Legii wielu Polaków z armii pruskiej, nie zawsze pytając ich o zgodę. Gen. Grabiński pisał 26 czerwca 1807 r. do płk. Białowiejskiego, że we Wrocławiu w klasztorze zwanym Minoriten znajdują się jeszcze pomiędzy Ślązakami Polacy, których należy spiesznie wybrać i do pułku wcielić „nie pytając się o ich dobrą ochotę, aby tylko byli Polacy”. Gdy do klasztoru Bernardynów we Wrocławiu przysłano kilkuset jeńców pruskich z Kłodzka, gen. Grabiński polecił posłać do nich oficera, by spisał wśród nich Polaków, po czym zamierzał uzyskać od komendanta placu rozkaz, by tych jeńców przeprowadzono do koszar dla wcielenia do 2. p. Legii. Różnym był więc element, z którego powstać miała Legia polsko-włoska. Mimo to oficerowie, podoficerowie i żołnierze legionowi wnieśli do nowej formacji tego żołnierskiego ducha i te polskie uczucia, które ożywiały legiony Dąbrowskiego. Dzięki temu Legia polsko-włoska, nazwana potem Nadwiślańską, była nowym legii włoskich wcieleniem, ich dalszą kontynuacją. Tak to pojmował jej dowódca, gen. Grabiński, i dał temu wyraz przez to, że do obsady oficerskiej Legii włączył tych oficerów z 1. pułku piechoty polskiej, którzy w lipcu 1806 r. w czasie niepomyślnych walk przeciw Anglikom w Kalabrii dostali się do niewoli angielskiej.

    Pierwszy pułk piechoty polskiej, dowodzony przez Grabińskiego, był wtedy w służbie króla Neapolu, obecnie Legia wchodziła w skład armii francuskiej, a więc włączenie tamtych oficerów-jeńców do listy oficerów nowej Legii niewątpliwie nie mogło nastąpić bez aprobaty francuskiej. Praktycznie miało ono to znaczenie, że ci oficerowie w razie powrotu z niewoli wchodzili od razu na stanowiska, rezerwowane dla nich w nowej Legii.
    Formowanie nowej Legii postępowało stosunkowo szybko. W dniu 10 sierpnia 1807 r. w pułkach piechoty było już 91 oficerów (nie licząc oficerów w niewoli) oraz 4.246 podoficerów i żołnierzy. Stanowiło to więcej niż połowę stanu liczbowego przewidzianego w dekrecie. Pułk ułanów osiągnął już prawie pełny stan etatowy, gdyż było w nim 37 oficerów oraz 1.097 podoficerów i ułanów. Poza tym oficjalny wykaz podawał, że w drodze z Włoch było 23 oficerów oraz 268 podoficerów i żołnierzy. Rezultat paru miesięcy prac organizacyjnych zdawał się być zadowalający.
    Berent podaje piękny opis defilady odrodzonego wojska polskiego na Placu Saskim w Warszawie. Biorą w niej udział bataliony Legii Nadwiślańskiej i dawna kapela legionowa gra „Marsz, marsz Dąbrowski”. Jest to błąd. Nie było danym wejść do Polski dawnym legionowym oddziałom, nie spełniły się dla nich słowa Mazurka Dąbrowskiego „za twoim przewodem, złączym się z narodem”. Jak długo nowa Legia stała na Śląsku, legioniści liczyli na to, że stąd przejdą do Księstwa Warszawskiego. Zapytani, takie wyrazili życzenie. Ale Napoleon zdecydował inaczej. Wśród braci legionowej były silnie rozwinięte sympatie republikańskie i idee demokratyczne, może więc Napoleon nie życzył sobie, aby ten ferment przeszedł do nowego wojska polskiego. A może po prostu chciał zatrzymać tych doskonałych żołnierzy i oddać ich chwilowo bratu Hieronimowi, jako wsparcie na jego nowym westfalskim tronie. W Warszawie przebywał jeszcze marsz. Davout i do niego Napoleon wysłał z Fontainebleau 13 października 1807 r. zawiadomienie, że Legia polsko-włoska i pułk lansjerów mają przejść do służby króla Westfalii. Napoleon polecał więc, by rząd polski wyjaśnił legionistom, iż nie może ich przyjąć do swej służby, gdyż nie ma na to środków finansowych. Przykro brzmi w tym liście argument Napoleona, że rząd polski nie może nawet opłacić Legionu Północnego, który wszedł w skład armii Księstwa Warszawskiego podczas gdy Napoleon mógłby przejąć go w ciężar swego skarbu. Istotnie skarb Księstwa był w trudnej sytuacji, co było rezultatem zniszczeń wojennych i nałożonych nań ciężarów oraz pogarszającej się sytuacji ekonomicznej na skutek blokady kontynentalnej. Nie bez wpływu było także odebranie skarbowi wielu dóbr narodowych, rozdanych marszałkom i generałom francuskim w formie donacji cesarskich.
    Marszałek Mortier, dowodzący teraz na Śląsku, zakomunikował 14 października gen. Grabińskiemu decyzję cesarza o przekazaniu Legii królowi Westfalii. Ks. Hieronim poznał na Śląsku polskich legionistów, podobno ich polubił i na pewno pragnął ich zatrzymać w swej służbie. W czasie rokowań pokojowych w Tylży Napoleon zamierzał oderwać Śląsk od Prus i utworzyć z niego osobne państwo dla ks. Hieronima. Plan ten upadł wobec stanowczej opozycji Aleksandra i ks. Hieronim dostał królestwo Westfalskie. Dla legionistów inne znaczenie miałaby służba dla ks. Hieronima na Śląsku, niż w Westfalii. Rozkaz wymarszu ze Śląska i ponownego oddalenia się od kraju napełnił ich uczuciem rozczarowania i goryczy. Najbardziej gorszyły ich pomruki niektórych rodaków, że w pogoni za chlebem oni tak po obcych ziemiach tułają się. Mieli żal do rządu w Warszawie, że nie upomniał się o nich. Oskarżali ministrów polskich o krótkowzroczność. Stary legionista, major Szott, pisał o nich wymownie: „Ci ludzie zapominają, albo nie widzą, że za jednym skinieniem, za jednym rozkazem Imperatora całe wojsko Księstwa Warszawskiego może pójść do Dalmacji, a stamtąd do Abisynii nawet, jeżeli tego będzie On widział potrzebę; wszakże mamy Hiszpanów w Hamburgu, a regiment Izenburga w Neapolu, ale cóż poradzić z ogolonymi łbami”. Nie olśniła legionistów gwiazda Napoleona, nie stali się jego najemnikami i tylko polskiej sprawie służyć pragnęli.
    Wszystkie cztery pułki Legii opuściły Śląsk przed końcem października. Legia poszła przez Frankfurt nad Odrą i Kostrzyn do Berlina. W stolicy Prus była trzy dni, odbywały się popisy i manewry Legii przed marszałkiem Victorem, który tam dowodził. Rozkaz z kwatery cesarskiej w Fontainebleau z 23 października polecał, by 1. pułk Legii wyszedł z Berlina 8 listopada 1807 r., zatrzymał się w Magdeburga w dniach 12 i 13 listopada i przyszedł do Kassel, stolicy nowego królestwa westfalskiego, 22 listopada.

    Polecam też załączony artykuł z Wojskowego Przeglądu Historycznego.

    Koledzy, może byśmy się pokusili o odtworzenie, któregoś z opisanych wydarzeń?

    Pozdrawiam!

    11 lutego 2011 z 14:02 #9212
    Krzysztof63
    Participant

    Artykuł jest tendencyjny. Efekty propolskiego „entuzjazmu” najlepiej widać w rozdziale „Zakończenie kampanii …” w któym autor pisze, że trzeba było skierować 8400 rekrutów (więcej niż ja napisałem) z Księstwa do sformowania trzech pułków piechoty i jednego jazdy. Nowsze badania wykazują wręcz przeciwne postawy: w twierdzy Koźle to żołnierze polskiego pochodzenia pilnowali innych przed dezercjami (vide Malicki – Wielka Armia Napoleona na Śląsku 1806 – 1808). Starcie pod Strugą można interpretować dwojako: wspaniali polscy ułani zgnietli przeważające siły brutalnego Prusactwa, lub inaczej: najemnicy, doświadczeni przez 10 lat wojen we Włoszech, rozbili kilka kompanii ochotników i rekrutów, z których dwie były uzbrojone w kije, z braku karabinów. Historia nie jest taka prosta i zero-jedynkowa, jak niektórzy chcieliby ją widzieć.

    Piechota Legii Nadwiślańskiej (tej nazwy będę używał dla tej formacji, w celu wyraźnego odróżnienia od Legii Polsko – Włoskiej Dąbrowskiego) nie brała udziału w żadnych walkach na Śląsku. Oddziały zostały sformowane już po zawarciu pokoju w Tylży. Zresztą długo na Śląsku nie zabawiły – od 13 do 15 sierpnia 1807 r. piechurzy nadwiślańscy przemaszerowali przez Świdnicę w drodze do Wirtembergii – i więcej ich tu nie widziano, poza polską załogą Głogowa.

    Żeby była pełna jasność: nie mam nic przeciwko tworzeniu żadnych oddziałów w dowolnych miejscach. Jest sprawą osobistą uczestników, kogo co interesuje. Nie zgadzam się jednak na dorabianie do tego żadnej ideologii narodowościowej, ani rozważania w kategoriach dobry – zły, bo w bardzo wielu przypadkach zalezy to od punktu widzenia. Trudno oczekiwać np. od Hiszpanów uznaniu trudów i bohaterstwa polskich żołnierzy, bo byli tam po prostu okupantami.

    W ogłoszeniu o naborze wypadałoby jeszcze powiedzieć, jaki konkretnie okres tej formacji chcecie odtwarzać. Trudno w mundurach „popruskich” z 1807 r. udawać piechotę nadwiślańską pod Lipskiem 1813. Szczegółów nie pamiętam,ale zdaje się, że LEgia zmieniała umundurowanie trzykrotnie, i to w dość zasadniczej formie. Jeżeli już na samym starcie nie zwraca się uwagi na tak istotne sprawy (za to jest niesychanie cenna informacja, że całe wyposażenie jest za darmo), to nie ma mowy o żadnej rekonstrukcji.

    11 lutego 2011 z 14:14 #9215
    Koroniarz
    Keymaster

    Historia nie jest taka prosta i zero-jedynkowa, jak niektórzy chcieliby ją widzieć.

    Nie jest. Stwierdziłeś jednak, że ta formacja udziału w walkach na Śląsku nie brała, a jak widać z podanych przykładów, było jednak inaczej. Jak dokładnie to jest to oczywiście kwestia do dyskusji. Podobnie jak kwestia czy legiony można traktować jako najemników. Wiadomo, że np. w 1813-tym, po bitwie pod Lipskiem część Polaków nie przekroczyła Renu, powołując się na ten właśnie argument. Inni bili się do samego końca. Czy uważasz, że byli najemnikami?

    Pozdrawiam!

    11 lutego 2011 z 14:25 #9217
    Krzysztof63
    Participant

    Nowa Legia – nie brała. Lansjerzy wracający z Włoch – owszem. Ja zaliczam ich jednak do „starej” Legii. No, ale to mój prywatny podział.

    Nie jest to właściwy temat, aby te złożone sprawy roztrząsać. Jak napisałem można je interpretować dwojako: Z jednej strony byli to ludzie 9Może nie wszyscy, ale na pewno w znacznej części), którym na sercu leżała niepodległość kraju. Dla nich losy wojny i kolejne oszustwa i niespełnione obietnice Francji były osobistym dramatem. Jednak służba w armii Królestwa Neapolu w niczym nie przypominała pierwszego okresu działania legionów – nikt wtedy nie miał złudzeń, że przyniesie to jakiekolwiek niepodległościowe efekty. Jedni się z tym pogodzili, inni nie – Wybicki przecież rzucił wojsko i jako poddany pruski grzecznie zamieszkał we Wrocławiu, zajmując się edukacją synów.

    Chcę podkreślić, że nie zamierzam oceniać tych postaw, ale o faktach trzeba mówić otwarcie. Każda próba interpretacji i oceny będzie prowadzić do sporu, bo dla jednych legioniści będą to bohaterowie, którzy za wolność „naszą i waszą” walczyli w Hiszpanii i na Haiti, a dla innych to najemnicy, którym było wszystko jedno, jakiemu panu służą.

    I na tym zakończę mój udział w tym akurat temacie, chyba że zechcesz go wydzielić jako odrębny do dyskucji. Tu w końcu miało być tylko ogłoszenie o rekrutacji.

    17 lutego 2011 z 13:41 #9315
    Koroniarz
    Keymaster

    Tak na dobrą sprawę to był cały czas ten sam regiment. Tak dla współczesnych, jak i dla historyków. Dezydery Chłapowski wspominał swoje spotkanie z nadwiślańczykami w 1808 roku (podkreślenie moje):

    Zaczęły regimenta przechodzić przez Bajonnę. Jeden z najpierwszych przymaszerował pułk ułanów polskich pod dowództwem Konopki. Był to ów stary regiment legii włoskiej Dąbrowskiego, uformowany we Włoszech przez Rożnieckiego z samych niewolników i dezerterów galicyjskich z wojska austriackiego. Bardzo piękny i silny regiment, sami starzy oficerowie i żołnierze. Klicki był w nim grosmajorem naówczas. Cesarz z rana przed śniadaniem, na placu obszernym za ogrodem przeszedł ich rewią i maszerować kazał. Wszelkie ruchy wykonali z największą szybkością i akuratnością, tak, że wszyscy oficerowie francuscy przyznali, że ich armia cała nie wyjmując i gwardii, nie posiada tak pięknego i dzielnego regimentu jazdy. Cesarz kazał oficerów zaprosić na obiad, który suto urządzono w obozie szwadronu gwardii polskiej.

    Pozdrawiam!
    :lekkokonny:
    P.S.
    W istocie zeszło na kwestie poboczne, więc gdybyśmy chcieli kontynuować temat historyczny, wydzielę go do osobnego wątku.

    17 lutego 2011 z 21:34 #9328
    Krzysztof63
    Participant

    Pod względem kadrowym mogło to być kilkunastu tych samych oficerów. Pod względem formalno – prawnym była to całkowicie inna, nowa jednostka.

Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.