Szwoleżerowie gwardii – rekonstrukcja

  • 1 czerwca 2006 z 17:19 #2775
    szwoleżer
    Participant

    Witam wszystkich!
    Dzięki uprzejmości Koroniarza znalazł sie „kącik” dla wszystkich zainteresowanych udziałem
    w tworzeniu w naszym kraju „2-go szwadronu” GRH 1 Pułku Szwoleżerów Gwardii z Wielkiej Brytanii.
    Będzie tu można ustalać szczegóły spotkań, wątpliwości dot. mundurów itp.
    Kolegów-forumowiczów z większym doswiadczeniem proszę o wszelkie pomocne informacje
    „gdzie?jak?za ile?” mozna zdobyć sukno, skóry, wełnę etc.
    Zapraszam gorąco do dyskusji!
    Bartek Przybylski

    2 czerwca 2006 z 10:56 #2778
    Marek Drabik
    Participant

    Ja Drabik Marek, trafiłem tutaj dopiero przed kilkoma dniami. Ze swej strony zaproponować mogę umiejętności jeździeckie i obycie z szblą, lancą, a to za sprawą jednoczesnego zainteresowania kawalerią II RP. Posiadam wałsne konie i zamiłowanie także do braci szwoleżerskiej. Mieszkam zaraz obok Walewic (posiadłość M. Walewskiej) i Kiernozi (jej posiadłości rodzinnej i miejsca pochówku). Jakby z drugiej strony jest Orłów i grobowiec gen. Ambrożego Skarżyńskiego. To wszystko to odległości po kilka, kilkanaście kilometrów. Próbuję na własną rękę wskrzeszać historię w szkołach, społeczeństwie ale nie jest to łatwe!
    Czy jest ktoś z mojej strony Warszawy, tzn. patrząc od Kutna?
    Jeszcze jedno; jak wyglądały szwoleżerskie spotkania po 1815 r.?
    Marek Drabik

    Braves Polonais

    5 czerwca 2006 z 11:00 #2780
    Hubzal
    Participant

    A cosię stało ze szwoleżerami gwardii z Ciechanowa?
    Była taka grupa, nawet spora?

    5 czerwca 2006 z 15:16 #2781
    Koroniarz
    Keymaster

    O ile mi wiadomo grupa ta nadal istnieje, choć jak słyszałem przeżywała trudne chwile. Jest to jednak grupa odrębna. GRH I Régiment de cheveau-légers (Polonais) de la Garde Impériale, jest grupą międzynarodową, w skład której wchodzą tak Polacy, jak i cudzoziemcy, którym dla różnych przyczyn nasza Polska tradycja jest bliska. Myślę, że nie zdradzę, żadnego sekretu jeśli powiem, że dwu z założycieli jest Polakami z pochodzenia, a inny, rodowity Anglik przez długie lata służył w brytyjskim 17/21 pułku lansjer ów który, pod Monte Cassino zawarł z naszym drugim korpusem braterstwo broni (a znany jest też z szarży Lekkiej Brygady, pod Bałakławą, gdzie podczas wojny krymskiej szarżował rosyjskie działa). Członkowie GRH 1 szwadronu I Régiment de cheveau-légers (Polonais) de la Garde Impériale biorą aktywnie udział w rekonstrukcjach na terenie całej Europy i nie minę się z prawdą twierdząc, że należą do Europejskiej czołówki rekonstrukcji historycznej okresu napoleońskiego. Pod koniec zeszłego roku widać ich było np. pod Austerlitz (nieodmiennie zapraszam do naszej Cyfrowej Galerii, jak też i do artykułu w dziale Barwa i Broń). W tym nie zabraknie ich i pod Jeną (a w tym miesiącu pod Waterloo). Szerzej, aktywności jednostki poświęcony był już artykuł kol. Szwoleżera na stronie stowarzyszenia, który ufamy, że już niebawem zostanie również opublikowany w jednym z pism poświęconych rekonstrukcji historycznej. W ostatni weekend kol. Szwoleżer reprezentował jednostkę (i 2 szwadron w organizacji) przy sztabie ks. Józefa Poniatowskiego pod Raszynem,

    a dwu innych tymczasowo jeszcze biło się w mundurach Pułku 2 Piechoty Księstwa Warszawskiego (jeden z nich na zdjęciu poniżej).

    9 czerwca 2006 z 22:32 #2819
    Marek Drabik
    Participant

    Ja ze swej strony podtrzymuję nieustającą chęć do współtworzenia szwadronu. Czy mamy jakiś plan, czy może każdy próbuje rekonstruować się na własną rękę. Chętnie poddam się jakimś wytycznym pod warunkiem, że będą.

    Pozdrawiam! MD

    12 czerwca 2006 z 09:57 #2828
    szwoleżer
    Participant

    czołem Koledze!
    Cieszę się z chęci przystapienia Waści do 2-go szwadronu!
    Najwiekszym naszym problemem jest rozrzucenie po kraju wszystkich chętnych.
    Najprawdopodobniej każdy z nas będzie się uczył jazdy konnej samemu i będziemy musieli pomysleć o cyklicznych spotkaniach raz na 2-3 miesiące kiedy to będziemy uczyć się musztry i jazdy konnej w szyku.
    Co do mundurów, koszty nie są małe ale mam nadzieję, że przy pomocy kolegów z Anglii uda nam się to osiągnąć jak najmniejszym kosztem przy zachowaniu należytych standartów.
    Jeśli jakiekolwiek materiały dot. mundurów otrzymam będę o tym Kolegów niezwłocznie powiadamiał.
    Pozdrawiam

    12 czerwca 2006 z 10:46 #2829
    Koroniarz
    Keymaster

    Jeśli Szwoleżer nie będzie miał mi za złe, chciałbym dorzucić coś ze swojej strony.
    Po pierwsze, ustalamy w tej chwili listę ochotników do 2 szwadronu. Osoby zainteresowane uczestnictwem prosze o kontakt ze Szwoleżerem, lub za pośrednictwem działu REKRUTACJA.
    Po wtóre, z chwilą jej potwierdzenia przez osoby zainteresowane będziemy mogli przystąpić równolegle do dwu zadań: wyekwipowania i wyszkolenia.
    O ile to drugie zadanie zostało już wskazane, chciałbym zwrócić uwagę na sprawę wyekwipowania. Jak każdy miłośnik epoki wie (a Ci którzy służyli już w rekonstrukcyjnych jednostkach kawalerii w pewnym stopniu doświadczyli w przypadku swoich mundurów i oporządzenia) odtworzenie munduru szwoleżerskiego wraz z oporządzeniem jest przedsięwzięciem tyle złożonym co kosztownym. Z tego względu chcielibyśmy połączyć całość zamówień, tak aby koszta wykonania poszczególnych elementów munduru i oporządzenia, były możlwie tanie przy zachowaniu ich jakości i wierności historycznej. Z tego względu proszę kol. Szwoleżera aby podał tu mundur i listę jego elementów, które będą wykonywane w pierwszej kolejności. W miarę pełną informację o rodzajach mundurów można znaleźć w dziale Barwa i Broń w artykule kol. Szwoleżera, poświęconym tym kwestiom. Kolejnym elementem o wskazanie, którego proszę jest wskazanie wymaganej broni. Jak wiemy różniła się w czasie:

    Szable początkowo pruskie, potem zamienione na francuskie takie jak strzelców konnych gwardii, karabinki kawaleryjskie oraz pistolety pruskie, z czasem wymienione na francuskie.
    W 1810 Pułk uzbrojono w lance długości 2,08 m do których mocowano karmazynowo-białe proporczyki. Zmieniono też wtedy nazwę Pułku na szwoleżerów- lansjerów.

    Z tego względu konieczne jest wskazanie, czy (w pierwszym przynajmniej okresie działania 2 szwadronu), przewidywane jest uzbrajanie w lance. Zakładam, że z czasem tak, lecz do projektu Somosierra 2008 nie będą konieczne.
    Dalej, w związku z tym, że część osób może przechodzić z jednostek wrześniowych sądzę, że racjonalnym będzie przyjęcie, że w okresie przejściowym w użyciu będą szable wz. 21. Potem powinny to jednak być szable jak w opisie, do których najbliższą będzie ta na ilustracji:

    Do pozostałych kwestii pozwolę sobie wrócić osobno.

    12 czerwca 2006 z 12:32 #2830
    Marek Drabik
    Participant

    Witam!
    Do komentarza Koroniarza… Dodać pozwolę sobie jeszcze temat rzędów, w szczególności zaś siodeł. Rozumiem, że będą one sportowymi (myślę łatwo dostępnymi i tanimi. Któś kto jeździ to już takie ma, inni kupić mogą za 400 zł, używane), a ponieważ w przypadku szwoleżerskim nie są one widoczne, pozostaje skupić się na ogłowiu… Obuwie – tutaj można chyba w jakiś sposób zaadoptować np; oficerki już posiadane do określonego wzoru.
    Do komentarza szwoleżera… wydaje mi się, że gdyby ktoś chciał dopiero teraz uczyć się jazdy konnej i jak ktoś napisał (?) „kłusować”, to marnie widzę jego przyszłość. Chciałbym dodać, że do pułku nie trafiał ten co chciał, a tego którego chcieli. Hasło, że pieniądze nie są problemem jest aktualne, to tylko jeden z elementów, trzeba w sobie mieć to coś, można by rzec „iskrę bożą”. Wyobrażacie sobie szwoleżerów, którzy umieją tylko kłusować i ich szarżę w 1808 r.? Nie oznacza to oczywiście, że czegoś nie można się nauczyć ale trzeba to mieć chyba we krwi. Myślę, że potrzeba większej reklamy dla pozyskania odpowiednich ludzi, docierać do tych, dla których koń to codzienność. ja już teraz mógłbym zadeklarować oprócz siebie jeszcze dwie osoby… Jeśi chodzi o zgrywanie oddziału to zaproponować mogę stadninę koni w Walewicach. Kolejne uwagi wkrótce

    Marek Drabik

    12 czerwca 2006 z 15:57 #2831
    szwoleżer
    Participant

    Czołem Koledze!
    Niestety nie mogę się z Kolegą zgodzić co do formuły rekrutacji ograniczonej jedynie do ludzi umiejących już jeździć.
    Z założenia asze stowarzyszenie jest otwarte na wszystkich chętnych gotowych wstąpić w nasze szeregi. I nie chodzi tu o magię liczb ale aby nie stwarzać wrażenia organizacji zamkniętej; coś w rodzaju elitarnego klubu; a co do stwierdzenia:

    Wyobrażacie sobie szwoleżerów, którzy umieją tylko kłusować i ich szarżę w 1808 r.?

    Inne czasy i warunki, wtedy umiejętność jazdy konnej była tak powszechna jak dziś posiadanie prawa jazdy.
    Przecież w szeregi kawalerii( liniowej) brano rekrutów których dopiero uczono jeżdzić, vide kampania 1813 roku jako najlepszy przykład.
    Najważniejsze są chęci dzięki którym można wiele przezwyciężyć!
    Dlatego tak ważne byłyby nasze cykliczne spotkania, w trakcie których początkujący mogliby nauczyć się wiele od kolegów z większym doświadczeniem.
    Co do butów- najlepsze byłyby chyba tzw. sztyblety, które można kupić nawet na Allegro, ale przerabiane oficerki nie stanowiłyby chyba problemu.
    Pozdrawiam serdecznie

    12 czerwca 2006 z 19:37 #2834
    Koroniarz
    Keymaster

    wydaje mi się, że gdyby ktoś chciał dopiero teraz uczyć się jazdy konnej i jak ktoś napisał (?) „kłusować”, to marnie widzę jego przyszłość. Chciałbym dodać, że do pułku nie trafiał ten co chciał, a tego którego chcieli.

    Wymóg umiejętności kłusem jest wymogiem wstępnym, jednak oczywistym jest, że bez umiejętności jazdy konnej w kawalerii trudno się znaleźć 😆 W przypadku gwardii wymogi docelowe są oczywiście wyższe i w tym sensie postulat kolegi ma uzasadnienie. Śladem Szwoleżera nie przekreślałbym jednak z góry tych co chcą się uczyć i podciągać. Muszą jednak pamiętać, że liczba miejsc w szwadronie jest ograniczona i siłą rzeczy umiejętności będą grały rolę. Co do dynamiki jazdy, to pewien pogląd daje cytowana w „Szarży lekkiej brygady” Terry Brighton’a (i wspominana przeze mnie na innym forum w odmiennym kontekście) instrukcja w myśl której „Bez względu na to, jaki dystans ma do przebycia formacja bojowa, powinna sie poruszać dynamicznym kłusem (kłus nie przekraczał w myśl przepisów 13 km na godzinę – Koroniarz) aż do 250 metrów od linii wroga, a nastepnie galopować (27 km na godzinę) aż do 40 lub 50 metrów od punktu ataku. Wówczas powinna paść komenda „szarża”, po której należalo przejść w najszybszy galop, jaki jest w stanie zachować formacja jadąca w szyku.” Oczywiście do tak przeprowadzonej szarży kłus jest nie wystarczający. Problem nie ogranicza się jednak tylko do tempa, ale rozciąga się również na takie umiejętności jak obroty w szyku, które dopiero będą stanowić wyzwanie dla jeźdźców i dla koni.

    12 czerwca 2006 z 22:15 #2835
    Anonimowy

    To i dobrze, że poglądów więcej jest niż jeden. Jednomyślość, czas temu jakiś już przerabialiśmy, kiepsko na tym wyszliśmy. Pomysłów może być wiele – ważne aby wszystkie konie galopowały (Somosierra) w jedną stronę. Ja już duszę taką niepokorną trochę mam i lubię „prowokować”, myślę że wszędzie a szczególnie w kawalerii ludzi z fantazją potrzeba. Znam wielu tzw. siedzących kawalerzystów ale co z tego wynika, że na koniu posiedzi, że w stanie tym ktoś go zobaczy – no powiem mizerny efekt. Myślę…, Wiem, że kawaleria musi się czymś różnić od piechoty, zawsze tak było, to nie może być piechociniec na koniu (chociaż chwała piechocie) to nie tylko umiejętność jazdy konnej, to dusza niepokorna, to marzenia, to wolność. Gdy takich ludzi potrafi ktoś zagospodarować – ma szwoleżerów, inaczej jeżdżącą piechotę!

    Pozdrawiam!
    Marek Drabik

    13 czerwca 2006 z 00:54 #2836
    Koroniarz
    Keymaster

    Ja tym razem odwołam się do jednych z moich ulubionych lektur:

    Piesza służba bardzo dobrze poszła z tak chętnymi obywatelami, z jakich była złożona gwardya honorowa, ale konna była bardzo trudna, gdyż wszyscy mieli konie za żywe do szeregu, i równania się zawsze psuły.
    Do szeregu należy unikać za żywych koni, zawsze one się dosyć ożywią połączone razem. (…) Pierwsza dywizya piechoty – francuzkiej – z korpusu Davouta, która przy maszerowała, dziwne na mnie zrobiła wrażenie. Wyjechało nas naprzeciw niej kilkunastu, spostrzegliśmy o milę od miasta całe pola pokryte pojedynczymi żołnierzami, w surdutach różnej barwy, nieśli wszyscy broń kolbą do góry i szukali suchych przepraw po polach, na drodze bowiem było błoto po kolana.
    Przed samem miastem, obok wiatraków, uderzano w bębny, zbiegli się wszyscy i stanęli w kolumnie szeregami, w mgnieniu oka pozwijali płaszcze, popoprawiali kapelusze na głowie (cała liniowe piechota jeszcze wtedy nosiła kapelusze trójrogate) wojsko jak najregularniejsze się zjawiło, maszerując z muzyką na czele, krokiem żywym podwójnym do miasta. — Stanęli około rynku, broń w kozły złożyli, dobyli szczoteczek, trzewiki pochędożyli z błota i żwawo bawić się pomiędzy sobą zaczęli, jak gdyby zamiast 150-ciu mil, jedną tylko milę marszu byli odbyli.
    Przypatrywałem się ze zdumieniem tej piechocie złożonej z tak ochoczych ludzi, dotąd niezwyciężonych. Wszyscy jakby do tańca gotowi. (…) Z historyi wojen wiedziałem, że piechota bitwy wygrywa, a najczęściej ona je rozstrzyga, a lubo niekiedy jazda je także decyduje, to zazwyczaj, po wygranej dopiero, korzyści odnosi.
    — Przypatrując się tej dzielnej i tak lekkiej francuzkiej piechocie, zrozumiałem to lepiej, i utwierdziłem się w myśli zaczęcia służby mojej na wojnie w piechocie.

    Biorąc pod uwagę, że w styczniu 1811 roku został mianowany szefem szwadronu polskiego pułku szwoleżerów – lansjerów gwardii cesarskiej wypowiedź tę postrzegam za bardzo znaczącą. Bardzo bliska jest zreszta opinii i innych pamietnikarzy, jak choćby Fredro, który w „Trzy po trzy” podobne wyrażał sądy.

    13 czerwca 2006 z 13:33 #2837
    Szyszkownik
    Participant

    Witam Towarzystwo !
    Mamy ciekawe opinie na temat szkoleń jazdy ?
    Z doświadczenia rzeknę , iż z normalną motoryką człowiek jest w stanie nauczyć się „siedzieć w siodle” po ok. 5-7 h jazdy z instruktorem, potem już we własnym zakresie , więc nie przesadzajmy z tą wyjątkowością jazdy konnej !!!
    Gorzej rzecz się ma z końmi- muszą się nauczyć chodzenia w szyku ( jak człowiek ), i proponuję częstsze spotkania koła rycerskiego – co najmniej raz w mcu – nie ćwiczony koń zatraca to czego się nauczył po ok. 1 mca.
    Dzięki drogi Koroniarzu za przytoczenie wielce pouczającej dykteryjki z okresu wojny krymskiej –pozwolę sobie na drobną polemikę, i rzecz się będzie tyczyła raczej jazdy polskiego autoramentu.
    Oczywiści konie najmniej się męczą chodząc kłusem ( zwykłym zwanym rysią ) co do kłusa nadmienionego „wyciągniętego” to już nie tak do końca. Pamiętajmy – musimy dobrze opanować jazdę w tzw kłusie ćwiczebnym ( kulbaki ) – na marginesie.
    W galopie zebranym możemy wykonywać wiele ewolucji ( np. zwrot po koniu ) ale nie można myśleć , że w szale bitewnym ( koń też zwierze ) równo się wszystkim udawało – wręcz przeciwnie – śmiem twierdzić , że właśnie nie do końca opanowana przez naszych taktyka chodzenia w zwartym szyku spowodowała sukcesy ( vide porażka Lekkiej Brygady).
    Nota bene przytoczona taktyka Brytoli jako żywo przypomina naszą , ale wcześniejszą o ok. 300lat i nie z tymi odległościami ( przy ruszaniu galopem i przejściu w cwał – na odległości 50 m – za mało czasu dla jazdy i dużo dla piechoty – 2x nabiją muszkiet )
    A do kolegi Drabika to bym się chętnie wybrał i podeliberował…..

    AMOR PATRIAE NOSTRA LEX

    13 czerwca 2006 z 14:46 #2838
    Marek Drabik
    Participant

    Rozwija nam się dyskusja. Skoro wszyscy umiemy już jeździć, to może nadszedł czas na zgrywanie. Myślę, że należałoby wybrać miejsce i konie. Nikt chyba (tzn. w znacznej części) koni nie będzie woził. Trzeba więc pomyśleć o zaprzyjaźnionej stadninie. Musi być odpowiednia ilość określonych koni i pespektywa korzystania z niej w dłuższym przedziale czasu. Zgłaszałem już propozycję SK Walewice – trzeba to rzecz jasna dograć z dyrekcją ale myślę, że przy odpowiednim przedstawieniu sprawy nie byłoby z tym problemu. Oczywiście ważne aby miejsce było możliwie dostępne dla wszystkich, tak bardziej pośrodku, może więc inne propozycje – z lepszą lokalizacją, ja rzekłem swoje.

    Marek Drabik
    Mon oeil d’epervier!

    13 czerwca 2006 z 14:58 #2839
    Koroniarz
    Keymaster

    vide porażka Lekkiej Brygady

    Lekka Brygada nie poniosła porażki. Miała zdobyć armaty i to zrobiła. Więcej nawet. Pchała przed sobą nieprzyjacielską kawalerię siejąc w niej niezły zamęt. Jej dramat polegał na tym, że najprawdopodobniej zdobyła nie te armaty co trzeba, oraz że nie poszła za nia Ciężka Brygada by wyzyskać zwycięskie uderzenie (dowódca Cięzkiej Brygady nakazał zatrzymanie natarcia, kiedy zorientował się w pomyłce operacyjnej). Lekka Brygada poniosla natomiast znaczące straty. Co ciekawe jej przeciwnikami byli Kozacy i bodajże pułki z Wołynia, z oficerami o takich nazwiskach jak Radziwiłł czy Korybut Kubitowicz (z niecierpliwością czekam na opracowanie dr Nieuwaznego na temat wojny krymskiej). Po obu stronach byli też podobnie umunudurowani i uzbrojeni lansjerzy. Czapki rogate, podobna taktyka (oparta zresztą na francuskiej, a tan polskiej). Ciekaw jestem czy komuś z naszych w moskiewskich szeregach, na widok osmalonych prochem lanserów 17-ego pułku nie nasuwała się Somosierra i opowieści tych co pod Napoleonem służyli?

Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.