Regulaminy i wyszkolenie

  • 15 czerwca 2007 z 12:30 #4511
    Hubzal
    Participant

    Wojna Krymska to szczególnie wątpliwy przykład.
    W kolejnych bitwach powtarzają się epizody wskazujące na sytuację taką, że wojsko rosyjskie miało wydane rozkazy aby delikatnie się obchodić z przeciwnikiem. Pośrednio można się doczytać tego samego w rosyjskich zapisach pamientnikarskich.
    Dowódcy rosyjscy rozpoznawali znane sobie „z salonów” osoby swoich przeciwników i np. nakazywali kozakom wziąć do niewoli Lorda Reglana ale tak aby, cytuję: „włos mu nie spadł z głowy”. Ponieważ, w takiej sytuacji, Reglan odcinał się kozakom „na prawdę”, nie „na niby” więc był w stanie wyrwać się z okrążenia 12 kozakom.
    Odnoszę wrażenie, że ta salonowa kurtuazja przenosiła się również na skalę taktyczną i operacyjną.
    W tych warunkach nasze rozważania tracą miarodajne podstawy.

    20 czerwca 2007 z 13:57 #4525
    Koroniarz
    Keymaster

    Wojna Krymska to szczególnie wątpliwy przykład.

    Owszem, jeśli rozważasz ja jako całość. Tu przywołałem konkretny przykład, który raczej trudno kwestionować przez odesłanie do prób wzięcia do niewoli lorda Raglana. Gdyby nawet: wcześniej wspominałem też o Maidzie 1806. Tam miałeś przykład uszykowania piechoty, po stronie francuskiej w trzy szeregi (patrz też: Strzelanie z trzech szeregów. Komendy ogniowe.) a po stronie angielskiej w dwa (patrz materiał na stronie kompanii woltyżerów: Strzelania z dwu szeregów ), ze skutkiem wiadomym.

    13 września 2007 z 23:01 #4731
    niepij
    Participant

    Na stronie http://www.waterloo-reconstitution.com/[/url] pojawiła się pierwsza część francuskiego regulaminu musztry dla kawalerii.
    Dość uciążliwie się składa, że jest po francusku 🙂 jednak jeśli ktoś ten język posiadł to może korzystać i oczekiwać następnych części wkrótce, znając sumienność Autorów strony.

    http://www.waterloo-reconstitution.com/ … alerie.htm

    Ponadto od dawna są tam regulaminy piechoty, regulaminy powinności wojskowych i fragmenty różnych tekstów właściwie niezbędnych w rekonstrukcji, łącznie z przepisami ubiorczymi armii francuskiej.

    nipi

    11 stycznia 2008 z 14:09 #5090
    niepij
    Participant

    Całkiem porządna prezentacja ładowania na dwanaście temp (ów 🙂 )
    Po rosyjsku, ale z francuskimi komendami – hihihihihi ale nie trudno zrozumieć.

     

    nipi

    16 stycznia 2008 z 00:06 #5104
    niepij
    Participant

    Armes – Joue – Feu (tuy – cel – pal)
    Znowu wersja francusko rosyjska, ale dobra i poparta rycinami z regulaminów.
    Postawa i poruszenia żołnierza bez broni. Warto zwrócić uwagę na ustawienie dłoni, może zaskakujące dla początkujących ale zgodne z regulaminem we wszystkich wersjach językowych. Mały palec wzdłuż szwu spodni, a dłoń obrócona „w pole”.
    Poruszenia z bronią.

    8e demi-brigade z Rosji  stara się dorównać 8e demi-brigade z Belgii , a my mamy z tego same korzyści. :]

    20 czerwca 2009 z 23:03 #6560
    niepij
    Participant

    Hero
    czyli
    gdzie nasz szef?

    Kilkakrotnie w ostatnich tygodniach zapewnialście mnie, że moje utyskwania na wyszkolenie i wartość polskich grup jest już od dawna nieaktualne. Podobno poczyniono wielkie postępy i prześcignięto nawet Czechów. Regulaminy są już w poszczególnych grupach i poszczególni żołnierze mają je już wpojone… podobno. W to jestem w stanie uwierzyć.
    Ale ze zdziwieniem obserwuję dziwaczne, często zgięte w niebywały sposób sylwetki ludzkie wokół plutonów, batalionów itd…
    Z czasem zrozumiałem, że to dowódcy tych grup, komenderujący za pomocą karkołomnych póz. Przeważnie przyjmują dwie drogi zaakcentowania swojej aktywności. Albo jest to heroiczny ruch sceniczny „a la Napoleon przekraczający przełęcz św Bernarda”, albo dla odmiany nonszalancko sygnalizują pogardę dla świszczących kul w stylu lekko zaniedbanych, półsennych wiarusów z „Sharpa”.

    Powinno się o to zadbać, szczególnie jeśli prowadzi się grupę rekonstruktorską. Zarówno oficerowie jak i podoficerowie mają określone obowiązki i uprawnienia. Muszą być w ściśle określonych regulaminem miejscach. To jest ważny element wyszkolenia, bo wynika z konieczności szybkiego zlokalizowania dowódców przez, zarówno żołnierzy, jak i innych dowódców. Podobnie postawa podoficera i oficera ma znaczenie i nie zawsze może być teatralna.
    Proponuję sprawdzić kilka szczegółów:
    „Przepis Musztry y Obrotów dla Piechoty”” Tytuł I – Szykowanie Półku do Boiu” na stronie 5
    Plansza w regulaminie polskim – „Szyk Półku do Boiu”
    Pozycja dowodzących podczas strzelania jest opisana dokładnie w Szkole Plutonu.
    Nauka Robienia Bronią po Podofficyersku jest po Szkole Plutonu od strony 178.
    Pozycje poszczególnych dowódców i funkcyjnych są dokładnie rozrysowane na większości tablic wyjaśniających manewry ze Szkoły Batalionu.
    Bardziej szczegółowe manewry są opisane w Ewolucyach Linii i wszędzie gdzie to jest konieczne informują gdzie ma się znaleźć dany komenderujący. Jeśli nie informują to znaczy, że trzeba stosować się do wcześniejszych instrukcji.
    Książeczka wydana staraniem 6kompanii 2 Pułku Piechoty też będzie pomocą dla podoficerow.

    Ponadto z logiki wynika, że dowodzący oddziałem nie zajmie się poszczególnymi rannymi. Musi zaniechać troskliwej pomocy, żeby utrzymać w porządku pozostałych podkomendnych. Od ratowania rannych mamy na szczęście lekarzy 🙂

    Bibliografia:
    „Przepis Musztry y Obrotów dla Piechoty Francuzkiey…” Warszawa 1811 – „Szkoła Żołnierza”, „Szkoła Plutonu”, „Szkoła Batalionu”, „Ewolucye Linii”
    „Dziennik Podręczny dla Podofficerów i Żołnierzy” Warszawa 1807

    27 sierpnia 2009 z 18:36 #6990
    niepij
    Participant

    Metodyka nauczania „Szkoły Żołnierza”

    Podstawowym warunkiem jaki musi spełnić nauczający musztry jest ten, że musi ją sam dobrze umieć i potrafić jasno wytłumaczyć. Sytuacja w której podoficer czy nawet oficer nie wie czego uczy jest niedopuszczalna. Dyskusje na tym i innych forach na temat „niekonieczności umienia” w celu nauczania są dowodem choroby polskiej rekonstrukcji, lub niezrozumienia samej idei nauczania wogóle. Część obrońców „nauczycieli nieumiejących” prawdopodobnie uważa nauczanie rekrutów za przejaw wyższości wobec młodszych stażem rekonstruktorów i upatruje w tym raczej celów ambicjonalnych, a nie służby wobec potrzebujących pomocy Kolegów.
    Jeśli moje zdanie kogoś w tej materii razi to proponuję przeczytać wstęp do „Szkoły Żołnierza” oraz instrukcje dla nauczycieli musztry; kaprali i sierżantów, w „Dzienniku Podręcznym”.

    Więc pierwszy warunek nauczania:
    Nauczający wie czego uczy.

    Są jednak grupy nie mające w swych szeregach ludzi znających musztrę. Są to przeważnie grupy młode (choć nie zawsze…). W takiej sytuacji najrozsądniejszym rozwiązaniem jest uczenie się musztry z otwartym regulaminem w ręku. Skazani jesteśmy na własną interpretację, ale średnio inteligentny człowiek w końcu da radę zrozumieć regulaminy, bo też pisane były dla średnio inteligentnych ludzi. W wypadku kiedy nauczający, który zna musztrę nie jest czegoś pewien musi to sprawdzić w odpowiednim regulaminie. Nie może maskować krzykiem czy marsową miną tego, że zapomniał jak coś należy robić. Lepiej zrobić przerwę i przeczytać instrukcję niż nauczyć ludzi źle.

    Zatem drugi warunek:
    Źródłem informacji jest regulamin z epoki (tylko taki, bo interpretacje zawarte w pismach modelarskich i opracowaniach popularnonaukowych przeważnie zawierają istotne przeinaczenia)

    Zgodnie z regulaminami z epoki obowiązki żołnierzy podczas nauki to przede wszystkim chęć i pilność.

    Czyli warunek trzeci:
    Chęć uczenia się.

    Wyobraźmy sobie tą komfortową sytuację, w której wszystkie z warunków są spełnione.

    Kilka wskazówek co do tonu głosu czy liczby rekrutów na poszczególnych szkoleniach znajdziemy we wstępie do „Szkoły Żołnierza” oraz w „Dzienniku Podręcznym” i warto założyć, że autorzy regulaminu wiedzieli dlaczego tak powinno być. Zatem warto postepować ściśle według zawartych tam wskazówek. Nie tylko w samych fazach poruszeń ale właśnie w zakresie metodyki.
    Z tych właśnie źródeł dowiadujemy się, że nauczanie musztry odbywa się stopniowo, po kolei. Etapy następują po sobie pod warunkiem, że zostały zakończone sukcesem.

    O kurcze! Warunek czwarty:
    Punkt 2 może być ćwiczony tylko wtedy kiedy punkt 1 został zrozumiany i zapamiętany. (ostatnio rozmawiałem z przedstawicielami kilku polskich grup i wszyscy powiedzieli mi dokładnie to samo zdanie: „mamy braki w szkole żołnierza, ale w szkole plutonu jest postep” 🙂 , w świetle regulaminowej nauki taka sytuacja jest niemożiwa, bo nikt nie uczyłby szkoły plutonu przed szkołą żołnierza)

    Jednak spokojnie rozpoczynamy naukę, regulaminowo, od początku. jasne instrukcje jak wyglądają ruchy zawiera regulamin, więc nic mądrzejszego nie napiszę. jednak korzystając z doświadczeń starszych stażem grup zauważyłem kilka prostych metod.

    1. Szkoła Żołnierza zawiera instrukcję ruchów opartą na prostym schemacie. Ruchy są podzielone logicznie na poruszenia i tempa. Tempa to krótkie sekwencje poruszeń. Poruszenia, to ruchy niepodzielne na krótsze fazy. Komendy wydawane są z częstotliwością dotyczącą temp. Poszczególne poruszenia na ogół robią sami żołnierze w dowolnym rytmie.
    Jednak przy nauczaniu warto uwypuklić ten podział. Dlatego nauczając poszczególnych temp trzeba rozgraniczyć poruszenia.
    Czyli na przykład:
    Regulaminowa komenda DO NABIIANIA – BROŃ jedno tempo dwa poruszenia. Dla umiejących ją wykonać wystarczy sama komenda, albo wręcz tylko jej numer w sekwencji nabijania broni czyli „1”.
    Dla uczących się ta sama komenda brzmi tak:
    DO NABIIANIA – BROŃ – (nic nie robimy tylko przypominamy sobie co nalezy zrobić)
    RAZ – (wykonujemy tylko pierwsze poruszenie i przypominamy sobie jak poprawnie zrobić drugie)
    DWA – (wykonujemy drugie poruszenie)
    Pozwala to rekrutom dokładniej zapamiętać ruch ze wszystkimi niuansami, równocześnie też pozwala uczącemu kontrolować w jakim stopniu rekruci zapamiętali szczegóły poruszeń.

    2. Zgodnie z regulaminem warto dzielić oddział na dwójki i trójki o zbliżonym poziomie opanowania materiału. Zaczyna więc cała grupa, ale komenderujący po jednej sekwencji np.: ładowania 🙂 zauważa że kilku ma kłopot już z pierwszym ruchem, kilku gubi się dalej inni robią dobrze. Oddzielamy więc tych najsłabszych i dodajemy im jednego najlepszego. Staną z boku i będą ćwiczyć pierwszy ruch. Tak samo następni staną z drugiego boku i kolejny lepszy od nich będzie im pomagał ćwiczyć. Pozostali, którzy robią dobrze przechodzą do nastepnych komend.

    3. Poszczególne biwaki warto poświęcać pojedynczym zagadnieniom. Czyli przyjeżdżamy na biwak i stajemy do musztry. na początek sprawdzamy całą Szkołę żołnierza. Jeśli są drastyczne braki to delikwentów odstawiamy pod okiem doświadczonego podoficera żeby doskonalili swoje umiejętności, a pozostali zajmą się już tylko np.: rodzajami prowadzenia ognia, albo tylko ładowaniem, albo tylko zmianami kierunku marszu.
    Oczywiście w trakcie bitwy można stosować co będzie potrzeba ale w czasie ćwiczeń szlifujemy tylko jeden problem.
    Dobrzy dowódcy potrafią też zgrać program ćwiczeń z ich zastosowaniem podczas bitwy i prowadzą swój oddział tak żeby praktycznie zastosować tylko to co było ćwiczone przed bitwą. Taka bitwa jest może trochę mniej dramatyczna, ale za to znacząco poprawia wyszkolenie.

    Zauważyłem ostatnio zabawną przypadłość polskich grup rekonstrukcyjnych. Na skutek współpracy z Czechami i korzystania z ich regulaminów zanika prawidłowe słownictwo z regulaminów, a stosuje się sporo określeń ogólnie rozumianych w kilku językach. Warto jednak posługiwać się określeniami stosownie do odtwarzanej armii, ta warstwa jezykowa, bardziej niż stylizowanie mowy na „Pana Wołodyjowskiego” odda ducha epoki.
    Warto też przeczytać i zrozumieć instrukcje sposobu wydawania i rozumienia komend. Ich pisownia w regulaminie ma wpływ na ich wymowę, co jest tam dobrze objaśnione.

    Bibliografia:
    „Przepis Musztry y Obrotów dla Piechoty Francuzkiey…” Warszawa 1811 – „Szkoła Żołnierza”, „Szkoła Plutonu”, „Szkoła Batalionu”, „Ewolucye Linii”
    „Dziennik Podręczny dla Podofficerów i Żołnierzy” Warszawa 1807

    29 sierpnia 2009 z 00:41 #6993
    niepij
    Participant

    Jako, że temat dyskusji brzmi „Wyszkolenie i regulaminy” (…) poproszę o odpowiedź na pytanie:
    Kto to jest „pivot” i jak czesto wystepuje w polskim regulaminie? (to słownictwo używane zamiast skrzydłowego, osi, przewodniego itd…)
    Poproszę też o odpowiedź na pytanie dlaczego podoficer nie zna musztry podoficerskiej? (…)
    Jak również dlaczego podoficer miałby nie stać w miejscu określonym regulaminem podczas wykonywania zadań? (…)
    Jak (…) [podoficer może] nauczać musztry, nie znając jej szczegółów, przynależnych (…) funkcji?
    I przy okazji poproszę (…) o zwrócenie uwagi na własnych podkomendnych, by nie strzelali w obłędzie po bitwach między publicznością, bo strzelanie takie jest i głupie i niebezpieczne. Po bitwie robi się przegląd broni i zbiera niepotrzebne ładunki. Nie ma potrzeby ich wystrzelać, można oddać organizatorom albo zutylizować. Jeśli mamy pozwolenie na posiadanie materiałów wybuchowych to możemy je też zmagazynować, ale domyślam się, że nie mamy. Broń przejrzana ma być rozładowana, co sprawdza się regulaminowo. I to chyba Pana obowiązek, jeśli jesteśmy rekonstruktorami.
    Karabiny z niewypałami przestrzeliwuje się od razu po bitwie, a te z niewypałami uporczywymi, pozbawione skałki odnosi się do obozu i to Pan ma obowiązek niewypały usunąć, jako że to Pan ma obowiązek posiadać niezbędne narzędzia i wiedzę.

    W ogóle poproszę o rzeczowy wkład w rozwój tematu, w którym właśnie piszemy, bo tu jest sporo do zrobienia. ja sam nie dam rady, a też jako teoretyk nie mam okazji posprawdzać. Pan szkoli zastępy ludzi, jakoś im Pan to chyba tłumaczy?
    Podrzucając sobie pseudokulturalne „świnki” wracamy do dyskusji [niemerytorycznej, która] naraża dodatkowo to forum, które jako jedno z niewielu jest naprawdę wartościowe.
    Wartościowe również dzięki Pańskiej pracy w innych tematach, czego nie mógłbym nie zauważyć.
    Spory sporami, ale są już w Polsce ludzie spragnieni rzeczowych informacji w zakresie musztry i trzeba im, a właściwie NAM pomóc. Trzeba pokazać metodykę, przybliżyć strukturę regulaminów i sposoby ich interpretacji. Nie jestem w tym mistrzem, jeśli Pan, albo ktoś inny jest gotów zadaniu temu sprostać to trzeba mu dać szansę. tylko niech ktoś to zrobi. Najlepiej gdyby zrobił to dobrze.

    Nieznajomość regulaminu, czy jego niezrozumienie, nie jest hańbą dla REKONSTRUKTORA. Jest tylko i aż POWODEM BY SIĘ DALEJ UCZYĆ.

    29 sierpnia 2009 z 09:37 #6995
    Prusak
    Participant

    Pruska ciekawostka;
    „Nauka dla Prusko-Królewskiej piechoty z 1805 roku;
    Osobiste postepowanie podoficera;
    Ma byc nienagannym wzorem w spełnianiu obowiązków
    Działać na podstawie swojego respektu,autorytetu,zaufania i miłości.( )
    Ma zachować grzecznośc,skromnośc,należyte zachownaie wobec towarzysza,przełozonego i cywila.
    Podoficer powinien miec posluch wśród podwładnych.
    Surowośc powinna polegac na miłości do porządku i obowiązku.
    Zwroty w stosunku do podwładnych;
    -Dobry żołnierz-On(Franz podejdzie tutaj!)
    -sredni żołnierz-Wy(Franz podejdzicie tutaj!)
    -zły żołnierz-Ty(Franz podejdż tutaj!)
    Pijaków wyłapywac od razu bez zbędnej utarczki słownej.
    Podoficer powinien miec najdoskonalsza umiejętnośc w musztrze z bronią,maszerowaniu etc.Przykładac się.
    Musztrowac rekruta z cierpliwościa.
    Wstawac wcześnie dając dobry przykład.
    Pilnowac podwładnych i porządku. ”

    Tłumaczenie ahmedowe 😉

    29 sierpnia 2009 z 23:03 #6997
    niepij
    Participant

    Badania porównawcze w regulaminach opartych na francuskim regulaminie piechoty

    W miarę poszukiwań szczegółów musztry okazuje się, że brakuje nam czasem pół zdania, albo minimalnej wskazówki jak rozumieć fragment, który już znaleźliśmy. Może dojść do sytuacji w której znamy już regulamin na pamięć, a ciągle nie wiemy co właściwie zrobić w niektórych wypadkach.

    Wtedy wyjścia są dwa.
    Jedno zaproponował kiedyś założyciel 9legere. Trzeba pojechać do Francji i szukać batalionu zastygłych szkieletów z epoki w interesującej nas pozycji. Ale ono bedzie konieczne tylko kiedy nie znamy języków obcych.
    Jeśli znamy języki obce, albo chcemy się ich nauczyć to wystarczy porównać regulaminy koalicjantów francuskich w językach narodowych. mamy takie regulaminy z epoki po niemiecku, po włosku, po polsku, nawet po angielsku.
    Konstrukcja regulaminu zawsze jest taka sama. Całość dzieli się na „Szkołę Żołnierza”, „Szkołę Plutonu”, „Szkołę batalionu” i „Ewolucje linii” (w różnych wydaniach są jeszcze małe tytuły dodatkowe, ale to stanowczo drobne różnice). Poszczególne „szkoły” albo „tytuły” dzielą się na „części”. „Części” dzielą się na „nauki”. „Nauki” dzielą się na „artykuły” albo „akapity”. We wszystkich tłumaczeniach podział jest taki sam, więc można szybko zlokalizować interesujący nas fragment, nawet znając język tylko pobieżnie. Dodatkowym ułatwieniem, bardzo dużym, jest fakt, że „artykuły” w całych „tytułach” są numerowane kolejno. W każdym języku mają ten sam numer. Nasze poszukiwania porównawcze są zatem ułatwione i sprowadzone do trzech informacji:
    1. Tytuł szkoły
    2. Część, choć to już nie jest niezbędne.
    3. Numer „artykułu”
    W zasadzie treść we wszystkich językach powinna być ta sama i przeważnie jest, ale zdażają się wyjątki. Niektóre regulaminy alianckie zawierają szersze objaśnienia, czasem te pół zdania, ktorego nam brakuje. Istotna jest też data wydania. Regulaminy późniejsze są precyzyjniejsze i opatrzone czasem nawet przypisami. Trzeba jednak uważać na pomyłki drukarskie, bo w niektórych wydaniach się zdarzają, wtedy mogą być małe niezgodności w numeracji artykułów. Nie ma natomiast żadnego znaczenia numeracja stron, bo bywa różna nawet w regulaminach wydanych w jednym kraju i w tym samym roku.
    Sam korpus regulaminu jednak jest niezmienny i właściwie w pełni kompatybilny we wszystkich armiach alianckich.
    Wspaniale wykorzystują ten fakt grupy czeskie, chyba głównie w osobie Jakuba Samka, który dzięki badaniom porównawczym jest w stanie wytworzyć kilkujęzyczne słowniczki, a przede wszystkim rozwikłać problemy, których nie mogliby rozwiązać sami Francuzi, bo ich regulaminy bazowały częściowo na tradycjach militarnych z okresu armii królewskiej, których nie opisano w regulaminie republiki i cesarstwa.

    Niestety to zaledwie początek komplikacji, bo regulaminy miały dodatki. Dodatki dla kompanii wyborczych, instrukcje szczegółowe w sprawach formowania czworoboków, przepisy dla poszczególnych stopni, zbiory tablic, wyrazy do komenderowania… To już odrębna dziedzina. Trudniejsza trochę do poszukiwań porównawczych, ale też wcale nie zagmatwana beznadziejnie.
    W dużej mierze pomocne są prace Bardina i Podręczniki oficerskie i podoficerskie, które w wielu wersjach były wydawane we wszystkich językach. Są to zbiory przepisów, często ułożonych chronologicznie, tak by można było obserwować nastepujące zmiany. Oczywiście i tu obowiązuje zasada że te poźniejsze są pełniejsze, co nie znaczy zawsze, że wcześniej nie stosowano jakichś rozwiązań, po prostu wcześniej rozumiały się same przez się.

    30 sierpnia 2009 z 14:48 #6998
    Prusak
    Participant

    Ciekawostka,zestawienie figur z regulaminu francuskiego i hiszpańskiego;
    http://www.napoleon-online.de/html/reglements.html

    2 września 2009 z 11:36 #7003
    Koroniarz
    Keymaster

    Drodzy Koledzy!

    Najpierw z pozycji administratora: coraz trudniej nam przychodzi spokojna rozmowa w kwestiach, w których występują różnice. Co do zasady staram się nie ograniczać wolności słowa, niemniej przejrzawszy ostatnią korespondencję czuję się zmuszony do usunięcia z poszczególnych wypowiedzi tych części, które wykraczają poza temat określony tytułem danego wątku. Nieodmiennie zachęcam do zapoznania się z regulaminem: . Nie jest zamieszczony dlatego, że zawsze jakiś musi być, ale dlatego by określić jasne reguły rozmowy i uniknąć sytuacji erystycznie trudnych, tam gdzie jest to możliwe. Siłą rzeczy jest to moja arbitralna decyzja, a więc obarczona ryzykiem błędu, niemniej uważam, że konieczna jeśli nie chcemy by wymiana informacji i poglądów przekształciła się w wymianę ciosów.

    Potem, już z pozycji szeregowego rozmówcy:

    Niestety to zaledwie początek komplikacji, bo regulaminy miały dodatki. Dodatki dla kompanii wyborczych, instrukcje szczegółowe w sprawach formowania czworoboków, przepisy dla poszczególnych stopni, zbiory tablic, wyrazy do komenderowania… To już odrębna dziedzina. Trudniejsza trochę do poszukiwań porównawczych, ale też wcale nie zagmatwana beznadziejnie.

    Nie ukrywam, że takie rozproszenie materiałów nieodmiennie przyprawia mnie o ból głowy i owocuje koniecznością okresowego weryfikowania wcześniej poczynionych ustaleń. W przypadku kawalerii napoleońskiej regulaminy były parokrotnie nowelizowane (widać to przy uważniejszej lekturze poszczególnych wydań tego samego regulaminu). Mam tu na myśli regulaminy francuskie, gdyż kawaleria XW własnego regulaminu się nie doczekała, a z różnych źródeł można wnosić, że działała przynajmniej w oparciu o dwa: regulamin Kawalerii Narodowej z okresu przedrozbiorowego (pośrednie przesłanki z rożnych wspomnień, w tym porównania szwoleżerów w okresie ich wymarszu z Warszawy do Kawalerii Narodowej, czy późniejsze wzmianki o uczeniu się musztry francuskiej), oraz z tłumaczeń współczesnych regulaminów francuskich takich jak wydane w 1812-tym przez Oborskiego. W przypadku samych regulaminów francuskich, lektura dla osoby żyjącej dwieście lat później a nie będącej w tym języku biegłej nastręcza szereg trudności i prowadzić może niekiedy do błędnych interpretacji, co doświadczyłem na własnej skórze. Przykładowo różne wydania ORDONNANCE PROVISOIRE SUR L’EXERCICE ET LES MANOEUVRES DE LA CAVALERIE trzeba czytać wraz drugim tomem, który ilustruje całość poruszeń opisanych w tomie pierwszym, a mianowicie z odpowiadającym mu wydaniem „ORDONNANCE PROVISOIRE L’EXERCICE ET LES MANOEUVRES DE LA CAVALERIE (…) PLANCHES.” Postaram się to rozwinąć na przykładach w kolejnych wypowiedziach.

    Pozdrawiam!

    4 września 2009 z 19:17 #7008
    niepij
    Participant

    Robienie bronią w oddziale

    Definicja robienia bronią zawarta jest już w początkach tej dyskusji. Jednak oczywiście najpełniejszym jej objaśnieniem są regulaminy z epoki „Przepis musztry i obrotów dla piechoty francuzkiey...” (Tytuł jest nieco mylący, bo w takim samym stopniu jest to przepis dla piechoty polskiej, choć są drobne różnice). Patrząc na polskie grupy w ostatnich latach widzę wachanie podoficerów jak właściwie trzymać broń. Oczywiście żeby podkreslić swoją funkcję chcą trzymać broń jak sierżanci, równocześnie nie wszyscy znają jakieś poruszenia podoficerskie poza „Za broń”.
    Wszystkie tempa żołnierskie mają jednak swoje odpowiedniki w musztrze podoficerskiej, więc trzeba się ich po prostu nauczyć. Są w regulaminie i pisaliśmy już w którym miejscu. To jest krótki tytuł nie numerowany po Szkole Plutonu. Ci którzy otrzymali regulamin od KompaniWoltyżerów lub Gdańskiej12 mają to na stronie 178.
    Pozycja podoficera w szeregach warunkuje jego uprawnienia do różnej musztry. Podoficer stojący w szeregach raczej podlega musztrze żołnierskiej. Podoficer pełniący funkcje poza szeregiem ma broń według musztry podoficerskiej.
    Nie jest dobrze kiedy cały oddział ma wydaną komendę „W ramię broń” a tylko podoficerowie stale trzymają broń podoficerskim „za broń”. Oni też podlegają tej komendzie, tylko muszą ją wykonać trochę inaczej. Tak samo „prezentuj broń”. Szczególnie razi to na defiladach, które wszak jak też już pisaliśmy są najważniejszym sprawdzianem naszej pracowitości i uczciwości rekonstruktorskiej.
    Nie mówię już o sytuacji, którą znam zarówno z doświadczenia własnego jak i z obserwacji tegorocznej polskich rekonstruktorów, kiedy to poszczególne szeregi jednego oddziału różnią się w wykonywanej komendzie – i tak na przykład pierwszy szereg ma „w ramię broń”, drugi „za broń”, do tego podoficerowie, nawet kaprale trzymają broń po podoficersku i to tylko „za broń” czy też „na ramię broń”. (Z mojej praktyki wynika że czasem dowódcy wpychają do pierwszego szeregu wszystkich, którzy lepiej znają musztrę, a za nimi idzie reszta, która musztrę zna jaszcze bardziej ogólnie. Zastanawiam się jednak w tej sytuacji, zważywszy na wagę uroczystości, czy nie lepiej w takim razie nie trudzić tych co się nie nauczyli musztry jej połowicznym wykonywaniem. Chyba lepiej żeby poczekali do następnego święta i poćwiczyli. Może lepiej żeby naszych przodków uczciło 6 żołnierzy ale dobrze wyszkolonych niż 18 ale zdezorientowanych?) Nie mówiąc już o sytuacji kiedy w jednym szeregu zołnierze różnią się w wykonywanej komendzie.
    W przypadku DEFILADY lepiej już trzymać broń zawsze tak samo i niekoniecznie regulaminowo ale chociaż równo wizualnie. Jednak trzymanie broni równo, szczególnie kiedy rzadko się to ćwiczy, jest bardzo trudne. Wynika to nie tylko z określonego sposobu w jaki tę broń trzeba trzymać, ale też z siły, która jest potrzebna żeby wogóle tą broń unieść. Nie wszyscy ją mamy. Nie wymaga natomiast siły „niemachanie” wolną ręką. W naszej musztrze tego machania nie ma, podobnie jak tupania. To są późniejsze typy musztry.
    Dokładnie opisuje to Szkoła Żołnierza.
    Ideałem jest jednak oczywiście oddział znający musztrę w pełni, bez uproszczeń i podoficerowie znający szczegóły ich funkcji dotyczące. Czego i sobie i polskiej rekonstrukcji życzę.

    8 września 2009 z 20:23 #7016
    niepij
    Participant

    „Do przeyrzenia broń”

    Prawidłowo prowadzona grupa, która bierze jakąś odpowiedzialność za działania swoich „członków” również po bitwie jest zobowiązana między innymi do przeglądu broni po strzelaniu, do przeglądu broni po czyszczeniu, do właściwego wykonania, rozdania i zebrania ładunków. Także samo przechowywanie broni poza bitwą powinno być jakos nadzorowane, chociazby po to by zmniejszyć szanse kradzieży co czasem zdarza się szczególnie na imprezach „rekopopowych” gdzie tabuny widzów spacerują między namiotami, biorą co uznają za stosowne, nakładają swoim dzieciom nasz ekwipunek, fechtują się znalezionymi tasakami. Nie wiem jak stanowi prawo, ale za szkody wyrządzone niebezpiecznym przedmiotem, jakim jest nasza broń odpowiada chyba głównie właściciel przedmiotu… czyli my. Jesli więc rzucone w słomę przed namiotem karabiny są naładowane i rozbrykane dzieciaki postanowią strzelić sobie tym w oko, to będzie to chyba nasz problem. Wbrew pozorom dość często zdarza się że naładowany karabin wystrzeli podczas upadku, albo choćby niezbyt mocnego stuknięcia w kolbę, na przykład podczas odstawiania broni.

    Dlatego grupa zajmująca się rekonstrukcją militarną, posiadająca broń i jej używająca ma obowiązek zadbać o to by ograniczyć możliwość wypadków. Jednym z prostych sposobów jest wykonanie regulaminowego przeglądu broni.
    Sam sposób poruszania się żołnierza podczas przeglądu mamy opisany w Szkole Żołnierza akapity 102 do 105. Jest to jasno opisane i wystarczy tylko to wykonać.
    W praktyce są różne okoliczności takiego przeglądu i różne powody, więc to już dowódca musi decydować, co jest istotą danego przeglądu.
    Szkoła Plutonu w punkcie 72 informuje nas jak przeglądać broń, by wyeliminować niezauważone niewypały. Do tego samego zobowiązuje szkoła batalionu.

    Po zapoznaniu się z regulaminem proponuję opracować na tej podstawie ulubiony i sensowny scenariusz przeglądu. Można też stosować w pełni epokowe, ale przyznam że nie wiem gdzie w polskich regulaminach mamy pełny opis inspekcji broni.

    Przedstawię w skrócie przebieg przeglądu broni jaki widuję w dobrych grupach.

    Oficer nakazuje sierżantowi wykonanie przeglądu natychmiast po zakończeniu bitwy. Celem jest usunięcie niewypałów i wystrzelenie ładunków już załadowanych, przed powrotem do obozu.
    Oficer odsuwa się na bok i nadzoruje pracę sierżanta.
    Sierżant ustawia oddział w szyku bitewnym, czyli w dwuszeregu lub trójszeregu.
    Informuje:
    „Przegląd broni”
    Następnie wydaje komendę:
    „W tył otwórzcie szeregi” – To wykonujemy różnie, w zależności od tego na ile znamy regulamin (Szkoła Plutonu, Nauka pierwsza, Artykuł I. Otworzyć szeregi, akapity 1do 21). Generalnie skutek ma być taki, że odstępy między szeregami zwiększają się w tył mniej więcej dwukrotnie i powstaje miejsce do swobodnego wykonania dalszych komend.
    Po tym nastepuje komenda:
    „Do przeyrzenia broń” – Wykonujemy ją zgodnie z regulaminem, bo istnieje jednoznaczny opis jej wykonania. Kiedy żołnierze przygotują już broń, czyli najogólniej mówiąc, wrzucą „stempel w rurę”, czekają na inspekcję. Sierżant widząc gotowość w szeregach zaczyna przegląd. W tym wypadku skupia się na dwóch rzeczach czy panewka jest pusta i czy stempel jest cały schowany w lufie, lub czy brzęczy o dno lufy. Jeśli panewka jest pełna lub stempel nie brzęczy i wystaje z lufy ponad centymetr, to znaczy że broń jest załadowana, nawet jeśli żołnierz nie jest pewien czy strzelił czy miał niewypał. Sierżant oddaje mu broń i informuje broń do przestrzelenia.
    Jeśli sam żołnierz informuje, że ma niewypał sierżant nakazuje usunięcie skałki lub kwalifikuje broń do przestrzelenia, to zależy od opinii żołnierza.
    Kiedy sierżant przejrzy pierwszy szereg może wejść w odstep między kolejnymi szeregami i kolejno sprawdzić i te pozostałe.
    Żołnierze po przejrzeniu broni automatycznie wyjmują stempel i wracają do postawy „na ramię broń”.
    Kiedy sierżant skończy przegląd wzywa żołnierzy z załadowaną bronią do opuszczenia szeregu. Wraz z nimi odchodzi na około 10 kroków za oddział i tam kolejno strzelają.
    Kiedy wystrzelą wszyscy wracają na swoje miejsca w szeregach. Wtedy oddział zamyka szeregi i gotów jest do powrotu do obozu.
    Ci którzy mieli niewypały zaraz w obozie są zebrani przez sierżanta i przy jego pomocy usuwają niewypały, za pomocą odpowiedniego sprzętu.

    Bardzo podobnie wygląda przegląd po czyszczeniu broni. Samo czyszczenie broni opisywałem wcześniej w dziale Obóz Historyczny.

    Przegląd przebiega podobnie tylko jest krótszy, no i ma odmienny cel. Celem jest sprawdzenie czy broń została wyczyszczona, ile sztuk broni jest uszkodzonych, ewentualnie można prowadzić swoiste zawody w perfekcji oczyszczenia broni. Praca żołnierzy kończy się w chwili odebrania broni z rąk sierżanta, ale potem czeka ich jeszcze pochwała albo nagana, lub jeśli broń jest bardzo brudna – ponownie zajmą się czyszczeniem.
    Podczas przeglądu sierżant zwraca uwagę na:
    1. Czy stempel po dotknięciu dna lufy jest czysty.
    2. Czy wylot lufy wewnątrz jest czysty.
    3. Czy usunięty jest nagar z panewki i zewnętrznych części zamka i lufy.
    4. W jakim stanie jest skałka.
    To cechy najważniejsze oczyszczonej broni. Kolejne mniej ważne to:
    1. Czy broń jest zardzewiała.
    2. Czy łoże jest w dobrym stanie.
    3. Czy broń jest naoliwiona.
    Hobbyści interesują się też:
    1. stanem części mosiężnych
    2. stanem flintpasa
    3. stanem tasaka
    itd…

    Można to oczywiscie zrobić teatralnie ale nie trzeba. Wystarczy spokojnie sprawdzić broń. To jest główny cel, za razem bardziej zbliży nas to do rekonstruowanych żołnierzy niż wiele udawanych scen z pola bitwy. Poza tym cały rytuał przeglądu jest w sumie tak interesujący, że i bez aktorstwa jest wart wykonywania.

    9 września 2009 z 14:23 #7019
    Remigiusz Pacer
    Participant

    Są tacy Niepiju, co epokowo, regulaminowo czyszczą broń.
    Są też tacy, co co radzą sobie z brudemw nowoczesny sposób.
    Ostatnio dostałem zamek do naprawy. Był całkiem pordzewiały. W sumie to standard. Zazwczaj dostaję brudne, pordzewiałe zamki do naprawy. Jednak ten był wyjątkowy. Otóż posiada on pozostałości zamalowywania srebrną farbą (w spraju) korozji na całym zamku.
    Ot, ciekawostka
    :brick:

Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.