O potrzebie formowania jednostek obcych

  • 22 lutego 2011 z 23:04 #9394
    Prusak
    Participant

    My „prusaki akurat brakiem przeciwnika nie musimy sie przejmowac jest do kogo strzelac,do wyboru do koloru ;D

    22 lutego 2011 z 23:24 #9395
    Krzysztof63
    Participant

    Bez żartów, kogo w Polsce obchodzi siedmiolatka? Z czterech ubiegłorocznych rocznic pieniądze miałem na jedną, w tym roku już dwie imprezy rocznicowe mi odpadły. Siedmiolatka to z imprez coś, co jest skreślane w pierwszej kolejności. Zazwyczaj robimy wtedy imprezy prywatne lub całkiem rezygnujemy. Ale nazwijmy to po imieniu: Polska udziału w wojnie siedmioletniej nie brała i trudno oczekiwać, że wszyscy z entuzjazmem będą obchodzić rocznice bitew pomiędzy Prusami i Austrią. Mamy raptem dwie grupy z tej epoki, Świdnicę i Koźle, do kupy z kobietami i dziećmi 50 osób.

    Polska napoleonka to dla mnie zagadka: podobno ruch rośnie w siłę, a imprez coraz mniej. Łatwiej zrobić wyjazd do Hiszpanii niż jedną większą imprezę w Polsce. Trudno oczekiwać, że powstanie grupa Austriaków, skoro nie ma w Polsce dla nich ani jednej imprezy. Rosjanie „zrobili” się na północnym wschodzie, bo tam są historycznie uzasadnieni. A najliczniejsze oddziały polskie – plątają się po „bitwach”, na których ich w ogóle nie było (Dolny Śląsk, Warmia, Austerlitz, powstanie Listopadowe), bo „własnej” bitwy nie mają. Wygląda na to, że środowisko polsko – napoleońskie nie potrafi się w żaden sposób dogadać i zrobić jednej dużej imprezy – nawet prywatnie.

    Nie zamierzam nikogo pouczać i wskazywać, co ma robić. Ale dla mnie, obserwatora w sumie z zewnątrz – to jest najbardziej zaskakujące. Mimo dość sporej liczebności oddziałów XW, wielu lat działalności i „słusznej linii” – nie powstało nic, co byłoby na tyle silne i opiniotwórcze, że mogłoby się zająć organizacją poważnych przedsięwzięć i być poważnym partnerem dla organów rządu i samorządu terytorialnego. Niekiedy przez fora przetaczają się zachwyty, jak to Czesi / Niemcy / ktoś tam robią imprezy. A prawda jest taka, że te imprezy same się nie robią. Robią to stowarzyszenia na tyle silne, że liczą się z nimi władze lokalne. Dopóki ktoś nie ośmieszy medialnie wspomnianego wójta, czy jemu podobnych, trudno będzie oczekiwać współpracy. Władze same się nie rzucą do roboty, chyba że zwietrzą w tym interes. Ale według mnie pewne rzeczy, choćby ten Raszyn, powinny być robione. Umówmy się, że z punktu widzenia państwa polskiego dowolna rocznica bitwy pod Raszynem ma znacznie większe znaczenie, niż 250 rocznica zdobycia Świdnicy przez Austriaków, którą będę robił w tym roku. I nawet jeśli władze udają, że tematu nie ma, to tym bardziej wszystkie grupy powinny się zebrać i zjazd zrobić, chociażby po to, żeby pokazać takim cwaniaczkom, że można cokolwiek zrobić bez ich łaski.

    W Polsce było za łatwo o pieniądze. Mając porównanie napoleonki sprzed 3- 4 lat i obecnej siedmiolatki widzę, jak kolosalna jest to różnica. W Niemczech za udział w niektórych imprezach trzeba płacić. Większość jest tylko za miskę zupy i proch. Za 250 rocznicę Torgau dostaliśmy po 10 euro – bo organizator tyle uzbierał, i dostali tylko ci, co mieli naprawdę daleko. W Czechach imprezy z wojny francusko – indiańskiej wszystkie co do jednej są składkowe. Jak się u nas skończą pieniądze na spędy typu Nysa czy Kłodzko, to połowa grup w ogóle przestanie istnieć, a największe imprezy będą zbierać z trudem po 50 osób. Z dużych imprez nie zostanie nic, bo wszystkie robione są za pieniądze publiczne.

    Okolic Raszyna nie znam, ale pole bitwy było dość rozległe. Jaki jest problem zrobić biwak kilka kilometrów dalej i dojść „medialnym” marszem tam, gdzie trzeba?

    23 lutego 2011 z 00:09 #9396
    Adam Zwoiński
    Participant

    Od siebie dodam iż ja mam już trochę dosyć kręcenia się rodzimych rekonstrukcji wokół tematu Napoleon a Sprawa Polska, mieliśmy dwie wojny z Rosją u schyłku XVIII w., przez ziemie polskie przechodziły armie wojny siedmioletniej ( fakt, nie było wśród nich polskiej ale mundury armii koronnej były wówczas podobne do mundurów walczących stron, można by coś skombinować ), na pocz. XVIII ścierały się u nas potęgi Wielkiej Wojny Północnej. Czemu nie zrobić rodzimych formacji z tych okresów ?,a my ciągle Napoleon, Napoleon

    23 lutego 2011 z 01:06 #9397
    M.A.R.O.
    Participant

    A propos tego co Krzys napisal…
    Prawda, ze wszystkie wieksze bitwy byly organizowane za fundusze samorzadowe czy nawet powazniejsze dotacje. Tak bylo 3-4 lata temu. Bylo tych imprez sporo w ciagu roku, bo kazdy samorzad nagle zapragnal miec u siebie jakas bitwe lub chocby biwak. Robili to zarowno dla zaslyniecia w jakis sposob posrod dziesiatek innych gmin, ktore historycznie nie byly”nawiedzane” przez zadne znane wydarzenia, jak i dlatego ze owczesnie rzadzaca elita byla bardzo zainteresowana propagowaniem historii kraju, symboli narodowych itp. Pieniadze wiec sie znajdowaly na ten cel.
    Potem wiekszosc wladzy przejela niedawna opozycja, ktora jak wiemy jest wyjatkowo NIEZAINTERESOWANA sprawami historycznymi. Tak juz ma i tyle…
    Potem w dodatku przyszedl kryzys o ktorym mowiono, ze Polske ominie. Nie ominal i choc nie tak straszny jak gdzie indziej, to jednak zadomowil sie i chwilowo jest. Minie jeszcze kilka lat zanim ogolna bieda (wieksza niz poprzednio) zamieni sie w biede umiarkowaną.
    Tak wiec pieniedzy teraz nie ma na taka ilosc imprez jak kiedys. Czasem sie znajduja ale z wielkim bolem i po ciezkich bojach z urzedasami.

    Co zas sie tyczy dzialan zaczepnych przeprowadzanych w kierunku urzedow, to od jakiegos czasu istnieje w Polsce cos takiego jak Dywizja XW. Istnieje i dziala. Grupy zrzeszone w ramach tejze wyjechaly do Waterloo, pojechaly do Fuengiroli. 200-na rocznica Raszyna odbyla sie dzieki uporowi i zaangazowaniu jej czlonkow. Wiele udalo sie zrobic i byc moze w przyszosci jeszcze wiele da sie wywalczyc. Pod warunkiem jednakze, ze samorzadowi rozmowcy beda chcieli rozmawiac. Tymczasem coraz wiecej pojawia sie takich o jakich pisze Dzialynczyk, ze nawet nie chca slyszec o rekonstrukcji. I to nie tylko dotyczy Raszyna ale rowniez ostatniej rocznicy Nocy Listopadowej a wlasciwie „opieki” nad impreza ze strony pani H.G.W. i jej „przyjaznie” usposobionego urzedu.
    Trudno, nadeszly dla nas czasy nienajlatwiejsze. Kiedys o tym pisalem, ze to nawet dobrze, bo przyniesie to (juz przynosi) czystke w szeregach. Kiedy imprez bylo duzo, byly bardzo popularne, do oddzialow garnelo sie wiele osob goniacych za chwilowa moda. Osob przypadkowych…Teraz pozostaja glownie ci, dla ktorych to co robia jest naprawde zyciowa pasja. I dobrze bo poziom i wiedza grup rosnie.

    Jesli chodzi o imprezy skladkowe organizowane wylacznie przez rekonstruktorow dla rekonstruktorow, to kto wie czy niebawem nie bedziemy musieli ograniczyc sie wylacznie do takich. I jestem pewien, ze beda sie cieszyc sporym zainteresowaniem. Natomiast z przyczyn zrozumialych beda musialy sie ograniczac glownie do grup z danego regionu. Wzgledy finansowe spowoduja, ze zapewne grupy slaskie beda rzadkim gosciem na Pomorzu i odwrotnie

    Raszyn. Niestety miejsce gdzie odbywaly sie dotychczasowe inscenizacje jest jedynym terenem w okolicy gdzie mozna sie spotkac.
    I nawet jesli imprez oficjalnych nie ma, to Waldi ktory pilotuje program Raszyn 1809 stara sie przynajmniej zaordynowac wspolne cwiczenia Dywizji w ktorych moga brac udzial wszystkie grupy, ktore tego zechca.
    Na Mazowszu jest nas z XW sporo. Jest bliska wspolpraca pomiedzy grupami i staramy sie dzialac. Ale nie przebijemy glowami muru w miejscu gdzie czesto zamiast cegiel jest beton…Ale poczekamy. Z czasem najtwardszy beton kruszeje…Lub sie go wymienia na cos innego bardziej sklonnego do wspolpracy. 🙂

    23 lutego 2011 z 11:27 #9400
    Steiner
    Participant

    Kiedy imprez bylo duzo, byly bardzo popularne, do oddzialow garnelo sie wiele osob goniacych za chwilowa moda. Osob przypadkowych…Teraz pozostaja glownie ci, dla ktorych to co robia jest naprawde zyciowa pasja. I dobrze bo poziom i wiedza grup rosnie.

    Byłbym ostrożny w takich ocenach. Raczej mamy do czynienia z pewnym ZATRZYMANIEM wzrostu poziomu, a nawet uwstecznieniem. Rekonstrukcja „N” drepcze w miejscu.
    Przy okazji nadchodzących imprez, choćby z okazji Powstania Listopadowego znów będzie opcja „byle dużo i kolorowo”?
    O jakim wzroście poziomu mówimy?

    23 lutego 2011 z 14:19 #9401
    M.A.R.O.
    Participant

    O jakim wzroscie poziomu?
    O poziomie wyszkolenia, rozumienia regulaminow, wspoldzialania roznych grup w ramach jednego zawiazku taktycznego.
    Te kilka lat temu kiedy rekonstrukcja N sie „rozwijala” wszystkie grupy wychodzily na pole inscenizacji i walczyly samodzielnie. Kazdy sobie i kazdy wedlug wlasnego brzmienia komend a takze wlasnej (czesto stylizowanej na dawna) musztry. Kazda grupa wiedziala i umiala cos, czego nie potrafila inna lub nie przykladala do tego wagi. Oczywiscie mozna i tak, ale to nie jest rekonstrukcja pelna.
    Natomiast od dluzszego czasu poszczegolne grupy wgryzaja sie w regulamin po to, zeby wszystko bylo zgodne z regulaminem czyli ujednolicone. Trzeba bylo wiekszosc rzeczy skorygowac, innych uczyc sie na nowo a inne odrzucic. Na wiekszych imprezach wszystkie pulki nalezace do Dywizji XW tworza wspolny Batalion. Dzieki wspolnym cwiczeniom w czasie inscenizacji tworzy sie jedna kolumne, jedna linie czy czworobok i kazdy wie gdzie ma stanac i co robic.
    Pod Waterloo w 2010 ten polski Batalion zadziwil np Szkotow kiedy atakowany z zaskoczenia caly i w jednym momencie obrocil sie z kolumny marszowej w linie do boju, bez paniki, na spokojnie i przyjal atak juz calkowicie uformowany i z nastawionym „bagnetami” Calosc obrotu trwala moze 6 sekund!
    Rowniez pod Waterloo zaskoczono zagranicznych rekonstruktorow widokiem przemieszczajacego sie po polu czworoboku. Niby wszyscy oni czytali, ze tak czasem robiono ale sami nigdy tego nie sprobowali.
    Poziom rosnie czy to dostrzregles czy nie. Wielka w tym zasluga pulkowych podoficerow, ze prowadza musztre i nauke juz scisle wedlug regulamini. Zasluga wielka Waldiego, ze czasem urzadza manewry na ktorych uczymy sie nowych rzeczy jak rowniez fakt, ze przed duza bitwa cwiczymy wspolnie przez 2-3 godziny w celu przypomnienia sobie poszczegolnych ewolucji.

    23 lutego 2011 z 14:35 #9402
    Steiner
    Participant

    Maro, przyznaję Ci rację. W kwestii wyszkolenia, regulaminów czy choćby „współdziałania” na polu bitwy, postęp jest zauważalny i ogromny. Chwała Wam za to.
    Jednak sam wiesz, jak długotrwały był proces dojścia do obecnego poziomu.

    24 lutego 2011 z 00:42 #9404
    M.A.R.O.
    Participant

    proces byl dlugi, zmudny i pelen niepowodzen. 🙂
    Ale mam wrazenie, ze ludzie w koncu „dorosli” i zaczeli myslec.
    Powoli, powoli to wszystko jest coraz bardziej klarowne i coraz bardziej historyczne.
    Pamietajmy, ze nasza polska rekonstrukcja ma naprawde niewiele lat w porownaniu z innymi krajami. Juz nie chce nawet wspominac grup z Europy zachodniej gdzie niektore istnieja nawet 80 lat. Wystarczy spojrzec znacznie blizej na wschodnich i poludniowych sasiadow, ktorzy rekonstrukcja zajmuja sie wielokrotnie dluzej. Im zlapanie „porozumienia” pomiedzy poszczegolnymi grupami a potem szlifowanie poziomu zabralo wiecej czasu niz nam. Znacznie, znacznie wiecej…. Ale wiekszosc z nich dochodzila do wszystkiego sama. Nam idzie wielekroc szybciej bo jestesmy madrzejsi takze ich doswiadczeniem, rada. My takze na samym poczatku raczkowalismy calkowicie sami, ale dzieki mozliwosci podpatrzenia a nastepnie scislej wspolpracy z np CENS oraz ich instruktorow moglismy korzystac w sposob nieograniczony z gotowych wzorcow. To stad wzielo sie nagle przyspieszenie w podniesieniu poziomu polskich grup N. Cudow nie ma… 🙂
    Kiedys jak sami pamietacie polska rekonstrukcja napoleonska nie byla w stanie sie ze soba nawzajem dogadac w pelni. Zawsze i wszedzie widac bylo postawy ogolnopulkowe typu – MY jestesmy fajni ale tamci juz nie sa fajni poniewaz uwazamy, ze nie sa. A jeszcze inni „tamci” byliby fajni gdyby cos, ale niestety musza nad „fajnoscia” jeszcze popracowac. Kazdy uwazal samego siebie za guru, ktory wyznacza kierunek i jesli inni nie podazali za nim to uwazani byli za dziwadla lub pseudorekonstruktorow. Tak bylo i nikt temu zaprzeczyc nie moze.
    Od paru lat wieje jednak cieplejszy wiatr, ktory ta wspolprace i stosunki miedzygrupowe ustalil na zadowalajacym poziomie i mam nadzieje, ze ow wiatr nie zmieni szybko kierunku. 🙂
    Dla mnie bardzo mily byl wyjazd do Hiszpanii gdzie czlonkowie czterech roznych pulkow w skladzie mieszanym odbywali nocne patrole wokol zamku. Niby nic, ale bodaj naprawde po raz pierwszy ludzie mieli okazje przekonac sie, ze ci „inni” wcale nie sa inni ale sa tacy sami jak my.
    Ot zaskoczenie.. 🙂 I nagle okazalo sie, ze niewazne skad kto jest, ale wazne ze moga wszyscy RAZEM wokol tego zamku sobie lazic.
    Oby tak dalej i oby tak czesciej!

    24 lutego 2011 z 01:02 #9405
    Krzysztof63
    Participant

    Pytanie tylko, dlaczego trzeba aż do Hiszpanii jechać, żeby coś takiego zrobić.

    24 lutego 2011 z 01:06 #9406
    DarekDarek
    Participant

    Prawda, ale nie tylko na patrolach zrobiliśmy miks ludzi, miks podoficerów.
    Na bitwie ponieśliśmy straty i naprawdę nie było problemów z przejęciem dowodzenia.
    Mało tego poszczególni podoficerowie (w zamku ale i wokół zamku też) nie mieli żadnych kłopotów z wykonywaniem specjalnych zadań
    mając do dyspozycji zmiksowanych ludzi z różnych pułków. A przecież jeszcze wsparliśmy francuski działon.
    Była potrzeba to piechota momentalnie im pomogła. Oj fajnie było.
    Ale chyba za daleko odeszliśmy od tematu….

    24 lutego 2011 z 02:31 #9407
    M.A.R.O.
    Participant

    Troche odeszlismy, to prawda, ale pewne sprawy trzeba bylo napisac gwoli wyjasnienia ogolnej sytuacji.
    Kazdy okres rekonstruowany ma swoje problemy, swoje wzloty i upadki. My jako napoleonczycy mamy w kraju dolek jesli chodzi o ilosc i rozmach inscenizacji, za to mamy gorke w innych aspektach naszego hobby.
    Inne epoki moga miec aktualnie inna sytuacje, ale z tego co pisze Krzys wyglada na to, ze problem z organizowaniem imprez dotyczy nas wszystkich.

    24 lutego 2011 z 10:08 #9408
    Steiner
    Participant

    No tak, wszyscy którzy mieli jakikolwiek kontakt z organizacją, piszą, że jest coraz trudniej.
    Skoro trudniej jest zorganizować cokolwiek, to rzeczą oczywistą będzie coraz mniejszy udział strony przeciwnej w imprezach, głównie ze wschodu i południa. Udział Niemców jest raczej marginalny.
    Czyli w zasadzie większość imprez będzie bazowala na wojskach, które mamy u siebie.
    A tu szału nie ma…
    Wszystkich Prusako-Rosjan (w mundurach na rok 1807) jest ok pół setki, ale rzadko kiedy będzie 100% obecności.

    24 lutego 2011 z 11:25 #9409
    senator
    Participant

    Też byłem pod Waterloo i widziałem te akcje i byłem pod pozytywnym wrażeniem, stanięcie bokiem do przeciwnika też miało miejsce na polecenie osoby która dowodziła polskim batalionem dlatego Szkoci zaatakowali do tego dochodzi niezrozumienie jednej z komend jakie wydało wam dowództwo francuskie. Czyli dwa a nawet trzy wspaniałe manewry które mnie zadziwiły i dwie nieduże wpadki. Możemy na tym zakończyć sobie wzajemne cukrowanie i powróćmy do tematu.

    24 lutego 2011 z 15:20 #9410
    Prusak
    Participant

    Możemy na tym zakończyć sobie wzajemne cukrowanie i powróćmy do tematu.

    -dokładnie,temat dotyczy formowanai jednostek armii alianckihc,fakty sa takie że nowe”gurpy”(chyba nie pasujące jednak słowo) powstaja,ale czesto są to jedno-trzy osobwe inicjatywy-na niektore tylko imprezy.I ich tworami są czlonkowie istniejących juz oddziałów-którzy po prostu doszywaja sobie kolejny mundur do kolekcji.

    25 lutego 2011 z 01:08 #9414
    Adam Zwoiński
    Participant

    Z pewną, taką nieśmiałością podniosę ponownie kwestię, że rekonstrukcja nie zaczyna i nie kończy sie na napoleonce, a istnieje potrzeba formowania grup polskich z XVIII w. bo w tym okresie to grupy odtwarzające niepolskie ( nie tylko w Polsce ) formacje nie mają z kim walczyć

Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.