Na śmietnik historii(ę)

  • 31 stycznia 2009 z 12:45 #6132
    Koroniarz
    Keymaster

    Myślę, że nawet osoby nie śledzące mediów publicznych miały już okazje dowiedzieć się o tym, że

    Minister Katarzyna Hall chce, by w ramach nauczania ogólnego uczeń miał lekcje historii tylko do pierwszej klasy szkoły ponadgimnazjalnej. W następnych klasach, jeśli nie wybierze bloku humanistycznego, z historii pozna tylko wybrane zagadnienia. Przesądza o tym nowa podstawa programowa, która ma wejść w życie od września.

    Szerzej o tym m.in. w aktualnościach na stronie Arsenału. Sądzę, że temat jest na tyle ważny i palący, że warto w związku z nim zadać sobie parę pytań. O znaczenie historii i wiedzy historycznej dla młodych ludzi. Dla nas. O to czy powinniśmy w związku z tym tematem podejmować działania i jakie. Zapraszam do dyskusji.

    1 lutego 2009 z 00:52 #6133
    Michał Majewski
    Participant

    Co minister edukacji to głupszy.

    1 lutego 2009 z 19:28 #6134
    Maria J. Turos
    Participant

    Szanowny Panie Koroniarzu.
    Przypuszczam, że powinnam zlikwidować swój podpis imienny na czas obecności tego postu „…au forum…”, ale może uczciwiej będzie napisać prawdę.
    Jestem pracownikiem nauki od wielu lat, wykładowcą akademickim również. To co przygotowuje pani minister – powinno być najmniejszą czcionką – jest jak gdyby końcem pewnego procesu negacji, który zaczął się już bardzo dawno. Być może w roku zachłyśnięcia się wolnością – 1989 – gdy w imię tejże wolności po prostu wyrzucono na bruk [pod płaszczykiem „…wcześniejszej emerytury…”] wielu pracowników oświaty i kultury nawet li tylo dlatego, iz w „…wiadomym okresie…” po prostu byli. Taki los spotkał i weterankę tajnego nauczania w dzielnicy Bródno, osobę więzioną w czasach stalinowskich, ale później kierowniczkę biblioteki [a jak wiadomo to „…musiała być…” osoba „…partyjna…”] i prawdziwą nauczycielkę historii.
    PRAWDZIWEJ – z 17.IX.1939 roku i z Katyniem włącznie.
    A niestety rzeczywistość nie lubi pustki i jeśli ten łańcuch gdzieś pękł to w ową szczelinę – że sparafrazuję myśl Goyi e Lucientes – wkradły się „…upiory…”. Z pytaniem – jaka „…ta historia…” była i co gorsza: co ja, fizyczny JA będę mieć.
    Pokolenie, którego dzieci – coraz starsze – idą do szkoły jest pierwszym, a może już nawet drugim, które stawia sobie całkiem przyziemne pytania „…co ja z tego…co mój syn czy córka będą mieli…”. Jakie przedmioty idą „…na odstrzał…”. Nie języki – choćby ich poziom był żenujący – ale te, które jeśli nawet „…źle obecne…” czy widziane w szkole miały jednak jakąś kontynuację. Na tej nielubianej historii cos jednak było, na rysunkach, muzyce, czy czyms tam jeszcze również.
    Ale przy myśleniu pragmatycznym – na szalenie krótką metę to prawda – okazuje się, iż znajomość daty bitwy pod Cecorą, że nie wymienię Grunwaldu czy Somosierry nic nie wnosi do CV, podobnie znajomość [znów chyba tylko „…u nas…” :bad: ] dzieł Bacha czy Vivaldiego więc może tylko to co da konkretne i wymierne efekty. Dobrą pracę – i przepraszam, ale w moim odczuciu duch hitlerowskiej koncepcji „…podludzi…” chichocze tu złowieszczo – pełną miskę. A to widać, gdyż reforma szkolnictwa w Generalnym Gubernatorstwie już w 1939 roku szalenie przypomniała „…płód…” oby [że strawestuję jeden z psalmów złorzeczących] „…poroniony co nie ujrzy słońca…” pani minister. Program nastawiony na „…naukę praktyczną zawodu…” [niech to się obecnie zwie bardzo mądrze – fakultatywnymi przedmiotami zawodowymi – na jedno wychodzi].
    Obyśmy sie nie obudzili za późno – forum publiczne i nie wypada napisać z ręką w czym :bad:
    A co do nas – no cóż. „…pasjonaci zawsze ratowali głupców…” – to taka myśl nigdzie chyba nie zanotowana słynnego profesora prawa – Sawickiego.
    Z małym dodatkiem Młynarskiego „…róbmy swoje…”, gdyż sama widzę, że między ministerium a życiem potocznym jest miejsce dla wielu pasji, działań i zachowań.
    I być może jest to równiez zachęta – tu na forum omawiana w jednym z tematów, byśmy w tym co robimy byli maksymalnie wiarygodni, nie szli na wygodę i na łatwiznę kryjąc dyskretnie „…mroki…”. Bo to przyciąga ludzi, ich uwagę, wzbudza pytania i właśnie – to jest rzucanie ziarna, które może paść na różną glebę, ale gdy padnie na „…żyzną…” przynosi plon obfity.
    Mam nadzieję, że się nikomu nie naraziłam.
    Pozdrowienia – jak zawsze

    2 lutego 2009 z 12:58 #6138
    Koroniarz
    Keymaster

    Rozumiem zastrzeżenia, wierzę jednak, że dyskusja w szeregu kwestii publicznych możliwa jest bez dyskusji stricte politycznej. Dlatego pozwoliłem sobie zainicjować ten wątek. Podczas grudniowej konferencji poświęconej dwustuleciu szarży pod Somosierrą p. prof. Jan Kieniewicz, występujący w imieniu Laboratorium „Sofía Casanova”, Instytut Badań Interdyscyplinarnych „Artes Liberales”, Uniwersytetu Warszawskiego z wykładem „Somosierra dwieście lat później. Historia, legenda, mit” przedstawił losy współczesnej dyskusji tej szarży poświęconej jako ilustrację zaniku więzi społecznych. Wyznam, że wówczas teza ta wydawał mi się zbyt daleko idącą, a ogólna wymowa wykładu zbyt ponura, co pozwoliłem sobie p. profesorowi po wystąpieniu przekazać. Nikt nie lubi się mylić, ale przyznać muszę, że plany, o których piszemy zmuszają mnie do przyznania racji prof. Kieniewiczowi. Jakoś nigdy w mojej wyobraźni nie postało, że podmiot, który odpowiada za edukację narodową, będzie działać na rzecz jej efektywnego zniesienia. To zaś wiąże się z inną refleksją. Kiedy czytałem parę lat temu „Europe. A History” Normana Daviesa jego wywód o zastępowaniu w angielskich uczelniach wykładu historii zajęciami z empatii, traktowałem jako swoistą ciekawostkę, która nas nie dotyczy. I tu również się myliłem. Zastanawiam się czy budowanie własnej tożsamości bez samoświadomości (a na tę nieoderwanie składa się wiedza historyczna) jest w ogóle możliwe. Podobnie jak kształtowanie postaw obywatelskich. To trochę tak jakby człowieka potraktować dawką prądu, wywołać amnezję i kazać budować swoje życie od zera. Ponieważ problem jak widać nie dotyczy jedynie Polski, konstatacja, że jest pochodną konsumpcjonizmu obawiam się, że jest trafna. Rzeczywiście w pogoni za „newsem”, wszystko co wczoraj to „yesterday hero” (nieprzypadkowo sięgam do anglicyzmów). Rzecz w tym, że redukcja rzeczywistości do „hic et nunc”, a potrzeb własnych do kotleta wybitnie mi nie odpowiada. Wniosek bieżący: robić swoje tylko lepiej. Będę to chciał jednak rozwinąć…

    Pozdrawiam!

    2 lutego 2009 z 18:32 #6139
    Maria J. Turos
    Participant

    Mości Panie Koroniarzu.
    Ów zanik poruszany przez Prof. Kieniewicza znam z autopsji – i przepraszam, to ja byłam autorem tego komentarza po ciśnięciu [żeby tortem, ale brudnym gumiakiem] w Błogosławionej Pamięci Prof. Geremka na tymże Uniwersytecie, że „…numer za duży jak na mnie, ale będzie w sam raz na sprzątanie na Powązkach…”. Był głupawy śmiech i komentarz „…że na listę filadejfijską sie nie nadaję…”. To pod adresem pracy naukowej, która musi być w pojedynkę, żeby mi co „…nie daj Boże…” ktoś przez ramię nie podejrzał i nie „…ściągnął…”. Bo plagiat – a bywa cnotą :bad:
    …co do Davisa. Myślę, że działa już i w Wielkiej Brytanii „…zasada wahadła…” czyli po totalnej negacji – no i obaleniu wszystkiego – powrót, a przy okazji bolesne rozcieranie guzów. Cóż mogę rzec – we Francji [a słynne liceum „Louis le Grand” mam „…po drodze…” przy Rue St.Jacques] po zachłyśnięciu się już też widać nawrót do normalności. Aulę, którą podglądam przez okno – jest na poziomie chodnika – nie zdobi nawet rzutnik czy inne multimedia, wróciła kreda i tablica, zaś uczniowie [nawet paląc papierosy i siedząc na metalowej barierce] miast komiksu typu „Władca móch” czy „…bryku z bryka dla dyslektyka…” czytają Racine’a „Fedrę” czy Apollinare’a [ostatnio wpadła mi w oko książka jaką czytała jedna z dziewcząt i podczas grudniowej bytności w Paryżu odkryłam cudownego bukinistę ze starymi lekturami szkolnymi – przepraszam za te dygresje].
    Problem tożsamości – niestety, gdyby można było „…wymazywać…” wszystko bezkarnie z pamięci [bo tak potocznie postrzega się elektrowstrząsy i m. in. z przyczyn humanitarnych zostały one zakazane podobnie jak lobotomia] to byłoby cudownie. Często trauma dopiero budzi z marazmu, z uśpienia – chociażby bynajmniej nie tylko psychopatologiczna koncepcja „…deja vu…” czy „…deja pense…” [ten mechanizm wyzwolić może każdy długotrwały okres pozbawienia świadomości, nawet farmakologiczny] – pozwala na wiele rzeczy spojrzeć z innej perspektywy. I podobnie jak nawrócenie, czy odkrycie drogi wyznaniowej pozostaje tajemnicą nawet dla współczesnej psychiatrii [porównanie – eksperyment milczenia może dawać stany psychotyczne, dlaczego więc poza oczywiście zdarzeniami, które mogą zaistnieć wszędzie nie dotyka trapistów czy mnichów prawosławnych żyjących latami w rekluzji].
    Myślę, iż jesteśmy – porównanie z wahadłem – w tym punkcie, gdzie nić została maksymalnie odciągnięta, zaś „…nowe…” jest takie piękne. Tylko, że prawo fizyczne spowoduje, iż powracające wahadło nas powywraca. I znów słowa biblijne „…a upadek będzie wielki…”.
    Myślę Imć Panie Koroniarzu, iż nie trzeba bać się pisać słów które nas irytują – to rodzaj oczyszczenia. Ja wręcz pytam studentów ilu z nich chce zostać w kraju, podobnie formułuje pytanie do kursantów i moich stypendystów [a ci przecież pobierają pieniądze]. I cóż – słyszałam już, wiadomo że na „…zielonej wyspie…” krucho z pracą „…ile słów trzeba znać, by pracować we Francji…”. Odpowiedziałam, że przy winobraniu, czyszczeniu koszy, sieci, na salinach – niewiele lub nic. I cóż usłyszałam: ale ja jestem [lub będę] lekarzem… I tu zaczyna sie problem.
    Zredukowania życia do potrzeb już naprawdę biologicznych: zarobię, mam i koniec – kropka.
    …a co do „…róbmy swoje…”. Wczoraj po kursie, z katarem,nosem jak dojrzała truskawka i oczami jak królik [nie mogłam już patrzec na monitor] zajęłam się moim „…bzikiem…”. Pomijam, że w pralni ciepło, ale jak pomalowałam apteczkę [pokostową farbą więc nie pachnie pięknie] to poczułam sie wyraźnie lepiej. I nos się „…odetkał…”.
    Już myślę komu zaprezentuję moje „…zdobycze…” [a może Pan Mości Panie Koroniarzu ma jakoweś „…koncepta…” w tym temacie] co powiem o farmacji początków XIX wieku.
    …spointował to sąsiad – „…no wie pani, ja jak smarczę to tylko do pralni…” [to miejsce naszych „…blokowych…” hobbystów]. I TACY LUDZIE jak ON nas uratują – jak ON krzyż przed domem, a JEGO przyjaciel kapliczkę w Buchniku.
    Bez fakultetów ale z sercem – Jego wnuk grywa w „Ostrołękę” lepiej ode mnie i czyta aktualnie pamiętniki Jaszowskiego.
    Pozdrowienia.

    1 września 2010 z 17:19 #8677
    scout
    Participant

    www.wpolityce.pl/frontend/view/1495/Rat … ozno_.html

    na wszelki wypadek podaję bez www na początku:
    wpolityce.pl/frontend/view/1495/Ratujmy_historie__List_Piotra_Zaremby_do_Prezydenta_Rzeczypospolitej___Nie_jest_jeszcze_za_pozno_.html

    1 września 2010 z 19:57 #8678
    Koroniarz
    Keymaster

    Zgadzam się. To po prostu nie do wiary, jak zaczynamy się wstydzić własnej tożsamości. Belgowie robią co roku na tym straszne pieniądze. W Anglii National Heritage jest jedną z dźwigni turystyki, u nas ruguje się historię. Reforma edukacji polega zaś na wdrażaniu zachodnich wzorców sprzed lat dwudziestu, które ze względu na swą nieefektywność są zarzucane. Dlaczego mamy sięgać po złe wzorce, zamiast po dobre?
    :brick:

    2 września 2010 z 17:39 #8679
    Maria J. Turos
    Participant

    Zacny Panie Koroniarzu.
    …czy złe, po prostu nieadekwatne do rzeczywistości. Historia we Francji – na poziomie naszego gimnazjum, to są owszem bloki tematyczne, ale jakie!!! do produkcji przez uczniów filmu o marzeniach młodego żołnierza pod Verdun włącznie, gdzie kolejno w taką postać po której tylko pozostała blaszka (nawet nie „…nieśmiertelnik…” ) z munduru z imieniem wcielają się uczniowie (ewentualne „…namiary…” na projekt i Autora są w mojej dyspozycji) mówiąc cudownym językiem bez żargonu.

    To po prostu nie do wiary, jak zaczynamy się wstydzić własnej tożsamości.

    …tak to bolesna prawda, ale znów coś się dzieje „…oddolnie…” i oby tej roślince dane się było przebić.
    Może anegdotycznie – w ubiegłym roku w czasie Festiwalu Nauki cała klasa szkolna zatrzymała się przy moim „…obozowisku…” – i cóż na to (nie wiem jak małą czcionką napisać, może zaznaczę tak) dwie :bad: panie nauczycielki :bad: . A oczywiście całą grupę popędziły bo z patrzenia na „…cudaków…” to nic nie będzie a roboty to przyszłość. Późnym popołudniem ta sama młodzież – luz mi nie przeszkadza – przyszła do mnie. Kres rozmowom przyniosły zapadające ciemności. Następnego dnia już była cała klasa…zaś efekt…
    …usłyszałam po kilku tygodniach: jak to do owej szkoły musiała przyjechać R-ka bo „…pani od historii…” dostała „…ataku sercowego…”, gdy jeden z uczniów zadał jej pytanie dlaczego nigdy nie wspominała co się działo w ich miejscowości, czego pamiątką są te pomniki w parku…po prostu tak…
    …i tego moim zdaniem trzeba chronić.
    Pozdrowienia

    3 września 2010 z 00:47 #8682
    Horhe
    Participant

    Pani Mario, skoro o podejściu o historii mówimy, to ile to teraz ma tam Pani osob w Katedrze Historii Medycyny? 1? 2?
    Aktualnie jestem zbulwersowany postawą miasta Gdyni. Żeby zapomnieć wywiesić flagi przy pomniku 2 Morskiego Pułku Strzelców, który to zażarcie bronił dostępu do miasta od 1 do 12 września 1939. Nasze skromne kwiaty i dwa znicze, były jedynymi, jakie znalazły się 1 września pod tym pomnikiem. Za to na odsłonięciach pomników Kindertransportów czy wojaka Szwejka były tłumy.

    Dlaczego mamy sięgać po złe wzorce, zamiast po dobre?

    Bo historia lubi się powtarzać. Czasy współczesne, porownuję sobie do połowy XVIII wieku kiedy modne się zrobiło życie na kredyt, fancuszczyzmy, germanizmy itp. -izmy. Co było później to wiecie ;(

    3 września 2010 z 09:40 #8684
    Pedro
    Participant

    No z germanizmami nie było tak żle 🙂 ,Bruhl przynajmniej reformował artylerię , a że brakło kasy +rozbiory to nie skończył , ale wiele nazw niemieckich przetrwało przez lata nawet w okresie Królestwa Polskiego , zaś francuszczyzna to było nieprozumenie i to wielkie zamiast szukać sojusznika w pobliżu włazilismy bez wazeliny w tyłek francuzom którzy na wet palcem nie kiwnęli w potrzebie .

    3 września 2010 z 10:04 #8685
    Koroniarz
    Keymaster

    francuszczyzna to było nieprozumenie i to wielkie zamiast szukać sojusznika w pobliżu włazilismy bez wazeliny w tyłek francuzom którzy na wet palcem nie kiwnęli w potrzebie

    Bez francuskich zwycięstw w roku 1806-tym i 1807-ym nie byłoby Księstwa Warszawskiego.
    Bez kampanii 1809, Księstwo Warszawskie byłoby mniejsze.
    Bóg jeden wie, co wynikłoby w wyniku kampanii 1812 gdyby Napoleon nie postanowił jej przegrać.

    Pozdrawiam!

    3 września 2010 z 11:08 #8686
    Pedro
    Participant

    Ja nie mówie o kampani Napoleona , piszę o włażeniu w tyłek francuzom od czasów Sobieskiego . A XW było tylko satelitą napoleona tak samo jak związki reńskie . Wybacz ale Królestwo Polskie przetrwało dłuzej niż XW a w obu przypadkach władcą był cudzoziemiec 🙂
    A kampanie 1812 przegrał na własne zyczenie , Poniatowski radził żeby po Smoleńsku przezimować 🙁

    3 września 2010 z 14:19 #8688
    Koroniarz
    Keymaster

    Obcych władców mieliśmy bez liku: Luksemburczyka, Ludwika Węgierskiego i Jadwigę Andegaweńską, Władysława Jagiełłę, Henryka Walezego, Stefana Batorego, Zygmunta III Wazę, oraz dwu Augustów. Jak dodasz do tego monarszych małżonków będzie więcej. Rzecz w tym, że dyskusje tego rodzaju stracą rację bytu wraz ze zniesieniem nauczania historii. Bo wówczas na pytanie o Napoleona, dowiesz się, że to alkohol.

    3 września 2010 z 17:34 #8689
    Maria J. Turos
    Participant

    Pani Mario, skoro o podejściu o historii mówimy, to ile to teraz ma tam Pani osob w Katedrze Historii Medycyny? 1? 2?

    😳 – trudno orzec, ale jest tam jedna taka „…damessa…” która gdyby mogła to bez wspominanej w kolejnych wpisach na forum „…wazeliny…” wlazłaby pani minister w wiadomą część ciała. Forum publiczne więc nie bardzo mogę pisać, ale wiem jedno: studenci – WŁAŚNIE STUDENCI – historii chcą, mało proszą o nią w wersji ciekawej i dobrze merytorycznie przygotowanej. A mnie to wystarcza

    6 września 2010 z 03:33 #8690
    kajot
    Participant

    Witam !

    Bo wówczas na pytanie o Napoleona, dowiesz się, że to alkohol.

    To mi przypomina, jak podczas ostatniego pobytu w Polsce zasłyszawszy, że ma się ukazać CD z muzyką poświęconą rocznicy Grunwaldu, zapytałem o to w jednym z EMPIKów, otrzymałem odpowiedź, że Jerzy Grunwald ostatnio nic nie wydał…

    A jeśli chodzi o poziom nauczania historii we Francji, pani Mario, to – nie pretendując do jego obiektywnej i fachowej oceny, a jedynie bazując na kontaktach z Francuzami w różnym wieku – uważam, że jest bardzo mizerny, a przeglądając podręczniki historii córki z gimnazjum i z liceum stwierdzam, że do poznawania historii nie zachęcają. No cóż, z pewnością wiele zależy od nauczyciela…
    W każdym bądź razie, gdy mówię Francuzom z odrobiną dumy (i odrobiną przesady…), że dobry polski uczeń po podstawówce zna lepiej historię Francji niż średni francuski licealista, nie spotykam się na ogół ze sprzeciwem.
    Inna sprawa, że bazuję na czasach mych szkolnych lat… gdy nauczanie historii choć zabarwiane na czerwono było jednak dość obszerne.

    Pozdrawiam!
    kajot

Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.