Medycyna wojskowa

  • 3 lipca 2006 z 18:10 #2957
    Koroniarz
    Keymaster

    rycina, która jest przedmiotem zainteresowania – wydana jako pocztówka – przedstawia przygotowania do wymarszu w 1806 roku czyli po Jenie do Polski. Jest to ambulans „…przypisany…” do V dywizji – niestety nic więcej nie ma, zaś wiadomo, że J. D. Larrey nie obsługiwał jeszcze wtedy Gwardii, czyli autor obrazeczka trochę sobie pododawał, acz stylowo.

    Kol. Brykiet przysłał mi właśnie parę rysunków ambulansów z owego okresu. Gdyby zapadła decyzja o rekonstruowaniu szpitala, możnaby sie pokusić o odtworzenie ktoregoś z nich. Pozwoli Pani, że zapytam w imieniu własnym i innych zainteresowanych kiedy ewentualnie możemy spodziewac się kolejnego artykułu?

    4 lipca 2006 z 12:38 #2959
    Maria J. Turos
    Participant

    Artykuł już wysłałam bodajże dwukrotnie [w tym raz jako prywatna wiadomość], ale jak widzę jakość mojego serwera na klinice jest nadal żadna więc wysyłam po raz trzeci.
    To są rzeczywiście rysunki ambulansu Larreya – dużego i małego, ten większy czterokonny był praktycznie uzywany tylko w gwardii [na korpus były takie dwa bądź trzy], ten mniejszy dwukonny to już czas po reformie z 1810 roku i ile ich w sumie było nie wiadomo.
    Miało być po dwa na pułk, ale administracja się wściekła i obcięła fundusze – z jakimi skutkami to może nie przypominajmy sobie za często, w każdym razie z 826 chirurgów jacy przekroczyli Niemen wraz z Wielką Armią pełne zaplecze miało może dwustu. Sam Larrey zresztą też stracił wszystko jeszcze przed Borodino przez głupotę jakiegoś administratora, który nie dał Mu koni. No cóż. A sam pomysł rekonstrukcji świetny, można by na tym trzymać wiele rzeczy, gdyż to wewnątrz miało również wyposażenie, skrzynię pod kozłem, specjalną skrzynię w środku, która w warunkach polowych pełniła rolę stołu operacyjnego [tu mam sam opis i wymiary – dość duży mebelek 150 cm. długości, 80 cm. szerokości i 90 cm. wysokości]. Cieszę się że pomysł „chwycił”.
    I liczę na bibliograficzne wsparcie P.”Brykieta” – może by się ujawnił.
    Pozdrawiam.

    6 lipca 2006 z 08:29 #2964
    szwoleżer
    Participant

    Czołem!
    Brawo za kolejny ciekawy artykuł!!!
    W książce R.Bieleckiego „Wielka Armia” był rysunek tzw. wursta (kiełbasy) dla chirurgów, czy i on byłby w kręgu Pani zainteresowań?
    Odnośnie higieny i chorób panujących w tamtym okresie, może są jakieś szanse na krótki artykulik natemat chorób wenerycznych panoszących się w wojsku.
    Przecież dość duży procent chorych w szpitalach to przecież tzw. „wenerycy” w tamtym okresie, czy śmiertelność związana z „tymi” chorobami była na dość duża?
    Pozdrawiam serdecznie

    14 lipca 2006 z 13:03 #2996
    Maria J. Turos
    Participant

    Dziękuję za kolejną pochwałę. Co do tekstu o – hmm… – „francy”. Generalnie zajmuję sie chirurgią, ale ogólne pojęcie o historii tej „paskudy” mam i z pewnością coś przygotuję, może nie natychmiast, bo wiąże sie to z kilkoma wizytami w bibliotece.
    Odpowiedź na pyt. pierwsze tzw.”wurst” dośc szybko wyszedł z użycia z przyczyn bardzo prozaicznych – braku koni do zaprzęgu no i trochę małej przydatności, wozy były wygodniejsze i jako środek transportu i do ewakuacji rannych, a poza tym – nie ma co ukrywać – nawet i chirurdzy z tytułem akademickim umieli powozić normalnym zaprzęgiem.
    Pozdrowienia z upalnego Raciborza.

    4 sierpnia 2006 z 16:17 #3040
    Koroniarz
    Keymaster

    Dziękuję za kolejny tekst. Jest już na stronie. Dodałem brakujący portret Larreya, oraz zamiescilem stsowne informacje w portalach zaprzyjaźnionych: Polonia Militaris oraz napoleon.gery.pl. W uzupelnieniu do jego przygody pod Waterloo dodam, że książka Petera Hofschröera „Waterloo – niemieckie zwycięstwo” jest recenzowana w drugim z wymienionych portali, gdzie znaleźć można również Wywiad z Peterem Hofschröerem. Książka ta wzbudziła szereg dyskusji wokół roli przedstawienia Wellingtona, czy postawy starej gwardii w ostatniej fazie bitwy pod Waterloo. Jak widać z przytoczonej historii nie brak tam eufemizmów. Biorąc jednak pod uwagę, że bitwa ta nie doczekala sie (prócz częściowych omówień u Kukiela czy innych, np. książki p. Tomasza Malarskiego wydanej przez Bellonę), szerszego opracowania, warto ją niewątpliwie przeczytać.

    9 sierpnia 2006 z 17:22 #3052
    Maria J. Turos
    Participant

    Czy to oznacza, że w tzw. wolnych chwilach mogę pisać dalej – i skąd Acan masz taki doskonały portret pędzla Guerina. Ja przyznaję sie – prócz repliki w domu – mam tylko „…badziewie…” bezczelnie „…zerżniete…” aparatem cyfrowym w Wersalu.
    Co słychać z biwakiem.
    Pozdrowienia.

    17 sierpnia 2006 z 13:20 #3079
    Koroniarz
    Keymaster

    W powiązaniu z naszą rozmową w wątku Żywa historia czy przebierańcy?, oraz Pani artykułem Mroźne tchnienie Iławy chciałbym poruszyć sprawę walki z odmrożeniami.

    Inscenizacja szturmu na Bastion Jerozolimski – bitwy francusko-pruskiej o forty gdańskie. Oryginał miał miejsce 27 stycznia 1805 roku. Zima wtedy była bardzo ostra, piechurzy nacierali nogi wódką, aby uchronić je od otarcia i spuchnięcia.

    O ile nie kwestionuję używania spirytusu przeciw otarciom, bo o tym słyszałem, to chciałbym zapytać jak ta metoda ma się przeciw odmrożeniom, skoro użycie alkoholu powoduje rozszerzenie naczyń krwionośnych, a w konsekwencji wystudzenie organizmu? Wiem, że niektóre poglądy na odmrożenia się zmieniły. Jak wynika z pamiętników, w tamtym okresie miejsca narażone na odmrożenie nacierano śniegiem do bólu by przywrócić krążenie. Teraz to i podawanie alkholu jest wykluczone. W Mroźnym tchnieniu Iławy pisze Pani, że:

    Jakoś umyka uwadze fakt, iż pierwszy bardzo szczegółowy opis martwicy spowodowanej przez zimno [oraz ogólnoustrojowego działania niskiej temperatury] przedstawił właśnie J. D. Larrey i to wcale nie po tragedii pod Moskwą, ale po Iławie Pruskiej, mało w tych trudnych warunkach czynił znaczne wysiłki by nie tylko uratować życie, ale i kończyny przemarzniętych żołnierzy.

    Jak to w istocie wyglądało wtedy i teraz? Na czym dokładniej owe wysiłki polegały. Jak się do tego ma wspomniany w artykule spirytus? Czy skutki spożycia są tu odmienne przy piciu i nacieraniu? Pewno na studiach medycyny bym oblał za te pytania, ale wychodzę z założenia, że lepiej pytania zadawać niż tkwić w niewiedzy.

    Co się tyczy pytania: proszę przyjąć, że moja prośba o kolejne teksty o medycynie ma charakter stały. Nieodmiennie czytam je z wielkim zainteresowaniem. Wcześniej skupiałem się bardziej na kwestiach obyczajowych, militarnych oraz przesłanek dokonywanych wyborów i sprawa zdrowia zupełnie mi umykała.

    Szczegóły dotyczące biwaku postaram się przesłać możliwie prędko. Czekam, az niektóre osoby powrócą z urlopów.

    17 sierpnia 2006 z 14:48 #3080
    szwoleżer
    Participant

    czołem!

    Jak wynika z pamiętników, w tamtym okresie miejsca narażone na odmrożenie nacierano śniegiem do bólu by przywrócić krążenie.

    Sam pamietam kiedy byłem mały i podczas jazdy na łyżwach (za długo i przy zbyt niskiej temperaturze)mało co a odmroziłbym sobie rece i nogi, gdy wróciłem do domu to kazano mi włożyć je pod kran z zimną wodą, czy było to niewłaściwe działanie?
    Bo pamiętam, że ta metoda była dość rozpowszechniona.
    pozdrawiam

    17 sierpnia 2006 z 19:16 #3083
    Maria J. Turos
    Participant

    Odpowiedź ad. primam – ów alkohol, to raczej nie spirytus, a wódka[czyli „…okowitka…” pana Perzyny] jest owszem wymieniona w pamiętniku Dezyderego Chłapowskiego konkretnie tak „…dlatego wielce pomocnem jest smarować je…[w domysle nogi]…wódką w wieczór przy odmienianiu obuwia…” – wiadomo pobożne życzenia, czy szczególnie pod Gdańskiem wszyscy żołnierze mieli buty na zmianę???. I do tego jeszcze skarpetki. Owszem do nacierań był używany – i to własnie przez J. D. Larreya – spirytus kamforowy używany zresztą do dziś [maść kamforowa najpiękniej wyleczy odmrożone ręce], pod rzeczoną Iławą wydostał skądeś wino [pewnie „…gwiznął…” nawet i z cesarskiego stołu, bo to potrafił] i tym rozcieńczał resztę spirytusu, jaka Mu pozostała. Doskonale znał też działanie lodu, a raczej zimnej wody – to już cytat z „Memoires” [w której kazał trzymać ręce tak długo aż pójdą bąbelki – no i wtedy wróci czucie] pisze o tym dwukrotnie, później w czasie odwrotu spod Moskwy.
    Ad secundam – rozgrzewająco działa równiez mirra [to jest wyciąg z żywic i ziół – bardzo cenna w ówczesnych czasach] J. D. Larrey również to zna, podobnie jak olejek jałowcowy – czym pod Iławą, a raczej w noc przed bitwą usiłuje jakoś postawić na nogi przeziębionego generała Lepic, który po swoich szarżach nie mógł zdjąć butów ani się poruszać [pewnie wszystko przymarzło – Larrey wyraźnie nie lubił opisywać co dolegało „…szarży…]. Zapraszam na powąchanie bo troszeczkę mam, a było to swego rodzaju panaceum, ale w mądrym tego słowa znaczeniu. Co jeszcze – chyba to będzie nieskończony temat pytań i próśb, ale dziękuję z góry za życzliwość i chęci do lektury.
    Czasami – o czym wspomina Rafał Czerwiakowski używano balsamu znanego do dziś pod nazwą „balsam peruwiański” albo nalewki [własnie – wówczas większość leków w płynie to były tinctury (po naszemu – nalewki)] na wosku, ale z surowego plastra miodu – mamy więc i jad pszczeli i propolis… i jesteśmy „…w domu…”.
    A tak a propos numeru wiadomego pisma – oczywiście legionów rzymskich w Polsce nie było, ale za to rodeo i kowboje to wszak „…rdzennie polska…” zabawa o czym czytamy w tymże samym czasopiśmie kilka ston dalej.
    Bez komentarzy.
    Pozdrowienia

    [ Dodano: 2006-08-18, 07:57 ]
    Maly dodatek – przestrzegano, by zmarznietego, a nawet zamarznietego nie rozgrzewać bardzo szybko [o zgonach ludzi, którzy chronili się w ogrzanych pomieszczeniach wchodząc tam prosto z zimna wspomina – że tak go „ochrzczę” mój mistrz czli J. D. Larrey. Dziś mamy koce izotermiczne – no i dalej nie mogę, bo bym była w niezgodzie z przysięgą, ale jedno mogę dodać są zgony po nazbyt gwałtownym ogrzaniu.
    Raz jeszcze pozdrowienia.

    30 sierpnia 2006 z 15:57 #3133
    Koroniarz
    Keymaster

    Troszkę na inny, ale nader napoleoński temat: w wersji angielskiej strony stowarzyszenia zamieszczony jest tekst dr Bena Weidera o śmierci Napoleona. Dowodzi tam (w sumie nie nowej) tezy o otruciu cesarza. Począwszy od dziś zaczynam tekst ten w częściach zamieszczać w części polskiej. Zapraszam do lektury, oraz do dyskusji, choć ta, obawiam się, że ze względu na specyfikę może okazać się dość jednostronna.

    26 października 2006 z 22:58 #3311
    DarekDarek
    Participant

    No cóż. Mundury były typu akademickiego – czyli takie jak mam ja. We Francji był dość ścisły podział na tych lepszych – Gwardia nosiła się na zielono – i tych gorszych czyli liniowych – ciemnogranatowe z amarantowymi wyłogami dla chirurgów, czarnymi dla lekarzy ogólnych i ciemnozielonymi dla farmacji. Lekarze hmmmm…”naukowcy” a raczej dbający o własną skórę czyli administracja – nosili ciemnoniebieskie ze złotym haftem. Sanitariusze – zwani wówczas brankardierami nosili brązowe kurtki z czerwonym wyszyciem – a przekazy historyczne pokazują, iż było jak „…Bog zdarzył…”

    Przeglądając materiały w AGAD-zie z 1794 roku, natrafiłem na informacje o wydaniu 27 marca 1794 roku patentów
    dla Profesorów Szkoły Lekarskiej w Akademii Krakowskiej Rafała Czerwiakowskiego i Franciszkowi Kosteckiemu
    na szarze Generalnych Sztabs Medyków w Lazarecie Głównym i Lazarecie Polowym, z prerogatywą noszenia felcechu oficerskiego …
    Jeżeli dobrze myślę, to takowe noszono przy szpadach, szablach i tasakach, a co za tym idzie to wszelkie żelastwo
    noszono przy mundurach.
    W pamiętnikach byłych wojskowych z ‚moich’ czasów, są zapiski iż dla LUZAKÓW w Kawalerii Narodowej sprawiano takie same mundury jeno z innymi kolorami wyłogów (błękitne), a z reprodukcji o artylerii widać wożnicę artylerycznego w pełnym umundurowaniu z miękką rogatywką na głowie.
    Czy z tego można wyciągnąć wniosek iż medycy Kościuszki mieli ‚przepisowe’ mundury?
    Jeśli tak, to jakie mogli mieć kolory wyłogów?
    Pozdrawiam – Darek.

    27 października 2006 z 11:51 #3316
    Maria J. Turos
    Participant

    Czerwiakowski był bardzo honorowany – m. in. miał prawo kwalifikowania i nadawania stopni lekarzom pułkowym i batalionowym.
    Co do mundurów – no cóż, nie mogę odnaleźć [z racji bałaganu w GBL] publikacji Składkowskiego, ale należy przyuszcać, że oznaczenia dla luzaków i generalnie niższych stopni były bardzo dowolne.
    Lepiej poruszam się w tym okresie we Francji, gdzie też panowała ogromna swoboda, a np. w Legionach we Włoszech Puchalski „…paradował…” w kurtce jasnobłękitnej z czarnymi wyłogami i takimi samymi mankietami i w takiej samej miękkiej rogatywce.
    Dziękuję za informację – pozdrawiam.

    27 października 2006 z 22:11 #3319
    DarekDarek
    Participant

    Co do mundurów – no cóż, nie mogę odnaleźć [z racji bałaganu w GBL] publikacji Składkowskiego, ale należy przyuszcać, że oznaczenia dla luzaków i generalnie niższych stopni były bardzo dowolne.

    To było nawiązanie do stosowania mundurów przez inne osoby niż ‚wojskowe’.
    Co do pana Składkowskiego to bardzo mnie ciekawi, czy mogą być u niego właśnie opisy umundurowania medyków wojskowych.
    Pozdrawiam – Darek.

    31 października 2006 z 12:03 #3332
    Maria J. Turos
    Participant

    Po 5.XI. mam spotkanie z szefową biblioteki „na Jazdowie” i mam nadzieję, że coś z tekstów Składkowskiego odnajdę. Natychmiast dam znać, bo w tym antyku można pracować tylko mewtodąś pióro i kartka papieru.
    Pozdrawiam

    [ Dodano: 2006-11-21, 13:48 ]
    Zgodnie z obietnicą wysyłam tekst dla P. Koroniarza – mam nadzieję, że w takiej formie przejdzie – a poza tym wszystkim życzę miłej lektury.
    Pozdrowienia

    22 listopada 2006 z 22:43 #3376
    Koroniarz
    Keymaster

    Bardzo dziękuję i zapraszam do lektury
    „…przed nami Warszawa…”
    Okruszek wydarzeń sprzed lat 200.

    Pozdrawiam!

    [ Dodano: 2006-12-01, 21:08 ]
    Przeglądając prasę znalazłem w PAP taki oto materiał:

    Dziennik On-line PAP Wszy wygryzły Napoleona z Rosji

    Nie tylko „Generał Mróz”, ale i roznoszone przez wszy choroby pomogły Rosjanom pokonać w roku 1812 Wielką Armię Napoleona – dowodzą badania genetyczne, których wyniki opublikowano na łamach „Journal of Infectious Diseases”.

    Napoleon wkroczył do Rosji latem roku 1812 na czele wielonarodowej armii liczącej około pół miliona żołnierzy. Z taką armią i takim wodzem zwycięstwo wydawało się pewne. Jednak Napoleon został pokonany, a z Rosji powróciło do domów tylko kilka tysięcy niedobitków. Pozostali spoczęli w masowych grobach.

    Taki właśnie grób – zawierający szczątki od 2 do 3 tysięcy ciał – odkryto w Wilnie w roku 2001 podczas prac budowlanych.

    Naukowcy z Universite de la Mediterranee w Marsylii pod kierownictwem dr Didiera Raoulta zbadali dwa kilogramy ziemi zawierającej fragmenty kości i resztki ubrań. Znaleźli szczątki pięciu wszy. U trzech z tych owadów stwierdzili obecność DNA riketsji – drobnoustrojów większych od wirusów, ale mniejszych od bakterii. Riketsje pasożytują na stawonogach, w tym wszach.

    Badając miazgę z wnętrza zębów pobranych ze zwłok 35 żołnierzy, francuscy naukowcy znaleźli w siedmiu przypadkach DNA riketsji Bartonella quintana, która wywołuje chorobę zwaną gorączką okopową – zmarło na nią także wielu zołnierzy I wojny światowej. W trzech przypadkach udało się stwierdzić obecność DNA Rickettsia prowazekii – ta riketsja powoduje dur plamisty.

    Zdaniem badaczy, znaleziska sugerują, że roznoszone przez wszy choroby mogły być jedną z przyczyn klęski Wielkiej Armii.

Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.