Medycyna wojskowa

  • 18 maja 2006 z 13:57 #2731
    Maria J. Turos
    Participant

    Widzę, że „…namierzyłam…” bardzo ciekawe miejsce o zwyczajnym życiu. A co by czcigodni Panowie powiedzieli coś o sprawach cielesnych w dość smutnym wydaniu czyli o medycynie i medykach w wojsku Księstwa Warszawskiego. Jak to było, co się działo – macie panowie ochotę, to moja „…działka…” nie tylko naukowa, ale i pasja od wielu lat.
    Oczekuję na pytania. Kto był na Placu Zamkowym 3 maja, jak się podobała przysięga takiego właśnie pułkowego lekarza. Tekst – autentyczny i rzeczywiście kilku skłądało ją tego dnia. Gdzie sie później znaleźli – no cóż Leopold Lafontaine został z rannymi w Możąjsku i tam zmarł [zamarzł na śmierć] 12.XII.1812 roku.

    20 maja 2006 z 22:52 #2734
    Koroniarz
    Keymaster

    Byłem na Placu Zamkowym i powtórzyć jedynie mogę, że była to bardzo ciekawie poprowadzona uroczystość. O ile jednak wręczenie sztandarów miało już miejsce i wcześniej, to przysięga medyka była po raz pierwszy. Warto było być jej świadkiem. Co do medycyny, to przyznam, że moja wiedza jest tu raczej pochodną wzmianek w poszczególnych pamiętnikach, czy opracowaniach (jak „Wielka Armia Napoleona”, czy „Encyklopedia Wojen Napoleońskich” Bieleckiego, Detaille etc.), aniżeli dogłębnych studiów tematu. Podobnie jak wszyscy (tak sądzę przynajmniej), czytałem „Pojedynek – opowieść wojskowa” Conrada, z ciekawie zarysowaną postacią lekarza. Oglądałem też jego ekranizację. Tak więc jeśli miałbym zadać pytanie, to zacząłbym od ogólnego: czy były jakieś widoczne różnice w organizacji służb medycznych Księstwa Warszawskiego i francuskich? Czy był jakis nasz sczególny wkład? M.in. z Zamojskiego pamiętam, że nasi lekarze mieli o wiele wieksze doświadczenie z odmrożeniami, co widac było w nieszczęsnym roku 1812-tym, podczas odwrotu spod Moskwy. Z innymi pytaniami wrócę osobno. Pewno pojawią się wraz z artykułem 🙂

    22 maja 2006 z 10:32 #2742
    Maria J. Turos
    Participant

    Ależ mnie waćpan dopingujesz, a ja mam „zdechły” komputer i administratora od siedmiu boleści, zobaczę co da się zrobić. Gwoli ciekawości – opatrunki osobiste to był pomysł Leopolda Lafontaine, który samemu Larreyowi przypadł do gustu [co było w takiej chuście – bo to był kwadratowy kawałek płótna i to niebielonego, bardzo ścisłego, bandaż ok 2.7 m. długi, kłębek szarpi i powszechnie podówczas używana do tamowania krwawień hubka, ale nie ta rosnaca na drzewach, lecz rdzeń bzu czarnego nasycona albo azotanem srebra to był tzw. kamień piekielny albo siarczanem miedzi] podobnie było własnie z odmrożeniami i oparzeniami – choć książka Czerwiakowskiego nie była wydana drukiem to funkcjonowała w tylu odpisach, że wszyscy ją znali. Spisy leków imponujące – i bardzo trafne. Czyli tematów do korespondencji nam nie zbraknie. Dziękuję za przychylność.
    Pozdrowienia.Maria J. Turos

    23 maja 2006 z 22:25 #2746
    DarekDarek
    Participant

    Czołem wiara!
    Pozwolicie że i ja dodam swoje trzy grosze w tym temacie.
    W czasie swoich kwerend znalazłem w „Suplemencie do Gazety Narodowey y Obcey”
    z 25 IV 1792 roku, taką informację:

    Odezwa do Dam o pozbycie się swei starej bielizny,
    którą zamienić można na bandaże. Miano ją odsyłać do generalnego
    sztabs-medyka Bergonzonniego, zamieszkałego w pałacu Branickiego na Nowym Świecie.

    Znając gorący patriotyzm mieszczek warszawskich, to można przypuścić,
    iż tam niejedna halka poszła na szarpie :mrgreen:
    Przypomnę jedynie niewtajemniczonym, iż armia Rzeczypospolitej miała służbę medyczną
    zorganizowaną i podzieloną ‘hierarchicznie’, to znaczy w piechocie każda kompania
    miała przewidzianego felczera vel chirurga, nad nimi zaś stał batalionsfelczer podlegający
    z kolei pod regimentsfelczera. Więc w jednym dwu batalionowym regimencie pieszym
    powinno być w sumie 11 medyków! Podobnie rzecz się miała i z kawalerią gdzie każda
    chorągiew vel szwadron miała własnego medyka + w sztabie był jeszcze ‘naczelny’ felczer.
    Czyli w kawalerii narodowej powinno być 13 lekarzy na brygadę,
    a w pułku straży przedniej 9-ciu.
    Własne lazarety dla lżej chorych posiadały wszystkie kompanie i szwadrony,
    a lokowane były przy sztabach. Na wypadek wojny organizowane były LAZARETY POLOWE. W dywizji księcia Poniatowskiego zorganizował taki lazaret sztabschirurg dywizji Dahlke.
    W skład tego lazaretu weszli regimentsfelczerzy z jednostek podlegających pod Xcia.
    Jednakże zapotrzebowanie na wszelkiego rodzaju pomoc lekarską, było ogromne,
    więc już 6 VI 92r. wysłano do obozu Xcia nowy lazaret polowy pod zwierzchnictwem
    sztabschirurga Józefa Łowickiego. Składało go 37 osób: 2 batalionchirurgów,
    10 unterchirurgów, porucznik Bonar – dozorca ekonomii, prowizor, 3 unteraptekarzy,
    rachmistrz, szafarz i podszafarz, kucharz i ‘podkucharz’, praczka i ‘podpraczka’,
    12 stróżów (dozorców). Wieźli ze sobą trochę bandaży i narzędzi chirurgicznych,
    oraz czteromiesięczny zapas medykamentów.

    Również i na Litwę wyekspediowano z Warszawy lazaret polowy w dniu 23 VI 92 roku.Powiódł go sztabschirurg dywizji wielkopolskiej Johann Steiweg.
    Lazaret obsługiwało: sztabschirurg Adam Mahrburg, 3 batalionschirurgów (Jan Pacewicz,
    Jan Klooss i Józef Laskowski), 10 unterchirurgów, prowizor apteki, 3 unteraptekarzy,
    dozorca ekonomiczny (Muller – kpt. w wojsku), rachmistrz, szafarz, podszafarz, praczka,
    podpraczka, kucharz, podkucharz i 12 dozorców. Razem 38 głów w lazarecie ‘litewskim’.

    Przy tym opatrzono ich w bandaże, sprzęty i instrumenty chirurgiczne, jak również w medykamenty na okres czterech miesięcy.
    Jak widać owe lazarety polowe, a przynajmniej te wyekspediowane z Warszawy,
    miały już strukturę ustaloną !
    Pozdrawiam – Darek.

    25 maja 2006 z 16:46 #2753
    Maria J. Turos
    Participant

    Oczywiście – była nawet specjalna przysiega do każdego szczebla, zaś gros medyków pochodziło z tzw. Liceum gdańskiego – coś między studiami wyższymi a cechem – i tematy egzaminów układał im Czerwiakowski zwracajac przy tym uwagę żeby urządzili „…teatr anatomiczny…” bo bez tego nie ma porządnej chirurgii. Pytania – przypuszam – oblałoby kilku moich studentów. Mieli równiez doskonałe – jak na owe czasy wyposażenie łacznie z namiotem [bądź namiotami] na jeden potrzeba było 170 łokci celtu [czyli drelichu]. Cieszę się, że temat chwycił.
    Bergonzoni to równiez barzo ciekawa postać, szczególnie, gdy zawiadywał zdrowotnościa i higieną w Lublinie – wydał książeczkę na ten temat, nie tak dawno było wznowienie w wersji reprintu]. Zasłużył się też i w Księstwie m. in. tym, ze ułożył do spółki z Lafontainem przyzwoitą farmakopeę z systemem miar aptecznych, które praktycznie w Królestwie Kongresowym i później były powszechnie stosowane, a funkcjonowały do końca XIX wieku. Spotkałam się jeszcze z przelicznikami z drachm i granów na gramy na recepcie jakimś cudem ocalałej w książce z 1937 roku.
    Obiecuję dłuższy referat – a w Raszynie będzie coś „do posłuchania” o ile znajdzie się czas.
    Pozdrawiam.

    25 maja 2006 z 20:07 #2754
    Koroniarz
    Keymaster

    Domyślam się, że to o tej pozycji mowa: „Lublin podług ustaw medyki uważany”

    Jak podaje wydawca:

    Starannie wydana i dość charakterysyczna osiemnastowieczna publikacja. Możemy potraktować ją jak historyczną ciekawostkę, ale kiedy przyjrzymy się jej bliżej, wtedy zauważymy, że jest ona wyrazem autentycznej troski o stan sanitarny i środowisko naturalne Lublina.

    Może zechciałaby Pani dodać tę pozycję do wątku Warto przeczytać na forum Arsenału? O samym Bergonzonim w popularnych źródłach racze niewiele. Encyklopedia PWN podaje:

    BERGONZONI MICHAŁ (1748–1819), chirurg, pochodzenia wł.; od 1775 w Polsce, przyboczny lekarz Stanisława Augusta Poniatowskiego (od 1780), 1790 mianowany nacz. lekarzem wojsk kor. (przyjął obywatelstwo pol.), a później wojsk Księstwa Warsz.; utworzył pierwszy w Polsce wydział lekarski przy Komisji Wojsk., zorganizował wojsk. służbę zdrowia.

    Nieco więcej (choć wciąż niewiele) w historii wojskowej służby zdrowia

    Wojskowa Służba Zdrowia jest jedną z najstarszych służb w Wojsku Polskim, tradycja opieki medycznej w polskiej armii sięga bowiem jeszcze średniowiecza. Podstawowa struktura Wojskowej Służby Zdrowia została ustalona w XVI i XVII w, jednak punktem zwrotnym organizacji opieki zdrowotnej był wiek XVIII, kiedy to w roku 1775 decyzją Sejmu utworzono stanowisko „Generała – Sztabsmedyka”.

    Do rozwoju Wojskowej Służy Zdrowia przyczynił się dr Michał Bergonzoni, wybitny spolonizowany lekarz pochodzenia włoskiego. Ustanowił on „Dywizję Medyczną” – czyli rodzaj Kwatery Głównej Służb Medycznych, tworząc efektywne struktury służby zdrowia, łącznie ze stacjonarnymi szpitalami wojskowymi. Wybitną postacią w historii służby zdrowia był także gen. prof. Karol Kaczkowski, który pełnił funkcję Generała – Sztabsmedyka podczas Powstania Listopadowego w 1830 r i wojny polsko-rosyjskiej 1830-1831. Zorganizował on nowoczesny system pomocy medycznej z elementami segregacji poszkodowanych oraz osłony sanitarno-epidemiologicznej.

    Na nagrobku znaleźć można epitafium:

    D.O.M.
    Tu spoczywa Michał de Bergonzoni
    doktor medycyny i chirurgii
    b. proto-medyk, inspektor jeneralny służby zdrowia wojska polskiego.
    Żył lat 71.
    Umarł dnia 5 marca 1819.”
    [ur. 1748 r.]

    Nazwisko Bergonzoniego przewija się również w innych przypadkach (w Legionach Polskich we Włszech, a także w literaturze, np. Popiołach). Zastanawiam się, czy był to jego syn, czy też zachodzi tu przypadkowa zbiezność nazwisk.
    Poszperam jeszcze na półkach i wyciągnę o wojskowych medykach to i owo z innych źródeł. Co się tyczy okresu wojen napoleońskich to tak Detaille, Bielecki jak i Zamoysk są bardzo krytyczni co do organizacji wojskowej służby zdrowia. Detaille cytuje słowa Napoleona w myśl których jeśli się ma pół milionową armię, nic więcej nie trzeba (w domyśle: również medyków), wskazując zarazem, ze w taki wielkiej masie ludzi kilkanaście tysięcy medyków różnego stopnia było kroplą w morzu potrzeb (średnio w szpitalach tego okresu przebywało ok. 50.000 pacjentów). Wskazuje też na brak konsekwencji cesarza, który po samej bitwie chciałby już mieć tylu chirurgów co potrzebujacych. Bielecki w swej książce WIELKA ARMIA NAPOLEONA służbie medycznej poświęcił cały rozdział, dochodząc do tych samych co Detaille konkluzji, wskazując, że doskonali lekarze nie byli w stanie samodzielnie zastąpić wadliwej organizacji samej służby. Zamoyski w cytowanej przeze mnie co jakiś czas 1812 NAPOLEON’S FATAL MARCH ON MOSCOW jest równie surowy wskazując desperackie wysiłki lekarzy wojskowych i zupełny bezwład machiny, a i samego zamysłu cesarza. Wskazuje w sposób nader przekonujacy, że gros strat w kampanii moskiewskiej to straty, których moznaby uniknąć wysyłajac większość rannych na tyły do księstwa, a nie pozostawiajac ich swojemu losowi, lub w najlepszym przypadku w przepełnionych szpitalach jak ten w spalonym Smoleńsku. Druzgocącej krytyce poddaje też brak służb weterynaryjnych, co zaowocowało zupelnym zatraceniem koni. Jak wiemy tych strat Napoleon już nigdy nie nadrobił.

    Na koniec dodam tylko, że do obiecanego artykułu Pani doktor o medycynie wojskowej mam już miłą ilustrację z „L’Armee Francaise” Edouarda Detaille.

    27 maja 2006 z 10:30 #2759
    Maria J. Turos
    Participant

    Bergonzoni owszem miał rodzinę – czy bezpośrednio syna tu są różne przekazy – w tym jeden z Jego krewnych był adiutantem Generała Dabrowskiego i zginął w okolicach Tczewa, albo podczas szturmu na sam Tczew. Co do Detaille’a bardzo jestem ciekawa owej „pikantności” chyba nie lepszy niż Boutigny, który upodobał sobie J. D. Larreya i wymalował Go przy wszystkich „jatkach”. O Bieleckim, no cóż chyba zajmę stanowisko neutralne. A tekst „…sie pisze…” tylko mój komputer, a raczej serwer jest totalnie zdechły.
    Z ciekawych rzeczy – gdyby nie pewien medyk intelektualista to byśmy we Włoszech stracili naszego legionowego bohatera, raz Generała Dabrowskiego ocaliła książka którą sam czytał – dobre miejsce do lektury na polu bitwy – a drugi raz stał obok niego chirurg z nosem w jakimś tomiszczu, gdy mu generał zwrócił uwagę, że może by tak skończył lekturę ba ma robotę, ten owszem skończył, książkę zamknął, ale zamiast zakładki włożyl między kartki nożyk do katarakty [wykonywany z damasceńskiej stali] i oddał książkę generałowi, ten wsadził ów tom za szarfę na brzuchu – no i ocalał bo kula zatrzymała sie na owym stalowym nożyku. Nasz naukowiec nosił nazwisko Puchalski i później juz w Księstwie Warszawskim był inspektorem w III Legii i sztabschirurgiem. I jednym z pierwszych doktorów Szkoły Medycznej w Warszawie

    29 maja 2006 z 13:19 #2761
    Koroniarz
    Keymaster

    Bergonzoni owszem miał rodzinę – czy bezpośrednio syna tu są różne przekazy – w tym jeden z Jego krewnych był adiutantem Generała Dabrowskiego i zginął w okolicach Tczewa, albo podczas szturmu na sam Tczew.

    Ponieważ rzecz dotyczy medycyny, a i nazwisko jednego z Bergonzonich pada, pozwolę sobie prztoczyć cytat z „Popiołów”:

    Na wojence dalekiej…[/i]„:27jpc2p1]Około pierwszego września ocknął się wiater wschodni i z największą szybkością pognał nas ku wyspom. Ale dopiero w połowie października ujrzeli my przylądek Samana. Wkrótce wpłynęli my do zatoki Mancenilla i pod miastem Cap-Français rzucili kotwicę. Odtąd zaczęły się nasze dzieje. Już wtedy wódz zbuntowanych Murzynów, Tussen-Luwertiur, zdradą pochwycony został, odesłany do Francji i tam w jakimsi ponurym zamku żywota tęgiego dokona. W sierpniu 1802 roku rozeszła się po uciszone j wyspie szeptana wieść o zaprowadzeniu pomiędzy Murzynami niewoli. Takie postanowienie francuskiego rządu wzbudziło powszechną zgrozę i stało się hasłem rokoszu. W górach San-Domingo stanie na czele Kreolów Murzyn Lamur de Rans, w Walier wzbudzi bunt San-Susi, w Dondon Noël, w Plesans – Sylla, w okolicach Port diu Pe – Makaja. Istotnym przecież wszystkich wodzem był Karol Beler, a tego siedliskiem były góry Kaho. Prawie cała ludność murzyńska na wyspie złączyła się z Mulatami i chwyciła za broń. Kapitan jeneralny Leklerk, podszczuwany przez naczelników murzyńskich, co jeszcze w służbie pozostali, takich jak Dessalin, ten sam, co się potem za cesarza wyspy Haity pono ogłosił – postanowił szerzyć wśród nieprzyjaciela postrach morderstwami. Pastwiono się na jeńcach wojennych. Wyszła taka zasada, że każdy jeniec wojenny ma skonać wśród tortur. Murzyn złapany z bronią w ręku, a nawet i bez broni, ale w .polu, wszystko jedno: winny czy niewinny, śmiercią konał. Przeciwna strona czyniła to samo. Nowy to dla nas był sposób prowadzenia wojny. Okropne choroby trupami zaściełały pole, a nade wszystko straszliwa „ciotucha” – żółta febra. Dziwna to była słabość. Jednych zabijała na miejscu, jak piorun, bez żadnych poprzednich oznak, a dla innych była długim, bezlitosnym konaniem. Tak to nagle, pamiętam, umarł nasz podporucznik Bergonzoni na pokładzie fregaty. Pewnego poranka, o samym świtaniu, wszedł był do kajuty kapitańskiej, w której przebywał szef Małachowski. Gdy go ten spytał, czego by żądał, Bergonzoni, jako że był służbista, wyprostował się i oświadczył, jako przybywa oświadczyć, że umiera. Wziął go szef pocieszać i uspokajać. Nic nie rzekł i wyszedł na pokład. Tam postąpił kilka kroków naprzód, padł i skonał. Włożyli go w wór, kulę wielkiego kalibru uwiązali przy nogach – i w morze. Inaczej było z przewlekłą chorobą. Żołnierz czuł w marszu jakoby cios od kuli. Nieraz przysięgały się stare wiarusy, że ich kula przebiła, gdy naokół było cicho, a nieprzyjaciela nigdzie. Zaraz następowało wielkie osłabienie, dochodzące aż do omdleń. Ręce i nogi przeszywał ból, jakby były połamane. Trzęsące zimno. Wszczynał się wielki trzask w czole, potem we wszystkich stawach i w krzyżu. Nieszczęśliwi słyszeli uderzenia pulsu w skroniach, oczy im wysadzało na wierzch i przemieniało w słup. Straszliwa bojaźń i wielka, niezgruntowana tęsknota nie daje pono spocząć biednej myśli. Nigdzie ulgi. Dech pędzi, jakoby ci Murzyn piersi zgniótł kolanami. Już po upływie dnia twarz nabrzmiewa i zaczyna czerwienić się jak u człowieka mocno spitego winem. Myśli okropne hulają, a sen za oceany ucieka. Wnet skóra żółknie, a białka oczu staną się jak szafran. Na trzeci dzień zwidzi się choremu, że już przeszło, już lepiej. Duch mężniejszy, oddech wolniejszy. Ale oto zacznie ustami, nosem, uszami, a nieraz wprost ze skóry na szyi, na policzkach ciec wolno krew rzadka, czerwonoruda. Nogi zimne jak marmur, oczy ze szkła. Pot zimny, czarne womity, gangrena rąk i nóg – i wreszcie już upragniona śmierć. Ilu to ja tam kamratów wypatrzył w onych pochodach! Ile ja cierpień ich, zwierzeń, spowiedzi wziął na barki! Och, a tamten okręt…

    Ponieważ rzuciłem jednak jakiś czas temu propozycję rekonstrukcji szpitala polowego w ramach stowarzyszenia, pozwoli Pani, że zapytam czy nie byłaby Pani zainteresowana pociągnięcia swoim przykładem innych? Są już jednostki piechoty, kawalerii, artylerii, a nawet taborów. Może czas na jednostkę medyczną? Jestem przekonany, że chociażby już wiele spośród koleżanek, które w tej chwili są markietankami z radością przywitałoby tę inicjatywę. Osobiście widzę również potrzebę wprowadzenia powszechnego szkolenia z zakresu pierwszej pomocy. Jakkolwiek we wszystkich właściwie przypadkach organizatorzy zapewniają obecność pogotowia (co wynika z ustawy o imprezach masowych), to przy posługiwaniu się taką wielością broni białej i palnej , czy środków pirotechnicznych, jak coraz częściej ma to miejsce, umiejętność udzielenia pierwszej pomocy przez każdego z uczestników wydaje się mieć zupelnie zasadnicze znaczenie. Możnaby więc połączyć pasję, z przedsięwzieciem nader użytecznym. W tym kontekście chciałbym również przypomnieć dyskusję na temat zasad bezpieczeństwa w wątku „Regulamin bezpieczeństwa”.

    30 maja 2006 z 11:12 #2763
    Brykiet
    Participant

    O to, to, dość już żołnerzyków i strzelających karabinów, niech żyja nam służby tyłowe!!
    (chyba przecholowałem, przepraszam wszystkich wiarusów)

    A tak serio – popieram pomysł rekonstrukcji medyczno-szpitalnej. Znam takie obrazki z rekonstrukcji wojny secesyjnej i robi to ogromne wrażenie.
    Choć niewiem czy publiczność zniosła by widok prawdziwego lazaretu z epoki…
    Co do wspomnianego Dąbrowskiego: życie utratowała mu Wojna trzydziestoletnia Schillera, którą otrzymał od kogoś (nazisko mi wyleciało) który miał ją od samego autora. Ksiązeczkę schował do wewnętrznej kieszeni munduru, a działo sie to wszystko pod Novi… Jeśli coś pokręciłem przepraszam -piszę z pamięci

    30 maja 2006 z 13:09 #2764
    Koroniarz
    Keymaster

    Na ten między innymi temat pisał swojego czasu Szwoleżer. Tego rodzaju jednostki są obecne nie tylko za oceanem. Powyższe (nieco makabryczne zdjęcie) pochodzi z Detling w Wielkiej Brytanii. Jednostkę sanitarną z okresu napoleońskiego widziałem nie dalej jak w ubiegłym roku pod Lipskiem. Mieli dość szczególne oporządzenie i bardzo ciekawie skonstruowane nosze, składające się z paru, składanych na polu bitwy elementów. Pod Austerlitz funcjonował szpital polowy. Mieli nawet manekina, któremu amputowano nogę. Nic tylko robić to u nas.

    30 maja 2006 z 14:19 #2766
    szwoleżer
    Participant

    czołem!
    A na zdjęciu jest chirurg z okresu wojny secesyjnej.
    Specjalnie jeździł swym wózkiem obok straganów z jedzeniem i dość skutecznie odstraszał amatorów hamburgerów!!!
    Musiał też włożyć pod spód jakięś mięso bo był upał i zaczynał się roznosić lekki fetorek z wózka.
    Pozdrawiam

    30 maja 2006 z 14:46 #2767
    Maria J. Turos
    Participant

    Wiadomo kto tak jeździ po Europie [Boulogne, Austerlitz, Golfe Juan] Gaston Lerroux – Lenci z Ajaccio, który ma cały „skład” konceptów jak to wyglądało tylko nie mogę mu wytłumaczyć, że pewnych narzędzi jeszcze nie używano. Byłam na takiej „gierce” w Paryżu – uświetniała kongres anestezjologiczny – lącznie z farbą do paintballu, po której ktoś mi powiedział, że wyglądam dostojniej niz w todze [byłam świeżo po doktoracie].
    Cieszę się, że pomysł chwycił, mam rzemieślnika, który zrekonstruuje mi część narzędzi, sama też coś sobie dorabiam. Zobaczymy co „wyjdzie” w Raszynie – chciałabym coś powiedzieć jak to było, pokazać plansze z jednej z najstarszych encyklopedii. Czy są chętni? A poza tym – kto mi sie twarzowo „wyłoży” – może być jakaś mała inscenizacja.

    7 czerwca 2006 z 10:14 #2791
    Maria J. Turos
    Participant

    No cóż. Mundury były typu akademickiego – czyli takie jak mam ja. We Francji był dość ścisły podział na tych lepszych – Gwardia nosiła się na zielono – i tych gorszych czyli liniowych – ciemnogranatowe z amarantowymi wyłogami dla chirurgów, czarnymi dla lekarzy ogólnych i ciemnozielonymi dla farmacji. Lekarze hmmmm…”naukowcy” a raczej dbający o własną skórę czyli administracja – nosili ciemnoniebieskie ze złotym haftem. Sanitariusze – zwani wówczas brankardierami nosili brązowe kurtki z czerwonym wyszyciem – a przekazy historyczne pokazują, iż było jak „…Bog zdarzył…” [obraz Grossa – „Napoleon pod Iławą Pruską” gdzie Francois Percy opatrujący grenadiera klęczy w pelerynie jakiegoś generała, dobre i to, bo J.D. Larrey na innej rycinie z tej samej rzezi stoi przed cesarzem w czymś a la kożuch do chlewika – no ale było – 14 stopni mrozu]
    Oznaczeń żadych nie było – sporadycznie np. w korpusie marszałka Davout lazaret oznaczano chorągiewką [to później przejął Kaczkowski w czasie Powstania Listopadowego]
    i z owym brakiem wojował bez skutku J.D. Larrey [korespondencji do P. Daru raczej nie wypada cytować z racji słownictwo np. po głodzie w lazaretach pod Iławą najsubtelniesze określenie pana intendenta to „…ten obesrany poeta…”.
    Fartuchy owszem były – ale na jak długo to wystarczało???.
    Generalnie – lekarz szedł tak jak stał [a warto wiedzieć ze jakaś ćma biurowa wypisała iz na pierwszą linię bierze się „…mantelzak lekko oporządzony…” to z „Urządzenia szpitalów…” w Księstwie Warszawskim – czyli bez ubrania na zmianę].
    Boję się, że z korespondencji „wykroi się” referat – proszę podsunąc taki pomysł i chętnie go zrealizuję.
    Pozdrowienia.
    Maria J. Turos

    [ Dodano: 2006-06-07, 11:33 ]
    Mały dodatek, ale nie wiedziałam, że to siedzi w moim laptopie

    [ Dodano: 2006-06-07, 11:35 ]
    Jakość koszmarna, ale skanowałam pocztówkę więc nie ma się czemu dziwić. Czy Kolega ma jeszcze na coś ochotę.

    Załączniki:
    9 czerwca 2006 z 01:04 #2807
    Koroniarz
    Keymaster

    Boję się, że z korespondencji „wykroi się” referat – proszę podsunąc taki pomysł i chętnie go zrealizuję.

    Zdecydowanie taki pomysł podsuwamy (zwlaszcza po lekturze „Raszyn 1809 – powieściowy, malarski i prawdziwy: czyli historyk medycyny czyta książkę.”), a jako dodatkową ilustrację korespondencji zamieszczam wspomniany obraz Grossa
    Nawiasem rzecz biorąc wybrałem obraz Bitwa pod Raszynem Suchodolskiego jako tło strony stowarzyszenia. Jeśli spojrzeć na prawo od ramki forum zobaczyć można namiot medyka (choć na monitorach o mniejszej rozdzielczości może się nie mieścić.

    9 czerwca 2006 z 10:49 #2811
    szwoleżer
    Participant

    Czołem!
    Wielkie brawa za wspaniały i ciekawy artykuł!!!
    Czy posiada Pani więcej informacji o lekarzu Przybylskim, gdzie i kiedy się urodził etc.?
    Pozdrawiam serdecznie!
    P.S.
    Dziekuję za „pomoc medyczną” podczas bitwy kiedym padł od kuli przy sztabie JKM Ministra Wojny! 😉

Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.