Markietanka

  • 22 listopada 2009 z 02:41 #7340
    małgosia d.
    Participant

    Witam!

    Jestem markietanką 7 pułku Lansjerów Legii Nadwiślańskiej 🙂

    Szukam wszelkich rysunków, obrazów, tekstów źródłowych i informacji, które przybliżają postaci markietanek.

    Dziękuję za każdą pomoc i wskazówki, pozdrawiam-

    Małgosia

    23 listopada 2009 z 16:08 #7351
    senator
    Participant

    Mam takie coś.
    Pozdrawiam

    23 listopada 2009 z 16:36 #7352
    25 listopada 2009 z 18:42 #7413
    senator
    Participant

    W pisz w google Markietanki w Powstaniu Listopadowym Jak świat światem kobiety …

    25 listopada 2009 z 19:05 #7415
    Hahn
    Participant

    Rycina Beyera z markietanką:

    Inny obrazek o podobnym temacie;

    3 grudnia 2009 z 02:30 #7595
    małgosia d.
    Participant

    Dziękuję bardzo za podrzucone materiały i wskazówki 🙂 Czasem będę się przypominać. A może jest ktoś chętny napisać parę słów o markietankach, z jakimi miał/ ma na rekonstrukcjach/ w grupie do czynienia? Znam tak naprawdę tylko jedną, jestem ciekawa, czy we wszystkich grupach wygląda to podobnie, jeśli chodzi o zajęcia i role markietanek, choć zapewne to zależy od markietanki, na ile dziewczyny czują się zżyte z oddziałem i tym podobne. Czekam na Wasze wypowiedzi, pozdrawiam!

    4 grudnia 2009 z 13:12 #7636
    senator
    Participant

    może się przyda

    4 grudnia 2009 z 17:06 #7647
    Hahn
    Participant

    Eleazar Blaze poświęcił markietankom jeden z rozdziałów swojej książki. Naprędce przełożyłem, mogłem gdzieś się pomylić, za co z góry przepraszam.

    „Kantyniarki.

    To było świetne zajęcie, być kantyniarką. Damy te zwykle zaczynały od podążania za żołnierzem, który natchnął je do tego jakimiś czułymi uczuciami. Z początku było je widać podążające pieszo z baryłką brandy przewieszona przez ramię. Tydzień później już wygodnie siedzącą na ZNALEZIONYM koniu. Z prawej, lewej, z tyłu, z przodu baryłki, kiełbaski bolońskie, ser. Sprytnie zamocowane, jedno drugie utrzymujące wszystko w równowadze. Nie bywało, by miesiąc się nie skończył bez wozu zaprzężonego
    w dwa koniki, zapełnionego towarem wszelkiego rodzaju, co świadczyło o powodzeniu przedsięwzięcia. Często się zdarzało, że gromady Kozaków plądrowały majątek tych dam, gdy podróżowały one w ogonie armii. Zaczynały wtedy od nowa i szybko wszystko bylo jak przedtem. Oficer nie mógł im wyświadczyć większej przyjemności, jak
    pożyczając od nich pienędzy. perspektywa posiadania kilku niewypłacalnych dłużników, była łatwiejsza do strawienia, niż rabunku ich pieniędzy przez Kozaków czy bandy
    zbójeckie które często zabierały im ich pieniądze. Byli to złodzieje okradający inych złodziei, rzecz często na tym świecie widziana.
    W obozie namiot kantynierki służył jako kompanijna świetlica, kawiarnia, główne miejsce spotkań. Ludzie grali tam, pili, palili. Co innego ma się do roboty w obozie, gdy za cały majątek ma się porte-manteau wielkości kiełbasy i – zatem – brak książek? Pierwszego dnia po przybyciu zostałem zabrany do do namiotu kantynierki a tam zastałem trzydziestu oficerów gotowych do gry w lotos. Jakkolwiek gra ta nie jest bardzo trudną i jakkolwiek nie wymaga wielkiego zaanagażowania umysłowego by śledzić jej sprytne kombinacje, byłem ignorantem w sposobie wywoływania numerów…..
    Kantynierki świadczyły wielkie usługi dla wojska, jednocześnie budując swe własne fortuny. Były użyteczne w licznych okolicznościach. Kobiety te, przepełnione niezwykłą energią były niezmęczone. Znosiły upały, zimno, deszcz i sniegi z wprawą starych grenadierów, były wszędzie, gdzie było to konieczne by zabezpieczyć dobra niezbędne dla ich rzemiosła. Ci, którym nigdy nie zabrakło czegoś do życia niezbędnego, nie mogą sobie nawet wyobrazić jak ważna jest w pewnych momentach butelka wina czy szklanka brandy.
    Wprawna kantynierka zawsze miała małą rezerwę dla oficerów, trzymając ją na wielkie okazje, które zdwajały ważność ich służby. W rzeczywistości, co to za uczucie: będąc samotnym w przeoranym wojną kraju, przemokniętym do szczętu i oczekującym już tylko pójścia spać bez kolacji, znaleźć w pobliżu ciepło ognia, plaster szynki lub puchar grzanego wina, bądź to wszystko na raz!
    Czasem kosztowalo to naprawdę drogo, lecz pieniądze są warte tylko tyle by moc dostać to czego się pożąda. Gdy już nie można wymienić swojego grosiwa za chleb, złoto
    jest mniej warte od żelaza. W czasie kampanii rosyjskiej, żołnierze mijali porzucone przy drodze wozy ze skarbcem nie tykając ni jednego grosza, gdyż w okolicy nie było
    żadnego piekarza. Wielce na tym świecie chleb znaczy, zaś żołądka który czasem go żada, trzeba słuchać. Dopiero gdy to zaspokoisz, możesz myśleć o innych namiętnościach.
    Wiele kantynierek było dzielnych niczym starzy grenadierzy. Ta z mojej kompanii, Teresa, nosiła brandy żołnierzom wśród roju pocisków i granatow. Była dwakroć raniona. Nie wierzę, że to chęć zysku gnała ją w oblicze niebezpieczeństwa, było to szlachetniejsze uczucie. W dniach bitew nie żądała pieniędzy. W jej sporach z innymi kobietami Teresa wygrywała zarzucając im, że nie są tak śmiałe jak ona. Przy tych wszystkich wzniosłych uczuciach, pani Fromageot była okropnie niepiękna….
    Było miłym widzieć te damy ubrane w suknie z aksamitu i satyny „znalezione” przez żołnierzy i następnie sprzedane im za parę szklaneczek brandy. Reszta stroju bywała
    rozmaita, uzupełniając w nieco groteskowy sposób kreację, na przykład butami do konnej jazdy lub furażerką. teraz sobie wyobraźcie nieco piersistą kobietę ubraną w taki
    sposób, siedzącą na obwieszonym koszykami koniu a będziecie mieli mniej więcej wyobrażenie, jak się one wszystkie prezentowały.
    Damy te, bywało, rodziły przy drodze, gdzieś pod drzewem, dalej niedługo ruszając w swą drogę. Przy tym matka i dziecko były w dobrym zdrowiu. nigdy nie dostawały waporów ani ataków nerwowych i nie potrzebowały leczyć jęczmiennym słodem ni herbatą wewnętrznego ognia wywoływanego przez trunki. Na tej diecie cieszyły się żelaznym zdrowiem. Ciekaw byłbym zdania paryskich lekarzy na ten temat.
    W miastach zgoła nie troszczyliśmy sie o kantynierki. Zostawiano je w koszarach gdzie żyły wraz z żołnierzami. Gdy się je spotykało na ulicy, nie poświęcało się im spojrzenia. Lecz w obozie, wszystko sie zmieniało. Najbrzydsza z nich stawała się niemal pięknością. Głód, jak mówią, jest najlepszym kucharzem.
    ……
    Mieliśmy w armii kantynierki, które dzięki swej odwadze i talentom mężów doszły do wielkich rzeczy. Niektórą potem nazywano Panią Baronową, inną Panią generałową, jedna nawet, obudziwszy sie pewnego miłego poranka okazała się być Panią Księżną. Znałem takie, które później nudziły się setnie wśród splendorów i tęskniły za życiem jakie wiodły wcześniej. Znałem i inne, które, w pięknych powozach zaprzężonych w czwórkę koni,uważały za bardzo niesłuszne, że ich przyszła pomyślność zostala spowolniona przez nowe debiutantki usadzone na hardych koniach między dwiema baryłkami. Zapomniały już jak dla ich samych przykrym był widok takich powozów. Pewnego wieczora, w Fontainebleau, aktorzy grali „Wesele figara” w obecności Cesarza. Gdy opadła kurtyna, marszałek Lannes wykrzyknął:
    ” Jak sobie pomyśl,e że kiedyś zachwycałem się i ekscytowałem tą komedią! Teraz nie widzę w niej niczego zabawnego!”
    „A to dlatego”, odpowiedział Napoleon, ” że wtedy siedziałeś na ostatnich miejscach, a teraz siedzisz w loży.”
    ………….. „

    4 grudnia 2009 z 17:16 #7648
    małgosia d.
    Participant

    Wielkie dzięki Hahne! 🙂
    Z ciekawości- kim był ten Blaze? Gdzie służył? Chciałabym jakby umiejscowić dokładniej w czasie te wspominki 🙂
    No i gdzie można znaleźć jego pamiętnik…? Rozumiem, że nie ma polskiego tłumaczenia, skoro piszesz, że przełożyłeś tekst…?

    4 grudnia 2009 z 17:27 #7649
    Hahn
    Participant

    „Recollections of an Officer of Napoleon’s Army ” Captain Elzear Blaze

    W linii jako oficer w latach 1807-1814. Doszedł do stopnia kapitana. Urodzony w 1788 w Cavaillon, zmarł w 1848 w Paryżu. Służył od młodości zaczynając jako velite w Fointainebleau. Po Restauracji pozostał w wojsku odchodząc na emeryturę nadal w stopniu kapitana. Nie wiem w jakich jednostkach służył, jednak na pewno nie brak tu ludzi, którzy to wiedzą.

    I prosię bardzo ;D

    5 grudnia 2009 z 22:51 #7684
    Hahn
    Participant

    To naści jeszcze obrazek Geisslera, przedstawiający naszą niezwyciężoną w ostatecznym rachunku Królewsko-Pruską Armię pędzoną w niewolę przez Francuzów.

    6 grudnia 2009 z 00:33 #7685
    małgosia d.
    Participant

    Ciekawe, a i kolorowe 😉

    17 stycznia 2010 z 20:08 #7941
    Horhe
    Participant

    do tematu dorzucam wizerunki dwóch markietanek

    12 lutego 2010 z 15:17 #8066
    Koroniarz
    Keymaster

    Małgosiu! Monika założyła osobny blog na temat markietanek: http://www.markietanka.blogspot.com/%5B/url%5D
    Pozdrawiam!

    23 stycznia 2011 z 15:07 #9020
    Anula
    Participant

    Witam serdecznie wszystkich forumowiczów – rekonstruktorów. Jest to mój pierwszy temat na tym forum więc mam nadzieję, że drodzy koledzy i koleżanki po fachu będą nieraz mi pomagać oraz instruować kiedy popełnię jakieś faux pas. :haha: A więc od niedawna jestem markietanką 7 Pułku Piechoty XW z Gdańska, jak dotąd na razie brałam udział w dwóch bataliach (Nysa, Koźle). Zamierzam także szyć sobie niedługo nowe stroje i tu potrzebuję pomocy forumowiczów. Jedna z naszych pułkowych koleżanek Sabina (również markietanka) posiada bardzo piękny strój i obawiam się, że jedyny w swoim rodzaju :pudency: Ów strój zrobił na mnie niemałe wrażenie w związku z czym postanowiłam sobie uszyć podobny. Jednak pojawia się problem – elementy tej sukni są ciężko trudne do zdobycia (zwłaszcza gorset) o czym przekonałam się przeszukując wszystkie możliwe sklepy w moim mieście oraz w Opolu. Postaram się także wkleić zdjęcie tejże sukni aby każdy wiedział o co chodzi :mmm: Jeżeli ktoś by orientował sie gdzie takie cuda znaleźć bądź szukać proszę pisać na forum, lub na moje gg.

Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.