Bitwa pod Saragossą 1808r.

  • 16 stycznia 2010 z 01:23 #7918
    Zenobi
    Participant

    Dobrze, że ktoś się zgłosił do tłumaczenia, bo ja bym nie podołał. Co zaś się tyczy meritum sprawy, to nie bardzo mogę się zgodzić z tezą o fałszywości pochodzenia fragmentu, o którym mowa („Saragossa w roku 1809”). Tekst został opublikowany po raz pierwszy w „Bibliotece Warszawskiej” z inicjatywy J. I. Kraszewskiego, który zbierał różne wspomnienia z dawnych czasów. Tekst oczywiście jest anonimowy, ale analizując jego treść, a zwłaszcza fragment, w którym autor opisuje swój pobyt w szpitalu, po konfrontacji z pamiętnikiem J. Mrozińskiego, wyszło mi, że autorem może być Adam Surmacki. Zacząłem szukać informacji na temat spuścizny po Kraszewskim i znalazłem spis rękopisów znajdujących sie w jego zbiorach. Jeden z tekstów zwracał uwagę tytułem: „Wspomnienia z Hiszpanii” sygnowane inicjałami A. S. Zbieg okoliczności? Może tak, … a może nie? Oczywiście w.w. fragment jest trochę chaotyczny, a tytuł jest zupełnie nieadekwatny do treści, bo dotyczy ona roku 1808! Są jednak fragmenty brzmiące tak autentycznie, że trudno sobie wyobrazić, by mogły być rosyjską mistyfikacją (zdarzenie z doktorem Guliczem, transport rannych do Francji). Co do wspomnianego chaosu, to przecież często się zdarzał we wspomnieniach po latach. Wystarczy spojrzeć na pamiętnik W. Płaczkowskiego, gdzie wszystko jest pomieszane, jak groch z kapustą, ale przecież nikt nie sądzi, że napisał to ktoś, kto nie miał pojecia, o czym pisze. ( Z tym oczywiście zastrzeżeniem, że pamiętnik Płaczkowskiego spisany został na podstawie jego opowiadań.
    Jeżeli, Koroniarzu nie masz nic przeciwko temu, to chciałbym ten wątek przenieść na moje „macierzyste” Forum na Gery.Napoleon, bo temat jest wart przedyskutowania na spokojnie, bo teraz trochę się spieszę i piszę po łebkach.
    Pozdrawiam!

    16 stycznia 2010 z 03:03 #7919
    Koroniarz
    Keymaster

    To pociągnij sprawę równolegle, bo przykro by było, jakby ciekawe rozmowy miały się toczyć tylko u Was (przy całym szacunku dla szanownego grona Koleżanek i Kolegów).

    Pozdrawiam!
    :bye:

    16 stycznia 2010 z 20:41 #7923
    Zenobi
    Participant

    Małe sprostowanie, bo pisałem szybko i z pamięci, a pamięć juz nie ta…
    Rzeczone źródło nosi tytuł „Gawędy żołnierza. Przypomnienia z życia autora od 1806 do 1810 przez A. S.”

    17 stycznia 2010 z 19:08 #7938
    Zenobi
    Participant

    Wróciłem do wyżej wzmiankowanego pamiętnika i widzę, że argumenty autora sensacji o sfabrykowaniu go przez ochranę nie mają podstaw.

    Przykładowo: Madonna del Pilar ukazana jest jako obraz, podczas gdy jest to rzeźba, o czym wiedziałby każdy, kto byłby w Saragossie nawet przejazdem.

    I co czytamy w źródle?
    „Jest to obszerny konwent, wewnątrz którego wzniesiona jest kaplica, mieszcząca w sobie leżącego Jezusa Chrystusa w naturalnej wielkości ze srebra lanego, nad którego głową stoi na dwie łokcie wysokiej kolumnie jednołokciowa statua Panny Maryi z dzieciątkiem Jezus na reku ze złota lana, a to wszystko na skale umieszczonej w ścianie tej kaplicy jest urządzone.”
    Tak więc wcześniejsze „posunął się na plac kościoła cudownego obrazu Matki Boskiej del Pilar” to zwykłe lapsus calami.
    Wobec tego chętnie poznałbym inne argumenty szanownego prelegenta

    Lista zarzutów jest długa

    Ciekawe też, czy była jakaś dyskusja.
    Pozdrawiam!

    18 stycznia 2010 z 11:08 #7946
    Koroniarz
    Keymaster

    Wobec tego chętnie poznałbym inne argumenty szanownego prelegenta

    Prelegentki 🙂 Jeśli Damian spisze tłumaczenie, będzie można kwestię dalej pociągnąć. Z pamięci dodam, że były odniesienia do innych pamiętników, w których była mowa, o tym, że po ucieczce zakonnic kobiety z pomieszanymi zmysłami rozproszyły się po konwencie najdziwniej poubierane. Dodatkowo podnoszona była zupełna niezgodność dat. Na zakończenie było odniesienie do podobnego zarzutu względem szwoleżerów, którzy jakoby mieli się dopuścić zbezczeszczenia kościoła w Lermie.

    Pozwolę sobie posłużyć się cytatem z Załuskiego („Wspomnienia o pułku lekkokonnym polskim gwardyi Napoleona I” Wydanie Biblioteki Polskiej w Krakowie, 1865, str 22, 37, 87), celem przypomnienia o co dokładnie chodziło w tej drugiej sprawie:

    Później, napotkaliśmy w kalendarzu krakowskim p. Józefa Czecha na r. 1856 powieść, niby starego majora, zresztą z niepospolitym talentem napisaną, jakoby tenże weteran opowiadał, dla zbudowania młodych słuchaczy przygodę bitwy pod Somo-sierrą, na przykład i naukę, jak to bezbożność w wojnie karaną bywa; a zatem powieść ta ma za przedmiot brak religii w pułku gwardyi polskiej. Autor wystawia nietylko rabunek miasta Lermy przez wojsko francuskie, ale rabunek kościoła katolickiego przez szwoleżerów polskich gwardyi, co więcej, przez oficera Polaka! Następuje zanotowanie sobie przez opowiadającego nazwisk wszystkich tych bezbożników; aż wkrótce pokazało się, że ci co polegli pod Somo-sierrą, w liczbie pięciudziesiąt siedmiu, byli ci sami, których nazwiska ów weteran, wówczas wachmistrz starszy w szwoleżerach gwardyi, naznaczył był sobie krzyżykami!!… Niema potrzeby zajmować czytelników poszczególnym rozbiorem i zbijaniem tej powieści; żyje nas, między innymi trzech kolegów z pod Somo-sierry w Galicyi; prócz mnie piszącego, pułkownicy Piotr Krasiński i Gabryel Siemoński, a czwarty kolega, pułkownik Jędrzej Niegolewski w poznańskiem. Pytałem się tych wszystkich, czy wiedzą co o rabunku miasta Lermy w pochodzie od Burgos pod Somo-sierrę, a mianowicie o rabunku tamecznego kościoła przez gwardyą polską,—albowiem ja, który przez dni kilka bawiłem w Lermie, i co wiele szczegółów tamecznych pamiętam, nic podobnego ani widziałem, ani przypuścić mogę. Koledzy. odpowiedzieli mi wszyscy mniej więcej z oburzeniem, a najmocniej Niegolewski: ta cała powieść jest nam niezrozumiałą, bo w jednych miejscach ukazuje ślady, jakoby opowiadacz miał jakie takie wyobrażenie o kraju hiszpańskim i o składzie pułku gwardyi polskiej; w innych zaś miejscach, objawia najzupełniejszą niewiadomość, i sam z sobą jest częstokroć w sprzeczności, jako to: Pan major popisywał się pod Rioseco i wytrzepawszy tam porządnie Hiszpanów, jak się wyraża, wszedł z tryumfem do Madrytu . . . zapomina więc pan major, że szwadron Wincentego Radzimińskiego, co walczył 14 lipca pod Rioseco, nie był w Madrycie wcale, aż dopiero po zajęciu tej stolicy przez Napoleona w grudniu. Zapomina równie, że szwadrony co wkroczyły do Madrytu na wiosnę jeszcze z Muratem, pod dowództwem samego pułkownika Wincentego Krasińskiego, i szefów szwadronu Tomasza Eubieńskiego i Jana Kozietulskiego, wyszły z Madrytu także właśnie tego samego dnia 14 lipca, którego Radzimiński walczył pod Rioseco; szwadrony te szły w pomoc marszałkowi Bessieres i złączyły się z nim pod Rioseco, ale już po bitwie; zapomniał więc opowiadacz, że cały oddział gwardyi polskiej, jaki był w Madrycie, opuścił to miasto, nie doczekawszy się mizernego wejścia króla Józefa do nie swojej stolicy, ani sromotnej jego z niej ucieczki. — To znowu opowiadacz robi Kozietulskiego swoim rotmistrzem; ten każe mu ludzi wołać do apelu; jakiś adjutant cesarski daje Kozietulskiemu rozkaz mon capitaine! faites charger ces coquins la. . . same szczegóły mylne. Kozietulski nigdy nie był w naszym pułku rotmistrzem czyli kapitanem; żaden wacmnistrz szef czyli wachmistrz starszy, nie czytał przed nim apelu;. . . Kozietulski był szefem szwadronu, t. j. miał rangę pułkownika; żaden adjutant cesarski nie byłby się ważył przemówić do niego, inaczej jak: mon colonel! — bo marszałkowie, sam Napoleon nawet, dawali szefom szwadronu i batalionu gwardyi tytuł pułkowników. Kozietulski był dowódzcą drugiego szwadronu, składającego się z2giej kompanii kapitana Jerzmanowskiego, i 6tej kapitana Radzimińskiego, które to dwie kompanie, były się już dawno przed Somo-sierrą połączyły, to jest: oddziały z Madrytu i z pod Rioseco; bo cały pułk czyli wszystkie ośm kompanij, i te co były już dawniej w Hiszpanii, i te co nadciągnęły z Polski, były się zeszły między Pancorbo i Briwieską, i stały obozem podzielone na dwa regimenta. każdy o czterech szwadronach bojowych; Iszy regiment pod pułkownikiem Krasińskim stał pod Santa Maria de Cobo, lIgi pod majorem Dautancourt przy Briwiesce. — Kozietulski pod Somo-sierrą nie nacierał ze swoim 2gim szwadronem, ale z 3cim składającym się z kompanij: kapitana Dziewanowskiego i 7ej kapitana Piotra Krasińskiego; — szefem szwadronu 3go, był Ignacy Stokowski; ten nie był jeszcze osobiście zdążył do Hiszpanii, i dla tego adjutant major kapitan Duvivier, — jak to dobrze pamiętam, — o brzasku dnia pod Bocequillas, komenderował na służbę z kolei szefa szwadronu Kozietulskiego; i tym to sposobem. ten znakomity oficer prowadził do boju 3ci szwadron. — Jeszcze jednę, a to grubą militarną pomyłkę popełnił opowiadacz pan major mówiąc: „Ztem wszystkiem, gdyby Hiszpanie byli choć jeden zasiek zrobili na gościeńcu, i djabły nic by nie wskórali.” Najpierwej niech daruje pan major, ale to wyraz niereligijny, a powtóre, myli się, bo był zasiek, czyli raczej rów przez gościeniec przekopany; i właśnie póty Napoleon jazdy nie wysłał, póki piechota rowu tego chrustem i kamieniami nie zasypała.

    To są szczegóły, może mało czytelnika obchodzące, ale dające poznać: że nie każdemu wolno bawić się powieścią z czasów tak bliskich, gdzie jeszcze uczestnicy czynu opowiadanego żyją, a które są tak ważne dla imienia polskiego. Podobne sceny: rabunku, mordów bezowocnych i bezbożności, może niestety! godzi się wydobywać z zapadłych pamiątek Lisowczyków. ale nie z szeregów gwardyi Napoleona, której reprezentanci czuwają jeszcze nad jej sławą, lubo rozproszeni po szerokim kraju, który ich za szlachetniejszem przeznaczeniem powołał z ojczystych progów do boju. Z jakiego czasu i opowiadacza pochodzi ta krzywdząca nasz pułk i pamięć bohaterów Somo-sierry anegdota, okazuje najlepiej włożona w usta Kozietulskiemu komenda: En avant marche, marche! Ten rodzaj komendy podwójnego marszu, nie istniał w regulaminie francuskim, ani w piechocie, tem mniej w jeździe: pierwszy raz taką komendę usłyszeliśmy z chrapliwych ust w. księcia Konstantego.

    Jakkolwiek bolesno nam jest czytać tę potwarz, rozpowszechnioną przez kalendarz krakowski, stósujemy się do zdania kolegi Niegolewskiego, że ta plotka nie zasługuje na odpowiedź i opuszczamy ją, gotowi każdego czasu podnieść rękawicę w obronie moralności i religijności naszego pułku, gdyby tego zdarzyła się potrzeba. (…) Dalekie są od nas przykłady, jakie nam autor Obrazów starodawnych przedstawia, ale z nich nie można się czego innego nauczyć, jak tylko czego unikać potrzeba, to jest: zbytków, niekarności, zarozumiałości… Owo zgoła, dobry żołnierz powinien być śmiały. zawsze gotowy na śmierć, niezmordowany, wytrwały, trzeźwy, na głód wytrzymały, bezżenny … a co więcej cnotliwy, nie samolub, nie chciwy żołdu i zdobyczy, jeżeli można religijny .. . Mech daruje autor powieści w kalendarzu krakowskim o wąwozie Somo-sierry; ktokolwiek on jest, ja mu odpowiem: że gdyby trzeci szwadron szwoleżerów gwardyi był zrabował kościół w Lermie, tak jak on to opisał, nie byłby zdobył 16 armat i wąwozu. (…) Wkrótce po bitwie burgoskiej, powziął cesarz zamiar opuszczenia swoją osobą głównego traktu na Valladolid i Segovię, a puścić się poboczną drogą na Lermę, Arandę, Somo-sierrę prosto do Madrytu. W tym kierunku nasz pułk wysłany był do Lermy, jednakże o ile pamiętam, oddziałami, nie razem. Żeby miasto Lerma miało być zrabowane, a zwłaszcza przez naszych szwoleżerów, jak to czytałem w kalendarzu krakowskim na r. 1856, na co odpisałem w I oddziale wspomnień moich pułkowych, — tego wcale nie pamiętam; przeciwnie, przypominam sobie, żeśmy wkroczyli pierwsi do miasta Lermy, i zastali takowe niemal zupełnie puste; ja sam, widząc w środku rynku ratusz okazały a bezludny, wstąpiłem do sali radnej, a zastawszy tam księgę sesyonalną rozłożoną, wpisałem wiersz, nie Polakowi przyzwoity: „Parcere subjectis et debellare superbos”, ale ten szczegół tu zamieszczam dla pamiątki, jakie to było usposobienie naszej młodzieży dla Napoleona, jedynie z nadziei i zaufania w nim pochodzące. Oprócz tego gwałtu moralnego, żadnego rabunku w Lermie sobie nie przypominam. — Pamiętam tylko, że nasz oddział pierwszy przybywszy do tego miasta, koledzy moi Szeptycki, Brocki i inni, wysyłani byli w okolice na rozpoznawanie, a ja odkomenderowany z plutonem r.a służbę do osoby cesarza. Stanąłem więc w pałacu dawnych książąt Lermy i tam poznałem hrabiego Filipa de Segur, wówczas furyera cesarskiego, Marechal-des-logis du palais, z rangą grosmajora — po polsku: podpułkownika, później jenerała w sztabie cesarskim i pisarza o „Wyprawie Napoleona i wielkiej armii w roku 1812 do Rosyi”. Będę miał później sposobność wzmiankować jeszcze o tym oficerze znamienitym, tu tylko tyle wspomnę, że zaproszony od niego na obiad marszałkowski, używałem rozmowy światłej i o polskich rzeczach dobrze świadomego syna posła, który przez długie lata sprawował ten urząd przy Katarzynie II przed ostatnim podziałem Polski. — Nie doczekawszy się cesarza w Lermie, pułk nasz, a raczej część ta w której ja się liczyłem, odbywaliśmy bezustanne podjazdy w różne okolice(…)

    Argumenty za hipotezą odnośnie wydarzeń w Saragossie zostały przedstawione z komentarzem, że całość wymaga dalszych badań. Ponieważ pora była późna, tego dnia w miejsce dyskusji było podsumowanie prof. Kieniewicza. Mam wszakże taką propozycję: niezależnie od naszych starań co tłumaczenia materiału video, zwrócę się z zapytaniem o możliwość zamieszczenia krótkiego podsumowania na stronie Arsenału, wtedy moglibyśmy całość ująć jako dwugłos. Argumenty wskazujące na to, że Saragossa sielanką nie była i dramatyzm walk w tym mieście skutkował okrucieństwem po obu stronach, przytoczyłem kolejnego dnia. Tu jednak oparłem się o materiały szeroko dostępne.

    Pozdrawiam!

    16 lutego 2010 z 20:06 #8096
    Zenobi
    Participant

    Po hiszpańsku. Zgram i przyniosę przy najbliższym spotkaniu. Dziękuję wszakże Kajotowi za wyjście na przeciw.

    Czy jest szansa kontynuacji?

    16 lutego 2010 z 23:49 #8098
    Hahn
    Participant

    W tej samej książce, „Wspomnieniach o pułku lekkokonnym polskim”, jest opis zdarzenia, jak to oficer musiał powściągać swoich ludzi gotowych do spalenia wsi hiszpańskiej, którą właśnie wyzwalano z siana i jedzenia. Powodem do tego było to, że się okazało że jeden z psów należących do Hiszpanów nazywał się Napoleon.

    Może nie za każdym żołnierzem chodził oficer. Nie za każdym pododzialem nawet.

    17 lutego 2010 z 19:13 #8101
    Koroniarz
    Keymaster

    Może nie za każdym żołnierzem chodził oficer. Nie za każdym pododzialem nawet.

    Wincenty Płaczkowski opisuje przypadki wojennych egzekucji, nie owijając w bawełnę co o tym myśli. Tak trochę na marginesie polecam Kolegom „Pamiętniki moje w Hiszpanii” Kajetana Wojciechowskiego, najbardziej chyba znany pamiętnik nadwiślańczyka. Tam również nie brak pełnokrwistych opisów, choć z tego co pamiętam część z nich była kwestionowana.
    Pozdrawiam!

    9 marca 2010 z 15:32 #8185
    Koroniarz
    Keymaster

    Z przyjemnością informuję, że sprawozdanie z konferencji, wraz z obszernym omówieniem wystąpienia p. dr Caizan znajduje się już na stronie Arsenału:Z Napoleonem w Hiszpanii. 200. rocznica oblężeń Saragossy (1808/1809 – 2008/2009) – sprawozdanie z konferencji. Dziękuję Damianowi za ogromną pracę nad opracowaniem zapisu w języku hiszpańskim, bez którego sprawozdanie z konferencji byłoby nieporównanie uboższe, oraz Zenobiemu, za udostępnienie tekstu źródłowego, który również zamieszczam: Saragossa w roku 1809.

    „Pamiętniki moje w Hiszpanii” Kajetana Wojciechowskiego są już dostępne.

    Do sprawozdania dołączam wideo-relacje z wybranych wystąpień w języku polskim.

    Jeśli temat wzbudzi dalszy odzew, możemy wspólnie pracować nad jego rozwinięciem.

    Pozdrawiam i życzę udanej lektury oraz miłego oglądania.
    :secretsmile:

    P.S.
    Ponieważ odsyłam w sprawozdaniu do dyskusji na forum, pozwoliłem sobie dokonać drobnych porządków, co mam nadzieję, że spotka się z wyrozumiałością szanownych kolegów.

    10 listopada 2010 z 21:20 #8840
    uranik
    Participant

    mam informację o moim przodku,że brał udział w bitwie pod Saragossą w Hiszpanii,poszukuję informacji dotyczących spisów kwatermistrzowskich wojsk napoleońskich może ktoś jest w posiadaniu takiego spisu byłbym bardzo wdzięczny za informację

    15 listopada 2010 z 19:11 #8851
    Koroniarz
    Keymaster

    Takie archiwa znajdują się w Vincennes. MWP nie było zainteresowane nabyciem dokumentów Legii Nadwiślańskiej, więc w kraju raczej są trudne do znalezienia.

    Pozdrawiam!

Musisz być zalogowany aby odpowiedzieć na ten temat.