Z drugiej strony mam wrażenie, że przy takim wychyleniu był bardziej narażony na paradę.
Wydaje mi się że użycie tutaj pojęcia parady jest dyskusyjne. Sądzę że jest to termin odnoszący się do akcji obronnej w zachodniej szermierce, rapierem lub szpadą. Przetrwał w szermierce sportowej, ale nie znam dokładnej definicjii...
_________________ Do wszystkich kobiet mów tak, jakbyś je kochał, a do wszystkich mężczyzn tak, jakby cię nudzili.
Oscar Wilde.
Szkoda że nie wypowiadają sie piechociarze w tym temacie powinni mieć coś do powiedzenia
...a cny Senatorze jacyż mają!.
TO trzeba ćwiczyć, nawet dla przyjemności, samemu w ramach dobrej gimnastyki (polecam "...potruchtać..." po młodniaku sosnowym między pieńkami, źle odgięta gałąź potrafi nieźle uderzyć).
Szkoda, że się medyk do tego zabiera - znów mu ktoś "...dogryzie..." że się nie zna, alboli (z racji na płeć) powinien siedzieć w wozie taborowym i co najwyżej cerować "...szkarpetę...", że napisze stylowo, lub warząchwią mieszać w rondlu.
Przy Waszej szkole obrony przed jazdą gdzieś albo mi umknęło, albo nie zostało uwiecznione na kliszy, a jest o tym wzmianka bodajże w tym regulaminie sygnowanym dla Berthiera o wykorzystaniu przez piechurów najmniejszych nawet zarośli, stawali plecami do krzaków (szczególnie kolczastych) lub do siebie we dwóch lub trzech (to potrafi - niestety piekielnie trudno się z nimi dogadać, bo francuski kiepski, ja nie znam łotewskiego - grupa z Łotwy, bywają w Jonkowie) co już pozwalało na jakie takie zabezpieczenie.
Jak tylko zlokalizuję tekst - a Acan również go ode mnie dostałeś - to go jakoś "...spreparuję..." (przetłumaczę na pewno).
Pozdrowienia
Coś tu chyba było nie tak, powinien mu obciąć rękę razem z barkiem....
Odświeżyłem sobie Fredrę i znalazłem w jego uwagach o pułkach jazdy fragment, który być może daje odpowiedź na Twoje pytanie:
Cytat:
Pałasz krzywy nie ma, moim zdaniem, żadnej zalety; lepszy zamach - mówią, ale starając się dać mocne cięcie, raz odsłaniam się, po wtóre trudniej w zamierzone miejsce trafiam, po trzecie łatwo pałasz zwija się w płaz, a padłszy na twardy przedmiot czasem pryska, nareszcie nie bardzo wprawny, własnego konia kaleczy.
Jeżeli pałasz lekki, łatwiej nim robić, ale cięcia niewiele znaczące. Pod Tarutyną rozbiliśmy batalion brodatych chłopów. Była słota, ledwie dziesiąty karabin wystrzelił, łatwa więc była sprawa. Biuletyn ogłosiłby zapewne un bataillon taillé en pièce ale mimo szczerej naszej chęci został tylko pokiereszowany. Brody ich wprawdzie zostały skrzepłą krwią polakierowane, ale część ich największa mogłaby do zachodu słońca stać w szeregu, nabijać i strzelać. Przy tym i piechur, choć i rzuci broń krzycząc pardon, nie nadstawia głowy, tak się zgarbi i wywija, że tylko czako i tornister masz przed ostrzem. Chcąc go uczynić niezdatnym do dalszego boju (mettre hors de combat), musisz ciupać nie raz, nie dwa. Prosty pałasz kończaty, jak kirasjerski francuski, jest najlepszą bronią, zwłaszcza jeżeli kawalerzysta ograniczy się na pchnięciach; a gdyby cięcie dać musiał, niechże je nie daje uderzając z zamachem, ale sunąc ostrzem.
Wiek: 52 Dołączył: 20 Cze 2006 Posty: 179 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2010-03-14, 03:30
Czołem
Poniżej moje tłumaczenie czegoś w rodzaju poradnika obrazujące
co Anglicy wiedzieli na temat walki z kawalerią w 1805r.
Pozdrawiam
KT
A Treatise on the Science of Demence fot the Sword Bayonet, and Pike In clone action. ANTONY Gordon A.M. Captain of Invalids ,Retired 1805
Rozdział VIII
Zwracając uwagę na sposób cięcia kawalerii
Str.49
Wyższość brytyjskiej kawalerii została uznana, nawet przez najbardziej zatwardziałych przeciwników; jeszcze żadna kawaleria nie mogła przedsięwziąć przeciw naszej, niedostępnej na koniach fryzyjskich, i jeszcze mniej mogą zdziałać wobec oddziału piechoty, sądząc wg aktualnie wykonanych ćwiczeń z bagnetem. Nic jednak nie przeszkadza jej( wrogiej kawalerii) w chęci przeprowadzenia eksperymentu który doprowadzi do jej ( wrogiej kawalerii) zniszczenia .
Rys. XIV
Nieożywiony rysunek i opis nie są w stanie przekazać ideę ogromnej siły ludzi szkolonych tymi ćwiczeniami i pobudzonych do współpracy ze sobą.
Widać, że przeciw każdemu kawalerzyście musi przeciwstawić się pięć bagnetów , i jeden którego zręczność wystarczy do pokonanie jego i jego konia. Kawaleria w takich okolicznościach może się prezentować i udawać szarżę, zachowując ostrożność oczekiwać okazji do spotkania, ewentualnie ścigać rozproszonych piechurów. Jednak ludzie odpowiednio wyszkoleni nie mogą zostać rozbici lub oddzieleni od oddziału, jednak dopuśćmy możliwość takiego zdarzenia, w celu spełnienia zachcianki kawalerzysty.
Kawalerzysta myśli, że ze swojej podwyższonej pozycji, i dzięki wiedzy o sposobie sprawnego użycia miecza (szabli) ma niewątpliwą przewagę. Przeciwnie, piechur który został dobrze poinstruowany o sposobie użycia miecza (szabli) jest przekonany że jeździec nic (mu) nie zrobi, tak naprawdę , wie jak zrobić proste pchniecie lub cięcie( paradę). Wyższe położenie daje przewagę jeśli może być wykorzystane efektywnie. W tym celu , podstawą jest mieć silną i solidną bazę w czasie przemieszczania, swobodnie i niezależnie w ruchu od innego (drugiego) zwierzęcia. Ruchy jeźdźca zależą bardzo od sytuacji i ruchów konia.
Nie może należycie i szybko wykonać minimalnych ruchów w krok, półtora, lub mniej niż pół kroku, tak więc by być w trakcie własnego ruchu we właściwym momencie we właściwej odległości od piechura. Najmniejsze poruszenie konia jest zbyt wolne i niedokładne do tego celu. Jeździec może sterować ruchem konia,
50
poprzez pysk konia, który jest kontrolowany przez wędzidło, połączone z wodzami którymi powoduje jeździec. Przeciwnie piechur pomimo że niższy ( od jeźdźca na koniu) stojąc w gotowości, zebrany w sobie na pewnym podłożu, potrafi utrzymać dystans w mgnieniu oka, półobrocie, jest trenowany, szkolony w przewidywaniu ruchów przeciwnika, uprzedza moment krytyczny, i we właściwym momencie wyprowadza pchnięcie na co jeździec jest nieprzygotowany. W pchnięciu wykorzystuje zamek karabinu jako doskonałą osłonę (próg) który jest zdolny zatrzymać (chwycić) ostrze szabli. Mało znacząca „broń” w porównaniu do bagnetu.
Na rysunkach XVI i XVII jeździec jest przedstawiony w najbardziej dogodnej dla siebie pozycji do cięć i pchnięć, zaś piechur w najbardziej nie dogodniej pozycji jaka może się przydarzyć tzn. z prawej strony jeźdźca (off-side). Nie może zrobić nic innego jak „przedłużyć” swoją sylwetkę podnosząc ramiona tak by dłonie z karabinem znalazły się 5 cm (2cale ) ponad czołem; w ten sposób jest kompletnie osłonięty i gotowy w właściwym momencie pchnąć kawalerzystę pod pachę. Jest oczywiste że koń całą powierzchnią także znajduje się w zasięgu bagnetu, i że lekkie ukłucie z boku będzie nieuleczalne (bardzo groźne). Jeśli jeździec wystawia prawy bok, piechur staje lewym bokiem do przodu (rys XVI)
Jest łatwe do spostrzeżenia, że gdy piechur użyje swojej siły pchając karabin poziomo musi dosięgnąć jeźdźca.
Szarża na piechura powinna odbyć się w kierunku prostopadłym do niego ( z boku) niż z frontu.
Jeśli koń jest prowadzony w celu powalenia piechura na ziemię , impet wywierany w kierunku prostopadłym (z boku) nie osiągnie celu, ale doprowadzi do zniszczenia niewinnego zwierzęcia; w tym przypadku , koń jest zmuszany do szybkiego ruchu na punkt który piechur bez trudu przewidzi, co zdwoi ( zwielokrotni) siłę uderzenia ( bagnetu) na skutek dużej prędkości konia .
Zatem, koń zostanie zniszczony ( trafiony) z powodu nie chronienia go przez jeźdźca.
Jednak sprawny jeździec, będzie w stanie , w tej sytuacji , z góry, odparować
51
(odparować) każde pchnięcie bagnetem wymierzone w kierunku głowy, nosa, oczu konia; poprzez zaniechanie ruchu do przodu. Nie odważy się poświęcić swojego konia, i być może siebie samego, przy jakiejkolwiek podobnej okazji, lecz raczej skieruje konia w lewo by mieć piechura jak poprzednio, z prawej strony. Nic nie może być bardziej ewidentne , że jego jedyną szansą ocalenia siebie i swego konia zależy od sytuacji w jakiej się znajdzie.
Przypuśćmy, że jeździec znalazł się na chwilę zaniedbał troski o swe bezpieczeństwo, i wystawił swoją lewą stronę na niebezpieczeństwo. Konsekwencją takiej sytuacji będzie porażka jeźdźca i zranienia konia, co widać na rys. XVII .
W takiej sytuacji słabość osłon : prima, quinta, protecls , zbiega się osiągnięciem celu. Tego typu zasłony będą zagrożeniem tylko dla niektórych piechurów, tj. dla nie wyszkolonych i nie znających oraz nie stosujących zasad sztuki obrony; piechur przedstawiony na rysunku XVII prezentuje właściwe wyszkolenie. Jeśli piechur jest właściwie wyszkolony w samoobronie w każdej sytuacji, jedyną obroną kawalerzysty jest trzymanie się na dystans w co musi włożyć wszystkie siły. Rys. XVIII przedstawia sytuację w której udało mu się to zrobić, pewny swej przewagi bierze zamach do silnego ciosu , dzięki temu ruchowi piechur może przewidzieć sytuację i łatwo wymierzyć pchnięcie w odkryty bok jeźdźca.
Pchnięcie musi być zadany niespodziewane, by nie został dostrzeżony i odparowany. Takie pchnięcie jest nieuchronną konsekwencją walki na bliskim dystansie, i żołnierz szkolony do walki na bagnety musi posiadać gruntowną znajomość pchnięć i wypadów, które dadzą najwyższą skuteczność trafień przeciwnika. Więcej, zdecydowanie więcej może być powiedziane o każdym części tego ważnego działania. Piszący śpieszy podsumować, że pewność iż to co było przedstawione będzie wykonywane z poświęceniem i należyta uwagą. Jeśli coś pominął w wyjaśnieniach zasad swego systemu obrony,
52
i o jej rozstrzygających korzyściach przeciw innej obojętnie jakiej piechocie i kawalerii. Jeśli nie w pełni wykonał rozkaz Głównodowodzącego ( His R. H. The Commander Chief) niepowodzenie zostanie położone w prawdziwym przypadku – niedostatkowi wiedzy i bystrości autora, a nie jakiejkolwiek słabości zasad tej nauki, które są wieczne i niezmienne. Przy tej okazji wyrażam swoją wdzięczność i uczucie zaszczytu który bardziej czuję niż mogę wyrazić.
Ille
„Ludere quae vallem calamo permisit agresti”
Z największym szacunkiem ,zatem, kładę ten okruch pomocy w służbie publicznej, do stóp Jego Królewskiej Wysokości, Państwu.
Anthony Gordon
A.M.T.C.D.
W tą sobotę tak jak zwykle część lansjerów trenowała i podczas tych zajęć postanowiliśmy sprawdzić jak mogło wyglądać starcie kawalerzysty z piechurem. Potraktowaliśmy to jako trening konia. Użyliśmy do tego zajęcia karabinu treningowego z chowanym bagnetem dla piechura, kawalerzysta zaś posiadał szable. Po kilku najazdach okazało się że prawie zawsze konny uderza pierwszy a piechurowi zostaje zejście z toru ataku. Za to w momencie kiedy koń porusza się wolniej piechur ma już większe szanse.
Po pierwsze może bez większego problemu zadać pchnięcie w konia.
Po drugie jest w stanie zasłonić siebie przed cięciem.
Gorzej wygląda sprawa kiedy następuje pchnięcie. Istnieje również możliwość zaatakowania jeźdźca. Lecz istnieje spore ryzyko że jeźdźiec trafi jako pierwszy a piechur nie będzie w stanie się osłonić.
Na następnym treningu spróbujemy jak wyglądają szanse piechura z karabinem przeciw kawalerzyście z lancą.
Ps. Uderzenie kolbą na nogi konia jest równoznaczne z trafieniem przez kawalerzystę co oznacza zranienie bądź śmierć piechura. Dla mnie oznacza to że nasz woltyżer troszkę ubarwił swój pamiętnik.
Piechur zawsze ma mniejsze szanse w starciu z kawalerzystą, to oczywiste, jezdziec ma przewagę szybkości, wysokości i broni ( białej ), samego konia trudno podejść zarówno od czoła bo może piechura stratować jak i od tyłu bo konie lubią kopać intruza z tej właśnie strony. Jest taki fragment w pamętnikach gdy francuski weteran opisuje starcie podczas bitwy pod Pruska Iławą bodajże gdzie rosyjski piechur zranił bagnetem konia francuskiego kawalerzysty a rozwścieczony koń chwycił Rosjanina za głowe a potem wyszarpał jego wnętrzności, myślę, że francuski pamiętnikarz tutaj nie zmyślał, zraniony koń jest do tego zdolny
_________________ Piechota Regimentu Działyńskiego pod Maciejowicami twardo odpierała Moskali bagnetami
Konie rzeczywiście potrafią atakować ludzi na wiele sposobów (gryzą, kopią, taranują, tratują). Dlatego prowadzimy tego typu badania aby sprawdzić oczywiście w bezpieczny sposób co jest realne a co nie w tego rodzaju starciach. Piechur ma bardzo trudne zadanie jeśli chce pokonać kawalerzystę gdyż walczy od samego początku z dwoma przeciwnikami koniem i jeźdźcem. W takim starciu wiele zależy od jego wyszkolenia w posługiwaniu się bronią jego sprawności fizycznej determinacji i zwykłego szczęścia. Pierwszą rzeczą jaką musi wykonać to jest nie dać się trafić tak przez jeźdźca jak konia. Drugą rzeczą jest spowolnienie tępa natarcia. W tym momencie piechur zaczyna nawiązywać równorzędną walkę ponieważ koń zaczyna być dość łatwym celem a kawalerzysta nie dosyć że walczy to do tego też zaczyna bronić swojego rumaka i siebie. Ten moment jest też wielkim dylematem dla żołnierza ponieważ musi zadecydować który cel jest pierwszy do wyeliminowania koń czy jeździec. Podjęcie takiej decyzji jest uzależnione od zachowania przeciwnika. Potem sprawa wydaje się już prosta wyeliminować konia a kawalerzysta staje się prostym celem albo jeźdźca wtedy zwierze sobie najczęściej da spokój. Dlatego zachęcamy kolegów piechurów do brania udziału w takich zajęciach i opisywaniu swoich spostrzeżeń.
Witam,
Wspomniany przez Adama Zwoińskiego epizod pochodzi z pamiętników gen. Marbota. Ten właśnie fragment wyśmiewał jednak Wojtek Kossak w rozmowie z cesarzem Wilhelmem II "Zresztą najjaśniejszy Panie, pamiętniki Marbota, w których najwięcej jest o nim samym, a zapełnione są epizodami takimi, jak ten spod Eylau, gdzie jak pisze, jego klacz odgryzła kilku grenadierom rosyjskim głowy, nie mają dla mnie żadnej wartości"
Zakładam, że Kossak jako kawalerzysta z pewnym stażem w wojsku c-k a następnie polskim, i przede wszystkim zapalony "koniarz", wiedział co mówi...
A przy okazji mam pytanie - zastanawiam się, czy rozbudowane nakrycia głowy u piechurów (bermyce, czaka z wysokimi kitami) nie pełniły także pewnej roli właśnie podczas walki z kawalerią - a dokładniej - z koniem, podwyższając optycznie postać piechura/piechurów przez co wierzchowiec miał większe "opory" przed taranowaniem go? Co panowie kawalerzyści sądzą o takiej hipotezie?
pzdr - apacz
PS Zamieszczam ilustrację, dobrze moim zdaniem ukazującą walkę czworoboku piechoty francuskiej z szarżą austriackich huzarów
Jest taki fragment w pamętnikach gdy francuski weteran opisuje starcie podczas bitwy pod Pruska Iławą bodajże gdzie rosyjski piechur zranił bagnetem konia francuskiego kawalerzysty a rozwścieczony koń chwycił Rosjanina za głowe a potem wyszarpał jego wnętrzności, myślę, że francuski pamiętnikarz tutaj nie zmyślał, zraniony koń jest do tego zdolny
Tak...to rzeczywiście jest fragment z Marbota, zaś owego mało wiarygodnego czynu dokonała Jego klacz Lisette. Jak ów "...chwalca..." pisał - wiadomo, ale każdy weterynarz (oczywiście mądry a nie od "...małych zwierzątek..." co do konia nie podejdzie) może podobne historie przytoczyć.
Być może - ja byłam świadkiem bezpośrednim, ale widziało to bardzo wiele osób których łuna wywabiła z domów - to będzie jakimś trafnym wyjaśnieniem. Zwierzę w momencie zagrożenia (pożar, ból) autentycznie może reagować niesamowicie. Otóż w dzielnicy gdzie mieszkałam w dzieciństwie, po gwałtownej burzy, płonące od uderzenia pioruna drzewo runęło na takie ot peryferyjne zabudowania gospodarcze w tym i na stajnię. Poczciwy - a znany mi z szerokiego i bardzo miękkiego grzbietu wiecznie zapracowany "...człapak..." półkrwi perszeron więc gdzie mu tam do skoków i innych ewolucji kaskaderskich w momencie zagrożenia mało że rozwalił bramę stajni to jeszcze przesadził drugą metalową (do niedawna można to było sprawdzić naocznie bowiem stała) wysokości prawie 2 metrów. Ocalił nie tylko swoją - trochę przypaloną skórę, ale i innych zwierząt z chlewika, no i swojej właścicielki gdyż dostęp do domku został odblokowany. Więc...
apacz napisał/a:
A przy okazji mam pytanie - zastanawiam się, czy rozbudowane nakrycia głowy u piechurów (bermyce, czaka z wysokimi kitami) nie pełniły także pewnej roli właśnie podczas walki z kawalerią - a dokładniej - z koniem, podwyższając optycznie postać piechura/piechurów przez co wierzchowiec miał większe "opory" przed taranowaniem go? Co panowie kawalerzyści sądzą o takiej hipotezie?
...a i oczywiście Zacny Apaczu. Chyba wspominałam, że "...zawarłam kontakt..." z ziemią jak mnie zrzuciła moja Pusia przestraszywszy się folii wiszącej na dachu remontowanego domu. Niestetu tu mogę zrobić mały błąd w datach ale na przełomie 1969/70 (październik, listopad może styczeń) na łamach czasopisma "Koń Polski" został opublikowany artykuł o szkoleniu koni dla Napoleona i Jego sztabu (tej tematyce jest zresztą poświęcona publikacja jaka widziałam w Paryżu i już myślę, że będę musiała się o nią postarać) tak do dziś szkoli konie - a to widuję w IV Arrondisement bo często tam zaglądam - Gwardia Republikańska (taki miły, grzeczny i zda się "...uśmiechnięty..." w pysku Garibaldi - takie "...imię..." nosi jeden z wierzchowców na komendę "...do obrony..." potrafi zamienić sie w dziką bestię z wyszczerzonym "...garniturem..." i kopytami w powietrzu, popisowy numer, ale i autentyczna obrona w czasie zamieszek - to ten koń właśnie trafił na łamy nawet naszej prasy po "...rozróbach..." w okolicy Stade de France).
Na temat lękowej reakcji konia na "...coś z góry i z przodu..." pisał również w latach 40 - tych prof. Sokołowski (medyk, nie biolog) i właściwie każdy z antropologów co również może być dowodem.
...a co do koni - mogłabym jeszcze bardzo długo...
Pozdrowienia
PS
...a to tak kawalerzystom na uciechę. Co prawda późniejsza epoka, ale scena śliczna.
Jeśli chodzi o nakrycia głowy piechura a walkę z kawalerzystą to rzeczywiście chodziło o powiększenie postaci aby koń miał wrażenie że naprzeciw niego stoi olbrzym. A wszelkiego typu efekty w postaci pióropuszy, kit, kordonów i innych rzeczy umieszczanych na czapkach miały go przestraszyć. Takie samo zadanie obecnie robią kolorowe przeszkody. Jednak działa to szczególnie na konie młode albo nie szkolone które rzadko widzą coś więcej po za swym padokiem, boksem i żłobem. Zwierzęta te dość szybko się uczą i po nawet niedługim okresie szkolenia pojmują że te ozdóbki ich nie chcą zjeść. Wysokie czapki zaczęły w tamtym okresie pełnić role hełmu który dość dodrze spełnia swoją role. Trzeba zauważyć że w swych czapkach żołnierze często nosili różnego rodzaju rzeczy osobiste a to powodowało że czapka staje się trudna do rozcięcia. Jeśli chodzi o przyzwyczajenie konia aby się nie bał wszelkiego typu dziwnych nakryć głowy to sami żołnierze je przyzwyczajali do nich. Chodząc w różnego typu czapkach przy koniach szybko uczono że nie jest to nic strasznego.
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum