Wiek: 48 Dołączył: 02 Lut 2007 Posty: 172 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2009-12-06, 00:40
Drodzy Panstwo,
Nipi jsano dosyc okreslil czego mamy poszukiwac w nadanym temacie.
Nie chodzi o medykow, chirurgow, markietanki dzielnie broniace sie przed atakiem czy lekarzy sprawnie nabijajacych armate. Chodzi o kobiety sluzace w linii ( przypominam , ze linia oznacza pulki scisle bojowe) wpisane w etaty tych pulkow jako zwykli zolnierze lub podoficerowie. Zatem problem dotyczy WYLACZNIE kobiet sluzacych a kompaniach fizylierskich, grenadierskich lub woltyzerskich. I nikogo poza tym.... Tak trudno zrozumiec?
Tak trudno czytać ze zrozumieniem...? Czy nie napisałam wyraźnie, że odniosłam się do wypowiedzi Niepija, wiedząc, że nie leży to w ramach zakreślonych przez założyciela tematu...? Drobne uwagi na marginesie są wpisane w tok każdej rozmowy czy wymiany poglądów, może się mylę? Proponuję dodać adnotację przy temacie- "Udokumentowane przypadki kobiet w szeregach XW czyli suche fakty i dowody czarno na białym". I szkoda, bo przykład pani Marii to ciekawostka, która wypłynęła przy tym temacie, w dodatku sprawdzana w rzetelny sposób. Udanych poszukiwań.
Na pierwszy rzut oka nie mamy imion kobiecych w spisie oficerów Księstwa Warszawskiego z lat 1809-1814, podobnie w spisach oficerów Legionów Polskich z lat 1796-1807. Zawarte tam dane nie wymieniają kobiet wśród medyków. Oczywiście mamy utudnione zadanie bo przy niektórych nazwiskach nie podano imion, lub podane imiona są niespotykane dziś lub pochodzą z innych języków. Jednak, wydaje mi się, że nie ma powodu uważać, że były to kobiety.
Pewna część pytania tu została postawiona, więc pospieszyłam z udzieleniem odpowiedzi właśnie w postaci literatury gdzie są podane odnośniki np do fonetyki imion i nazwisk (wzmiankowany przez mnie Voigtal był odnotowany też jako "...Voiglet..." miedzy "...l..." a "...t..." w kursywie jest niewielka różnica).
niepij napisał/a:
Pani Mario, podała Pani tytuły książek. Czy tam znajdę potwierdzenie Pani teorii, czy też są to tylko tytuły książek o lekarzach?
Może powinienem je przeczytać, jednak jeśli z nich także dowiem się, że oficjalnie nie było wiele tych kobiet żołnierzy w Księstwie Warszawskim to trochę żal mi czasu, bo ja domyślam się tego od dawna.
Zostawiam Panu wolną rękę, ja przed Aniche równiez znałam tylko "...madame Żubrową...", obecnie jest jeszcze jedna osoba.
Cny MARO
Żeby to wszyscy tak klarownie stawiali sprawę - czyli "...kobiety w pułkach liniowych...", ale i sam temat w nagłówku był dosyć rozbudowany, więc nie omieszkałam wtrącić "...trzech groszy..." o swojej "...działeczce...".
A swoją drogą ta dyskusja przypomina mi anegdotę z przyznaniem Legii Honorowej pracownicy stacji pocztowej Juliette Dodu po zakończeniu wojny francusko - pruskiej. Była to osóbka energiczna, wykształcona i obsługiwała nie tylko pocztę typu listy, ale i telegraf oraz zawiadywała łącznością na kolei. Gdy Prusacy mieli "...wielką ochotę..." wykonać pewien manewr taktyczny który po (a to nastąpiłoby wcześniej czy później) kapitulacji Paryża otworzyłby drogę na południe do Lyonu i aż do Morza Śródziemnego przechwyciwszy depeszę złożyła meldunek komu trzeba w Armee de Loire no i były różne działania pod Orleanem, później zaś wyprowadziła z "...saka..." kilka oddziałów. No i wreszcie wpadła - a z niewoli wydostała się (to nie żarty: Prusacy choć sami zawlekli tyfus - szczególnie oddziały z Bawarii - jak ognia bali się epidemii cholery) polizawszy kawałek mydła (wiadomo co się po tym miewa - chyba nie do opisu ). Rzeczywiście w telegrafie zdziałała sporo, ale jak miano jej przyznać odznaczenie zaczęto szukać "...czynu wojennego...". I znaleziono - uciekając ogłuszyła strażnika (i tak już przerażonego że ma skazanego płci pięknej do tego... i z pianą na ustach) konwią od wody.
Całą historię opisał Hipolit Larrey syn Jana Dominika, zaś cytuje Paul Triaire.
Smieszne - ale...
...właśnie ale.
Droga Małgosiu.
Dzięki Ci za sympatyczne słowa. Mam nadzieję, że dane nam będzie się spotkać.
Pozdrowienia
Mam takie małe pytanie: kogo nazywamy żołnierzem pułku liniowego?
Czy zaliczają sie do nich noszowi, chirurdzy, koniowodni, amunicyjni, łącznicy? Poza tym mówiłem tutaj o markietance, która pod Yevenes walczyła w linii jak żołnierz- pisze o tym kapitan Jan Szulc, który tam właśnie się dostał do niewoli. Pułk lansjerów był na pewno pułkiem liniowym, a uzupełnienia w nim, tak jak w szwoleżerach zapewniało Księstwo Warszawskie.
Chcę się zapytać jeszcze- jako kto była traktowana markietanka, która wpadła w ręce wroga...?
Zacny Senatorze.
Autentycznie jako nikt - bezposrednich dowodów nie ma, ale proszę poczytać sobie chociażby Zamoyskiego czy Austena.
Medycy i cała "...służba zdrowia..." była w momencie dostania sie do niewoli skazana na łaskę, a najczęściej niełaskę zdobywców. W Hiszpanii - ginęli razem z rannymi (vide rzeczone Yevenens gdzie został zabity Dr. Grille, w 1810 r. pod Quintallo Ludwik Deplace, czy w 1809 r. chirurg 7 Pułku piechoty Kazimierz Brzozowski), los tych "...w śniegach..." również był straszny (vide wspominany już Pontier czy LaFlize, któremu - autentycznie - pomimo amnestii nie zezwolono na wyjazd z Rosji).
A co o "...mały figiel..." nie spotkało Larrey'a pod Waterloo gdzie Prusacy wymordowali "...jak leci..." rannych i lekarzy w jego ambulansie (ocalał tylko Dr. Reveille - Parisie). Pastwili się nawet nad krzyżem w kapliczce !?! (dziś upamiętnia to tablica wmurowana w ścianę domu - Imć Pan "Koroniarz" niech przyświadczy).
Do - nazwijmy to "...na wyrost..." konwencją - 1864 roku los tych ludzi był straszny.
Jest film biograficzny z lat 40-tych (konkretnie 1948 rok) "D'homme a hommes" o Henri Dunancie twórcy Czerwonego Krzyża: scenariusz powstał na podstawie Jego korespondencji z Hipolitem Larrey - najbardziej wstrząsająca scena to atak austriackiej piechoty na ambulans urzadzony w winiarni. Kto pierwszy ginie zakłuty bagnetami - chirurg, który prosił o oszczędzenie rannych. Film ten - nominowany zresztą do wielu nagród - był krytykowany za "...nadmierną wiarygodność niewiarygodnym dziewiętnastowiecznym zapisom..." (to znalazłam na francuskojęzycznej "...site..." fanów tego obrazu, a potwierdza - przepraszam, że bez tekstu - polski filmoznawca St. Janicki).
...myślę, że za mało mówi się i pisze własnie o tym: była zwycięska szarża, była bitwa - a co potem...
...ano właśnie - polecam Panu Cny Senatorze mój wpis w temacie "Medycyna wojskowa" gdzie spróbowałam się z tym zmierzyć metodologicznie.
Pozdrowienia
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum