Poprzedni temat «» Następny temat
Autor Wiadomość
Warto przeczytać
Maria J. Turos 
bywalec
Medyk



Wiek: 52
Dołączyła: 12 Maj 2006
Posty: 239
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2007-03-08, 12:07   

A to widzę, że muszę co rychlej skorygować błędy jakie w przeczytanej przez Pana "Bitwie" siedzą niczym muchy w miodzie, tym bardziej, że żródła mam dosłownie za plecami.
Już jeden najważniejszy - wersja polskojęzyczna jest krótsza, daty i chronologia "...leżą..." [nie wiem korekta, redakcja, tłumacz] - np. scena w starych zaułkach Wiednia odbywa się 31 maja gdy bitwa była duzo wcześniej
Koroniarz napisał/a:
Panią Marię niewątpliwie Larrey i Percy.

To drugie - J. D. Larrey na Lobau był do końca czyli az do bitwy pod Wagram, ryzykując życie przeprawiał sie nawet łodzią pontonierów po leki i narzędzia do Wiednia
o tyle wszystkie sceny z udziałem Fr. Percy są FIKCJĄ - te akapity zostały wiele razy oprotestowaneprzez historyków medycyny yej miary co prof. Ferrandis, Fackler [Stany Zjednoczone] czy Evrard [Belgia]. Mnie równiez poproszono o tekst - przetłumaczę i nadeślę, bądź złożę po powrocie do Warszawy.
Już mały przedsmak "...wiarygodności..." - Percy kupuje w Wiedniu piłkę do czegoś? [drewna, metalu]. Sklep - niczym współczesny supermarket "OBI". A jak było - noże można było nabyć u nożownika, piłki - i to nie wszystkie u ślusarza, zaś tzw. artykuły żelazne to wówczas były gwoździe, "...hacele..." i czasami garnki przed pobieleniem oraz narzędzia rolnicze [był - a już gdzie jak gdzie ale pod "...skrzydełkami..." Habsburgów bardzo przestrzegany podział cechowy]. Dobrą piłkę z drobnymi ząbkami można było owszem nabyć, ale niezbyt oficjalnie - wiadomo do czego służyła, a taką zresztą miał Larrey. W Val - de - Grace leży w gablocie, choć pasuje do muzeum kryminalistyki.
Rzecz druga - ktoś tej rangi [pomijam, że Fr. Percy nie był wówczas naczelnym chirurgiem Wielkiej Armii] miał własne, świetne narzędzia. Ten sam błąd popełnia zresztą P. Bielecki w "Wielka Armia Napoleona" - tu znów mam muzeum za plecami, nawet w liniowym ambulansie były dwa zestawy w dwóch oddzielnych skrzyneczkach - to była "...lekcja..." spod Iławy gdy Larrey'a okradziono i zachował tylko to co bezpośrednio używał.
A sam ambulans - no nie rozpisuję się, bo to temat mojego "...gniota..." który zaraz "...wrzucę..." do laptopa i przetłumaczę.
I rzecz jeszcze jedna - owe "...halabardy..." z proporczykami to były szpontony, po prostu jest tu w translacji podwójny błąd: raz huzarzy i drugi raz uzbrojenie.
A postacie w sumie bardzo ciekawe, barwne i żywe...tylko znów niedosyt czy to wystarczy na Prix de Goncourt?
Pozdrowienia
 
     
Koroniarz 
bywalec
I Régiment de chevau-légers (Polonais)



Dołączył: 17 Gru 2005
Posty: 924
Wysłany: 2007-03-09, 10:04   

Maria J. Turos napisał/a:
A to widzę, że muszę co rychlej skorygować błędy jakie w przeczytanej przez Pana "Bitwie" siedzą niczym muchy w miodzie, tym bardziej, że żródła mam dosłownie za plecami.

Toć nieprzypadkowo przypominam się w ten sposób z prośbą o obiecaną recenzję. Co się tyczy książki samej, to literatury pięknej sięgam rzadko (co staram się ostatnio z ciekawości nadrobić). Zainteresowanie epoką zaspokajam na ogół z lektury książek jak te opisane na początku tego wątku. W przypadku literatury zawsze pojawia się pytanie o licentia poetica, która tam jest zabiegiem dopuszczonym, podczas gdy w opracowaniu spotkała by się z krytyką podważającą wiarygodność autora. Wystarczy sobie przypomnieć niekończące się dyskusje na temat trylogii Sienkiewicza i traktowanie z sympatią, ale na innych już zasadach Przyborowskiego i Gąsiorowskiego. Książkę Rambauda umieszczałbym pośród tych ostatnich. Czy to wystarczająca rekomendacja do nagrody Goncourtów, nie wiem. Z tego co pamiętam kryteria jej przyznawania i wybory potrafią budzić dużo emocji. Jeśli nie mieszam tematów, to bodajże ostatnio przyznana mieć była za "Les bienveillantes", książkę stylizowaną na wspomnienia esesmana. Biorąc wszakże wszystkie te zastrzeżenia w nawias, zastanawiam się na ile Rambaud swym piórem przybliża nas, a ile oddala od natury okresu. Weźmy za przykład Pani dziedzinę: pominąwszy obecność postaci w danym czasie, na ile opis działania ówczesnych chirurgów na polu walki, metody selekcji etc. odpowiadają rzeczywistości? Jak wcześniej: ciekaw jestem Pani recenzji, bo na medycynie nie znając się wiele rzeczy może mi umknąć. W kontekście uwag o pile, nachodzi mnie pytanie: na ile kończyn wystarczy jedna piła? Opisy ambulansu są dość drastyczne i liczą całość w tysiącach.

Pozdrawiam!
_________________
"Czyń coś powinien, a będzie co może" Andrzej Niegolewski
 
     
Maria J. Turos 
bywalec
Medyk



Wiek: 52
Dołączyła: 12 Maj 2006
Posty: 239
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2007-03-09, 13:17   

Koroniarz napisał/a:
na ile opis działania ówczesnych chirurgów na polu walki, metody selekcji etc. odpowiadają rzeczywistości? Jak wcześniej: ciekaw jestem Pani recenzji, bo na medycynie nie znając się wiele rzeczy może mi umknąć. W kontekście uwag o pile, nachodzi mnie pytanie: na ile kończyn wystarczy jedna piła? Opisy ambulansu są dość drastyczne i liczą całość w tysiącach.

Również niewiele. Odpowiedź zacznę od końca - stal była świetna, narzędzia do dnia dzisiejszego są bardzo ostre i dobry komplet służył właścicielowi przez cały czas kariery zawodowej [tak np. zachował się zestaw w kolekcji Debata, który później przeleżał ileś lat na strychu]. Stąd m. in. używano piłek bez łuku rozporowego - te z taśmy stalowej pękały przy wypalaniu, a bardzo często był to jedyny sposob oczyszczenia z zaschniętej krwi - bardzo twardych i mało giętkich. Również ząbki nie były aż tak drobne - nie wiem czy o takich drastycznych szczegółach mogę pisać na forum - gdyż to pozwalało wychwycić podłużne uszkodzenie kości [pisze o tym J. D. Larrey].
Chirurgia wojenna była brutalna - nie oszukujmy się, ale taką została do dziś, więc selekcja była, ale nie tak z kredą i krzyżykami [to mi "...pachnie..." - pardon - śmierdzi jakimiś notatkami w "Paris Match" po wojnie nad Zatoką Perską]. Znów nie wiem czy o tym mozna pisać na forum i "...pro publico...", ale generalnie nie zajmowano się - poza oficerami, ale bardziej na zasadzie, że zostawał przy nich adiutant - rannymi w brzuch, choc znów nie było tu reguły, bo właśnie na tej wyspie Lobau ["...stoi..." w "Memoires"] J. D. Larrey szył nawet rany pęcherza [jakiś kirasjer - przeżył to wszystko]. Kwestią pozostawał czas - o tym również pisał J. D. Larrey z tej wyspy - przekład na szybko - "...rannych prędzej dobije tu woda i gorączka tyfusowa niż co innego...". Nie znano techniku szwu naczyniowego - próbowano to fakt, więc wszystkie urazy dużych naczyń kończyły się amputacjami.
Tu niestetu trzeba wziąć w rękę kulę karabinową czy kartaczową i popatrzeć - ile waży, jak może uderzyć i jaki powoduje uraz: to są rany tłuczone [pisze o tym i Larrey i nasz Czerwiakowski] gdy kość zostaje nie złamana, ale rozłupana na dziesiątki [nawet] kawałków.
Zaś sam ambulans - to było kilku chirurgów rzadko jeden [chyba, że się wyrwał bezpośrednio "...na linię...", a takowi byli, sam Larrey to lubił i stąd te nieprawdopodobne opisy gdzie mu się zdarzało operować, ale to był rok 1813] gorzej juz było z pomocnikami, lecz nie tak tragicznie. Jednak ktoś dowodzący - no zakładajmy tu powieściowego Percy'ego - nigdy nie pozwoliłby na operacje wykonywane przez osoby niedouczone lub [nawet] niedoświadczone. Zawsze miał przy sobie przynajmniej ucznia - działała długo zasada cechowa [znów akapit w "Memoires" gdzie Larrey dziękuje swoim pomocnikom powtarza sie po każdej bitwie] i za chirurgiem snuli sie studenci. Raz lepsi, raz gorsi - po łapach też dostawali - ale byli. Np. pod Ilawą Pruską był z J. D. Larrey'em Auguste Frizac. Dwóch zupełnie sobie dawało radę - trzymali często koledzy rannego i tu zaczyna się ów cytowany zreszta i przez Bieleckiego temat, iż wielu żołnierzy w ten sposób opuszczało pole walki.
I jeszcze jedno - Lobau była wyspą zalewową, płaską. Jeśli grzęzły po ulewie jaszcze i w pewnym momencie zabrakło amunicji to tym bardziej wóz ambulansowy. J. D. Larrey zresztą swój ambulans - wyjątkow nie dla gwardii ale dla wszystkich urządził na ściętych pniach drzew [topól] nad brzegiem jakiegoś zakola Dunaju. Zachował się rysunek jednego z chirurgów - taki Lejeune ze skalpelem [bodajże cytował go Osprey i jeśli do końca marca wróci kustosz to mi to pozwolą zeskanować] i nic to przyjemnego, ale i nie "...jatka..." z "Bitwy".
Pozdrowienia z Paryża

[ Dodano: 2007-03-10, 16:41 ]
Mały dodatek - wszak to ktoś z naszych rekonstruktorów zadał mi swego czasu pytanie, iz podczas zwiedzania ossuarium [bądź muzeum] na polu bitwy pod Austerlitz widział kość ludzką przecięta idealnie jak nożem. To właśnie świadczy o jakości stali narzędzi chirurgicznych, nie tylko piłki, ale i kleszczyków którymi umiano [i Lisfranca jednego z chirurgów właśnie tamtej epoki, który je skonstruował, pod swoją nazwą są używane do dnia dzisiejszego] kość wyrównać. Przypuszczam, że takie detale natury operacyjnej nie specjalnie nadają się na forum [a ja siedzę własnie nad Zatoką Juan, gdzie - na prośbę publiczności - za godzinę odbędzie się pokaz "...egzaminu doktorskiego..." w którym będę doktorantem i właśnie będę musiała, mało że odpowiadać po łacinie na pytania czcigodnego promotora - później pocałować go w rękę - to jeszcze sprawdzić się w roli dowódcy ambulansu, myślę może by coś takiego zaprezentować u nas w Jabłonnej, tu po pokazie w 2004 roku publiczność sama wymogła dzisiejszą "...powtórkę...", mam trochę tremy] ale na pokazie właśnie, bądź w wiekszym tekście czy komentarzu już tak. Praktycznie - poza detalami - piłki, kleszcze do kości, retraktor [właśnie pomysły Percy'ego] używane w chirurgii urazowej pochodzą z tamtych "...wspaniałych... :bad: czasów...".
Co jeszcze - w muzeum Val - de - Grace zachowało się moc sprzętów, nie tylko narzędzi, gdyby rzeczywiście było "...powieściowo..." czyli piłka od ślusarza to nie przetrwało by nic. A to są nawet takie drobiazgi jak świeczniki [duże na metalowym drągu gdzie w uchwyty można było nie tylko wkładać świece,ale i pochodnie] wagi apteczne, naczynia [tu mam skojarzenia antropologiczne - nie ma tzw. ogniwa pośredniego więc a priori jest kreacjonizm] w tym metalowe nieduże manierki. Do czego - a na nalewkę opiumową albo "...bizantynkę..." [są analizy osadów z tych naczyń]. I jedna i druga były potwornie mocne - 15 kropli wystarczyło by odurzyć dorosłego silnego mężczyznę, a weźmy pod uwage utratę krwi.
I oto "...dosiadłam..." mojego "...konika...", ale już muszę wracać w XIX wiek.
Pozdrowienia - opiszę jak mi "...poszło..."
 
     
szwoleżer 
bywalec
I Régiment de chevau-légers (Polonais)



Wiek: 34
Dołączył: 21 Gru 2005
Posty: 250
Skąd: Sanok
Wysłany: 2007-03-21, 20:52   

czołem!
chciałbym się zapytać, czy ktoś kupił juz książkę o ułanach nadwislańskich A.Ziólkowskiego i co o niej sądzi?
pozdrawiam
_________________
Vivat Cesarz! Vivat Woysko Polskie!
Nie masz pana nad ułana!
 
     
Koroniarz 
bywalec
I Régiment de chevau-légers (Polonais)



Dołączył: 17 Gru 2005
Posty: 924
Wysłany: 2007-03-21, 21:57   

Maria J. Turos napisał/a:
myślę może by coś takiego zaprezentować u nas w Jabłonnej, tu po pokazie w 2004 roku publiczność sama wymogła dzisiejszą "...powtórkę...", mam trochę tremy

Koniecznie. Podsunę to kolegom.
szwoleżer napisał/a:
czołem!
chciałbym się zapytać, czy ktoś kupił juz książkę o ułanach nadwislańskich A.Ziólkowskiego i co o niej sądzi?
pozdrawiam

Sporo z nas zaopatrzyło się w nią pod Pruską Iławą :haha: Na razie mam za sobą pobieżny przegląd. Książka wydania bardzo ładnie, choć nie wolna od błędów (np. dyskutowana była długość lancy). Jak przeczyta całość, będzie mi łatwiej mówić o szczegółach. W tej chwili czytam wcześniejszą książkę "Pierwszy Pułk Szwoleżerów Gwardii Cesarskiej 1807-1815", którą niepij był mi łaskaw pożyczyć. W myśl złego nawyku, którego nie mogę się pozbyć, równocześnie "1812 marsz na Moskwę" Paula Britten Austin, która od dawna czekała na półce na swą kolej.

Pozdrawiam!
_________________
"Czyń coś powinien, a będzie co może" Andrzej Niegolewski
 
     
szwoleżer 
bywalec
I Régiment de chevau-légers (Polonais)



Wiek: 34
Dołączył: 21 Gru 2005
Posty: 250
Skąd: Sanok
Wysłany: 2007-03-22, 08:08   

czołem!
Koroniarz napisał/a:
W tej chwili czytam wcześniejszą książkę "Pierwszy Pułk Szwoleżerów Gwardii Cesarskiej 1807-1815",

Tegoż samego autora?
pozdrawiam
_________________
Vivat Cesarz! Vivat Woysko Polskie!
Nie masz pana nad ułana!
 
     
Koroniarz 
bywalec
I Régiment de chevau-légers (Polonais)



Dołączył: 17 Gru 2005
Posty: 924
Wysłany: 2007-03-22, 09:00   

szwoleżer napisał/a:
Tegoż samego autora?

Tak
_________________
"Czyń coś powinien, a będzie co może" Andrzej Niegolewski
 
     
szwoleżer 
bywalec
I Régiment de chevau-légers (Polonais)



Wiek: 34
Dołączył: 21 Gru 2005
Posty: 250
Skąd: Sanok
Wysłany: 2007-03-22, 09:24   

a czy książka o szwoleżerach jest jakkolwiek osiągalna do nabycia?
_________________
Vivat Cesarz! Vivat Woysko Polskie!
Nie masz pana nad ułana!
 
     
Sebastian
początkujący



Dołączył: 08 Lis 2006
Posty: 17
Wysłany: 2007-03-22, 14:25   

Mogę Ci porzyczyć.
Czy to prawda, ze brak w 'lansjerach..." bibliografii ?
 
     
szwoleżer 
bywalec
I Régiment de chevau-légers (Polonais)



Wiek: 34
Dołączył: 21 Gru 2005
Posty: 250
Skąd: Sanok
Wysłany: 2007-03-22, 14:29   

Sebastian napisał/a:
Mogę Ci porzyczyć.

Mi?tylko jak?pocztą?
_________________
Vivat Cesarz! Vivat Woysko Polskie!
Nie masz pana nad ułana!
 
     
Sebastian
początkujący



Dołączył: 08 Lis 2006
Posty: 17
Wysłany: 2007-03-22, 14:33   

Chociazby :)
Ksiażkę mozna jeszcze nabyć. Była w ksiegarni na Krakowskim Przedmiesciu . Moze na alledrogo ?
Pozdrawiam
 
     
Maria J. Turos 
bywalec
Medyk



Wiek: 52
Dołączyła: 12 Maj 2006
Posty: 239
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2007-03-22, 16:50   

Koroniarz napisał/a:
Koniecznie. Podsunę to kolegom.

Trzymam w takim razie za słowo.
Jak poszło, no cóż było bardzo "...epokowo...", a poza tym w mundury "...wbili się..." trzej profesorowie [w tym Prof. Jean Marchioni autor - moim zdaniem - najlepszej biografii J. D. Larrey'a, chodzę za nim jak "...cień..." by wyraził zgodę na przetłumaczenie chociażby fragmentów i coś czuję, że wszystko na dobrej drodze] i zamiast znanej na pamięć amputacji "...maglowali..." mnie z trepanacji czaszki. Było - ufff :doubt: albo i gorzej czyli :bad: ale na szczęście jakoś wybrnęłam.
Potem był pokaz - i farba od paintballu lała sie strumieniami.
A tak a propos - tekst już kończę i po powrocie do kraju zamieszczę.
Rzeczywiście w "Bitwie" jest wszystko tylko nie to co byc tam powinno.
Pozdrowienia - no i co obmyslić do Jabłonnej
 
     
Sebastian
początkujący



Dołączył: 08 Lis 2006
Posty: 17
Wysłany: 2007-03-23, 08:11   

Niestety, ksiegarnia o której wspomniałem już nie istnieje...
 
     
Krzysztof Polak 
bywalec
Pułk 3-ci Piechoty



Wiek: 24
Dołączył: 21 Kwi 2006
Posty: 170
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2007-03-23, 09:49   

Przeniesiona na Grybowską, nr. chyba 66/68, czy jakos tak (65/67??), była karteczka o tem na drzwiach.
Niestety, signum temporis, czyli upadek cywilizacji - pewno zrobia tam jakiś wyszynk albo salon samochodowy... bleeee


Ze swojej strony polecam z epoki wcześniejszej "Wieszanie" Rymkiewicza. Nie traktujcie tego jak książke historyczną - raczej znakomity kawałek literatury osnuty dość luźno wokół tematyki wieszań zdrajców w czasie Insurekcji.
_________________
Honor to bóg wojska!
Kiedy nie masz honoru, nie masz wojska!
 
 
     
Koroniarz 
bywalec
I Régiment de chevau-légers (Polonais)



Dołączył: 17 Gru 2005
Posty: 924
Wysłany: 2007-03-23, 10:17   

Sebastian napisał/a:
Niestety, ksiegarnia o której wspomniałem już nie istnieje...

Taką miałem obawę, że piszesz o domu bez kantów. Jakbyś jednak "Pierwszy Pułk Szwoleżerów Gwardii Cesarskiej 1807-1815" gdzieś jeszcze wypatrzył, zapewne tak samo ja, jak i Bartek będziemy wdzięczni za podpowiedź. Na Allegro od dawna jej nie ma.

Co się tyczy książek w toku, to wspominany wcześniej Austin mimo doboru pamiętników do zamierzonej tezy, skomponował całość w sposób nader zajmujący. Zasadniczą zaletą koncepcji jest to, że o całej kampanii mówią jej rzeczywiści uczestnicy. To pozwala uniknąć części mielizn i daje walor autentyczności. Jak powiedział mi znajomy Anglik, ma się wrażenie, że Ci ludzie siadają przy kominku i snują opowieść o własnym, niezwykłym przecież, życiu.

Pozdrawiam!
_________________
"Czyń coś powinien, a będzie co może" Andrzej Niegolewski
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
 
   






Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Support forum phpbb by phpBB Assistant
Template created by Qbs.
Template theme based on Unofficial modifications.
Strona wygenerowana w 0,34 sekundy. Zapytań do SQL: 14