Dołączył: 20 Maj 2006 Posty: 135 Skąd: majątek Grabów
Wysłany: 2006-08-18, 10:52 Za mundurem panny sznurem
Witam, nazwa tematu wyszła nieco prowokacyjnie ale z góry odcinam się od podejrzeń o seksizm.
Panie naszych serc i snów podążają już od dawna wespół z nami na różnego rodzaju imprezy i spotkania, więc zadać wypada pytanie, gdzie jest dla nich miejsce najodpowiedniejsze w tym świecie.
Broń Boże nie myślę do garów nikogo ganiać ale uważam, że ciągnące za niemal każdą kolumną tabuny (tabory?) to często lekka przesada.
Jeśli temat pojawił sie już na innych forach - wybaczcie.
To jest trudna sprawa. Mniej więcej tak trudna jak udział Japończyków w grupach rekonstruujących oddziały z wojen napoleońskich... a przecież widzieliśmy kilku japońskich jegrów austryjackich, nota bene, w bardzo dobrych mundurach i bardzo dobrze wyszkolonych.
Kobiety były przy wojsku ale wtedy raczej nie w wojsku... Tyle że mi właściwie nie przeszkadza żołnierz płci odmiennej, którego można sklasyfikować jako kobietę dopiero w śmiałym zwarciu na bagnety.
Dla mnie kobiety w mundurach, jeśli potrafią spełnić wymogi bycia żołnierzem są tak samo wartościowe jak mężczyźni.
Inna sprawa że traktując poważnie rekonstrukcję możnaby spierać się czy jest sens aż tak gmatwać obraz ówczesnego świata. Dobre grupy zachodnie nie przyjmują kobiet w swoje szeregi, nie pozwalając im nawet na włóczenie się za wojskiem na bitwach ( chyba ma to trochę sensu o ile nie znają one nawet szczątkowych zasad manewrowania i zachowania podczas bitwy).
Dopuszczają z tego co wiem jedynie obecność kobiet w obozach ale też tylko w strojach kobiecych z epoki, a nie w strojach kobiecych stylizowanych na epokowe, a już z pewnością nie tolerują kobiet żołnierzy tłumacząc to realiami epoki.
Moje zdanie jest takie, że cenny jest każdy kto spełnia swoją rolę z zaangażowaniem i świadomością tego co robi, równocześnie dbając o historyczny wizerunek. Jeśli kobieta potrafi wyzbyć się swojej urody, potrzeby komfortu i delikatności to może być żołnierzem.
Jeśli natomiast chce być markietanką, wiwandierką, kantynierką czy żoną żołnierza to musi uzbroić się w pewną dozę tolerancji dla oczekiwań w rodzaju:
- ugotujcie coś dziewczyny
- pozmywacie po jedzeniu co?
- podawajcie nam wodę
- róbcie chociaż zdjęcia dobra
bo po coś się jeździ na te biwaki. Ładne wyglądanie lepiej wychodzi w domu, teatrze albo na baletach. Skoro dziewczyny nie chcą albo nie mogą ukryć się w uniformie to muszą znaleźć jakieś uzasadnienie dla swojej obecności. I obawiam się że to uzasadnienie powinno mieć odrobinę sensu. Skoro mężczyzni dążą do jakiegoś celu w tym wszystkim, o ile dążą, to kobiety powinny poznać reguły gry i jakoś się do nich zastosować.
Niezbędną sprawą jest by posiadały historyczny ubiór, raczej bez improwizacji na temat bo to od razu widać i pogarsza to wizerunek oddziału jeśli na jego biwaku pląsają Panny w swetrach z myszką Miki.
Co do udziału w bitwie kobiet żołnierzy to uważam że jeśli są wyszkolone i wystarczająco przekonane o swojej sprawności fizycznej to oczywiście powinny być traktowane na równi z mężczyznami.
Markietanki i tym podobne chyba powinny być daleko w tyle tak by nie komplikować manewrów i nie stwarzać zagrożenia podczas walk i strzelania - głównie dla ich dobra, również jednak dla ułatwienia odtwarzania, czasem skomplikowanych, manewrów ich towarzyszom.
Mogę udawać rycerza i dziękować za wodę czy ciasteczka w czasie batalii ale nie o to chodzi.
Gdy chcemy żeby oddział działał sprawnie wszystkie jego części muszą być sprawne i znać swoją funkcję, a przeciętnym "markietankom" to nie wychodzi za dobrze z racji tego, że one nie miały historycznej funkcji na pierwszej lini walk i ciężko coś dla nich wymyśleć. (świadomie pomijam wyjątki w rodzaju "dzielnych żon pułkownika", "bohaterskiej markietanki co obroniła oddział przed kozakami" - to naprawdę były wyjątki i ciężko znaleźć dla nich regułę w trakcie bitwy)
To po krótce moje zdanie choć muszę wspomnieć jeszcze o kilku markietankach i kobietach, które bardzo wiele nam pomagały w przeszłości i mimo niedociągnięć w ubiorze lub zrozumieniu pola walki w dwójnasób wynagradzały niedoskonałości bitewne opiekuńczością, urodą, wytrwałością, umiejętnościami kulinarnymi i wieloma innymi zaletami...
Antenka, Emilka i Karolka - i ładne to było, i gotowało, i w deszcu spało w tych swoich cienkich koszulinach i gorsetach, jeździły do czasu aż ówczesne oficerstwo nie zdecydowało o selektywnym nie zwracaniu im kosztów podróży, i się dziewczynom nie dziwię
Tamara - wyglądała, gotowała i była w istocie archetypem markietanki, szkoda że już nie bywa...
Kaja - troskliwa i wytrzymała, 2 razy przeszła z naszą KompaniąWoltyżerską dystans 100 km, w sandałach, niosąc nasz zapas wody i chleba z dżemem, i mimo własnych odcisków na stopach pomagała nam trzeciego dnia dźwigać nasze tasaki i karabiny.
Malwina - też z nami wędrowała mimo kłopotów z kolanem, gotowała, taszczyła nasze zapasy, znosiła wszelkie niewygody nie domagając się żadnych pochwał czy udziału w defiladach i również dowództwo w Pułtusku i w Raszynie uznało że nie należy jej się żołd, bo jest kobietą.
Wanda - żołnierz, po prostu żołnierz - zna musztrę, nosi mundur, dźwiga plecak, sztandar i karabin, po prostu...
Asia i Zorrita - dzielnie wspierają 2 pułk od kilku lat, gotując, robiąc zdjęcia, nosząc wodę, spełniając wszystkie te funkcje których żołnierze się nie podejmują bo mają tysiąc różnych spraw do załatwienia w tym czasie...
Kolejny aspekt tej sprawy to jak sie traktuje markietanki na biwakach...
Każdy chce by były ładne, skakały koło wszystkich i zawsze strzegły ognia pod zupą, wszyscy czarują co ładniejsze z nich ucałowaniem rączki bądź komplimentem jakimś, a po bitwie oświadcza im się, że nie dostaną kasy, de facto pokazując im że nie są rekonstruktorami, ani nawet częścią widowiska, które właśnie się skończyło z ich udziałem... Większą wartość ma przebrany w krzywą kierezję strzelec gminny, napity ale facet i do tego strzelajacy chaotycznie z karabinu, najlepiej maszynowego chyba...
To przede wszystkim Wy dziewczyny, zastanówcie się czy warto.
Jeśli warto to uszyjcie pożądną kiecę i czepek albo wbijcie się w mundur i do zobaczenia na biwakach.
Pozdrawiam
niepij
p.s. nie wiem czy nie ważniejszy byłby temat "synów pułku", którzy plączą się pod nogami kilku oddziałów rzucając co i raz petardę w dowolnym kierunku.
Koroniarz bywalec I Régiment de chevau-légers (Polonais)
Dołączył: 17 Gru 2005 Posty: 889
Wysłany: 2006-08-22, 09:34
niepij napisał/a:
To przede wszystkim Wy dziewczyny, zastanówcie się czy warto.
Jeśli warto to uszyjcie pożądną kiecę i czepek albo wbijcie się w mundur i do zobaczenia na biwakach.
Dorzucę jedną rzecz tylko: może by pomyśleć o szpitalu polowym? Potrzebny blisko pola bitwy, tak na wypadek nieszczęścia jak i dla zwykłego pokrzepienia. Pani Maria na pewno by calość znakomicie zorganizowała, a i organizatorom utrąciło się argumenty do nierównego traktowania. Tutaj w pełni podpisuję się pod wywodem niepija. Paragrafem już rzucałem, a koleżankom jestem nieodmiennie wdzięczny za ich trud i serce wszystkim przebierańcom okazywane.
niepij napisał/a:
nie wiem czy nie ważniejszy byłby temat "synów pułku", którzy plączą się pod nogami kilku oddziałów rzucając co i raz petardę w dowolnym kierunku.
Wszystko można zrobić dobrze i źle. Dzieci w szeregach widać i w grupach zachodnich. Tak bywało i w Lipsku i pod Austerlitz. Na ogół pojawiaja się jako muzykanci. W Lipsku paru pędraków ciężko zmordowanych dzielnie biło w w werble, byle tylko swym dorosłym kolegom w tym nie ustępować. Byłem pod wrażeniem. Nie inaczej pod Austerlitz, gdzie dzieciaki przygrwyały na werblach i fletach. Zdjęcie (jednej) z muzykantek niżej (zbiórka przed wymarszem na manewry pod Austerlitz, 2 grudnia 2005 r.). Jak widać: "córa pułku" radziła sobie wspaniale.
Wiek: 52 Dołączyła: 12 Maj 2006 Posty: 221 Skąd: Warszawa
Wysłany: 2006-08-22, 15:05
A jak się Wam podoba medyk - przecież paraduje w spodniach i we fraku [to drugie rzadziej] na polu bitwy jak trzeba [kto był w Ciechanowie to wie co było w scenariuszu, podobnie w Gołyminie gdzie mnie Kozacy byli obsiedli] to dobywa szpady nie tylko lancetu, wie co zrobić nawet jak jest ranny dowódca.
Podoba się czy nie?
Odnośnie grup rekonstrukcyjnych we Francji - w tej do której ja się przyłączałam było pełne - momentami aż za bardzo - równouprawnienie i nikt się nie pytał czy palce pani doktor są tylko do oblekania ich w białe rękawiczki, zas grzbietu we frak ze złotem na kołnierzu, trzeba było robić wszystko i już. Wiem, że są grupy ściśle męskie, ale tu się zgadzam z P."niepijem" - albo mundur i do szeregu, albo piękna suknia w stylu epoki i grupa z Ajaccio, ktora inscenizuje bale i wszelakie "...fety...".
Co do starć "na ostro" - po prostu są osoby, które to lubią [vide żeńskie drużyny strzeleckie czy gier wojennych z paintballem włącznie] i są takie, które szukają czegoś nowego. A może by tak coś oryginalnego... Wiadomo to obniża poziom.
Pytanie bardzo mądre i trafne - ale znów odpowiedzieć musi sobie każdy sam - czego ja szukam i czego ja chcę. To jest moim zdaniem najważniejsze.
Jak zawsze pozdrowienia.
Dołączył: 20 Maj 2006 Posty: 135 Skąd: majątek Grabów
Wysłany: 2006-08-23, 09:11
Dzięki niepiju za piękne epitafium dla tych co już ich niema wśród nas... I dla tych, które nadal spotkać można na niejednym biwaku. Niestety, z tego coś napisał wyłania się ponury dość obraz, myślę niestety, że dość obiektywny. Trzeba zatem, by dowódcy oddziałów zadbali o dobro swych markietanek, nieprawdaż? I myślę, że nie tylko w sprawach żołdów.
Jeśli nie będziemy starać się działać na zasadzie równouprawnienia, doprowadzimy do buntu, a wtedy będziemy musieli zdecydować, czy np. dopuszczalen są żeńskie pułki i męskie markietanki.
_________________ Kto miał zaszczyt służyć Napoleonowi, temu wolno służyć tylko Panu Bogu przy Mszy świętej.
-gen. J.Kossakowski
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum