Poprzedni temat «» Następny temat
Autor Wiadomość
Rekonstrukcja: Pierwiastek niematerialny
Koroniarz 
bywalec
I Régiment de chevau-légers (Polonais)



Dołączył: 17 Gru 2005
Posty: 889
Wysłany: 2006-08-07, 00:15   

niepij napisał/a:
Dziedziny rekonstrukcji i żonglowanie wiedzą dla uzasadniania potrzeb to coś zupełnie innego. Myślę że powinniśmy na początku jasno określić "Konstytucję" naszej zabawy. (...) W przeciwnym razie możemy nieświadomie tworzyć pozór wiedzy i precedensy dla ludzi, którzy szukają uzasadnienia dla swojego lenistwa czy nałogów.

Tak, to wszystko prawda, ale mam wrażenie (być może niesłuszne), że zachowania skrajne przyjmujesz jako normę. Zresztą dyskusja o zasadności picia alkoholu wydaje mi się akademicka ze względów, o których pisałem wcześniej: dura lex sed lex. Co się tyczy historii: rozumiem, że sprzeciwiasz się relatywizmowi. Ja też. Tylko, że w inny sposób. Nie sądzę, aby dla zachowania tego co ważne i godne upamiętnienia, trzeba było przemilczeć co było w czasach, które staramy się zobrazować złe. Zważ też, że "żonglowanie" odnieść można do każdego opierającego się na historii przykładu. Rzeczywistość była i jest bowiem złożona, a niektórzy z erystów twierdzą wręcz, że każdy przykład jest nadużyciem (Twój o wyszkoleniu rekrutów, mój o zdobywaniu szlifów i każdy dowolny przykład innego rozmówcy). Dlatego je konfrontujemy. Mając to na uwadze, dopuszczę się kolejnego "nadużycia" i sięgnę do Conrada. We wstępie do "The Point of Honor, A Military Tale", mówił że historia ta spotkała się z żywiołowym przyjęciem jako najlepiej oddająca ducha epoki. Zauważ jednak, że odmiennie od filmu, w opowiadaniu granica między "dobrem" a "złem" bywa płynna, a ówczesna rzeczywistość ukazywana jest bez upiększeń. Co z tego pamiętamy: szlachetnego d'Hubert i nieprzejednanego Feraud. Historia o pojmowaniu honoru, jako wróżdy w czasach powszechnej rzezi jakoś nam się gubi. Może warto więc przypomnieć pierwsze zdania:
The Point Of Honor, Joseph Conrad, www.gutenberg.org napisał/a:
Nevertheless, a story of duelling which became a legend in the army runs through the epic of imperial wars. To the surprise and admiration of their fellows, two officers, like insane artists trying to gild refined gold or paint the lily, pursued their private contest through the years of universal carnage. They were officers of cavalry, and their connection with the high-spirited but fanciful animal which carries men into battle seems particularly appropriate. It would be difficult to imagine for heroes of this legend two officers of infantry of the line, for example, whose fantasy is tamed by much walking exercise and whose valour necessarily must be of a more plodding kind. As to artillery, or engineers whose heads are kept cool on a diet of mathematics, it is simply unthinkable.

Pytanie co z tego zachować, prócz pamięci, pozostaje oczywiście otwarte.

Co się tyczy "konstytucji", to ona już jest pisana. Na różne sposoby, przez różne grupy. Nie wierzę zresztą, aby się tu dało pełny consensus osiągnąć. Choćby dlatego, że tego co przeszłe w pełni zrekonstruować się nie da. Czasami nawet nie wolno. Albo dlatego, że pasja dekretom się nie poddaje. Pojawia się też pytanie czemu rekonstrukcja epoki wojen napoleońskich ma służyć. Jeśli wyłącznie pokazom, to będzie się trywializować. Jeśli wyłącznie pasjonatom, to zamieni się w turystykę historyczną, lub budowanie wieży z kości słoniowej, do której profani dostępu nie mają. Jeśli zaś podtrzymaniu tradycji, to trzeba najpierw ją określić, a potem łączyć co dobre z różnych motywacji by ten cel osiągać. Uważam też, że warto zachęcać do tego by od słów o konstytucji przejść do czynów. Nie jest to przytyk, ale pochodna obserwacji, że dyskusja na ten temat toczy się odkąd sięgam pamięcią, a konkluzje giną w sporach lub w najlepszym razie kończą się na deklaracjach. Na koniec, trochę żartem, trochę serio: gdy dyskutujemy o przewagach demokracji na absolutyzmem (również oświeconym) i vice versa, to wierzę w przejrzystość reguł i to wyznacza mi kierunek działania. Dlatego też uważam, że sprawdzone mechanizmy działania są lepsze od eksperymentalnych. To taki mój pierwiastek niematerialny w ujęciu pragmatycznym. :wink:

O innych sprawach, lepiej i głębiej w literaturze, czy filmie i myślę, że również po nie warto sięgać dalej i częściej w tym wątku. Skoro zaś o literaturze mowa, polecam Twojej uwadze wątek:
Z pieśnią na ustach oraz wątek: Warto przeczytać. Może warto je rozwinąć i z tym rozwinięciem tu wracać?

Pozdrawiam!
 
     
Jazlowiak
początkujący


Dołączył: 11 Lip 2006
Posty: 34
Wysłany: 2006-08-08, 11:08   

niepij napisał/a:
Wiem że to brzmi jak jakieś wrzaski Savanaroli ale ja się już napatrzyłem na pijących dziadków w kostiumach z teatru i to naprawdę nie ma nic wspólnego z rekonstrukcją, choć jest perfekcyjnie zgodne z historią ;-) widziałem też rzesze kosynierów w adidasach i z tekturowymi kosami( o sprawiedliwości! - opłacanych tak jak reszta żołnierzy która własnym kosztem dopracowała się swoich mundurów). Wszyscy oni z przejęciem śpiewają wieczorami (tak jak żołnierze Xięstwa), tyle że nasi "rekonstruktorzy" śpiewają: hej hej hej sokoły albo Pierwszą Brygadę, nie stroniąc też od repertuaru Kaczmarskiego. To piękne piosenki są ale o ile piękniej umaiłyby wieczór z grilem po całodniowym spływie kajakowym na biebrzańskich trasach niż smętny biwak neonapolenidów.


Jesli chodziło Ci o kosynierów na pokazie w Krakowie to uprzejmie informuję, że nie byli w żaden sposób opłacani. Fundacja Polonia Militaris zapłaciła tylko za ich przejazd z Płocka i z powrotem oraz za wyżywienie i zwiedzanie Katedry na Wawelu. A merkantylizm wziął się z tego, że część rekonstruktorów wogóle nie wyobraża sobie, że można przyjechać na imprezę bez żołdu.
 
     
niepij
bywalec
Początkujący



Dołączył: 13 Lip 2006
Posty: 145
Skąd: KompaniaWoltyżerów
Wysłany: 2006-08-08, 12:11   

szczęśliwie nie byłem pod Racławicami, choć wiele słyszałem i widziałem dyskusje na innych forach... nie zamierzam się w żaden sposób do niej włączać.
Miałem na myśli wielokrotnie organizowane grupy licealistów i harcerzy wspomagające nas na bitwach w okolicach Warszawy przed paru laty.

Żeby było jasne - organizacja imprez i zarządzanie masami nie leżą w sferze moich zainteresowań i przede wszystkim, w sferze moich możliwości. Dlatego jeśli nawet coś co napisałem zawadza o te tematy to niestety tylko w teorii bądź co gorsza są to moje przemyślenia.
Jeśli ubolewam że organizator na równi inwestuje w zbieraninę statystów jak w prawdziwych miłośników historii to tylko ze względów na świadomość konsekwencji dla społeczeństwa. Bo nie mam chrapki na te "kosynierskie żołdy" ani nie odmawiam im prawa do sobotnio-niedzielnego zarobku.
Wydaje mi się że takie imprezy mogą powodować:
- u widzów - mylny obraz zarówno wyglądu jak i zachowania postaci historycznych
- u "kosynierów" - przekonanie o łatwości i dochodowości uczestnictwa w "kóltóże"
- u rekonstruktorów - bolesne przekonanie, że są tyle warci co przebrane rzesze chłopaczków
- u wszystkich - uzasadnioną obawę że inwestycja w tak powierzchowne i nic nie wnoszące do świadomości społecznej przebieranki, być może jest inwestycją chybioną, co w konsekwencji może spowodować również niechęć do wspierania grup, które mają jednak jakieś osiągnięcia...

Pozdrawiam
niepij
 
     
Brykiet 
bywalec
Sierżant


Dołączył: 20 Maj 2006
Posty: 135
Skąd: majątek Grabów
Wysłany: 2006-08-08, 12:53   

Witam po wakacjach, oj napisaliście WPanowie (i Panie) podczas mej nieobecności mnóstwo postów sążnistych a ja teraz siedzę i w pocie czoła to czytam...
A teraz konkret: zawsze będą świadomi tego co robią nieliczni i elitarni rekonstruktorzy (nie nazywam ich prawdziwymi by nikogo nie obrazić!) i legion bawiących się doskonale w wojsko napoleońskie (albo co podejdzie) przebierańców. Podobnie sprawa się ma z imprezami: podziemne super realistyczne bieganiny po deszczowym lesie i Festiwale ziemniaka z "bitwą" jako jedną z atrakcji.
I trzeba się z tym pogodzić bo tak jest zawsze i w każdej dziedzinie dzaiłalności hobbistycznej.
(Aby nikt mnie zasłowo nie łapał - dla lepszego efektu podałem tylko dwie skrajności. pomiędzy nimi jest całe spektrum ludzi i imprez pośrednich).
Trzeba z tego zdawać sprawę i rekrutom w głowę wbijać - wtedy będą jasne reguły gry - i dla nas i "bogów wojny" organizujących imprezy.

Co do oficerów - wiadomo najlepszy byłby taki z autorytetem, dusza człowiek, brat żołnierza itd. Ale ja znam tylko jednego takiego - siedzi goły na koniu przed Pałacem Prezydenckim...

Z ludźmi już tak jest, że zawsze ktoś komuś będzie nie w smak (i tu ściśle trzymamy się jako Polacy tradycji), więc jakiekolwiek sposoby weryfikacji wielkich sukcesów nie przyniosą. Nie zabronimy bowiem noszenia epoletów komuś, kogo na nie stać. Możemy go tylko nie słuchać.
Ale że prawdziwi dowódcy są potrzebni to prawda, tylko jak ich "wynaleźć"?
Obiieralność oficerów w poszczególnych grupach - to nawet w armii rewolucyjnej się nie sprawdziło. Dochodza jeszcze koszty mundurów...
Lepiej już chyba,by stopnie nadawała (za zgodą danej grupy) Rada Wiarusów w skłąd której wchodzili by przedstawiciele większości (to znowu realizm) grup. To taki świeży pomysł, chetnie wysłucham waszych opinii na ten temat.
_________________
Kto miał zaszczyt służyć Napoleonowi, temu wolno służyć tylko Panu Bogu przy Mszy świętej.
-gen. J.Kossakowski
 
     
Koroniarz 
bywalec
I Régiment de chevau-légers (Polonais)



Dołączył: 17 Gru 2005
Posty: 889
Wysłany: 2006-08-08, 14:11   

Brykiet napisał/a:
Lepiej już chyba,by stopnie nadawała (za zgodą danej grupy) Rada Wiarusów w skłąd której wchodzili by przedstawiciele większości (to znowu realizm) grup. To taki świeży pomysł, chetnie wysłucham waszych opinii na ten temat.

Z tą opinią zgadzam się w pełni. Przyziemną próbą wspólnego dyskutowania tej i innych spraw ważnych dla rekonstrukcji jest Rada stowarzyszenia, w której zasiadaliby reprezentanci różnych grup, przedstawiciele stowarzyszenia oraz autorytety z dziedziny historii. Tematów jest dużo więcej, jak chociażby 210 lat od skomponowania Mazurka Dąbrowskiego, czy godne upamiętnienie 200 rocznicy powstania Księstwa Warszawskiego.

Co się tyczy krakowskich kosynierów, to muszę chłopaków wziąć w obronę. Byli godziwie przyodziani i uzbrojeni jak najbardziej tradycyjnie. Ręcznie szyte buty (prawo-lewe, niektóre zresztą zelowane), pokazywaliśmy sobie jako ciekawostkę. Trzymali porządek, podczas biwaku nie pili, na polu poruszali się sprawnie (w granicach formacji nieregularnej, jaką kosynierzy historycznie byli). Pamiętam natomiast statystów z różnych innych przedsięwzięć, którzy rzeczywiście byli uzbrojeni w tekturowe kosy, ale biorąc pod uwagę, jaki animusz podczas bitwy w nich wstępował, to nawet lepiej.

Dla pracy "Polonia Militaris" mam dużo uznania. Myślę, że działa wokół niej szereg osób, które pracują nie dla profitu, lecz dla idei. I tę pracę uznać trzeba. BZURA pod wieloma względami wyznacza standardy i cieszy się z roku na rok wśród kolegów z grup wrześniowych coraz większą popularnością. Z braku munduru, pewno wybiorę się jako widz. Będzie odmiana :) Co się tyczy krakowskich Racławic: prawda jest taka, że projekt ten przeżywał dość burzliwe losy, a o ile wiem ostatecznie przeważyła chęć by w tej czy innej formie ludzi z mundurach z epoki w Krakowie przedstawić. Ile to Jazłowiaka kosztowało wie ten, który tam był. Ufam, że ktroegoś dnia Racławice zostana upamiętnione w historycznym miejscu i w historycznym terminie. Są tego warte. Akurat krakowskich kosynierów tam zabraknąć nie powinno. Jazłowiaka również.
 
     
Brykiet 
bywalec
Sierżant


Dołączył: 20 Maj 2006
Posty: 135
Skąd: majątek Grabów
Wysłany: 2006-08-18, 10:23   

Aby trochę ożywić, nieco zamarłą dyskusję, chciałbym zadać PP. pytanie: Czy zakładając na siebie mundur, powinniśmy (a może nie?) stawać się innymi ludźmi?

Nie chodzi mi o przemianę typu "człowiek --> wilkołak" ale oto, czy prócz munduru, umiejętności strzelania i wykonywania obrotów wojskowych wyszkolony żołnierz nie powinien znać określonych manier i obyczajów z epoki.
Wiem, że nie każdemu to odpowiada, nie każdy czuje się na siłach ale skoro już mamy na sobie "kostium" to należało by też "grać" rolę mu przypisaną.
Oczywiście unikał bym rekonstruowania w warstwie obyczajowej arogancji, chamstwa, chciwości, pijaństwa i paru innych wad ludzkich od których tamte wojsko wolne nie było.
Za to warto by pokazać społeczeństwu (i nam samym), że ułan był dziarski, woltyżer zaradny, grenadier budził podziw swą doskonałością, a oficer elegancki i pełen galanterii.
_________________
Kto miał zaszczyt służyć Napoleonowi, temu wolno służyć tylko Panu Bogu przy Mszy świętej.
-gen. J.Kossakowski
 
     
Maria J. Turos 
bywalec
Medyk



Wiek: 52
Dołączyła: 12 Maj 2006
Posty: 222
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2006-08-20, 19:24   

Brawo, brawo i jeszcze raz brawo - bardzo mądre zdania. Odnoszę czasami wrażenie, iż "...przedobrzam..." z realiami [w Raszynie zamiast śpiwora - zdało się widzieć - była derka i własny surdut], ale kiedys napisałam, iż czasami trzeba pomyśleć KIM był człowiek, mktórego mundur zakladam. Służbista medyk egzekwujący porządek w obozie i opiekun rannych, którego ci sami żołnierze ratują z opresji, bo on ratował ich kolegów [J.D. Larrey nie przeżyłby odwrotu spod Moskwy gdyby nie liniowi żołnierze],
po prostu realia - to cała epoka, a nie tylko jakiś jej - owszem ładny i barwny, ale zawsze wycinek, jakim są mundury.
Oby zawsze spod palców imć Pana "Brykieta" spływał taki "...miód..." na moje rozterki "...być czy nie być..." w XIX wieku tak do końca.
Pozdrawiam
 
     
Brykiet 
bywalec
Sierżant


Dołączył: 20 Maj 2006
Posty: 135
Skąd: majątek Grabów
Wysłany: 2006-08-23, 08:49   

Sługa WPani...
Widzę, że choć jedna osoba rozumie o co mi chodzi: skoro zakładamy "kostium" - grajmyż "rolę" jemu przypisaną.
Pozdrawiam
_________________
Kto miał zaszczyt służyć Napoleonowi, temu wolno służyć tylko Panu Bogu przy Mszy świętej.
-gen. J.Kossakowski
 
     
Koroniarz 
bywalec
I Régiment de chevau-légers (Polonais)



Dołączył: 17 Gru 2005
Posty: 889
Wysłany: 2006-08-23, 10:32   

Zgadzam się co do teatrum. Podczas bitwy razi wołanie po imieniu przy znaczącej różnicy stopni i wiele innych przyzwyczajeń, które sprawiają, że obraz całości luźno jest tylko z historią związany. Gdzieś tu przebiega granica między żywą historią a przebierańcami. Zastanawiam się przy tym na ile mundur (rekonstruowany) zmienia człowieka. Mam wrażenie, że tak naprawdę niewiele i prawidłowość jest raczej odwrotna: to kim sie jest decyduje o tym jak się mundur nosi. Mam tu na myśli nie tyle kwestie krawieckie, co ogół zachowań. Jeśli, dla kogoś naturalnym jest dość ekspresyjny sposób wyrażania się, to przez przyodzianie XIX wiecznego stroju przyzwyczajeń nie zmieni. Wejście w czyjeś położenie wymaga dużej znajomości kultury i realiów epoki, a tego zobrazowanie pewnej żyłki aktorskiej. Czasami trudno rozgraniczyć też co jest prawdą, co konfabulacją, a co fikcją literacką wręcz. W dyskusjach o wieku XVII i jego ukazaniu w trylogii Sienkiewicza padały np. sformułowania, że ponad wiek rozbiorów nie poczynił takich spustoszeń w obrazie i języku w owym okresie używanym, jak trylogia. Nie wnikając w trafność tego podsumowania ujmuje ono jednak pewien uniwersalny problem: na ile to co znamy z przekazów jest prawdziwe. Co z tego i w jaki sposób wydobyć i w jaki sposób przekazać? Pisarze opisujący owe czasy dokonywali pewnej stylizacji, zgodnej z modą okresu, w którym tworzyli. Dlatego inaczej pisze Conrad, inaczej Eustachy Rylski, któremu "nagroda przypadła za kunszt literacki i talent, dzięki którym współcześni czytelnicy mogą sobie przypomnieć, czym jest dobra i wciągająca literatura. Za powieść "Warunek", w której takie pojęcia jak polskość i honor, dystans i ironia, brzmią autentycznie i kryją się za nimi prawdziwe ludzkie emocje." Gdzie leży prawda? U Conrada, u Rylskiego, w pamiętnikach? Wiemy, że te ostatnie niewolne bywały od potrzeb podkreślenia zasług autorów, często też opisywały nie tyle rzeczywistość, co wizję onej zgodną z poglądami przyjmowanymi już dużo po opisywanych zdarzeniach. Również i historycy nie są wolni od ograniczeń. Dr Czubaty opisuje pewną modę pośród historyków XIX i XX wiecznych, która polegała na przykładaniu współczesnej miary do ówczesnych zachowań. Powodowało to, że pewne motywacje i zachowania uwypuklali w swych pracach, a przeciwnym przypisywali nicość zatracając przy tym półcienie. W konsekwencji w zbiorowej pamięci zachowały się głównie schematy rzeczywistości nieoddające. Nie jestem też pewien, czy przywdzianie munduru pozwoli być innym człowiekiem, a jeśli tak to jakim i w jakim stopniu. Treści nosimy w sobie. To co zmieniamy tak naprawdę ogranicza się jedynie do form wyrazu, choć tych warto szukać, choćby po to by się ze schematami móc zmierzyć.

...książek tyle, a czasu wciąż brak...
 
     
Maria J. Turos 
bywalec
Medyk



Wiek: 52
Dołączyła: 12 Maj 2006
Posty: 222
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2006-08-23, 15:49   

Podzięka serdeczna Panu "Brykietowi" i "...miód..." na moje przebierankowe - po Gołyminie nawet ładnie opalone - czoło [bo serce zajęte jest tym tematem zawsze]. Co do bycia - bądź nie - w danej epoce. Ekspresja słowna, rozwój języka, zachowań, kultur i subkultur [o tym m.in. pisze cytowany przeze mnie w tekście "Mroźne tchnienie Iławy" prof. Fackler] z pewnością nas zmienia i do ideału nie dojdziemy. Ale próbować można - zresztą na nadmiar pewnych form grzecznościowych nasz język nie cierpi, wystarczy posłuchać na ulicy. Stąd ktoś szarmancki - w jakim wydaniu, XIX czyXXI wiecznym - już jest inny. I dobrze, że taki jest. Jak to bywa na batalii - staram się nauczyć stopni i odzywać, żeby było w miarę z epoki - druga strona reaguje różnie ale... Jest to jakiś poziom, ku któremu dążymy. I obyśmy doszli
A tak a propos literatury. Można tu - odwołam się znów do mojej Nauczycielki Prof. Sławińskiej - sięgnąć do powstających w końcu XIX i na początku XX wieku powieści, że tak się wyrażę "...z drugiej półki..." [Przyborowski, Gąsiorowski]. W wersjach zeszytowych adresowane były do trochę innego kręgu czytelników, z pewnością o mniejszym wyrobieniu czytelniczym, ale było to często pierwsze pokolenie robotnicze w ogóle umiejące czytać i pisać. Gdy Prof. Sławińska poleciła nam zrobić analizę opowiadania "W ambulansie" [jest to dłuższa i bardziej "...krwawliwa..." wersja rozdziału z "Rok 1809", pamiętam ogólny śmiech. Doputy, dopuki nie położyła przed nami egzemplarza z pieczątką biblioteki szkoły ludowej gdzieś na Śląsku [okolice Katowic juz nie pamiętam dokładnie] gdzie na ostatniej kartce jakiś uczeń wyskrobał, że on też chciał by być taki mężny.
Więc...może do jednego celu jest wiele dróg.
Pozdrowienia
 
     
Koroniarz 
bywalec
I Régiment de chevau-légers (Polonais)



Dołączył: 17 Gru 2005
Posty: 889
Wysłany: 2006-08-23, 21:30   

Maria J. Turos napisał/a:
Więc...może do jednego celu jest wiele dróg.

Ależ oczywiście, że tak. Dotknęła Pani owym przykładem i innej rzeczy, której mi w rozmowach brakuje: imponderabiliów. Być może w sposob nieco pozytywistyczny wyrażam pogląd, iż poświęcamy żywej historii czas i myśli nie ze względów estetycznych, jak też i ten, że to nie tyle rekonstrukcja nas kształtuje, ile że potrzeba powrotu do historii, jej ożywienia, wynika z nas samych i z naszych przemyśleń. Wierzę bowiem, że pamięć rzeczy minionych, czy szacunek dla wartości jest tak samo ważny gdy mundur się nosi i gdy się munduru nie nosi. Dlatego nie czuję się innym człowiekiem, kiedy "gram rolę" do kostiumu przypisaną.
 
     
Maria J. Turos 
bywalec
Medyk



Wiek: 52
Dołączyła: 12 Maj 2006
Posty: 222
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2006-08-24, 08:03   

Dziękuję za pochwałę. To prawda, szukamy drogi powrotu do wartości - a rekonstrukcja może być jedną z nich. Jest takie stare, ale mądre porzekadło, iż "...nie habit czyni mnicha...", mundur również nie czyni z nas człowieka z tamtych "...wspaniałych!?..." lat, ale może zbliża. Cieszę się, że dyskusja zahaczyła o ów temat, gdyż z doświadczeń francuskich wiem, iz pierwiastek niematerialny jest bardzo ważny [dobrym przykładem jest to jeden z brankardierów prof Leroux - Lenci - w cywilu kustosz Stedelijk Museum w Amsterdamie - brązowy mundur wcale go nie zmienia, jest takim samym sympatycznym Holendrem, amatorem dobrego jedzenia, a że "...zarobiłam..." od niego po rękach, no cóż coś umiem].
Pozdrowienia
 
     
Brykiet 
bywalec
Sierżant


Dołączył: 20 Maj 2006
Posty: 135
Skąd: majątek Grabów
Wysłany: 2006-08-24, 08:06   

Szanowna Pani Mario! dotknęła Pani zagadnienia który trzeba sprecyzować i się z nim pogodzić: po pierwsze my, odtwarzając przeszłość nie uwolnimy się nigdy od współczesności - zawsze nasze współczesne nawyki, przemyślenia, doświadczenia rzutować będa na to co usiłujemy odtworzyć. W efekcie świadomie czy nie świadomie skrzywiamy obraz przeszości.
Po drugie: Nikt niewie jak ta przeszłość wyglądała. wszystko co mamy to przekazy pamiętnikarskie, obrazy, dokumenty i przedmioty - a więc świadectwa nieobiektywne. Ergo - tworzymy wyobrażenie przeszłości mniej lub bardziej zbliżonej do prawdy, którego nieda się obiektywnie zweryfikować.
Tworzymy rekonstrukcję historii - nie historię!

Koroniarzu: Ty nie musisz "grać" - z Twoją aparycją i wyską kulturą pasowałbyś do epoki świetenie. Ale każdemu niezaszkodziło by (mi też) głębsze upodobnienie się, obyczajowo-duchowe do naszych przodków - to też jest "kostium" tyle, że niewidzialny.
_________________
Kto miał zaszczyt służyć Napoleonowi, temu wolno służyć tylko Panu Bogu przy Mszy świętej.
-gen. J.Kossakowski
 
     
Maria J. Turos 
bywalec
Medyk



Wiek: 52
Dołączyła: 12 Maj 2006
Posty: 222
Skąd: Warszawa
Wysłany: 2006-08-24, 11:50   

Brykiet napisał/a:
Tworzymy rekonstrukcję historii - nie historię!

To już jest sprecyzowanie - nosi nawet w metodologii nauki odpowiednią nazwę, zawsze zapominam jaką ogólną [w odniesieniu do tego co ja konkretnie robię również jest - Sozialgeschichte der Medizin]. Cieszę się jednak, że został zaakceptowany sam temat: ile trudu wkładamy by przynajmniej stać się podobnym.
Będzie sie to nam mniej czy więcej udawało to prawda, ale czy i w tym nie tkwi cała przyjemność uczestniczenia w rekonstrukcji - mnie osobiście wiele one nauczyły, o dziwo pod względem fachowym, zawodowym również.
Cztli oby tak dalej.
Jak zawsze - pozdrowienia, no i kiedy się spotkamy - może w Modlinie. Zapraszam.
 
     
niepij
bywalec
Początkujący



Dołączył: 13 Lip 2006
Posty: 145
Skąd: KompaniaWoltyżerów
Wysłany: 2006-08-25, 10:36   

Skoro zakładacie że jest to zabawa ludzi kulturalnych i obytych, których wysoki poziom intelektualny pozwoli im odtworzyć obraz epoki na podstawie lektur i wrodzonego aktorskiego talentu to co zrobić z rzeszą ludzi prostych, prymitywnych i chamskich (w których liczbie ja się umiejscawiam). Skoro oni niestety już są...
Czy przypadkiem lukrowany obraz moralności przeciętnego szwoleżera nie jest przefiltrowany przez lata bycia szanowanym weteranem i dziadkiem w wygodnych ziemiańskich rezydencjach. Przecież większość interesujących nas pamiętników powstała po 20-30 latach od czasów które opisują. Owi dziadkowie musieli pisać tak by wnuczek nie czytał, że dziadek rąbał szablą, kosił Hiszpanki, strzelał w plecy i rabował. Bynajmniej nie twierdzę że Polacy byli wyjątkowymi bandytami ale skoro w rejonie Saragossy do dziś wieśniacy pamiętają Polaków jako zbrodniarzy to coś w tym musi być (wiem to od mieszkającego tam Hiszpana).
Nie chcę o tym dyskutować po prostu dlatego że nie więrzę by wojna mogła być ładna lub szczera bo ze swej definicji polega na mordowaniu i podstępach.
Poza tym czytając pamiętniki nawet te lukrowane można zauważyć, że zarówno szeregowi jak i oficerowie byli różni, tak jak zawsze... Byli złodzieje, gwałciciele, pisarze, muzycy, frustraci i kochankowie. Jak wyciągniemy średnią z obyczajów tak szerokiego przekroju społeczeństwa?
Łączyło ich tylko to że byli w wojsku. Obowiązywały ich rozkazy, regulamin i kilka niepisanych obyczajów w rodzaju bicia złych kolegów ćwiekowanymi trepami.

My tworzymy coraz większą rzeszę ludzi. Ludzi posiadających broń, czasem pędzących na niedoszkolonych koniach. W tym wszystkim mamy jeszcze armaty, czasem strzelające wyciorami... Zastanówmy się czy powinniśmy więcej czasu poświęcać na kultywowanie pięknych manier ( w które wciąż wątpię ) czy pierwszym naszym celem nie powinno być rzeczowe i jednoznaczne uregulowanie sposobu naszego poruszania na polu bitwy i hierarchi ważności związanej ze zdolnościami i wiedzą, tak by zminimalizować prawdopodobieństwo wypadku czy choćby narażenia się na ośmieszenie w oczach innych grup.
Przypuszczam że Wasze dywagacje o przedzieżganiu się w kogoś innego-lepszego gdy ma się mundur dotyczą głównie biwaku, bo rozumiem że na bitwie nikt nie znający regulaminu i zasad poruszania nie miałby czelności zmuszać siebie i innych do dygnięć i posłuchu.
Ale popatrzcie na biwak...
To prawie jak bitwa. Wiele podchmielonych osób, tak jak kiedyś i zawsze, o różnych skłonnościach. Zdarzyło mi się raz, w Kamieńcu Suskim, że pijany polski wartownik, w mundurze i z karabinem zadecydował, że nie mogę przebywać we własnym obozie i zawzięcie dźgał mnie bagnetem i bił kolbą uratował mnie refleks i "chamstwo" jego kolegów, którzy go złapali, lekko skatowali i kazali stać dalej tylko mnie nie ruszać...
Bywa że podochoceni "oficerowie" nie panując już nad ruchami usiłują udawać teatralną obrazę i dla postrachu wyzywać na pojedynek. Trzeba wtedy stać jak najdalej bo jak skaleczą to w najlepszym razie przeproszą... Oczywiści używają przy tym sienkiewiczowskiej polszczyznym, czy to ten pierwiastek niematerialny?

Wydaje mi się że wyznacznikami rekonstrukcji nie jest ( może niestety... ) kultura osobista ani obycie, bo też większość dobrych dowódców to urodzone wysoko chamy były, a było paru generałów którzy nie umieli czytać.
Rekonstrukcja to:
1. Wygląd
2. Wyszkolenie
3. znajomość realiów epoki( w sensie wizerunku ludzi i kształtu przedmiotów )
a dopiero na dalszych miejscach:
4. znajomość epoki ( w sensie obyczaju opisywanego w pamiętnikach )
5. kultura osobista
6. moralność
Niestety zawartości naszych głów nie pokarzemy podczas bitwy, a mundur, umiejętności musztry i strzelania owszem.

Poza tym - jeśli chcielibyśmy bazować na wrodzonym aktorskim talencie to pamiętajmy, że talent ten warto by zweryfikować, bo przecież nie zawsze nasze zdanie o naszych zdolnościach jest tożsame ze zdaniem ogółu. Pamiętajmy też że nawet najlepszy aktor ( a może właśnie tylko najlepszy aktor... ) przygotowuje się do swej roli, czasem nawet kilka lat, obserwując , ćwicząc, zbierając informacje.

Nie jestem pewien ale coś mi to wygląda na to, że "pierwiastek niematerialny" jest również "niedyskutowalny". Każdy z nas posiada w sobie ten pierwiastek, tyle że u każdego to jest chyba coś innego...

Pozdrawiam
niepij
 
     
Wyświetl posty z ostatnich:   
Odpowiedz do tematu
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach
Nie możesz załączać plików na tym forum
Nie możesz ściągać załączników na tym forum
Dodaj temat do Ulubionych
Wersja do druku
Dodaj temat do ulubionych

Skocz do:  
 
   






Powered by phpBB modified by Przemo © 2003 phpBB Group
Support forum phpbb by phpBB Assistant
Template created by Qbs.
Template theme based on Unofficial modifications.
Strona wygenerowana w 0,37 sekundy. Zapytań do SQL: 14